Wtorek 26 Pa┼║dziernika 2021r. - 299 dz. roku,  Imieniny: Ewarysta, Lucyny

| Strona g┼é├│wna | | Mapa serwisu 

dodano: 10.07.16 - 21:57     Czytano: [1614]

Dział: Opowiadania

Złota godzina


Chmury podniecone rado┼Ťnie przedwiosenn─ů gonitw─ů bawi┼éy si─Ö w chowanego z pomara┼äczowym s┼éo┼äcem. Raz za razem ciep┼éa ┼éuna sp┼éywa┼éa na ┼Ťwiat, g┼éaszcz─ůc przygniecione trawy ulizane przez ┼Ťnieg. Dzie┼ä ko┼äczy┼é si─Ö pi─Öknie, wi─Öc Stefcia postanowi┼éa wyjecha─ç ze Sta┼Ťkiem do ogrodu. Z niema┼éym trudem ubiera┼éa go, m├│wi─ůc do niego ca┼éy czas, jakby ci─ůgle mia┼éa nadziej─Ö, ┼╝e jej m─ů┼╝ kiedy┼Ť wstanie z w├│zka i odpowie jej, przytuli. M─Ö┼╝czyzna siedz─ůcy na kanapie odzywa┼é si─Ö tylko z rzadka, prosz─ůc zwykle wtedy o dodatkow─ů tabletk─Ö ┼Ťrodka przeciwb├│lowego lub leku na duszno┼Ť─ç. Choroba dokona┼éa totalnej degradacji w ciele i umy┼Ťle tego energicznego kiedy┼Ť cz┼éowieka. D┼éugi czas leczy┼é ludzi dotkni─Ötych takimi chorobami i nawet m├│wiono o nim, ┼╝e jest naprawd─Ö dobry. Teraz ledwo uszed┼é z ┼╝yciem, gdy ┼╝elazna obr─Öcz zacisn─Ö┼éa si─Ö wok├│┼é jego w┼éasnego serca.
Stefcia nie narzeka┼éa jednak zbyt mocno. Przecie┼╝ jednak ┼╝y┼é, ci─ůgle by┼é obok. Niedo┼é─Ö┼╝ny, zapominaj─ůcy s┼éowa, upuszczaj─ůcy przedmioty, ale ci─ůgle by┼é.
Stali ju┼╝ przed wielkimi drzwiami salonu otwieranymi w stron─Ö ogrodu. Zawi─ůzuj─ůc mu szalik, pomy┼Ťla┼éa o swojej przyjaci├│┼éce, Krysi, kt├│rej m─ů┼╝ nie mia┼é tyle szcz─Ö┼Ťcia. Znaleziono go martwego w warsztacie na dzia┼éce. To tak┼╝e by┼é ci─Ö┼╝ki zawa┼é. Krysia powiedzia┼éa potem co┼Ť, co zapad┼éo jej mocno w pami─Ö─ç.
– Wiesz, Stefa – tak zwraca┼éa si─Ö do niej przyjaci├│┼éka – m├│j s─ůsiad jest niewidomy. Codziennie widz─Ö, jak jego ┼╝ona i c├│rka prowadz─ů go przed blok, by posiedzia┼é na ┼éaweczce, pooddycha┼é ┼Ťwie┼╝ym powietrzem. Niechby m├│j Heniek nawet by┼é niewidomy, nawet na w├│zku. Opiekowa┼éabym si─Ö nim, niechby nawet… – tu Krysi zwykle ┼éama┼é si─Ö g┼éos i ┼ézy ciek┼éy po policzkach. Gdy Stasiek jest w gorszej formie i ma trudno┼Ťci z podniesieniem si─Ö z ┼é├│┼╝ka, Stefania przypomina sobie te s┼éowa i jest wtedy mocniejsza. Dzi─Ökuje Bogu za kolejny dzie┼ä sp─Ödzony wsp├│lnie. Za to, ┼╝e zima ust─Öpuje i pi─Ökne s┼éo┼äce ogrzewa koj─ůc─ů przestrze┼ä ich ukochanego ogrodu.
Otworzy┼éa drzwi, po czym wyjecha┼éa w├│zkiem przed dom. Zaci─ůgn─Ö┼éa si─Ö rze┼Ťkim, wilgotnym powietrzem i spojrza┼éa przed siebie. Rz─Ödy iglak├│w, sta┼ée w uczuciach do swojej niezmiennej zielono┼Ťci, poprowadzi┼éy jej wzrok w stron─Ö altanki pokrytej uschni─Ötym winogronem. Ruszy┼éa powoli, popychaj─ůc przed sob─ů siedz─ůcego na w├│zku m─Ö┼╝czyzn─Ö.
– Pami─Ötasz, Stasiu, jak zdobyli┼Ťmy ten nasz drewniany p┼éot? – pyta┼éa jak zwykle na tych spacerach, u┼Ťmiechaj─ůc si─Ö na wspomnienie radosnych lat wicia wsp├│lnego gniazda.
– A tego stolarza, co nam robi┼é hu┼Ťtawki, pami─Ötasz? – snu┼éa monolog, wiedz─ůc, ┼╝e Stasiek od dawna nie jest w stanie przypomnie─ç sobie wydarze┼ä z tamtych czas├│w.
– On umar┼é – us┼éysza┼éa odpowied┼║ m─Ö┼╝a.
– A wi─Öc pami─Ötasz! – wykrzykn─Ö┼éa, zachodz─ůc w├│zek od przodu. Spojrza┼éa na twarz Sta┼Ťka. By┼éa jasna, oczy wyraziste, ┼╝ywo patrz─ůce przed siebie.
– Jak tu pi─Öknie, Stefcia – powiedzia┼é cicho m─Ö┼╝czyzna, czuj─ůc, ┼╝e ┼╝ona tuli si─Ö do niego. Na policzkach poczu┼é mokry dotyk.
