Niedziela 22 Września 2019r. - 265 dz. roku,  Imieniny: Maury, Milany, Tomasza

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 13.06.13 - 11:37     Czytano: [1803]

SZCZĄTKI MÓWIĄ...


Brak znaczących uszkodzeń większości mundurów oraz ich dodatkowe uszkodzenia (jak darcie dystynkcji i polanie paliwem) a także próby ich późniejszego spalenia stoją w głębokim kontraście z uszkodzeniami ciał, które były przecież znacznie rozleglejsze. Wiele z tych ciał nikt nie widział nawet podczas pobytu w Moskwie - jak rodzina kpt. Ziętka, nawigatora pokładowego. Żadnego z ciał nie pokazano rodzinom w Polsce, ponieważ powiedziano im, że to niezgodne z prawem. W efekcie tych działań, ciała na zawsze chciano pogrzebać w zaplombowanych trumnach, mając nadzieję, że nigdy nikt ich nie otworzy i nie będzie szukał prawdy.
Było to skandaliczne zachowanie polskich urzędników (w tym Arabskiego, konsula Polskiego i innych)
Wiele rodzin ofiar czuło się jawnie oszukiwanych przez pracowników specjalnie wyznaczonych przez polski rząd do tzw. "udzielenia pomocy" krewnym ofiar. Starali się oni nakłonić rodziny, aby nie leciały do Moskwy, rezygnując z uczestnictwa w wizualnej identyfikacji ciał. Wprowadzili także oni w błąd swoich podopiecznych twierdząc, że w identyfikacji każdego z ciał może uczestniczyć tylko ograniczona liczba osób.

Pomimo osobistego zaangażowania emocjonalnego, wiele nieprawdziwych informacji przekazywała także minister zdrowia - Ewa Kopacz. Twierdziła ona chociażby, że miejsce katastrofy zostało przeorane na głębokość metra i dokładnie zbadane. Nie było to prawdą. W rzeczywistości miejsce katastrofy przysypano jedynie piaskiem i wyrównano buldożerami.

Ludzkie szczątki, paszporty i części maszyny, były w dalszym ciągu znajdywane przez polskich wycieczkowiczów i turystów, którzy informowali o tym media oraz polskie organy ścigania. 7 miesięcy po katastrofie ekipa polskich archeologów odnalazła na miejscu kilka tysięcy pozostawionych części samolotu! Te poszukiwania to zaledwie promil wszystkich części - wiele szczątków również znalazło się na "pchlich" bazarach smoleńskich sprzedawanych jako "trofeum".

Wszystkie informacje docierające do władz polskich w tej sprawie spełzły na ciszy... Tego typu postawa władz polskich i rosyjskich oraz wszystkie przytoczone wnioski uprawdopodobniają i uwiarygodniają jedyny i jednoznaczny wniosek:

PRZYCZYNĄ KATASTROFY BYŁ WYBUCH NAD SAMOLOTEM
GŁOWICY KONWENCJONALNEJ RAKIETY
Z ŁADUNKIEM TERMOBARYCZNYM


...

WSZYSTKO WSKAZUJE NA TO, ŻE GEN.BIENIEDIKTOW MOŻE DOPISAĆ SOBIE DATĘ 10 KWIETNIA 2010 DO DŁUGIEJ LISTY PERFEKCYJNIE ZAPLANOWANYCH I UDANYCH OPERACJI.

Kim jest gen. Bieniediktow? To rosyjski major Władimir Bieniediktow, szef Sztabu I zastępca Dowódcy wojskowego lotnictwa transportowego FR, brał liczne udziały w operacjach tajnych "antyterrorystycznych" m.in. w Afganistanie, Czeczenii. Jako jeden z nielicznych rosyjskich pilotów został wyróżniony przez Ministra Obrony zaszczytnym tytułem "Wojenny Lotczik-SNAJPER". Specjalizuje się w problematyce planowania, organizacji i przebiegu w powietrznych desantach wojsk specjalnych.

ŚMIERTELNA PUŁAPKA

Paliwa na pokładzie Tu-154M było bardzo dużo, więc nie stanowiło to żadnej różnicy, czy poleci na lotnisko zapasowe czy nie. Z pewnością nikt na pilotów w kokpicie nie naciskał do lądowania o czym może potwierdzić rejestrator czarnych skrzynek, które chociażby zarejestrowały następujący dialog:
Pasażer: "Witam, witam"
Inżynier Pokładowy: "Dzień dobry"
Dowódca załogi: "Witamy"
Drugi pilot: "O kurwa, patrz!"

