Piątek 26 Maja 2017r. - 146 dz. roku,  Imieniny: Eweliny, Jana, Pawła

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 26.11.16 - 16:14     Czytano: [871]

Ukraińcy a Powstanie Warszawskie


Udział Ukraińców w zdławieniu Powstania Warszawskiego

1 sierpnia 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie, które trwało 63 dni. Była to powszechna, wyzwoleńcza walka zbrojna Armii Krajowej i ludności Warszawy z hitlerowskimi/niemieckimi okupantami. W tej nierównej walce, toczonej w warunkach druzgocącej przewagi niemieckiej i wobec odmowy udzielenia pomocy powstańcom przez Stalina i z braku pomocy militarnej i dyplomatycznej ze strony Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych Ameryki, zginęło ok. 18 tys. powstańców i ok. 150-200 tys. ludności cywilnej, a wielkie miasto – stolica Polski miało przestać istnieć. Po Powstaniu cała pozostała ludność została wysiedlona m.in. do obozów koncentracyjnych i zagłady oraz na roboty przymusowe do Niemiec. Opustoszała Warszawa stała się terenem działalności specjalnych oddziałów niemieckich i ukraińskich, które paląc i wysadzając, zniszczyły 80% miasta. Podczas Powstania wróg nie tylko dopuścił się zbrodni wojennych wobec ludności Warszawy, ale wręcz potwornej zbrodni ludobójstwa.

Podczas obchodów 60. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego w Warszawie 1 sierpnia 2004 roku kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder powiedział m.in.: „Pochylamy się w poczuciu wstydu pod ciężarem zbrodni popełnionych przez oddziały hitlerowskie. To one napadły na Polskę w 1939 roku. Po upadku powstania w 1944 roku obróciły dawną Warszawę w gruzy i zgliszcza. Niezliczone rzesze polskich kobiet, mężczyzn i dzieci zamordowano lub wywieziono do obozów i na roboty przymusowe. Tutaj w miejscu polskiej dumy i niemieckiej hańby mamy nadzieję na pojednanie i pokój” (PAP 2.8.2004).

Z kolei Bronisław Wildstein w swoim artykule pt. Waga historii, opublikowanym w „Rzeczypospolitej” z 2 sierpnia 2004 roku napisał m.in.: Uroczystości 60 rocznicy Powstania Warszawskiego przypomniały, że bez uznania prawdy historii trudno budować przyszłość. „To uderzające, że tak elementarna prawda kwestionowana była tak długo w naszym kraju, a wielka uroczystość odbyła się nie w 50., a dopiero w 60. rocznicę Powstania”.

Rzeczywiście, po raz pierwszy politycy polscy, a za nimi światowe media mówiły głośno w odniesieniu do Powstania nie tylko o hańbie niemieckiej, ale także o haniebnej roli Stalina/Związku Sowieckiego, jak również krytykowały Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone za brak udzielania pomocy powstańcom i w ogóle za zdradzenie sojusznika polskiego – za pozostawienie Polski jako łupu ZSRR pod koniec II wojny światowej („Washington Times” 1.8.2004). Premier Marek Belka powiedział, że rząd brytyjski powinien przeprosić Polaków za zdradę.

Niemcy, w osobie kanclerza Schroedera, przyznali się do napaści na Polskę w 1939 r. i do haniebnej zbrodni popełnionej na ludności Warszawy i mieście. Rosję, Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię ciągle nie stać na przeproszenie za to czego nie zrobili, a mogli zrobić według akurat co wydanej książki Normana Daviesa „Powstanie ‘44” (2004), dla walczącej Warszawy.

Ale czy tylko te narody zawiniły wobec Polski i Polaków podczas II wojny światowej oraz powstańczej Warszawy?

Otóż literatura odnosząca się do Powstania Warszawskiego jest pełna dokumentów, informacji i relacji obciążających za tę zbrodnię także Ukraińców, wspierających wówczas Niemcy hitlerowskie i walczących wtedy u boku Niemców. I to za wyjątkowo wyrafinowane barbarzyństwo i ludobójstwo. Dużo tych oskarżeń pod adresem Ukraińców jest w pracy prof. Zygmunta Wojciechowskiego „Zbrodnia niemiecka w Warszawie”, wydanej już w 1946 roku, a więc kiedy jeszcze wszyscy wszystko dobrze pamiętali. Właściwie nie ma bodajże ani jednej publikacji o Powstaniu Warszawskim, a jest ich wiele setek, w której nie ma mowy o barbarzyństwie ukraińskim podczas Powstania.

Władysław Pobóg-Malinowski w swej „Najnowszej historii politycznej Polski 1864-1945. Tom Trzeci. Okres 1939-1945” (Londyn 1960) napisał, że „Udział Ukraińców w tłumieniu powstania i w bestialstwach wobec ludności wymaga jeszcze badań”. Było to napisane 44 lata temu. Jednak, z przyczyn natury politycznej, ten temat leży ciągle odłogiem: najpierw – w latach 1945-89 czyli w okresie komunistycznej Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej był on tabu w okresie stalinowskim, a następnie bardzo cenzurowany, a obecnie – od 1989 roku podlegający poprawności politycznej. Żąda się przeprosin od Niemców i Rosjan, a także od rządów Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych Ameryki, ale nie od Ukraińców, których wina jest wyjątkowo duża, na pewno – w odniesieniu do samego Powstania Warszawskiego – dużo większa od winy Churchilla i Roosevelta.

Nikt nie tylko nie mówi o konieczności przeproszenia Polaków przez Ukrainę/Ukraińców za tę zbrodnię, ale niektóre wpływowe czynniki polskie także świadomie przemilczają lub fałszują tę sprawę przez minimalizowanie zbrodni ukraińskich. Grzegorz Motyka w artykule „Prawda i mity o udziale Ukraińców w zwalczaniu Powstania Warszawskiego” (Powstanie Warszawskie fakty i mity Warszawa 2006) pisze: „Przyglądając się toczonej dyskusji (o udziale Ukraińców w zdławieniu Powstania Warszawskiego), łatwo zauważyć, że w jej trakcie doszło do wyraźnej polaryzacji stanowisk. Jedni uważają, upraszczając, że żaden Ukrainiec nie brał udziału w tłumieniu powstania, a każda odmienna opinia jest przez nich z góry odrzucana, bez analizy stojących za nią argumentów. Jednak w pamięci historycznej w dalszym ciągu funkcjonuje przekonanie o masowych zbrodniach popełnionych na ludności Warszawy przez Ukraińców, a wywody historyków wskazujące na nieprawdziwość tego poglądu są uznawane za przejaw politycznej poprawności, która nakazuje jakoby dążyć do pojednania kosztem prawdy”.

Jest jednak faktem, że od 1991 roku wszystkie rządy polskie, zgodnie z „doktryną wschodnią” Jerzego Giedroycia, która jest w zasadzie amerykańską i tym samym zniewalającą rządy polskie do jej przestrzegania, prowadzą SKRAJNIE proukraińską politykę, która obok innych posunięć amerykańskich, ma uniemożliwić odbudowanie supermocarstwowego statusu Rosji, co nie leży w amerykańskim interesie geopolitycznym. Dlatego, czy ktoś się z tym zgadza czy nie, wymuszana przez rząd i jego instytucje poprawność polityczna zniewala historyków i media do minimalizowania zbrodni ukraińskich popełnionych na narodzie polskim podczas II wojny światowej, w tym zbrodni ukraińskich popełnionych podczas Powstania Warszawskiego. Najbardziej jaskrawym na to przykładem była działalność „naukowa” Ryszarda Torzeckiego (1925-2003), historyka specjalizującego się w dziejach stosunków polsko-ukraińskich, docenta w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk, który w swych pracach minimalizował wszystkie zbrodnie ukraińskie popełnione na narodzie polskim, w tym ich udział w zdławieniu Powstania Warszawskiego i rzeziach Polaków na Wołyniu, które nazwał „mitem” (Ryszard Terlecki Polacy i Ukraińcy. Sprawa ukraińska w czasie II wojny światowej na terenie II Rzeczypospolitej (Warszawa 1993). Takich sprzedajnych historyków – płynących z prądem rządowej rzeki było i jest od 1945 roku setki. Również bardzo wymowny jest udział w przemilczaniu lub minimalizowaniu zbrodni ukraińskich popełnionych w Warszawie w 1944 roku przez Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie i Instytut Pamięci Narodowej (poza tendencyjnymi wywodami Grzegorza Motyki nie zauważyłem żadnych ich publikacji na ten temat). Czy odgórnie zarządzony?

