Poniedziałek 25 Września 2017r. - 267 dz. roku,  Imieniny: Aureli, Kamila, Kleofasa

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 15.08.17 - 15:21     Czytano: [140]

Ks. Ignacy Skorupka pod Ossowem





Ks. mjr Ignacy Skorupka (1893-1920) – kapelan, bohater narodowy i jego śmierć

Dług za szkołę spłacam swym życiem.
Za wpojoną mi miłość do Ojczyzny – płacę miłością serca...
Proszę mnie pochować w albie i stule...

(z testamentu ks. kapelana I. Skorupki)

Dzień 15 sierpnia - uroczystość wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, to również wielkie święto Wojska Polskiego. To kolejna rocznica „Cudu nad Wisłą”. Należy w tym dniu pamiętać o tych, którzy swoje życie złożyli na ołtarzu za wolną i niepodległą Ojczyznę – Polskę, naszą Matkę. Niekwestionowanym bohaterem walk z wdzierającymi się i usiłującymi zawładnąć Polską bolszewikami, którzy chcieli następnie podbić i zalać całą Europę bolszewizmem jest ks. kapelan Ignacy Skorupka. Zdobycie Warszawy miało być preludium do rewolucji światowej, po niej miał być Berlin, Londyn, Paryż i cały świat.

Ten młody kapłan, posługujący wśród polskich żołnierzy, okazuje się z poniższej autentycznej relacji biorącego udział w walkach polskiego żołnierza kaprala Seweryna Dzika, przewidział zwycięstwo Polskich żołnierzy przy cudownej pomocy Matki Najświętszej. Sam ks. Skorupka poniósł śmierć męczeńską w boju, jak się okazuje, nie zastrzelony kulami, a raniony i dobity bagnetami przez Moskali. Był na swoim posterunku do końca. Przewidział swoją śmierć i zwycięstwo. Niestety nie mógł on brać udziału w bitwie warszawskiej, gdyż poległ dzień wcześniej, trafiony kulą podczas bitwy o Ossów 14 sierpnia 1920 r.

Ks. Skorupka we francuskim dzienniku

Wychodzący w Warszawie w dwudziestoleciu międzywojennym francuski dziennik „Journal de Pologne” w numerze z dnia 20 stycznia 1921 r. (a więc w pięć miesięcy po słynnej bitwie) wydrukował artykuł pt. „Les derniers jours de l’abbee-heros Skorupka” podpisany inicjałami autora D. Z.
Piękny ten artykuł – pisze w 1921 r. ks. Jan A. Kwiatkowski ze Złoczowa - przeczytałem z takim wzruszeniem, że idąc za namową drugich, postanowiłem go przetłumaczyć i w tłumaczeniu przynajmniej podać do wiadomości raz jeszcze szczegóły pracy i śmierci tego kapłana polskiego, któremu francuska gazeta poświęciła swój felieton. W całym opisie występuje postać księdza w świetle nadzwyczaj miłym, a co przede wszystkim godne jest uwagi, to to, że ten kapłan patriota swej pracy dał podstawę i tło szczerze religijne: wiarę w opiekę Najświętszej Panienki.

Ostatnie dni księdza – bohatera

Był pewnym tak, najzupełniej pewnym nie tylko, że cud się spełni naprawdę, lecz z zadziwiającą dokładnością przepowiedział jego datę.
„15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia, Polacy przestaną się cofać przed bolszewikami i rozpoczną się dni triumfu polskiego.” [ks. I. Skorupka].

„Ksiądz Skorupka spędzał całe dni w kasarni na Pradze przy ul. Zygmuntowskiej, bo tutaj formowały się kadry naszego pułku (tak opowiada kapral Seweryn Dzik, z 236-go pułku piechoty Armii Ochotniczej, świadek bohaterskiej śmierci kapłana).
Przychodził do kasarni, aby spowiadać odchodzących na front, dodawać im odwagi, tchnąć w nich ducha męstwa i przepoić ich wolą niezłomną zwycięstwa...

W rozmowach księdza z żołnierzami, jedna myśl zawsze powracała uparcie: Najśw. Panna Patronka i Królowa ludu polskiego, nie dopuści, by naród miał zginąć; lecz Ona to modlitwą swą i prośbą uzyska u Boga łaskę cudu!”. Można by powiedzieć, mówi kapral Dzik, że to była „idee fixe“ księdza Skorupki, ta to święta idea przychodziła doń każdej chwili. Powtarzał ją tak często i z taką siłą, że w końcu wielu z nas uwierzyło w cud niechybny.

