Piątek 7 Sierpnia 2020r. - 220 dz. roku,  Imieniny: Donaty, Olechny, Kajetana

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 05.08.15 - 19:36     Czytano: [1159]

Koordynacja nawaliła


Nie da się ukryć – za komuny było lepiej, przynajmniej pod względem koordynacji. Inna rzecz, że była ona znacznie łatwiejsza, bo wprawdzie w PRL była SB i bezpieka wojskowa, ale nad obydwoma watahami czuwali Sowieciarze, więc koordynacja na ogół funkcjonowała. Kiedy, dajmy na to, zginął generał „Walter” czyli Karol Świerczewski, to radio nadawało żałobny rapsod, jak to „ziemia spadła na ciało, zapachniała jak senny las, ale serce zostało na przedmieściach hiszpańskich miast”, bo bez względu na to „gdzie za wolność narodu polski żołnierz umierał, tam zostawał strzęp serca generała Waltera” - głosiły słowa piosenki, taktownie nie precyzując, o jaki naród konkretnie tu chodzi. Ale nie to jest w tej chwili ważne - chociaż nigdy dosyć przypominania, że są narody bardziej i mniej wartościowe, i że te mniej wartościowe powinny się dla tych bardziej wartościowych bezgranicznie poświęcać, aż do taktownego unicestwienia w razie potrzeby – bo ważniejsza jest sprawa koordynacji. Otóż koordynacja nawaliła i to fatalnie.

Oto w momencie, gdy cały mniej wartościowy naród tubylczy powinien pogrążyć się w „bulu” nie pozbawionym co prawda „nadzieji”, no i oczywiście – w wymaganej w takich okolicznościach „zadumie” - „Jurek Owsiak” otworzył w Kostrzyniu nad Odrą kolejny „Przystanek Woodstock”. Tegoroczny Przystanek, podobnie zresztą jak i poprzednie, pozostaje w służbie bezpieczeństwa – bo chodzi o to, by uczestnicy nie używali narkotyków, a już specjalnie – nie używali dopalaczy. Pani premierzyca bowiem, pragnąc zatrzeć wrażenie bezradności rządu, animowała specjalny ruch społeczny, wymierzony w złowrogie dopalacze. Do tego ruchu może przystąpił każdy, nawet jeśli nie jest konfidentem, o czym autorytatywnie zapełniła pani Teresa Piotrowska postawiona na stanowisku ministra spraw wewnętrznych. Czyja mocna ręka wyniosła ją na ten wysoki stołek? Wygląda na to, że ta sama, która zaraz potem kazała jej wyrzec się kontroli nad bezpieczniackimi watahy, co pani minister w podskokach wykonała.

Więc tegoroczny Przystanek pozostaje w służbie bezpieczeństwa – bo służbę bezpieczeństwa można uznać za naturalne środowisko „Jurka Owsiaka”, który bez tego dopalacza nie byłby przecież nadymany zarówno przez agendy państwowe i samorządowe, jak też przedstawicieli środowisk opiniotwórczych w rodzaju nieboszczyka „Filozofa” , co to uczestnicząc w Akademii Sztuk Przepięknych nie mógł się „Jurka Owsiaka” nachwalić – i dopiero na tym tle możemy zrozumieć przyczyny bezzębności rządowej akcji przeciw dopalaczom. Rzecz w tym, że bezpieczniackie watahy muszą cierpieć na deficyt konfidentów, na co wskazywałby casus pana Marka Falenty. Miał on być konfidentem aż trzech bezpieczniackich watah (CBŚ, CBA i ABW) jednocześnie, przy czym jedna o drugiej, ani tym bardziej – obydwie o trzeciej – nic a nic nie wiedziały, dzięki czemu pan Falenta mógł już bez żadnych przeszkód stanąć na czele straszliwego spisku kelnerów przeciwko III RP i zmontować aferę podsłuchową. Tak w każdym razie podaje do wierzenia opinii publicznej niezależna prokuratura, według podsłuchanej rozmowy Ryszarda Kalisza z Aleksandrem Kwaśniewskim, będąca obok niezawisłych sądów, najgroźniejszym elementem organizacji przestępczej o charakterze zbrojnym, w jaką bezpieczniackie watahy przekształciły III RP.

