Niedziela 25 Czerwca 2017r. - 176 dz. roku,  Imieniny: Łucji, Witolda, Wilhelma

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 26.05.17 - 22:21     Czytano: [395]

Polacy i Ukraińcy kochają Lwów


W dniach 20-22 października 1977 roku w McMaster University w Hamilton w Kanadzie odbyła się konferencja naukowa na temat „Polska i Ukraina. Przeszłość i teraźniejszość”.

Profesor Roman Szparluk, amerykański historyk i politolog pochodzenia ukraińskiego, omawiając stosunki polsko-ukraińskie w świetle prasy, którą uważa za bardzo ważne źródło oraz czynnik kształtujący nastroje, zauważył żartobliwie, że Polacy mają wiele wspólnego z Ukraińcami – i jedni, i drudzy kochają Lwów („Kultura” Nr 12 1977, Paryż).

To że Polacy kochali i kochają Lwów jest całkowicie zrozumiałe: Polacy założyli współczesny Lwów ponad 600 lat temu, zawsze stanowili w nim większość ludności (tylko od XIV w. do XVI w. ludność była polsko-niemiecka z dodatkiem innych nacji) i zawsze gospodarzyli w nim nawet za czasów austriackich (1772-1918: miasto okupowali Austriacy, ale ludność była polska i miasto zawsze miało ducha polskiego). Polacy dominowali w mieście we wszystkich dziedzinach życia. To było trzecie najważniejsze miasto w historii Polski i narodu polskiego. Nie ma chyba ani jednej sfery w życiu narodu polskiego, w której nie było by udziału Lwowa. Nawet kamienice we Lwowie mówiły, ptaki śpiewały a drzewa szumiały po polsku. Tak bardzo Lwów był polski! Ukraińcy galicyjscy – a przez wieki Rusini (dla Ukraińców z prawdziwej Ukrainy Lwów był do 1939 roku terra incognita), także zawsze mieszkali we Lwowie, ale ich liczba i udział w życiu miasta był znikomy, często bardzo znikomy. Prawie do końca XIX wieku we Lwowie nie było żadnych Ukraińców w dzisiejszym znaczeniu tego wyrazu! Dopiero byli trochę więcej zauważalni w życiu miasta od 2. poł. XIX wieku; miasto, z pomocą zaborcy austriackiego, który uprawiał politykę w okupowanym kraju – dziel i rządź, czyli rozbicia jedności polsko-rusińskiej, stało się głównym centrum życia narodowego Ukraińców. Ale, powtarzam, to ukraińskie centrum narodowe nie rzucało się specjalnie w oczy. Było, ale na marginesie życia miasta. Jednak ta rola centrum sprawiła, że Ukraińcy zaczęli kochać Lwów i uważać go za swój. Kiedy 1 listopada 1918 roku z pomocą Austriaków przysłane do miasta austriackie oddziały wojskowe złożone z Ukraińców opanowały zbrojnie Lwów, polska cywilna ludność miasta przepędziła licznych i dobrze uzbrojonych intruzów w przeciągu trzech tygodni. Bo Polacy byli w mieście tubylcami, a Ukraińcy obcym ciałem – kolejnym okupantem.

Rząd goni w piętkę w sprawie Ukrainy

Skrajnie pro-ukraińska postawa i polityka rządu polskiego wobec Ukrainy jest zadziwiająca – bardzo podejrzana, gdyż całkowicie sprzeczna z polskimi interesami narodowymi. Prawda, mamy z nią wspólnego wroga - Rosję. Ale to nie znaczy, że mamy umierać za Ukrainę – za kraj, który wcale nie jest naszym przyjacielem i ryzykować coraz gorsze stosunki z Rosją, która jest także naszym sąsiadem i militarnie sto razy silniejszym niż Polska i Ukraina razem wzięte. Na skrajnie ksenofobicznej polityce wobec Rosji już teraz tracimy miliardy dolarów przez ograniczenie przez Rosję naszego eksportu, a poza tym „pożyczyliśmy” Ukrainie grubo ponad miliard dolarów na wieczne nieoddanie. A może ona ściągnąć na nasz kraj jeszcze większą tragedię. Politycy PiS i ich doradcy proszą się wręcz o wojnę z Rosją. Jeden z nich - publicysta i pracownik Akademii Sztuki Wojennej Jerzy Targalski, kochanek Ukrainy i Ukraińców – nawet banderowców (!), udzielił wywiadu kontrowersyjnemu portalowi "Fronda", który został opublikowany 2 kwietnia 2017 roku, w którym twierdzi, że „Trwa wojna z Rosją. Tę wojnę Rosja nam wypowiedziała, to znaczy Polsce”. – Ten politolog spod ciemnej gwiazdy niech prosi Boga, żeby Rosja nie chciała nam wypowiedzieć wojnę. Bo wówczas albo w 3 dni wojska rosyjskie zajmą Warszawę, albo zniszczą ją i Targalskiego jedną bombą atomową. A przede wszystkim niech on i rząd PiS-u nie podżega Rosji do ataku na Polskę.

Poza tym naprawdę niepodległa i silna Ukraina byłaby większym zagrożeniem dla Polski niż dzisiaj jest Rosja. Ukraińcy są przesiąknięci do szpiku kości ideologią faszystowsko-nacjonalistyczną i polskożerstwem. Stawiają pomniki ludziom, którzy masowo mordowali Polaków (rzeź wołyńska) i równie ze szczególnym sadyzmem/nienawiścią niszczą pamiątki polskie na byłych ziemiach polskich zagrabionych przez Stalina i oddanym Ukraińcom. A przede wszystkim – bo to jest najgorsze – ciągle mają nieukrywane pretensje terytorialne do Polski (chcą oderwać od nas ponad 20 000 km kw. – Przemyskie, Chełmszczyznę i Podlasie), chociaż tam dzisiaj nie ma Ukraińców. Płaczą, że w ramach Akcji „Wisła” wysiedlono z tych ziem 140 000 Ukraińców i Łemków, a sami chcą wypędzić z tych ziem 1,5 miliona Polaków, albo po prostu ich wyrżnąć, jak to robili w latach 1943-47. Widać, że pragmatyzm polityczny polskim elitom politycznym jest w ogóle obcy. Że to narodowi samobójcy. Prawdziwa kawaleria szarżująca na nowoczesne czołgi!