W naszym pułku ochotniczym, zorganizowanym naprędce na pierwsze wezwanie generała Hallera, służyli wyłącznie mieszkańcy Warszawy, należący do najrozmaitszych warstw społecznych, przedstawiciele prawie wszystkich zawodów. Byli tu więc uczniowie, byli rzemieślnicy, robotnicy, urzędnicy państwowi, lekarze, subiekci itd. Otóż trzeba zaznaczyć, że Warszawiacy niewątpliwie są mniej sceptyczni niż mieszkańcy któregokolwiek bądź innego miasta. Sceptycyzm Warszawiaków jest — żeby tak powiedzieć — powierzchownym i wynika raczej z propagandy socjalistycznej, niż z przekonań wkorzenionych i wrosłych.
W poważnych momentach życia obudzą się w Warszawiaku uczucie religijne i służy mu za busolę pewnie najbezpieczniejszą ze wszystkich.
I dlatego, chociaż przepowiednia cudu na dzień święta Matki Najświętszej nieraz wywoływała u nas nieznaczne uśmiechy i ironiczne wykrzykniki, na ogół jednak podobała się ona wszystkim i była dla wszystkich nad wyraz sympatyczną. Po prostu chciano tego zwycięstwa i oczekiwano go więcej, niż czego innego. Więc gdy patrzyliśmy na tego księdza młodego, który jak przebrana panienka, z jasnym uśmiechem, z błyszczącymi oczyma, z sercem przepełnionym gorącą wiarą przebiegał ponure sale kasarniane, zatrzymywał się przed grupkami żołnierzy i nauczał ich bez wytchnienia — gdy tak patrzyliśmy na niego, serca nasze mimo woli się radowały; on zaś głosił ziszczenia cudu i zwycięstwo z takim przekonaniem i uniesieniem, że zdawało się, iż choćby nawet w tej samej chwili — gotów jest poprowadzić ochotników w bój, na pole walki. I serca wszystkich były gotowe iść w ślad za nim, iść za tym wzorem patriotyzmu i były zdecydowane spełnić swój obowiązek aż do końca i raczej umrzeć niż się cofnąć przed wrogiem.

* * *

W opuszczonym małym kościółku, odległości jakich 4-ch lub 5 kilometrów od rogatki, w dniu, w którym 236 pułk odszedł z kasarni na front, ksiądz Skorupka przemówił raz ostatni do swoich ludzi. Żal iż miał on przeczucie, że to już ostatnia jego przemowa — że się już żegna z towarzyszami swymi — na wieki?. Trudno mi odpowiedzieć na te pytania. To jedno tylko muszę stwierdzić, iż dotąd nigdy nie przemawiał do nas tak czule, jak właśnie wtenczas. Jak gdyby się lękał, że ta pierwsza bitwa zbyt będzie działać na ochotników młodych, z których większość nie wąchała jeszcze nigdy prochu, przekonywał ich o konieczności oporu; „Czeka nas twarda próba, żołnierze, lecz potrwa ona ledwie dwa dni tylko. Bądźcie pewni, że święto Matki Najświętszej będzie dniem naszego triumfu, wyczekiwanego cudu!”.
A gdy on tak mówił, jakiż węzeł zawiązywał się między duszą kaznodziei, a zachwyconymi duszami audytorium. Ten kapłan poświęcał się na śmierć razem z żołnierzami swymi — więc wszyscy oni tworzyli związek jakiś mistyczny, zawarty cicho, bez jednego słowa, a jednak związek tak święty, tak pewny — jak sama śmierć.
I miłość Ojczyzny, miłość gotowa na wszystko — na śmierć i na męczeństwo — ta wielka miłość spoiła związek dusz, zawarty w podmiejskim małym kościółku, rankiem 13 sierpnia, przy akompaniamencie armat, które grzmiały wdali.
I nie było pewnie ani jednego żołnierza, któryby nie był wzruszony i któryby nie powziął postanowienia — zwyciężyć wroga!
A właśnie taki był cel księdza - bohatera.
Obowiązek kapelana i dobrego obywatela został spełniony.

