┼Üroda 24 Kwietnia 2024r. - 115 dz. roku,  Imieniny: Bony, Horacji, Jerzego

| Strona g┼é├│wna | | Mapa serwisu 

dodano: 19.02.24 - 19:44     Czytano: [315]

Ślepa Temida


W┼éadys┼éaw Ignatowski, znany powszechnie pod pseudonimem Fredek, mieszka┼é w Nienadowej, w oficynie zamienionego na szko┼é─Ö rolnicz─ů, starego dworu. Tutaj, dawno temu, urodzi┼é si─Ö s┼éawny pisarz Aleksander Fredro. I W┼éadys┼éaw - mo┼╝e i s┼éusznie - uwa┼╝a┼é si─Ö za jego potomka z nieprawego ┼éo┼╝a.

Zanim się odezwał, długo siedział w restauracji "Balaba" w Dubiecku, popijał piwo prosto z butelki i dyskretnie przysłuchiwał się biadoleniu czterech podchmielonych młokosów z Nienadowej.

- Nie trzeba wam adwokata - rzuci┼é nagle do nich. - Taki wyszczekany pyskacz, kurka wodna, wyci┼Ťnie was z forsy jak g─ůbk─Ö, a przeciwko so┼étysowi i radnemu i tak nic nie wsk├│racie.

Wiedzia┼é, ┼╝e ch┼éopcy rozbili w puch zabaw─Ö karnawa┼éow─ů, sponsorowan─ů z unijnych ┼Ťrodk├│w integracji spo┼éecznej, kt├│r─ů so┼étys Wincenty Grabowski i radny J├│zef Adamczyk zorganizowali w dawnej sali balowej pa┼éacu Fredr├│w..

Ch┼éopcy mieli ochot─Ö pota┼äczy─ç. Gdy - nie zwa┼╝aj─ůc na to, ┼╝e impreza mia┼éa charakter zamkni─Öty - pr├│bowali wej┼Ť─ç do ┼Ťrodka, zagrodzi┼é im drog─Ö so┼étys Grabowski. Dosz┼éo do k┼é├│tni, w kt├│r─ů wmiesza┼é si─Ö narwany Adamczyk. W efekcie tego, obu lokalnych w┼éodarzy, bezceremonialnie, wytarzano w ┼Ťniegu i obito im t┼éuste pyski.

Nawet korpulentny w├│jt Duplaga - wraz ze swoj─ů urocz─ů, tryskaj─ůc─ů seksapilem, now─ů partnerk─ů - ratowa┼é si─Ö ucieczk─ů przez okno.

Radny i so┼étys wynaj─Öli adwokata i wnie┼Ťli spraw─Ö do s─ůdu.

- Skoro┼Ť taki m─ůdry, Fredek, i m├│wisz, ┼╝e nie trzeba nam adwokata, to powiedz, co mamy robi─ç? - zapyta┼é Franek Giba┼éa, najstarszy z oskar┼╝onych ch┼éopak├│w.

- Powiem. Pewnie ┼╝e powiem: Tutaj potrzebny jest, kurka wodna, jeden dobry, wiarygodny i obcy ┼Ťwiadek! Nie taki, co przestraszy si─Ö, da si─Ö zap─Ödzi─ç w kozi r├│g i ani be, ani me, ani kukuryku?

- Ale┼Ť wykombinowa┼é! Sami o tym wiemy. Tylko sk─ůd takiego wzi─ů─ç?

- Podajcie mnie, a gwarantuj─Ö, ┼╝e ┼╝adnemu w┼éos z g┼éowy nie spadnie. B─Ödzie was to, powiedzmy, kurka wodna, kosztowa┼éo dwie skrzynki czerwonego wina. Jedn─ů postawicie teraz, a drug─ů po wygranej sprawie.

Ignatowski chcia┼é przypomnie─ç so┼étysowi i radnemu, ┼╝e jeszcze ┼╝yje, bo, robi─ůc list─Ö honorowych go┼Ťci zapraszanych na zabaw─Ö, najwidoczniej o tym zapomnieli.

Giba┼éa poszepta┼é co┼Ť z Ja┼Ťkiem Dyl─ůgiem, po czym odwr├│ci┼é si─Ö do W┼éadys┼éawa i powiedzia┼é:

- Dobra, stary! Nie wiemy, jak możesz nam pomóc, skoro cię tam nie było, ale umowa stoi.

- By┼éem, czy nie by┼éem? Sk─ůd mo┼╝esz o tym wiedzie─ç? Najwa┼╝niejsze, ┼╝e wiem, co trzeba powiedzie─ç. Tu idzie o co┼Ť wi─Öcej? Nie tylko o - rozumian─ů bardzo w─ůsko - sprawiedliwo┼Ť─ç!

