Niedziela 24 Pa┼║dziernika 2021r. - 297 dz. roku,  Imieniny: Marty, Marcina

| Strona g┼é├│wna | | Mapa serwisu 

dodano: 05.04.21 - 21:49     Czytano: [587]

Marina


To wspomnienie mo┼╝na uzna─ç za powr├│t do przesz┼éo┼Ťci jednej z pensjonariuszek Domu Pomocy Spo┼éecznej *Dom Kombatanta i Pioniera Ziemi Szczeci┼äskiej*. To jednak co┼Ť wi─Öcej. Zagadkowa, tajemnicza opowie┼Ť─ç Mariny. Zawsze u┼Ťmiechni─Ötej, mimo ┼╝e na w├│zku inwalidzkim. - Ale ja ┼╝yj─Ö - odpowiada┼éa, gdy kto┼Ť o ten tajemniczy u┼Ťmiech pyta┼é. Sam by┼éem zaintrygowany Marin─ů, jej rado┼Ťci─ů bycia i perlistym ┼Ťmiechem, mimo, ┼╝e przecie┼╝ w Przytulisku, jak kiedy┼Ť m├│wiono egzystowa┼éa, a to zupe┼énie inaczej ni┼╝ ┼╝y─ç razem z rodzin─ů. Po wielu zach─Ötach z mojej strony zgodzi┼éa si─Ö opowiedzie─ç o sobie, swoim ┼╝yciu, jego wa┼╝nym fragmencie.

U┼Ťmiech Mariny

Zwykle Marin─Ö przywozili do pokoju nr 114, czyli Terapii Zaj─Öciowej zwykle o godzinie dziewi─ůtej rano. Na w├│zku inwalidzkim porusza┼éa si─Ö ona, bo kr─Ögos┼éup odm├│wi┼é pos┼éusze┼ästwa, a jeszcze wiele innych chor├│b j─ů dr─Öczy┼éo, sama nawet nie wiedzia┼éa Marina jakich. I nie pami─Öta┼éa ona nazw przyczyn swojego b├│lu. Tu, w Domu Pomocy Spo┼éecznej, przy ulicy Eugeniusza Romera 21- 29, s┼éynnego geografa, ┼╝ycie p┼éynie wolnym nurtem i dzie┼ä jest podobny do dnia. Marina jednak jak modlitw─Ö powtarza┼éa fragment swojego ┼╝yciorysu, kt├│ry jednych zastanawia┼é, innych wprawia┼é w zak┼éopotanie, a byli tacy, kt├│rzy ┼Ťmiali si─Ö i m├│wili, ┼╝e bajanie to jest i wymys┼éy. Marina tylko u┼Ťmiecha┼éa si─Ö i przyzna─ç trzeba, ┼╝e bardzo ten jej u┼Ťmiech tajemniczy by┼é i niezwykle szczery. – Ty, Marina, to jeste┼Ť taka dobra – m├│wili w Domu. A co nie ma by─ç dobra, jak zawsze radosna, cho─ç bywa, ┼╝e w b├│lu pogr─ů┼╝ona i cicha. Tylko to jej opowiadanie takie nie┼╝yciowe.

