Poniedziałek 20 Lipca 2026r. - 201 dz. roku,  Imieniny: Fryderyka, Małgorzaty

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 20.07.13 - 11:26     Czytano: [1456]

Sztuka walki


Szanowni Państwo!

Na czym polega przewaga rządzących nad rządzonymi? Odpowiedź wcale nie jest tak łatwa, jak wydawałoby się na pierwszy rzut oka. Prócz powodów, które każdy z nas wymieni z łatwością, są jeszcze te mniej oczywiste. Orężem władzy bywa wprowadzanie destrukcji w szeregach opozycji, zwłaszcza tej słabiej zorganizowanej, nie powiązanej żadnymi finansami. Tam gdzie w grę wchodzą pieniądze, ludzie bywają ostrożniejsi. Spiskowanie przeciw szefowi, może skończyć się wyrzuceniem z pracy. Ale tam gdzie chodzi tylko o ambicje, dywersant zaślepiony przez własne ego z łatwością podetnie gałąź, na której siedzi. W tym wypadku świetnie się sprawdza podjudzanie jednych przeciw innym. To, między innymi, tłumaczy takie uporczywe lansowanie i wzmaganie emocji. Człowiek kierujący się rozumem jest mniej podatny na manipulację, niż rozemocjonowany fanatyk.

Dlatego jeśli chcemy coś pożytecznego robić dla Kraju nie dajmy się prowokować. Osobiście mam w nosie co jedna pani powiedziała o innej pani, albo o mnie, co nie oznacza jednak żeby dawać kolejną szansę tym, którzy już udowodnili swoją złą wolę. Zadawanie się z „mętnym nurtem” żadnemu uczciwemu człowiekowi na dobre wyjść nie może.


Pozdrawiam do następnej soboty i przypominam o spotkaniu w kawiarnio-księgarni TARABUK w Warszawie przy ul. Browarnnej 6 (bliżej Lipowej) już w najbliższą środę 24 lipca o godz. 18.



Małgorzata Todd
www.mtodd.pl
Lub http://sklep.mtodd.pl

29/2013 (108)



Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę p.t.

Platforma Nieposłuszeństwa Obywatelskiego

Występują: Optymistka i Pesymista.

Optymistka – Jak to dobrze mieć takiego zdolnego ministra finansów.

Pesymista – Gratuluję ironii.

Optymistka – Ale ja całkiem poważnie. Okazuje się, że jednak budżet państwa znów jest bezpieczny, prorozwojowy, antycykliczny i dobrze skonstruowany.

Pesymista – Oraz niedoszacowany na 24 miliardy złotych już po pół roku. Rzeczywiście, Sztukmistrz z Londynu popisał się znowu.

Optymistka – Te miliardy zabierze się z armii i takich tam niepotrzebnych resortów. Po co komu armia w dobie pokoju?

Pesymista – A szpitale zdrowemu, albo szkoły mądremu?

Optymistka – Oj, ty znowu swoje. Porozmawiajmy lepiej o czymś neutralnym.

Pesymista – A są takie tematy?

Optymistka – Pewnie, chociażby sprawa księdza Lemańskiego.

Pesymista – To jest taka sprawa?

Optymistka – No jak to? Nie mów, że nie słyszałeś. Jego spór z przełożonym jest sławny na całą Polskę.

Pesymista – Właśnie. Spory podwładnych z przełożonymi toczą się każdego dnia od Bałtyku po Tatry i normalnie nikt prócz zainteresowanych o nich nic nie wie. No chyba, że są przykrywką. Kiedy mnie szef wyrzucał, bo musiał zatrudnić na moje miejsce pociotka ministra, to nikogo to nie interesowało.

Optymistka – Trudno ci dogodzić. Może ucieszył cię fakt, że wreszcie udało się naprawić ten nieszczęsny pas startowy na modlińskim lotnisku?

Pesymista – Owszem, ucieszyłby mnie, gdybym miał odpowiednie układy i pieniądze na wykupienie lotniska.

Optymistka – A po co byłoby ci puste lotnisko, z którego nikt nie chce latać?

Pesymista – Właśnie po to zostało doprowadzone do takiego stanu, żeby można je było sprzedać za psi pieniądz.

Optymistka – Znowu te twoje teorie spiskowe! Ale przyznasz, że Tusk ma rację doradzając powstrzymanie się od głosowania w referendum na prezydenta Warszawy?

