Dodano: 25.11.20 - 19:20 | Dział: W kręgu wydarzeń

Znów straszą Polexitem





Po tym jak premier Mateusz Morawiecki zapowiedział zgłoszenie weta w stosunku do wieloletniego budżetu UE na lata 2021-2027 i Planu Odbudowy jeżeli prezydencja niemiecka nie odstąpi od zaproponowanego rozporządzenia dotyczącego powiązania przyszłych wydatków budżetowych z tzw. praworządnością, opozycja natychmiast wróciła do straszenia Polexitem.

Wykorzystywanie Polexitu do straszenia Polaków jest uruchamiane przez opozycję w każdej kampanii wyborczej od momentu kiedy to Brytyjczycy zdecydowali w referendum o opuszczeniu Unii Europejskiej ale jak widać po wynikach wyborczych partii opozycyjnych niespecjalnie im służy.

Straszenie Polexitem było bardzo mocno eksponowane zarówno w kampanii do Parlamentu Europejskiego wiosną 2019 roku, później parlamentarnej na jesieni i powtórzone w wyjątkowo długiej kampanii prezydenckiej kiedy głównym rywalem urzędującego prezydenta była najpierw kandydatka Platformy Małgorzata Kidawa-Błońska, później zamieniona na Rafała Trzaskowskiego.

Politycy Platformy, a szerzej prawie całej opozycji doskonale już wiedzą, że Zjednoczona Prawica najpierw przekonała do siebie Polaków programem wyborczym, a później jego konsekwentną realizacją, dlatego zdobyła jako jedyne ugrupowanie po 1989 roku, bezwzględną większość w Sejmie zarówno w 2015 jak i 2019 roku, a to daje mocny mandat do rządzenia naszym krajem.

Ponieważ opozycja nie jest w stanie zaproponować lepszego programu, w tym lepszej oferty społecznej niż Zjednoczona Prawica, to co i rusz szuka jakichś „wytrychów” przy pomocy których chce dotrzeć do wyborców.

Straszenie Polexitem jest właśnie takim wytrychem, ponieważ nasze członkostwo w UE popiera w różnego rodzaju sondażach od 70 proc. do 80 proc. respondentów, tym którzy używają tego argumentu wydaje się że w ten sposób można łatwo uzyskać dodatkowe poparcie społeczne.

Teraz straszenie Polexitem wraca bo z jednej strony po stronie opozycyjnej pojawiła się nadzieja na przedterminowe wybory parlamentarne w związku z ulicznymi protestami tzw. strajku kobiet, z drugiej zapowiedź polskiego weta wieloletniego unijnego budżetu i Planu Odbudowy.

Zdaniem opozycji zapowiedź budżetowego weta to pozbawienie naszego kraju wsparcia finansowego, ucierpieć jej zdaniem mają wszyscy potencjalni beneficjenci w tym w szczególności rolnicy, przedsiębiorcy i samorządy.

Tyle tylko, że nawet gdyby weto się zmaterializowało to nie jest prawda, ponieważ gdy wieloletniego budżetu nie będzie, z dniem 1 stycznia 2020 roku wchodzi w życie prowizorium budżetowe i niejako automatycznie w 2021 roku jest realizowany budżet z roku poprzedniego, którego środki opiewają na przynajmniej 140 mld euro.

Ponadto jeżeli prezydencja niemiecka do końca tego roku nie zakończy sukcesem negocjacji budżetowych, to od 1 stycznia przyszłego roku negocjacje przejmuje prezydencja portugalska, a premier tego kraju jest zwolennikiem porozumienia finansowego bez oglądania się na tzw. praworządność.

Zapewne w tego rodzaju podejściu Portugalczyków, będzie umacniała także Słowenia, która przejmuje od nich przewodnictwo w UE i będzie je sprawowała od 1 lipca, a zdaniem premiera tego kraju przyjęcie rozwiązań dotyczących praworządności w takim kształcie w jakim chcą Niemcy, będzie początkiem końca Unii Europejskiej.

A więc możliwość porozumienia dotyczącego finansów UE na następne 7 lat jest bardzo prawdopodobna już pierwszej połowie przyszłego roku, wtedy uruchomiony zostanie zarówno nowy wieloletni budżet jak i Plan Odbudowy.

Tak więc straszenie Polexitem jest tak samo poważne jak niedawno w krajach Europy Zachodniej straszono po zamachach, terrorystów - kredkami i rysowaniem na ulicach.

autor: Zbigniew Kuźmiuk
Doktor nauk ekonomicznych, wykładowca akademicki, europoseł z ramienia PiS
wPolityce