Wtorek 17 Września 2019r. - 260 dz. roku,  Imieniny: Franciszka, Narcyza

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 08.05.14 - 9:46     Czytano: [2409]

„Lotnik, skrzydlaty władca świata

bez granic”


................................................................................................................................

POLSKIE SKRZYDŁA



Dbając o zachowanie pamięci o wybitnych dokonaniach polskich lotników umieszczamy poniżej opowieści o ludziach polskiej awiacji - pilotach, oblatywaczach i konstruktorach, których dokonania zaciera nieubłagany czas. A było ich wielu.

Stanisław Latwis, przedwojenny pilot wojskowy i instruktor lotniczy, twórca melodii „Marsza lotników” mówił „Pilot, inżynier, tapicer, blacharz, w stolicy czy na cichym szybowisku, każdy kto choć o milimetr pcha naprzód lotnictwo – jest lotnikiem. Wszystko jedno czy będziemy głośni czy tylko codzienną, mrówczą pracą pchamy lotnictwo naprzód.”

Często ich nazwiska i czyny lepiej znane są poza granicami naszej Ojczyzny, ale i tam starsze pokolenie nie zawsze jest w stanie przekazać swym następcom wiedzę, która powinna trwać wśród Polaków i Polonii po wsze czasy.

Kierując się takim przekonaniem Oficyna Aurora rozpoczęła edycję książek o lotnictwie polskim, zatytułowaną POLSKIE SKRZYDŁA, które niniejszym polecamy naszym Czytelnikom, a które dostępne są na stronie
www.oficyna-aurora.pl

..................................................................................................................................



„Lotnik, skrzydlaty władca świata bez granic”

„Leć w górę znaku nasz,
Nie trzeba wcale słów.
Skrzydlaty klucz do sławy drzwi odmyka
Orła mamy hart.
My Polski czujna straż,
Husarii dawnej huf.
Nie ścichnie nigdy wdali głos silnika.
Hej, na start!”
(…)
„A jeśli z nas ktoś legnie,
Wśród szaleńczych jazd,
Czerwieńszy będzie kwadrat
Lotniczy nasz znak”.

_____________________________________________

Powyższych kilka wierszy tekstu pochodzi ze znanego powszechnie i nie tylko w środowisku lotniczym utworu muzycznego zwanego Marszem Lotników. W ostatnich czasach utwór ten został oficjalnie ogłoszony Hymnem Lotników Polskich, i jest wykonywany na wszystkich uroczystościach państwowych związanych z Siłami Powietrznymi. Po raz pierwszy Marsza Lotników zagrano publicznie 10 października 1937 roku podczas obchodów 10-lecia istnienia słynnej „Szkoły Orląt”- Centrum Wyszkolenia Oficerów Lotnictwa w Dęblinie. Utwór ten powstał w Dęblińskiej Szkole w 1930 roku. Autorem muzyki, nawiązującej do Insurekcji Kościuszkowskiej, był por.pil. Stanisław Latwis, a słowa do tej pieśni napisała Anna Zasuszanka-Dobrowolska, mgr polonistyki ale też i żona lotnika, kpt.obs.Krzysztofa Dobrowolskiego.

„Lecieć, a nie dać się mijać”.
Tą dewizą kierował się zawsze Stanisław Latwis w swoich zmaganiach z przeciwnościami losu, prąc zawzięcie do wytyczonego celu, jakim dla niego było lotnictwo. Znany lotnik, a sławny pisarz Janusz Meissner pisząc wspomnienie o swoim przyjacielu – Latwisie, napisał:
„Chciałbym, aby postać Pilota Gwiaździstego Znaku stała się wzorem dla wszystkich młodych ludzi, którzy zamierzają zostać lotnikami; żeby – napotykając w życiu trudności, przeszkody, niepowodzenia, niebezpieczeństwa lub zawiść, walczyli z nimi tak, jak walczył Stanisław Latwis, tą samą bronią: siłą i szlachetnością charakteru”.
A drogę do wymarzonego lotnictwa miał Stanisław Latwis rzeczywiście piekielnie trudną i najeżoną kolcami niechęci. Środowisko zawodowych lotników było w tamtych czasach dość hermetyczne i wciskanie się w ich szeregi oficerów innych broni zwanych potocznie „abisyńczykami”, było z natury rzeczy, niemile widziane. Tak było właśnie z Latwisem, który był saperem, a zachciało mu się latać. Pomimo iż Latwis w końcu osiągnął wysoki kunszt w lataniu, został wykładowcą i instruktorem pilotów, powszechnie mówiono o nim „ten saper”, chociaż później już z nutą uznania. Jak trudna droga ku temu prowadziła celowi, ile wymagała siły woli i hartu ducha, wiedział najlepiej tylko on sam. W tych kilku zaledwie zdaniach można przedstawić tylko nieliczne fragmenty tych zmagań.