– Ty p┼éaczesz, Stefcia? – przytuli┼é j─ů, bez trudu obejmuj─ůc w pasie. – Nie p┼éacz, b─Ödzie dobrze, zobaczysz.
Nie zdziwi┼é si─Ö nawet, ┼╝e uda┼éo mu si─Ö wsta─ç z w├│zka na w┼éasne nogi. Nabra┼é ch┼éodnego powietrza w p┼éuca mocno, a┼╝ zakr─Öci┼éo mu si─Ö w g┼éowie. Spojrza┼é na s┼éo┼äce, kt├│re sta┼éo ju┼╝ nisko nad horyzontem. I nagle dotar┼éo do niego, ┼╝e pami─Öta bardzo dobrze wszystko z ostatnich trzech miesi─Öcy swojego ┼╝ycia. ┼Üwiadomo┼Ť─ç tej wiedzy zaskoczy┼éa go pocz─ůtkowo, ale z sekundy na sekund─Ö zacz─Ö┼éa go przera┼╝a─ç. Przypomnia┼é sobie, jak zas┼éab┼é na dy┼╝urze, wchodz─ůc po schodach po zako┼äczonej na OIOM-ie reanimacji. Ju┼╝ po chwili zaj─ů┼é miejsce kobiety, kt├│rej nie uda┼éo im si─Ö uratowa─ç. Ostry b├│l klatki piersiowej, krzyki przestraszonych piel─Ögniarek, migaj─ůce nad g┼éow─ů ┼Ťwietl├│wki korytarza i znajoma twarz anestezjologa pochylaj─ůca si─Ö nad nim z wyrazem najwy┼╝szej troski.
– Spokojnie, Stanis┼éaw, wezwa┼éem ju┼╝ Krzy┼Ťka, oddzia┼é jest ju┼╝ pod jego opiek─ů, oddychaj spokojnie – s┼éysza┼é gdzie┼Ť obok, podczas gdy sala reanimacyjna wirowa┼éa mu przed oczami.
Pochyli┼é g┼éow─Ö na bok i zobaczy┼é, jak wywo┼╝─ů zmar┼é─ů przed chwil─ů pacjentk─Ö. Potem stan─ů┼é nad nim jego kolega, trzymaj─ůc w r─Öku d┼éug─ů ig┼é─Ö.
– Nie b─Ödzie bola┼éo, Stanis┼éaw, masz tamponad─Ö osierdzia, musz─Ö k┼éu─ç – dotar┼éy do niego s┼éowa i wtedy u┼Ťwiadomi┼é sobie, ┼╝e gdzie┼Ť to ju┼╝ s┼éysza┼é. On sam wypowiedzia┼é podobne zdanie, gdy na sta┼╝u do kardiologii sta┼é nad umieraj─ůcym m─Ö┼╝czyzn─ů. Zapami─Öta┼é, ┼╝e pacjent mia┼é siw─ů brod─Ö i bujn─ů siw─ů czupryn─Ö, kontrastuj─ůc─ů upiornie z purpurowym kolorem jego niedotlenionej sk├│ry.
– Panie kolego, prosz─Ö k┼éu─ç, p├│ki krew kr─ů┼╝y – us┼éysza┼é wtedy ponaglenia kierownika specjalizacji. M─Ö┼╝czyzna le┼╝─ůcy przed nim ju┼╝ prawie nie oddycha┼é. By┼é nieprzytomny, a mimo to Stanis┼éaw zapewnia┼é go, ┼╝e nie b─Ödzie bola┼éo. Sta┼é nad nim z t─ů d┼éug─ů ig┼é─ů w r─Ökach i zastanawia┼é si─Ö, czy to ma sens.
– Kolego, kiedy┼Ť trzeba si─Ö nauczy─ç – us┼éysza┼é zn├│w g┼éos rozs─ůdku zza plec├│w. Ale pacjent ci─ůgle jeszcze ┼╝y┼é, cho─ç zaniechano ju┼╝ czynno┼Ťci reanimacyjnych. Na monitorze pojawia┼éy si─Ö s┼éabn─ůce impulsy umieraj─ůcego serca. Stanis┼éaw czu┼é, ┼╝e zdobywaj─ůc wiedz─Ö w taki spos├│b, okrada┼é tego cz┼éowieka z resztek ┼╝ycia. Z przywileju umierania w spokoju.
Silny b├│l poni┼╝ej mostka brutalnie odci─ů┼é go od rozmy┼Ťla┼ä. Jego kolega, anestezjolog nadziewa┼é go na kilkunastocentymetrow─ů ig┼é─Ö, pr├│buj─ůc dotrze─ç do otaczaj─ůcego serce p┼éynu. Wspomnienia zgas┼éy bole┼Ťnie.
Zn├│w sta┼é w ogrodzie, a s┼éo┼äce w┼éa┼Ťnie zachodzi┼éo za widnokr─Ögiem. Otrz─ůsn─ů┼é si─Ö i spojrza┼é do ty┼éu. Jego ┼╝ona kl─Öcza┼éa, obejmuj─ůc jakiego┼Ť cz┼éowieka siedz─ůcego na w├│zku inwalidzkim. Od strony ulicy biegli sanitariusze, taszcz─ůc nosze i reanimacyjne torby. Za nimi bardzo powoli zbli┼╝a┼é si─Ö m─Ö┼╝czyzna w czerwonej kurtce s┼éu┼╝b medycznych. By┼é bez czapki, z daleka wi─Öc dostrzeg┼é jego siw─ů brod─Ö i zupe┼énie bia┼ée w┼éosy. Gdy zrobi┼é jeszcze kilka krok├│w, Stanis┼éaw rozpozna┼é w nim tego cz┼éowieka, kt├│ry zmar┼é mu kiedy┼Ť na dy┼╝urze, zanim wbi┼é w niego ostrze d┼éugiej ig┼éy. Blondyn szed┼é do niego spokojnie i ciep┼éo si─Ö u┼Ťmiecha┼é.


