Czwartek 20 Stycznia 2022r. - 20 dz. roku,  Imieniny: Fabioli, Mi┼éy, Sebastiana

| Strona g┼é├│wna | | Mapa serwisu 

dodano: 01.03.08 - 16:49     Czytano: [5413]

LONDYN Z LUDZK─ä TWARZ─ä

CZYLI MAŁGOSIA KONTRA MAŁGOSIA



Londyn jest jak b┼éyskotka, nieustaj─ůce ┼Ťwiecide┼éko, migocze w tunelu, wabi i kusi, przyci─ůga jak magnes, wci─ůga jak studnia, o┼Ťlepia obiecuj─ůcym blaskiem i daje wiar─Ö w powodzenie jutra. Dla jednych jest schronieniem, dla drugich ucieczk─ů, dla trzecich azylem, dla pozosta┼éych jeszcze innym usprawiedliwieniem, by w nim trwa─ç. Mamy cz─Östo uzasadnione pretensje, ┼╝e nie odmawia nawet przest─Öpcom, ludziom, kt├│rzy o┼Ťmielili si─Ö wyj┼Ť─ç poza margines ┼╝ycia.

Przyjecha┼ée┼Ť tu tylko na chwil─Ö a za moment trudno jest Ci podj─ů─ç decyzj─Ö, by wyjecha─ç i opu┼Ťci─ç to miejsce na zawsze. Rozstajesz si─Ö z nim, by za kilka dni, tygodni, co najwy┼╝ej miesi─Öcy przywita─ç na nowo. Zmieniasz tylko klimat, by zaczerpn─ů─ç ┼Ťwie┼╝ego powietrza a on czeka na Ciebie niezmienny, wszechstronny, pot─Ö┼╝ny. Nie przyt┼éacza Ci─Ö swoim rozmiarem ani rozmachem, manifestowanym bogactwem ani ub├│stwem za rogiem ulicy. Tu wszystko jest mo┼╝liwe, gdyby tak nie by┼éo nie podj─ů┼éby┼Ť kilka tygodni, miesi─Öcy a mo┼╝e nawet i lat temu, decyzji o emigracji, zostawiaj─ůc w ┼Ťwiecie, lub upychaj─ůc w zbyt ma┼éej walizce swoj─ů, ┼╝yciow─ů histori─Ö.

T─Ösknisz za nim, za jego specyfik─ů, barw─ů i kszta┼étem, zapachem pieni─Ödzy, wolno┼Ťci─ů i bezpiecze┼ästwem, kt├│re jest w stanie Ci zapewni─ç. Tutaj nie musisz szczeg├│lnie troszczy─ç si─Ö o swoj─ů anonimowo┼Ť─ç, o to by m├│c by─ç sob─ů, otrzymujesz je w pakiecie, zbyt dla nas atrakcyjnym, by wyrzuci─ç go do ┼Ťmieci. Nie zak┼éadasz i nie zmieniasz z tak─ů cz─Östotliwo┼Ťci─ů jak w innych miejscach, swoich masek, bo niewielkie jest prawdopodobie┼ästwo, ┼╝e kto┼Ť obejrzy si─Ö za Tob─ů na ulicy. Nie wisi nad Tob─ů jak z┼éa wr├│┼╝ba, gro┼║ba nieustannej oceny ze strony rodziny, przyjaci├│┼é, czy doros┼éych dzieci, kt├│re uda┼éo Ci si─Ö wychowa─ç na “ludzi”. Masz si─Ö, gdzie ukry─ç, schowa─ç, zaszy─ç lub po prostu zmieni─ç mieszkanie, czy prac─Ö. Mo┼╝esz tak┼╝e wymieni─ç przyjaci├│┼é, lub nie spotaka─ç si─Ö ju┼╝ nigdy z tymi, kt├│rzy zbyt cz─Östo zachodzili Ci drog─Ö, utrudniali w─Ödr├│wk─Ö przez ┼╝ycie.

