Niedziela 13 Września 2026r. - 256 dz. roku, Imieniny: Eugenii, Lubomira
| Strona główna | | Mapa serwisu
dodano: 29.08.26 - 12:21
Czytano: [191]
Monte Cassino to triumf Polaków
- nie Ukraińców!
Choć Polacy walczyli na wielu frontach II wojny światowej i brali udział w licznych bitwach, to właśnie Monte Cassino jest prawdopodobnie wspominane najczęściej. Wokół tego włoskiego wzgórza, o które toczono tak zacięte walki, urósł bowiem swoisty mit. Przyczynił się do niego, choć niezamierzenie, Feliks Konarski, tworząc utwór "Czerwone maki na Monte Cassino", który został swego rodzaju polską pieśnią narodową. Duże zasługi w tworzeniu tego "mitu" miał także Melchior Wańkowicz, dzięki swojej monumentalnej pracy "Bitwa o Monte Cassino" (Do Rzeczy 15.8.2026).
W dniach 13-25 sierpnia, obchodzimy 106 rocznicę Bitwy Warszawskiej, ale uroczystości Święta Żołnierza - Święto Wojska Polskiego obchodzimy 15 sierpnia dlatego, że właśnie w tym dniu nastąpił symboliczny przełom - odzyskanie Radzymina i zatrzymanie bolszewickiego natarcia na przedmościu Warszawy, a jednocześnie dzień ten został powiązany z katolickim świętem Wniebowzięcia NMP, które Kościół i opinia publiczna uznały za "cudowny" moment zwycięstwa.
Te dwa święta łączy jedna sprawa - próba łączenia przez Ukraińców obu tych wielkich zwycięstw oręża polskiego z Ukraińcami.
Z materiałów historycznych wiemy, że po napadzie Niemiec na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 roku, Churchill nakłonił Stalin do wyrażenia zgody na utworzenie Armii Polskiej w Związku Sowieckim i z polskich łagierników i zesłańców, mówiąc satrapie sowieckiemu wprost (lipiec 1941): "Musicie uregulować sprawę polską, inaczej nie będzie współpracy." w walce z hitlerowskimi Niemcami. To była presja strategiczna, a nie sentymentalna wobec Polaków. Churchill kierował się w tej sprawie interesem brytyjskim. I rzeczywiście: polscy żołnierze przy Armii Brytyjskiej - jak się na koniec okazało, czyli w 1945 roku - nie walczyli za wolną Polskę, a tylko za Wielką Brytanię i jej interesy polityczne. Stalin potrzebował sojusznika w walce z hitlerowskimi Niemcami, gdyż w kilku tygodniach walki z Niemcami Armia Czerwona rozpadała się: setki tysięcy jeńców, gigantyczne straty, utrata dużych części Ukrainy i Białorusi, a Moskwę ogarnęła panika. Chcąc nie chcąc wyraził więc zgodę na powstanie całej Armii Polskiej. 14 sierpnia 1941 roku podpisano umowę wojskową, która dała podstawę do rozpoczęcia formowania Armii Polskiej w ZSRR. Naczelny Wódz Armii Polskiej na Zachodzie, gen. Władysław Sikorski powierzył dowodzenie powstającą armią gen. dyw. Władysławowi Andersowi, przetrzymywanemu w więzieniu NKWD na Łubiance. Z łagrów i zesłań zwalniano obywateli polskich sprzed 17 września 1939 roku (wtedy to Związek Sowiecki dokonał agresji zbrojnej na Polskę i w umowie z Hitlerem zagarnął całe Kresy). Jednak Stalin zastrzegł, że tworzona w Związku Sowieckim armia polska miała się składać wyłącznie z Polaków. Z drugiej strony było to także w interesie polskim, gdyż przyjmowanie Ukraińców, Białorusinów i Żydów do tworzonego wojska polskiego sprawiało by, że mniej uratowanych zostało by etnicznych Polaków. Nie był to rasizm wobec przedstawicieli polskich mniejszości narodowych, ale naturalna troska matki o swoje dzieci. Każda matka na świecie najpierw ratowała by własne dzieci, a nie dzieci sąsiada.