Podobnie czynią Ukraińcy – i to nie od dzisiaj. Nie ma się temu co dziwić, gdyż nikt dobrowolnie nie przyznaje się do winy, a tym bardziej do potwornej zbrodni. Wkrótce po wojnie znani działacze emigracji ukraińskiej Łewyckyj i Ortynskyj dowodzili w paryskiej „ Kulturze” (nr 56 i 61 1952), że ukraińska dywizja SS Galizien nie brała udziału w tłumieniu Powstania Warszawskiego, że dla Polaków wszyscy nie-Niemcy, którzy brali udział w dławieniu Powstania byli Ukraińcami. Potem w ich ślady poszli L. Szankowskyj, Taras Hunczak (który na łamach brytyjskiego „The Guardian Weekly” z 5 stycznia 1986 pisał, że żadne jednostki ukraińskiego wojska nie brały udziału w tłumieniu Powstania Warszawskiego!) i Wasyl Weryha, autor książki Dorohami druhoj switowoj wijny. Łehendy pro uczast Ukrainciw w warszawśkomu powstanni 1944.. ., wydanej w Toronto w 1980 roku. Ostatnio w tym duchu pisał Roman Szagała w artykule Ukraińcy w czasie powstania Warszawskiego, który został opublikowany w wydawanym w Warszawie (za pieniądze polskich podatników!) bardzo antypolskim tygodniku ukraińskim „Nasze Słowo” 30 września 2010 roku. Jedno kłamstwo goni w nim drugie kłamstwo, a drugie trzecie itd. Autor artykułu i pismo nie tylko zaprzecza jakiemukolwiek udziałowi Ukraińców w zbrodni warszawskiej (według niego ani jeden Ukrainiec – nawet Legion Wołyński nie walczył u boku Niemców podczas powstania!), ale także ubolewa nad ciężkim losem Ukraińców i Warszawie podczas wojny i Powstania Warszawskiego ze strony rzekomo Niemców (z którymi przecież w większości współpracowali!) i Polaków. Tak jakby obowiązkiem Polaków było kochać czy chociażby tolerować niemieckich kolaborantów ukraińskich w stolicy Polski! Szczególnie podczas walki Polaków z Niemcami.

Znalazł się jeden sprawiedliwy Ukrainiec: Mychajło Rudnycki (1889 - 1975), pisarz, poeta, literaturoznawca, krytyk, tłumacz, rodzony brat Iwana, znanego jako Kedryn, dziennikarza i działacza emigracji ukraińskiej oraz współpracownika paryskiej „Kultury”. Mychajło Rudnycki pisał: ,,Ukraińskich esesmanów widzimy na ruinach Warszawy podczas tłumienia Powstania Warszawskiego. Razem z oddziałami Himmlera szli ci zdrajcy przeciwko Polakom, zarzucali oni granatami piwnice warszawskich domów, przepełnionych kobietami i dziećmi, rozstrzelali za miastem tysiące cywilnych mieszkańców’’ („Kurnik Polityczny” 19.10.2016).

Niebawem, obok Ryszarda Torzeckiego, „niewinnych” Ukraińców zaczęli wspierać także niektórzy proukraińsko nastawieni działacze „Solidarności” (np. Andrzej Zięba „72 rocznica powstania niepodległego państwa ukraińskiego. Ukraińcy i Powstanie Warszawskie” nakładem RKW NSZZ „S” Dolny Śląsk, Wrocław 1990), miesięcznik „Znak” (nr 413-415) i zwalczająca polski patriotyzm „Gazeta Wyborcza” Adama Michnika. Jednak najdalej, bo w iście bezczelny sposób, posunął się bard historii w ujęciu Solidarności ale nie zawodowy historyk Kazimierz Podlaski (Bohdan Skaradziński 1931-2014) w swej książce Białorusini, Litwini, Ukraińcy (wyd. 3, Londyn 1985), który bandytów ukraińskich w służbie niemieckiej nie uważa za Ukraińców, gdyż: „ludzie ci bowiem realizowali swoje osobiste kariery i działali na rzecz... III Rzeszy, a nie – tak czy inaczej pojmowanej samoistnej Ukrainy... formacji ukraińskich nie było wtedy w Warszawie. Bóg ustrzegł, nas i ich, przed jeszcze jedną pozycją... na i tak długiej liście wzajemnych krzywd i zbrodni. Nie dopisujmy tej pozycji sami, hołdując bezkrytycznie mitom”.

Podlaski tak kończy swój proukraiński i mający mało wspólnego z prawdą historyczną wywód: „Ukraińcy stanowili 1,5% garnizonu (niemieckiego w Warszawie), więc o ich roli pacyfikatorów Powstania nie będzie można poważnie mówić”.

1,5% czegokolwiek odbieramy jako rzecz mało znaczącą. To, na przykład, tylko 1,5 grosza w złotówce. Ale 1,5% w milionie złotych to już aż 15 000 złotych! Dlatego w przypadku Powstania Warszawskiego 1,5% popełnionych zbrodni znaczy 270 zabitych i 75 ciężko rannych powstańców, 3000 zamordowanych cywilów i zniszczonych całkowicie 156 budynków („Encyklopedia Warszawy”, Warszawa 1994, s. 687). Czy doprawdy zabicie ok. 3500 ludzi i całkowite zniszczenie 156 budynków to niewielka zbrodnia?! Lub zbrodnia, o której, jak twierdzi Podlaski, „nie można poważnie mówić”?! A przecież Ukraińcy stanowili zapewne dużo, dużo większy odsetek żołnierzy garnizonu niemieckiego w Warszawie, liczącego 31 lipca 1944 ok. 20 000 ludzi (Władysław Bartoszewski „Dni walczącej stolicy. Kronika Powstania Warszawskiego” Londyn 1984), a później przeciętnie 25 000 ludzi. Jeśli było Ukraińców tylko 7,5% wśród żołnierzy garnizonu niemieckiego w Warszawie to wówczas ci żołdacy mają na swoim sumieniu 1350 zabitych i 375 ciężko rannych powstańców, 15 000 zamordowanych cywilów i zniszczonych całkowicie 780 budynków.

Wasyl Weryha w książce Dorohami druhoj switowoj wijny. Łehendy pro uczast Ukrainciw w warszawśkomu powstanni 1944... (Toronto 1980) dowodzi, że ukraińska dywizja Waffen SS Galizien (Hałyczyna) nie brała udziału w dławieniu Powstania Warszawskiego. Jednak jest faktem, że 150-osobowa ukraińska kompania policyjna, stacjonująca przy alei Szucha, należała do SS Galizien, o czym pisze A. Borkiewicz w pracy Powstanie Warszawskie (Warszawa 1957), a przyjmuje za prawdopodobne nawet Kazimierz Podlaski (str. 97). Tak więc także i historia SS Galizien jest zbroczona krwią powstańców i ludności Warszawy. Dowodem koronnym na to, że żołnierze SS Galizien byli w Warszawie podczas Powstania Warszawskiego jest praca historyka niemieckiego Hansa von Krannhals Der Warschauer Aufstand 1944.. . (Frankfurt am Main 1962), w której dowodzi, zgodnie z prawdą, że w Warszawie była kompania dywizji SS Galizien. A dowodem koronnym na to, że w czasie Powstania Warszawskiego Ukraińcy walczyli z powstańcami po stronie niemieckiej jest m.in. i to, że ludzie posługujący się językiem ukraińskim mówili także po polsku (Aleksander Kamiński Zośka i Parasol, wyd. 3, Warszawa 1979). Byli to więc Ukraińcy z Galicji (skąd pochodzili ochotnicy do SS Galizien i innych formacji współpracujących z niemieckim hitleryzmem) i Wołynia, gdyż Ukraińcy z rosyjskiej Ukrainy nie mówili po polsku. Sebastain Pawlina w artykule pt. Rozwalamy folksdojczów! Los niemieckich jeńców w Powstaniu Warszawskim opublikowanym 21 września 2014 roku w „Ciekawostkach historycznych” – internetowym serwisie popularnonaukowym pisze, że: „Jeszcze w pierwszej połowie sierpnia dowództwo Powstania dostało raport o sytuacji panującej w społeczeństwie: Bierność i wystraszenie Niemców w pierwszych dniach powstania oraz powszechny entuzjazm – złagodziły początkowo nastroje wrogie wobec Niemców. Następnie jednak aktywność, represje i mordy obudziły dawne uczucia: lęku i nienawiści, wyrażające się w determinacji. Ogół reaguje zwiększoną nienawiścią i zawziętością oraz chęcią odwetu. (…) Wobec żandarmerii, gestapo i Ukraińców – nienawiść i chęć natychmiastowego likwidowania. Ukraińców z reguły traktuje się bezlitośnie, oskarżając o zdradę i dywersję”. – Oczywiście, musieli to być Ukraińcy z polskim obywatelstwem, gdyż tylko takich można było oskarżać o zdradę i dywersję.