Londyn nie wymaga sta┼éo┼Ťci, bezwgl─Ödnej wierno┼Ťci, w ka┼╝dej sytuacji ofiarowuje, nieobarczone limitem wyj┼Ťcie awaryjne. Mo┼╝esz liczy─ç na akceptacj─Ö i tolerancj─Ö, je┼╝eli tylko u┼Ťwiadomisz sobie, ┼╝e potrafisz by─ç wobec innych ras, j─Özyk├│w, czy narod├│w oboj─Ötny. To o wiele lepsze, ni┼╝ nastawienie na otwarty konflikt.

Przyjazd do Londynu to ju┼╝ nie jest mo┼╝liwo┼Ť─ç, dost─Öpna dla wybranych, to nie jest konieczno┼Ť─ç pogoni za godnym, lepszym ┼╝yciem. Przyjazd i pobyt w stolicy “Wspania┼éej Brytanii” jest po prostu trendy, og├│lnie dost─Öpny i cieszy si─Ö znacz─ůcym popytem, w┼Ťr├│d innych miejsc, do k├│rych najch─Ötniej emigruj─ů nie tylko Polacy.
Skoro ju┼╝ tu jeste┼Ť, skoro ju┼╝ tu mieszkasz i w og├│lnym zarysie akceptujesz zmienno┼Ť─ç i tempo ┼╝ycia, nie da si─Ö ukry─ç - jeste┼Ť Londy┼äczykiem, malutk─ů cz─ůstk─ů tego miejsca, z┼éo┼╝on─ů z cudownych obraz├│w, jakich nie znajdziesz, pod ┼╝adnym, innym niebem, wybitnych postaci, elitarnych kr─Ög├│w, rozpusty i rozpaczy, ale przede wszystkim ze zwyk┼éych ludzi, przedstawicieli przer├│┼╝nych ras, kultur i mniejszczo┼Ťci etnicznych. To stanowi o wyj─ůtkowo┼Ťci i odr─Öbno┼Ťci brytyjskiej stolicy od innych miast tego typu: otwarto┼Ť─ç i elastyczno┼Ť─ç, szansa na starcie, szans─ů na przysz┼éo┼Ť─ç.

Czasami koniecznie trzeba zmieni─ç miejsce, uciec w kr─ůg innego otoczenia, by m├│c odnale┼║─ç si─Ö, by przyjrze─ç si─Ö sobie z odleg┼éo┼Ťci, kt├│ra dot─ůd nie by┼éa w zasi─Ögu naszego wzroku. Wtedy o wiele ┼éatwiej jet dostrzec pewne konsekwencje naszych decyzji, zar├│wno tych s┼éownych, jak i tych, kt├│re potwierdzamy czynami. Nieoczekiwanie ku naszemu zdumieniu ┼Ťwiat staje si─Ö bardziej klarowny i zrozumia┼éy a my w nim szcz─Ö┼Ťliwsi, mimo, ┼╝e tak d┼éugo nie potrafili┼Ťmy si─Ö pogodzi─ç z zachodz─ůcymi, cz─Östo nieuniknionymi zmianami.

Ma┼égosi─Ö pozna┼éam jeszcze na studiach, by┼éy┼Ťmy przyjaci├│┼ékami, fascynatkami teorii Kantego i Parsonsa. Po pi─Öciu latach nasze drogi rozesz┼éy si─Ö w dwie przeciwleg┼ée strony. Prawdopodobnie wi─Ö┼║ nie by┼éa a┼╝ tak silna, jak mi si─Ö wtedy wydawa┼éo, albo narodzi┼éy si─Ö w nas potrzeby skosztowania doros┼éego, niezale┼╝nego ┼╝ycia, ze wszystkimi zmianami i wyrzeczeniami, by m├│c poczu─ç smak spe┼énienia. Od lat nie wysy┼éa┼éy┼Ťmy do siebie emaili, ale nigdy nie wykre┼Ťli┼éam jej numeru telefonu ze swojego kalendarza a ona nie upcha┼éa gdzie┼Ť na dnie jednej z dawno zapomnianych szuflad, naszego zdj─Öcia, na kt├│rym obie, jak wariatki zanosi┼éy┼Ťmy si─Ö ze ┼Ťmiechu. Nadal, dumnie zdobi┼éo drzwi jej lod├│wki. M├│wi┼éa, ┼╝e czerpie z niego optymizm, ┼╝e dodaje jej otuchy, wtedy, gdy pada lub zbli┼╝a si─Ö chandra, albo co trudniejsze do przetrwania, staje twarz─ů w twarz z nowym problemem.