Te dwie przyczyny sprawiały, że stosunkowo niewielu nie-Polaków znalazło się w utworzonej Armii Polskiej w ZSRR (w przedwojennej Polsce mniejszości narodowe stanowiły 30% mieszkańców kraju). A ci, którzy znaleźli się w Armii Polskiej, w większości musieli dwoić się i troić, aby udowodnić, że są Polakami. Dopiero po opuszczeniu Związku Sowieckiego latem 1942 roku - do czego doprowadził Churchill, żołnierze, którzy chcieli to zrobić, przyznali się do swej prawdziwej narodowości i religii, bez żadnych negatywnych konsekwencji wobec nich. Związek Sowiecki opuściło, udając się na Bliski Wschód, ogółem 77 tysięcy polskich wojskowych (w tym 4000 Żydów i po kilkaset Ukraińców i Białorusinów; podczas pobytu wojska w Palestynie, z Armii Andersa zdezerterowało ponad 3 tys. Żydów) i ponad 43 tysiące cywili - obywateli polskich - bez względu na narodowość (Polaków - stanowili zdecydowaną ich większość, Żydów (ok. 2500) i trochę Ukraińców i Białorusinów). Był to największy liczebnie w całym okresie stalinizmu exodus byłych więźniów łagrów poza granice ZSRR.
Z wyprowadzonych z Domu Niewoli (ZSRR) żołnierzy polskich i po ich dalszym przeszkoleniu, powstał w 1943 roku 2 Korpus Polski dowodzony również przez gen. Władysława Andersa. Był on w składzie brytyjskiej 8 Armii. W 1943 roku został on przetransportowany na wyzwolony teren południowych Włoch (Apulia). Skierowany na front, uczestniczył w kampanii włoskiej. W maju 1944 roku zdobywał linię Gustawa zdobywając Monte Cassino, następnie na linii Hitlera (Piedimonte). W lipcu 1944 roku na wybrzeżu Morza Adriatyckiego wyzwolił Ankonę, sierpień-wrzesień przełamał linię Gotów, w październiku walczył w Apeninach. W kwietniu 1945 roku brał udział w bitwie o Bolonię. Po wojnie pozostał we Włoszech w składzie wojsk okupacyjnych. W 1946 roku przetransportowany został do Wielkiej Brytanii. Większość żołnierzy pozostała na emigracji i wstąpiła do Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia[a]. W 1947 korpus rozwiązano.
Brytyjski historyk Matthew Parker pisząc o bitwa o Monte Cassino, tj. o wyjątkowo olbrzymie opactwo benedyktynów na jej szczycie (520 m n.p.m.), nazywa ją największą lądową bitwą w Europie - była najcięższą i najkrwawszą z walk zachodnich aliantów z niemieckim Wehrmachtem na wszystkich frontach drugiej wojny światowej. Po stronie niemieckiej wielu porównywało ją niepochlebnie ze Stalingradem. Ten fakt spowodował, że jest to jedna z najbardziej znanych na świecie bitew II wojny światowej. W internetowej Wikipedii są o niej artykuły w 46 najważniejszych językach. Zajęły opactwo wojska niemieckie, zamykając tym samym wojską alianckim jedyną w tym rejonie drogę do Rzymu (pomiędzy pasmami gór przecinającymi Włochy, zajmującymi obszar od Gaety po Ortonę). Niemcy bronili się tu ciągle pomimo wielkiego zbombardowania opactwa (zrzucono na klasztor i najbliższy teren aż 1400 ton bomb). Wojska alianckie (Brytyjczycy - w tym dwie dywizje hinduskie, Amerykanie, żołnierze Wolnej Francji i Marokańczycy, Kanadyjczycy, Nowozelandczycy, żołnierze Południowej Afryki i ochotnicy włoscy) prowadziły ataki w trzech fazach, ale wszystkie uderzenia zakończyły się ich klęską.