( co zobaczył drugi pilot? mgłę a może to były wymierzone pociski w TUtkę?)

Skoro powyższa sentencja drugiego pilota została wypowiedziana niemalże natychmiast po wejściu pasażera do kokpitu, wiadomym może być, że tylko śmiertelnie przerażona osoba mogła użyć wulgaryzmu przy osobach trzecich wchodzących do kokpitu. Z pewnością nie wypowiedziałaby ich na widok mgły!

W tym samym momencie głos płk. Nikołaja Krasnokutskiego nagrał rejestrator łączności radiowej i mikrofon otwarty na wieży. Komunikat brzmiał dość tajemniczo i to do samego tow. gen. majora Bieniediktowa! :
"Towarzyszu generale, podchodzi do transferu, wszystko włączone i reflektory dzienne wszystkie stoją. Dzienne, dzienne i z lewej i z prawej...Nie rozumiem, z lewej na początku z lewej i z prawej stoją. Oczywiście że dzienne, oczywiście. No tak, no dobrze, słuchaj, no ja nie widzę tych reflektorów, jak ON wygląda. I on także pod nimi. Ja tylko nie wiem, czy mówić mu o rozstawie reflektorów, czy nie".

Sensu powyższych słów nie ma ani względem mgły ani nie działających reflektorów (o których wiemy że nawet nie miały żarówek wkręconych lub były wybite). Był to więc z góry umówiony kod szyfrowy.

Narzuca się pytanie: w jakiej sprawie tak ważny i zasłużony generał dzwoni osobiście do jakiegoś młodego pułkownika, zastępcy bazy w zapasowym "Twerze"? I skąd wiedział, że zastanie go akurat na wieży Korsaża w Smoleńsku??? Dodajmy że Z Tweru, który jest oddalony o 400 km przysłano też dwie z trzech kluczowych osób obecnych w wieży kontroli lotów: płk. Nikołaja Krasnokutskiego, zastępcę dowódcy bazy lotniczej w Twerze, który w Smoleńsku kierował kontrolerami, choć nie miał do tego uprawnień, i kontrolera lotu mjr. Wiktora Ryżenkę. Tego, który w finalnej fazie lotu wprowadzał załogę w błąd fałszywymi komunikatami „na kursie i ścieżce”.

" - towarzyszu wszystkie próby systemu SA zostały pomyślnie zakończone
- Doskonale, jesteście pewni, że kiedy z czterech kilometrów gruchniemy wrogowi w głowę, to świadkowie nie zorientują się, co się stało?
- Nikt się nie zorientuje
- A jeżeli w pobliżu znajdować się będą specjaliści wysokiej klasy?
- też nie"

W czasie podejścia precyzyjnie kierowanego z ziemi, zniżył wysokość decyzji - był to prawdopodobnie moment, gdy samolot został trafiony pociskiem rakietowym.

Najważniejszy w tej układance jest kolejny fakt. Bazą w Twerze kierował wcześniej dowodzący 10 kwietnia z Moskwy całą operacją gen. Władimir Benediktow. To właśnie on, wbrew oporowi Plusnina, nie zezwolił na zamknięcie Siewiernego i odesłanie Tu-154 na inne lotnisko, lecz rozkazał sprowadzić maszynę na 100 m, kiedy to zaczął się ciąg wydarzeń, który doprowadził do dezintegracji samolotu.


Nie wykonano żadnych badań wraku samolotu w kierunku stwierdzenia, czy nie użyta została konwencjonalna broń paliwowo-powietrzna ( termobaryczna, wolumetryczna) a jedynie strona rosyjska (nie przedstawiła żadnych dowodów) obwieściła w Raporcie Końcowym MAK, że nie wykryto na pokładzie żadnych materiałów wybuchowych. Nie było wśród nich analiz składu chemicznego paliwa, jakim nasączone były przedmioty na pokładzie a jedynie paliwa z baków.

Aktualnie analiza chemiczna wraku nie może odpowiedzieć na pytanie czy użyta została ta właśnie broń. Przywołując tekst Mirosława Kuleby, można zyskać przeświadczenie, że samolot został jednak trafiony pociskiem wolumetrycznym o czym świadczyłoby choćby wzburzenie Drugiego pilota TU-154M: "O kurwa, patrz! "

Fakt, że trumny z ciałami ofiar nie były otwieranie po powrocie do kraju świadczy o tym, że jest to wersja najbardziej prawdopodobna.

