Sobota 21 Października 2017r. - 294 dz. roku,  Imieniny: Celiny, Janusza

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 09.06.17 - 22:59     Czytano: [292]

Lwów kondominium polsko-ukraińskim


W 1952 roku znany polski poeta, prozaik, publicysta, tłumacz, mieszkający po wojnie na emigracji Józef Łobodowski (1909-1988) w 1951 roku na łamach paryskiej „Kultury” wystąpił z projektem kondominium polsko-ukraińskiego na „Ziemi Czerwieńskiej” czyli w Małopolsce Wschodniej. Co jest ciekawe to to, że główny publicysta polityczny „Kultury” Juliusz Mieroszewski napisał o sugestii Łobodowskiego: „Projekt jest doskonały i osobiście trafia mi w całości do przekonania” („Kultura” Nr 10 1952, str. 100). – To byłoby najlepsze rozwiązanie polityczne dla Małopolski Wschodniej. Oczywiście Ukraińcy nie zgodzili by się na nie. Ale uważam, że był moment w latach 1991-93 kiedy rząd polski mógł starać się, i prawdopodobnie mogło by to nastąpić, za cenę uznania obecnej granicy polsko-ukraińskiej zażądać uczynienia ze Lwowa kondominium polsko-ukraińskim. Wówczas Polacy, mając choć w takiej postaci arcypolski Lwów, bez którego Polska nie Polską w całym tego słowa znaczeniu, łatwiej zaakceptowali by Jałtę. I łatwiej mogło by dojść do porozumienia polsko-ukraińskiego. Niestety, głowy ówczesnych polityków solidarnościowych były zaśmiecone koncepcją Jerzego Giedroycia (de facto amerykańską, gdyż Giedroyć był agentem amerykańskim: zob. Wypowiedź Jana Nowaka w „Na Antenie” (RWE) czerwiec 1972) bezkrytycznego i bezwarunkowego uznania przez stronę polską decyzji jałtańskich i nikt z tych „polityków z bożej łaski” („jakiego mnie Boże cielęciem stworzyłeś, takiego mnie masz”) nie myślał o tym, aby Lwów został chociażby kondominium polsko-ukraińskim. Nie znaczy to, że nie można się o to starać dziś albo nawet jutro. To Ukrainie bardziej zależy pod każdym względem na Polsce niż Polsce na Ukrainie.

Ukraińcy tak nas kochają, że w przyjacielskim uścisku z przyjemnością by nas udusili

Warto ten komentarz opublikowany w „Rzeczpospolitej” przeczytać:

~nara5Użytkownik anonimowy
Rzeczpospolita dzisiaj 08:27 użytkownik ~nara5 napisał
A co z Katyniem? odszedł w odstawkę i został tylko Smoleńsk ?
Rosja w osobie prezydenta Jelcyna przeprosiła za Katyń - w 1994 r. Jelcyn nawet łzę uronił w Warszawie przy Krzyżu Katyńskim. A na premierze filmu Wajdy „Katyń” obecni byli i prezydent, i premier Rosji. Później film o Katyniu pokazano we wszystkich rosyjskich kanałach TV. Jeszcze później Putin był na grobach katyńskich i jawnie przyznał, że to dzieło rąk NKWD.

13 kwietnia 1990 r. ówczesny prezydent ZSRR, Michaił Gorbaczow, wręczył ówczesnemu prezydentowi Polski, gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu, dwie teczki zawierające listy blisko 10 tys. zamordowanych oficerów różnych formacji i inne dokumenty oraz publicznie przeprosił Polskę i Polaków za tę zbrodnię. Następnego dnia, tj. 14 kwietnia, na cmentarzu w lesie katyńskim odbyła się podniosła uroczystość. O obu tych faktach panuje dziwna zmowa milczenia. Ale okazjonalnie pojawiają się żądania przeproszenia Polaków za tę zbrodnię.

Ukraina – przeciwnie. Wznoszone są pomniki katów, ideologię OUN szczepi się młodym ludziom. Cały czas na Majdanie Prawy Sektor prowadził takie szkolenia. Setki sztandarów UPA widać na każdej demonstracji. I nie jest to epizod, ani sprawa miniona. Przeciwnie – aktualna!

Za zasługi dla Ukrainy Banderze zbudowano pomniki w takich miastach jak: Stanisławów, Drohobycz, Stryj, Borysław, Kołomyja, Kamionka Strumiłowa, Dublany, Mościska, Uhrynów Stary, Lwów, Tarnopol, Buczacz, Strusów, Sambor (poświęcony przez 11 kapłanów z miejscowych cerkwi). Kolejne planowane są w Łucku, Czerkasach, Równem, Kijowie i Czerniowcach.

Dodatkowo, zapewne w ramach przyjaźni polsko-ukraińskiej, Bandera otrzymał honorowe obywatelstwo w następujących miastach: Łuck, Lwów, Iwano-Frankiwsk (dawny Stanisławów), Tarnopol, Truskawiec, Kowel, Sokal, Czerwonogród (dawny Krystynopol), Chust, Brody, Żółkiew, Trembowla, Jaworów, Nowojaworowsk, Borysław, Radziechów, Dublany, Rawa Ruska, Kuźniecowsk, Kołomyja, Dolina, Stebnik, Skole, Morszyn, Wołświn, Zborów (Onet.pl 10.4.2017).

