Czwartek 16 Lipca 2020r. - 198 dz. roku,  Imieniny: Eustachego, Mariki, Mirelli

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 06.06.20 - 16:47     Czytano: [344]

Narodziny antypolskiego nacjonalizmu litewskiego


Niestety, XIX wiek był okresem narodzin zwyrodniałego patriotyzmu nazywanego nacjonalizmem. W latach 1772 - 1795 utworzona w 1385 r. z Korony i Litwy Rzeczpospolita Polska upadła pod ciosami trzech sąsiadów – Austrii, Rosji i Prus (Niemiec), którzy podzielili się ziemiami polskimi. Ziemie litewsko-żmudzkie dostały się pod panowanie Rosji. Do prawie stu lat po rozbiorach utrzymywała się unia polsko-litewska między narodami polskim i litewsko-żmudzkim – Polak i Litwin byli ciągle braćmi. Ks. Walerian Meysztowicz w swoich wspomnieniach Poszło z dymem (Londyn 1973) pisze, że do końca XIX w. na późniejszej Litwie Kowieńskiej „…Litwinami byliśmy wszyscy: w pałacach, dworach i chatach; nikomu to nie przeszkadzało być Polakiem. Przynależność do dwóch narodów, stanowiących jedną Rzeczpospolitą była powszechnie przyjęta. Nie było zasady „wyłączności narodowej”. Nie zabraniano Litwinowi być Polakiem ani Polakowi Litwinem. Języki choć pomieszane, nie dzieliły ludzi – nie istniał „nacjonalizmu glotologiczny: to znaczy nacjonalizm czysto językowy”.

Co się więc stało, że etniczni Litwini, którzy uważali się także za Polaków i prawie do końca XIX w. byli patriotami polskimi/Rzeczypospolitej, raptownie, prawie z dnia na dzień stali się wrogami Polski, Polaków oraz wszystkiego co polskie i nie chcieli już więcej unii z Polakami?
Wpłynęło na to kilka rzeczy.

Prawie całe litewskie terytorium etniczne po 1795 r. znajdowało się na terenie Rosji. Jednak mała jego część należała od XIII w. najpierw do Państwa Krzyżackiego, od 1525 do Prus Książęcych (które do 1657 r. były lennem Królestwa Polskiego) ze stolicą w Królewcu, od 1657 r. były niezależnym księstwem, które w 1701 wraz z Brandenburgią utworzyły Królestwo Prus. Po 1772 r. powstała prowincja Prusy Wschodnie, która należała do Niemiec do 1945 r. W 1875 r. 73,5% ludności Prus Wschodnich stanowili Niemcy, 18,4% Polacy i 8,1% (ok. 120-130 tys., ale w 1933 już tylko 15-18 tys., ale bez okręgu Kłajpedy na Litwie Kowieńskiej, gdzie także pozostała ich garstka) Litwini, który mieszkali w rejonie kłajpedzkim i nad dolnym Niemnem - w okolicach Tylży oraz w kilku wschodnich powiatach północnej części Prus Wschodnich. Byli to ewangelicy i z Litwinami mieszkającymi na terenie Rosji niewiele mieli wspólnego i niewiele kontaktów. Władcy Prus popierając szerzenie się luteranizmu wśród Litwinów zapoczątkowali wydawanie w Królewcu książek religijnych w języku litewskim. Było ich kilka, jednak spowodowały, że w dalszym ciągu w Prusach rozwijał się, chociaż ciągle skromny, piśmienniczy ruch litewski w oparciu o protestancki uniwersytet w Królewcu. Powstało tam także trochę szkół czy raczej szkółek litewskich. Tam też wyrósł najwybitniejszy z poetów litewskich, pastor Krystyn Donelaitis (1714-1780), który zapoczątkował litewską literaturę świecką. W Wielkim Księstwie Litewskim litewska działalność wydawnicza była bardziej niż skromna. Wydawano głównie książki religijne w prymitywnym języku starolitewskim. Mikołaj Daukszta (zm. 1613) przetłumaczył z polskiego na język litewski publikacje katolickie: Postyllę Jakuba Wujka i Katechizm Ledesmy. Dopiero w XIX w. przeniosło się zainteresowanie rzeczami litewskimi z Litwy pruskiej na Litwę rosyjską. Wydatną rolę odegrał w tym procesie Uniwersytet Wileński, który chociaż był ogniskiem kultury polskiej, rozbudzał intensywność badań nad historią i duchowością na ziemiach litewskich. Szereg uczonych polskich (T. Czacki, K. Bohusz, J. Lelewel, I. Daniłowicz, J. Jaroszewicz) badaniami swymi rozbudzali zamiłowanie do przeszłości Litwy. Wpłynęły one na to, że jeszcze nieliczni etniczni Litwini – patrioci swej ojczystej ziemi i ojczystego języka (lokalny patriotyzm), którzy popierając nadal unię polsko-litewską, rodzinną ziemię zaczęli kochać więcej niż Polskę i Polaków i wyrażali troskę o przyszłość języka i kultury litewskiej, co samo w sobie jest rzeczą naturalną i zdrową. Stąd ich działalność popierali z początku i aż do przełomu XIX i XX w. także Polacy, w tym m.in. przywódca polskich narodowców Roman Dmowski, nie widząc nic złego w odrodzeniu się świadomości litewskiej o propolskim obliczu. W „Przeglądzie Wszechpolskim” w 1895 r. napisał, że jest ona wydarzeniem nader pomyślnym, gdyż: 1. Nie ma dwóch patriotyzmów polskiego i litewskiego, ale jest wspólny, jak jest jedna, wspólna wszystkim ojczyzna. 2. Postęp cywilizacyjny ludu litewskiego leży w interesie całej Polski, a zatem obrona języka i popieranie rozwoju literatury litewskiej jest jednym z artykułów patriotyzmu polskiego. Język litewski, jako jeden z naszych języków narodowych, zasługuje na pielęgnowanie na równi z polskim (Pisma, t. III, str. 41). I z pewnością odrodzona świadomość litewska miałaby propolskie oblicze, gdyby w proces odrodzenia litewskiej świadomości narodowej nie włączyli się Rosjanie i Niemcy.