Curriculum Vitae
Stanisław Latwis urodził się 19 czerwca 1906 roku w miejscowości Stanisławów, tam też spędził pierwsze lata swego życia i wstępne nauki. Po matce odziedziczył zamiłowanie do muzyki, więc od dzieciństwa zapamiętale ćwiczył wszelakie gamy na fortepian. Po zdaniu matury, w 1924 roku rozpoczął studia w Wilnie na Uniwersytecie im. Stefana Batorego. Jednak zgodnie z ówczesnymi trendami młodego Latwisa pociągało lotnictwo, a nie kariera naukowa. Będąc na studiach postarał się o kontakt z lotnictwem poprzez Ligę Obrony Przeciwlotniczej Państwa, w której odbył jakiś kurs lektorów i wówczas bywał częstym gościem na lotnisku wileńskim – Porubanek. Na razie było to kontakt głównie wizualny, bo Latwis był notorycznym obserwatorem startów i lądowań wszelkich obiektów latających na tym lotnisku. Z czasem lotnicy przyzwyczaili się do jego towarzystwa na lotnisku i w końcu, ku jego wielkiej radości, zabierano go na jakiś lot wokół lotniska. Postanowił, że musi zostać pilotem. Gdy osiągnął wiek poborowy, porzucił studia i zgłosił się do Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrowii. Oczywiście, ta szkoła miała być tylko pomocnym etapem w staraniach o przeniesienie w szeregi lotnictwa. Odpowiedni wniosek w tej sprawie złożył drogą służbową i czekał na odpowiedni moment do poczynienia dalszych kroków prowadzących do Dęblina.

