Czwartek 22 Stycznia 2026r. - 22 dz. roku,  Imieniny: Dominiki, Mateusza

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 24.08.07 - 21:21     Czytano: [1730]

Powrót historii

Zanim napłyną
Słowa przebaczania
Czas się odwróci
I ludzie zapomną.
Wschody, zachody
W tysiącletnią przepaść
Upadać będą
Bez trwogi ciosu.
Zbryloną przestrzeń
Ludzkim bogom
Złożą przed zgonem
Zakrzepli w cieniu.
W chóry anielskie
Bębny akces zgłoszą
Ostatnie nawoływanie
Do czynu w imię.

--------------------------------------

Żyć na powierzchni
Przestrzenią
Lotem,
Nawet z połamanym skrzydłem.
Wkupić się w przestworza
Ocalać
Innych,
Otwierać klatki bez pardonu.

----------------------------------

Bywało
Wołało serce:
Czas umierania rozpoczął się...
Trzeba się było pochylić
By nie upaść.

Przez trwanie
Przesunęła się bryła nerwów i mięśni
I znów wołanie
Gdzieś z dna:
Przybywa życie, to znaczy nadzieja.

----------------------


Składamy ręce
-ochrona przed upadkiem.
Błękit oczu
Zlewa się z niebiosami.
Wysłuchujemy krwi
I serce potwierdza równowagę.
Ale podchodząc do Ołtarza
Bezwiednie tracimy oddech.

-----------------------------------------

Włosy policzone,
Kroki ponumerowane,
Serca drżą.
Zapisano w księdze
Jasnymi znakami
i...zrozumiano.
Otwierają się
pięści boju, nienawiść
pęka. Śmiech.

-----------------------------------


Deszcz zmył z płótna ziemi
Złoto i plamy sangwiny,
Zostały barwy zimna i srebro.
Srebrniki zabiorą Judasze
W podróż po kuli, a czyści
Pogrzebią potem ich ludzkość.
Podejdzie malarz do palety
-nieobecny w akcie historii-
i zobaczy anty- dzieło.

---------------------------------

Znów masakra
Na winnych
Myślach
Sądach
Wyroczniach.
Przychodzi jak wir
Przez napięte
Życiem
Ciało i
Krew.
Rozplątuje zagadki
Mojego bytu
Szaleństwem,
Porywem
Nadrealności.
I osiada
Podcięta przesadą
Krzepnie
W ciepły
Wiersz.


-------------------------------


Wykrusz tę ścianę czerni,
Co jak zasłona
Zagradza szlaki
Do dawnych pokoleń.
Docierać będę
Do rozrzuconych kości,
Ich proch poprowadzi
Do martwej ziemi grobów.

------------------------------------------

Odwieczny status
Raczenia ziemi
Żarem i mrozem
Doprowadza człowieka
Do zgromadzeń tych,
Którzy w półśnie
Na miejscu z jednym czasem
Odchodzą
Nie dorabiając kluczy
Do nieznanych przestrzeni.

---------------------------------------

Dochodzę do siebie
Przez stopnie
Przekreślania napięć.
Wchodzę w krzyk Muncha
Zestrajam głos
Z echem ulicy.
Przechodzę obok nieznanego
Odtrącanego do dziś
Przez samarytan.
Odchodzę od płonących ołtarzy
Donosząc iskry
Do siebie.

-------------------------------------------


Żyję na kamieniu
Wyjętym ze stopni świątyni.
Rozkładam ciało,
Nagrzewam materię głazu.
Ci obcy przechodnie,
Strażnicy wybranych znaków Mojżesza,
Wchodzą z tablicami
Do kamiennych mych źrenic.


---------------------------------

Dawne ideały

Potoczyły się myśli
Pozbieraliśmy wszystkie,
Dzielimy się jak chlebem,
Choć już wzniośli i okrutni.

Przeszły smugi cierpień
Dotykały domostw idee;
Dziś odwracamy oczy
Słońce wytapia w nich ból.

----------------------------------

Rana

Bezwzględna,
Despotyczna
Drążę w ciele życia
Ranę.
Jątrzy się,
Bliźni
Cała moja w istocie
Pozostaje.


----------------------------------

Do chleba tylko pocałunków,
Za darmo cały świat.
Nieodgadnione kroki i głosy
Za chwilę zbliżą ludzi.
Na prochach przodków
Rozpalamy swoje ogniska życia.

--------------------------------

Spadł most do rzeki
Nie było nas wtedy,
Oglądaliśmy chmury,
Wtopiliśmy się w przestworza.
Dwie tragedie, dwa błękity
I mosty od nieba do nieba.

-------------------------------

Dla milczenia ciężkie czasy,
Złoto zmienia kurs,
Przez usta rzeki przepływają
Wśród słów głuchnie krzyk.


--------------------------------
Pulsują
Brukowe głazy
Kiedy stopa
Uderza żywa.
Popiół nocy
Wzbija się
Szuka miejsca
nad drogą.
Ptaki zajmują
gałęzie
rynek lśni,
dnieje.

Cień po obu stronach
Lustra
I zatknięty jak proporzec
Strach.
Oba moje.
Szare odbicie
I powiew niepewności.

------------------------

Splecione ręce,
Na ustach tajemnice.
Rosarium.
Odliczone kroki.
Popiół, jęk i krew
Via Golgoty.
Dzwony, trąby
W tle anielskie chóry.
Sursum corda.

-------------------------------

Wracam.
Widziałam miejsca- głazy ociosane
Skrojone na miarę laboratorium.
Przestrzenie mieszczące miliony oddechów
Zamknięte kopułą z kamienia.
Na granicy sacrum
Omdlewało ciało, nienawykłe do uniesień,
Sklepiało się z częścią otchłani niebieskiej.
Wchodziłam do sal rozrosłych wiekami,
Napęcznianych latami, ogromniejących żywotami.
Duch odnajdywał fragment odlewu,
Formę, na której spoczywał.
Drganiu świateł,
Żłobiącemu od stuleci strugi jasności korytarzy
Przyglądały się teraz moje oczy.
Wracam pamięcią.
Zaglądam.

-----------------------------------
Od chrztu

Sposoby podawania dobra,
Serwowania ciepła
Przypominane od wieków,
Zastygające w tradycji.
Celebracja Jego Ofiary,
Sakramenty i czystość,
Walka z posuwającą się pustką,
Noszenie brzemion na miarę.
Odgadywanie charyzmatów,
Odbieranie ciężarów bliźnim,
Zatrzymanie się w oazie miłosierdzia
I czerpanie-powolne, ciche, niezmącone.

Joanna Szubstarska

Wersja do druku

wedrowiec - 25.08.07 17:05
meandry rozwazan ciekawe

Wszystkich komentarzy: (1)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

22 Stycznia 1942 roku
Powołanie Kierownictwa Dywersji AK (Kedyw) przez gen. S. Roweckiego ps. "Grot"


22 Stycznia 1922 roku
Zmarł Benedykt XV, papież (ur. 1854)


Zobacz więcej