
Dodano: 17.12.06 - 19:41 | Dział: Głos Polonii
Grudniowe refleksje
JeÅ›li wierzyć sondażom corocznie organizowanym z okazji rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, to wiÄ™kszość spoÅ‚eczeÅ„stwa nieodmiennie uważa, że byÅ‚o to dziaÅ‚anie konieczne a gen. Jaruzelskiemu za ten bezprzykÅ‚adny akt odwagi oraz lojalnoÅ›ci wobec sowieckiego okupanta należą siÄ™ od narodu polskiego najwyższe wyrazy uznania, oraz – jakżeby inaczej, stosowne odznaczenia i gratyfikacje.
W poprawnościowych środkach masowego przekazu starannie dobrani eksperci a także bezpośredni świadkowie tamtych lat ze śmiertelną powagą i równie śmiertelnym przekonaniem edukują młode pokolenia według jedynie słusznego schematu, wypracowanego prawdopodobnie swego czasu przy którymś z podstolików w Magdalence.
Siła słowa drukowanego w tzw. najpoważniejszych gazetach, kolorowych tygodnikach i innych okazjonalnych periodykach historycznych jest porażająca. Racje tam podane nie mogą budzić sprzeciwu maluczkich i niedouczonych.
Jeszcze potężniejsze dziaÅ‚anie ma radio a nade wszystko – telewizja. Tutaj „odbiorca – delikwent” nie musi siÄ™ specjalnie wysilać czytaniem trudnych tekstów.
Wystarczy popatrzeć, posÅ‚uchać i przyjąć do wiadomoÅ›ci. Wszak: „podano w radiu” lub „pokazano w telewizji”. Jakże miÅ‚o tkwić w bÅ‚ogim przekonaniu, że po konsumpcji wiedzy wyÅ‚ożonej przez niepodważalne autorytety, posiadÅ‚ siÄ™ niemal tajemnicÄ™ „kamienia filozoficznego”. I to sÅ‚odkie przekonanie, że z chwilÄ… poznania jedynej i niepodważalnej prawdy, można już siÄ™ zaliczać do grona ludzi inteligentnych i na tzw.: poziomie. Ma siÄ™ rozumieć, do tego grona, skupionego przede wszystkim w salonach „warszawki” i „krakówka”; tych wszechnic wiedzy prowadzonych przez cadyków spod znaku GW, Polityki, Nie, Angory, Wprost czy Faktów i Mitów. Od tych „Å›wiÄ™tych mężów” roi siÄ™ także w stacjach radiowo-telewizyjnych, tak paÅ„stwowych jak i prywatnych. Stosowane tam metody ogÅ‚upiania odbiorców tchnÄ… podobnym profesjonalizmem jak w przypadku rynku czytelniczego.
Jak to siÄ™ robi? W czym tkwi źródÅ‚o owego profesjonalizmu? To proste, wynika ze znajomoÅ›ci prawideÅ‚ socjotechniki. Na przykÅ‚ad, bardzo sprytnym sposobem jest stwarzanie pozorów rzeczowoÅ›ci i obiektywizmu, podpartego wyważonym tonem i gotowoÅ›ciÄ… uznania zasÅ‚ug wszystkich zainteresowanych stron. W przypadku osób na które „Salon” patrzy okiem niechÄ™tnym: jedynie pewnych zasÅ‚ug. OczywiÅ›cie, w kontekÅ›cie dalszych wywodów blednÄ… one wobec ogromu zÅ‚a, ciemnoty i zatabaczenia, jakie te osoby reprezentujÄ…. (O osobach tych za chwilÄ™).
W dyskusji o sensie wprowadzenia stanu wojennego eksperci „Salonu” posiÅ‚kujÄ… siÄ™ wÅ‚aÅ›nie wspomnianymi wyżej Å›rodkami. Generalnie wiÄ™c stawiana jest teza, że bohaterami tamtych czasów byli wszyscy ich uczestnicy. Co formalnie nie ulega wÄ…tpliwoÅ›ci.
Z jednej strony byli nimi: Jaruzelski, Kiszczak i pomniejsza generalicja oraz sekretarze PZPR. Wprawdzie „nie chcieli, ale musieli”. Także trudno zarzucić coÅ› ZOMO-wcom; dostali rozkaz, wiÄ™c robili co trzeba, a wiadomo: „gdzie drwa rÄ…biÄ… tam wióry lecÄ…”.
