Gdzie znikają miliardy?

"Największy wał finansowy Komisji Europejskiej?"
Audytorzy nie wiedzą, gdzie znikają miliardy euro
Europejski Trybunał Obrachunkowy nie ma pojęcia, gdzie znikają miliardy z unijnego Funduszu Odbudowy po pandemii Covid-19. "To może być jeden z największych wałów finansowych Komisji Europejskiej" - skomentowała europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik, która nagłośniła sprawę.
Na nieprawidłowości w funduszu zwraca uwagę nie tylko europosłanka Konfederacji, ale także hiszpański portal La Gaceta, który szczegółowo opisał sprawę.
Gdzie ta przejrzystość?
Okazuje się, że Europejski Trybunał Obrachunkowy dopatrzył się poważnych braków w zakresie przejrzystości wydatkowania środków z funduszu. Organ audytowy UE uważa, że mechanizmy, na których podstawie rozdysponowano środki były tak niejasne, że trudno wskazać, do kogo ostatecznie trafiły pieniądze, jaki był rzeczywisty koszt projektów i jakie były ich konkretne rezultaty.
Rządy nieskore do współpracy
Audyt, przeprowadzony w dziesięciu państwach członkowskich Unii Europejskiej, wykazał ogromne rozbieżności między poszczególnymi krajami w zakresie udostępniania informacji. Według kierującej śledztwem Ivany Maletić z Chorwacji, niektóre rządy udostępniły jedynie podstawowe dane, podczas gdy inne po prostu odmówiły współpracy.
Jednym z przypadków, który najbardziej przykuł uwagę audytorów, była Francja, która nie przedstawiła nawet całej dokumentacji. Również Niemcy miały problem z dostarczeniem szczegółowych informacji.
Pole do nadużyć
Według audytorów, Komisja Europejska zastosowała system "finansowania pozakosztowego", który sprawiał, że władze poszczególnych państw członkowskich UE nie muszą informować o pełnych wydatkach i przepływach finansowych - wystarczy tylko raportowanie o kamieniach milowych i celach odblokowywanych płatności.
"To ewidentne pole dla przeogromnych wałów i nadużyć!" - oburza się europosłanka Konfederacji.
Ale takie zdanie mają nie tylko politycy znani z surowych ocen na temat Unii Europejskiej. Sam Trybunał Obrachunkowy uważa, ta metoda utrudnia śledzenie funduszy publicznych i otwiera drogę do nadużyć, faworyzowania i potencjalnych oszustw.
Audytorzy ostrzegają, że w wielu przypadkach udało się zidentyfikować tylko po stu największych odbiorców w każdym z krajów - są nimi ministerstwa, agencje rządowe lub podmioty publiczne. Jednak ostateczne przeznaczenie miliardów euro pozostaje nieznane.
Sama autorka raportu Ivana Maletić, stwierdziła wprost:
"Obywatele mają prawo wiedzieć, kto otrzymuje publiczne pieniądze i na co są one faktycznie wydawane".
Na co poszły pieniądze z KPO?
Zajączkowska-Hernik zwraca uwagę, że
"kontrola na razie objęła 10 państw bez polskiego KPO - aż strach pomyśleć, co będzie, jak zaczną sprawdzać, na co środki wydały cwaniaki z ekipy Tuska...".
Faktycznie już w marcu prezes NIK Mariusz Haładyj mówił w w rozmowie z portalem WNP.pl, że "
Około 90 proc. środków wykorzystano do zarządzania płynnością". Tłumaczył co prawda dalej, że
"wynikało to głównie z opóźnień w realizacji programów". Opozycja uznała to jednak za skandal.
"Aż w 90% zostały wykorzystane przez ministra finansów na utrzymanie płynności sektora finansów publicznych" - oburzał się na platformie X Zbigniew Kuźmiuk z PiS, który wyjaśniał w kolejnym wpisie:
"Szef NIK posłużył się danymi za lata 2023-2024 ( dane za 2025 rok będą dopiero w czerwcu- lipcu), chodziło o kwotę 20, 8 mld euro i rzeczywiście aż 90% tej kwoty poszło na zapewnienie płynności, a zaledwie 10% na rzeczywiste inwestycje".
Kolejna afera Ursuli von der Leyen
"To kolejna afera związana z von der Leyen po "Pfizergate", największym w historii UE skandalu korupcyjnym na szczytach Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego" - przypomina europosłanka.
źr. wPolsce24 za gaceta.es/X
wPolsce24Wersja do druku