Dwa tygodnie p├│┼║niej, na rozprawie przed S─ůdem Rejonowym w Przemy┼Ťlu, po wys┼éuchaniu ┼Ťwiadk├│w oskar┼╝enia i b┼éyskotliwej mowie najdro┼╝szego w mie┼Ťcie adwokata, kt├│ry kilka razy odwo┼éywa┼é si─Ö do jakiej┼Ť "┼Ülepej Temidy", ch┼éopcom wydawa┼éo si─Ö, ┼╝e s─ů ugotowani.

Gdy jednak "na scenie" pojawił się Ignatowski, rozprawa, niespodziewanie zamieniła się w teatr jednego aktora.

- Wysoki s─ůdzie! - W┼éadys┼éaw pochyli┼é ┼éys─ů g┼éow─Ö w kierunku wygl─ůdaj─ůcego surowo i poprawnie, jak zgrabnie skre┼Ťlony paragraf z kodeksu karnego, m┼éodego s─Ödziego. - Wybaczy S─ůd moje ┼Ťmia┼ée s┼éowa, ale musz─Ö to powiedzie─ç: Wy, prawnicy, siedzicie tutaj za pieni─ůdze. Ja natomiast, przyjecha┼éem z w┼éasnej woli, za darmo, aby za┼Ťwiadczy─ç o prawdzie! Wierz─Ö, ┼╝e S─ůd we┼║mie pod uwag─Ö wszystkie okoliczno┼Ťci, kt├│re tutaj wyjawi─Ö, i wyda sprawiedliwy wyrok.

- Sprzeciw, Wysoki Sadzie! - odezwał się adwokat. - Świadek odbiega od tematu.

S─Ödziemu spodoba┼é si─Ö ten rozs─ůdnie m├│wi─ůcy, powa┼╝ny cz┼éowiek.

- Dzi─Ökuj─Ö za zaufanie do S─ůdu. Teraz jednak prosz─Ö przej┼Ť─ç do rzeczy i powiedzie─ç nam, co pan wie w tej sprawie.

- Powiem. Pewnie, ┼╝e powiem, ale tylko to, co widzia┼éem na w┼éasne oczy. Tamtego dnia, oko┼éo p├│┼énocy, wraca┼éem z ┼╝on─ů z Dubiecka od te┼Ťciowej. W Nienadowej, przed pa┼éacem, sta┼éa grupa m┼éodzie┼╝y. Niekt├│rzy z nich zagl─ůdali przez okna do sali tanecznej, gdzie w najlepsze bawili si─Ö miejscowi dygnitarze, ale nie robili nic z┼éego. W pewnym momencie z budynku, z kijami od miote┼é w r─Ökach, wybiegli obecni tutaj so┼étys Grabowski i radny Adamczyk. Obaj zataczali si─Ö kln─ůc jak szewc, gdy zamiast w zel├│wk─Ö m┼éotkiem trafi w palec, i zacz─Öli wypycha─ç m┼éodzie┼╝ na ulic─Ö, a p├│┼║niej, bez powodu, gdy ch┼éopcy oci─ůgali si─Ö z odej┼Ťciem, grzmoci─ç kogo popadnie kijami po plecach. W ten spos├│b wszcz─Öli z niczemu niewinnymi ch┼éopakami b├│jk─Ö, w kt├│rej sami tak┼╝e musieli ucierpie─ç. P├│┼║niej w ┼Ťwietlicy pogas┼éy ┼Ťwiat┼éa i wszyscy bili si─Ö na kup─Ö, nie wiedz─ůc kto, kogo i za co szarpie za w┼éosy i ok┼éada pi─Ö┼Ťciami.

Tak to wygl─ůda┼éo, Wysoki Sadzie! Dlatego ja, jako bezstronny ┼Ťwiadek tego, po┼╝al si─Ö Bo┼╝e, incydentu, tego nadu┼╝ycia w┼éadzy, uwa┼╝am, ┼╝e so┼étysowi i radnemu woda sodowa, a dok┼éadniej m├│wi─ůc w├│dka, uderzy┼éa do g┼é├│w i nikt inny, tylko oni sami odpowiadaj─ů za wywo┼éanie tej gorsz─ůcej, publicznej burdy.

Adwokat strony skar┼╝─ůcej dwoi┼é si─Ö i troi┼é, pr├│buj─ůc podwa┼╝y─ç wiarygodno┼Ť─ç niewygodnego ┼Ťwiadka, ale nic nie wsk├│ra┼é.

Kilka dni później, w niedzielę po południu, pięciu mężczyzn siedziało przy ognisku nad stawem. Wszyscy na leszczynowych patykach piekli grube pęta kiełbasy i opędzali się od komarów. W wodzie, chłodziła się skrzynka czerwonego wina.