Andrzej Chodacki
Strona autorska


Autor opowiadania: Andrzej Chodacki
Urodzony w 31.05.1970 roku. Z powo┼éania m─ů┼╝ i ojciec, z zawodu lekarz. Pisze proz─Ö i poezj─Ö, a tak┼╝e fotografuje. Laureat kilkudziesi─Öciu konkurs├│w literackich. Jego opowiadania by┼éy drukowane mi─Ödzy innymi w Wydawnictwie My Book w Szczecinie, Miesi─Öczniku Literackim Akant w Bydgoszczy, Kwartalniku Literackim Horyzonty, w P├│┼éroczniku literackim „Inter-. Literatura–Krytyka–Kultura”, oraz w wielu czasopismach polonijnych na ca┼éym ┼Ťwiecie. W 2012 roku wyda┼é debiutanck─ů ksi─ů┼╝k─Ö z poezj─ů i fotografi─ů pt.„ Pejza┼╝e t─Ösknoty”. W 2013 roku wyda┼é cykl opowiada┼ä pt. „ Opowie┼Ťci ze ┼Ťwiata”. W 2014 roku wyda┼é kolejny cykl opowiada┼ä pt „ Wyczekuj─ůc dnia”.
W 2015 roku jego najnowsza powie┼Ť─ç pt „ Doktor Selia┼äski” zosta┼éa przet┼éumaczona na j─Özyk ukrai┼äski. Od 2015 roku cz┼éonek Unii Polskich Pisarzy Lekarzy


Od Redakcji: Opowiadania Andrzeja Chodackiego mo┼╝na r├│wnie┼╝ znale┼║─ç w dziale:Na ka┼╝dy temat.

Wersja do druku

Andrzej Chodacki - 17.07.16 14:17
... a czasu nie da si─Ö cofn─ů─ç ...

MariaN - 17.07.16 12:59
Cz┼éowiek przewa┼╝nie nie docenia tego co ma. Dop├│ki wszystko jako┼Ť si─Ö uk┼éada, i zdrowie dopisuje nie zwraca na to uwagi. I nic dziwnego, tak jest po prostu. Wazne jest aby czasem pomy┼Ťle─ç g┼é─Öbiej, zatrzyma─ç sie na chwil─Ö, gdy wszystko sie uk┼éada. Nie czeka─ç a┼╝ przydarzy si─Ö tragedia. Wa┼╝n─ů lekcj─ů ┼╝ycia jest wizyta w szpitalu lub hospicjum, ale cz┼éowiek nie chce sobie psu─ç nastroju i chce ┼╝y─ç lekko i przyjemnie, odsuwa od siebie wszelkie k┼éopoty

Wszystkich komentarzy: (2)   

Publikowane komentarze s─ů prywatnymi opiniami naszych Czytelnik├│w. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialno┼Ťci za tre┼Ť─ç opinii.

26 Pa┼║dziernika 1990 roku
Zmarła Barbara Ludwiżanka, polska aktorka, żona Władysława Hańczy (ur. 1908)


26 Pa┼║dziernika 1929 roku
Urodzi┼éa si─Ö Wanda Chotomska, polska pisarka, autorka ksi─ů┼╝ek dla dzieci i m┼éodzie┼╝y (zm. 2017r.)


Zobacz wi─Öcej