Per aspera ad astra
Rzeczywiście, droga Latwisa do wymarzonego lotnictwa była usłana samymi cierniami. Zgodnie z procedurą skierowano go na badania do Centrum Badań Lotniczo-Lekarskich w Warszawie i tu powstała pierwsza przeszkoda, mianowicie skrupulatne badania wykazały nieznaczną nerwicę serca. Wyrok brzmiał: zdolny do służby w powietrzu z zastrzeżeniem, zatem podchorążówka lotnicza była jak na razie poza jego zasięgiem. Nie załamało to wcale Latwisa. Postanowił przenieść się do Szkoły Podchorążych Inżynierii w Warszawie. Chciał skończyć jakąkolwiek szkołę dającą stopień oficerski, jednocześnie opanować rozmaite zagadnienia techniczne przydatne także w lotnictwie. Uczył się zapamiętale tych wybranych przedmiotów, pozostałe traktując na tyle poważnie by tylko je zaliczyć. Wolny czas poświęcał natomiast na wykłady na Politechnice Warszawskiej, studiowanie programu Szkoły Podchorążych Lotnictwa, jak również na odbycie teoretycznego kursu pilotażu w Aeroklubie Warszawskim. Z tego okresu pozostało w pamięci kolegów jego przezwisko „Prywatniak”. A wzięło się to z tego, że gdy po obowiązkowych zajęciach pytano gdzie tak pędzi, odpowiadał niezmiennie „ja tak prywatnie”. Rozpierała go energia, chciał wszystko co sobie założył poznać, zrozumieć i utrwalić w pamięci. Oczywiście były to sprawy związane z techniką lotniczą. Jeszcze przed ukończeniem podchorążówki, ale już jako podporucznik saperów, załatwił sobie wyjazd na praktykę do Francji, do znanej firmy Breguet i Hispano-Suiza. Niestety, znów napotkał przeszkodę w postaci niezgodności w dokumentach osobistych. Nie zwlekając ani chwili zameldował się „prywatnie”u wiceministra Spraw Wojskowych i ten pomógł sprawę rozwikłać. Mało tego, dotarł też przed oblicze Dowódcy Lotnictwa z prośbą o pomoc w dostaniu się do Paryża. Gen.Rayski zorientowawszy się z jakim zapaleńcem ma do czynienia, zorganizował mu zniżkowy przelot samolotem pasażerskim. U Bregueta też pracował „prywatnie” gdyż tam wcale się nie zachwycili jego przyjazdem więc chodził tam incognito w tłumie pracowników. Ale w obu fabrykach po kilku dniach zorientowano się w sprawie i tylko cud sprawił, że nie aresztowano go jako szpiega. Po wielu przygodach ale pełen wrażeń powrócił drogą morską do Gdyni, a następnie zameldował się w macierzystej szkole inżynieryjnej. Już dużo wcześniej złożył prośbę o przeniesienie do Centrum Wyszkolenia Lotnictwa, ale jego podanie utknęło gdzieś w Dowództwie. Tymczasem jako podporucznik saper został skierowany do batalionu silnikowego w Modlinie. Swojemu dowódcy na wstępie zameldował, że ma złożone podanie o przeniesienie do lotnictwa i zajął się głównie doskonaleniem swojej wiedzy związanej z wymarzonym zawodem. Gdy na jego prośbę o przeniesienie do lotnictwa długo nie nadchodziła odpowiedź, Stanisław Latwis udał się do Dowództwa Lotnictwa i tam osobiście odszukał swoje podanie. Odnalazł tam podpisaną przez gen.Rayskiego adnotację, że przyjęcia kandydatów do Centrum w Dęblinie odbywają się tylko poprzez Szkołę Podchorążych. Jak wiadomo Latwisa do Szkoły nie przyjęto z powodu wspominanej nerwicy serca. W tym stanie rzeczy Stanisław Latwis zgłosił gotowość natychmiastowego zdania wszystkich egzaminów z całego programu Szkoły Podchorążych Lotnictwa. Sprawa oparła się o gabinet Dowódcy Lotnictwa. Gen.Rayski wysłuchawszy racji Latwisa, stwierdził: „Jeśli Pan zda egzaminy teoretyczne zostawię Pana w Dęblinie na stażu, wtedy będzie Pan mógł zdawać praktycznie w powietrzu”. To była szansa! Latwis liczył się raczej z nieprzychylną postawą egzaminatorów, krzywym okiem patrzących na jakiegoś tam sapera pchającego się do latania, tym bardziej zdeterminowany stanął do egzaminów. Przedmiotów do zdawania było ponad dwadzieścia, jednak Latwis zdał je wszystkie, w większości celująco. Szczególnie ten uparty młodzieniec spodobał się Szefowi Pilotażu – Januszowi Meissnerowi jak również wykładowcy od silników, który zachwycony poziomem wiedzy Latwisa z miejsca zrobił go swoim asystentem. Por.pil. Janusz Meissner widząc zapał Latwisa postanowił w tajemnicy, prywatnie uczyć go latania. Przy tej okazji bardzo się obaj zaprzyjaźnili i Latwis był prawie codziennym gościem w domu Meissnerów.