Baaaba Jaga
tekst powstał na bazie książki "Zbrodnia Smoleńska - Anatomia zamachu"

Wersja do druku

york - 03.07.13 17:39
1. 19 października 1986 roku na terenie RPA rozbił się mozambicki Tupolew Tu-134A-3 z prezydentem Mozambiku Samora Machelem na pokładzie.
Przeżyło 10 osób, a śmierć poniósł prezydent Machel wraz z ministrami i wysokimi rzedstawicielami rządu Mozambiku.
Lecący z prędkością 420 km/h Tu-134 uderzył w zbocze góry.
2. 3 lutego 1998 roku we włoskim ośrodku narciarskim Cavalese w Dolomitach lecący bardzo nisko ważący 15,45 tony anty radarowy samolot myśliwski Northrop Grumman EA-6B Prowler przeciął linę nośną tamtejszej kolejki górskiej. Wagonik z 20 pasażerami runął na ziemię z wysokości 120 m.
Lina po której kursowały wagoniki kolejki górskiej mierzyła co najmniej 50 /słownie: pięćdziesiąt/ milimetrów i miała wytrzymałość około 500 ton.
Po wylądowaniu na lotnisku bazy Aviano we Wloszech załoga myśliwca stwierdziła TYLKO nieznaczne uszkodzenie skrzydła.
9 maja 1987 roku w Lesie Kabackim – samolot pasażerski Ił-62M SP-LBG /techniczny rówieśnik Tupolewa TU-154M/ „Tadeusz Kościuszko” Polskich Linii Lotniczych LOT, po awarii silników w trakcie lotu nr LO 5055 na trasie Warszawa – Nowy Jork, rozbił się przy podchodzeniu do awaryjnego lądowania na lotnisku Okęcie w Warszawie.
POwalone zostały również drzewa w Lesie Kabackim na obszarze prostokąta o wymiarach około 370 × 50 metrów, a zatem prawie DWU HEKTARÓW !!!!!
Wśród POwalonych drzew były również KILKUSETLETNIE DĘBY !!!
4. Tu-204-100, który 22 marca 2010 roku lądował awaryjnie w lesie pod Moskwą. / http://www.youtube.com/watch?v=AkrHnbWoNn0/.
Tupolew Tu-204 100. Długość 46 m (Tu-154M 47.90), wysokość 13.9 m (Tu-154M 11.4 m), rozpiętość skrzydeł 42 m (Tu-154M 37.55), ciężar pusty - 58.3 t., masa startowa około 103 ton. (Tu-154M 55.3 t. masa startowa 100 ton). Samolot, który mamy na filmie wracał z Egiptu na oparach paliwa, na pokładzie było 8 osób /никто не Пoгuбл/.
Samolot ważył zatem ok 62 ton, nasz Tu-154M 101 około 100 ton i NIE PORADZIŁ SOBIE Z 1 BRZOZĄ /u все Пoгuбли/.
5. 1 listopada 2011 roku na Okęciu lądował Boeing 767 z uszkodzonym POdwoziem. Ważący 86 953 kg (pusty) samolot z 230 osobami na POkładzie wylądował bezawaryjnie brzuchem na betonie.
POdczas gdy Tu-154M 101 /55 300 kg masa własna bez paliwa/ + 96 ludzi rozwalił się w drzazgi na bardzo miękkim gruncie.
Nie zostawił przy tym krateru w ziemi.
6. 2 listopada 2012 roku motoszybowiec PW – 4 Pelikan /SP-8050/, którego płatowiec wykonany jest z żywicy epoksydowej i waty szklanej /masa własna 525 kg/ o maksymalnej masie startowej 720 kg /Tu154M 100 ton/ podchodząc do lądowania na lotnisku Bemowo w Warszawie. z prędkością 65 km/h skosił żelbetonowy /stal zbrojeniowa i beton/ słup latarni ulicznej o średnicy dwudziestu kilku centymetrów.
Lecący samolotem zabawką członek /polskiej/ Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych badającej smoleńską "katastrofę" ppłk. pilot mgr inż. Robert Benedict i pasażer przeżyli.
Jest to mimowolny, ewidentny eksperyment, który obala tezy raportu pożal się Boże ekspertów EPOKI PRĄDU STAŁEGO generał Anodiny, jej komisji MAK, komisji Millera , komisji LASKA i ich dyżurnych pretorian.