Głupotę polskich polityków dostrzega bardzo wielu Polaków w kraju. I z tego powodu PiS traci ostatnio poparcie w społeczeństwie, co pokazują sondaże i coraz bardziej masowa krytyka rządu nie tylko w Internecie, ale i na ulicy. Oto dwie wypowiedzi czytelników poważnego prawicowego internetowego pisma „Do Rzeczy” z 3 kwietnia 2017: Krystyn „Służalstwo polskiej klasy politycznej wobec Ukrainy jest szokujące. Jak za czasów PRL wobec ZSRR”; Malina „Trzęsiemy się nad Ukrainą, a oni nas nienawidzą”. Wielu politologów i dziennikarzy uważa, że rząd polski w sprawie Ukrainy wykonuje polecenia rządu amerykańskiego, który jest odpowiedzialny za wydarzenia na Ukrainie; wykorzystuje je dla osłabienia Rosji – swego politycznego i militarnego konkurenta na arenie międzynarodowej. Niech więc Ameryka sama wyniszcza Ukrainę i Rosję. A my korzystajmy z tego zgodnie z powiedzeniem: „Gdzie dwóch się bije, tam trzeci (czyli w tym wypadku Polska) korzysta. Nie pchajmy nosa w nie swoje sprawy. Bo to nieprawda, że jak Rosja „połknie” Ukrainę to następnie „połknie” Polskę. Rok 1945 już się nigdy nie powtórzy. Rosja jest dziś za słaba na aneksję i utrzymanie w ryzach Polski. Naszą wolność gwarantują i będą gwarantować jak największe powiązania z NATO (militarne) i Zachodnią Europą – przede wszystkim gospodarcze. Z Ameryką miejmy bardzo dobre, ale nie wasalne, stosunki (bo Ameryka nigdy nie była, nie jest i nigdy nie będzie naszym prawdziwym przyjacielem/sojusznikiem; jej bogiem jest pieniądz i tylko, i wyłącznie o niego dbają i o Izrael). Dbajmy więc o dalsze istnienie NATO i Unii Europejskiej.

Ewa Siemaszko, badaczka zbrodni ukraińskich nacjonalistów na Polakach, skomentowała w Naszym Dzienniku serię ostatnich antypolskich incydentów na Ukrainie zwieńczoną ostrzelaniem z granatnika konsulatu RP w Łucku, jak też polskie reakcje na te wydarzenia. Badaczka zauważyła skłonność „głównych specjalistów od stosunków polsko-ukraińskich” do snucia hipotez o rosyjskim sprawstwie lub inspiracji tych incydentów bez brania pod uwagę możliwego udziału czynników wewnątrz ukraińskich.
PRZYCZYTAJ w Internecie: Targalski: Atak na polski konsulat w Łucku to prowokacja Putina
Ewa Siemaszko wskazała na niezdolność ukraińskich śledczych do wykrycia sprawców wszystkich dotychczasowych incydentów poza jednym – blokadą drogi Lwów-Rawa Ruska, którą nazwała „prymitywnym spektaklem”. Zdziwienie budzi w związku z tym niski poziom działania rosyjskiej agentury, którą dotąd stać było na bardziej skomplikowane, wyrafinowane i dobrze zamaskowane poczynania – napisała Siemaszko.
PRZECZYTAJ w Internecie: Nikołaj Dulskij odrzucił oskarżenia o zlecenie ataku na konsulat RP w Łucku [+VIDEO]
Zdaniem badaczki przyczyn antypolskich incydentów na Ukrainie nie powinno się szukać tylko w rosyjskiej inspiracji, lecz także w ukraińskim nacjonalizmie i upowszechnianiu się kultu antypolskich organizacji OUN-UPA.
Obserwacja tego rodzaju wypadków nasuwa podejrzenie o wzajemnym zazębianiu się obu sił – ukraińskich i rosyjskich, ale nie widać, by ukraińskie państwo chciało temu przeciwdziałać. - stwierdziła Siemaszko. Powolna, jej zdaniem, reakcja Ukrainy na ostrzelanie konsulatu świadczy o jakby dawaniu do zrozumienia, że Ukrainie mniej zależy na Polsce niż Polsce na Ukrainie, a więc – w mniemaniu ukraińskich polityków – to Polska musi się liczyć z Ukrainą i dostosowywać do ukraińskich oczekiwań.
PRZECZYTAJ w Internecie: Ukraiński historyk: Mój kraj nie potrzebuje takiej Polski
Przydałaby się zatem głęboka analiza, co Polska daje Ukrainie, a co zdestabilizowana, skorumpowana i mało przewidywalna Ukraina może dać Polsce. - konkluduje Ewa Siemaszko.
Kresy.pl / Nasz Dziennik 8-9 kwietnia 2017

Skrawek Królestwa Polskiego należy do Ukrainy

Po klęsce Napoleona została zwołana konferencja międzynarodowa przedstawicieli szesnastu państw europejskich, trwająca w Wiedniu od września 1814 do 9 czerwca 1815 roku. Zwołano ją w celu rewizji zmian terytorialnych i ustrojowych spowodowanych wybuchem rewolucji francuskiej i wojnami napoleońskimi oraz wypracowania nowych zasad ładu kontynentalnego (Wikipedia). W miejsce założonego przez Napoleona i podległego Francji na ziemiach etnicznie polskich Królestwa Warszawskiego (1807-15) decyzją kongresu wiedeńskiego utworzono dla Polaków Królestwo Polskie tym razem połączone unią personalną z Rosją: Polskę łączyła z Rosją osoba monarchy, gdyż każdy imperator Rosji był jednocześnie Królem Polski. Królestwo Polskie istniało w latach 1815–1832 na zasadzie bardzo liberalnej konstytucji z 1815 roku. Później do 1918 roku związek Królestwa Polskiego z Cesarstwem Rosyjskim regulował Statut Ograniczony z 1832 roku. Jako państwo Polaków Królestwo Polskie posiadało własną konstytucję, Sejm, wojsko, monetę i szkolnictwo z Uniwersytetem Warszawskim, a czynności urzędowe odbywały się w języku polskim.

