Sobota 18 Maja 2024r. - 139 dz. roku,  Imieniny: Alicji, Edwina, Eryka

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 04.10.22 - 22:27     Czytano: [1631]

Oskarżyła TVN o mobbing


Dziennikarka TVN Anna Wendzikowska niedawno przekazała informację, że odchodzi z pracy w "Dzień dobry TVN". Teraz, w swoich mediach społecznościowych, opublikowała obszerny wpis, w którym oskarżyła TVN o mobbing. Wcześnie o mobbingu w stacji alarmował Kamil Różalski, były operator TVN.

"Byłam poniżana, gnębiona, codziennie drżałam o pracę"

Wendzikowska związała się z obsadą "Dzień dobry TVN" w 2007 roku, a jej zadaniem był przeprowadzanie wywiadów z aktorami i twórcami filmowymi podczas międzynarodowych festiwali i premier kinowych. Dziennikarka poinformowała w mediach społecznościowych o tym, co działo się w TVN.

Mobbing to takie nowe słowo. Kiedyś poniżanie, gnębienie, krzyki, przekleństwa to była norma w wielu firmach. Na pewno w mediach. Podobnie teksty w stylu: nie podoba się to do widzenia, wiesz, ile osób chętnych jest na twoje miejsce? Do polskiej telewizji trafiłam cztery lata po pracy w Londynie. Znałam inne standardy. Nie miałam na to zgody. Zgłaszałam, jasne, że zgłaszałam. Na początku jest jeszcze ogromne poczucie niesprawiedliwości. Potem się cichnie...

- czytamy we wpisie na Instagramie.

Byłam poniżana, gnębiona, codziennie drżałam o pracę

- dodała dziennikarska zwracając uwagę, że była traktowana jak "dziewczynka z podstawówki, którą co chwilę bije się po łapkach za każde niedociągnięcie".

Kiedy zdjęto z anteny moje wejścia w studio, usłyszałam: "sorry Anka, nie oglądasz się". Pomyślałam cóż, trudno, chodzi o dobro programu.

- dodała Wendzikowska wskazując, że coś tknęło ją do tego, aby sprawdzić wyniki oglądalności programu w ostatnich tygodniach. Kiedy okazało się, że wcale nie były one słabe, usłyszała, że "oglądalność nie jest najważniejsza".

"Takich sytuacji były dziesiątki, jeśli nie setki"

Prosiłam o pomoc, żebym nie musiała sama montować materiałów, żebym nie musiała robić tłumaczeń sama. Albo, żebym przynajmniej mogła robić montaż z domu zdalnie. Nie wyrabiałam się ze wszystkim przy dzieciakach. Usłyszałam: nikt tu nie ma specjalnych praw. Ja chyba miałam "specjalne prawa", ale takie represyjne.

-napisała Wendzikowska.

Jeśli mój materiał nie był gotowy na 48 godzin przed emisją, z nagranym tłumaczeniem, podpisami, to spadał z emisji, a ja nie dostawałam pieniędzy. Dla porównania inni reporterzy kończyli swoje materiały w ostatniej chwili, czasami późno w nocy, tuż przed porannym programem. Czy to mobbing? Teraz wiem, że tak. Takich sytuacji były dziesiątki, jeśli nie setki. To materiał na książkę, a nie na post.

- stwierdziła dziennikarka.

Wtedy sądziłam, że to, co mi się przytrafia, to moja wina, że jestem zła, nieudolna, trudna, że może, jeśli bardziej się postaram, to wszystko będzie pięknie, a problem zniknie. Nie znikał, było coraz gorzej. Na zewnątrz wyglądało to tak pięknie. "O co ci chodzi? Byłaś na Oscarach". I tym bardziej czułam, że nie mogę nic powiedzieć. Byłam w błędnym kole.

- wskazała.

Nikt nie wie, że poleciałam na wywiad do Los Angeles trzy tygodnie przed porodem. Musiałam dostać pisemną zgodę od lekarza. Cały lot siedziałam jak na szpilkach. Bałam się, że urodzę w samolocie. Nikt nie wie, że poleciałam na jedną noc do Filadelfii, zostawiając dziecko z nianią, kiedy miało dwa tygodnie. Wiele osób wie natomiast, że wróciłam do pracy sześć dni po porodzie. Nie wiedzieliście, jak bardzo bałam się, że ciąża będzie idealnym przykładem, żeby się mnie pozbyć. A ja potrzebowałam tej pracy, a przynajmniej wtedy, w burzy hormonów, tak właśnie myślałam. Bo byłam sama i miała dwójkę dzieci na utrzymaniu...

- przyznała kobieta.

Trwałam w tym, bo myślałam, że nie mam wyjścia. Będę miła, będę profesjonalna, będę robić wszystko na 100 proc., jak mi zabiorą jeden czy drugi wywiad, zatrudnią kolejną i kolejną osobę do robienia mojej roboty, choć i tak jest jej coraz mniej, to będę patrzeć w drugą stronę. Znalazłam sobie ciche, w miarę spokojne miejsce i zaakceptowałam rzeczywistość.

- czytamy we wpisie dziennikarki.

Mówiono mi, ostrzegano: nie mów o tym, nikt nie zrozumie, będzie hejt, a ty będziesz "niezatrudnialna", stracisz kontrakty.. trudno. Już się nie boję. A jeśli ktoś mnie nie zatrudni, bo stanęłam w prawdzie, to ja i tak nie chcę takiej pracy... Zło rodzi zło, dobro rodzi dobro, a prawda nas wyzwoli.

- podkreśliła we wpisie Anna Wendzikowska.
wkt/Instagram

wPolityce

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

18 Maja 1910 roku
Zmarła Eliza Orzeszkowa, pisarka ("Nad Niemnem") (ur. 1841)


18 Maja 1862 roku
Otwarto pierwszy odcinek Kolei Warszawsko-Petersburskiej z Warszawy do Białegostoku.


Zobacz więcej