Piątek 13 Lutego 2026r. - 44 dz. roku,  Imieniny: Grzegorza, Katarzyny

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 12.12.25 - 23:21     Czytano: [359]

Tragiczna rocznica


Bardzo dobrze pamiętam ten dzień, choć minęło już 44 lata. Niedzielny mroźny poranek i kilkuletni wówczas synek włączający o 9-ej rano czarno-bały telewizor, a po chwili, zirytowany niepowodzeniem zaalarmował, że telewizor znów się zepsuł, prosił żeby coś zrobić, bo na ekranie zamiast Teleranka syczy tzw. kasza. Jak się chwilę później okazało, o północy Wojciech Jaruzelski ogłosił stan wojenny na terenie całego kraju i "truł" przez wiele dni w telewizji w kółko to samo, że anarchia, że to konieczność, że powstała Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, nawoływał do spokoju i porzucenia złej "Solidarności". Tak zaczęła się wojna Jaruzelskiego z Polskim Narodem, który poczuł już przez ostatnie 15 miesięcy na własnej skórze jak smakuje wolność i powoli wyzwalał się z komunistycznego uścisku.

Po latach jakże często padały takie opinie od przemądrzałych publicystów i polityków, że można było to wszystko przewidzieć i że można było do takiej sytuacji jakoś się wcześniej przygotować. Choć byłem wówczas raczkującym działaczem NSZZ "Solidarność", dobrze pamiętam, że rzadko w moim zakładzie mówiło się o ewentualnym siłowym ataku władzy na obywateli w takiej właśnie konfiguracji. Częściej mówiło się raczej o ewentualnej "pomocy braterskiej" naszych sąsiadów, chociaż i ten wątek raczej był podnoszony częściej w formie żartów. Czuliśmy się wolni, całą gębą wolni. Dziś oceniam, że zbyt naiwni i niedoinformowani.

Pamiętam, że pierwszą moją reakcją, w ten niedzielny poranek było wyjście na ulicę i szukanie potwierdzenia zasłyszanej z radia informacji. Wielkie obwieszczenia z wytłuszczonym tytułem, porozlepiane na przystankach autobusowych oraz "scot" stojący w poprzek skrzyżowania, wystarczyły, żebym uwierzył, że stało się coś złego. Świeży śnieg skrzypiał pod butami, przenikliwe zimno wciskało się w nieosłonięte części ciała. Szybki powrót do domu i dyskusja, co dalej.



Nazajutrz, w poniedziałek trzeba było iść do pracy, po drodze sceny jak z filmu grozy, czołgi i patrole na ulicach, rewizje, kontrole dokumentów, żołnierze w polskich mundurach, milicja, charakterystyczni cywile, koksowniki. W zakładzie masówki i zapowiedź strajku, nikt nie przystępuje do pracy. Najgorsze było to, że nie mieliśmy żadnych informacji z centrali i nieobecność większości działaczy, organizujemy się więc sami. Po południu przyjeżdża ekipa wojskowych (i tu mogę się mylić, nie pamiętam czy było to w poniedziałek czy we wtorek), jakiś oficer tłumaczy, w jakiej sytuacji się znaleźliśmy, że natychmiast musimy przystąpić do pracy, że jesteśmy zakładem zmilitaryzowanym itd. Długo trwało to przekonywanie, że nie mamy żadnych szans, straszono sankcjami i więzieniem, ale o ile dobrze pamiętam, nie było wówczas jeszcze żadnej agresji z ich strony. Część załogi była zdeterminowana, żeby jednak podjąć strajk, podczas wychodzenia z zakładu trwały gorące dyskusje, w końcu jedni poszli do domów, część udała się w nieznane mi miejsce.