Pomimo tego, że wielu Ukraińców i Polaków starało się i stara przemilczeć lub pomniejszyć udział formacji ukraińskich w zdławieniu Powstania Warszawskiego, prawda wypływała co rusz z powodzeniem na światło dzienne i dlatego strona polska nie może jej w dalszym ciągu całkowicie ignorować. Jednak ciągle z uporem maniaka robi się wszystko, aby przemilczać zbrodnie Ukraińców. Np. Andrzej Zięba jest zmuszony przyznać, że Ukraińcy brali udział w tłumieniu Powstania Warszawskiego. Stwierdza, że w Warszawie były dwie ukraińskie kompanie policyjne, że ukraińska formacja była w straży Pawiaka, a grupy Ukraińców w oddziałach Hiwis oraz w zgrupowaniu Reinefartha i że we wrześniu 1944 roku do Warszawy przybył Legion Wołyński w sile 400 ludzi. Tych faktów Zięba nie mógł ukrywać, tak jak to próbowali czynić Ukraińcy. Jednak nie tylko, że nic nie pisze o zbrodniach popełnionych na ludności Warszawy przez te oddziały ukraińskie, ale wręcz stara się przekonać czytelników swojego elaboratu, że ci ludzie nie mieli rąk zbroczonych w polskiej krwi, pisząc, że byli tłumaczami, że nie brali udziału w zbrodniach, że Legion Ukraiński poruszał się po terenach dawno „spacyfikowanych przez brygadę Kamińskiego (RONA)”. Po prostu, że w dławionym przez Niemców powstaniu Ukraińcy stali z bronią u nogi.

Zięba po prostu kłamał, kiedy próbował wybielać rolę Ukraińców lub przemilczeć ich zbrodnie, a to kłamstwo obnażyła sama filoukraińska „Gazeta Wyborcza”. Maciej Kledzik w artykule „Kim byli sprawcy rzezi na Woli i Ochocie” (1.8.1990) tłumaczy fakt oskarżania przez ludność Warszawy Ukraińców za liczne i potworne zbrodnie popełnione na ludności cywilnej podczas Powstania Warszawskiego pisząc m.in.: „Do jednostki SS, zajmującej gmach wyższej Szkoły Nauk Politycznych przy ul. Wawelskiej, wcielona była kompania Ukraińców. Również w skład grupy bojowej Schutzpolizei (1700 żołnierzy) wchodziła kompania Ukraińców (150 żołnierzy) kwaterująca w alei Róż pod numerami 9 i 25. Po wybuchu Powstania, część z nich usiłowała przedrzeć się samochodami przez Śródmieście w kierunku Ogrodu Saskiego. Na Marszałkowskiej samochody rozbite zostały ogniem powstańców. Ukraińcy ukryli się w okolicznych domach, gdzie wymordowali wielu mieszkańców, w tym kobiety i dzieci, zanim nie zostali wybici przez zorganizowane grupki powstańców. Duży rozgłos tej zbrodni nadała powstańcza prasa i tak pojawiło się określenie oprawcy-Ukraińca, przypisywane później innym (nie-Niemcom walczącym u boku Niemców)...”.

Jeśli została udowodniona ponad wszelką wątpliwość obecność kompanii ukraińskich w gmachu wyższej Szkoły Nauk Politycznych przy ul. Wawelskiej i przy alei Róż i alei Szucha to, siłą rzeczy, wszelkie relacje polskie o walkach w tych rejonach z udziałem Ukraińców w pierwszej połowie sierpnia 1944 r. muszą być wiarygodne. Są one jednym wielkim oskarżeniem pod adresem Ukraińców. Np. Józef K. Wroniszewski w swej książce „Ochota 1939-1945” (Warszawa 1976) pisze: „Po raz pierwszy zaatakowali Niemcy redutę (powstańczą na Ochocie) 3 sierpnia... Tuż za tym przygotowaniem ruszyło od Wawelskiej natarcie kompanii SS „Galizien” przy wsparciu ogniowym działa czołgowego i cekaemów... 4 sierpnia... obrońcy Wawelskiej odpierali natomiast parokrotne ataki wspartej czołgami kompanii SS „Galizien”... Jakaś młoda dziewczyna rozpacza. To kilku Ukraińców ją zgwałciło: płacze, modli się, przeklina. Kto ją pomści?...W mordowaniu ludności cywilnej brali wybitny udział ukraińscy nacjonaliści”. Natomiast były minister rządu polskiego Stanisław Wachowiak pisał: „...Kiedy go żegnałem, nie myślałem, że już go nie zobaczę. Ukraińcy w drugi dzień Powstania wymordowali na ul. Wiejskiej całą rodzinę” („Wspomnienia” w: „Zeszyty historyczne” Nr 31, Paryż 1975). Z kolei głośny uczestnik Powstania Warszawskiego Aleksander Kamiński pisze: „...Z oznak na mundurach widać, że są to Ukraińcy, hitlerowcy z dywizji SS Galizien... Niektórzy (z nich) mówili po polsku... Ruszono... w stronę alei Szucha. Tam zatrzymano powstańców na dziedzińcu gestapo... Z rana przyszli do nich SS-mani Ukraińcy. Po południu rannych załadowano do samochodów. Następnie SS-mani oddzielili powstańczych chłopców od dziewcząt. Chłopców poprowadzono ulicą Wolską za miasto, w kierunku Pruszkowa, dziewczętom zaś kazano ustawić się pod murem (i je rozstrzelano) („Zośka i Parasol”, wyd. 3, Warszawa 1979). Nawet historyk brytyjsko-polski Norman Davies w swej książce Powstanie 44 (2006), w której w zasadzie minimalizuje udział w nim Ukraińców, zamieścił relację Kamili Merwartowej: Niemcy i Ukraińcy wpadają do szpitala powstańczego.(...) jak bydło zaczęli kopać i bić rannych leżących na ziemi, wyzywając ich od skurwysynów i polskich bandytów.(...) Biedakom leżącym na ziemi roztrzaskiwali buciorami głowy, rycząc przy tym okropnie, kopiąc i waląc, gdzie tylko mogli. Krew i mózgi nieszczęsnych bryzgały na wszystkie strony (s. 371–372).