Rosja nie zgłaszała żadnych pretensji terytorialnych do ziem Królestwa Polskiego. Mieszkający na należącej do Królestwa Polskiego Chełmszczyźnie Rusini-unici byli bardzo spolonizowani. Wiedząc o tym nie zlikwidowali w 1839 roku, tak jak to zrobili w przypadku wszystkich unickich diecezji na Kresach, tutejszej unickiej diecezji chełmskiej. Dopiero w ramach polityki rusyfikacyjnej carat zlikwidował ją w 1875 roku i wprowadził przymusowe prawosławie. Kiedy w 1905 roku carat był zmuszony przyznać wolność religijną, zdecydowana większość Rusinów-byłych unitów przeszła na wyznanie rzymskokatolickie i zostali Polakami. Przy prawosławiu została mniejszość. Carat wściekły za przejście na katolicyzm aż 200 000 byłych Rusinów postanowił za karę oderwać Chełmszczyznę od Królestwa Polskiego i w 1912/13 utworzył gubernię chełmską, przyłączając ją do Rosji. Większość ludności guberni chełmskiej stanowili Polacy-katolicy. Toteż tak na konferencji pokojowej w Wersalu w 1919 roku, podczas podziału ziem polskich przez Hitlera i Stalina w 1939 roku, władze hitlerowskie Generalnego Gubernatorstwa w latach 1941-44, jak i podczas konferencji Wielkiej Trójki w Jałcie w 1945 roku nikt nie kwestionował przynależności całej Chełmszczyzny do odrodzonego państwa polskiego.

Przed wojną polski geolog Henryk Samsonowicz odkrył duże pokłady węgla kamiennego w powiecie sokalskim (przed wojną województwo lwowskie), które opisał w 1932 roku. Dowiedziały się o tym władze sowieckie. Tymczasem część powiatu sokalskiego: część zachodnia – gminy Krystynopol, Chorobrów, Waręż i Bełz pozostały w granicach pojałtańskiej Polski. Toteż Stalin zażądał od Warszawy korekty granicy z Polską na tym odcinku: narzucona umowa o zmianie granicy z 15 lutego 1951 roku. Polska odstąpić musiała Rosji 480 km kw. wspaniałych gruntów ornych, z takimi miejscowościami jak Bełz (historyczne miasto polskie – w przedrozbiorowej Polsce stolica województwa bełskiego), miasto Uhnów, miasteczko Waręż (w 1699 r. zostało tu założone znane kolegium pijarów; do nauczycieli należał m.in. Ignacy Zaborowski, autor pierwszych polskich tablic logarytmicznych 1787), Chorobrów oraz lewobrzeżną część Sokala - Żwirkę (był tu monumentalny klasztor bernardynów z cudownym obrazem MB Sokalskiej – obecnie w kościele w Hrubieszowie, w klasztorze został pochowany m.in. w 1622 r. Jan Ostroróg, polski pisarz-pamiętnikarz, przyrodnik, wojewoda poznański), wraz z linią kolejową Rawa Ruska – Krystynopol. W zamian za to dostała zrujnowane tereny koło Ustrzyk Dolnych z marnymi glebami.

Podczas zmiany granicy polskiej w tym rejonie po raz pierwszy został oderwany od dawnego Królestwa Polskiego kawałek – ok. 25-30 km kw. Chełmszczyzny – dwie wsie wraz z przyległymi terenami z gminy Dołhobyczów z powiatu hrubieszowskiego: Piaseczno i Pawłowice. W ten sposób Stalin naruszył po raz drugi tzw. linię Curzona z 1919 roku, zgodnie z którą tereny na zachód od niej miały należeć do Polski, co potwierdziła także umowa jałtańska (pierwszy raz naruszył linię Curzona zaraz po konferencji w Jałcie w 1945 r., kiedy włączył do Związku Sowieckiego – Republiki Białoruskiej etniczną czysto polską Suwalszczyznę Sopoćkińską koło Grodna – obszar ok. 450 km kw.; teren ten po dziś dzień zamieszkują Polacy).

Planowana w 1952 roku rewizja granicy polsko-sowieckiej na odcinku ukraińskim

W listopadzie 1952 roku Związek Sowiecki zamierzał dokonać kolejnej wymiany granic z Polską. Polska miała stracić 1300 km kw. z powiatów hrubieszowskiego i tomaszowskiego, w tym miasto Hrubieszów. Narzucana przez Moskwę nowa granica w tym rejonie Lubelszczyzny miała biec od leżącej na wysokości Korytnicy na terenie Sowieckiej Ukrainy Korytnicy i po przekroczeniu granicznego Bugu na zachód do Annopola i stąd w kierunku południowo-zachodnim przez Podhorce do Werbkowic skąd na południe do Łaszczowa, a następnie przez Rzeczycę do granicznej wsi Kornie w okolicy Rawy Ruskiej, znajdującej się już po stronie sowieckiej. W zamian Polsce miał przypaść mniejszy teren z miasteczkami Niżankowce koło Przemyśla, Dobromil i Chyrów (było tu do 1939 r. słynne gimnazjum jezuitów) oraz pozostającą po stronie sowieckiej części linii kolejowej Przemyśl-Zagórz. Do realizacji tej wymiany nie doszło z powodu śmierci Stalina.