Zamordowanie 40 Polaków w Motolu na Polesiu we wrześniu 1939 roku

Polesie do 1939 roku było przez wieki ziemią Białorusinów/Tutejszych, Polaków i Żydów. Wieś Motol nad rzeką Jasiodłą leży na Polesiu, od 1945 roku na Białorusi, w rejonie janowskim obwodu brzeskiego. Do 1939 r. miejscowość znajdowała się na terenach II Rzeczypospolitej – w powiecie drohickim w województwie poleskim. Dawne dzieje miasteczka opisał Henryk Jastrzębiec-Kamieński w pracy „Królewskie miasto Motol” („Ziemia” 1935, nr 6-7). W przedrozbiorowej Polsce było to miasto królewskie w ekonomii pińskiej i położone przy trakcie handlowym z Pińska do Prużany rozwinęło się jako lokalny ośrodek handlowy. W XVI w. należało do królowej Bony, żony króla Zygmunta I Starego. Motolski plac Lenino (oficjalna nazwa) jest przez mieszkańców Motola powszechnie nazywany placem Królowej Bony. W 1921 roku w polskim Motolu mieszkało 4390 osób. Jako ciekawostkę można wspomnieć, że w okresie międzywojennym Motol był znany szeroko w okolicy z wyrobu bardzo dobrej kiełbasy krakowskiej - suchej, którą produkował zakład masarski Stefana Miniuka i że w 2005 roku przystąpiono tu ponownie do wyrobu tejże kiełbasy, według recepty Miniuka (wieprzowinę sprowadzają z Polski, bo jest chudsza), która także i dzisiaj trafia na stoły mieszkańców Pińska, Baranowicz i Brześcia. Większość tutejszych majątków ziemskich od wieków i do 1939 roku należała do polskiego ziemiaństwa. Podczas I wojny światowej ok. 300 000 mieszkańców Polesia wyznania prawosławnego przed zajęciem jego przez Niemców zostało zmuszonych do wyjazdu w głąb Rosji (zgodnie z rosyjską doktryną wojenną „spalonej ziemi”. W 1917 roku władzę w Rosji objęli bolszewicy. Rozpoczęło się bolszewickie „pranie mózgów” z jednej strony, a z drugiej głód pchał przesiedleńców w objęcia tej ideologii, przy której, po jej zaakceptowaniu, można było jakoś żyć, a nawet poczuć, że się jest „panem w zaistniałej sytuacji”. Na polskie Polesie do 1925 roku powróciło ok. 250 000 repatriantów z Rosji. Niektórzy z nich skomunizowani, podjęli działalność antypaństwową. Ich dzieci, wychowane przez nich również w duchu bolszewickim, okazały się być jeszcze gorsze. Wspierali ich dobrze zorganizowani i otrzymujący pomoc z zagranicy skomunizowani Żydzi. Sprzyjało ich antypaństwowej agitacji odziedziczone od Rosji carskiej bardzo duże zacofanie gospodarcze i kulturalne Polesia. Władze polskie wkładały wiele wysiłku w kierunku rozwoju Polesia. Prowadzono meliorację błot i pól poleskich, budowano drogi, szkolnictwo stało się powszechne. Spowodowało to, że zdecydowana większość ludności Polesia – z grupy tzw. „Tutejszych” (707 tys. w 1931 r.) widząc uspokojenie po wojennym chaosie i polepszające się warunki życia, byli raczej lojalni wobec polskiej władzy. Uśpione „jaczejki” komunistyczne nie mogąc liczyć na szersze poparcie wśród mieszkańców Polesia uśpione (bo zwalczane przez policję i straż graniczną) czekały na lepsze czasy. Przyszły one wraz z sowieckim najazdem na Polskę 17 września 1939 roku. Nastały tragiczne czasy dla Polaków na Polesiu.

Wychodzące w Kanadzie białoruskie kombatanckie czasopismo „Zważaj” (Baczność) więcej niż połowę numeru 2 z kwietnia 1975 roku poświęciło monografii miasta Motola; anonimowy autor pochodził z tamtych stron. Poruszył m.in. sprawę zamordowania przez lokalnych komunistów w dniach od 18 do 24 września wyłapanych 40 młodych Polaków w Motolu. Zbrodnia ta jest chyba w ogóle nieznana Polakom (wyjątki potwierdzają regułę). Nic o tym nie ma w haśle „Motol” w internetowej polskij Wikipedii i niczego na ten temat nie zauważyłem w całym Internecie. Pisała o tym, omawiając ten numer „Zważaj” paryska „Kultura” (Nr 1-2 1976), ale kto dzisiaj z Polaków ma dostęp do tego czasopisma? Dlatego pozwalam sobie na przypomnienie tego, co o zbrodni popełnionej na Polakach w Motolu napisano w „Zważaj”.

W latach 30. XX w. ścierały się w Motolu, podobnie jak na prawie całym Polesiu wpływy polskie i sowieckie. Polacy wprowadzili w miasteczku powszechne nauczanie, przy szkołach powstały koła młodzieży polskiej oraz działał „Strzelec” otwarty dla starszej młodzieży. Komuniści mieli zaś swoje „jaczejki”, których organizatorem i „komisarzem” był Jan Macukiewicz-Samaraka. Po dwukrotnym nielegalnym (przez zieloną granicę) pobycie w Związku Sowieckim w latach 1930 i 1931, zdołał skupić wokół siebie ok. 30 „młodych skomunizowanych fanatyków” białoruskich i żydowskich, działających niezwykle energicznie. Na jesieni 1935 roku jaczejki zostały rozgromione przez polską policję, a ich przywódcy skazani na 4 lata więzienia. Niestety, łaskawi Polacy zwolnili ich przedterminowo i latem 1939 roku mieli już swoją organizację odbudowaną. Podany w „Zważaj” szczegółowy opis ich działalności po wkroczeniu Armii Czerwonej na Polesie we wrześniu 1939 roku jest wstrząsający. Od 18 września organizowali napady na okoliczne majątki polskie i m.in. zamordowali w Porzeczu byłego senatora RP (1930-35) Romana Skirmunta, a jego siostrę Marię wraz z mężem Henrykiem w Mołodowie. Masowy mordy młodych Polaków, członków „Strzelca” miały również miejsce w Motolu. Przeprowadzono je, według autora tekstu w „Zważaj”, z niezwykłym okrucieństwem:

„Młodych chłopców „strzelców”, do których mieli szczególną urazę, komuniści łapali i odprowadzali na żydowski cmentarz. Tam naprzód siekierami odrąbywali swym ofiarom ręce, następnie nożami wykłuwali oczy, odcinali uszy, nosy, języki i organy płciowe i pozostawiali na miejscu”.