Marina m├│wi┼éa, ┼╝e urodzi┼éa si─Ö na dalekiej, wschodniej Ukrainie. Mama: Daria Niko┼éajewna, ojciec: Wasyl Grigoriewicz. I nic wi─Öcej. Potem dodawa┼éa, ┼╝e by┼éo to po wojnie lat kilka, ona kilkunastoletnia dziewczyna, a dooko┼éa wszyscy m├│wili z przera┼╝eniem, i┼╝ Stalin zamierza si┼é─ů wys┼éa─ç m┼éodych ludzi do czyszczenia las├│w. Niby nie brzmi to gro┼║nie, to las├│w czyszczenie ale skoro Stalin to wymy┼Ťli┼é, ├│w zamys┼é, Bo┼╝e m├│j miej nas w opiece, musia┼é by─ç straszny i nieludzki. Wszyscy si─Ö bali to i Marina trz─Ös┼éa si─Ö ze strachu, po nocach spa─ç nie mog┼éa… Pewnego dnia, bez po┼╝egnania, tak bez s┼éowa, ┼╝e a┼╝ dziwne to wszystko w jej opowiadaniu si─Ö wydaje, wyruszy┼éa Marina bez przygotowania ┼╝adnego, tak jak sta┼éa, przed siebie posz┼éa w drog─Ö do Polski, o kt├│rej s┼éysza┼éa, ┼╝e jest za wieloma g├│rami i rzekami, i d┼éugo trzeba i┼Ť─ç do niej ale warto nawet ┼╝yciem w┼éasnym zaryzykowa─ç, gdy┼╝ tam w onej Polsce wspania┼éej wszystko jest dobre, uczciwe, a najwa┼╝niejsze z bogactw, kt├│re tam maj─ů to wolno┼Ť─ç. Oj, wolno┼Ť─ç, a tej na Ukrainie, czy w Rosyi nie by┼éo…A w Polsze ogrom jej wielki. Marina m├│wi, ┼╝e sz┼éa, sz┼éa, sz┼éa i sama nie wie jak d┼éugo, bez mapy, jad┼éa to co znalaz┼éa i co natura matka i czasami tylko ludzie jej dali. Nie pami─Öta wiele. Wie, i┼╝ droga jej wiod┼éa przez Ukrain─Ö, Rosij─Ö i nagle s┼éo┼äce inaczej zacz─Ö┼éo ┼Ťwieci─ç, ja┼Ťniej i to ju┼╝ Polska by┼éa. Patrzy ona a niedaleko stoi studnia g┼é─Öboka, a jej pi─ç si─Ö chce niezmiernie. Podesz┼éa do tej studni, patrzy w d├│┼é i zacz─Ö┼éa ze studni─ů rozmawia─ç w swym ojczystym j─Özyku, bo w drodze nikt jej nie towarzyszy┼é, wi─Öc chcia┼éa si─Ö dowiedzie─ç od wody ┼╝ywej, czy to ju┼╝ tu.

Nagle odezwa┼é si─Ö g┼éos m─Öski. Niedaleko sta┼é Polak, m─Ö┼╝czyzna w sile wieku znacznej, porz─ůdnie ubrany i m├│wi┼é po ukrai┼äsku, znaczit krzywdy jej nie zrobi. Wypyta┼é, dziwi┼é si─Ö, ┼╝e ona sama i tak w─Ödruje, a potem niespodzianie rzek┼é:- ja mam syna i ciebie z nim w ma┼é┼╝e┼ästwie zwi─ů┼╝─Ö. A co Marina mia┼éa robi─ç? I teraz w opowiadaniu mieszkanki Domu Pomocy Spo┼éecznej pojawia si─Ö niezgodno┼Ť─ç dotycz─ůca terminu owego ┼Ťlubu, ale pozostawmy to w niepami─Öci. Marina m├│wi┼éa, ┼╝e ten jej m─ů┼╝ leniwy strasznie by┼é, nie chcia┼é mie─ç z ni─ů do czynienia i spa┼é ci─Ögiem w stodole..

