Poniedziałek 20 Lipca 2026r. - 201 dz. roku,  Imieniny: Fryderyka, Małgorzaty

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 10.03.13 - 12:29     Czytano: [2975]

Wspomnienia wojny


Ostatnio telewizja w programach "National Geografic" oraz "Discovery World" Pokazała kilka filmów ilustrujących zmagania wojenne aliantów z wojskami III Rzeszy. Pokazano w nich, obok innych okrucieństw, ofiary obozów koncentracyjnych, zwały ludzkich trupów i szkielety więźniów, którzy to piekło przetrwali.

Wraca nieraz pamięć o tych strasznych czasach, o których w Polsce coraz ciszej, a obca propaganda stara się w naszej pamięci zmienić obraz, przemienić utrwalone w nim cierpienie i bohaterstwo, na ohydną twarz szmalcownika i kata. Lecz pamięć starszego pokolenia nie łatwo poddaje się tym socjo- technicznym zabiegom. Świadczy o tym e-mail, który ostatnio ktoś ze znajomych przesłał do mojej skrzynki e-mailowej. Był w nim obraz palącej się budowli, który nie udało mi się przenieść do niniejszego wpisu. Nie mniej treść wpisu uważam za ważny dokument, który nasi historycy nie powinni w swych pracach pomijać. Oto jego treść:

Dlaczego niemiecki Gross, ani niemiecki Pasikowski nie pokażą światu stodoły w Gardelegen?
Notka z portalu Historycy.org:

15 kwietnia 1945 żołnierze posuwającej się na wschód 102 Dywizji Piechoty IX Armii Stanów Zjednoczonych natknęli się w miejscowości Gardelegen na wypaloną murowaną stodołę. Okazało się, że znajdują się w niej spalone i osmalone zwłoki 1016 jeńców wojennych i więźniów obozów koncentracyjnych. Co się tam wydarzyło? Dnia 13 kwietnia 1945 jednostka SS umykająca przed Sowietami i prowadząca ich w "marszu śmierci" ze wschodu, natknęła się na amerykańskie czołówki i postanowiła usunąć zbędny "balast". Ok 1100 więźniów spędzono do stodoły z sianem, podlano benzyną i podpalono. Na wprost wrót stodoły ustawili się SS-mani z bronią maszynową, granatami, panzerfaustami i dobijali tych, którym udało się jakimś cudem wydostać z płonącego budynku. Oprócz SS w akcji brali również udział żołnierze Luftwaffe, Fallschirmjager, Hitlerjugend, Volkssturm. Kolejny przyczynek do legendy o "rycerskim" niemieckim żołnierzu.

Amerykanom tylko w 4 przypadkach udało się ustalić tożsamość ofiar. Dla 301 ofiar ustalono zaledwie ich numery obozowe. 711 więźniów w ogóle nie zidentyfikowano. Udało się ustalić narodowość 186 poległych: 60 Polaków, 52 Rosjan, 27 Francuzów, 17 Węgrów, 8 Belgów, 5 Niemców, 5 Włochów, 4 Czechów, 4 Jugosłowian, 2 Holendrów, 1 Meksykanina (?) i 1 Hiszpana.

Amerykanie zmusili mieszkańców okolicznych miejscowości do kopania grobów i grzebania zwłok. Amerykańscy żołnierze opowiadali, iż widoczne było jak na dłoni, że Niemcy tylko udawali skruchę i wyrzuty sumienia - w rzeczywistości byli zadowoleni z takiego obrotu spraw. Czuli ulgę, że nie dane im było dostać sie w ręce uwolnionych więźniów. SS-mani "rozwiązali" ten palący "problem" likwidując potencjalnych mścicieli.

Człowiek przypuszczalnie bezpośrednio odpowiedzialny za masakrę, to niejaki Gerhard Thiele - wysoko postawiony nazistowski cywilny urzędnik na obszarze dystryktu Gardelegen (nie mylić z niemieckim astronautą o tym samym nazwisku). Nigdy go nie schwytano - pewnie zmarł w jakimś małym miasteczku w Ameryce Płd., jako szacowny starszy pan. Schwytano i uwięziono innego "ważnego" - SS-Untersturmführera Erharta Brauny'ego, który zmarł w 1950 r. Oprócz tego zatrzymano "płotki", które potem na skutek sojuszniczego porozumienia, w liczbie 21 osób, przekazano pod sowiecką jurysdykcję. Odsiadywali kary w specjalnych obozach na terenie Wschodnich Niemiec.