Po podaniu tych szczegółów, autor pisze:

„Gdyby mi powiedziano kiedyś, że ci ludzie mają zwierzęce instynkty i są zdolni do nieludzkich wyczynów, trudno by było uwierzyć. Nie wszyscy też uwierzą temu, co napisałem. Czytelnik może pomyśleć, że przesadzam i na to nic poradzić nie mogę. Trudno uwierzyć w niektóre opisane tu zdarzenia, toteż nikogo przekonywać się nie staram. Sam bym nie uwierzył, gdyby mi ktoś opowiadał coś podobnego. Piszę to, co było o jak było. Na pewno wiele opuszczam i nie wszystko jest mi wiadome...”.

W dalszym ciągu autor podaje nazwiska i uliczne przezwiska kilkunastu mieszkańców Motola, których – pisze – „znam osobiście, a oni mnie znają”, oskarżając ich o dokonanie tych straszliwych mordów, i kończy wydrukowany odcinek:

„Owej jesieni, w ciągu tygodnia od 17 września do 24 września, komuniści zamordowali w Motolu około 40 młodych chłopców”.

Kolegiata Świętej Trójcy w Ołyce na Wołyniu

Miasto Ołyka do 1945 roku należała do Polski i leżało na terenie powiatu łuckiego (40 km od Łucka), w województwie wołyńskim. Od 1533 roku należała do Radziwiłłów i w latach 1589-1939 stanowiła siedzibę ich ordynacji. Radziwiłłowie mieli tu okazały zamek, założony przez Mikołaja Radziwiłła w 1564 roku. Jego ostatnim właścicielem był książę Janusz Radziwiłł (1880-1967). Po napadzie Niemiec na Polskę 1 września 1939 roku w drugim tygodniu września 1939 roku w tutejszym zamku zatrzymał się na kilka dni ewakuujący się z Warszawy prezydent RP Ignacy Mościcki. Pierwszy kościół katolicki w Ołyce został zbudowany w1450 roku. W 1565 roku Mikołaj Radziwiłł przeszedł na kalwinizm i kościół zamienił na zbór kalwiński. Książę Stanisław Radziwiłł za namową jezuity Piotra Skargi przeszedł z kalwinizmu na katolicyzm i wzniósł w Ołyce drewniany kościół katolicki w 1588 roku dla swojej rodziny, dworzan i katolickich mieszczan i kupców, którzy osiedlili się w Ołyce. Stanisław Radziwiłł hojnie uposażył kościół zapisem z 30 sierpnia 1588 roku.

Nowy, murowany kościół pw. Świętej Trójcy został wzniesiony w tym samym miejscu w latach 1635-1640 na zlecenie księcia Albrychta Stanisława Radziwiłła w stylu barokowym, na wzór rzymskiego kościoła Il Gesu (wiąże się stylistycznie również z kościołem Zwiastowania NMP w Grodnie). Był wówczas uważany za najpiękniejszą świątynię Wołynia i taką opinią chwalił się do II wojny światowej. Za kościołem znajduje się murowana dzwonnica, składająca się z pięciu filarów połączonych arkadami. Projekt kościoła wykonał znany architekt włoski Benedetto Molli, a jego budowniczym był jego rodak Giovanni Maliverna, prowizorem Józef Beffka, rzeźby były dziełem Melchiora Erlenberga i Michała Germanusa (stolarz), a roboty rzemieślnicze były wykonane przez Jana Bączkiewicza, Stanisława Marlowica, Kaspra Sangori, Alberta Sadowskiego („fabri contarii”) i Jana Grzeszkowicza. Jest to trójnawowa bazylika z narteksem, chórami i półkolistym zamkniętym prezbiterium. Główna fasada świątyni podzielona jest pilastrami korynckimi, powyżej których znajduje się ogromny napis łaciński „DEUS DE TUIS DONIS TIBI OFFERIMUS”. Między pilastrami ustawione są rzeźby świętych – patronów Polski Wojciecha, Stanisława, Piotra i Pawła dłuta Erlenberga. Dwukondygnacyjną fasadę wieńczy parawanowy szczyt ze spływami wolutowymi, zamknięty tympanonem i flankowany przez dwie boczne wieżyczki. Duże prostokątne pole frontonu wypełnia płaskorzeźba „Koronacja Najświętszej Maryi Panny” z wizerunkiem całej postaci Matki Boskiej, stojącej na półksiężycu wśród obłoków i główek cherubinów. Niżej w półokrągłym frontonie umieszczono płaskorzeźbę „Bóg Ojciec”. Wnętrze kościoła charakteryzowały doskonałe proporcje i zdobiły liczne rzeźby i dekoracje, a pomiędzy pilastrami rozmieszczone były duże płótna z obrazami religijnymi. Nad pilastrami stały rzeźby dwunastu apostołów (niektóre zachowały się do dziś). Nie zachowały natomiast ołtarze w stylu wczesnego baroku wykute z marmuru i alabastru oraz stalle w prezbiterium, które były dziełem Melchiora Erlenberga, ucznia wielkiego Jana Pfistera ze Lwowa. Wewnątrz kościoła znajdowały się liczne nagrobki i epitafia rodziny Radziwiłłów, najczęściej z kolorowego marmuru i alabastru. Większość z nich nie przetrwało do naszych czasów. Wnętrze kościoła zdobiły, poza już wspomnianymi, liczne obrazy religijne (m.in. Zwiastowanie NMP z XV w.) i portrety Radziwiłłów – w tym fundatora kolegiaty ks. Albrechta i jego ojca ks. Stanisława), z których sześć po 1945 roku trafiło do Lwowskiej Galerii Sztuki oraz piękne nagrobki i epitafia Radziwiłłów oraz wybitnych kanoników ołyckich i proboszczów kolegiaty. W skarbcu kolegiackim przechowywano głównie zabytkowe przedmioty kultu, m.in. barokowy srebrny relikwiarz św. Chavilli, męczennika z XVII w. i kilka innych, duży pontyfikał z XVII w., trzy srebrne monstrancje, kute w srebrze hermy św. Argentyna i Restytuta, pastorał srebrny, częściowo złocony z 1631 roku i dwa mniejsze z XIX w., artystycznie kuty w srebrze dzbanek z tacką, osiem ornatów z XVII i XVIII w., mitry (Leon Popek „Świątynie Wołynia” 1997).