Wówczas gen. Harold Alexander zarządził, że główną siłę atakującą czwartego natarcia (operacja "Honker", 11-19 maja) miał stanowić 2 Korpus Polski pod dowództwem gen. Władysława Andersa. 24 marca dowódca 8 Armii gen. Oliver Leese zaproponował dowódcy 2 Korpusu Polskiego zdobywanie Monte Cassino. Po krótkim zastanowieniu gen. Anders przyjął propozycję. Generał uważał, że zwycięski szturm na klasztor będzie sukcesem sprawy polskiej i zagłuszy propagandę sowiecką głoszącą, że Polacy unikają walki z Niemcami. Zmysł polityczny generała Andersa pozwolił mu dostrzec, jakie korzyści dałoby Polakom zdobycie Monte Cassino: "Monte Cassino jest twierdzą, którą zdobyć usiłowało wiele narodów; jest twierdzą słynną na cały świat. Jeśli odmówię, korpus zostanie skierowany do doliny Liri, gdzie atak także przyniesie ciężkie straty, ale w dłuższym czasie (...). Jeśli zdobędziemy Monte Cassino, a zdobyć je musimy, wyniesiemy sprawę polską - tak obecnie sponiewieraną - w samo centrum uwagi świata". 11 maja odczytano żołnierzom 2 Korpusu rozkaz dowódcy: "Żołnierze!... Nadeszła chwila bitwy. Długo czekaliśmy na tę chwilę odwetu i zemsty nad odwiecznym naszym wrogiem... Zadanie, które nam przypadło, rozsławi na cały świat imię żołnierza polskiego. W chwilach tych będą z nami myśli i serca całego Narodu, podtrzymywać nas będą duchy poległych naszych towarzyszy broni. Niech lew mieszka w Waszym sercu".
Atak wojsk polskich rozpoczął się 12 maja o godzinie 1.00. Bardzo krwawe walki o opactwo trwały do późnych godzin 17 maja, kiedy to Polacy przełamali północny skraj pierścienia obronnego, opanowując Colle San Angelo. Niemcy znaleźli się w beznadziejnej sytuacji. W nocy 17/18 maja 1944 roku hitlerowcy postanowili opuścić klasztor, obawiając się okrążenia i nie chcąc poddać się Polakom. Asekurując się wywiesili białą flagę. Dowództwo polskie wysłało patrol 12 Pułku Ułanów Podolskich pod dowództwem ppor. Kazimierza Gurbiela, który, przechodząc bez strat pole minowe o wymiarach 300 × 100 metrów, wkroczył do ruin klasztoru. Wziął do niewoli szesnastu rannych żołnierzy niemieckich pod opieką trzech sanitariuszy i zatknął na murach najpierw proporzec 12 Pułku Ułanów, a następnie polską flagę, którą zatknęli żołnierze z pocztu dowódcy 3 kompanii 5 Batalionu Strzelców Karpackich. Dopiero w kilka godzin później, na wyraźne polecenie gen. Andersa, obok polskiej flagi została wywieszona flaga brytyjska. 18 maja 1944 roku w samo południe na ruinach klasztoru Monte Cassino polski żołnierz, plutonowy Emil Czech, odegrał hejnał mariacki, ogłaszając zwycięstwo polskich żołnierzy.
W polskim natarciu na Monte Cassino zginęło 923 żołnierzy, 2931 zostało rannych, a za zaginionych uznano 345, z których 251 powróciło do oddziałów po zakończeniu walk. 1 listopada 1945 roku, na płaskim odcinku terenu pomiędzy Monte Cassino i wzgórzem "593", a więc w miejscu najbardziej wymownym, przez które szły główne natarcia 3 Dywizji Strzelców Karpackich i widocznym dla każdej osoby udającej się do odbudowanego klasztoru jak i z samego klasztoru, został uroczyście oddany Polski Cmentarz Wojenny na Monte Cassino, powstały według projektu architektów Hryniewicza i Skolimowskiego. Budowę cmentarza nadzorował inż. Roman Wajda, uczestnik bitwy. Zbudowali go żołnierze, uczestnicy bitwy. Spoczywa na nim 1072 poległych żołnierzy Rzeczypospolitej wszystkich narodowości (Polaków, Białorusinów, Ukraińców, Żydów). Cmentarz żołnierzy 2 Korpusu pod Monte Cassino jest dziś jednym z najważniejszych polskich miejsc pamięci narodowej. Polacy nie zapominają o poległych pod Cassino żołnierzach, znicze są zawsze palone, setki krzyży ozdobiono różańcami. Cmentarz polskich żołnierzy ozdabiają wykute w kamieniu sentencje "Przechodniu powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w jej służbie" oraz "Za naszą i waszą wolność my żołnierze polscy oddaliśmy Bogu ducha, ciało ziemi włoskiej, a serca Polsce".
18 maja 1944 roku odbyła się uroczysta akademia dla zwycięzców, z udziałem polskiej i alianckiej generalicji. Wykonano na niej po raz pierwszy pieśń Feliksa Konarskiego (Ref-Rena) i Alfreda Schütza pt. "Czerwone maki na Monte Cassino". Pieśń napisana została w nocy z 17/18 maja w czasie trwania walk o Monte Cassino. Zaśpiewał ją Gwidon Borucki, któremu akompaniował zespół Czołówki Rewiowej Feliksa Konarskiego Ref-Rena. Stała się ona szeroko znaną polską pieśnią patriotyczną.