Pesymista – Odkąd doradził, żeby nie płacić abonamentu telewizyjnego, wpoił mi nieposłuszeństwo obywatelskie.

KURTYNA





MARGARET TODD


LEKCJA
POKERA

Odcinek 8


Wojciech Buchniarz stanął przy przeszklonej ścianie swojego gabinetu, próbując przywołać
uczucie satysfakcji, jakie mu towarzyszyło, kiedy stanął w tym miejscu po raz pierwszy.
Było to wtedy, kiedy zdecydował się zostać posłem, zawieszając prezesowanie bankom, nie
licząc paru innych firm, w tym Towarzystwa Naftowego. Wielkodusznie wykupił lokal, w
którym wcześniej urzędował i przeznaczył na biuro poselskie.
Teraz stał i patrzył hen daleko, gdzie cienka linia horyzontu oddziela niebo od ziemi.
Trudno by tam dojrzeć coś nowego, na czym warto by zatrzymać wzrok. Spojrzał w dół. Z
perspektywy dwustu niemal metrów to całe kłębowisko ulic, aut, spieszących się ludzi przypominało
jakiś film, fikcję bez znaczenia. Tak jednak nie było, przeciwnie, oznaczało pozycję,
jaką sobie wypracował, ba, miało swój symboliczny wymiar. Piął się w górę i nie zamierzał
tej wspinaczki zaniechać. Miał wielkie, śmiałe plany do zrealizowania. I nic, absolutnie
nic nie ma prawa ich pokrzyżować.
Usłyszał, że do gabinetu weszła sekretarka, ale nie odwrócił się.
– Dzwoniła pańska małżonka z zapytaniem, czy będzie pan dzisiaj na kolacji.
– Nie będę. Coś jeszcze? – nadal nie odrywał wzroku od widoku za oknem. Nie ma takiej
siły, która by go powstrzymała od realizacji tego, co sobie postanowił. Niepowodzenia są
nieuniknione, najważniejsze nie przypisywać im zbyt dużej roli.
– Nie. Na razie to wszystko.
– Proszę wezwać do mnie pana Artura.
– Jeszcze nie ma go w pracy. Pewnie odsypia wczorajszy bal.
– Proszę go koniecznie ściągnąć – odwrócił się i spojrzał na sekretarkę. – O jedenastej ma
być mecenas Żarski. Chcę, żeby mój asystent był przy tej rozmowie.
– Już dzwoniłam, ale komórkę ma wyłączoną.
– Wyspała się pani? – poseł przyjął cieplejszy ton.
– Tak. Zabawa była świetna, ale do końca nie zostałam, a do domu mam niedaleko, więc
czasu wystarczyło, żeby wypocząć przed dzisiejszymi obowiązkami.
– To dobrze – powiedział, a kiedy drzwi się za sekretarką zamknęły, dodał: – Cóż może
być cenniejszego niż dobre mniemanie o sobie samym? – i nie tylko sekretarkę miał na myśli.
Zasiadł za swoim wielkim biurkiem i zamyślił się. Po chwili jednak znowu stanął przed
szklaną ścianą, teraz jednak widok za oknem kompletnie przestał przyciągać jego uwagę.
Miał ważniejsze sprawy na głowie. Nie zauważył, jak czas szybko mija.
– Panie prezesie, przyszedł pan Żarski – zakomunikowała sekretarka. Wciąż nazywała go
prezesem. – Z panem Arturem nadal nie mam kontaktu.
– Prosić – odwrócił się na pięcie i podszedł do biurka. Zanim zasiadł w fotelu, poprawił
ustawienie zdjęcia w srebrnej ramce w taki sposób, żeby siedzący naprzeciwko gość mógł je
widzieć. Fotografia prezesa w otoczeniu rodziny zawsze robiła dobre wrażenie. Ta wykonana
była jakiś czas temu. Oboje z żoną byli młodsi, on był znacznie szczuplejszy, a dzieci,
zwłaszcza małe, zawsze budzą ciepłe skojarzenia. Teraz zaczęły wchodzić w okres dojrzewania
i było z nimi coraz więcej kłopotów, ale o tym nikt nie powinien wiedzieć.
– Zrobiłem rozeznanie w sprawie Pałacu Kultury, jak pan sobie życzył – oznajmił Andrzej
Żarski. – Są środowiska, które poprą pana śmiałą inicjatywę.
– Świetnie. Potrzebne będzie nagłośnienie sprawy.
– W tym wypadku żaden dopalacz potrzebny nie będzie. Ten obiekt nadal budzi ogromne
emocje. Dla jednych to szacowny zabytek, dla innych symbol braku suwerenności. Obawiam
się, że projekt może wywołać większe poruszenie, niż zakładamy.
– O to właśnie chodzi, żeby o mnie mówili. Dobrze, czy źle, ale po nazwisku – przytoczył
swoje ulubione porzekadło.
– Owszem – przytaknął Żarski. – Najpierw należy wykazać, ile kosztuje podatników
utrzymanie tego kolosa. Tuż obok powinien znaleźć się artykuł o bezdomnych z Dworca Centralnego.
Pierwszy rzeczowy, drugi pełen współczucia.