Kościół został konsekrowany w 1640 roku przez biskupa łuckiego Andrzeja Gembickiego, a dzięki staraniom Radziwiłłów rok później został podniesiony do rangi kolegiaty i uposażony wsiami Dereń i Stawki. W 1638 roku fundator kościoła założył przy kościele kolegium – filię Akademii Zamoyskiej oraz seminarium duchowne. Kapituła kolegialna istniała w Ołyce do 1945 roku, czyli do czasu oderwania przez Stalina Ziem Wschodnich od Polski i wypędzenia stąd Polaków do komunistycznej i w nowych granicach Polski. W 1939 roku parafia ołycka miała 4817 wiernych w Ołyce i okolicznych wioskach; ostatnim jej proboszczem był ksiądz dziekan Stanisław Woronowicz (1895-1961). Podczas rzezi Polaków dokonywanych przez bandy nacjonalistów ukraińskich w 1943 roku, w Ołyce zostało zamordowanych 87 Polaków (ponad 300 uciekło do wielkiego ośrodka polskiej samoobrony w Przebrażu), a świątynia została zdewastowana. Stała otworem i wówczas rabowano elementy jej wystroju. Po wojnie lokalne władze ukraińskie zamieniły kolegiatę na kołchozową stajnię. Z biegiem lat popadała w ruinę, pomimo tego, że należała do najcenniejszych zabytków architektonicznych na terenie Wołynia: zdaniem historyków jest to najwyższej klasy zabytek z okresu baroku, ciągle z unikalnym wyposażeniem i nagrobkami Radziwiłłów. W ołyckim zamku Radziwiłłów władze sowieckie urządziły szpital psychiatryczny, co spowodowało również dewastację zabytkowych wnętrz.
a Sowieci zamienili kolegiatę na kołchozową stajnię

Po upadku Związku Sowieckiego w 1991 roku zdewastowana niemiłosiernie kolegiata została przekazana tutejszej parafii rzymskokatolickiej przy kościele św. Piotra i Pawła, należącej do diecezji łuckiej, który również zaczęła na nowo funkcjonować. Przy okazji większych świąt religijnych, w kolegiacie odbywają się msze święte i nabożeństwa. Mała parafia katolicka w Ołyce, mająca dzisiaj zaledwie 200 parafian i równie biedny diecezja łucka nie mogą sobie pozwolić na odnowienie kolegiaty ołyckiej. Dlatego, że kolegiata jest cenną pamiątką polską i architektoniczną częściowej restauracji świątyni podjęło się Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” w Warszawie, Ministerstwo Ochrony Zabytków i Konsulat Generalny RP we Lwowie. Odnowiono podziemia zabytkowych budynków otaczających świątynię i ogrodzono teren.

W 2013 roku polska Fundacja Dziedzictwa Kulturowego przy wsparciu finansowym polskiego Ministerstwa Kultury oraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych zadecydowała o przeprowadzeniu restauracji kolegiaty ołyckiej. Przed przystąpieniem do działań konserwatorskich przy wyposażeniu kościoła konieczne było uporządkowanie krypt splądrowanych po wojnie przez lokalną ludność ukraińską. Podczas prac porządkowych na początku 2017 roku w kryptach kolegiaty pod grubą warstwą śmieci odnaleziono srebrne portrety trumienne fundatora Stanisława Albrychta Radziwiłła i jego żony Krystyny Anny z Lubomirskich, które do II wojny światowej wisiały w kolegiacie. To unikatowe znalezisko w skali nie tylko Ukrainy, ale też Europy – zwraca uwagę dr Michał Laszczkowski, prezes Fundacji. Zostały znalezionych także kilkadziesiąt alabastrowych elementów ołtarzy, medaliki, monety, fragmenty trumien oraz srebrnego orła z herbem Stanisława Albrychta Radziwiłła na piersi, który zdobił niegdyś tron w prezbiterium kościoła. Naukowcy odnaleźli też szczątki 141 osób pochowanych w krypcie. Artefakty zostały przekazane w depozyt do Muzeum Krajoznawczego w Łucku. W przyszłości planowana jest ich ekspozycja w odnowionym kościele. Prace konserwatorskie w kolegiacie Świętej Trójcy w Ołyce to największe pod względem skali przedsięwzięcie konserwatorskie za granicą finansowane z polskiego budżetu. W tym roku resort kultury i Senat przeznaczyły na ten cel ok. 700 tys. zł. Dotychczas polskim i ukraińskim pracownikom udało się zabezpieczyć pękniętą konstrukcję kościoła, odbudować rozebrane elementy konstrukcyjne oraz przeprowadzić rekonstrukcję tynków, okien, krat okiennych i dachu. Koszt dokończenia prac (m.in. elementy wyposażenia: alabastrowe ołtarze i epitafia, złocenie figur apostołów i rozet) szacowany jest na kilka milionów złotych. Fundacja wciąż zbiera na ten cel pieniądze (“Rzeczpospolita” 6.4.2017).

