
Dodano: 06.12.25 - 14:25 | Dział: Kresy w życiu Polski i narodu polskiego
Porozmawiajmy szczerze o wojnie na Ukrainie
Kolejnych 50 tysięcy ukraińskich byczków przyjechało na wypas do Polski na koszt podatnika polskiego
Jak podają polskie media (m.in. Interia Biznes 4.12.2025) od września do połowy listopada ponad 50 tysięcy młodych ukraińskich poborowych, którzy nie chcą walczyć i ginąć za Ukrainę, przyjechało do Polski i wystąpiło o tzw. status ochronny w Polsce. Czyli polski podatnik musi im zapewnić dach nad głową, "wikt i opierunek". Z pewnością bardzo wiele tych "bohaterskich" byczków nie pochodzi z terenów objętych walkami. Przyjechali z miast i wsi, gdzie o wojnie "ani widu, ani słychu". To na pewno nie są uchodźcy wojenni. To są cwaniaczki, którzy przyjechali na darmowy urlop do Polski. Szczególnie ci, którzy nie podejmą żadnej pracy.
Czy Polska ma naprawdę międzynarodowy obowiązek fundować takim obcokrajowcom-cwaniaczkom darmowy urlop? Wszystko ma swoje granice. Polska nie ma worka bez dna z pieniędzmi. Mamy potężny deficyt budżetowy. 2,5 miliona Polaków żyje w nędzy. Nie ma pieniędzy na leczenie Polaków. A tu przyjeżdża sobie do nas, jakby to był jego folwark jeden i drugi ukraiński cwaniaczek, który ma w d... los swojej ojczyzny, czym udowodnił swoją ucieczką z kraju, i żąda od nas pełnego utrzymania na nasz koszt. Jeśli te ukraińskie byczki pochodzą z Wołynia, to jest duże prawdopodobieństwo, że są to wnukowie ukraińskich rezunów, którzy masowo i w straszliwie brutalny sposób mordowali mieszkających tam od wieków Polaków. Poza tym, jak to udowadniają dane policyjne w każdym kraju, tak wielka grupa młodzików-imigrantów zagraża bezpieczeństwu wewnętrznemu - w tym wypadku Polaków (pijaństwo, burdy uliczne, piractwo drogowe, złodziejstwo, mamy teraz nawet ukraińskich terrorystów Putina), a szczególnie Polek, bo dziura w desce im nie wystarczy. A poza tym czy Polacy chcą, aby ICH OJCZYZNA została w dużym stopniu zukrainizowana przez ludzi, którzy - powiedzmy wreszcie głośno tę prawdę - wcale nie są przyjaciółmi Polski i Polaków (wyjątki potwierdzają regułę). Jeśli to nie przeszkadza naszym politykom, to niech naród weźmie te sprawy w swoje ręce.
Pomagać Ukrainie w jej walce z kacapsko-imperialistyczną Rosją to był nasz święty obowiązek, bo istnienie niepodległej Ukrainy chociażby tylko na połowie jej obecnego obszaru jest dla Polski bardzo ważne ze strategicznego punktu widzenia. Ale z tym tak bardzo nie przesadzajmy. Mamy przecież bezpośrednią - 200 km granicę z Rosją, która śmiertelnie zagraża Warszawie i ponad 400 km granicę z Białorusią, która jest satelitą Rosji. Wojna toczy się już cztery lata i ostatnio z każdym miesiącem sytuacja militarna Ukrainy staje się gorsza. Wygląda na to, że Ukraina nie może i nigdy nie wygra tej wojny z Rosją, a Rosja nie jest w stanie podbić Ukrainy - całego państwa ukraińskiego. Putinowska Rosja straciła na tej wojnie wiele - ponoć milion zabitych żołnierzy, tyle samo czy więcej rannych, gospodarka ledwo dyszy (takie same straty poniosła Ukraina, mająca 4 razy mniej ludności). Dlatego Putin jest gotowy na zawarcie pokoju - ale na swoich warunkach. Chce zatrzymać to co zdobył i otrzymać cały Donbas. Wojna ta kosztowała także Zachód - Stany Zjednoczone, świat zachodni i Polskę wiele, wiele miliardów dolarów. Pieniędzy, jak widać wyrzuconych w błoto. Mieliśmy w historii Europy bardzo krwawą i niszczycielską wojnę trzydziestoletnią (1618-1648). Jeśli żadna ze stron w tej wojnie nie ustąpi, to widać, że czeka nas druga wojna trzydziestoletnia. Czy jest ona w naszym - polskim interesie? Była na pewno dotychczas i nie żałujmy tego, co zrobiliśmy do tej pory, aby zakończyła się ona zwycięstwem Ukrainy. Bo zwycięstwo Rosji to wielka niesprawiedliwość dziejowa! - Ale tak już jest na tym podłym świecie, gdzie zło zawsze zwycięża. Czy oderwanie od Polski w Jałcie w 1945 roku dwóch arcypolskich miast - Lwowa i Wilna był sprawiedliwością dziejową? Po stokroć nie!!!