Kolejny dzień nie był jeszcze wyjaśniony, niby trwał strajk, ale generalnie przystąpiono do pracy. To był duży zakład, wiele budynków, po dwóch stronach głównej arterii, praktycznie na każdym wydziale była inna sytuacja. Z każdym dniem jednak, powoli sytuacja pozornie się normalizowała. Działalność związkowa została przeniesiona do podziemia, wszystko funkcjonowało "normalnie", przy każdej wypłacie zrzucaliśmy się po 100 zł na działalność związkową. Przeprowadzaliśmy akcje malowania haseł, umawialiśmy się na nielegalne demonstracje w centrum Warszawy, kolportowaliśmy ulotki, prasę związkową. Im więcej czasu upływało, tym lepiej to wszystko działało. Pamiętam taki drobiazg, kiedy na moim stanowisku pracy przez wiele miesięcy przyklejona była kolorowa wlepka "Solidarność", ciągle miałem wizyty różnych karbowych i ich polecenia o natychmiastowym jej zdrapaniu. Ociągałem się jak długo mogłem, ciągle wymyślałem jakieś trudności, aż w końcu pofatygował się ktoś z samej góry. Przykryłem ten napis szmatą i znów jakiś czas miałem spokój. Z perspektywy czasu sądzę, że szefostwo i kadra na dole udawali, że nie widzą co się dzieje. Taka "sielanka" trwała chyba do 13-go, tylko nie pamiętam maja albo sierpnia, kiedy to na apel podziemnej "Solidarności" w samo południe przerwaliśmy pracę na 15 minut. Zaczęły się restrykcje, zwolniono dyscyplinarnie kilka osób, działaczy związkowych, tych najbardziej aktywnych. Wtedy to właśnie musiałem wraz z kolegami przejąć wszystkie czynności podziemnego działania na wydziale. Zbieraliśmy składki, wypłacaliśmy zasiłki na urodzenie dziecka, zgony członków rodziny związkowców itp., zbieraliśmy również pieniądze dla zwolnionych z pracy kolegów. Część zebranych pieniędzy oddawałem "wyżej", regularnie kolportowałem prasę i ulotki. Wykonywaliśmy pieczątki, wlepki na klej. W domu, wraz z ojcem, mozolnie przepisywaliśmy przez fioletową kalkę treści odezwy, wojenną poezję, pieśni itd.

Trwało to kilka lat, aż w końcu zaczęły się przesłuchania. Dwa razy wzywano mnie przez kadry do komórki SB, która była umiejscowiona w biurowcu, by przesłuchać w sprawie działalności w zakazanej organizacji: NSZZ "Solidarność", za co groziło 3 lata pozbawienia wolności. Cały czas wszystkiemu zaprzeczałem, grożono mi aresztem, wykorzystywano sprawy rodzinne, miałem dwóch synów w wieku 6 i 2 lat, grożono mi, że jak się nie przyznam, więcej ich nie zobaczę. Trochę się bałem, że mnie wywiozą gdzieś na "białe niedźwiedzie". Zaryzykowałem, nie przyznałem się. Straszyli, że mają świadków, którzy widzieli jak dostarczam prasę podziemną innym, że wiedzą o wszystkim, brakuje im tylko parę szczegółów. Szybko zorientowałem się, że tylko domyślają się, mając niekompletne informacje. Domagałem się ukazania tych świadków, nie pokazali. Na jakiś czas dali mi spokój. Trzeba było wtedy bardziej uważać.
Ojciec miał rewizję w domu, podrzucili mu gazetki, zabrali na dołek do Pałacu Mostowskich, kilka dni przesiedział, mnie się jakoś udało, skończyło się na groźbach, powrót z pracy do domu trwał trochę dłużej niż przed wojną, trzeba było zmieniać trasę dla bezpieczeństwa i pochodzić wokół domu przed wejściem. Kontaktu z żoną nie było. A telefon?, owszem był, publiczny... na klatce, przy wejściu do windy. Takie to były czasy.



Ciężko się żyło, prawie wszystko było na kartki, wiele artykułów trzeba było zdobywać, szczególnie dla dzieci. Papierosy dostawaliśmy w wielkich paczkach foliowych, były to odrzuty z produkcji. Do zakładu przywożono śledzie, jajka, konserwy, kakao. Niektóre, te bardziej deficytowe artykuły były losowane. Pod koniec lat 80-tych, ogólnie było już zniechęcenie, panował marazm. Można powiedzieć, że nastąpiło wypalenie, za długo to trwało. A później? To już wiadomo, debata Wałęsa - Miodowicz, Magdalenka, "Okrągły stół" i zgniły układ, który trwał aż do 2015 roku. Przez dwie kadencje w latach 90-tych byłem szefem NSZZ "Solidarność" na wydziale. Zakładu nie udało się uratować, 5 tys. ludzi poszło na bruk, dziś mieści się tam wielkie centrum handlowe, Galeria Mokotów.

.........................................................