Chociaż Ołyka nie leży na obszarze dzisiejszej Polski i dzisiejsza diecezja łucka nie należy do polskiej prowincji kościelnej (jej biskupem od 2014 r. jest ukraiński duchowny ks. Witalij Skomarowski), a tylko do utworzonej przez papieża Jana Pawła II kościelnej prowincji ukraińskiej, w której na siłę ukrainizuje się miejscowych Polaków-katolików, w kwietniu 2016 roku Konferencja Episkopatu Polski ogłosiła zamiar powołania sanktuarium maryjnego w kolegiacie w Ołyce, uzasadniając to tym, że na terenie dzisiejszej diecezji łuckiej nie ma żadnego rzymskokatolickiego sanktuarium maryjnego (przed wojną na polskim Wołyniu było kilka sanktuariów maryjnych; poza jednym wszystkie te cudowne obrazy są dzisiaj na terenie Polski – zostały wywiezione przez wypędzanych z Wołynia polskich parafian). Ten zamiar poparła Fundacja Dziedzictwa Kulturowego i zrekonstruowała obraz Matki Boskiej Kazimierzeckiej – patronki Wołynia, który w przyszłości zostanie umieszczony w świątyni. Kopię namalował gdański artysta Tomasz Kucharski. Sukienkę dla obrazu ze złoconej srebrnej blachy wykonał krakowski konserwator Tadeusz Galant. Została ona przekazana biskupowi łuckiemu ks. Witalijowi Skomarowskiemu.

Dlaczego akurat Matka Boska Kazimierzecka ma być patronką Wołynia i Ołyka stanowić sanktuarium dla zrekonstruowanego obrazu? Prawdopodobnie dlatego, że kolegiata ołycka jest odbudowywana, a jej fundator obecnego kościoła Albrecht Radziwiłł był również fundatorem kościoła pw. św. Kazimierza w Kazimierce (Kazimirce, Ukraińcy zmienili historyczną i polską nazwę wsi na Kuźmówka) w powiecie kostopolskim – i to wcześniej niż ołyckiego, bo w 1629 roku. Dał on namalować kopię obrazu Matki Boskiej, który przywiózł z Palestyny w XVII wieku Mikołaj Radziwiłł Sierotka i który i do 1939 roku znajdował się na zamku w Ołyce. Kpię tą ofiarował kościołowi w Kazimirce. Niebawem stała się ona obiektem kultu w pobliskim sanktuarium w Kazimierce, do którego podążali katolicy z Wołynia i Polesia (odpust 4 marca). Zaistniała potrzeba zbudowania nowego, większego i ładnego kościoła, co nastąpiło w 1670 roku. Okolicznie ziemianie wraz z wiernymi ufundowali wielki ołtarz oraz zamówili u złotników gdańskich suknię i korony do obrazu. Parafia w Kazimirce miała w 1939 roku 3942 wiernych, a jej ostatnim proboszczem był ks. Józef Szczastny (1893-1975). Sanktuarium MB Kazimierzeckiej przestało istnieć 25 kwietnia 1943 roku w Niedzielę Wielkanocną, gdy nacjonaliści ukraińscy podczas rzezi Polaków na Wołyniu wysadzili kościół w powietrze. Cudowny obraz najpewniej został zniszczony lub zrabowany, albo może jakiś parafianin zabrał go ze sobą. Leon Popek, jw.) pisze, że może obraz ocalał i znajduje się w jakieś pobliskiej cerkwi prawosławnej, bądź na terenie Polski w Poznaniu. Gdyby był w jakieś cerkwi na pewno został by jakoś rozpoznany; czy jest w Poznaniu – to także raczej mało prawdopodobne, bo czemu ten ktoś kto go ma miałby to ukrywać?

Ale może jest jednak w Polsce? Szczecinku w woj. zachodniopomorskim, gdzie od 1945 roku mieszka rodzina mojej żony i według jej relacji, w kościele parafialnym NMP wisiał chyba od 1946 roku obraz MB Kazimierzeckiej (na co wskazuje podpis na dole obrazu), który wyniósł na strych plebanii proboszcz parafii w latach 1985-2002, ks. Zbigniew Regliński. Zainteresowało mnie to, gdyż interesuję się Kresami, więc kiedy się o tym dowiedziałem podczas naszej wizyty u rodziny w 1996 roku, poszedłem do ks. Reglińskiego i poprosiłem go o pozwolenie zrobienia mi zdjęcia tego obrazu, na co się zgodził. Obraz ładnie wygląda, więc nie rozumiem, dlaczego trafił na strych. Może dlatego, że proboszcz jest Wielkopolaninem i ma w nosie Kresy. Ale nie powinien mieć w nosie jakiegokolwiek obrazu Matki Bożej! Uważam, że wyrzucenie jakiegoś poświęconego obrazu, do którego na pewno modlili się jacyś ludzie, to świętokradztwo! A kto wie czy właśnie ten obraz nie jest cudownym obrazem z Kazimierki? Niech ktoś się tym zainteresuje. Skąd i dlaczego wziął się on zaraz po wojnie w kościele szczecineckim? Czy to oryginał czy kopia i z jakiego okresu? Kto i dlaczego ją namalował? – To pytania, na które dzisiaj, kiedy nie znamy losów cudownego obrazu MB Kazimierzeckiej i kiedy w Ołyce tworzy się Jej nowe sanktuarium, powinno znaleźć się odpowiedź.