Także nieprawdą jest, że Legion Wołyński nie walczył z powstańcami; że walczył z powstańcami na Czerniakowie piszą Jarosław Gdański, autor książki dotyczącej wschodnich formacji armii niemieckiej, i Hubert Kuberski, autor pracy Sojusznicy Hitlera, w artykule pt. Legenda o własowcach, opublikowanym w „Rzeczypospolitej” z 31 lipca 2004 roku. Oddział ten walczył także z 9. Pułkiem Piechoty 3. DP im. Traugutta 1. Armii WP, który spieszył na pomoc powstańcom, a następnie brał udział w operacji „Sternschuppe” (27-30 września) przeciwko zgrupowaniu Armii Krajowej w Puszczy Kampinoskiej. Legionem Wołyńskim, którego żołnierze brali uprzednio udział w rzeziach Polaków na Wołyniu (1943-44), dowodził płk Petro Diaczenko, przedwojenny oficer kontraktowy Wojska Polskiego. Tak się odpłacił Polsce i Polakom za to, że po ucieczce z zajętej przez bolszewików Ukrainy w 1920 roku mógł nie tylko zamieszkać w Polsce, ale także został oficerem Wojska Polskiego! Z kolei z artykułu Członek SS-Galizien zatrzymany w USA. Tłumił powstanie warszawskie? („Gazeta Wyborcza” 14.6.2013) dowiadujemy się, że w USA odkryto kolejnego zbrodniarza ukraińskiego z II wojny światowej i Powstania Warszawskiego - 94-letniego Michaela Karkoca, który „przez lata milczał o wojennej przeszłości, ale w 1995 roku opublikował wspomnienia w języku ukraińskim, w których przyznał, że pomagał utworzyć Ukraiński Legion Samoobrony w 1943 roku, współpracując z SD - tajną służbą wywiadowczą SS... (za co) otrzymał ordery SS, m.in. Krzyż Żelazny. Wspomnienia Karkoca dostępne są w amerykańskiej Bibliotece Kongresu, w British Library, a także w Elektronicznej Bibliotece Ukrainy... Ukraiński Legion Samoobrony pacyfikował polskie wsie. Brał też udział w brutalnym tłumieniu powstania warszawskiego. Karkoc w dokumentach SS wymieniony jest jako najwyższy rangą członek drugiego oddziału Legionu, który działał w Warszawie”.

O Ukraińcach tłumiących Powstanie Warszawskie pisze wspomniany wyżej niemiecki historyk Guenther Deschner w pracy o powstaniu, wydanej w języku angielskim Warsaw rising” (Londyn 1972). Niestety, ta dobra historia Powstania nie jest chyba w ogóle znana historykom polskim. Deschner pisze, że „Powstanie dało Ukraińcom idealną możliwość ujścia dla ich głęboko zakorzenionych antypolskich urazów”. Janina Popiel wspomina jak na krótko przed Powstaniem słyszała jak jeden z żołdaków ukraińskich mówił, że oddział ich przybył do Warszawy, aby Lachiw rizaty („Losy Polaków i Ukraińców” Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza, Londyn 19.9.1966). – I mordowali Polaków! I to w jak barbarzyński sposób. Marek Hłasko w swym opowiadaniu Drugie zabicie psa („Kultura” Nr 1-2 1965, Paryż) pisze: „...I nie uwierzyłaby chyba również i w to, że widziałem w czterdziestym czwartym roku w Warszawie, jak sześciu Ukraińców zgwałciło jedną dziewczynę z naszego domu a potem wyjęli jej oczy łyżką do herbaty; i śmieli się przy tym i dowcipkowali...”. O tych zbrodniach ukraińskich mówiła cała powstańcza Warszawa i ludzie panicznie ich się bali. Zbigniew Zaniewski w książce „Powstanie i potem” (Londyn 1984) pisze: „...Nie lękała się śmierci, ani Niemców nawet, ale – o wstydzie! – przerażała ją możliwość dostania się w ręce „braci-Słowian” w niemieckich mundurach. Budziła siebie i innych po nocach, krzycząc że Ukraińcy... są już w bramie”. Z okazji 70. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego 1944 internetowa Wirtualna Polska przeprowadziła rozmowę z Haliną Wołłowicz, wówczas mającą 18 lat łączniczką i sanitariuszką „Rena” w kompanii K-1 batalionu „Baszta”, bohaterką tylko co wydanej książki Anny Herbich „Dziewczyny z Powstania”. Z rozmowy tej dowiadujemy się, że jej pierwszym rannym był kolega z konspiracji Rajmund Kaczyński „Irka”, który był ciężko ranny w rękę, który później został ojcem Jarosława i Lecha Kaczyńskiego, i o tym, że podczas trwania powstania Ukraińców bała się bardziej niż Niemców. Wspominając okrucieństwo Niemców i Ukraińców podczas tłumienia Powstania Warszawskiego powiedziała: „Były też sytuacje, gdy kolegów przerzucało się przez płoty, by ratować im życie. Tak było na Wyścigach. Musieliśmy to robić, żeby nie dopadli ich Niemcy, którzy dobijali ciężko rannych. Ale i tak bardziej niż Niemców, bałam się Ukraińców... Niemcy mordowali, a Ukraińcy przedtem torturowali i gwałcili dziewczyny. Banderowcy byli okrutni. Dało się to odczuć bardzo wyraźnie. Później dowiedziałam się, że gwałcili zarówno 3-letnie dziewczynki jak i 80-letnie kobiety” („Halina Wołłowicz dla WP.PL: moim pierwszym rannym był Rajmund Kaczyński, kolega z konspiracji” 31.7.2014).

Dlatego, jak pisze Deschner, Polacy nie brali do niewoli Ukraińców (i SS-manów). Na plecach malowano im dużą literę „U” i rozstrzeliwano, albo, jak pisze Ukrainiec Lew Bykowskyj w swoich wspomnieniach z okresu Powstania Polskie powstanie w Warszawie w roku 1944 („Zeszyty historyczne” Nr 5, Paryż 1964): „Do niebezpiecznych robót na pierwszej linii frontu powstańcy używali jeńców niemieckich, Volksdeutschów i Ukraińców”.

O udziale Ukraińców w dławieniu Powstania piszą także inni Niemcy, przede wszystkim dowódca wojsk niemieckich dławiących Powstanie – gen. von dem Bach, który wykorzystywał Ukraińców, znających dobrze język polski, m.in. jako szpiegów, których wysyłał na stronę polską (Ostatni akt w: „Drogi Cichociemnych” Londyn 1961) i niemiecki historyk Powstania Hans von Krannhals, autor książki „Der Warschauer Aufstand 1944...” (Frankfurt am Main 1962). Krannhals obwinia głównie nie-Niemców w niemieckich mundurach, w tym Ukraińców, za wszelkie potworności, które miały miejsce podczas Powstania. „Dzicz wschodnia” – mówił o nich gen. Reinefarth, a gen. Erich vom dem Bach wtórował mu: „Można uwierzyć w teorię Untermenscha” (Józef Mackiewicz Nie trzeba głośno mówić IL Paryż 1969). Z kolei mieszkająca po wojnie w Londynie Janina Zabłocka, która urodziła się w powiecie kaniowskim na rosyjskiej Ukrainie i znała świetnie język ukraiński, wspominała, że kiedy po Powstaniu pędzono ludność Warszawy do Pruszkowa, po drodze rewidowali ją Ukraińcy. Wrzasnęli: „Otwórz, starucha, torebkę, pokaż co w niej masz!”. Wówczas p. Zabłocka „obsypała mołojców gradem wyzwisk w ich rodzinnym (ukraińskim) języku. Tak im to zaimponowało, że puścili ją bez przeszkód...” (W sto lat – znad Dniepru do Londynu Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza, Londyn 19.4.1979).