– Jasne – podchwycił poseł. – I jako łącznik, a zarazem rozwiązanie obu problemów
przedstawimy naszą propozycję. Pałac jako noclegownia dla bezdomnych! Bez żadnych
ograniczeń, jeśli chodzi o abstynencję. Ci ludzie znaleźli się na marginesie przeważnie z powodu
alkoholu i wymaganie od nich, żeby z niego zrezygnowali w zamian za miejsce noclegowe,
jest nieporozumieniem. My musimy okazać prawdziwe... – chciał powiedzieć „zrozumienie”,
ale po namyśle wybrał inne określenie – miłosierdzie. I nie uwarunkowane żadnymi
ograniczeniami – dodał.
– Zjadą się z całej Polski – zauważył radca.
– I bardzo dobrze – podchwycił poseł. – Takiego elektoratu jeszcze nikt nie miał.
– Fakt – wyglądało, jakby radca rozważał coś zanim podzieli się uwagą ze swoim pracodawcą,
co nie uszło uwagi tego ostatniego.
– Ma pan jakieś zastrzeżenia?
– I tak, i nie. To bardzo podejrzany element. Przestępczość wśród bezdomnych jest na porządku
dziennym, chociaż nie tylko oni dopuszczają się zbrodni. Im też wymierzają karę różni
domorośli mściciele.
– Ma pan coś konkretnego na myśli?
– Nie, właściwie nie. Ale dla naszych celów powinni zostać jakoś zarejestrowani, ci bezdomni.
– Oczywiście. Lojalkę każdy podpisać musi, ale będzie to warunek znacznie łatwiejszy do
spełnienia niż abstynencja – poseł coraz bardziej zapalał się do projektu.
– Niewątpliwie. Tylko proszę pamiętać, że są to ludzie wolni, jakich trudno by znaleźć w
innych warstwach społeczeństwa.
– Wolni? Nigdy nie myślałem o nich w ten sposób. Wolni od posiadania czegokolwiek,
ma pan na myśli?
– Przede wszystkim wolni od jakichkolwiek obowiązków. Widzi pan, nierobom się zdaje,
że wolność, to pieniądze, bo można opłacić każdą usługę i leżeć do góry brzuchem.
– W pewnym sensie...
– Nie. Jest akurat odwrotnie – Żarski zapalał się do poruszanego tematu. – Zauważył pan,
że im więcej ma się pomocników, tym więcej obowiązków? Już sama konieczność wyboru
bywa trudem obcym komuś, kto niczego nie posiada i o nic się troszczyć nie potrzebuje.
– Może – zgodził się poseł. – Nie odbiegajmy jednak od tematu. Liczę na pana, jeśli chodzi
o zorganizowanie tych ludzi przed wyborami. Na pewno obmyśli pan jakiś skuteczny
plan.
– Zastanowię się – obiecał radca. – Wykazanie się wrażliwością społeczną zawsze popłaca.
Nikt nie będzie mógł zarzucić panu braku współczucia dla cierpiących.
– No tak... – poseł nad czymś się zamyślił. – Myśli pan, że uda się w ten sposób przechwycić
elektorat lewicy?
– Z obu stron będzie miał pan zwolenników, ale i przeciwników. Wszystkich przekonać
się nie da do żadnej idei. Chodzi tylko o to, żeby mieć przewagę nad przeciwnikiem.
– To przecież oczywiste. Rzecz w tym, jak taką przewagę zdobyć. Każdy obiecuje złote
góry, a później obietnic nie dotrzymuje.
– Bo nie może – przyznał Żarski. – Wtedy musi ustąpić miejsca na górze innym, którzy
też muszą obiecywać gruszki na wierzbie. Tak to już jest urządzone.
– Ale nie mając władzy, nic zmienić nie można.
– Mając ją, też nie – odparł radca. – Liberałowie zakładają, że wolność buduje, niewola
rujnuje, a komuniści akurat odwrotnie. Jedni i drudzy nie mają racji. Trzeba spojrzeć na proporcje.
Ilu wyborców pragnie brać swój los we własne ręce? To są tylko jednostki. Cała reszta
mogłaby się podpisać pod takim oto ogłoszeniem: „Oddam wolność w dobre ręce”.
– Właśnie. Ja przecież nie robię nic innego jak tylko wyciągam te „dobre ręce”.
– Zdecydował się już pan na nazwę swojej przyszłej partii?
– Jeszcze nie – odparł poseł.
– Jako niezrzeszony w żadnej partii ma pan z jednej strony przewagę, bo i koalicja i opozycja
zabiega o pana głos, ale z drugiej strony brak panu własnego zaplecza.
– Pomyślę o tym – obiecał Buchniarz.
Żarski wstał.
– Jeszcze coś – zatrzymał go poseł. – Czy w naszym projekcje uwzględnił pan aby
wszystkie strony?
– Oparłem się na ankiecie na temat PKiN. Jakie jeszcze strony ma pan na myśli?
Ofiarodawcę. Może należałoby projekt uzgodnić z Ambasadą Rosyjską?
CDN