Bitwa o Monte Cassino to wielka chluba oręża polskiego. Tak wielka, że pozazdrościli jej nam Ukraińcy, naród bez własnej historii i państwowości aż do 1991 roku, a jednocześnie o wyjątkowo wybujałych ambicjach tak historycznych jak i współczesnych (marzą o odgrywaniu pierwszej roli w Europie środkowo-wschodniej). Tak wybujałych w odniesieniu do historii, że w 2010 roku lwowska fundacja Ukraina-Ruś, związana z kręgami ukraińskich nacjonalistów, wydała przewodnik zatytułowany "Ukraińskie miejsca w Polsce", który jest próbą reinterpretacji historii, w której Ukraińcy odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu polskiego państwa. Autorzy przewodnika twierdzą, że od V do X wieku ukraińskie plemiona zamieszkiwały ogromne obszary Europy i ukraińskie plemię Polan stało się protoplastą polskiego narodu, a Kraków jako "staroukraiński gród" w 999 roku padł ofiarą "polskiej okupacji" pod wpływem nacisków niemieckich.
Wcześniej, Ukraińcy pozazdrości nam również innej chwały oręża polskiego - bitwy pod Wiedniem w 1683 roku, twierdząc, że to Kozacy bili Turków pod Wiedniem, a cud nad Wisłą z 1920 roku to także zasługa żołnierzy ukraińskich. Polscy historycy ponad wszelką wątpliwość udowodnili, że wśród 27 tysięcy polskich żołnierzy, którzy wyruszyli pod Wiedeń był tylko jeden oddział kozacki, liczący zaledwie 150 wojaków. Natomiast, jeśli chodzi Bitwę Warszawską, zwyczajowo nazywaną Cudem nad Wisłą (bo to zwycięstwo graniczyło z cudem), to toczyła się ona na przedpolach Warszawy w dniach 13-25 sierpnia 1920 roku pomiędzy nacierającą na Warszawę i na północny zachód od niej Armią Czerwoną a Wojskiem Polskim, zgrupowanym nad Wisłą i Wieprzem; to ona była decydującą bitwą w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku. Wśród 120 tysięcy żołnierzy polskich broniących niepodległości Polski nie było żadnych Ukraińców, tj. żadnego, chociażby małego oddziału ukraińskiego. Zwycięstwo to radykalnie zmieniło przebieg wojny. Od 26 września do 12 października 1920 roku trwało po prostu nieustanne przepędzanie Armii Czerwonej w kierunku wschodnim. Nawet wielka bitwa nad Niemnem, toczona w dniach od 20 do 28 września miała właściwie taki charakter, chociaż definitywnie przesądziła o losie całej wojny polsko-bolszewickiej. W szeregach kilkudziesięciu tysięcy polskich żołnierzy tam walczących również nie było Ukraińców.
W marszu na Polskę, bolszewicy utworzyli także front południowy, którego celem było zdobycie Lwowa, a dalej Krakowa. Stalin skierował do niego 1 Armię Konną (Konarmię) Siemiona Budionnego. W czasie trwania Bitwy Warszawskiej parła ona w kierunku Zamościa. Z powodu zaangażowania niemal wszystkich polskich sił w bojach pod Warszawą i Lwowem, polskie dowództwo powierzyło zadanie obrony miasta i twierdzy Zamość polskiemu 31 Pułkowi Strzelców Kaniowskich i 10 Kaniowskiemu pułkowi artylerii lekkiej (2800 żołnierzy), Samodzielnej Brygadzie Kozackiej (biali Rosjanie) oraz ukraińskiej 6 Siczowej Dywizji Strzelców (zaledwie 400 żołnierzy), dowodzonej przez generała Marko Bezruczko, który wraz z polskim dowódcą, majorem Mikołajem Bołtuciem stanowili dowództwo obrony Zamościa. Zmasowane ataki bolszewików trwały od 29 do 31 sierpnia, a więc już po Bitwie Warszawskiej. Tego dnia do Zamościa dotarły przybywające na odsiecz wojska generała Stanisława Hallera ze Lwowa. Oznaczało to zwycięski koniec obrony oblężonego miasta. Obrona Zamościa nie odegrała większej roli w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku (nie jest nawet wspomniana w Bitwy polskie. Leksykon (Znak, Kraków 1999). Większą rolę odegrała zwycięska bitwa kawaleryjska 2 dywizji jazdy płk. Juliusza Rómmela z Konarmią pod Komarowem 31 sierpnia 1920 roku, w wyniku której Konarmia musiała się cofnąć na Wołyń. Bitwa ta była równocześnie ostatnią wielką bitwą kawaleryjską w dziejach wojskowości. Udział Ukraińców w polskim pogromie bolszewików w 1920 roku był więcej niż minimalny, a w Bitwie Warszawskiej żaden.