Podobnie by┼éo tamtego dnia, kiedy Kuba wyszed┼é po ni─ů na londy┼äsk─ů Victori─Ö. Przyjecha┼éa do niego autobusem. Z dnia na dzie┼ä przewr├│ci┼éa do g├│ry nogami swoje wroc┼éawskie ┼╝ycie, podepta┼éa wszystkie zwi─ůzane z tym miastem plany, bo pisa┼é i kilka razy dziennie dzwoni┼é, ┼╝e kocha i t─Öskni, ┼╝e pobyt tutaj bez niej nic nie znaczy. Uleg┼éa jego namowom i pro┼Ťbie. Zdecydowa┼éa si─Ö na przyjazd po kilku miesi─ůcach roz┼é─ůki.

Deszcz la┼é jak z cebra, pod Victori─ů urodzajnie rozkwita┼é deszcz r├│┼╝nobarwnych parasoli, kiedy j─ů przywita┼é, oschle i o wiele ch┼éodniej, ni┼╝ tego dnia rt─Ö─ç si─Öga┼éa na skali termometru. Nie t┼éumaczy┼éa niczego zm─Öczeniem, stresem, niewyspaniem, chorob─ů, k┼éopotami z lokatorami, wsp├│┼épracownikami, trafficiem, Londynem jako ca┼éokszta┼étem. Domy┼Ťli┼éa si─Ö, ┼╝e zbyt d┼éugo czeka┼é a w tym oczekiwaniu na w┼éasne ┼╝yczenie zapomnia┼é jej powiedzie─ç, szczerze wyzna─ç, jak to czyni┼é z innymi sprawami... . Oszcz─Ödzi┼éby jej chocia┼╝ podr├│┼╝y, kt├│ra trwa┼éa prawie dob─Ö, gdyby podczas ich ostatniej rozmowy, kiedy ju┼╝ nie nalega┼é na jej przyjazd, lecz jedynie, czego si─Ö wyuczy┼é, o nim wspomina┼é, potrafi┼é si─Ö przyzna─ç, ┼╝e to koniec ich znajomo┼Ťci., koniec ich wsp├│lnego ┼╝ycia. Gdyby wyzna┼é w kilku prostych s┼éowach, przecie┼╝ to jedna z ludzkich s┼éabo┼Ťci i przywar - zdrada. Gdyby nie sk┼éama┼é, gdyby si─Ö nie ba┼é us┼éysze─ç tego co, mia┼éaby mu do powiedzenia. Nie zrobi┼é niczego, podda┼é si─Ö woli czasu. Woli i jego presji. Pozwoli┼é, by si─Ö nie domy┼Ťli┼éa. Myli┼é si─Ö, nie s─ůdzi┼é, ┼╝e w ko┼äcu podejmie decyzj─Ö, kt├│ra po minionym czasie, b─Ödzie dla niego niewygodna i trudna do realizowania w przysz┼éo┼Ťci. Powiedzia┼é jej dopiero w dwuosobowym pokoju z widokiem na Kew Garden, w kt├│rym mieszka┼é z my┼Ťl─ů o innej kobiecie.

