Dodano: 09.02.08 - 13:51 | Dział: Na każdy temat

Pomóc, czyli...

prawdopodobnie zaszkodzić...




Pewien mędrzec opowiedział mi zwykłą historię o niezwykłych ludziach. Nie miał wcale stu sędziwych lat, lecz bagaż doświadczeń, których był sprawcą i świadkiem. Zasiał we mnie ziarno prawdy bliskiej nam wszystkim. Opowiedział o czymś banalnym i rzeczywistym, obudził nadzieję na przyszłość oraz uświadomił moc, ukrytą na dnie ludzkich serc. Pozwolił uwierzyć w potencjał jaki tkwi w każdym z nas i pozwolił zrozumieć mi fakt, że jeżeli naprawdę w życiu czegoś pragniesz, to Twoje działanie i działanie wszystkich otaczających Cię ludzi sprzyja ku temu, abyś upragniony cel mógł osiągnąć, abyś mógł zrealizować najskrytsze ze swoich marzeń. Rzecz tkwi w tym, że trzeba być świadomym swoich pragnień, że bezwarunkowo trzeba uwierzyć w nasze powodzenie oraz w to, że przede wszystkim sami możemy sobie pomóc, ponieważ nikt i nic nie może zastąpić nam naszej woli.

Na murawie obok Suinsbury's leży człowiek. Czaro-biała gazeta osłania jego głowę. Jest południe, obok przechodzą liczni przechodnie, Anglicy, Turcy, Litwini i Rosjanie, Muzułmanie, Katolicy, Chrześcijanie i... Rodacy. Większość z nich nawet nie spojrzy w tamtą stronę, obojętnie omijają go, podążając swoją drogą. Ulicą obok przejeżdżają motocykle i samochody. Mijają minuty, kolejny kwadrans, wreszcie godzina. Nikt nigdzie nie dzwoni, nie wzywa pomocy. Nie ma też jeszcze policji, zupełnie jakby to był codzienny obrazek, na stałe wpisany w całokształt londyńskiej ulicy.

Człowiek nie porusza się, niewiadomo, czy oddycha, czy żyje, czy zasłabł i potrzebuje pomocy, a może jest chory, albo po prostu tą murawę wybrał na miejsce swojego zamieszkania? Dwoją i troją, mnożą i potęgują się różne pytania. To prawdopodobnie mężczyzna, ani stary, ani młody, ubrany w jeansowe spodnie i skórzane, jesienne buty. Jako schronienie służy mu jedynie ta gazeta. Raz pada deszcz, za chwilę zza chmur wygląda słońce, podgląda świat z góry, a rzecz dzieje się w zasięgu naszej dłoni.
W pewnym momencie podchodzi do niego młoda kobieta. Zbliża się nie pewnie, stawia nogi ociężale, jest w zaawansowanej ciąży. Tylko ona nie potrafi przejść obojętnie, bije w niej ludzkie serce. Pochyla się nad ofiarą niedbale i próbuje go dotknąć, ocudzić, obudzić, na nowo powołać do życia, bo wygląda jakby nie oddychał. Powolnym, niepewnym ruchem, delikatnie jak poranna rosa, dotyka jego ramienia. Po sekundzie drgnienie powtarza, cała drży, jedyną siłę jaką w przedsięwzięcie wkłada można porównać do trzepotu skrzydeł motyla.

- Proszę pana, proszę pana. - Szepcze półgłosem. - Proszę pana, może pan potrzebuje pomocy? Tu za rogiem jest Armia Zbawienia, proszę pana, niech pan na mnie chociaż spojrzy. - Po kilku minutach postać leżąca na trawie przeciąga się frywolnie, leniwie otwiera oczy, nie kryje zdziwienia na reakcję kobiety.
- O co chodzi? Niech mnie pani nie szarpie! Niech mnie pani zostawi! W czym problem do jasnej cholery? - Robi siÄ™ coraz bardziej wulgarny.
- W niczym. Sądziłam... . - Głos jej się łamie. Nie spodziewała się takiego odzewu, chociaż nie liczyła też na nic. - Przepraszam musiałam pana z kimś pomylić. - Wycofuje się w pośpiechu. Ów mężczyzna przewraca się na bok, jeszcze trochę poirytowany, że ktokolwiek zakłócił jego spokój. Brak mu refleksji, że swoim zachowaniem mógł wzbudzać troskę i niepokój wśród przypadkowych przechodniów, którzy zainteresowali się jego życiem i zdrowiem, jego losem.