- Fredek, to od Fredry? - zagadn─ů┼é Jasiek Dyl─ůg.

- Tak. Dawno temu, kurka wodna, pewna panienka, w kt├│rej si─Ö zabuja┼éem i pisa┼éem dla niej wiersze, tak mnie nazwa┼éa i przylgn─Ö┼éo na ca┼ée ┼╝ycie? Chocia┼╝, du┼╝o rzeczy przemawia za tym, ┼╝e ┼é─ůczy mnie z nim jakie┼Ť rzeczywiste pokrewie┼ästwo, a nie tylko duchowe. Jednak nie czas teraz o tym opowiada─ç.

- W ka┼╝dym razie, tak jak obieca┼ée┼Ť, broni┼ée┼Ť nasze ty┼éki i za to ci jeste┼Ťmy wdzi─Öczni, Gdyby nie twoje zeznanie, to mo┼╝e siedzieliby┼Ťmy teraz w ciupie. Ale nie wiedzia┼éem, ┼╝e z ciebie taki, kuty na cztery nogi, g┼éowacz.

- M┼éody jeste┼Ť i wiele rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz.

- A o co chodzi┼éo temu adwokatowi z t─ů ┼Ťlep─ů kur─ů, czy papug─ů? - zapyta┼é Janek Maliszewski, trzeci ze ┼Ťwi─Ötuj─ůcych wygran─ů spraw─Ö oskar┼╝onych.

- Nie papug─ů, zakuta pa┼éo, tylko Temid─ů - sprostowa┼é go Giba┼éa.

Ignatowski spojrza┼é na b┼éyszcz─ůc─ů w czerwonym s┼éo┼äcu, spokojn─ů jak lustro tafl─Ö wody.

- Jak ci to wyt┼éumaczy─ç, m┼éodzie┼äcze??? - Najpro┼Ťciej m├│wi─ůc, Temida, to taka pi─Ökna, nie┼Ťmia┼éa dama, do kt├│rej wszyscy czuj─ů mi─Öt─Ö; kt├│ra - jak wy to dzisiaj m├│wicie - chcia┼éaby i boi si─Ö. A na dodatek chce by─ç jeszcze sprawiedliwa i dawa─ç ka┼╝demu wedle jego zas┼éug. Nie zawsze jednak jej si─Ö to udaje. Dlatego, zdarza si─Ö, ┼╝e obdarza wzgl─Ödami kogo┼Ť, kto sobie na to niczym nie zas┼éu┼╝y┼é. Ale - jakby powiedzia┼é Cze┼Ťnik z komedii "Zemsta" s┼éawnego Aleksandra, w kt├│rego ogrodzie siedzimy: Mo┼╝e ona jest i ┼Ťlepa, mocium panie, ale na pewno nie g┼éucha, wi─Öc, aby zrzuci┼éa dla ciebie to i owo ze swojego zgrabnego, boskiego body, trzeba - jak ka┼╝dej kobiecie - szepta─ç jej do ucha czu┼ée s┼é├│wka.

Wies┼éaw Hop - pisarz i publicysta zwi─ůzany z Podkarpaciem (Rzeszowski Oddzia┼é Zwi─ůzku Literat├│w Polskich). Autor sze┼Ťciu powie┼Ťci (Spacer ze ┼Ťmierci─ů, Wbrew woli, Poranek pe┼éen nadziei, Przed wyrokiem, O p├│┼énocy w Bieszczadach i D┼éuga noc) oraz zbioru opowiada┼ä Wilki i ludzie i inne bieszczadzkie opowie┼Ťci). W 2020, za dzia┼éalno┼Ť─ç pisarsk─ů, odznaczony honorow─ů odznak─ů "Zas┼éu┼╝ony dla Kultury Polskiej", laureat konkurs├│w literackich oraz nagrody "Z┼éote Pi├│ro 2021" w kat. proza, a tak┼╝e "Ksi─ů┼╝ka Roku 2021". Wszystkie wymienione powie┼Ťci autora, z wyj─ůtkiem Poranek pe┼éen nadziei, zosta┼éy r├│wnie┼╝ wydane w formie audiobook├│w przez Wydawnictwo Lind & Co, wi─Öc s─ů tak┼╝e dost─Öpne w wersji do s┼éuchania.

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

24 Kwietnia 1945 roku
Oddział ppor. Mariana Berciaka ps. "Orlik" rozbił siedzibę POBP w Puławach. Uwolniono 107 więźniów


24 Kwietnia 1784 roku
Zmarł Franciszek Bohomolec, polski komediopisarz, publicysta (ur. 1720)


Zobacz wi─Öcej