Zajmijmy się teraz liczebnością ukraińskiej ludności i tym co robiła w okupowanej Warszawie oraz liczebnością różnych ukraińskich formacji wojskowo-policyjnych w Warszawie podczas Powstania Warszawskiego, uwzględniając wyłącznie wiarygodne dane historyków zajmujących się tym tematem. Otóż według prof. Grzegorza Motyki w okupowanej przez Niemców Warszawie mieszkało 4-5 tysięcy Ukraińców, czyli dwa razy więcej niż przed wojną. Niemcy już przed wojną stawiali na współpracę z nacjonalistami ukraińskimi w różnych antypolskich akcjach. A wojenne współżycie polsko-ukraińskie zapoczątkował już 1 września 1939 roku bezpośredni udział w ataku na Polskę w składzie Wehrmachtu Legionu Ukraińskich Nacjonalistów pod dowództwem Romana Suszki. Zaraz po przyłączeniu Kresów do Związku Sowieckiego we wrześniu 1939 roku na teren niemieckiej okupacji – Generalnego Gubernatorstwa uciekło 20 tys. działaczy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów – organizacji grupującej skrajnych polakożerców. Właśnie wielu z nich zamieszkało w Warszawie (działały tu m.in.: oddział Centralnego Komitetu Ukraińskiego z Krakowa, Związek Ukraińskich Kombatantów, Ukraiński Komitet Pomocy oraz wiele innych placówek). Niemcy traktowali ich jako bardzo cenny materiał dywersyjny, który można odpowiednio wykorzystać przeciwko Polakom. Wspierając Ukraińców, Niemcy liczyli na skuteczne osłabienie pozycji Polaków na okupowanych terenach, w tym oczywiście tak newralgicznym miejscu jak stolica Polski. I nie pomylili się. Ukraińcy byli wiernymi kolaborantami na usługach okupanta niemieckiego. Stąd ludność ukraińska była w Generalnej Guberni w stosunku do ludności polskiej uprzywilejowana. Pozwolono Ukraińcom zająć wiele stanowisk administracyjnych i innych (internetowa “Gazeta Wyborcza” 13.8.2008). Np. Ukrainiec Lew Bykowski z nominacji niemieckiej został w 1942 roku dyrektorem wybitnie polskiej placówki jaką była Biblioteka Publiczna m. st. Warszawy, a były generał Armii Ukraińskiej w 1920, a w międzywojennej Polsce pułkownik kontraktowy Wojska Polskiego Pawło Szandruk w 1941 roku nawiązał w Warszawie współpracę z Niemcami, został dla niepoznaki kierownikiem kina w Skierniewicach (do 1944), a w 1945 roku organizatorem z pomocą hitlerowców organizatorem i dowódcą Ukraińskiej Armii Narodowej. Kiedy w 1943 roku powstawała ukraińska hitlerowska dywizja SS “Galizien” i ogłoszono do niej werbunek, w Warszawie do powstałego 25 czerwca 1943 roku ośrodka werbunkowego przybyło aż 800 Ukraińców, z których 170 zgłosiło się na ochotnika do tej hitlerowskiej dywizji, a w zorganizowanej w Warszawie szkole szkolono do lata 1944 roku 12 oficerów i 75 podoficerów jednostki kawaleryjskiej dywizji SS “Galizien” (ukraiński tygodnik “Nasze Słowo” 30.9.2010). To świadczy o tym jacy Ukraińcy mieszkali w Warszawie i jakie stanowili zagrożenie dla polskiej ludności. A to dlatego, że wszyscy mówili dobrze po polsku i prawie wszyscy ukrywali swe ukraińskie pochodzenie. Tylko Bóg wie ilu Polaków i Żydów wydali Niemcom i ilu wśród tzw. szmalcowników polujących na ukrywających się w Warszawie Żydów było Ukraińcami. Biorąc pod uwagę ich wprost zwierzęcy antysemityzm i chęć większego przypodobania się Niemcom oraz fakt, że Ukraińcy wspólnie z Niemcami wymordowali 1,5 miliona Żydów na Ukrainie (Encyclopaedia Judaica Jerusalem 1971), że pilnowali getto w Warszawie i brali udział w tłumieniu powstania w getcie warszawskim wiosną 1943 roku (część szkoleniowego batalionu ukraińskiego z obozu w Trawnikach: Wikipedia: Powstanie w getcie warszawskim) musiały być ich setki. Niestety polscy historycy w imię poprawności politycznej, tej lansowanej przez “Gazetę Wyborczą”, nie zajmują się tą sprawą, biorąc tym samym świadomy udział w fałszowaniu historii i szkalowaniu własnego narodu! Zaraz po wybuchu powstania w ręce powstańców wpadali również ukraińscy ochotnicy “gołębiarze” czyli strzelcy wyborowi strzelający ze strychów czy dachów wysokich budynków do powstańców i cywilów (Wikipedia.pl) i ten fakt, wraz ze znanym warszawiakom marzeniem nacjonalistów ukraińskich, którym marzyło się o ,,zdobyciu stolicy wroga” (Warszawy) i chęci na jej gruzach „oddać salut ukraińskiemu imperium” („Kurnik Polityczny” 19.10.2016), przyczynił się w dużym stopniu do antyukraińskiej postawy ludności Warszawy i antyukraińskiej kampanii w prasie Armii Krajowej. Gdyby nie ochrona ze strony Niemców marny byłby ich los w Warszawie już przed powstaniem. Sprawiedliwość dosięgła niektórych z nich dopiero podczas Powstania Warszawskiego. Zaraz po wybuchu powstania przystąpiono do wyszukiwania i zamykania Ukraińców (na plecach wymalowywano im dużą literę “U”, co miało udaremniać ucieczkę), a następnie do wykorzystywania ich do różnych niebezpiecznych prac na polu walki. Wziętych podczas walk do niewoli Ukraińców rozstrzeliwano.

Sprawą sporną po dziś dzień jest ustalenie ilości Ukraińców biorących udział podczas Powstania Warszawskiego w walkach z powstańcami. Według wiarygodnych informacji, o których piszą zawodowi historycy zajmujący się Powstaniem Warszawskim (Hans von Krannhals, Guenther Deschner, Adam Borkiewicz, Grzegorz Motyka, Ryszard Torzecki, Marcin Majewski) i udziałem Ukraińców w jego zdławieniu, w Warszawie bez wątpienia przebywali i walczyli po stronie niemieckiej z powstańcami następujące oddziały i grupy ukraińskie: licząca 80-150 ludzi kompania policji stacjonująca w alei Szucha , kompania do 150 ludzi stanowiąca część załogi SS stacjonującej w budynku dawnej wyższej Szkoły Nauk Politycznych przy ul. Wawelskiej (historycy nie wykluczają, że mogli to być podoficerowie szkoły dywizji SS “Galizien”), pewna liczba Ukraińców służyła w policji przemysłowej (Werkschutzpolizei; raczej duża liczba, bo w tej policji służyło dużo Ukraińców na terenie całego Generalnego Gubernatorstwa, a Warszawa była dużym ośrodkiem przemysłowym), 40 ukraińskich wachmanów było zatrudnionych w straży Pawiaka (wielkie więzienie) i pewna ilość ukraińskich wachmanów była strażą w obozie KL Warschau w “Gęsiówce”, których po wybuchu powstania zatrzymali żołnierze batalionu “Zośka”, 10-osobowa grupa ukraińskich podoficerów z dywizji SS “Galizien”, których Niemcy dołączyli do superbandyckiej grupy Reinefartha (Wasyl Weryha), dużo tłumaczy ukraińskich którzy prawdopodobnie wchodzili w skład grupy mjr. Recka i brali udział w walkach na Woli, możliwe, że grupa ochotników ukraińskich do dywizji SS “Galizien” mogą być w Dywizji SS “Frundsberg” na Bielanach (G.Motyka), największy ukraiński oddział w Warszawie – przybyły do stolicy na przełomie sierpnia września 1944 Ukraiński Legion Samoobrony złożony z frakcji melnykowskiej nacjonalistów ukraińskich (dwie kompanie 219 ludzi, a może do 400 pod dowództwem Petro Diaczenki, byłego oficera wojsk ukraińskich, a następnie majora kontraktowego Wojska Polskiego (tak się odwdzięczył Polakom za okazaną mu pomoc!), który podczas rzezi Polaków na Wołyniu w 1943 roku palił wsie i mordował Polaków w Lubelskiem i Kielecczyźnie, i który po przybyciu do Warszawy wziął udział w niemieckim ataku na Powiśle i według ukraińskiego dziennikarza Polikarpa Szafeta wziął udział w wymordowaniu załogi i rannych powstańczego szpitala, a udokumentowany jest udział żołnierzy tego legion w zgwałceniu i zamordowaniu trzech kobiet na ulicy Bednarskiej (J. Marszalec Ukraińcy Gdańsk 2004). Walczyli z nim żołnierze “Kryski” ze zgrupowania AK “Radosław”; w tych walkach zginęło 10 Ukraińców, a 34 zostało rannych, po czym pomagali Niemcom w zdobywaniu Czerniakowa Górnego i brali udział w walkach na Wybrzeżu Kościuszkowskim, a przeniesieni na skraj Puszczy Kampinoskiej spacyfikowali 24 września wieś Zaborówek. Poza tym przybyły do Warszawy we wrześniu 1944 roku 34 pułk policji (982 osoby), w którym bataliony II i III składały się głównie z Ukraińców (J. Kirchmayer), a Norman Davies podał informację, że Ukraińcy wchodzili ponoć w skład plutonów egzekucyjnych kierowanych przez SS-Hauptsturmfuhrera Alfreda Spilkera.