Dreszcz przeszy┼é jej cia┼éo, g┼éos si─Ö za┼éama┼é, s┼éowa mocno utkwi┼éy w gardle a szaro-b┼é─Ökitne oczy ze z┼éo┼Ťci i ┼╝alu za┼Ťwieci┼éy si─Ö niczym dwie rozpalone pochodnie. Cisn─Ö┼éa w niego kwiatami, kt├│re podarowa┼é jej na przywitanie. Poczu┼éa si─Ö jak w pu┼éapce, zosta┼éa oszukana. W pierwszej chwili s─ůdzi┼éa, ┼╝e nie ma dla niej innej drogi, jak natychmiastowy powr├│t do Polski, by ratowa─ç w pokrtych popio┼éem zgliszczach szcz─ůtki zaplanowanej przesz┼éo┼Ťci.
Wtedy zdoby┼é si─Ö na ┼Ťwiadomy, ostani gest, ┼Ťwiadcz─ůcy o jego m─Ösko┼Ťci i postanowi┼é jej pom├│c. Najpierw po┼╝yczy┼é pieni─ůdze, potem znalaz┼é przytulne mieszkanie blisko stacji metra i zaoferowa┼é swoje wsparcie na ca┼ée siedem tygodni, dop├│ki nie dojedzie jego nowa dziewczyna.
Z tego ostatniego Ma┼égosia nigdy nie skorzysta┼éa. Prac─Ö znalaz┼éa sobie sama a w niej pojawi┼é si─Ö Tom, roztargniony facet z rozwian─ů czupryn─ů, rodem z Wysp.

W ┼Ťrod─Ö rano odebra┼éam od niej emaila. Zaskoczy┼éa mnie jego tre┼Ť─ç. Ani jednego s┼éowa wyja┼Ťnienia, zapytania, przecie┼╝ obie milcza┼éy┼Ťmy przez te wszystkie lata, tylko ma┼éa, skromna pro┼Ťba o spotkanie, poniewa┼╝ kto┼Ť z mojej rodziny powiedzia┼é jej o moim pobycie w Londynie.
Zgodzi┼éam si─Ö bez wahania i w czwartek rano popija┼éy┼Ťmy kaw─Ö w Costa Cafe. Mia┼éam wra┼╝enie, ┼╝e czas si─Ö zatrzyma┼é. Ta znajomo┼Ť─ç nie umar┼éa, zosta┼éa jedynie przykurzona czasem. Opowiedzia┼éa mi wtedy o swoich pierwszych do┼Ťwiadczeniach w Londynie. Podziwia┼éam jej si┼é─Ö i spok├│j, widzia┼éam jaka jest szcz─Ö┼Ťliwa i jak bardzo przyda┼éa jej si─Ö tamta lekcja. By┼éa z siebie dumna, bardziej pewna siebie. Gdyby nie jej przyjazd tutaj, gdyby nie tamta odwaga i determinacja, by─ç mo┼╝e nigdy nie dostrzeg┼éaby prawdy w sobie i wok├│┼é siebie. Z rozkosz─ů opowiada┼éa o tym, jak bardzo zachwyca j─ů Londyn, z pozoru podobne do siebie ulice, zupe┼énie jak ludzie. Wreszcie wyzna┼éa, ┼╝e gdyby nadal trwa┼é jej zwi─ůzek z Kub─ů, nigdy nie by┼éaby sob─ů ze swoimi marzeniami i pragnieniami, potrzebami kszta┼écenia i poznawania, poniewa┼╝ on chcia┼é jak najszybciej za┼éo┼╝y─ç rodzin─Ö i mie─ç dzieci a ona w grudniu zdaje kolejny egzamin w Cambrige a potem czeka j─ů wa┼╝na praktyka w presti┼╝owym oddziale banku w londy┼äskim City. Na co dzie┼ä i od ┼Ťwi─Öta wspiera j─ů Tom, powiernik ┼╝ycia, cudowny kochanek i najwierniejszy przyjaciel. Ona ju┼╝ nie chce pami─Öta─ç jak by┼éo przed nim, zrozumia┼éa, ┼╝e warto by┼éo przeczeka─ç nawa┼énic─Ö.