Ucieczka Polaków z Wołynia i Małopolski Wschodniej przed banderowcami

W latach 1943-45 nacjonalistyczne bandy ukraińskie (UPA) dokonały potwornie brutalnych rzezi ponad 100 tysięcy Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Na ten temat napisano już tysiące artykułów i zapewne kilkaset książek i broszur. W ubiegłym roku wszedł na ekrany kin polskich film fabularny “Wołyń” pokazujący potworność tamtych czasów i tych rzezi. Natomiast autorzy tych książek stanowczo za mało zwracali uwagę na to, że rzezie te i groźby ze strony UPA, której celem były całkowita depolonizacja Wołynia i Małopolski Wschodniej, że jeśli Polacy nie wyjadą z danej miejscowości to także zostaną zamordowani, spowodowały ucieczkę z tych ziem kilkaset tysięcy Polaków. Niezależnie od tych pogróżek wielu Kresowiaków wiedziało, że jedynym sposobem na uratowanie życia, jest opuszczenie swoich stron rodzinnych i szukanie ratunku u innych ludzi z dala od tej krwawej tragedii. Około 200-300 tysięcy Polaków z Wołynia i Małopolski Wschodniej uciekło do centralnej Polski, a dodatkowo Niemcy wywieźli na przymusowe roboty do Niemiec z tych obszarów do 200 tysięcy Polaków (z całych Ziem Wschodnich ok. 350 tys.), którzy ze wsi uciekli do tamtejszych miast. Jeśli nie potrafili się jakoś urządzić w miastach Niemcy wówczas ich wywozili. To właśnie ci Polacy nie chcąc po wojnie wracać do Polski, w której nie było ich domu rodzinnego pozostali w Niemczech i jako uchodźcy stanowili około 50% ogółu polskiej emigracji politycznej w ogóle tyle samo np. w Australii (na 60 000 przybyłych tu Polaków w latach 1947-52 50% stanowili byli mieszkańcy Ziem Wschodnich).

Oto historia ucieczki Polaków ze wsi Mechucha, w gminie Delejów, w powiecie i województwie stanisławowskim. We wsi tej w 1931 roku (spis ludności) były 354 zagrody i 1756 mieszkańców, głównie Polaków, ok. 450 Ukraińców i 40 Żydów. Tak duża liczba Polaków we wsi przyczyniła się do zbudowała przez nich kościoła w 1912 roku, który był filią parafii w Konkolnikach (założona w 1421 r.) w dekanacie stanisławowskim, w archidiecezji lwowskiej. W 1918 roku arcybiskup lwowski św. Józef Bilczewski ustanowił tu parafię pw. MB Różańcowej, która w 1938 roku miała 1252 parafian. Od 1935 roku był tu proboszczem ks. Piotr Zawora (1905-1971, w latach 1953-71 proboszczy parafii Matki Boskiej w Szczecinku w woj. zachodniopomorskim i dziekan). Stosunki z miejscowymi Ukraińcami układały się nie najlepiej, szczególnie podczas II wojny światowej. Zaraz po zajęciu tych terenów przez armię niemiecką, w lipcu 1941 roku policja ukraińska dokonała licznych aresztowań wśród młodzieży polskiej. Byli przez kilka tygodni więzieni, przesłuchiwani i torturowani. W wyniku usilnych starań u władzy niemieckiej zostali zwolnieni z aresztu.

Meducha jako duża wieś polska w 1943 roku była schronieniem dla Polaków z innych okolicznych wiosek, zdominowanych przez żywioł ukraiński, którzy rozpoczął pogrom Polaków. Powstał tu oddział samoobrony, który gwarantował względne warunki bezpieczeństwa. Opowieści uratowanych z rzezi I tu przybyłych były tak potworne, że proboszcz Piotr Zawora wyczerpany nerwowo uciekł najpierw do pobliskiego miasta Halicza, a potem dalej – do wsi Wysoka Łańcucka na Podkarpaciu, skąd pochodził. Banderowcy dokonali napadu na Meduchę w nocy z 13 na 14 lutego 1944 roku. Były ofiary w ludziach i spalona została część budynków. Część mieszkańców rozproszyła się po okolicy. Ks. Piotr Zawora poprosił proboszcza Wysokiej księdza Stanisława Sabata i mieszkańców wioski, aby przyjęli wszystkich Polaków z Meduchy, gdyż w przeciwnym razie wszyscy zostaną wymordowani. Ks. Sabat udzielił ogromnego wsparcia dla tej akcji mobilizując parafian do jej przeprowadzenia - do niesienia pomocy wszystkim, którzy się tu zjawią. Meducha była pod okupacją niemiecką i ze wszystkim należało się kryć. Starano się więc, by o tym nie wiedzieli ani Niemcy, którzy chcieli wywieść na roboty do Niemiec jak najwięcej Polaków, ani Ukraińcy, którzy chcieli po prostu wymordować wszystkich Polaków. Organizatorami tej potajemnej wyprawy kolejowej byli ksiądz Piotr Zawora, pan Władysław Skulski i pan Chojny, który pracował w swoich stronach na kolei. To on poczynił starania, aby taki pociąg załatwić. W pierwszych dniach kwietnia 1944 roku przyjechał do Łańcuta pociąg towarowy wypełniony ludźmi i zwierzętami hodowlanymi. Bardzo sprawnie całą akcją rozmieszczenia rodaków z Kresów wśród mieszkańców Wysokiej kierował ówczesny sołtys wsi Wysoka pan Wojciech Wojnar, który wyznaczył rolników posiadających konne furmanki, by jechali do stacji kolejowej po ludzi skrajnie wymęczonych swoją tragedią i podróżą, a oczekujących na to, gdzie ich los przeznaczy. Dzięki rodakom z Wysokiej polska ludność Meduchy została uratowana.

Szachy i polscy szachiści na Kresach

Nie ma chyba żadnej dziedziny w życiu narodu polskiego, w której nie było by udziału Polaków pochodzących z Kresów/Ziem Wschodnich. Tak bardzo Kresy i Ziemie Wschodnie były związane z narodem polskim. Dotyczy to także szachów. Jest to znana na świecie rodzina strategicznych gier planszowych rozgrywanych przez dwóch graczy na 64-polowej szachownicy, za pomocą zestawu bierek (pionów i figur). Na ziemie polskie szachy trafiły najprawdopodobniej z Czech albo z Rusi Kijowskiej. O kultowym wymiarze gry szachowej informuje komediowy poemat „Szachy” Jana Kochanowskiego, opublikowany w Krakowie między 1562 a 1566 rokiem, odkrywający charakterystyczne dla Polski nazwy i interpretacje figur szachowych. Zgodnie z Kochanowskim była to gra królewska, choć uwielbiali ją też szlachcice i mieszczanie (Wikipedia.pl). Później stała się grą dość popularną wśród wszystkich warstw społeczeństwa polskiego. W okresie międzywojennym Polska miała jedną z najsilniejszych drużyn świata i nie uplasowała się w tym okresie nigdy poniżej 3 miejsca, a w 1930 roku zdobyła 1 miejsce i tytuł drużynowego mistrza świata.