Jak tam było, tak tam było, dość że bezpieczniackie watahy potrzebują konfidentów niczym kania dżdżu. A z konfidentami – jak to z konfidentami – trzeba ich wynagradzać za ich łajdackie usługi. A skąd wziąć na to pieniądze? Bezpieczniacy, jeśli nawet „mają winka i pieczyste, sosy i smaki zawiesiste, jajca kładzione, z octem, świeże”, to przecież „nie są podobni do mularzy, którzy mur wznoszą w wielkim trudzie. Tu się pomocnik nie nadarzy, sami se zżują, dobrzy ludzie” - przewidział jeszcze w Średniowieczu francuski poeta Franciszek Villon. No więc zżują – ale co z konfidentami? Jak w takim razie wynagradzać konfidentów? Konfidentów bezpieczniacy wynagradzają bezkarnością. Niech tam sobie kradną, niech tam sobie rozbijają – byle, jak powiadają Rosjanie, „po czinu”, czyli według rangi, co się wykłada, że tylko w „cywilnym” otoczeniu, a nie w środowisku. Bez kolaboracji konfidentów z niezależnej prokuratury i niezawisłych sądów byłoby to niemożliwe, a w każdym razie – bardzo trudne i ta okoliczność rzuca światło na kryteria doboru kandydatów na te stanowiska, podobnie, jak na bezradność pani premierzycy i jej psiapsiółeczki Teresy Piotrowskiej w kwestii dopalaczy. Trudno, żeby „Jurek Owsiak” , siedzący wszak w samym oku cyklonu, tego wszystkiego nie wiedział, więc jego buńczuczne deklaracje w sprawie dopalaczy musimy potraktować cum grano salis. Myślę, że dilerzy, oczywiście ci dopuszczeni na Przystanek, w ogóle nie rozliczają się z nim, tylko bezpośrednio - z oficerami prowadzącymi.

Ale to tylko na marginesie, bo przecież chodzi o brak koordynacji. Rzecz w tym, że w przeddzień rozpoczęcia tegorocznego Przystanku, na którym wyzwolona młodzież oddaje się „drgawom”, w wiedeńskiej klinice, w wieku 65 lat zmarł pan doktor Jan Kulczyk, najbogatszy człowiek w Polsce, filantrop i w ogóle. Wiadomość o śmierci „doktora Jana” wstrząsnęła opinią publiczną, a zwłaszcza tą jej częścią, która z hojności filantropa dotąd korzystała. Nieutulony w żalu Lech Wałęsa uznał nawet pana Jana Kulczyka za „człowieka niezastąpionego” . Zrozpaczeni ludzie stawiali sobie pytania: co teraz będzie? Czy śmierć nieboszczyka oznacza koniec alimentów? Na szczęście sprawa szybko się wyjaśniła – że mianowicie „doktor Jan” wprawdzie umarł, ale wszystko pozostaje po staremu.

Skoro tedy wszyscy odetchnęli z ulgą, wypada rozebrać sobie z uwagą kilka okoliczności. Po pierwsze – fortuna nieboszczyka. Jak wiadomo, pierwszy milion dolarów otrzymał on od ojca, który prowadził firmę polonijną w Zachodnim Berlinie – jak powiadają – pozostając w łączności z Polską Misją Wojskową w tym mieście. Wielu podejrzliwców skłaniało to do kolportowania fałszywych pogłosek, jakoby cała fortuna nieboszczyka nie należała do niego, tylko stanowiła majątek powierzony przez RAZWIEDUPR, że nieboszczyk mógł oczywiście na boku dorobić sobie trochę własnego, ale zasadniczo musi się rozliczać, a jedną z form tych rozliczeń jest właśnie „filantropia” to znaczy – wynagradzanie pod tym pozorem konfidentów najbardziej czcigodnych, a przynajmniej – najbardziej wartościowych, jak np. Lech Wałęsa.

Naturalnie w tych fałszywych pogłoskach nie ma ani słowa prawdy, chociaż z drugiej strony niepodobna zapomnieć, że kiedy już pan dr Jan Kulczyk otrzymał pierwszy milion, to drugi i następne uzyskał dzięki zakupowi w jego firmie 3000 Volkswagenów dla policji w Polsce i to w okresie, gdy prezydentem naszego nieszczęśliwego kraju był Lech Wałęsa, zaś ministrem spraw wewnętrznych – Andrzej Milczanowski. Wartość tej transakcji oceniana jest na 150 mln złotych. I tak aż do samego końca – co mogłoby wzbudzać podejrzenia, iż pan dr Jan Kulczyk był najbardziej reprezentatywną postacią kapitalizmu kompradorskiego – oczywiście gdyby kapitalizm kompradorski istniał naprawdę, a nie tylko jako element teorii spiskowej.







Stanisław Michalkiewicz
2 sierpnia 2015 r.




Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Wersja do druku

Renata z Warszawy - 05.08.15 23:43
Panie Michalkiewicz, oj, bylo lepiej za komuny,bo Rosja rzadzila, ktora pan
kocha! Panie Michalkiewicz ja kiedys myslalam,ze z pana to facet z glową,
ale okazuje sie,ze owszem jest pan,ale z glowka!

Wszystkich komentarzy: (1)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

07 Sierpnia 1998 roku
W wyniku ataków terrorystycznych na ambasady USA w Kenii i Tanzanii śmierć poniosło 224 osoby.


07 Sierpnia 1944 roku
Prezydent Polski na emigracji Wład. Raczkiewicz mianował w Londynie swoim następcą Tomasza Arciszewskiego.


Zobacz więcej