Dodano: 13.06.08 - 11:09 | Dział: Godne uwagi

Decydujące liczenie

Ponad 3 miliony Irlandczyków, (około 1% członków – obywateli Unii Europejskiej), w 43 okręgach wyborczych, w dniu wczorajszym, decydowało o przyszłości swojego kraju; i nie tylko.
W Irlandii, akceptacja traktatu lizbońskiego możliwa jest jedynie w drodze przyjęcia stosownej poprawki w ich, narodowej, konstytucji.
Tak faktycznie, głosowano za, lub przeciwko, 28 poprawce do konstytucji, dotyczącej konstytucji unijnej, zwanej traktatem.

Powszechnie wiadomo, że im mniejsza frekwencja wyborcza, tym mniejsze są szanse na zwycięstwo eurofilów. Stąd też, nasze polskojęzyczne, media prześcigają się w zawyżaniu liczby głosujących Irlandczyków, chcąc przekonać Polaków, że zwycięży unijny, powszechny entuzjazm. Żebyśmy się nie martwili.
Jak wynika z tych informacji, frekwencja wyborcza wynosiła ok. 40 do 52%. Do uznania ważności referendum potrzeba zwykłej większości.

Właśnie, od rana, trwa liczenie głosów.
Może warto przypomnieć, że w 2001 roku, dotyczącym traktatu nicejskiego, frekwencja wynosiła 35% i traktat odrzucono.

Optymistą jest nasz prezydent Kaczyński, który twierdził, że nie ma się czym martwić, gdyby unijna konstytucja została, w tym referendum odrzucona.
I ma rację. Też uważam, że nie ma się czym martwić, a wręcz przeciwnie – trzeba się cieszyć.
Ale Lech Kaczyński wie co mówi, bo wie, czego chce. A to, czego chce pan prezydent, ma się nijak do tego, czego chcą Polacy. Ci, myślący o dobru państwa i Narodu.
Pan Kaczyński także doskonale pamięta rok 2002, czyli powtórzone referendum w Irlandii w sprawie przystąpienia do Unii, czyli, głosami 48% obywateli, wyraziło zgodę na wejście do UE, czyli przyjęło traktat nicejski.

I to jest właśnie przykład wyższości demokracji nad innymi ustrojami politycznymi – głosowanie aż do zwycięstwa, czyli osiągnięcia celu.
W tej sytuacji, można założyć, że, w razie odrzucenia traktatu, powiedzmy, za niecały rok, odbędzie się drugie referendum, potem trzecie i tak, aż do skutku, czyli uzyskania zgody.
Można jeszcze ten proces przyspieszyć, w drodze celowego, specjalnego liczenia głosów.
Tak więc, prezydent Kaczyński się nie martwi.

Jedynym ewentualnym sukcesem będzie przełożenie, przesunięcie, powstania nowego, socjalistycznego superpaństwa europejskiego, co prezydenta Kaczyńskiego i jego protektora, czyli kanclerz Merkel Anieli, jedynie może zmartwić.
Poczekamy, zobaczymy.

CARL