* * *

Nazajutrz 14 sierpnia - mówi dalej kapral Dzik- w dzień bitwy pod Ossowem, widziałem księdza po raz ostatni.
W chwili, gdy bitwa zdawała się dla nas niemal straconą, kiedy po zaciętym oporze przeciw wciąż powtarzanym atakom bolszewickim, nasi ludzie wyczerpali już amunicję i oczekując nadejścia rezerwy, musieli się ukryć w zaroślach sąsiedniego lasku, nagle — wśród ognia, na polu walki zjawia się nasz ksiądz. Byłem tak zdumiony, a raczej przestraszony, iż w pierwszej chwili sądziłem, że oczy mnie mylą.
„Co ksiądz robi, księże! — zawołałem. — Po co to ! Niech ksiądz odejdzie jak najszybciej!“. W hałasie bitwy nie mógł mnie dosłyszeć. Zresztą nie byłby mnie i tak usłuchał...
Widziałem, jak rzucił się przed grupę ochotników, ze śpiewem kościelnym na wargach.
Zrozumiałem. On sam szukał śmierci — przepięknej śmierci za Ojczyznę.
— Za mną! Na bagnety! — krzyknął do nich.
Widziałem, jak przebiegł kilkadziesiąt kroków, z krzyżem w ręce, naprzeciw ognia karabinów maszynowych, śpiewając: „Serdeczna Matko”!
I stało się to, co było nieuniknione. Upadł przeszyty kulą, a może kilku kulami. Nie umarł jednak natychmiast: dwóch żołnierzy bolszewickich podbiegło, pochwycili go z obu stron pod ręce i porwali go z sobą. Ale ponieważ znaleźli się w samym środku ognia, gdzie kule latały jak osy, szybko opuścili go na ziemię, a sami uciekli.

* * *

„Po bitwie - kończy kapral Dzik - która zakończyła się dla nas pomyślnie, jak wiadomo, dzięki przybyciu na czas 13-go pułku, znalazłem ciało księdza - bohatera w jednym domku w Ossowie.
Głowa jego była ogromnie okaleczona, tak jakby dostał kulą „dum dum“. Lecz ponieważ za pierwszym razem nie został ranny w głowę i ponieważ leżał na ziemi, kiedy go dwaj barbarzyńcy porzucili, trudno przypuścić, aby go dosięgła kula „dum dum“. To raczej kolby bolszewickich karabinów zmiażdżyły jego głowę. Pewnie ich drażnił jego uśmiech jasny - więc swoim sposobem „ułatwili” mu zgon...
W każdym razie była to śmierć, jakiej pragnął - śmierć męczennika.

Ks. I. Skorupka jako niekwestionowany bohater i męczennik 1920 roku jest wzorem dla innych kapelanów po wsze czasy. Jeszcze 13 sierpnia 1920 r. ks. Skorupka odprawił w starym kościółku na Kamionku Mszę Świętą i spowiadał żołnierzy 236. pułku piechoty, którego był kapelanem. Była to młodzież (ochotnicy) uczniowie szkół średnich i studenci. Jednak kapelan wojskowy – ks. Skorupka nie opuścił powierzonych sobie żołnierzy, ale trwał z nimi w doli i niedoli, na dobre i na złe, w zwycięstwie i śmierci. Również na placu boju.

Paweł Glugla

Bibliografia
„Pod Znakiem Marji. Miesięcznik Związku Sodalicyj Marjańskich młodzieży szkół średnich w Polsce”, R. 1:1921, nr 7, s. 103-107.
S. L., Pamiątki historyczne na Kamionku, „Świat”, R. 30:1935, nr 28, s. 16-17.

Wersja do druku

Paweł G. - 17.08.17 9:37
W związku z powyższym tekstem jako jego autor chciałem dokonać dwu uzupełnień-wyjaśnień.
Po pierwsze: odnośnie określenia kule "dum dum". Otóż amunicja dum-dum była to odmiana amunicji wykorzystująca pociski o wierzchołku pozbawionym płaszcza, ściętym płasko, rozciętym wzdłuż lub wydrążonym wewnątrz. Dlatego była tak wykonana, aby wnikając w ciało ofiary, celowo deformowała się, tworząc rozległe rany. Dodatkowym czynnikiem rażenia jest wielokrotnie mocniejsza fala uderzeniowa niż w pociskach z płaszczem (konwencjonalnych). Wyprodukowana została po raz pierwszy przez Anglików we wczesnych latach 90. XIX wieku w zbrojowni Dum Dum koło Kalkuty w Indiach. Stąd jej nazwa. Zakazano jej zastosowań wojskowych przez II Konwencję haską z 1899 r. o zasadach wojny lądowej (zakaz powtórzyła IV Konwencja haska z 1907 r.) – było to rozszerzenie zakazu używania małokalibrowej amunicji eksplodującej ustanowionego wcześniej przez Deklarację petersburską z 1868 r. i powtórzonego później jako zakaz używania amunicji mogącej powodować zbyteczne cierpienia w Deklaracji brukselskiej z 1874 r. Amunicja dum-dum jest jednak obecnie nadal używana m. in. do polowań w celu zatrzymania zwierzyny i skrócenia agonii, przez policję oraz m.in. na amerykańskim rynku cywilnym z powodu bardzo silnego działania obezwładniającego, polegającego na wymuszeniu na trafionym natychmiastowego zaprzestania jakichkolwiek czynności wykonywanych w momencie trafienia, a także na pokładach samolotów (pocisk dum-dum zatrzymuje się w ciele i zmniejsza groźbę przestrzelenia kadłuba). Jak widać, konwencje swoje, a życie swoje.
Druga sprawa: na znanym obrazie Jerzego Kossaka "Cud nad Wisłą" obok sztandaru, ponad wojskami znajduje się ksiądz Ignacy Skorupka. Podczas wojny polsko-bolszewickiej, dołączył do ochotniczego batalionu, jako kapelan wojskowy, a na obrazie jest ukazany wraz z krzyżem w prawej ręce, niesionej ku niebu, prowadząc Wojsko Polskie w bój. Ale w rzeczywistości ks. Skorupka nie mógł brać udziału w bitwie. Poległ dzień wcześniej, trafiony kulą podczas bitwy o Ossów w dniu 14 sierpnia 1920 r. Niestety, w dniu 15 sierpnia już nie żył od doby. To jedynie wizja autora obrazu - Jerzego Kossaka.
Serdecznie Państwa pozdrawiam.