Wielu polskich szachistów i szachistek wywodziło się lub wywodzi z Kresów i Ziem Wschodnich II Rzeczypospolitej., o czym dowiadujemy się m.in. z książki Mariana Wróbla (1907-1960) „100 lat polskiej kompozycji szachowej” (Warszawa 1956). Sam autor tej książki pochodził ze Lwowa i należał do czołowych szachistów polskich. Miał zaledwie 19 lat jak redagował dział szachowy w lwowskim dzienniku „Wiek Nowy”. Podczas okupacji niemieckiej Lwowa (1941-44) Wróbel opracował książkę w dwóch częściach o szachach pt. „Zarys teorii zadań”, wydaną następnie potajemnie w tym mieście przez Horaka i Limbacha. Wróbel 64 razy pełnił funkcję sędziego, z tego 25 razy za granicą.

W swej książce Wróbel pisze m.in. o urodzonym w Wilnie polskim szachiście Kazimierz Platerze (1915-2004), który miał tytuł mistrza międzynarodowego i trzykrotnie: w 1949, 1956 i 1957 roku zdobył tytuł szachowego mistrza Polski. Z kolei urodzony w Pińsku na Polesiu Witold Balcerowski (1935-2001) zdobył tytuł mistrza Polski w latach 1962 i 1965 i był mistrzem FIDE od 1983 roku. Wróbel pisze także o szachowym mistrzu międzynarodowym, Polaku Kazimierzu Makarczyku (1901-1972), który w latach 1939-41 mieszkał we Lwowie; że w Wilnie i Lwowie działały przed 1939 rokiem polskie znane Kluby Szachowe i Lwów był siedzibą Lwowskiego Okręgowego Związku Szachowego; że we Lwowie wydawane były polskie czasopisma szachowe: „Szachy. Miesięcznik poświęcony grze i studiom szachowym” 1925-28, „Szachy. Miesięcznik poświęcony grze i studiom szachowym” 1933-39 oraz „Przegląd Szachowy” 1937.

O polskich szachistach pochodzących z Ziem Wschodnich dowiadujemy się także z internetowej Wikipedia.pl, a konkretnie z haseł: Polscy szachiści i Polskie szachistki. Oto bardzo znani polscy szachiści i szachistki pochodzący z Ziem Wschodnich:

