Wtorek 11 Sierpnia 2026r. - 223 dz. roku,  Imieniny: Luizy, Włodzmierza

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 11.07.26 - 17:21     Czytano: [145]

Boi się polskiej ulicy?


Wczoraj pod pomnikiem Ofiar Tragedii Smoleńskiej doszło do kolejnej obrzydliwej zadymy. Bojówkarze - sympatycy Koalicji Obywatelskiej jak co miesiąc lżyli pamięć prezydenta Lecha Kaczyńskiego, obrażali jego brata i fizycznie atakowali zwykłych ludzi, którzy przyszli pomodlić się i złożyć wieniec. Policja, zamiast chronić obywateli i dostęp do pomnika, stanęła po stronie agresora i nie dopuściła Jarosława Kaczyńskiego pod sam monument.

W tej sytuacji pojawiły się głosy - niestety także na prawicy - że "dość już tego", że comiesięczne wizyty prezesa PiS prowokują awantury, ośmieszają go i szkodzą partii. Że czas skończyć z "cyrkiem" co dziesiątego dnia miesiąca.

To jest myślenie godne parobków, a nie wolnych Polaków, dlatego - przez litość - nie wskażę tu konkretnych nazwisk.

Jarosław Kaczyński ma pełne prawo przychodzić pod pomnik na Placu Piłsudskiego codziennie, nawet pięć razy dziennie, jeśli tylko ma na to ochotę. To nie jest "polityczna manifestacja", którą można regulować sondażami czy komfortem elektoratu. To jest sprawa osobista, braterska, święta. Składanie kwiatów i modlitwa przy pomniku nie wyrządza nikomu żadnej krzywdy. Kto uważa inaczej, ten jawnie zawłaszcza przestrzeń publiczną i prywatne prawo obywatela do upamiętniania bliskich. Ci, którzy pouczają Kaczyńskiego, żeby "dał już spokój", powinni po prostu zamilknąć, bo ujawniają swoją słabą naturę i mentalność "niewolnika" klękającego przed silniejszym chamem.

Ale ta sprawa pokazuje coś jeszcze ważniejszego - jaskrawą różnicę charakterów między liderami dwóch największych sił politycznych w Polsce.

Jarosław Kaczyński ma odwagę. Co miesiąc staje twarzą w twarz z nienawiścią, wyzwiskami i agresją. Wie, że może zostać popchnięty, opluty, zaatakowany. I przychodzi. Nie wysyła kwiatów kurierem, nie wrzuca laurki na X. Jest tam osobiście - przy pomniku.

A co robi Donald Tusk? Mamy rocznicę "krwawej niedzieli" - kulminacji rzezi wołyńskiej, jednego z najstraszniejszych ludobójstw na Polakach. Premier wrzuca filmik w mediach społecznościowych i tyle. Żadnego publicznego wystąpienia, żadnego pomnika, żadnego realnego akcentu pamięci w przestrzeni publicznej. Tak samo jak co roku 11 listopada - Tusk po prostu znika.
Dlaczego?
Bo boi się polskiej ulicy. Boi się spojrzeć w oczy ludziom, którzy mają dość jego rządów. Boi się konfrontacji, gwizdów, niewygodnych okrzyków. W przeciwieństwie do Kaczyńskiego, który regularnie przechodzi przez korytarz nienawiści pod Pomnikiem Ofiar Tragedii Smoleńskiej, Tusk woli bezpieczne bańki. Stąd zaproszenie Emmanuela Macrona do Gdańska - swojego "Danzig". Tam czuje się komfortowo, tam jest statystycznie najwięcej sympatyków. W Warszawie, nawet pod rządami Rafała Trzaskowskiego, już nie jest tak pewnie. Tam mógłby usłyszeć to, co miesiąc słyszy Kaczyński.

To nie jest przypadek. To jest cecha charakteru. Jeden lider regularnie naraża się na agresję, żeby oddać hołd bratu i ofiarom największej powojennej tragedii Polski. Drugi "chowa się" w internecie, bo konfrontacja z realnymi Polakami napawa go lękiem. Polska potrzebuje liderów z kręgosłupem. Ludzi, którzy nie uciekają przed własnym narodem. Jarosław Kaczyński taki kręgosłup ma. Donald Tusk ma tylko strach i pogardę dla tych, którzy mu o jego własnym lęku przypominają.

Olgierd Jarosz
wPolityce

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

11 Sierpnia 1944 roku
11 d. Powst. Warszaw.: Niemcy opanowują Wolę i Ochotę. Zacięte walki o Bank Polski na Bielańskiej. Ukazał się rozkaz Nr 14 płk. "Montera" ws opasek


11 Sierpnia 1892 roku
Urodził się Władysław Anders polski generał i polityk. Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych w latach 1944-45 (zm. 1970)


Zobacz więcej