Ukraińscy nacjonaliści nie byli by tym kim są, a przede wszystkim polakożercami, gdyby i w przypadku bitwy o Monte Cassino nie starali się o to, aby wykazać, że zwycięstwo Polaków wcale nie jest ich zwycięstwem, a tylko Ukraińców w 2 Korpusie Polskim lub znacząco przykleić się do tego polskiego zwycięstwa.
Według archiwalnych danych, z chwilą wejścia do działań na froncie włoskim 2 Korpusu Polskiego, w jego jednostkach służyło ok. 350 żołnierzy Ukraińców, obywateli II RP, w tym najwięcej w 5 Kresowej Dywizji Piechoty - 264 żołnierzy, a na polskim cmentarzu wojennym na stokach Monte Cassino spoczywa 18 poległych na Polu Chwały żołnierzy narodowości ukraińskiej wyznania grekokatolickiego. Wśród 52 żołnierzy wyznania prawosławnego pochowanych na tym cmentarzu, pochodzących z Wołynia i Chełmszczyzny oraz Polesia, Nowogródczyzny, Grodzieńszczyzny i Wileńszczyzny może była jakaś grupka Ukraińców. Powiedzmy, razem około 25 na 1072 grobów ("Gen. Władysław Anders i żołnierze SS Galizien" Post grzegorzg1960 N dws.org.pl Twoje forum o wojnach światowych 08 wrz., 2019 17:43).
Około 350 żołnierzy 2 Korpusu Polskiego podało się za Ukraińców i nikt ich za to nie prześladował. Podali się za Ukraińców, ale należy przy tym pamiętać, że wszyscy oni z własnej i nieprzymuszonej woli wstąpili do Wojska Polskiego, podstępnie podając się za Polaków, uniemożliwiając innym polskim ochotnikom wstąpienie do wojska polskiego, przez co musieli oni pozostać w piekle Związku Sowieckiego. Jeśli ci ludzie cierpieli, to ich cierpienie obciąża sumienie tych Ukraińców. A treść przysięgi, jaką składali żołnierze 2 Korpusu Polskiego brzmiała następująco: "W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny Królowej Korony Polskiej, kładąc rękę na ten święty Krzyż, przysięgam: Służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, stać nieugięcie na straży jej honoru i o wyzwolenie Jej z niewoli walczyć ze wszystkich sił aż do ofiary życia. Przysięgam być posłusznym rozkazom Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej i rozkazom moich dowódców. Tak mi dopomóż Bóg." (przysięga wojskowa z 11 listopada 1941 r., zatwierdzona przez gen. Władysława Sikorskiego i obowiązująca we wszystkich jednostkach polskich formowanych w ZSRR, na Bliskim Wschodzie i później we Włoszech). Ci, spośród Ukraińców, którzy później pluli na Polskę i Polaków, dopuścili się krzywoprzysięstwa - ciężkiego przewinienia tak w prawie Boskim jak i cywilnym. I chociaż byli moralnymi szmatami, to ciągle byli przede wszystkim żołnierzami polskimi, a nie Ukraińcami, których walkę o Monte Cassino może sobie przypisywać Ukraina i Ukraińcy ku ich chwale. Chwała walk o Monte Cassino przysługuje wyłącznie Polsce i narodowi polskiemu.