Kręglarstwo polskie we Lwowie

Kręgle to znana od dawna w Europie gra polegająca na rzucaniu dużej kuli wzdłuż wąskiego toru, w celu zbicia maksymalnej liczby figur. Kręglarstwo było przez wieki i jest sportem masowym. Także w Polsce. Słowo „kręgiel” znane było już w XV wieku, a staropolskie „krele, grele”, jak i zdrobniałe „kręgielc” są pochodzące od niego. Mikołaj Rej w swym dziele „Wizerunek własny żywota człowieka poczciwego” wydanym w 1560 roku aż w trzech miejscach wspomniał grę w kręgle. Pierwsze zasady gry przyszły do Polski z Niemiec, gdzie określił je raz pierwszy Marcin Luter w 1532 roku. W kręgle, na ziemiach polskich, grały różne grupy społeczeństwa, nie tylko chłopi i mieszczanie, ale także rycerze, duchowni i szlachcice, jak również królowie Zygmunt III Waza, Władysław IV i Jan III Sobieski. Była bardzo popularna w dobie saskiej. W pewnych okresach gra ta była jedyną dozwoloną rozrywką zakonników, o czym wspomina Zygmunt Gloger w swej „Encyklopedii Staropolskiej” (t. 1-3, 1901-03). Dawniej podczas burzy mówiło się dzieciom, że Święty Piotr (lub Pan Bóg) z aniołkami gra w niebie w kręgle. Dla rozwoju gry w kręgle w naszym kraju duże zasługi miały bractwa kurkowe (strzeleckie), szczególnie w Krakowie, Poznaniu i Lwowie. Później tradycje uprawiania gry w kręgle w bractwach kurkowych kontynuowały powstałe organizacje we Lwowie: w 1867 roku Sokół i utworzony w 1910 roku Związek Strzelecki. Gra była popularna także we lwowskich restauracjach.

W 1918 roku odrodziło się państwo polskie. Kręglarstwo polskie weszło w nowy okres swej historii – ogólnopolskiej. W 1924 roku kręglarskie kluby poznańskie powołały Polski Związek Klubów Kręglarskich (PZKK) z siedzibą w Poznaniu, który kładł podwaliny pod przyszły ruch związkowy w Polsce. Odtąd powoływano kolejne związki – także we Lwowie.

Według polskiego historyka polskiego kręglarstwa Grzegorza Cwojdzińskiego, I wojna światowa prowadzona przez armie Niemiec, Austrii i Rosji na ziemiach polskich zaboru rosyjskiego i częściowo austriackiego przyczyniły się do zrujnowania większości kręgielni, a przez to do tego, że w wielu miejscowościach kręglarstwo nie odrodziło się nigdy. Jednak wielka popularność tej gry i powszechna jej znajomość na terenach Małopolski Wschodniej sprawiły, że mimo wszystko zaczęto ponownie tu w nią grać. Charakterystyczne dla Polski południowo-wschodniej było to, że zdecydowana większość obiektów kręglarskich istniała z tradycji przy zajazdach, gospodach i restauracjach; posiadały je też organizacje strzeleckie i sokole. Szereg kręgielni pozostało po policji austriackiej i kolejarzach. Spowodowało to, że życie kręglarskie, zwłaszcza w dużych miastach, w zdecydowanej większości zamieszkiwanych przez Polaków, zaczęło się powoli odradzać. We Lwowie była to zasługa członków Mieszczańskiego Towarzystwa Strzeleckiego we Lwowie. To ono wysunęło propozycję ujęcia gry w kręgle w pewne reguły i traktowania jej jako sport, w czym pomagała jej lwowska gazeta „Sport”. 27 kwietnia 1925 roku lwowskie Mieszczańskie Towarzystwo Strzeleckie zorganizowało kilkudniowy turniej kręglarski dla wszystkich klubów w Małopolsce Wschodniej. Rozegrano go według nowych zasad, jak napisano w prasie: „zaprowadzając ład w obliczaniu punktów i wyrzucając z regulaminu wszystkie wyrazy obce”. Turniej, pierwszy w Galicji o charakterze sportowym, spełnił swoje zadanie. Zawodom tym nadano rangę mistrzostw Lwowa na 1925 rok. Spośród kilkunastu istniejących w tym czasie klubów zrzeszających przeszło 800 członków, do turnieju zgłosiło się 14 klubów, a wystartowało na zimowej kręgielni Mieszczańskiego Towarzystwa Strzeleckiego ostatecznie 10 klubów. Były to: KK „Drzymała”, KK „Gwiazda”, KK „Jedność”, KK „Kresowiec”, KK „Oszczędność”, KK „Policyjny”, KK „Poniedziałkowy”, KK „Rodzina”, KK „Strzelnica” i KK „Trzymaj się deski” – wszystkie ze Lwowa. Pierwszą nagrodę w łącznej punktacji zdobył „Kresowiec” z kręgielni kolejowej, drugą – Klub Komisarzy Policyjnych, a trzecią – KK „Strzelnica”. W poszczególnych grach zwyciężyły kluby: - w premiejówce i latającym – KK „Kresowiec”, a w labinecie KK „Trzymaj się deski”. Indywidualnie tryumfowali: Hołyński, Kozakiewicz, a wśród pań - Walenczakowa . Jak pisze Cwojdziński efektem turnieju było uświadomienie sobie przez środowisko kręglarskie potrzeby ujęcia gry w kręgle w jednolite ramy współzawodnictwa sportowego. Lwowskie ośrodki kręglarskie ożywiły się i uaktywniły w kierunku stworzenia nowoczesnych ram organizacyjnych dla dotychczas spontanicznej i mającej raczej towarzyski charakter działalności. Jesienią 1925 roku opracowano statut, wybrano zarząd (wydział) i komisję sportową, a w następstwie tego przy ogólnej aprobacie, powołano Polski Związek Kręglarzy z siedzibą we Lwowie. Był to trzeci, po Poznaniu (1924) i Bydgoszczy (1925), związek kręglarski o ambicjach ogólnopolskich. Wkrótce do nowopowstałego związku przystąpiło sześć dalszych klubów, zwiększając ogólny stan członków do szesnastu. Te nowe kluby to: KK „Burza”, KK „Janka”, KK „Grafja”, KK „Lew”, KK „Lwowianka” i KK „Sędziów”. Niektóre z nich utworzyły także drużyny kobiece, czego nie odnotowano ani w Poznaniu, ani w Bydgoszczy. Na pierwszego prezesa Polskiego Związku Kręglarzy we Lwowie wybrano Bronisława Ostoję-Ostaszewskiego (1867 – 1932), adwokata, syndyka MKKO, założyciela i długoletniego wiceprezesa Związku Oficerów Ziem Południowo-Wschodnich. Jego zasługą było to, że działalność Związku od początku nabrała tempa i rozwijała się pomyślnie. Już w następnym roku zorganizowano pierwsze oficjalne mistrzostwa miasta Lwowa. Odbyły się one w konkurencji mężczyzn i kobiet w dniu 5 grudnia 1926 roku na kręgielni kolejowej. Przystąpiło do ich rozegrania 14 drużyn męskich i 4 żeńskie. Mistrzostwa związkowe rozgrywane były każdego roku aż do wybuchu drugiej wojny światowej w 1939 roku. Związek inspirował powstawanie dalszych klubów, przystąpiono do budowy nowych kręgielni, nowocześniejszych i często już krytych. Zmarłego w 1932 roku prezesa Ostoja-Ostaszewskiego zastąpił Henryk Błądziński, a po nim prezesem był w latach 1938-39 Stanisław Zachara. Miasto Lwów posiadało co najmniej kilka kręgielni. Do najlepszych i najbardziej znanych należały obiekty Mieszczańskiego Towarzystwa Strzeleckiego, Policji Państwowej, przy ul. Kazimierzowskiej i obiekt kolejowy. Mieszczańskie Towarzystwo Strzeleckie miało nawet dwie kręgielnie: letnią i zimową. Istniały również kręgielnie w licznych ogródkach rozrywkowych na przedmieściach Lwowa, np. w tzw. „Kotlinie Wulki”, która przy restauracji o tej nazwie polecała jedyną w mieście plażę słoneczną ze 120 kabinami kąpielowymi, 40 łódek, bufet, korty tenisowe, kręgielnię i inne atrakcje. Środki finansowe na działalność klubów lub budowę kręgielni uzyskiwano z organizacji imprez towarzyskich, jak bale, zabawy i turnieje lub od sponsorów. W klubach kwitło życie towarzyskie, a wszystkie treningi i zawody z reguły kończyły się wspólną kolacją. Miały więc one charakter towarzysko-rekreacyjny i służyły jako godziwa sportowa rozrywka po pracy.