Dziękuję komentatorowi Detoxic za trop do stodoły w Gardelegen. Wstyd się przyznać, ale o niej nie słyszałem. Żaden Gross nie napisał o tym książki, żaden Pasikowski nie nakręcił o tym filmu. Na stronie internetowej miasteczka wyczytałem, że jest podobno pomnik w Gardelegen, ale nie słyszałem, żeby tam pochylali głowy prezydenci, premierzy, oficjalne delegacje państwowe, tak jak pochylają się w Jedwabnem.

A warto dodać, że stodołę w Gardelegen polało niemiecką benzyną i podpaliło niemieckimi zapałkami niemieckie państwo rękami niemieckich funkcjonariuszy. I funkcjonowała tam, podobnie zresztą jak w Jedwabnem, niemiecka jurysdykcja niemieckiej władzy.

O Jedwabnem wie dziś cały świat, a pies z kulawa nogą nie wie dziś o Gardelegen. Ilu ludzi w Polsce wie o tej stodole, choć to głównie Polacy się w niej smażyli...

Nie oczekujmy jednak filmu o Gardelegen. Dziś jest już inny trend. Pianista, Lista Schindlera... dziś trzeba pokazywać Niemców sprawiedliwych, najsprawiedliwszych wśród narodów świata. Choć trudno będzie o nowe arcydzieła, bo ławka niemieckich sprawiedliwych dość krótka była niestety.

Można za to do woli mnożyć dzieła o złych i niesprawiedliwych Polakach, nawet jeśli nie jest do końca udowodnione i pewne, że byli niesprawiedliwi.

Uprzedzając komentarze – do współczesnych Niemców nie mam żadnych pretensji o Gardelegen. Ktoś tam parę lat posiedział, postawili pomniczek, zamieścili jakieś wzmianki – więcej od nich nie wymagam. Ile się można biczować za dziadka z zapałkami.

Mam pretensję do nas samych, do moich rodaków i do siebie, że własnymi rękami, własnymi piórami, własnymi pieniędzmi z własnego, polskiego budżetu wspieramy budowę krok po kroku fałszywego, zakłamanego obrazu minionej wojny. Tego obrazu, w którym będzie istnieć i kłuć w oczy upiorne Jedwabne, a nie będzie w nim miejsca dla mizernej, cichej stodoły w Gardelegen...

Pal sześć, że w ten obraz wierzą już Niemcy. Ale że my, Polacy zaczynamy wierzyć – to już jest prawdziwy problem. To już jest narodu duch zatruty...

Rudolf Jaworek

..................................................................

Rudolf Jaworek zmarł 16 lutego 2013 roku w wieku 86 lat - Wielki Polak z Zaolzia, społecznik, publicysta, poeta, Prezes Klubu Inteligencji Polskiej.
Urodził się w Trzyńcu w polskiej rodzinie. Jego ojciec, Ludwik, walczył w czasie pierwszej wojny światowej w Armii Hallera. Po tej wojnie Zaolzie włączono do Czechosłowacji. Rodzina, utrzymując swą polskość była narażona na szereg szykan ówczesnych władz, a trwanie przy polskości w czasie drugiej wojny światowej skutkowało wysłaniem ojca na roboty przymusowe do Niemiec. Rudolf uniknął zesłania na roboty „do Bauera” ukrywając się u rodziny w Czechach.

Po powrocie w rodzinne strony pracował u miejscowego rzemieślnika, a następnie został wysłany do kopania okopów dla wojsk okupanta. Po wojnie podjął przerwaną naukę w Gimnazjum i Liceum im. Osuchowskiego w Cieszynie, gdzie w roku 1947 zdał maturę. W 1951 r. ukończył Wydział Prawa – Sekcję ekonomii politycznej na Uniwersytecie A. Mickiewicza w Poznaniu, uzyskawszy stopień magistra. Następnie dwa lata studiował na Politechnice Warszawskiej w Wydziale Architektury – Studium Planowania Przestrzennego, które ukończył.

Rozpoczął pracę w planowaniu regionalnym i urbanistycznym, a następnie przeszedł do Rolniczego Ośrodka Naukowo-Doświadczalnego, gdzie kierował Zakładem Ekonomicznym.

W roku 1971 obronił pracę doktorską na SGPiS w Warszawie i otrzymał tytuł doktora nauk ekonomicznych.
Pracował w tym czasie w Instytucie Przemysłu Drobnego i Rzemiosła, później przemianowanym na Instytut Rynku Wewnętrznego i Usług, od roku 1974 jako docent.