Tymczasem znany polakożerca i terrorysta ukraiński Zinowiej Knysz, który brał udział w napadzie na polski urząd miejski w Bóbrce w 1930 roku, za co odsiedział we więzieniu 6 lat, wydał w Paryżu w 1958 roku książkę Za czużu sprawu, na podstawie rzekomych wspomnień Mychajła Kozija, żołnierza 2 Korpusu Polskiego. W książce autor (oprócz treści niosących nienawiść do wszystkiego, co polskie, spojrzenia nacjonalistycznego i propagandy banderowskiej) twierdzi, że w 2 Korpusie Polskim służyło na ponad 50 tys. żołnierzy, 20 tys. Ukraińców. Nawet proukraińska paryska "Kultura" (nr 4, 1962) Jerzego Giedroyca potępiła tę książkę. Sprawa na jakiś czas ucichła. W połowie lat 80. XX wieku powstał w Nowym Jorku Komitet Monte Cassino Studentów Ukraińskich, którego członkowie mieli na celu przekonać mieszkańców zachodnich krajów do kłamliwej wersji historii, w której to ukraińscy żołnierze dzielnie uczestniczyli w europejskim ruchu oporu, walcząc z nazistowskimi Niemcami, biorąc przy tym aktywny udział w wielkich bitwach, takich jak np. w zmaganiach o Monte Cassino. I jednocześnie umniejszając przy tym wysiłek Polaków.
26 marca 1986 roku Petro Matioszka, prezes tego Komitetu, napisał na łamach wydawanego w Stanach Zjednoczonych czasopisma "Ukrainian Echo" artykuł pt. "Komitet Monte Cassino prowadzi badania". W artykule tym próbował przekonywać do tego, że Ukraińcy biorący udział w bitwie o Monte Cassino mieli walny udział w odniesieniu tego zwycięstwa. Nie podając wiarygodnych źródeł informacji wysnuwał tezy, że w 2 Korpusie Polskim mogło być nawet około 15 tys. żołnierzy ukraińskich, którzy mieli tym samym zdominować szeregi 5. Kresowej Dywizji Piechoty, która walnie przyczyniła się w walkach o Monte Cassino. Matioszka pokusił się ponadto o stwierdzenie, że na polskim cmentarzu wojskowym, gdzie pochowanych jest 1051 żołnierzy generała Andersa, leży ponad 30 proc. Ukraińców. Pisano jednocześnie o "reakcyjnym polskim szowinizmie", który miał prowadzić do niesprawiedliwości względem Ukraińców walczących w szeregach 2. Korpusu Polskiego.
Na całe szczęście artykuł Petro Matioszki nie osiągnął zamierzonych skutków. Bardzo szybko doszło do reakcji ze strony Polonii. Środowiska emigracyjne wystosowały protest do Smithsonian Institute, na którego łamach zamieszczone zostały "rewelacje" autorstwa Matioszki. Doszło też do sympozjum zorganizowanego przez dra Antoniego Mantykowskiego na uniwersytecie Georgetown, w którym poruszono kwestię walk o Monte Cassino. Wzięło w nim udział ponad 800 osób m.in. z Wielkiej Brytanii, Kanady, Izraela, Norwegii, Francji, Niemiec i Włoch. Z kolei Marian Kałuski z Australii w swojej broszurce pt. Ukraiński zamach na polskie sanktuarium narodowe pod Monte Cassino (Londyn 1989, 52 strony) z angielskim streszczeniem, szczegółowo opisał genezę i cele tej szeroko zakrojonej akcji organizowanej przez ukraińskich studentów. Kałuski nazwał ich akcję ukraińskim zamachem na polski cmentarz wojskowy - Polskie Sanktuarium Narodowe pod Monte Cassino, który za jednym strzałem miał przywłaszczyć sobie polskie zwycięstwo i jednocześnie wybielić naród ukraiński, który tak masowo współpracował z hitlerowskimi Niemcami (m.in. cała dywizja ukraińska SS Galizien - 15 tys. żołnierzy, zgłosiło się do niej 80 tys. ochotników!, policja w dystrykcie lwowskim Generalnej Guberni na usługach Gestapo), wspólne z Niemcami masowe mordowanie Żydów i Polaków, pilnowanie gett żydowskich, straż w obozach koncentracyjnych i straż kolejowa itd.).