Przyszedł jednak czas, abyśmy i my realistycznie popatrzyli na tę wojnę z polskiego punktu widzenia. Co dalsze jej trwanie może przynieść Ukrainie i ile nas będzie więcej kosztowała ta wojenka. Czy chcemy bankructwa finansowego naszego kraju w imię nierealnych i wielkomocarstwowych (tak!: od narodzin nacjonalizmu ukraińskiego Ukraina chce być w Europie - Unii Europejskiej i NATO wschodnioeuropejskim mocarstwem) ambicji politycznych Ukrainy?
Dziś, teoretycznie Ukraina ma 600 000 km kw. i ok. 40-45 mln ludności. Ukraina mająca obszar 300-350 tys. km kw. z ludnością 20-25 mln też będzie równie wystarczającym dla nas państwem buforowym. Z polskiego punktu widzenia obszar Ukrainy nie jest istotny. Istotnym jest istnienie jakiegokolwiek niepodległego państwa ukraińskiego. A pokój na naszej wschodniej granicy jest nam na pewno bardziej potrzebny aniżeli ukraiński Donbas, czy w ogóle wojna, której Ukraina nie może wygrać.
Powiedział to nie kto inny jak amerykański sekretarz stanu Marco Rubio na początku lutego 2025 roku w programie The Megyn Kelly Show. Stwierdził, że Ukraina nie wygra wojny z Rosją i że Zachód "wmówił ludziom", iż Kijów będzie w stanie nie tylko pokonać Rosję, ale nawet "zniszczyć Putina". Rubio podkreślił, że jego zdaniem taka narracja była nieuczciwa wobec opinii publicznej, bo realnie Ukraina nie ma możliwości całkowitego zwycięstwa militarnego nad Rosją. Podobne słowa padły z ust Viktora Orbana, premiera Węgier. W ostatnich dniach listopada 2025 roku Orban w wywiadzie stwierdził, że "wszyscy rozsądni ludzie wiedzą, iż Ukraina nie wygra wojny z Rosją". Dodał, że Zachód powinien przestać żywić "iluzje" o zwycięstwie Kijowa i zamiast tego skupić się na rozmowach pokojowych.
To jest właśnie logiczne spojrzenie na wojnę ukraińsko-rosyjską. Polska we własnym interesie powinna popierać zawarcie pokoju przez Ukraińców i Rosjan. Chyba, że chce sama zginąć za Ukrainę. Kto może zagwarantować, że wściekle antypolski Putin nie zrzuci bombę atomową na Warszawę? Londyn, Paryż i Berlin nie będą płakać z tego powodu. Przeciwnie będą starali wykorzystać dla swych celów tak wielkie osłabienie Polski. Już Mickiewicz pisał, że prawdziwych przyjaciół już nie ma. Dzisiaj tym bardziej. Udowodnił to Zełeński i Ukraińcy. Jak dawaliśmy im wszystko i jeszcze więcej, to byli naszymi "przyjaciółmi". Dzisiaj, bo mniej dajemy, to już nie są naszymi przyjaciółmi.