W latach 1976-1981 pracował na uniwersytecie (ABU) w Zarii w Nigerii w Centrum Badań Społecznych i Gospodarczych (Centr for Social and Economic Research). Prawdopodobnie publikowane tam w języku angielskim prace dały podstawę zespołowi oceniającemu do mianowania go „Człowiekiem Roku 1992-1993” przez International; Bibliographical Centre w Cambridge w Anglii.

Swe doświadczenia afrykańskie w zakresie rozwoju terenów słabo rozwiniętych referował na uniwersytetach zagranicznych m.in. w Instytute of Education Uniwersity of London, a także na uniwewrsyteci w Helsinkach w Finlandii.

Po powrocie do kraju pracował w instytucie Koninktur i Cen Handlu Zagranicznego, ostatnio jako docent – kierownik Zakładu Towarów Przemysłowych.

W czasie swej pracy naukowej opublikował ok. 60 opracowań zwartych i ok. 160 artykułów w czasopismach fachowych.
Od kilku lat zajmował się publikacją książek na aktualne tematy społeczne i gospodarcze. Nie należał do żadnej partii politycznej, chociaż sympatyzował z tymi, które bronią polskiej racji stanu.

W życiu pozazawodowym zajmował się muzyką (grał w studenckich zespołach), sportem (biegał zawodniczo na nartach, uprawiał tenis, siatkówkę, pływanie), jego hobby od wielu lat to obrona zwierząt przed okrucieństwem. Założył odpowiednie towarzystwo w Nigerii, potem pełnił funkcje prezesa w Towarzystwie opieki nad Zwierzętami w Okręgu Warszawskim, a następnie członka ZG tego Towarzystwa w Polsce. Założył i prowadził Polskie Towarzystwo Humanitarne „Fauna”. Był także założycielem i prezesem Towarzystwa Polsko-Czesko-Słowackiego.

Bardzo dużo publikował na łamach GI KWORUM, m.in. w dziale "Satyra polityczna”, gdzie zamieszczał znakomite wierszyki jako komentarze do aktualnej rzeczywistości, Jego znakomite opracowania były również zamieszczane w dziale „Zakamarki Historii”, jest również opublikowana książka „Na Zachodzie bez zmian?” w formie elektronicznej. W zasobach GI KWORUM znajduje się jeszcze Jego kilka tekstów, które będą opublikowane.

Rudolf Jaworek napisał wiele książek, a oto tytuły niektórych z nich:
Wybitne osiągnięcia liberałów w dziele niszczenia kraju
Czy grozi nam los Indian?
Jak zasobny kraj doprowadzić do ubóstwa
Źródła nienawiści
Widok z ciemnogrodu
Poradnik przedakcesyjny
Rządy nieudaczników, cyników, cwaniaków i aferałów
Rozważania nad przyszłością Polski
Wynaradawianie Ślązaków
Konfidenci 1945-2005
Zawiłości lustracji
Na Zachodzie bez zmian?
Nad Olzą
Przepiękne Polskie Panie
Wybacz mi Serbio


(red)







Jedno z ostatnich zdjęć, przedstawiające dr Rudolfa Jaworka, w czasie kolejnego spotkania w Klubie, wykonane w grudniu 2012 roku, udostępnione naszej Redakcji przez p. Wojciecha Sawickiego.




Wersja do druku

Jan Orawicz - 12.03.13 0:13
Odszedł z tego świata jeszcze jeden wybitny Polak,który- jak wielu Jemu podobnych, cudem przeżył okropne piekło na ziemi w postaci II wojny światowej. Takiej wojny, jakiej świat do tamtej pory nie znał. Jego wrodzone i rozwinięte przez naukę zdolności, zrodziły wspaniałe twórcze owoce. Tylko
można pozazdrościć - także Jego ogromnej pracowitości! Te wspaniałe owoce pozostawił swojej Ukochanej Polsce. Jego twórczość naukowa i literacka,jego
serdeczny polski ból za Polską, świadczą o tym jak Miłował swoją Ojczyznę,
udręczoną jeszcze do tej pory, nad czym bardzo ubolewał. Ten ból widać było
w Jego bardzo odważnych strofach. Wielka strata,że odszedł od nas akurat
w tym czasie,kiedy Ojczyzna potrzebuje takich Córek i Synów,by odzyskać
swoje prawo do Wolności! Pozdrawiam

Wszystkich komentarzy: (1)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

20 Lipca 1792 roku
Urodził się Ignacy Prądzyński, polski generał, uczestnik powstania listopadowego, wybitny strateg (zm. 1850)


20 Lipca 1944 roku
Niemiecki płk Claus von Stauffenberg dokonał nieudanego zamachu na Hitlera w jego kwaterze w Kętrzynie


Zobacz więcej