Poniedziałek 16 Września 2019r. - 259 dz. roku,  Imieniny: Kamili, Korneliusza

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 22.08.11 - 12:04     Czytano: [1765]

Dział: Godne uwagi

Czy wszystko staje się jasne…?



Zostało 6 tygodni do wyborów, które określą status Polski przez następne 4 lata. Na wstępie kampanii panował dziwny spokój, który został rozwiany przez premiera, decyzją o wyzwaniu do debaty Prawa i Sprawiedliwości. W ten sposób premier chce całkowicie zmarginalizować inne partie w wyścigu wyborczym. A szczególnie, zapewnić sobie poparcie zwolenników lewicy. Wydaje się, że w tych wyborach Tusk nie walczy już z PiS-em. Premier, prawdopodobnie przy wtórowaniu specjalistów od marketingu politycznego, założył że zwycięstwo Platforma Obywatelska ma w kieszeni. Teraz chodzi o jego rozmiar. Nierealne jest dla niego wejście w elektorat Prawa i Sprawiedliwości. Tam nie ma potencjalnych głosów dla jego partii. Z badań jasno wynika, że opinia publiczna przesuwa się na lewo. Tam swojej szansy na większość w przyszłym Sejmie, chce szukać Donald Tusk.

Walka o wyborców na lewo od centrum zaczęła się w Platformie od jej konwencji w Gdańsku. Słynne słowa o „nieklękaniu przed księżmi” były zapowiedzią ostrej walki o lewicowy elektorat. Tusk ma ułatwione zadanie. Grabarz lewicy, na jakiego wyrasta Grzegorz Napieralski, nie potrafi w żaden sposób przeciwstawić się trendowi, który jego partie dopadł przed sześcioma laty. Lider lewicy postawił na stworzenie partii lustrzanie podobnej do dwóch ugrupowań wodzowskich. Chciał być taki jak Tusk i Kaczyński, bo w tym upatrywał swój przyszły sukces. Woda sodowa uderzyła mu do głowy po przyzwoitym wyniku w wyborach prezydenckich. Działacze lewej strony nie są przyzwyczajeni do traktowania podobnego, jak to Napieralskiego. W SLD bywali liderzy, jak Leszek Miller czy Cimoszewicz, pozostawiali oni jednak znaczącą swobodę tzw. baronom. Dziś w Sojuszu jest drużyna Napieralskiego. Jeśli ktoś jest w opcji konkurencyjnej, nie ma szansy na dobre miejsce na liście.

Platformie pomaga także inna kwestia. Zmasowana, postępująca próba laicyzacji i „normalizacji” społeczeństwa przychodząca z zachodu. W jej wyniku centrowy elektorat nieznacznie przesunął się na lewo. Platforma musi uderzać w hasła bliskie antyklerykalizmowi czy hasła „nowoczesności”, bo jej stary elektorat podąża w tym właśnie kierunku. Ponadto Tusk liczy na dodatkowe głosy po lewej stronie. Ta nisza, jest łakomym kąskiem dla Platformy, która walczy o samodzielne rządy w kolejnym Sejmie. Kalkulacja w tym kierunku wynika z wiary Tuska, a także sztabu marketingowego PO, że PiS nie może w żaden sposób powiększyć swojej grupy wyborców. Tym bardziej, że potwierdzają to sondaże. PiS ma praktycznie niezmienne poparcie od 4 lat. Jego wahnięcia wynikają z bieżącej sytuacji politycznej, ale wynoszą zaledwie kilka procent, najczęściej poniżej 5%. Dla polityków Platformy Obywatelskiej wynik staje się oczywisty. Dlatego paradoksalnie, sobotnia konferencja premiera Tuska, skierowana jest do wyborców innych, niż Ci PiS-u. Nie chodzi nawet o niezdecydowanych, ale o konkretnych wyborców SLD, a być może i PSL-u.

Sama propozycja debat ma także jeszcze jeden ukryty cel. Gdyby do nich doszło, pojawiłyby się one w najlepszym czasie antenowym, w wielu stacjach telewizyjnych. Może stworzyć to atmosferę, która pociągnie Polaków do głosowania w październikowych wyborach. Wynika to z kalkulacji dotyczącej frekwencji. Wg sztabu PO obecnie zmobilizowani wystarczą do zwycięstwa wyborczego, ale nie dają gwarancji większości w kolejnej kadencji parlamentu. Gdyby udało się zmotywować znaczącą grupę ludzi do pójścia na wybory, to w rozumieniu sztabowców partii Tuska, znaczyłoby to, że zagłosują oni na Platformę. W kwestii podnoszenia frekwencji Platforma zrobiła już wiele. W ten sposób zaplanowano też datę głosowania. Wybory są w najwcześniejszym terminie ze względu na pogodę. Lepsza pogoda spowoduje wyższą frekwencje. Była także próba głosowania dwudniowego. Spaliła jednak na panewce po wyroku TK.

