Poniedziałek 9 Grudnia 2019r. - 343 dz. roku,  Imieniny: Anety, Leokadii, Wiesława

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 27.09.12 - 21:45     Czytano: [1216]

Amerykański Przedwyborczy Bałagan


Sytuacja w Ameryce naprawdę pogarsza się drastycznie na wielu odcinkach. Ponad 60% wyborców uważa, że kraj jest na złej drodze. Starzejąca się gwiazda Madonna obiecała (albo chyba raczej zagroziła), że w wypadku wygranej Obamy w listopadowych wyborach, rozbierze się na scenie. Wszyscy odetchnęli z ulgą, kiedy okazało się, że tym razem na koncercie rozebrała się tylko do majtek, aby dumnie pokazać tatuaż „OBAMA”, tuż nad pośladkami. W zaangażowanym monologu wydekoldowanym przekleństwami Madonna namawiała do głosowania na „Czarnego Muzułmanina w Białym Domu”, który dzielnie walczy o prawa dla gejów...

Cztery lata temu Obama był jasną gwiazdą i nadzieją zmęczonej Ameryki, zapowiadał miejsca pracy dla tych którzy jej nie mieli, obiecał obcięcie deficytu o połowę, zapowiadał pokój na Bliskim Wschodzie, zakończenie wojen, a nawet uratowanie planety od niebezpieczeństw globalnego ocieplenia. Obiecywał, że Amerykanie będą ponownie bezpieczni i dumni ze swojego kraju.

Na dzień dzisiejszy bilans rządów Obamy wygląda dość smutno. Za swojej kadencji nie obciął na pół deficytu, ale go kilkakrotnie pomnożył, bezrobocie zamiast zapowiadanych 6%, pozostaje od ponad 25 miesięcy na stopie powyżej 8%, co najmniej 3 miliony Amerykanów przybyło wśród bezrobotnych. Prestiż Ameryki za granicą spadł na niższy poziom niż był za prezydenta Busha i przeklęty GITMO na Kubie nie został jednak zamknięty. Banki wdzięcznie połknęły ogromne stymulusy, ale siedzą na pieniądzach, związki zawodowe stały się współwłaścicielami firm samochodowych, utrzymując radykalnie wysokie płace i świadczenia emerytalne, jednocześnie udając, że potrafią współzawodniczyć na globalnym rynku.

Biedny byłby Obama jeśli jego przeciwnik byłby charyzmatycznym liderem konserwatystów. Jednak chicagowski gang Obamy zachował przytomność umysłu, wcześniej atakując w mediach Romneya, malując go w czarnych barwach, zanim ten zdążył wypowiedzieć pierwsze słowa. Jest to zrozumiałe ponieważ Obama nie może przecież mówić o swoich osiągnięciach, bo ich nie ma.
Jeśli gajowy zapożyczyłby całą leśniczówkę (przeciętna rodzina w USA obciążona jest $130 tys. długu, a np. w Hiszpanii ok. $60 tys.) i całym jego sukcesem byłby upolowany łeb jelenia (Osama bin Laden) wiszący dumnie nad kominkiem, to taki leśniczy popadłby w megalomanie (czyli zdziczałby i poszedł hen w las), lub strzeliłby sobie w swoje ego z zadłużonej dwururki...

Sam prezydent Obama w sondażach wyborczych ma się ciągle dobrze, zachowując małą przewagę, lub remis z pretendentem do prezydentury Mittem Romney. Obama zachowuje pewien luz w sprawach wagi państwowej, biega za to w pocie czoła po programach telewizyjnych, aby trafić do jak największej rzeszy wyborców, następnym jego hobby to zbieranie pieniędzy na kampanię wyborczą. Słowem, pielęgnuje obraz, który dotąd zapewnia mu dobre notowania, prezentując się jako uśmiechnięty, miły i przystojny facet, dobry mąż, ojciec i troskliwy mąż stanu, nieustannie straszący biedniejszą część społeczeństwa bezwzględnym konserwatystą troszczącym się tylko o interes bogatych: Mittem Romneym.