Nadesz┼éa zima. Do okna kto┼Ť stuka. Eee, mo┼╝e ga┼é─ů┼║ drzewa, albo g┼éodny ptak. Nie, to m─ů┼╝ Mariny przemarzni─Öty wylaz┼é ze stodo┼éy i trz─Ös─ůc si─Ö gada, ┼╝e ogrza─ç si─Ö pragnie. Wtedy pierwszy raz wszed┼é do ich ma┼é┼╝e┼äskiego ┼éo┼╝a. Nawet przytuli┼é si─Ö do ┼╝ony raz, albo dwa. Ale nie, nie, nie, nic mi─Ödzy nimi nie by┼éo, zupe┼énie. Przytulenie tylko. Bez ┼╝adnych p┼éciowych ┼é─ůcze┼ä czy kombinacji. Nic. Marina wie. Potem on przychodzi┼é cz─Östo w mro┼║ne dni. Przytula┼é si─Ö tylko. A potem sta┼éo si─Ö tak, ┼╝e kto wie w jaki spos├│b, jakim cudem, no Marina nie wie jak: w ci─ů┼╝─Ö ona zasz┼éa. A nie mia┼éa kontakt├│w z ┼╝adnymi m─Ö┼╝czyznami. Wi─Öc jak to wyt┼éumaczy─ç? Jak? Teraz opiekunka jej, czy inny s┼éuchacz ┼Ťmieje si─Ö: ”niepokalane pocz─Öcie”. Leniwy m─ů┼╝ krzycza┼é:- zdradzi┼éa┼Ť mnie! O ty zdradliwa kobieto na drodze znaleziona. Te┼Ť─ç j─ů obroni┼é. Zawi├│z┼é do lekarza. Potem, gdy m─ůdrzy lekarze zbadali Leniwego, jego krew i inne wydzieliny orzekli, i┼╝ to musi by─ç jego dziecko. Uznali, ┼╝e widocznie, gdy si─Ö on tak do Mariny przytula┼é to w wyniku chuci niekontrolowanej wytrysn─Ö┼éo z niego co wytrysn─ů─ç mia┼éo i wp┼éyn─Ö┼éo niekontrolowanie oraz niezauwa┼╝enie do ┼╝oninej intymno┼Ťci nienaruszonej i ┼╝ycie si─Ö sta┼éo. I wszyscy si─Ö z tym zgodzili, bo lekarze mir wielki naonczas mieli i nie mo┼╝na im by┼éo podawa─ç w w─ůtpliwo┼Ť─ç ich orzeczenia. Urodzi┼éa si─Ö c├│reczka.

Marina siedzi w swoim inwalidzkim w├│zku poruszona wspomnieniami i m├│wi, ┼╝e tyle w├│wczas, przed laty nerw├│w straci┼éa, a bo to na pocz─ůtku ten strach przed wyw├│zk─ů do czyszczenia las├│w przez strasznego Stalina nakazany, potem droga przez bezdro┼╝a i w ko┼äcu za g├│rami lasami Polska posa┼╝na, dobra i maj─ůca swoje bogactwo przecudne: wolno┼Ť─ç. To zdarzenie z dzieckiem w dziwny spos├│b pocz─Ötym, to nic. Ale ja ┼╝yj─Ö, do tej pory ┼╝yj─Ö.
I Marina odwo┼╝ona na obiad, a ten jest o trzynastej godzinie, jeszcze wychyla si─Ö zza drzwi futryny, szepce: - ┼╝yj─Ö, ja ┼╝yj─Ö i pozostawia za sob─ů u┼Ťmiech szczery i niezwykle tajemniczy.
Nawet, gdy Marina niespodzianie umar┼éa, ten jej u┼Ťmiech pi─Ökny pozosta┼é. I jej tajemnicza historia zadomowi┼éa si─Ö w tym Domu na stale. Albo i d┼éu┼╝ej. Na wieki wiek├│w.

A Marina i jej u┼Ťmiech i wszystko tajemnicze z ni─ů zwi─ůzane to prawda. Najprawdziwsza jak ┼╝ycie, co min─Ö┼éo, a by┼éo.

Lech Galicki

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

24 Pa┼║dziernika 2012 roku
W wieku 80 lat zmarł Włodzimierz "Wowo" Bielicki, reżyser, scenarzysta, aktor. Publikował m.in. w Radiu Wnet


24 Pa┼║dziernika 1929 roku
Czarny czwartek na gie┼édzie przy Wall Street, zanotowano spadek warto┼Ťci akcji o ok. 30%.


Zobacz wi─Öcej