Wincenty Budzyński (1815 Wołyń – 1866 Paryż), polski pisarz i działacz polityczny, jeden z pierwszych znanych polskich szachistów, odnoszących sukcesy w słynnej paryskiej „Cafe de la Regence”; Tadeusz Bujak (1862 Lwów – 1926 Warszawa), prawnik, sędzia Sądu Najwyższego w Wiedniu, w ostatnich latach XIX wieku należał do czołówki szachistów lwowskich, potem przez pewien czas był związany z krakowskim środowiskiem szachowym; Henryk Friedman (1903 Lwów - 1942), w latach 1926–39 siedmiokrotnie zwyciężył oraz dwukrotnie zajął II miejsce w szachowych mistrzostwach Lwowa, uczestniczył we wszystkich przedwojennych finałach mistrzostw Polski: w 1934 zdobył w Katowicach brązowy medal wraz z reprezentacją Lwowa, wygrał turniej indywidualny we Lwowie w 1930, Łodzi w 1935, Wiedniu w 1936 i Czerniowcach (Rumunia) w 1936, w 1935 reprezentował Polskę na szachowej olimpiadzie w Warszawie (na IV szachownicy), zdobywając wraz z drużyną brązowy medal, był silnym graczem korespondencyjnym i w pierwszym turnieju o mistrzostwo Polski zajął II miejsce, współzałożyciel i później prezes Polskiego Związku Szachistów Korespondencyjnych, redaktor lwowskich czasopism Szachista oraz Przegląd Szachowy;
Emil Gross (1869 Lwów - po styczniu 1940), polski dziennikarz, tłumacz literatury pięknej, doktor nauk prawnych, czołowy szachista lwowskim, zwyciężał w mistrzostwach tego miasta, aktywny działacz Polskiego Związku Szachowego; Julian Halka, rodem z Sambora, w okresie międzywojennym mistrz Sambora (woj. lwowskie); Aleksander Hillbricht (1871 Lwów – 1940), prawnik, znany kompozytor szachowy - opracował około sto zadań, przede wszystkim trzychodówek i czterochodówek, z czego około trzydzieści opublikował w prasie polskiej i podobną liczbę w prasie zagranicznej, w lutym 1940 aresztowany we Lwowie przez NKWD, prawdopodobnie został rozstrzelany jako przedstawiciel polskiej inteligencji albo zesłany na Sybir; Ludwik Homme, ur. we Lwowie szachista, mistrza Lwowa 1924; Eugeniusz Iwanow (ur. 1933 Brześć nad Bugiem), kompozytor szachowy, działacz problemowy i szachowy, opublikował około 1000 zadań, zdobył ponad 350 nagród i wyróżnień (w tym 54 pierwszych nagród). Ma duże zasługi w rozwoju powojennej problematyki, 1961-2003 redaktor „Problemisty”; Jan Kleczyński (1837 Janiewicze na Wołyniu – 1885 Warszawa), pianista, kompozytor, krytyk muzyczny, badacz twórczości Fryderyka Chopina, jeden ze znanych warszawskich szachistów; Michał Kmietowicz (1908-1938 Zakopane), szachista, działacz i mistrz Podhalańskiego Związku Szachowego w Zakopanem; Lucyna Krawcewicz (ur. 1938 Michalin koło Ratna, pow. Kobryń, woj. poleskie), lekkoatleta oszczepniczka - mistrzyni Polski z 1965, olimpijka –uczestniczka Olimpiady w Meksyku w 1968 oraz szachistka – mistrzyni Polski w szachach błyskawicznych z 1972, ośmiokrotnie (w latach 1972-82) brała udział w finałach indywidualnych mistrzostw Polski kobiet i trzykrotnie startowała w mistrzostwach świata seniorek; Saturnin Limbach (1907 Lwów – 1984 Częstochowa ), problemista szachowy, opublikował około 4000 zadań, otrzymując ponad 500 wyróżnień, w tym 90 I nagród, układał głównie samomaty i w tym dziale odnosił największe sukcesy, arcymistrz krajowy kompozycji (tytuł otrzymał pośmiertnie w 2013), położył wielkie zasługi w popularyzacji kompozycji szachowej w Polsce, prowadząc działalność wydawniczą we Lwowie od 1927, po wojnie w Częstochowie, prowadził przez wiele lat kącik szachowy w „Gazecie Częstochowskiej” organizując międzynarodowe konkursy, w których brali udział czołowi kompozytorzy świata; Aleksander Loria (1868 Lwów – 1899 Kołobrzeg), szachista lwowski, od listopada 1894 należał do Lwowskiego Klubów Szachistów i uczestniczył w wielu klubowych rozgrywkach, pokonując kilku znanych lwowskich szachistów: Kazimierza Weydlicha, Karola Irzykowskiego i Aleksandra Wagnera, zięć właściciela "szachowej" kawiarni "Wiedeńskiej" we Lwowie; w 1956 sędzia klasy międzynarodowej w kompozycji szachowej;
Wacław Łuczynowicz (1922 Wilno – 1986 Polanica-Zdrój), szachista, wystąpił sześciokrotnie w finałowych turniejach polskich, największy sukces w karierze osiągnął w 1956 roku, zdobywając w Częstochowie brązowy medal, wystąpił na międzynarodowym turnieju w Krynicy w 1956 roku oraz reprezentował Polskę w rozegranych w Warszawie meczach przeciwko drużynom Węgier i Czechosłowacji; Kalikst Marian Morawski (1859 Boryszkowce, pow. Borszczów, woj. tarnopolskie - po 17 września 1939), szachista, czołowy gracz Lwowa w latach 20. XX wieku, aktywny działacz Lwowskiego Klubu Szachistów, a następnie współorganizował nowy klub - "Hetman Lwów", wyróżniony tytułami honorowego prezesa Lwowskiego Klubu Szachistów (1924) i Hetmana (1925), w 1925 odniósł aż trzy prestiżowe zwycięstwa turniejowe, wygrywając mistrzostwa Lwowa i mistrzostwa obu klubów. W pokonanym polu pozostawił w tych imprezach całą lwowską czołówkę, w tym Ignacego Popiela, Henryka Friedmana Mariana Wójcika, mistrza Sambora Juliana Halkę oraz mistrza Lwowa rok wcześniej Ludwika Homme; Ignacy Popiel (1863 Drohobycz, woj. lwowskie – 1941), szachista, czołowy gracz Galicji, regularnie plasował się w czołówce turniejów rozgrywanych we Lwowie, uczestniczył też w silnie obsadzanych turniejach międzynarodowych, w tym kongresach Niemieckiego Związku Szachowego; Aleksander Jan Osuchowski (ok. 1845 Dubiecko koło Przemyśla – 1907), malarz (studiował w Szkole Sztuk Plastycznych w Krakowie), rysownik i szachista – od 1894 jeden z wiodących szachistów, rywalizując m.in. z Tadeuszem Bujakiem, Kazimierzem Weydlichem, Kalikstem Morawskim, w 1895 brał udział w pierwszych mistrzostwach Lwowa, zorganizowanych przez Lwowski Klub Szachowy; Krystyna Radzikowska (1931 Lwów – 2006), najwybitniejsza polska szachistka lat 50. i 60. XX wieku, wielokrotna mistrzyni Polski w szachach, jest najbardziej utytułowaną polską zawodniczką w historii: w finałach mistrzostw kraju wystąpiła 24 razy w latach 1951-78, zdobywając 17 medali: 9 złotych, 2 srebrne oraz 6 brązowych, w latach 1957–72 reprezentowała Polskę na pięciu pierwszych olimpiadach szachowych: w 1957 w Emmen uzyskała najlepszy wynik indywidualny (9 pkt z 11 partii) spośród wszystkich uczestniczek, za co otrzymała puchar księcia Bernarda, wielokrotnie broniła polskich barw w meczach międzypaństwowych oraz na międzynarodowych turniejach, w 1955 otrzymała tytuł mistrzyni międzynarodowej, natomiast na Kongresie FIDE w Salonikach w 1984 przyznano jej tytuł arcymistrzyni za wyniki uzyskane w poprzednich latach (tytuły arcymistrzowskie dla kobiet zostały ustanowione dopiero w roku 1976). Tytuł mistrzyni międzynarodowej w szachach korespondencyjnych uzyskała w 1995; Józef Marcin Rogoziński (1874 Piotrówka na Podolu, Ukraina – 1944 Warszawa), inżynier technolog, szachista oraz działacz i 1929-35 prezes i 1935-37 wiceprezes