Już teraz można zamówić całość wpłacając jedynie 20 zł na konto Nr: 50 1020 5558 1111 1115 9930 0019. Adres posiadacza konta to: Wydawnictwo TWINS; ul. Dymińska 6a/146; 01-519 Warszawa i podając adres internetowy, na który e-booka należy przesłać.

Okładkę zaprojektował Zdzisław Żmudziński Copyright © by
Margaret Todd, 2013 All rights reserved. Wydawnictwo „Twins”
ul. Dymińska 6a/146 01-519 Warszawa

Wersja do druku

Robert - 21.07.13 14:57
Krótko, celnie i na temat - mało słów, dużo treści. "przewaga rządzących nad rządzonymi" - w polskim wydaniu to wielopoziomowe krzyżówki. Kontrowersje splotu wielu zmiennych nieracjonalnych pojęć - nie dających się definiować, nawet na wydziale politologi w Sorbonie. Niektórzy z Oxfordu, egzamin zaliczyli w domu, podobno dla wariatów.

Przez długie lata, władze w Polsce, sprawowali PRoLetfusiarze. Nastepnie pojawiła się ekipa rzadząca, Bolka "wielkiego" - hybryda z doładowaniem akumulatorów, i wieloma sterownikami procesorów nawet z ministrem kierowcą, bez GPS-a. Już na starcie, pojawia sie dylemat i faktyczna rola jaka przysługuje władzy. Kto jest faktycznie rządzącym a kto rządzonym. Matematycznie wychodzi na to, że odprawiając całkowanie obustronnie, można postawić znak równości, pomiedzy Bolkiem "wielkim" a PRoLetfusiarzami, którzy do grupy rządzonych się nie zaliczają.

Rozwiazania tej łamigłówki, należy dochodzic doświadczalnie. Jeżeli ktokolwiek w Warszawie, w godzinach porannych, spotka na ulicy osobnika(czkę) ubranego tylko w sznurowadła - to należy okazać współczucie nieszczęśnikowi i klasie rządzonych, bo to biedak wraca do domu z Kasyna.
Jeżeli ktokolwiek, spotka na ulicy osobnika(czkę) ubranego dostojnie tylko w SKARPETKI - to proszę takiemu(j) nawtykać odemnie i od Narodu - gdyż jest to ktoś z PRoLetfusiarzy - ofiara przepowiedni obietnic Bolka "wielkiego". To zjawisko jest raczej małoprawdopodobne - ten Poker ciągle trwa.

P.S. W zwiazku ze spotkaniem 24 Lipca, chciałbym pogratulować pomysłu spotykania się - jeżeli ludzie rozsadnie rozmawiają a tak napewno będzie - to zawsze coś z tego dobrego wyniknie. Ponieważ 20 tys. km. nie jestem teraz w stanie pokonać - życzę wszystkim zebranym Dużo Zdrowia i Pomyślności - Robert.

Wszystkich komentarzy: (1)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

20 Lipca 1951 roku
Urodziła się Anna Dymna, aktorka filmowa i teatralna.


20 Lipca 1968 roku
Uruchomiono największy polski sztuczny zbiornik wody na Sanie w Solinie o powierzchni 21,1 km².


Zobacz więcej