Dodano: 12.08.08 - 11:42 | Dział: Na każdy temat

Pucybut czy cinkciarz?

W wigiliÄ™ Powstania Warszawskiego, spacerujÄ…c po warszawskiej Starówce, z przyjemnoÅ›ciÄ… zauważyÅ‚em wyrafinowanego Pucybuta, stojÄ…cego na rogu Placu Zamkowego, z pudÅ‚em past i szczotek. Nie zauważyÅ‚em, żeby ktoÅ› usiÅ‚owaÅ‚ skorzystać z jego usÅ‚ug – pewnie z obawy, żeby Pucybut nie pobrudziÅ‚ sobie Å›licznej biaÅ‚ej koszuli ze sztywnym koÅ‚nierzykiem, albo innej jakiejÅ› części stylowej garderoby, których to części nie jestem w stanie nawet nazwać. Pomimo tego, wydaje mi siÄ™, że jego przesÅ‚anie jest jasne i zrozumiaÅ‚e dla kłębiÄ…cej siÄ™ wokół i zajadajÄ…cej lody mÅ‚odzieży: oto jest droga do tych upragnionych milionów! TÄ™dy podążali amerykaÅ„scy Rotszyldowie i Rokefelerzy: bierzcie siÄ™ do roboty, a Å›wiat leży przed wami otworem!

Dwa tygodnie temu minęła 17 rocznica Å›mierci MichaÅ‚a Tadeusza Falzmanna, o którym pokolenie dzisiejszych studentów szkół wyższych nigdy nie sÅ‚yszaÅ‚o, którego zdjÄ™cia nigdy nie widziaÅ‚o i nie ma bladego pojÄ™cia z jakiego powodu nazwisko jego miaÅ‚oby być warte zapamiÄ™tania. KtoÅ› może sÅ‚yszaÅ‚ hasÅ‚o „FOZZ”, toczyÅ‚ siÄ™ bowiem skandaliczny proces karny, wokół którego wrzaÅ‚y jakieÅ› spory, wytaczano jakieÅ› personalne zarzuty. Nazwisko Falzmanna, podobnie jak i jego szefa, profesora Waleriana PaÅ„ki, którego 17 rocznicÄ™ Å›mierci bÄ™dziemy obchodzić (to dobre sÅ‚owo: obchodzić z daleka!) za trzy miesiÄ…ce – w trakcie tego procesu taktownie pomijano, a uwagÄ™ publicznoÅ›ci skupiano na niezapomnianej sÄ™dzi Barbarze Piwnik i jej zmienniku, Andrzeju Kryże. O co naprawdÄ™ w tym procesie chodziÅ‚o? Tego nikomu pojąć: wiadomo, że o jakieÅ› przekrÄ™ty, o jakieÅ› miliony, być może tylko stare, a może nawet nowe – ale kogo to dzisiaj może interesować? Codziennie gazety donoszÄ… o kolejnych przekrÄ™tach, tu miliony, tam tylko setki tysiÄ™cy, gdzieniegdzie w ogóle jakaÅ› Å›mieszna niegospodarność, albo nienależna korzyść majÄ…tkowa – kto by dziÅ› sobie tym wszystkim gÅ‚owÄ™ zawracaÅ‚? Wiadomo: gdzie drwa rÄ…biÄ…, tam wióry lecÄ…, gdzie krÄ™cÄ… siÄ™ miliony i miliardy, tam muszÄ… być przekrÄ™ty, taka jest natura rzeczy. Kapitalizm to nie „Caritas”, panujÄ… tu twarde, mÄ™skie prawa rynku, wygrywajÄ… tylko ci, którzy sÄ… sprytni i pomysÅ‚owi, którzy czujÄ… Ducha Czasu, dla innych nie ma litoÅ›ci! Dla niesprytnych, niepomysÅ‚owych, dla sÅ‚abych i starych – cóż, dla nich, jak siÄ™ dorobimy, stworzymy jakieÅ› ochronki, jakieÅ› zakÅ‚ady opiekuÅ„cze. Chwilowo jeszcze muszÄ… trochÄ™ poczekać.

Nazwisko MichaÅ‚a Falzmanna musi być zapomniane ponieważ odziera historycznÄ… transformacjÄ™ ustrojowÄ… i NowÄ… PolskÄ™ z blasku chwaÅ‚y moralnego zwyciÄ™stwa nad Imperium ZÅ‚a i pognÄ™bienia komunizmu. Falzmann ujawnia, że kamieniem wÄ™gielnym polskiego kapitalizmu lat 90. nie byÅ‚a ciężka i mrówcza praca przyszÅ‚ych polskich rotszyldów, nie mobilizacja moralna nieugiÄ™tych dywizji SolidarnoÅ›ci, nie bohaterstwo podziemnego oporu i naziemnej mÄ…droÅ›ci wielkich przywódców, ale wyrafinowane, dokonywane na wielkÄ… skalÄ™….cinkciarstwo.