Do zgniecenia Powstania Warszawskiego został skierowany niemiecki – złożony z kryminalistów - 860-osobowy pułk specjalny SS Oskara Dirlewangera, w którym, po wsparciu przez kontyngenty różnoplemiennych ochotników, ponad połowę (1168) żołdaków stanowili byli obywatele Związku Sowieckiego, a więc zapewne także czy przede wszystkim Ukraińcy.

Należy także pamiętać, że Ukraińcy, chyba wszyscy z rosyjskiej Ukrainy, stanowili duży odsetek w oddziałach rosyjskich i kozackich tłumiących Powstanie Warszawskie. Oddziałem rosyjskim był pułk RONA (Rosyjskiej Narodowej Armii Wyzwoleńczej), dowodzony przez M. Kamińskiego. Angielski historyk hitlerowskich formacji SS Martin Windrow w swej pracy The Waffen-SS (London 1984) pisze: „...w skład Brygady Kamińskiego wchodziło 6500 renegatów i morderców, głównie Ukraińców”. Oddziały kozackie z dużym procentem Ukraińców to: 209 Kozacki Batalion Schutzmannschaften, 3. Pułk Kozaków płk. Bondarenki, 69. Dywizjon Kawalerii i 572 Batalion Piechoty. Moja znajoma, która przeżyła Powstanie Warszawskie, Halina Kaczmarska z Melbourne, powiedziała mi, że dużo żołnierzy z formacji rosyjskich dławiących Powstanie mówiło, przyznawało się do tego, że są Ukraińcami. Byli to Ukraińcy, z formacji rosyjsko-kozackich, stacjonujący w byłej remizie strażackiej przy ul. Chłodnej, w budynkach byłej Szkoły Gazowej na ul. Gdańskiej oraz w budynkach byłej szkoły zawodowej na Bielanach.

Powstanie Warszawskie topiły w morzu krwi m.in. dwa wyjątkowo barbarzyńskie-ludobójcze oddziały: pułk specjalny SS Oskara Dirlewangera, pułk z brygady Rosyjskiej Narodowej Armii Wyzwoleńczej – RONA oraz oddziały kozackie. Angielski historyk hitlerowskich formacji SS Martin Windrow w swej pracy The Waffen-SS (London 1984) pisze: „...w skład Brygady Kaminskiego wchodziło 6500 renegatów i morderców, głównie Ukraińców”. Ich potworne zbrodnie na cywilnej ludności Warszawy utkwiły najgłębiej w pamięci mieszkańców walczącej stolicy i przeszły na trwałe nie tylko do historii powstania ale i Warszawy, co potwierdza wiele setek różnych relacji.

Nie ulega wątpliwości, że w szeregach pułku RONA było sporo Ukraińców z Ukrainy, bo werbował on w swoje szeregi nie tylko Rosjan, a także rosyjskojęzycznych Ukraińców. Dlatego także Norman Davies przyjął ten fakt za pewnik, z czym się nie zgodził Grzegorz Motyka, bo, według niego, w rosyjskim pułku mogli być tylko Rosjanie. Pisze: “Nie wiadomo dlaczego w składzie RONA mieli się znaleźć Rosjanie z Ukrainy (czy Ukraińcy – m.k.), skoro powstała ona koło miasteczka Łokot’ w obwodzie briańskim, a więc w Rosji”. Bardzo to dziwne rozumowanie jak na historyka. Przecież Ukraińcy stanowili zawsze duży odsetek żołnierzy armii carskiej, oddziałów bolszewickich, Armii Czerwonej i stanowią nawet dzisiaj spory odsetek żołnierzy armii rosyjskiej. Dlaczego nie miało ich być w hitlerowskich formacjach rosyjskich?! Poza tym prof. Motyka jako zawodowy historyk i badacz stosunków polsko-ukraińskich powinien wiedzieć, że część okolic Łokota według nacjonalistów ukraińskich (mapa Kubyjowycza) zamieszkują Ukraińcy i to, że po stratach wojennych RONA przyjmowała ochotników, którymi zapewne bardzo często byli Ukraińcy z rosyjskiej Ukrainy. – Czy takie niepoważne rozumowanie prof. Motyki właśnie nie jest jaskrawym przykładem polskiej politycznej poprawności w akcji? – Właśnie, dlaczego nie miało być Ukraińców w pułku RONA? Czy tylko i wyłącznie dlatego, że to on dokonał największych zbrodni – zbrodni ludobójstwa na ludności Warszawy podczas Powstania Warszawskiego? Trzeba więc uczynić z niej czysto rosyjską formację. Środowiska kresowe zarzucają prof. Motyce, że “nie zna lub często nie liczy się z faktami historycznymi, nagina je do potrzeb swoich teorii, przemilcza niewygodne mu fakty historyczne, bezkrytycznie daje wiarę propagandzie nacjonalistów ukraińskich i przyjmuje je za fakty...” („Kurnik Polityczny” 19.10.2016). Prawo i Sprawiedliwość dla istnienia banderowskiej (antypolskiej!) Ukrainy jest gotowe poświęcić istnienie Polski. Takich doczekaliśmy się polityków rządzących Polską po 1989 roku!

Na koniec powróćmy do tematu wielkości zbrodni popełnionych przez Ukraińców podczas Powstania Warszawskiego.

W opublikowanym w internetowym portalu historycznym “Mówią Wieki dzieje.pl” obszernym szkicu Legenda o “własowcach” w Powstaniu Warszawskim czytamy: “Historię Powstania Warszawskiego tworzą zarówno fakty jak i mity – od dziesięcioleci obecne w świadomości ludzkiej”. Jednym z tych mitów zakorzenionych wśród większości Polaków jest oskarżanie Ukraińców, obok Kałmuków i “własowców”, o większość zbrodni dokonanych podczas Powstania Warszawskiego. Byli oni ucieleśnieniem zła w powstańczej Warszawie. A wszystko przez zaszłości historyczne polsko-ukraińskie, przez wysługiwanie się przez Ukraińcom Niemcom w Warszawie oraz wiadomości jakie docierały do Warszawy o potwornych rzeziach Polaków na Wołyniu no i udział samych Ukraińców w dławieniu powstania. Stąd za wszystkie zbrodnie dokonane podczas powstania obwiniano Ukraińców. Taka reakcja była może zrozumiała podczas powstania. Trzeba jednak z tym mitem wreszcie skończyć, bo on nie ma nic wspólnego z prawdą historyczną. A prawda jest taka, że ponad 90 procent zbrodni podczas Powstania Warszawskiego dokonali Niemcy, kolaborująca z Niemcami brygada Rosyjskiej Narodowej Armii Wyzwoleńczej – RONA pod dowództwem zbira Jurija D. Frołowa, pułk specjalny SS Oskara Dirlewangera oraz oddziały kozackie. Dlatego “nadal nie jesteśmy w stanie określić czy masakr wolskich dokonywali Ukraińcy i Rosjanie czy raczej Niemcy, służący pod Dirlewangerem czy raczej oddziały Ordnungspolizei, podległe Angriffsgruppe Dirlewanger lub dwa pozostałe z grup szturmowych Kampfgruppe Reinefarth czyli Angriffsgruppe Reck i Angriffsgruppe Schmidt” (“Mówią Wieki dzieje.pl”). Poza Niemcami i Rosjanami duży udział w ludobójstwie ludności Warszawy brali udział Kozacy (6 oddziałów), Azerowie (dwa oddziały), Turkmeni i Białorusini (13. Białoruski battalion policji pomocniczej Sipo). Bynajmniej nie oznacza to, że Ukraińcy nie uczestniczyli w pacyfikacji Powstania Warszawskiego, że wszystkie informacje i relacje Polaków mówiące o dokonanych zbrodniach ukraińskich nie dotyczyły Ukraińców, a tylko innoplemieńców, których Polacy utożsamiali z Ukraińcami. To byłoby takie samo kłamstwo historyczne jak dotychczasowe zwalanie dokonanej zbrodni ludobójstwa w Warszawie prawie wyłącznie na Ukraińców. Prawda jest taka, że również Ukraińcy w sporym stopniu uczestniczyli w ludobójstwie ludności Warszawy i ich ręce nie tylko po łokcie ale całe były zbroczone w polskiej krwi. Tak jak już pisałem, tych kilka procent zbrodni, które przypadły na Ukraińców, to wielkie zbrodnie: zabitych i rannych kilka czy nawet kilkanaście tysięcy Polaków, zniszczonych setki budynków.