york - 28.06.13 18:14
A ja znam już ostateczne wyniki "badań" strony rosyjskiej.
W oparciu o postanowienia porozumienia Putin – Thuzk z dnia 10 kwietnia 2010 roku Komisja MAK oraz prokuratura rosyjska ustaliła, co następuje:
1. Zniszczenie brzozy było aktem agresji Polski na rosyjską przyrodę.
2. Pod brzozą znaleziono butelkę wódki z odciskami palców generała Błasika, co jest aktem wandalizmu i zaśmiecania, niedopuszczalnym na terenie zamieszkałym przez słynącą z czystości ludność rosyjską.
3. Na brzozie były wyryte antyrosyjskie napisy, a Naczelny Grafolog Rosji uznał je za napisane przez Lecha i Jarosława Kaczyńskich.
4. W związku z powyższym Polska musi zapłacić Rosji odszkodowanie za oba akty bandytyzmu (wobec przyrody i wobec rosyjskiego narodu), bo wiadomo przecież od samego początku, że za sterami tego samolotu siedział generał Błasik, a za jego plecami stał Lech Kaczyński i krzyczał: LĄDUJ DZIADU.
5. Na razie w ramach odszkodowania wystarczą polskie złoża gazu łupkowego, technologia na otrzymywanie grafenu oraz porty w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie, przyszły w Elblągu oraz Suwalszczyznę z jej zasobami rud tytanu.
6. Rosja nie nalega na wymienione powyżej natychmiasowe zadośuczynienie, ale oczekuje od Polski niezwłocznych przeprosin za barbarzyński nalot samolotu wojskowego z 10 kwietnia 2010 r.

Lubomir - 15.06.13 12:10
Wolna Rosja dla uwiarygodnienia się na arenie międzynarodowej z pewnością wyjaśni niejedną zbrodnię bolszewizmu i neobolszewizmu. Może wówczas rekompensatą dla Polski będzie rekonstrukcja historycznego Województwa Królewieckiego?. Tę propozycję w przeszłości wysuwali różni rusofile, przy tym jednak ludzie przyjaźnie nastawieni do Polski. Rosja nie jest w stanie ciągnąć za sobą nadbagażu dokładanego jej przez kolejnych despotów. Ustanowione przez króla Kazimierza Jagiellończyka Województwo Królewieckie wciąż ciąży w stronę Rzeczypospolitej Polskiej. Nizina Pruska to ziemia bardzo zasłużona dla polskiej kultury i polskiego słowa drukowanego.

Bogdan Dziuma - 15.06.13 8:57
Jatka Smoleńska z racji skali weszła pod lupę wszelkich służb i żadne z suwerennych państw nie mogło potraktować tego faktu blotką.Każde z osobna uruchomiło "swoje uszy i oczy"!
Sytuacja tuskowych jest tragiczna i nawet jak to co oni robili wynikało by z głupoty tragicznej i bezdennej, to musi to trafić pod skalpel.
Dochodzimy do fazy wstępnej rozgrywki z przeciwnikami bolszewii.
Raz zdobytej władzy nie oddamy ,ta reguła jest aktualna od 1945r.
Ta rozgrywka zakończy się albo pomnikami ofiar, albo betonem bolszewii.
Oby Polska się odrodziła potrzebuje nas wszystkich i każdego z osobna!

Jan - 14.06.13 18:38
Panie Kamilu oczywiście,że tak się ma sprawa Prezydent L.Kaczyński mocno
naraził się Putinowi przez swoją wizytę w Gruzji w 2OO8r. I tak się póżniej stało jak się stało! To jest widoczne jak na dłoni. No,ale wielu ludzi tego nie zauważyło,a wielu nie chciało tego zauważyć... Pozdrawiam

Kamil - 14.06.13 18:28
niezależni eksperci przedstawiają dziesiątki dowodów, że to była, mówiąc terminami sowieckiego KGB, „fizyczna likwidacja wojskowo-politycznego kierownictwa wrogiego państwa”.

Robert - 14.06.13 15:41
Zwykle analizy, dokonujemy od faktów ogólnych - nastepnie przechodzimy do szczegółów, w dalszym rozwinieciu - czego czynić laikom nie polecam. Natomiast, spekulowanie jest ciągle otwarte, do wyrażania własnych opinii.
Komisja rządowa Millera, ustaliła, że nic nie ustaliła, otrzymała raport od "partnera" rosyjskiego MAK. Jedynie niezależna komisja parlamentarna, z expertami zagranicznymi dokonała badań które przedstawiają wartość naukową, przyczyn tragedi - którą zwalcza komisja Millera, jako głos politycznego nakazu, a nie agrumenty wynikajace z kanonów dostępnej powszechnie wiedzy i nauki w wielu dziedzinach.