Tymczasem Londyn, Paryż, Berlin i Unia Europejska chcą kontynuowania wojny. Ale w jakim celu, jeśli Ukraina za nic nie jest w stanie wygrać wojny? Tym bardziej, że Ameryka wycofała się z jej dalszego finansowania. A jeszcze większym niebezpieczeństwem jest to, że Trump zniechęcony tą wojną i uporem ze strony i Ukrainy, i Rosji chyba chce wycofać Amerykę także z NATO. W okresie zimnowojennym NATO było potrzebne Ameryce. Teraz, kiedy Trump myśli o wielkim handlu z Rosją - putinowską czy nie (Trump na wszystko patrzy przez pryzmat pieniędzy - czy mu coś się opłaca czy nie), czyli do zbliżenia amerykańsko-rosyjskiego, NATO stało się dla Ameryki piątym kołem u wozu. NATO bez Ameryki stanie się dla Rosji może nie całkiem, ale jednak papierowym tygrysem. Francja i Londyn nie chcieli umierać za Polskę w 1939 roku. Dzisiaj i jutro także nie będą chcieli umierać za jakiekolwiek zaatakowane przez Rosję państwo, a tym bardziej jakiegoś jej sąsiada. A według planów Ameryki to europejskie NATO ma być pod wiecznym dowództwem niemieckim. Czy to będzie dobre dla Polski?
Polityka dalszego wspierania wojny nie do wygrania przez Ukrainę ta staje się bardzo niebezpieczna dla Polski. Bowiem niesie z sobą groźbę zwycięstwa Rosji i włączenie całej podbitej Ukrainy do Kacapii, a tym samym granicę polsko-rosyjską także na Bugu, bardzo duże osłabienie NATO i to pod dowództwem niemieckim. Że niby Niemcy to dzisiaj nie Krzyżacy, nie Prusacy i nie hitlerowcy, ale jednak Niemcy, z których aż 27% popiera Alternatywę dla Niemiec (AfD) - niemiecką skrajnie prawicową partię polityczną, która zgłasza pretensje do zachodnich ziem Polski.
Zamiast wyrzucać w błoto pieniądze na Ukrainę i Ukraińców - uzbroimy się na potęgę, gdyż świat - także Rosja szanują tylko silnych. I wykorzystajmy tę wprost cielęcą miłość Londynu, Paryża i Berlina do Ukrainy do tego, aby ona istniała jako niepodległe państwo chociaż na mniejszym obszarze. Wschód i południe Ukrainy sprzed 2014 roku nigdy nie były ukraińskie - ani etnicznie, ani historycznie. Te ziemie przekazali Ukrainie Rosjanie/bolszewicy w imię polityki "divide et impera". Ukrainą z tak dużą mniejszością rosyjską łatwiej było rządzić bolszewikom. To były i są ziemie etnicznie głównie rosyjskie. Jeśli Ukraina chce odzyskać Krym i Donbas, gdzie mieszka kilka milionów Rosjan i drugie tyle niby Ukraińców prawie całkowicie zrusyfikowanych, to tym samym prosi się w przyszłości o nowe wojny z Rosją. Bo Moskwa nigdy nie zrezygnuje z tych i wszystkich innych południowych i wschodnich ziem rosyjskich należących do Ukrainy. Najlepszym rozwiązaniem dla Ukrainy byłoby nie tylko oddanie tych ziem Rosji, ale także doprowadzenie do wymiany ludności - do dobrowolnego wysiedlenia wszystkich Rosjan z ziem, które w tym pokoju przypadłyby Ukrainie i Ukraińców z ziem przyznanych Rosji.
Na koniec: tylko prawdziwy idiota, wręcz łajdak lub nacjonalista ukraiński może mnie nazwać "agentem Putina". Pan Jezus powiedział: "Po owocach ich poznacie". Moje owoce (moje liczne artykuły i książki - co łatwo sprawdzić) przez całe moje życie były jeśli nie wrogie to co najmniej nieprzychylne Rosji i Rosjanom.
Marian Kałuski