Ukraińcy byli obecni i aktywni w Warszawie także po upadku Powstania Warszawskiego; prawdopodobnie brali udział w niszczeniu ocalałych budynków. Potwierdzają to różnego rodzaju źródła i publikacje. Np. dowódca Armii Krajowej, następca gen. Bora Komorowskiego – gen. Leopold Okulicki meldował w końcu października do rządu polskiego w Londynie o sytuacji w Warszawie: „Po kapitulacji Niemcy palą miasto... W Warszawie stacjonują oddziały policji, wojska oraz znaczne oddziały Ukraińców i Kozaków...” („Polskie Siły Zbrojne w drugiej wojnie światowej”, t. III Armia Krajowa, Londyn 1950). Z dokumentów ukraińskich można wymienić np. wspomnienia Pavlo Shandruka (Pawło Szandruka) „Arms of Valor” (New York 1959) czy wspomnienia Lwa Bykowskyego „Polskie powstanie w Warszawie w roku 1944...” („Zeszyty historyczne” Nr 5, Paryż 1964). Ukraińcy musieli być bardzo ważni w po powstańczej Warszawie skoro Shandruk pisze, że uzyskał zezwolenie od Niemców dla ukraińskiego pułkownika Sadowskyego na udanie się do Warszawy, aby mógł się spotkać ze swoim wnukiem, zapewne żołnierzem w oddziałach niszczących Warszawę.

Nie ulega wątpliwości, że Ukraińcy obok wielu innych zbrodni popełnionych wobec Polski i na narodzie polskim podczas II wojny światowej mają na swoim sumieniu także chyba raczej spory udział w zdławieniu Powstania Warszawskiego i zniszczeniu stolicy Polski.

Od 1991 roku Polska na odcinku płd-wsch. swych granic ma po raz pierwszy od wczesnego średniowiecza za sąsiada państwo ukraińskie. Granice tego państwa ustanowił imperializm sowiecki/rosyjski. Od 1945 roku do Ukrainy należy także tak bardzo polski w swej historii Lwów. Osobiście uważam, że Polska bez Lwowa nie jest Polską w całym tego słowa znaczeniu. Jednak dzisiaj granice w Europie są nietykalne. Poza tym Ukraina jest dużym państwem i bez znaczenia pozostaje fakt, że jest to dzisiaj najbiedniejszy kraj w Europie („Encyclopaedia Britannica. 2003 Book of the Year). Kraj ten oddziela nas także od Rosji na tym odcinku. Pomimo tego, że Polska jest członkiem Unii Europejskiej i NATO, a Ukraina nie, w interesie tak Polski jak i Ukrainy powinno być, aby nasze narody dążyły do poprawnych stosunków międzypaństwowych, jak również między narodami polskim i ukraińskim.

We wspomnianym wyżej artykule pt. „Waga historii” Bronisław Wildstein pisze, że uroczystości 60 rocznicy Powstania Warszawskiego przypomniały, że bez uznania prawdy historii trudno budować przyszłość. Dlatego w imię lepszej przyszłości Ukraińcy i Polacy powinni nareszcie, szczególnie Ukraińcy, uznać prawdę historii i uregulować spory historyczne, które po dziś dzień dzielą oba narody.

Wizerunek Ukraińca w oczach przeciętnego Polaka jest bardzo zły ze względu na historyczne zaszłości. I nie ulegnie zmianie dopóki Ukraińcy nie tylko że zaakceptują prawdę historyczną, ale także jeśli nie zdobędą się na męską decyzję i nie przeproszą Polaków za: antypolską postawę we wrześniu 1939 roku, podczas sowieckiej okupacji Małopolski Wschodniej i Wołynia w latach 1939-41, za skierowane przeciw Polakom wysługiwanie się zbrodniczemu reżymowi hitlerowskiemu na ziemiach polskich w latach 1939-45 (na etnicznych ziemiach polskich, w tym podczas Powstania Warszawskiego), za rzezie Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943-45 oraz udział w zagładzie Żydów polskich.

.......

Artykuł ten wysyłam do kierownictwa Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie i Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie z prośbą o jego wydrukowanie na ich stronie internetowej w imię prawdy historycznej i wolności słowa oraz z nadzieją, że spowoduje on nareszcie wśród polskich historyków poważną dyskusję na temat udziału Ukraińców w zdławieniu Powstania Warszawskiego 1944, że nareszcie zaczniemy interesować się tak ważnym tematem w naszych współczesnych dziejach, który dotychczas - w imię poprawności politycznej i przez budowanie „przyjaźni” polsko-ukraińskiej na kłamstwie historycznym - leży odłogiem i jest obrosły starymi mitami, które przecież nie służą idei budowania przyjaźni polsko-ukraińskiej. Dla ustalenia prawdy historycznej obie placówki powinny zorganizować konferencję naukową na temat udziału Ukraińców w zdławieniu Powstania Warszawskiego.

Ale czy do niej dojdzie? Chyba nie.

W Onecie.pl z 13 listopada 2016 roku ukazała się wywiad Janusza Szchwertnera z Krzesimirem Dębskim zatytułowana Krzesimir Dębski: spojrzałem w oczy mordercy moich dziadków. Krzesimir Dębski (ur. 1953) jest znanym polskim kompozytorem, m.in. muzyki współczesnej i muzyki filmowej, skrzypkiem jazzowym i dyrygentem, liderem zespołu jazzowego String Connection. Jego dziadkowie zginęli w trakcie rzezi Polaków na Wołyniu przez bandy nacjonalistów ukraińskich w 1943 roku, a jego ojciec Włodzimierz Sławosz Dębski był dowódcą obrony kościoła w Kisielinie, na który podczas mszy napadła banda ukraińskich nacjonalistów. Krzesimir Dębski opisał historię swojej rodziny w tylko co wydanej książce Nic nie jest w porządku. Wołyń - moja rodzinna historia (2016). Wywiad tak się zaczyna: „Żyje pan z traumą Wołynia?

W pewnym sensie tak. Choć praca zagłusza myśli.

Ukraińcy zamordowali pańskich dziadków, a rodzice cudem przetrwali rzeź. Pan mówi, że nie może zaznać spokoju.

To naturalne, że ludzie tracą swoich bliskich, rodziców czy dziadków, ale w przypadku Wołynia od zawsze potwornie wkurzająca była zmowa milczenia. Jeszcze do niedawna - i boję się, że to wcale tak całkiem nie minie - nie można było głośno mówić o tym, co się stało. W gazetach 9 lipca czytamy o zabójstwie muzułmanów w Srebrenicy, dzień później - o mordzie w Jedwabnem. I bardzo dobrze, że media przypominają te wydarzenia. Ale 11 lipca - w rocznicę Krwawej Niedzieli - jest cisza.

Powiedział pan: "jako Polacy zdajemy się uważać, że prawda nas nie wyzwoli, a osłabi".

I chyba tak to jest. Panuje trudna do zrozumienia niechęć i ignorancja. Słyszę znów głosy ekspertów, którzy przekonują, że to nie jest czas na odgrzebywanie sprawy Wołynia. Że nie wolno iść ręka w rękę z Rosjanami. No to w takim razie kiedy będziemy mogli o tym porozmawiać? O Katyniu też długo nie można było mówić. Strasznie mnie to wkurza. To nie jest w porządku”.