Ka┼╝dy z nas pod─ů┼╝a w┼éasnym szlakiem ┼╝ycia. Droga do przej┼Ťcia nie zawsze jest ┼éatwa i prosta. Zdarza si─Ö, ┼╝e bywa wyboista i niezwykle trudna. Na tej drodze spotykamy i mijamy ludzi. Wobec jednych zachowujemy si─Ö ca┼ékowicie biernie, innych zabieramy z sob─ů i pragniemy by dotrzymywali nam kroku. To naturalne, podobnie jak zgodne z natur─ů s─ů zdobywane przez nas zyski i ponoszone straty oraz ofiarowane nam szanse. Takie ma┼ée, niewinne, niespodziewane dary od losu, kt├│re potrafi─ů skutecznie zawr├│ci─ç nam w g┼éowie, kt├│re s─ů w mocy zaw┼éadn─ů─ç naszym dotychczasowym ┼Ťwiatem i, kt├│re przynosz─ů nam zmian─Ö, cz─Östo tylko pozornie niemo┼╝liw─ů do zaakceptowania.

Czasami trudno uwierzy─ç, ┼╝e strata mo┼╝e okaza─ç si─Ö zyskiem, ┼╝e cierpienie niesie z sob─ů obietnic─Ö mi┼éo┼Ťci. W tak niezwyk┼éych miejscach jak Londyn, gdzie my┼Ťl wyprzedza czas, wszystko mo┼╝e si─Ö zdarzy─ç... .

Małgorzata Bugaj -Martynowska

Wersja do druku

czytelnik - 17.06.10 22:34
Czasami trudno uwierzyc, trudno mimo tolerancji, mimo braku barier jak krzywdzaca bywa ludzka nadwyobraznia, niewiarygodne wydumanie i nadinterpretacja otaczajacej nas rzeczywistosci. Jesli czegos nie rozumiemy, nie starajmy sie za wszelka cene dopisac do tego wlasny scenariusz. Analiza tekstu nie jest rzecza skomplikowana, jedynie nauczalna.
Nie ma tez nic zlego w realizmie i optymizmie (nikt tutaj nikogo, do niczego nie namawia a jedynie nie zamierza poddawac sie nie zawsze przychylnemu losowi drogi Panie :))

R. Lawman - 10.08.08 15:38
Przyznam sie, iz nie czytalem wiekszej bzdury od wielu lat. Mieszkam w Londynie od 1970 roku. Sielska atmosfere Londynu oraz jego rzekomo materialny dobrobyt oraz duchowy i intelektualny czar, widziane oczami Pani Małgorzaty Bugaj -Martynowskiej, jest bardzo subiektywnym, skrzywionym odczuciem osoby pozbawionej osobistej godnosci oraz jakiejkolwiek moralnosci. Czyzby Pani ta namawiala inne mlode Polki do podjecia tego samego stylu zycia? Rzuccie swoich wieloletnich narzeczonych, budujcie swa wymarzona przyszlosc swiadzczac seksualne uslugi niejakim Tomom. Stancie sie utrzymankami cudzoziemskich nieudacznikow seksualnych, ktorych rodzima plec "piekna", dawno przestala zauwazac.

Wszystkich komentarzy: (2)   

Publikowane komentarze s─ů prywatnymi opiniami naszych Czytelnik├│w. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialno┼Ťci za tre┼Ť─ç opinii.

20 Stycznia 1913 roku
Urodził się Jan Kajus Andrzejewski, polski harcmistrz, podpułkownik, powstaniec warszawski (zm. 1944)


20 Stycznia 2005 roku
Zmarł Jan Nowak-Jeziorański, polski polityk i dziennikarz (ur. 1914)


Zobacz wi─Öcej