Wierni i zachwyceni jego osobowością dziennikarze z main stream mediów (oficjalnie mówi się o 75% dziennikarzy) już okrzyknęli Obamę zwycięzcą, choć do pierwszej debaty prezydenckiej pozostało jeszcze kilka dni. Każde nawet mniejsze potknięcie Romneya wałkowane jest całymi dniami przez fachowe komitety i zespoły obamowskich ekspertów, zaś nawet większe gafy Obamy, znikają bez śladu z ekranów telewizyjnych i czołówek gazet.

Wydawałoby się, że ostatnie agresywne antyamerykańskie zajścia na Bliskim Wschodzie, wstrząsną notowaniami Obamy, jednak wydaje się być on z teflonu. Jego śmiała polityka przemian w tym rejonie świata, doprowadziła do upadku dotychczasowych sojuszników Ameryki otwierając wrota dla długo tłumionych w tym regionie fanatycznych ruchów na podłożu radykalnego islamu.
Jak byliśmy tego świadkami, wściekła fala gniewu tego ruchu uderzyła w amerykańskie ambasady w krajach islamskich, które obrzucano kamieniami i wyzwiskami, paląc amerykańskie flagi i w kilku przypadkach osadzając na masztach flagi „zwycięskiej” Al-Kaidy. Jak pamiętamy najgorszy finał miał napad na konsulat w libijskiej Benghazi, gdzie zamordowano ambasadora Christophera Stevensa i 3–ch innych Amerykanów.

Zadziwiającym jest, że rząd Obamy przyjął strategię, że te ostre protesty nie były skierowane wcale przeciwko Ameryce, ani prezydentowi Obamie (choć nie dla ogrzania się palono właśnie jego kukły), a jedynie chodziło o święte muzułmańskie oburzenie na dostępny na internecie od lipca zwiastun prymitywnie zrobionego filmiku przez egipskiego koptę z Kalifornii.

Obama i jego rzecznicy całkowicie chcieli zapomnieć o tym, że ta fala protestów miała miejsce właśnie w rocznicę tragedii 11 września 2001 r. Szczególnie mało logicznie brzmiało zapewnienie rządu Obamy, że do morderstwa ambasadora w w Benghazi doszło podczas spontanicznego protestu. Trudno zrozumieć, jak na demonstrację ktoś zabiera ciężką broń jak RPG i moździerz, tak na wszelki wypadek...

Na innym froncie Romney ujawnił swoje sprawozdania podatkowe z których wynikało, że zapłacił 14,1% podatków. Okazuje się, że w ciągu jednego roku republikański kandydat na prezydenta, przeznaczył 30 procent swojego dochodu, czyli 1,000 razy więcej swoich pieniędzy na cele charytatywne, niż vice prezydent Joe Biden w ciągu 10-cio lecia! Przy okazji szalejącej dyskusji dowiedzieliśmy się, że 49% populacji nie płaci federalnych podatków, zaś 10% największych płatników płaci aż 70% wszystkich podatków federalnych.
Niestety od czterech lat, od czasu miłościwego zapanowania Obamy, modne stało się obarczanie za wszelkie nieszczęścia i kryzys gospodarczy bogatych. Wrogiem numer jeden nie jest Al-Kaida, ale przysłowiowy podły milioner (raczkująca teoria walki klasowej). Obliczono, że gdyby milionerów opodatkowano nawet na 100 procent, to wystarczyłoby to na wydatki rządowe na niespełna trzy miesiące. I co dalej maturzysto? Gdzie dalsza droga do lewicowego nieba?

Jacek K. Matysiak

Wersja do druku

Artur - 03.10.12 10:26
Fajny tekst ale nie przeceniałbym Romneya pomimo, że Burak Jednoma to najgorsze co mogło spotkać Amerykę. Oparcie w pijarze i życzliwość mediów jakże przypomina pewną sytuację nad Wisłą i pewnego premiera. Tak czy owak wszyscy trzej wzmiankowani są tylko marionetkami rzeczywistych polityków.

Wszystkich komentarzy: (1)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

09 Grudnia 1636 roku
Zmarł Fabian Birkowski, polski pisarz i kaznodzieja, dominikanin. Mówca pełen życia, silnie poruszający słuchaczy (ur. 1566)


09 Grudnia 1922 roku
Pierwszym prezydentem niepodległej RP został Gabriel Narutowicz.


Zobacz więcej