ObojÄ™tność wobec ludzkiej tragedii jest szokiem, ale szokiem jest też bagatelizowanie czyjejÅ› pomocnej dÅ‚oni. Nie co dzieÅ„ uÅ›miecha siÄ™ do nas szczęście, nie co dzieÅ„ wygrywamy los na loterii, nie co dzieÅ„ ktoÅ› inny zauważy nas w tÅ‚umie – zanim podepcze. Jednak nie wielu z nas potrafi obejrzeć siÄ™ za siebie, rozejrzeć wokoÅ‚o i dostrzec coÅ› wiÄ™cej oprócz wÅ‚asnego dramatu. Wszyscy z natury jesteÅ›my egoistami. Ci, którzy bezustannie wyciÄ…gajÄ… dÅ‚onie po wiÄ™cej, jak i Ci, którzy obdarowujÄ… nas prezentami, oni też zaspakajajÄ… swoje potrzeby, poczucie bycia ważnym i akceptowanym.

Na Richmond od trzech lat mieszka pewna polska rodzina. ZupeÅ‚nie przeciÄ™tna, jakich w Londynie jest wiele. Kupiony dom, wÅ‚asna firma, zdrowe, piÄ™kne dzieci uczÄ™szczajÄ…ce do szkoÅ‚y. Wiedzie im siÄ™ dobrze, może nawet lepiej niż przeciÄ™tnie. Zauważyli to znajomi w Polsce, kiedy Kowalscy dwa razy w roku wpadajÄ… tam na urlop lub wakacje. Normalna, oczywista sprawa, kiedy ktoÅ› żyje w “biedzie”. Jak grzyby po deszczu wyrastaÅ‚y szczere intencje o potoczne “Å›ciÄ…ganie”, zaÅ‚atwianie, pomaganie. OkazaÅ‚o siÄ™, że Kowalscy majÄ… duże możliwoÅ›ci i dobre serca. Najpierw przyjechaÅ‚ do nich sÄ…siad, potem kolega, nastÄ™pnie kolegi żona. Rozpoczęła siÄ™ nieskoÅ„czona batalia narzekaÅ„ i żądaÅ„, że praca jest nie taka, mieszkanie za drogie, Londyn zbyt rozlegÅ‚y, dzieÅ„ pracy nieskoÅ„czenie dÅ‚ugi. Do tego zbyt wygórowane wymagania i nauka jÄ™zyka, z którego zaznajamianiem siÄ™ nikt z przybyszy nie ma ochoty. Dlaczego? Odpowiedź jest zawsze oczywista i prosta. Przyjechali tu tylko na kilka miesiÄ™cy, aby zarobić porzÄ…dne pieniÄ…dze, nie mogÄ… wiÄ™c tracić czasu ani na naukÄ™ a jeszcze bardziej na pracÄ™ za marne grosze. Kowalski powinien wszystko zaÅ‚atwić, przecież siÄ™ zobowiÄ…zaÅ‚ udzielić swoim znajomym pomocy. Kowalski uczyniÅ‚ co byÅ‚o w jego mocy, nie zadowoliÅ‚ jednak swoich kolegów.

Moja babcia, której niestety już nie ma na tym Å›wiecie zawsze opowiadaÅ‚a mi bajki na dobranoc. OpowieÅ›ci byÅ‚y barwne, jaskrawe, na zawsze zapadÅ‚y w mojÄ… pamięć. Odkurzam je czasami, bo każda nich niosÅ‚a z sobÄ… pewne przesÅ‚anie o Å›wiecie. Bajki byÅ‚y opatrzone moraÅ‚em, którego istotÄ™ zrozumiaÅ‚am po wielu latach w Å›wiecie dorosÅ‚ych ludzi. W jednej z nich starzec odmawia pomocy maÅ‚ej dziewczynce, która z kolei odmawia zgody na to, by przed posiÅ‚kiem umyć zabrudzone rÄ™ce. Spokojnym tonem powtarza jej kilkakrotnie “jeÅ›li chcesz komuÅ› pomóc, najpierw siÄ™ zastanów, pomyÅ›l zanim cokolwiek zdecydujesz siÄ™ zrobić, bo możesz kogoÅ› rozczarować, możesz mu zaszkodzić, mimo, że masz dobre intencje”.
Dobrze się zastanów nad wszystkim, nad tym co mówisz i robisz. Słowa bardziej niż czyny potrafią ranić, łatwiej zbudzić nadzieję, rozpalić ogień, niż potem stanąć do pożaru.