Hej, na start!
Stanisław Latwis, zgodnie z informacją Dziennika Personalnego MSWojsk. otrzymał dyplom Obserwatora Lotniczego. Do prawdziwego latania było jednak jeszcze sporo nie usłanej różami drogi. Por. Meissner na potrzeby swojego przyjaciela Latwisa ukuł teoryjkę, że oto próbuję nową metodę szkolenia adeptów latania wykorzystując osobę ppor.obs. Stanisława Latwisa. Nie było to całkowicie pozbawione prawdy, bo rzeczywiście Meissner myślał o nowej metodzie nauczania. „Prywatna” nauka postępowała dość szybko, jednak jeden element Latwisowi za nic nie chciał wychodzić. Mianowicie nie potrafił poprawnie wylądować. Gryzł się tym bardzo, rozmyślał, próbował ale się nie poddawał. Trwało to dość długo ale wreszcie, jak to mówią lotnicy, chwycił dryg i poszło jak z płatka. W tym czasie przyszło urzędowe pismo z Dowództwa Lotnictwa zezwalające na przyjęcie Stanisława Latwisa na bieżący kurs pilotażu, pod warunkiem zdania praktycznego egzaminu z wyszkolenia na podstawowym typie szkolnym. To akurat Latwis mógł wykonać natychmiast. Komendant Szkoły wyznaczył maszynę oraz instruktora, oczywiście nie Meissnera i nakazał wykonanie sprawdzianu zgodnie z przyjętą procedurą. Latwis w ślad za instruktorem wsiadł na miejsce ucznia, zapiął pasy, sprawdził wzrokiem wskazania przyrządów, działanie sterów i na dany znak instruktora, dał pełny gaz i wystartował!
Latwis wykonał cały wymagany regulaminem zestaw figur na szkolnym samolocie typu Morane i na dany sygnał bezbłędnie wylądował. Wysiadając z kabiny Morana instruktor wypowiedział tylko trzy słowa: „bardzo dobrze, dziękuję panu”…
W ten oto sposób Stanisław Latwis został pasowany na Rycerza Przestworzy.

Srebrne Kościuszki kosy…
Jeszcze sporo wody w Wieprzu upłynęło zanim Stanisław Latwis ukończył naukę w Szkole Orląt. Coraz pewniej czuł się za sterami, a i samolot coraz lepiej wyczuwał czego od niego oczekuje pilot. Pierwszy przydział służbowy Stanisława Latwisa w lotnictwie wojskowym to 113 Eskadra Nocna. U „Puchaczy” w Warszawie latał Latwis na dwumiejscowych Potezach-XV. Nocne zadania wymagały wielkiej precyzji i orientacji bez widoczności, ale Stanisław Latwis był już ostatecznie wyszkolonym pilotem i z łatwością posiadł potrzebne do tych zadań umiejętności. Zdarzały się oczywiście sytuacje trudne i nawet groźne, ale Latwis wychodził z tych opresji zwycięsko. Był zadowolony ze swojego lotniczego życia, bo oto dotarł wreszcie do wymarzonego celu, chociaż… Pociągał go samolot myśliwski, szybki, zwrotny, na którym można dokonywać niezwykłej akrobacji, jak również sprawdzić swoją wartość jako pilota w walce powietrznej. Mekką adeptów lotnictwa myśliwskiego był Grudziądz, Szkoła Wyższego Pilotażu. Oczywiście Latwis tam niebawem zawitał i ukończył bez żadnych niespodzianek. Następny przydział służbowy to legendarna 111 Eskadra Myśliwska „Kościuszkowska”, 1 Pułku Lotniczego stacjonująca na warszawskim Okęciu. Znakiem rozpoznawczym tej eskadry był emblemat ze skrzyżowanymi kosami i czapką krakuską. Odznaka ta powstała podczas wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku, wykonana przez jednego z pilotów amerykańskich, Elliota Chessa. Niestety, na drodze po której kroczył Latwis pojawiły się znowu ciernie… Po prostu przegrywał sromotnie kolejne walki ćwiczebne nie mogąc dojść przyczyny. Gryzł się tym bardzo, więc dowódca wysłał go na dłuższy urlop. Podziałało to niespodziewanie pozytywnie, bo po powrocie to był już zupełnie inny myśliwiec. Od tego czasu bił wszystkich, nawet stare wygi powietrzne. Wróciła więc równowaga ducha i Latwis śmiało patrzył w swą lotniczą przyszłość.