Ponownie nacjonaliści ukraińscy skulili ogon pod siebie. Powrócili jednak do tej sprawy ponownie - z uporem maniaka, ale teraz w sposób oficjalny - państwowy! Otóż od 1 lutego do 8 maja 2009 roku Ambasada Ukrainy we Włoszech prowadziła akcje poszukiwawcze w celu ustalenia liczby zabitych Ukraińców w pobliżu Monte Cassino. Według drugiego sekretarza ambasady, Ihora Brusyło, poszukiwacze "znaleźli 103 osoby, które w taki czy inny sposób pochodzą z ziem należących do Ukrainy" (Kudryk, Natalka. Ukraińcy w walkach pod Montecassino. Radio Liberty (ukraiński). Archiwum oryginału 9 maja 2010. Pobrano 17 marca 2017). - To po prostu zwykły kretynizm. Jak w taki sposób można ustalać, że ktoś jest Ukraińcem czy nie?! Przecież dużo etnicznych Polaków nosiło i nosi nazwiska "ukraińskie", jak np. Bodnar. Natomiast w haśle "Ukraińcy w bitwie pod Monte Cassino" w ukraińskiej Wikipedii czytamy: "W bitwach o Monte Cassino II Korpus Wojska Polskiego pod dowództwem generała Andersa brał udział po stronie wojsk alianckich. Korpus składał się z około 5000 Ukraińców - Wołynian, Poleszuków, osób pochodzących z Chełmszczyzny i Galicji i innych mieszkańców byłej II Rzeczypospolitej. Większość zmarłych Ukraińców spoczywa na monumentalnym cmentarzu polskim, a ich pochodzenie wskazują ukraińskie nazwiska, miejsce urodzenia lub krzyże" (przypominam: najwyżej 25 ukraińskich grobów na 1072 na cmentarzu).
Teraz Ukraina już w sposób oficjalny - państwowy domaga się uznania ukraińskiego wkładu w Bitwie Warszawskiej, określanej jako 18 najważniejsza bitwa w dziejach świata. Media polskie podały, że
"Zełenski pogratulował Polsce. Ukraińscy żołnierze pomogli w obronie Warszawy". "Gratulujemy Polsce z okazji rocznicy bitwy warszawskiej oraz Święta Wojska Polskiego" - przekazał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. "Pamiętamy, jak w tej bitwie rozstrzygnął się los narodu i państwa polskiego, i wspólnymi siłami powstrzymano bolszewicką ofensywę. Sto sześć lat temu ukraińscy żołnierze pomogli obrońcom Polski w obronie Warszawy i powstrzymaniu marszu bolszewizmu na zachód" - napisał na platformie X" (polsatnews.pl 15.8.2026).
Żaba podstawia swoje łapki do podkucia. Bowiem powyżej pisałem, że Ukraińcy nie brali udziału w Bitwie Warszawskiej. Brali udział w naszym wspólnym marszu na Kijów (w pierwszym dniu tego marszu Armia Czynna URL - miała tylko 556 oficerów i 3348 szeregowych, łącznie 3904 żołnierzy, podczas gdy w wyprawie na Kijów uczestniczyło 60 tysięcy wojska polskiego), a w ostatnich dniach sierpnia 1920 roku w mało znaczącej z punktu widzenia militarnego bitwie o Zamość (zaledwie 400 Ukraińców). Ukraińcy tylko pośrednio walczyli o niepodległą Polskę. Walczyli przede wszystkim o niepodległość Ukrainy. Niestety, naród ukraiński nie poparł swoich rodaków w tym przedsięwzięciu, podjętym przez Józefa Piłsudskiego i Symon Petlura. "Ukraińskie warstwy ludowe przeważnie za prawowitych następców carów uznawały bolszewików. Z aprobatą przyjęły koncepcję władzy rad, z entuzjazmem realizowały hasła odebrania środków produkcji i dóbr materialnych klasom posiadającym. Bunt przeciwko Petlurze w związku z jego porozumieniem z Piłsudskim podnieśli również ukraińscy politycy i wojskowi z zajętej przez Polskę Galicji Wschodniej (z Galicji wycofało się na Ukrainę ponad 100 tys. żołnierzy ukraińskich nie akceptujących układów z Polską)". Gdyby oni poprali rząd Petlury i włączyli się do walki z bolszewikami, to chyba już w 1920 roku powstało by niepodległe państwo ukraińskie. Sami Ukraińcy oddali się w niewolę sowiecką "Wyprawa kijowska: Wikipadia.pl).
Nie mamy prawa puszczać tej sprawy płazem - pozwalać innym na antypolską rewizję polskiej historii, pamiętając, że kłamstwo powtórzone sto razy staje się prawdą.
Marian Kałuski
Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!



13 Września 1993 roku
Sprowadzono do kraju prochy prezydenta Ignacego Mościckiego.
13 Września 1637 roku
Cecylia Renata, żona Władysława IV Wazy została koronowana w katedrze św. Jana w Warszawie.