Janina P - 16.08.17 18:54
Adamaitis gratuluje twojego spojrzenia na zbolszewizowane zydostwo!
Ale jak do tej pory trwa slepa tolerancja w kraju tej awanturniczej
krasnej zydofalangi. Ile krzywd wyrzadzili nam Polakom ci zboje w czasie
trwania ich tworu w postaci PRL! Ci lotrzykowie zbudowali swoje zbrodnicze
UB,SB itp twory,by mordowac naszych patriotow z AK WiN,NSZ,ZHP itp.
Do tej pory tych bandytow nie tknela - nawet paluszkiem REKA POLSKIEGO
PRAWA. A to temu dowodzi,ze ZYDOKOMUNA nadal siedzi sobie, jak cos w
sadownictwie jak za czasu PRL!! Cala ta falanga - jest dziwnie nietykalna!
Ale jak sie jednego razu NAROD obudzi,to nie bedzie zartow!! Ten wazny
aspekt sprawy musimym brac pod uwage!

adamajtis - 16.08.17 13:13
By być wolnym ofiara jest potrzebna. Tak pokazuje historia naszego narodu.
Ksiądz Skorupka nie walczył bronią i kulami. Przewidywał, że może zginąć. Wziął krzyż w rękę i poszedł razem z żołnierzami do boju. Trochę wyglądało to na samobójstwo. Może to niedorzeczne ale jakże wymierne w swym zakończeniu. Polska nie dała się zniewolić bolszewickiej zarazie. Polska uratowała państwowość. Bohaterska śmierć księdza była jakby wskazówką dla walczących żołnierzy. Polacy zmobilizowali ok. 1 miliona walczących.
Ten wysiłek, ta ofiarność opłaciły się. Bolszewicka zaraza została pokonana.
Jak zwykle podczas tak wielkich przełomów część współmieszkańców naszego państwa zdradziła i przeszła na stronę wroga gdy szala zwycięstwa przechylała sę na jego stronę. Ok. 2000 żydów w czasie walk z bolszewikami zdradziła i przeszła na stronę bolszewików walcząc przeciwko Polakom.
Jednak wielka wola zwycięstwa i ofiarność Polaków pozwoliły pokonać żydobolszewickie zagony armii czerwonej. Ambasador Rosji bolszewickiej w Londynie zaczął nawet rozmowy z Lloyd George`m na temat nowych porządków w Europie po wojnie bez państwa polskiego. Zapędy ambasadora bolszewików zostały szybko ostudzone.
Ci żydowscy zdrajcy powrócili na stronę polską po ostatecznej klęsce żydobolszewików w wyniku kontrofensywy wojsk polskich z nad rzeki Wieprz.

Wolność jak widzimy wymaga codziennego zaangażowania i ofiarności.
Nie uchroniło to nas i naszego państwa przed dalszymi knowaniami żydokomuny.
17 września 1939 roku żydobolszewia radziecka znowu nas zaatakowała.
Skutki ponosimy do dzisiaj. Nie możemy pozbyć się żydobloszewickich tzw. elit usadowionych w strukturach państwa polskiego. Reformy państwa są hamowane przez potomków tych, którzy przybyli do Polski na czołgach Stalina w kufajkach i walonkach i udają do dzisiaj polską elitę.

Wszystkich komentarzy: (3)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

25 Września 1849 roku
Zmarł Johann Strauss (ojciec), austriacki kompozytor (ur. 1804)


25 Września 1764 roku
Koronacja Stanisława Augusta Poniatowskiego na króla Polski.


Zobacz więcej