Zgodnie z wymogami nowo ustanowionego „Prawa o stowarzyszeniach” z dnia 28 maja 1936 roku,
statutowo zasięg działania Związku ustalono na terenie miasta Lwowa (16 klubów), pomimo że i poza nim działały kluby kręglarskie, aż do wybuchu wojny. Sezon sportowy na kręgielniach lwowskich trwał przez cały rok, a zawody o „nagrody wędrowne” i mistrzostwa Lwowa rozgrywane były w okresie od 1 października do 31 marca. Działalność sportowa Związku była bardzo dobrze zorganizowana. Duże ożywienie organizacyjne i sportowe wniosła do jego działalności i klubów lwowskich propozycja Poznańskiego Związku Kręglarzy rozegrania wiosną 1938 roku w Poznaniu trójmeczu z udziałem reprezentacji wszystkich istniejących wówczas związków kręglarskich. Turniej ten - trójmecz Poznań – Bydgoszcz – Lwów odbył się w Poznaniu 8 maja 1938 roku. Zebrani tam delegaci klubów postanowili zjednoczyć kluby przez powołanie Ogólnopolskiego Związku Kręglarzy Rzeczypospolitej Polskiej (OPZK). Delegacje wszystkich czterech związków zgodnie uchwaliły statut i powołały Ogólnopolski Związek Kręglarzy Rzeczypospolitej Polskiej (w skrócie OPZK). Na siedzibę władz, z której wyborem wstrzymano się do zarejestrowania Związku, wybrano miasto Poznań, czym podkreślono zasługi i wiodącą rolę działaczy w powołaniu Związku. Członkami założycielami byli czołowi działacze wszystkich związków: Władysław Brzozowski, Antoni Jasiak i Tomasz Ziętowski z Poznańskiego Związku Kręglarzy, Tadeusz Królikowski i Franciszek Kubarek z Polskiego Związku Kręglarskiego w Krakowie, Alfred Krasuski i Stanisław Zachara z Polskiego Związku Kręglarzy we Lwowie oraz reprezentanci kręglarstwa bydgoskiego Władysław Janicki i Bronisław Lipiński. Działacze związku lwowskiego stali się więc współzałożycielami Ogólnopolskiego Związku Kręglarzy Rzeczypospolitej Polskiej (OPZK). Dużym wysiłkiem organizacyjnym Związku było włączenie się w cykl imprez zorganizowanych z okazji dwudziestej rocznicy obrony Lwowa w dniach 19 – 22.11.1938 roku Związek lwowski, przy tej okazji, w rewanżu za pobyt w Poznaniu, zorganizował turniej z udziałem reprezentacji Lwowa, Krakowa i Poznania. Drużyny wystąpiły z czołowymi swymi zawodnikami, a ponieważ nie udało się odnaleźć wyników tego turnieju, nieco szczegółów przekazali o nim jego uczestnicy: Józef Gibowski i Józef Szczeblewski z Poznania oraz syn prezesa krakowskiego związku – Henryk Kubarek.