Najbardziej zastanawiające jest to, czy Donald Tusk chce żeby w ogóle do tych ewentualnych debat doszło. Wiadomo, że jego rząd nie jest pasmem sukcesów. Do opinii publicznej, za pośrednictwem polityków opozycji, mogłoby trafić wiele kompromitujących treści dla partii rządzącej. Z drugiej strony można stworzyć taką formułę debaty, która to uniemożliwi. Wydaje się jednak, że w konsekwencji Tuskowi nie chodzi o debaty. Jest to odpowiedź na osobisty atak w Donalda Tuska, który przypuścili politycy Prawa i Sprawiedliwości. Premier jest przez nich nazywany kimś, kto nic nie może czy nie chcę. Proponują mu odważne decyzje, więc Tusk pokazuje, że jest zdolny do odważnych decyzji. Nie na co dzień, ale w telewizji. Na Kaczyńskiego, Tusk patrzy przez palce, ale nie przepuści okazji, żeby dopiec liderowi opozycji.

Wracając jednak do kwestii tego, czy wynik jesiennych wyborów, można rzeczywiście uznać za oczywisty. Wydaje mi się, że specjaliści w sztabie PO trafnie odczytali czynnik decydujący o wyniku. Nie wydaje mi się jednak, że frekwencja nie może zdecydowanie wpłynąć na wynik wyborczy. W roku 2005 frekwencja wyniosła ponad 40%. Dwa lata później było to już prawie 54%. PiS dostał 2 mln głosów więcej, a Platforma 3 miliony wiecej. Przy założeniu niskiego przepływu w elektoratach obu partii, można przypuszczać, że 6 na 10 Polaków, z tych ponad 4 mln, zagłosowało wówczas na partię Donalda Tuska. PiS wówczas zawdzięczał swoje zyski głównie przejęciu wyborców LPR-u i Samoobrony. Niewielu z „nowych” wyborców wybrało wówczas Prawo i Sprawiedliwość. Jeśli frekwencja rzeczywiście wyniesie poniżej 45% to wynik może być zaskakujący. Dlatego strategii sztabowców Platformy kompletnie nie rozumiem. Podobnie jak ciężko było zrozumieć koncepcje Prawa i Sprawiedliwości z 2007 roku. Wskazywali oni wówczas LiD jako głównego wroga. Tusk miał być pomagierem Kwaśniewskiego. W rzeczywistości Jarosław Kaczyński liczył na rozłożenie się głosów pomiędzy oba ugrupowania, co pomogłoby wygrać Prawu i Sprawiedliwości. Zupełnie nietrafnie strzelał w Kwaśniewskiego, który był politykiem lubianym.

W tej chwili strategia Platformy jest bardziej oczywista, niż ta Prawa i Sprawiedliwości. Sensowna wydaje się koncepcja Kaczyńskiego, który chce przedstawić Prawo i Sprawiedliwość jako jedyną konserwatywną, centroprawicową formacje. Przypomina tu się zdanie Kaczyńskiego o wyborze Komorowskiego. Skwitował ten wybór jako pomyłkę tradycyjnego elektoratu. Rzeczywiście tak było. Wielu ludzi głosowało na Komorowskiego, bo ten bił w tradycyjny dzwon. Niewiele to miało wspólnego z jego koncepcją polityki. Jednak po czasie katastrofy smoleńskiej trzeba tak było. W dzisiejszym czasie postępujące przesuwanie się Platformy Obywatelskiej w lewo, stwarza miejsce dla PiS-u wśród wyborców centrowych o profilu konserwatywnym. W to miejsce uderza jednak jeszcze PJN, Nowa Prawica i Marek Jurek.

Czas kampanii sprawia, że nic nie jest jasne. Na pewno nie jest tak, że wynikiem październikowych wyborów, są dzisiejsze prognozy sondażowe. Wielu by tak chciało. Kampania wyborcza rządzi się swoimi prawami. Jej sprawne poprowadzenie może stać się gwarantem sukcesu w jesiennych wyborach. Nic nie jest jasne… Tak jak niewiele było jasne po pierwszej turze wyborów prezydenckich, w zeszłym roku.

Tomasz Matynia

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

16 Września 1927 roku
Urodził się Peter Falk, aktor amerykański - słynny "porucznik Colombo".


16 Września 1620 roku
Pod Cecorą rozpoczęła się bitwa wojsk polskich dowodzonych przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego z Turkami


Zobacz więcej