W każdym z nas drzemie potencjaÅ‚ nieskoÅ„czenie wielki, każdy z nas nosi w sobie wewnÄ™trzne siÅ‚y, które nakazujÄ… mu dziaÅ‚ać, kiedy widzi zagrożenie. Tym zagrożeniem nie koniecznie musi być ludzka tragedia, czasami jest nim zwyczajna zazdrość, czy rozbudzona potrzeba posiadania, bycia, smakowania rozkoszowania, czÄ™sto na małą chwilÄ™, krótszÄ…, niż mrugniÄ™cie powieki. Wszyscy sami potrafimy na to zapracować, wtedy każdÄ… zdobycz cenimy i pielÄ™gnujemy, jakby byÅ‚a czymÅ› unikatowym, doskonaÅ‚ym i niezwykle dobrym. Nasz apetyt na pomaganie i branie jest nieskoÅ„czenie wielki, problem tkwi w tym, że nie jesteÅ›my na to przygotowani, że nie potrafimy udźwignąć narzuconego nam ciężaru, bo nie możemy odpowiadać za gusta i potrzeby innych, jeżeli nie sÄ… naszymi dziećmi. CzÄ™sto pomagajÄ…c bardzo Å‚atwo można siÄ™ pomylić, można stracić prawdziwych przyjaciół banalnego z powodu – różnicy i natężenia oczekiwaÅ„. Trudno jest zauważyć jak cienka jest granica, za którÄ… rozpoczyna siÄ™ ludzka krzywda.

Jesteśmy przede wszystkim w stanie sami sobie pomóc, bo najlepiej potrafimy określić swoje potrzeby. Jeżeli zdobywamy się na działanie, które w naszym pojęciu stanowi wyzwanie, to z pewnością potrafimy mu sprostać, a jeżeli pojawiają się trudności, to najlepszą pomoc stanowi cudza rada płynąca prosto z serca, wyrosła na gruncie czyjegoś doświadczenia. Ciężka praca musi należeć do nas. Tylko taki sukces może zagwarantować nam powodzenie i satysfakcję, tylko taka droga buduje prawdziwe, wieloletnie przyjaźnie.

Wreszcie przychodzi mi na myÅ›l stara jak Å›wiat maksyma “ jeżeli czegoÅ› pragniesz to caÅ‚y Å›wiat, wszystkie siÅ‚y zmierzajÄ… ku temu, by Ci pomóc”, nie znaczy to nic ponad to, że jeżeli czegoÅ› naprawdÄ™ chcesz, obojÄ™tnie czego: nowego domu, samochodu, pracy, luksusowych wakacji, uznania, prestiżu, zdrowia, to caÅ‚e Twoje ciaÅ‚o, wszystkie Twoje zmysÅ‚y, Twój sposób życia i myÅ›lenia zmierza ku temu, by taki cel osiÄ…gnąć. W Twojej gÅ‚owie powstajÄ… strategie, dziaÅ‚ania, rodzÄ… siÄ™ pomysÅ‚y, sposoby ich realizowania, pojawiajÄ… siÄ™ ludzie, którzy nie zrobiÄ… niczego za Ciebie, ale zechcÄ… CiÄ™ wesprzeć. Zmienia siÄ™ Twoje życie, rozwija i trwa dziaÅ‚anie. Nie porzucasz niczego, jeżeli pragniesz, jeżeli naprawdÄ™ chcesz! Czasami proces jest żmudny, trudny i dÅ‚ugotrwaÅ‚y. Czasami trwa miesiÄ…cami i latami, może nawet nie raz i nie dwa brakuje Ci siÅ‚ zarówno tych fizycznych, jak i psychicznych, ale przecież warto wierzyć i ufać przede wszystkim sobie.

Bez świadomości i woli możemy być jedynie liściem na wietrze podczas londyńskiej jesieni. Spadniemy na ziemię zanim pomoże nam w tym wiatr i deszcz.
Nie wolno nam być na ludzkie zdarzenia obojętnym, nie wolno nam nigdy odmawiać pomocy, trzeba tylko pamiętać, że rozwaga i umiar są we wszystkim konieczne i lubią w parze iść obok siebie.
Właśnie o szyby zaczął dzwonić jesienny, londyński, niemalże codzienny i tak naturalny dla tej przestrzeni... deszcz. Zanim poproszę przyjaciela o pomoc, najpierw zaparzę nam wybornej, zielonej herbaty. Potem kiedy jej aromat wypełni nasz pokój, sama pokuszę się o jeszcze jedno doświadczenie..., kto wie jaki skutek przyniesie tym razem... ?

Małgorzata Bugaj-Martynowska