A jeśli z nas, ktoś legnie…
Stanisław Latwis był na tyle perfekcyjny w swoim zawodzie i do tego rzetelny w jego wykonywaniu, że nie mogło to ujść uwadze tzw.góry. Stanisław Latwis został skierowany do Dęblina jako pilot-instruktor by uczyć latania licznych chętnych spośród wyszkolonych obserwatorów. Już nie był „tym saperem”, był znanym pilotem, zwycięzcą w wielu konkursach, zawodach, rajdach, przelotach, bo w tak zwanym międzyczasie, niejako „prywatnie” dokonał tylu niezwykłych rzeczy, że mógł obdzielić tym kilku innych lotników. Był brany pod uwagę przy dobieraniu pilotów na zawody Challenge w 1934 roku, a gdy to nie doszło do skutku kierował obsługą techniczną naszej ekipy na etapach afrykańskich. Zyskał tam wielkie uznanie za wysoki poziom tych działań. W Dęblinie zajął się szkoleniem pilotów z całym oddaniem, wprowadzając wypróbowane na sobie przez por.Meissnera, zasady nauczania. Dawał uczniowi swobodę w powietrzu na tyle by ten sam dojrzał popełnione błędy i nauczył się je natychmiast korygować. W jednym z takich lotów na Potezie XVwydarzyła się tragedia. Otóż, uczeń por.obs. Wilhelm Hofmokl-Ostrowski na wysokości ok.150m wytracił zbytnio prędkość w wirażu i przeciągnięty samolot wpadł w korkociąg. Instruktor nie miał już czasu interweniować i Potez zderzył się z ziemią. Obaj lotnicy, instruktor i uczeń ponieśli śmierć w szczątkach samolotu. Był 29 dzień maja 1935 r.
Stanisław Latwis pochowany został w Warszawie na Cmentarzu Powązkowskim. Ubył z szeregów polskiego lotnictwa świetny pilot, człowiek o wielkich zaletach charakteru, duszy poety i szerokiej wiedzy, nie tylko lotniczej. Jego droga życiowa, tak tragicznie przerwana, stanowi przykład nieustępliwości w marszu ku wzniosłym, wyznaczonym sobie celom.

Bibliografia:
1/ Janusz Meissner, Pilot gwiaździstego znaku, Warszawa 1970.
2/ www.aviation.net.pl


Jerzy Wypiórkiewicz
13.03.2010 r.

Wersja do druku

Kepinski - 22.08.16 18:14
Wiele osob zapomina o tym,ze pomyslodawca marszu lotnikow polskich byl.sp.plk.pil.Jozef Kepinski.Bez jego pomyslu i akceptacji,nigdy by nie powstal ten. marsz.Mial on byc jedynie marszem 111 Eskadry Mysliwskiej im.Tadeusza Kosciuszki,ktora plk.pil.Jozef Kepinski dowodzil.

Lubomir - 08.05.14 12:48
Tylu najlepszych pilotów polskich ilu zginęło w ostatnich latach, nie zginęło w wojnie powietrznej z Luftwaffe w 1939 roku, ani w póżniejszych latach, w Bitwie o Anglię. Niemcy obsesyjnie nienawidzą polskich skrzydeł i polskich lotników. Stypendyści Berlina od dwóch dekad intensywnie pracują nad rozwaleniem wszystkiego co wiąże się z powietrzną obroną Polski. Wszystkiego od projektu 'Irydy' - po kużnię polskiego lotnictwa, Dęblin. Macki stypendystów Berlina wydają się sięgać od Lizbony - po Ural. Tyle tylko, że okolice Uralu nie są już tak przekupne, jak okolice ograbionej przez pseudoreformatorów Polski. W Rosji nawet imbecyle nie marzą o budowie Drugich Niemiec...

Wszystkich komentarzy: (2)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

17 Września 1895 roku
Zmarł Zygmunt Szczęsny Feliński, metropolita warszawski (ur. 1822)


17 Września 1912 roku
Urodziła się Irena Kwiatkowska, znakomita aktorka teatralna i filmowa. (Kabaret Dudek, Kabaret Starszych Panów). zm. 2011


Zobacz więcej