Dzisiejsza mÅ‚odzież nie wie co oznacza sÅ‚owo cinkciarz i nie może go sobie wyobrazić. Jest to okreÅ›lenie osobnika, jakich, za późnego PRL peÅ‚no byÅ‚o pod bankami, peweksami i innymi miejscami obracajÄ…cymi przedmiotami zbytku, którzy szli cichutko za każdym napotkanym cudzoziemcem szepcÄ…c czeÅ„dżmanej, czeÅ„dżmanej, a za krajowcami dolary, dolary… Byli to ludzie absolutnie nierzucajÄ…cy siÄ™ w oczy, szarzy, bezimienni, niczym nie przyciÄ…gajÄ…cy uwagi przechodniów. Ale to wÅ‚aÅ›nie oni byli cichymi bohaterami tamtych czasów, czyniÄ…cymi nasze życie odrobinÄ™ bardziej znoÅ›nym, bardziej komfortowym. Za 10 funtów, profesor uniwersytetu, mógÅ‚ odtworzyć całą swojÄ… miesiÄ™cznÄ… pensjÄ™, za niecaÅ‚ego dolara kupowaÅ‚o siÄ™ butelkÄ™ eksportowej wódki. DziÅ› za dolara nie kupi siÄ™ nawet filiżanki herbaty. CaÅ‚kiem niedawno goÅ›ciÅ‚em w warszawskim Hotelu „Grand”, gdzie mnie umieszczono, bo przyjechaÅ‚em na ważne posiedzenie ważnej naukowej komisji. WstÄ…piÅ‚em wieczorem do baru naprzeciwko i poprosiÅ‚em o herbatÄ™. CoÅ› w moim widoku poruszyÅ‚o kasjerkÄ™, nieprzywykłą do oglÄ…dania podobnych goÅ›ci w pobliżu ważnego Hotelu „Grand”, bo patrzÄ…c na mnie ze współczuciem, powiedziaÅ‚a: Herbata droga, proszÄ™ pana, może pan weźmie kompot.

Jak dzisiaj wiemy (a wówczas się tego tylko domyślaliśmy) byli to, prawie bez wyjątku, cisi, szarzy, pracownicy służb, którzy na robocie, nieco sobie na boku dorabiali. Cisi mieli koncesję, gdyby się tam pojawił jakiś cinkciarz-amator niekoncesjowany, to szybko go przepędzano. Była to bowiem działalność jak najbardziej sprzeczna z prawem. Było to przestępstwo powszechnie akceptowane i tolerowane, bo każdy, kto tylko mógł, z tego korzystał. Dla nas, zwykłych zjadaczy chleba, był to element cichej walki z systemem, a to, że pośrednikami w tej walce byli funkcjonariusze tego systemu, nikomu specjalnie nie przeszkadzało. Wykorzystywaliśmy wszyscy różnice kursów wymiany w banku i na czarnym rynku.

Kiedy nadeszÅ‚y zÅ‚ote czasy transformacji, ktoÅ› – na razie nie wiemy jeszcze dokÅ‚adnie KTO? – podpowiedziaÅ‚ naszym kagebistom, że lepszy interes, niż na różnicy kursów wymiany, można zrobić na różnicy oprocentowania walut w Polsce i za granicÄ…! Nazywa siÄ™ to carry trade, który wykorzystuje tzw. spread. Robi siÄ™ to po caÅ‚ym Å›wiecie, jest tylko ryzyko zwiÄ…zane z niepewnoÅ›ciÄ…, co do stabilnoÅ›ci kursów wymiany i oprocentowaÅ„. Risk? – skazali nasi kagebiÅ›ci – a kakoj risk?! Czyż to nie my decydujemy o tym, jaki jest kurs wymiany i jakie sÄ… stopy procentowe?! U nas nikakowo riska byt nie możet.
I odblokowali system, niczym mechanizm blokujący w maszynie losującej totolotka! I lawina finansowa ruszyła!

Postacią symboliczną tego odblokowania jest szary cinkciarz i ubek, natychmiastowy miliarder i senator, Aleksander Gawronik, który jednej nocy otworzył na wszystkich przejściach granicznych, legalne już, kantory wymiany walut. Za jego śladem poszli inni i przy każdym banku i na każdym targu wykwitły, jak Polska długa i szeroka te dobroczynne transformatory pieniędzy.

Ale na wyższym szczeblu, niedostÄ™pnym dla szeregowych kagebistów, na szczeblu, by tak rzec oficerskim, obejmujÄ…cym wysokich urzÄ™dników, dyrektorów departamentów, ministrów, prezesów banków, dyrektorów i prezesów central handlu zagranicznego – tam to nowe cinkciarstwo przyjęło formÄ™ bardziej wyrafinowanÄ… i dla zwykÅ‚ego Å›miertelnika niezauważalnÄ…. Tam nie chodzono do kantorów, tam posÅ‚ugiwano siÄ™ dalekopisem, teleksem, cichymi transferami bankowymi. Jedynym ewentualnie zauważalnym elementem tych procesów byÅ‚y co najwyżej wyrastajÄ…ce z dnia na dzieÅ„ fortuny, przejawiajÄ…ce siÄ™ luksusowymi rezydencjami, jachtami i tym wszystkim, które jego jest.

Kiedy się czyta biogramy imperatorów III RP zamieszczone w książce Gabryela i Zieleniewskiego Piąta władza, czyli kto naprawdę rządzi Polską?, wydaną już 10 lat temu, to zadziwia uderzające podobieństwo ich karier: wszyscy oni, za czasów PRL, robili w dolarach, eksport-import, staże zagraniczne w różnych biurach handlowych, o związkach ze służbami, naturalnie, się nie pisze, bo autorzy chcieli uniknąć procesów, takich jakie jeden z ich imperatorów wytoczył autorom książki Via bank i FOZZ.

No, cóż, fortuna variabilis, nasz imperator gdzieś przepadł bez śladu i nie mogą go odnaleźć rozsyłane po świecie listy gończe, Może jeszcze kiedyś wypłynie, gdzieś na Wschodnim Wybrzeżu, albo w Chinach, albo na Zabajkalu. Naszym artystom i specom od piaru trzeba podpowiedzieć, że na symbol mitu założycielskiego III RP nie nadaje się pyszny, kolorowy, umazany pastą do butów, pucybut! To raczej szary, cichy, niepozorny cinkciarz, szepcący nam do ucha na ulicy czeńdżmanej, czeńdżmanej.

Jerzy Przystawa
Wrocław, 2 sierpnia 2008