Ci sami eksperci – historycy na usługach polityków za 30 srebrników, a przede wszystkim politycy będą mówić: „To nie jest czas na odgrzebywanie sprawy udziału Ukraińców w zgnieceniu Powstania Warszawskiego. Że nie wolno iść ręka w rękę z Rosjanami przeciwko Ukraińcom (i nie ważne, że oni budują swoją tożsamość narodową na kulcie Stepana Bandery, odpowiedzialnego za wymordowanie 100 000 Polaków na Wołyniu!). Bo tego domaga się polska racja stanu”.

- No to w takim razie kiedy będziemy mogli o tym porozmawiać?

Nigdy, bo tego nie chcą „polscy” politycy (tacy z nich patrioci jak z koziej d..y trąba!, pachołkowie amerykańskiej racji stanu) i wszyscy inni wrogowie Polski i Polaków.

Tak, często tak było w polskiej historii, że największymi wrogami Polski i Polaków byli polscy politycy! Wszak nikt inny, tylko polscy politycy doprowadzili do rozbiorów Polski – do zniknięcia wielkiej Polski Jagiellońskiej z mapy politycznej Europy. Podobnie jest dzisiaj. Prezes Instytutu Spraw Publicznych dr Jacek Kucharczyk powiedział, że w wyniku zbliżenia USA i Rosji (Trumpa i Putina) „nie grozi nam podbój militarny (ze strony Rosji), a raczej zepchnięcie naszego kraju do szarej strefy nacisku i szantażu ze strony Rosji”. W ocenie Kucharczyka polski rząd robi wiele, aby tak właśnie się stało. „Polska pogorszyła swoje relacje z Unią Europejską i dotychczasowymi sojusznikami, np. Francją. Bez europejskich sojuszników Rosji łatwiej będzie podważać podstawy naszej dotychczasowej strategii w dziedzinie bezpieczeństwa, spójności NATO...” uważa prezes ISP (Michał Fabisiak Trump i Putin dokonają nowego podziału świata? Kucharczyk: Polska może być następną kostką domina Wirtualna Polska 14.11.2016).

Prawdziwi Polacy boją się „patriotyzmu” naszych polityków. Jeden z internautów pod wywiadem z Krzesimirem Dębskim napisał: „...Polska hoduje (ukraińską) żmiję która zacznie kiedyś (nas) kąsać...”.

Gorzej. Ta żmija już zaczyna kąsać, chociaż dzisiaj ledwie zipie. Związana z Prawem i Sprawiedliwością Telewizja Republika w swoim programie nadanym 15 listopada 2016 roku („Szycht o problemie neobanderyzmu na Ukrainie”) poinformowała widzów, że: „Ukraiński Parlament od kilku tygodni pracuje nad ustawą, która uznaje Polskę za okupanta Chełma, Przemyśla i Rzeszowa”.

Nie tylko będziemy ginąć w obronie banderowskiej/antypolskiej Ukrainy przed Rosją, ale także znowu z rąk band banderowskich walczących o “wyzwolenie” Chełma i Przemyśla z rąk okupanta polskiego.

Rząd „polski” zgotuje nam nowy Wołyń!

Marian Kałuski
(Nr 141)

Wersja do druku

W. Panasiuk - 10.12.16 20:46
Jakoś nikt nie odniósł się do mojego wpisu, który mówi o faktach i jest właściwym komentarzem do powyższego tekstu, a jednak mnie atakuje. Starajmy się być bardziej odważni i konsekwentni w słowach.

Lubomir - 30.11.16 22:04
Niektórzy polscy politycy bardzo uwierzyli w możliwość budowania polsko-ukraińskiego partnerstwa. Słynny specjalista od budowy dróg Sławomir Nowak, według medialnych informacji, nawet przyjął obywatelstwo ukraińskie.

W. Panasiuk - 30.11.16 1:10
Re.Romn S. Drogi panie nie pamiętam kiedy przeszliśmy na ty. Najwyraźniej nie zrozumiał pan mojego komentarza. Ja nie nalatuje na rząd jeno przedstawiłem fakty. Nie czytał pan też moich felietonów w czasie komuny, bo gdyby pan to robił nie pisałby pan takich bzdur. Zawsze robiłem to, co do mnie należało. A co zrobił pan? Następnym razem zanim pan zacznie coś pisać proszę dogłębnie zapoznać się z tekstem. Pozdrawiam pana i proszę włączyć na luz.

Romn S - 28.11.16 18:37
Re: Panasiuk teraz piejesz swoją antynutą na obecne władze Polski A gdzie
byłeś w tamtym czasie,jak niszczyli kraj komuchy i postkomuchy?!Może
nie znałeś jeszcze nut?!

Jan Orawicz - 27.11.16 2:53
Panie Szanowny historyku gratuluję Panu i tego materiału
historycznego. W moim młodym wieku mieszkałem w Warszawie
w dzielnicy Wola przy ulicy Młynarskiej.Jako młodego człowieka
interesowały mnie sprawy Powstania Warszawskiego.Z tego
prostego powodu, rozmawiałem z Warszawiakami na te tematy,
którzy przeżyli powstanie,a nawet brali w nim udział.Otóż prawie
wszyscy moi rozmówcy stwierdzali,że na Woli w morderstwach
mieszkańców tej dzielnicy, brali udział Ukraińcy w mundurach SS.
Czyli z dywizji SS Galizien.Przy ulicy Bema jest Hurtowna Sprzętu
Biurowego,a obok na jej terenie, od strony tej ulicy był bunkier,w którym
ukrywali się mieszkńcy Woli ,Może ten schowek jeszcze jest
zachowany do dzisiaj.Otóż z tego bunkra ukraińscy bandyci z SS
wymordowali wszystkich ludzi ukrytych w tym dość pojemnym
bunkrze.Płakały mordowane dzieci i ich matki,dziadkowie itp.
Ukrywających się w tym bunkrze było około 100 osób.Kilku
szczęśliwcom udało się cudem przeżyć to piekło,bo udali zabitych,
leżąc pod stosem nieżywych ludzi.Ci zbrodniarze strzelali do ludzi,
zabijali ich kolbami i bagnetami. A więc, jest to jeden - zapewne z wielu
dowodów na popełnione zbrodnie na ludności Warszawy przez zbirów
ukraińskich z SS Galizien. Ci,co przeżyli to morderstwo stwierdzili,
że zbrodniarze posługiwali się językiem ukraińskim, będąc w mundurach SS.
Serdeczni pozdrawiam!

W. Panasiuk - 27.11.16 1:45
Piękna lekcja historii Panie Marianie. Ludzie często się obrażają kiedy zaczynamy mówić prawdę. O niektórych wydarzeniach mało się mówi, albo wcale. Politycy robią wszystko pod dyktando obcych i nie pracują dla nas. Są tematy tabu od lat zamrożone. Politycy unikają wypowiedzi i tym sposobem stają się niesprawiedliwi. Obserwowałem majdan i zachowanie naszych polityków. Przemawiali pod banderowskimi hasłami, rozwieszonymi nad ich głowami. Nie wiem czy prezydent wywiązał się z obietnicy pomocy Ukrainie (4 mld. zł). W rocznicę Krwawej niedzieli było cicho jak makiem zasiał. Później uchwalono jakąś rezolucję i to wszystko. Po protestach przed sejmem Prezes Kaczyński wydusił z siebie kilka słów, a (mocni zazwyczaj w słowach) prezydent i premier ograniczyli się do złożenia kwiatów. To są fakty. Nie wiem czy tak mało znamy historię, czy nie chcemy znać tej prawdziwej. Komunistyczni historycy napisali taką jaką zaproponował zjazd PZPR. Nie można wciąż milczeć i przebaczać. Za losy kraju odpowiedzialni jesteśmy wszyscy i jak sobie pościelimy, tak się wyśpimy. Najdziwniejsze jest to, że zawsze we wrogach szukamy przyjaciół. Kiedy wreszcie ta propaganda się skończy?

Wszystkich komentarzy: (6)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

26 Maja 1972 roku
USA i ZSRR zawarły w Moskwie układ tzw. SALT I.


26 Maja 1988 roku
Otwarcie Szpitala Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.


Zobacz więcej