Polskiego Związku Szachowego w Warszawie (zał. 1926); Marian Jan Steifer (1889 Wieś Wołoska koło Bolechowa, pow. Dolina, woj. stanisławowskie – 1945 Budapeszt), dr praw, pułkownik dyplomowany Wojska Polskiego (WP) działacz społeczny i sportowy, przedstawiciel WP Internowanego na Węgrzech podczas II wojny światowej, szachista: dwukrotnie zdobył tytuł mistrza Poznania, brał udział w wielu rozgrywkach, m.in. o puchar Polskiego Związku Szachowego (1927) w Łodzi i w drużynowych mistrzostwach Polski w Królewskiej Hucie (Chorzów), to on, wraz z Dawidem Przepiórką i Bronisławem Nakonieczników-Klukowskim wręczył marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu dyplom honorowego członka Polskiego Związku Szachowego. Również w okresie międzywojennym rozegrał pojedynki m.in. z dwoma mistrzami świata: przegraną z Aleksandrem Alechinem i wygraną w symultanie w 1935 z J.R. Capablanką, działał w Radzie Naczelnej Polskiego Związku Szachowego, ale także i we władzach Polskiego Komitetu Olimpijskiego; Franciszek Ksawery Sulik (1908 Lwów – 2000 Adelajda, Australia), szachista, medalista olimpijski, należał do czołówki lwowskich szachistów, w 1934 zdobył tytuł mistrza Lwowa, uczestnik trzecich mistrzostw Polski w Warszawie w 1935, reprezentował Polskę na nieoficjalnej olimpiadzie szachowej w Monachium w 1936, w Buenos Aires w 1939 zdobył wraz z polską drużyną srebrny medal olimpijski, podczas wojny żołnierz 2 Korpusu Polskiego gen. W. Andersa, po wojnie, wobec oderwania Lwowa od Polski, osiadł w Australii, zdobył mistrzostwo Adelaide (stolica stanu Południowa Australia) w szachach oraz siedmiokrotnie mistrzostwo Południowej Australii (1954, 1969, 1970, 1971, 1973, 1974, 1976/78); Alfred Tarnowski (1917 Lwów – 2003 Kraków), szachista i teoretyk szachów, dwunastokrotnie awansował do finałów mistrzostw kraju, zdobywając dwa medale: złoty w 1961 oraz srebrny w 1949, czterokrotnie uczestniczył w olimpiadach szachowych (1952, 1958, 1960 i 1962), brał udział w ośmiu turniejach i dwudziestu meczach międzynarodowych, w obronie półsłowiańskiej w 1950 pokonał arcymistrza Marka Tajmanowa; Izaak Towbin (1899 Korzec, pow. Równe, woj. wołyńskie - 1941), prawnik, radca prawny w Warszawie, szachista, zasłużony działacz szachowy, uczestnik mistrzostw Polski na przełomie 1925 i 1926 (IX miejsce), działacz pierwszej olimpiady szachowej w Paryżu w 1924, jemu też przypadł zaszczyt sygnowania w imieniu Polski (jako reprezentant klubu warszawskiego) aktu powołania Międzynarodowej Federacji Szachowej FIDE w ostatnim dniu olimpiady, w 1933 Towbin współzałożyciel i prezes Warszawskiego Klubu Szachistów (200 członków), członek władz Polskiego Związku Szachowego; Stefan Tytor (1910 Czabarówka, pow. Husiatyn, woj. tarnopolskie - po 31 sierpnia 1939), szachista, mistrz miasta Stanisławowa 1931/32, jego cennym osiągnięciem było zwycięstwo nad Mieczysławem Najdorfem, odniesione w ramach drużynowych mistrzostw Warszawy na przełomie 1936 i 1937 (Najdorf uchodził w tym okresie za jednego z najsilniejszych szachistów stolicy), problemista - po rekomendacji Dawida Przepiórki został w 1933 członkiem Warszawskiego Koła Problemistów;
Kazimierz Weydlich (1859 Skotyniany koło Kamieńca Podolskiego – 1913 Lwów), hrabia, jako szachista zadebiutował w 1883 na drugich mistrzostwach Warszawy, w latach 90. XIX wieku Weydlich należał do czołówki szachowej Galicji i Lwowa, w listopadzie 1894 był w gronie założycieli Lwowskiego Klubu Szachowego i kilkakrotnie zajmował II i III miejsce na podium klubowych mistrzostw, próbował również swoich sił w rywalizacji międzynarodowej: w 1885 pokonał Szymona Winawera, w 1894 wygrał z Carlem Schlechterem, rozgrywał z Dawidem Janowskim, Richardem Teichmannem, Josephem Blackburnem; Aleksander Wojtkiewicz, łot. Aleksandrs Voitkēvičs (1963 Ryga – 2006 Baltimore, USA), polski szachista urodzony na Łotwie, w 1988 przeprowadził się do Polski, otrzymał polskie obywatelstwo i od razu znalazł się na czele polskiej listy rankingowej, w 1989 zdobył tytuł mistrza kraju i w finałach mistrzostw Polski startował jeszcze trzykrotnie, zdobywając złoty (1995) oraz dwa srebrne medale (1992, 1996), reprezentował Polskę na dwóch olimpiadach – w 1990 i 1992, dwukrotnie (1989, 1992) brał udział w drużynowych mistrzostwach Europy, zdobywając w 1989 zdobył srebrny medal, w 1990 Międzynarodowa Federacja Szachowy przyznała mu tytuł arcymistrza, brał udział w dużej liczbie turniejów na całym świecie, często zdobywając nagrody w otwartych turniejach szwajcarskich, zwycięzca turnieju internetowego (Internet Chess Club), którego stawką było zaproszenie na prestiżowy turniej z udziałem dwóch najsilniejszych szachistów świata, w rozegranym w kwietniu 2000 w Islandii turnieju zajął trzecie miejsce za Garrim Kasparowem i Viswanathanem Anandem, od końca lat dziewięćdziesiątych skoncentrował się na turniejach rozgrywanych w Stanach Zjednoczonych i od 2002 był reprezentantem Stanów Zjednoczonych;
Marian Wróbel (1907 Lwów – 1960 Warszawa), problemista polski, zaliczający się do czołówki światowej, w latach 1947-50 był najlepszym kompozytorem szachowym na świecie; Tadeusz Wróbel (1926 Borysław, woj. lwowskie – 2012 Warszawa), inżynier elektronik, profesor Wojskowej Akademii Technicznej, szachista: drużynowy mistrz Śląska 1947, 1948 i drużynowy mistrz Polski 1949, zajął II miejsce w Drużynowych Mistrzostwach Polski 1954 i I miejsce w 1956 roku; Eugeniusz Fostowicz Zahorski (1881 Teklomir, pow. Wilejka, woj. wileńskie – 1947 Kraków), radca prawny, szachista (miał m.in. na koncie zwycięstwa nad Henrykiem Pogoriełym i Leonem Kremerem, w 1933 wygrał nieduży, czteroosobowy turniej Warszawskiego Klubu Szachistów) i działacz szachowy, należał do najaktywniejszych działaczy warszawskiego środowiska szachowego i współzałożycieli w 1933 Warszawskiego Klubu Szachistów, którego został prezesem, od 1939 członek Rady Naczelnej Polskiego Związku Szachowego, po wojnie współzałożyciel Centralnej Sekcji Szachowej przemysłu węglowego w Katowicach (w 1947 300 członków); Jurij Zezulkin (ur. 1971 Mińsk na Białorusi), białoruski i polski szachista, w 1989 zdobył tytuł mistrza Białorusi juniorów do 18 lat, zwycięzca mi.in. turniejów w Krakowie (1990), Częstochowie (1996), Mielnie (2002), Łebie (2002), Kołobrzegu (2003) i Krynicy-Zdroju (2009) oraz Porzellan Cup w Dreźnie w 2004, arcymistrz od 1999, mieszka w Polsce, ma polskie obywatelstwo i od 2010 jest reprezentantem Polski, podczas Drużynowych Mistrzostw Polski w szachach błyskawicznych zdobył złoty medal w Bydgoszczy w 2012, srebrny w Bydgoszczy w 2009 i brązowy w Myśliborzu w 2010, jest założycielem firmy szachowej "Caissa", która zajmuje się organizacją cyklu turniejów Caissa Pol Tour oraz prowadzi sklep szachowy, wiceprezes do spraw sportowych Lubuskiego Związku Szachowego.