Od 2015 roku Zjednoczona Prawica z prezydentem Andrzejem Dudą, Jarosławem Kaczyńskim, Beatą Szydło i Mateuszem Morawieckim robiła wszystko, aby Polacy poczuli się wreszcie gospodarzami w swoim kraju. Nie było to proste, opór materii był niesamowity, widzieliśmy to na co dzień, a zaczęło się od "puczu" w Sejmie na przełomie 2015/2016 roku, chwilę po tym jak tylko Prawo i Sprawiedliwość objęło władzę w Polsce, gdy sfrustrowani porażką w wyborach ludzie Donalda Tuska rozpoczęli niesamowitą awanturę, dzień w dzień na wszystkich frontach życia publicznego w kraju i za granicą. Wszystkie siły wewnętrzne i zewnętrzne, wrogie Polsce, zaprzęgnięte były do pracy, by przeszkadzać, torpedować korzystne dla Polski zmiany. Pomimo tych trudności Polska przez te 8 lat rządów ZP stanęła na nogi, stała się tygrysem gospodarczym Europy, ludzie poczuli się ważni i dowartościowani, skończyła się bieda, wyeliminowano kupowanie na zeszyt. Zaczęto mocno inwestować w rejonach tzw. "Polski B i C", celowo zapominanych przez poprzednie władze. Ale jak to się mówi: "jest akcja jest reakcja", Polska coraz bogatsza zaczęła być zagrożeniem dla innych, jak pamiętamy z przeszłości. Niestety i tym razem nasi sąsiedzi i ich krajowi pomagierzy zrobili wszystko, aby ten szaleńczy rozwój zakończył się. I niestety tak się stało, m.in. oczadzeni lewacką propagandą młodzi Polacy pomogli w odzyskaniu władzy, skompromitowanemu w latach 2007-2015 roku Donaldowi Tuskowi. 15 października 2023 roku pomimo wygranych wyborów ZP nie mogła uformować rządu. W wyniku zmowy pozostałych partii i partyjek 13 grudnia powstał rząd, który po 2. latach należy określić jako antypolski. I nie jest to czysty slogan, mamy na to tysiące przykładów.

Niestety, to już po raz trzeci muszę wplatać tę jakże tragiczną rocznicę wybuchu wojny jaruzelskiej z Narodem Polskim, z powstaniem rządu koalicyjnego pod przywództwem Donalda Tuska. Przyznaję, że nie przypuszczałem, że ten, na szybko sklecony rząd, będzie tak długo "rządził" moim ukochanym krajem. Dziś, po 2. latach Polska znalazła się w bardzo niebezpiecznej sytuacji. Rząd wzmaga walkę z prezydentem Karolem Nawrockim, zniszczył wszystkie inicjatywy poprzedników, spotęgował zadłużenie, dając Polakom jedynie "Igrzyska", bo najważniejsza dla nich jest zemsta i hamowanie rozwoju. Powstaje więc pytanie, w czyim interesie działa ten rząd?
Jak to jest, że Polska wielokrotnie już miała w swojej historii takie momenty, kiedy jej rola znacząco wzrasta, nagle dostaje po głowie i znów musi zaczynać od początku. Aktualnie jesteśmy właśnie w takiej sytuacji. Jeszcze dwa lata temu kraje zachodnie miały problem, bo Polska rozwijała się w szaleńczym tempie, dziś już sytuacja wróciła do "normy". Nie ma żadnych inwestycji, jest gigantyczny deficyt, brakuje na wszystko pieniędzy, cofamy się w rozwoju, w ochronie zdrowia tragedia, rządzący wszystko kupują od obcych, pomijając rodzimą produkcję... Niemcy będący w kryzysie odetchnęły z ulgą. Nie na darmo, wyłożono spore pieniądze, aby mieć w Polsce swoich ludzi, opłaciło się.

Zbliżają się kolejne święta Bożego Narodzenia, więc dreszcz przechodzi po plecach, na myśl, co tym razem nieprzychylna Polsce władza wysmaruje podłego. Na razie, jak wynika z zapowiedzi, grozi nam cenzura, likwidacja TV Republika, atak na polskie złoto, a może i stan wyjątkowy. Jedno jest pewne, ta władza nie planuje rezygnacji z rządzenia, tyle już razy połamała Konstytucję, że oddanie się teraz weryfikacji suwerena nie wchodzi w rachubę. I to jest w tym wszystkim tragiczne.
Dzięki Bogu, mamy prezydenta Karola Nawrockiego, więc pozostańmy w nadziei, że tym razem nie uda się władzy zepsuć nam Świąt.

Zbigniew Skowroński
13 grudnia 2023 r.
Ilustracje w artykule pochodzą z prywatnego archiwum autora tekstu

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

13 Lutego 2004 roku
Zginął na przejeździe kolejowym Janusz Kulig, polski kierowca rajdowy (ur. 1969)


13 Lutego 2005 roku
Zmarła Lucia dos Santos, portugalska zakonnica, świadek objawień fatimskich (ur. 1907)


Zobacz więcej