Kręglarstwo bardzo popularne we Lwowie, rozwijało się też w innych miastach na południowowschodnich kresach Rzeczypospolitej. Kluby kręglarskie działały jednak w większych miastach, gdzie odsetek ludności polskiej był znaczny; na wsiach klubów było mało i istniały one tylko w dużych wioskach polskich, gdyż Ukraińcy kręglarstwem się nie interesowali (grali w swoje gorodki). Grano więc w towarzystwach i klubach polskich, ale także, choć rzadko, w „Sokole” ukraińskim. Poza Lwowem w Małopolsce Wschodniej istniało wiele kręgielni na tym terenie, jak np. w: Stanisławowie, Tarnopolu, Bórce („Sokół”), Czortkowie czy Stryju i wielu innych miejscowościach.

Kres polskiemu kręglarstwu we Lwowie i Małopolsce Wschodniej przyniosła dokonana 17 września 1939 roku inwazja Armii Czerwonej na Polskę i podział jej terytorium przez Niemcy hitlerowskie i Związek Sowiecki, który zagarnął całą wschodnią połowę naszego kraju.

Nie AK a tylko Litwini wyzwalali Wilno w 1944 roku

Podczas II wojny światowej Litwini współpracowali z Niemcami także pod względem militarnym (np. oddziała gen. Povilasa Plechaviciusa). W lipcu 1944 roku o wyzwolenie Wilna spod okupacji niemieckiej walczyła Armia Czerwona i polska Armia Krajowa. Tego nie da się zakłamać! Ten fakt: to że o wyzwolenie Wilna walczyli Polacy a nie Litwini boli Litwinów. A że są pierwszej klasy specjalistami od zakłamywania historii więc postarali się o to, aby żołnierzy polskiej Armii Krajowej i jej udział w walce o Wilno przemienić na oddziały partyzantki litewskiej, która wraz z Armią Czerwoną wyzwalała Wilno w 1944 roku z pomocą mieszkańców miasta, którymi – oczywiście – byli Litwini. O rzekomym udziale Litwinów w wyzwoleniu Wilna w 1944 roku napisał książkę pt. Wyzwolenie Litewskiej SRR spod okupacji hitlerowskiej, 1941-45” Litwin Vladas Karvelis, były dowódca litewskiego oddziału komunistycznego szumnie nazwanego „dywizją litewską”. Wszystko to co my piszemy o udziale Armii Krajowej w wyzwoleniu Wilna Karvelis przypisał litewskim komunistom. E. Żagiell w 31 numerze (1975) „Zeszytów Historycznych” wydawanych przez Instytut Literacki w Paryżu tak skomentował tą książkę: „To się nazywa wyrzucić swych przeciwników na śmietnik historii, a raczej poza historię, która jedynie obowiązuje w tamtym kraju (Litwa/Związek Sowiecki)”.

Żydzi bardzo dbają o podkreślanie swego udziału w walce z hitleryzmem. Dlatego, jak pisze E. Żagiell w paryskiej „Kulturze”, kiedy przeczytali w książce Karvelisa, że „W latach 1941-1944 operowały na Litwie (w jej obecnych granicach, a więc z Polskim Wilnem i polską Wileńszczyzną) 92 oddziały partyzantów o liczebności ponad 10 tysięcy ludzi. Spośród zarejestrowanych partyzantów 62,5% stanowili Litwini, 22% sowieccy żołnierze, a resztę Rosjanie, Żydzi, Polacy, Ukraińcy, Białorusini i inni”, od razu na to kłamstwo zareagowali Litwini na Zachodzie. Omawiając tą książkę w wydawnictwach żydowskich napisano, że chodzi tu o stworzenie mitu, że Litwini współdziałali z Armią Czerwoną w „wyzwalaniu”, co nie jest zgodne z prawdą. Np. w tzw. „16 Litewskiej Dywizji Strzeleckiej”, uformowanej w Sowietach w pierwszych latach wojny, w ciągu pierwszych 18-tu miesięcy jej istnienia, 70% stanowili Żydzi. Poza tym publikacje żydowskie zauważyły, że Żydzi na Litwie zupełnie się nie zasymilowali, więc rozróżnienie narodowości nie było trudne.

W Wikipedia.pl czytamy: „18 grudnia 1941 najwyższe wojskowe władze ZSRR podjęły decyzję dotyczącą utworzenia w ramach Armii Czerwonej dywizji strzeleckiej złożonej częściowo z Litwinów. W rzeczywistości w jej składzie znalazła się nieduża liczba żołnierzy pochodzenia etnicznie litewskiego. Główną część stanowiło ok. 5 tys. Żydów pochodzących z obszaru Litwy. Resztę tworzyli przedstawiciele różnych narodowości zamieszkujących ZSRR. Nazwa jednostki miała więc charakter bardziej propagandowy niż wynikający ze składu narodowościowego”. Dywizja nigdy nie walczyła w rejonie Wilna.

O polskie Wilno jako o swoje miasto – swój dom, walczyła oddziały polskiej Armii Krajowej i polska ludność miasta.

Marian Kałuski
(Nr 152)

Wersja do druku

Lubomir - 10.06.17 14:22
Lwów świadomie lub nie - kreuje się na stolicę Ukrainy Zachodniej. Lwów w kontaktach z Warszawą i Krakowem, staje się ważny jak Szczecin, stolica Pomorza Zachodniego.

Wszystkich komentarzy: (1)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

21 Października 1963 roku
Józef Franczak ps. "Lalek", ostatni żołnierz podziemia antykomunistycznego, zginął w obławie SB i MO


21 Października 1833 roku
Urodził się Alfred Nobel, szwedzki chemik, inżynier i przemysłowiec. Wynalazca dynamitu.


Zobacz więcej