Od siebie dodam, że znanym szachistą polsko-angielskim po II wojnie światowej był urodzony we wsi Wojutycze w powiecie samborskim (woj. lwowskie) Michał Duda-Morena (1893-1980), m.in. kapitan znanego w Londynie klubu szachowego w John Lewis Partnership i członkiem Komercyjnej Ligi Szachowej.

Marian Wójcik (1908 Jarosław - 1945 Niemcy) co prawda nie urodził się na Ziemiach Wschodnich, jednak całe swe życie jako szachista spędził w polskim Lwowie, gdzie należał do czołowych szachistów w tym mieście w okresie międzywojennym: m.in. członek klubu szachowego Hetman Lwów, uczestnik meczy między reprezentacjami jego uczelni – Uniwersytetu Lwowskiego i Politechniki Lwowskiej (w 1926 wspólnie z Marianem Wróblem zdobył mistrzostwo Uniwersytetu Lwowskiego), uczestnik mistrzostw Lwowa, swoje kompozycje zamieszczał na łamach lwowskiego „Sportu”, a zadania również w lwowskim „Miesięczniku Szachowym”, uczestnik w konkursów dla rozwiązujących zadania szachowe w prasie lwowskiej, w jednym z nich w 1923 wyprzedzając tak znanych szachistów, jak Henryk Friedman czy Saturnin Limbach, miał w dorobku około 60 zadań – dwuchodówek, trzychodówek i wielochodówek, wiele z jego zadań zdobywało wyróżnienia, należał do Lwowskiej Grupy Problemistów, a w 1927 po utworzeniu we Lwowie Polskiego Związku Zadaniowego został jego wiceprezesem, zadania publikował w lwowskich dziennikarz „Kurier Polski” i „Słowo Polskie”, czeski kompozytor Emil Palkoska określił go mianem "nowej gwiazdy polskiej kompozycji".

Los kościołów wileńskich zgotowany przez komunistów litewskich

Polskie Wilno (do 1945 r.) słynęło ze swoich pięknych kilkudziesięciu gotyckich i barokowych (tzw. barok wileński) oraz klasycystycznej katedry. Były to bardzo polskie świątynie (litewski dopiero od 1902 r. był tylko jeden kościół św. Mikołaja, gdyż Litwini stanowili zaledwie 1% ludności miasta, czyli, że było ich tu zaledwie 2 tys.).

W 1944 roku Armia Czerwona zajęła Wilno, które zostało włączone do Związku Sowieckiego – do sowieckiej Republiki Litewskiej, którą zarządzali komuniści litewscy i niby komuniści (pseudokomuniści), czyli nacjonaliści litewscy udający komunistów. Tak komuniści (np. długoletni I sekretarz Komunistycznej Partii Litwy Antanas Snieckus) jak i nacjonal-komuniści (jak np. późniejszy lider Sajudisu Vitautas Landsbergis czy obecna prezydent Litwy Dalia Grybauskaite) byli i są polakożercami. Niszczyli i niszczą wszelkie pamiątki w Wilnie i na Litwie.

W latach 1945-46 z Wilna wypędzono do stalinowskiej Polski 107 613 mieszkańców tego miasta. Tak jak zdecydowana większość Polaków byli to katolicy, którzy uczęszczali do kościołów wileńskich. W tym czasie w Wilnie mieszkało bardzo mało Litwinów, którzy nominalnie są również katolikami (jeszcze w 1959 r. Litwini w Wilnie stanowili zaledwie 33% ludności miasta – 90 tys., pomimo intensywnego zasiedlania miasta przez Litwinów z Litwy Kowieńskiej – pogardliwie nazywanych „przybłędami z Kowna”. Stąd opuszczone przez Polaków kościoły stały zamknięte, a później trudno było domagać się od ateistycznych władz ich otwarcia. Zresztą Litwini widzieli w nich polskie pamiątki – starczyło wejść do tych pustych kościołów, aby się o tym przekonać (np. wszystkie napisy w nich i inne rzeczy były od wieków polskie) i sami nie mieli dla nich serca. Czekali aż czas je wykruszy i liczyli na to i że nowi ich użytkownicy usuną niektóre polonika, a same mury pozostaną. I tak komuniści litewscy (nie rosyjscy!) w katedrze urządzili galerię obrazów, kościoły: Augustianów zamieniono na skład materiałów do rozbudowy sieci elektrycznej, Bernardynów na skład Instytutu Sztuki i pracownię rzeźbiarską, św. Ignacego na skład dekoracji studium kinematograficznego i restaurację, Serca Jezusowego na klub budowlanych, św. Jakuba na skład dekoracji opery i baletu, św. Jana (akademicki) został najpierw składem papieru, a potem muzeum „myśli postępowej” i salę koncertową, św. Jerzego na skład makulatury, św. Katarzyny na skład produktów mięsnych, św. Kazimierza na muzeum ateizmu, Bonifratrów na salę koncertową, św. Michała (Bernardynek) był składem, następnie salą wystawową budownictwa, Franciszkanów na archiwum centralne, św. Stefana na skład cementu i innych materiałów budowlanych, św. Trójcy był salą sportową, następnie pracownią muzeum historycznego i etnograficznego, Trynitarzy na skład wojskowy, Wszystkich Świętych na skład produktów żywnościowych, następnie na wystawę sztuki ludowej, Wizytek na więzienie dla nieletnich.

Marian Kałuski
(Nr 150)

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

25 Czerwca 1950 roku
Wojska północnokoreańskie wkroczyły na terytorium Korei Południowej i rozpoczęły wojnę.


25 Czerwca 1941 roku
II wojna światowa: Finlandia wypowiedziała wojnę ZSRR


Zobacz więcej