Już samo to, określa że mamy doczynienia z przypadkiem upolitycznienia całego zdarzenia, które ma wieloletnią historię wrogości do opozycji, nie do końca zakończone finałem 10.04.10 - jednak ludzie znikaja /J. Kurtyka IPN/.
W całej sprawie, pewniakami są: miejsce zdarzenia, Smoleńsk i samolot z ofiarami, Lech Kaczyński z Małżonką oraz Polską elita Patriotyczną, najwyższych urzędów Państwa. Tusk i jego ekipa, kombinowali juz przy samolotach dla Prezydenta na szczyt UE - żenujące okazanie wsciekłości, przeciwko wypełnianiu powinności głowie Państwa, jak i nagminne 24h poniżanie publiczne urzędu Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego osoby.
Dzisiaj mamy sporo dowodów, że polityczna wrogość do Polskiego Obozu Patriotycznego, pochodziła nie tylko od wewnątrz ale to ciśnienie narastało również z zewnątrz. Serwery obliczeń głosów wyboczonych - w moskwie!!! wyjaśniają jeden aspekt politycznego przygotowania rosji i zamachu na Polskę. Rosja swoim postępowaniem, mataczeniem tylko to potwierdza - ale to nie oznacza że w tym rozbiorze nie biorą udziału inni wspólnicy, to jest skok na "państwo niczyje" totalnie bezbronne, o dużym potencjale gospodarczym.

Im większa stawka, tym większa inwencja zamachowca, podłączenie prądu do wanny czy wpadnięcie do niej suszarki do włosów nie wystarcza, trzeba dołożyć pod wannę kilka kilogramów dynamitu, tak aby kilka pięter zgruzować. Dane dotychczasowe wskazują, że zamach smoleński był starannie przygotowany i wykonany przez zawodowców, z wieloma wariantami tego skutecznego bestialstwa - ten zamach nie mógł się nie udać, samolot daje wiele możliwości i wielości zastosowań do jego destrukcji - . Zeby w takim "wypadku" wszyscy zginęli??? a te trzy osoby które przezyły - nawet ta ewentualność była przewidziana.
Pozdrowienia Robert.

Baba Jaga - 14.06.13 12:24
Panie Janie,
zamieściłam tu zdjęcia w albumie pt. "Ślady wybuchu - fakty ze zdjęć"
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.455259711213992.107413.451068501633113&type=1

proszę przeanalizować ...

Cała Katastrofa TU-154M jest owinięta wielką zasłoną Mgły tajemnicy. Przydały by się wielkie wiatraki, które tą mgłę by rozpędziły aby tajemnica mogła zobaczyć światło dzienne. W mediach rzadko podają informacje na temat wykrycia TNT czy wybuchach na pokładzie co potwierdziły ekspertyzy niezależnych ekspertów. Dziennikarze "Gazety Polskiej" przewieźli z Rosji części rozbitego tupolewa. Niektóre z nich przekazane były do dalszych badań w USA i dzięki nim eksperci wyrażają swoją opinię o śladach TNT.
W mediach nie podaje się informacji, że Rosjanie sami bez strony Polskiej pobierali krew z ciał ofiar katastrofy smoleńskiej, do badania. Schetyna pojechał po próbki krwi, które ma zbadać Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. J. Sehna w Krakowie. Nieobecność Polaków w trakcie pobierania próbek oraz brak informacji, kto dokładnie je pobierał, może mieć decydujący wpływ na wyniki badań. Trudno też wytłumaczyć, dlaczego próbki zostały przekazane stronie polskiej tak późno. Ogromne znaczenie dla wyników ekspertyz ma także sposób, w jaki przechowywane były próbki, o którym nadal nic nie wiemy.

Pozdrawiam
Baba Jaga

Jan Orawicz - 14.06.13 2:36
Na niektórych przedmiotach pochodzących z nieszczęsnegoTupolewa UCZENI
ŚQWIATOWEJ SłAWY odkryli podetonacyjne cząstki materału wybuchowego TNT,
a ściślej trójnitrotoluenu. A zatem jest to dowód na to,że nie użyto broni
termobarycznej,co początkowo uważano. Zatem należy dać wiarę uczonym,a nie jakimś domysłom i po prostu odwracania kota ogonem. Pozdrawiam

Wszystkich komentarzy: (9)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

22 Września 1996 roku
Zmarła tragicznie Agata Budzyńska, polska poetka, kompozytorka i piosenkarka (ur. 1964)


22 Września 1944 roku
Zginął Jerzy Weil, podharcmistrz, porucznik, powstaniec warszawski (ur. 1923)


Zobacz więcej