Po drugiej stronie barykady jeszcze weselej. Wszyscy byli cacy i oky. Weźmy takiego WałęsÄ™ czy Moczulskiego. Czy to ich wina, że byli kiedyÅ› „TW” i nie mieli czasu siÄ™ do tego przyznać? Albo, choć nie należy to już bezpoÅ›rednio do tematyki stanu wojennego, czy to ich wina, że podobnie jak Donald Tusk, nie lubili premiera Jana Olszewskiego? Każdemu wolno.
Albo panowie: Michnik, Geremek, Modzelewski czy KuroÅ„ oraz ich pomniejsi koledzy, czÄ™sto o dziwnie niepolsko brzmiÄ…cych nazwiskach? To nie ich wina, że byli dziećmi stalinowców uwikÅ‚anych we frakcyjne walki w Å‚onie PZPR, próbujÄ…cymi odegrać siÄ™ za porażki rodziców w walce „natoliÅ„czyków” z „puÅ‚awianami” czy jak kto woli: żydów z chamami.
W potężnym ruchu „Solidarność” upatrywali doskonałą okazjÄ™ zaÅ‚atwienia swoich partykularnych interesów politycznych. Można byÅ‚o przy tym z lekka dokopać niektórym towarzyszom, którzy nazbyt serio i dosÅ‚ownie brali sobie do serca rozkazy Moskwy dotyczÄ…ce inwigilacji i kontroli trockistowskiej opozycji w Polsce.
Do niekwestionowanych bohaterów stanu wojennego wypada zaliczyć również pana „Siłę Spokoju” vel Tadeusza Mazowieckiego, który chyba nigdy nie zdobyÅ‚ siÄ™ na przeprosiny za paszkwile na hierarchów koÅ›cioÅ‚a katolickiego, produkowane w latach 50-tych w reżimowych gazetach.
Można też uznać nim pana Bujaka Zbigniewa, który ze wstrÄ™tem pozbyÅ‚ siÄ™ na aukcji u swoich przeÅ›ladowców, małżeÅ„stwa Kiszczaków, znaczka „SolidarnoÅ›ci”.
A teraz ci źli, ciemni i zatabaczeni, których dyplomatycznie należy wspomnieć, ale broń Boże, nie w formie peanów, jak: Anna Walentynowicz, małżeństwo Gwiazdów, Krzysztof Wyszkowski, czy ks. prałat Jankowski. Owszem, ci państwo coś tam robili ale obecnie zagubili się i potrafią jedynie jątrzyć i przeszkadzają w konsumpcji magdalenkowych ustaleń. To ci żyjący.
Jeszcze kłopotliwiej wygląda dla twórców teorii o wspólnym bohaterstwie, sprawa pomordowanych i zakatrupionych w lasach, na ulicach i w komisariatach, księży: Popiełuszko, Suchowolca, Niedzielaka czy Zycha lub młodych gniewnych jak: Przemyka, Włosika czy Samsonowicza.
A za nimi stojÄ… także na wiecznej warcie rzesze, w wiÄ™kszoÅ›ci nieznanych ogółowi ludzi, noszÄ…cych wtedy w sercach a niekoniecznie w klapach, symbole „Polski WalczÄ…cej” oraz „Bóg – Honor – Ojczyzna. Polegli od kul, paÅ‚, gazów i pięści - tej, co to „gruchocze koÅ›ci” i „obcina rÄ™ce” i uzurpowaÅ‚a sobie prawo do statusu „jedynej przewodniej siÅ‚y” a jej szeregi naszpikowane byÅ‚y nie polskimi życiorysami.
DziÅ› owe „życiorysy” znowu czajÄ… siÄ™ za mosiężnymi tabliczkami zdobiÄ…cymi drzwi najważniejszych gabinetów w najdostojniejszych instytucjach i urzÄ™dach Rzeczpospolitej. I one sÄ…, m.in. powodem nadal aktualnego pytania, rzuconego z sejmowej trybuny pewnej dramatycznej nocy: „Czyja Polska”?!
Stanisław Komorski
Szwajcaria, 13 grudnia 2006