Trwające w latach 1863-64 polskie Powstanie Styczniowe, które masowo poparli chłopi litewsko-żmudzcy, i jego krwawe stłumienie, a następnie antypolska polityka caratu na Kresach, w tym także na litewskim terytorium etnicznym, zapoczątkowała rozbrat polsko-litewski. Bowiem bodajże najważniejszym czynnikiem, który doprowadził do powstania litewskiego ruchu narodowego o antypolskim obliczu była właśnie klęska Powstania Styczniowego i doprowadzenie przez administrację carską w ramach represji popowstaniowych do złamania polskiej dominacji politycznej i kulturalnej na Litwie (zniszczenie wszystkich polskich placówek oraz zakaz używania języka polskiego w miejscach publicznych). Umożliwiło to wejście w wytworzoną próżnię z pomocą rosyjską, a następnie niemiecką separatystycznego litewskiego ruchu narodowego. Powstał on w grupie osób biorących udział w odradzaniu się w narodowej świadomości litewskiej. Z jednej strony wychodzili oni z założenia, że jeśli unia między Polakami i Litwinami będzie nadal trwała, to za dwa pokolenia wszyscy Litwini będą Polakami i zniknie język i kultura litewska. Obawy ich potęgował fakt, że pomimo prześladowań ze strony administracji carskiej właśnie pod koniec XIX w. i na początku XX w. coraz więcej etnicznych Litwinów wiązało się z narodem polskim - stawało się dobrowolnie Polakami. Zygmunt Szczęsny Brzozowski pisze: „Przed 1915 rokiem w przygranicznych miejscowościach Wileńszczyzny, a także w Wiłkomierskim (powiecie Litwini) polszczyli się… Robili to jednak dobrowolnie, gdyż w czasach zaboru rosyjskiego nie mogło być mowy o przymusie ze strony Polaków”. W Kownie powstała liczna polska klasa robotnicza. Dlatego pod koniec XIX w. Feliks Dzierżyński redagował w Kownie pismo socjalistyczne „Robotnik Kowieński” w języku polskim, dając tym dowód jakim językiem mówiła wówczas ludność tego miasta. W roku 1874 w gimnazjum kowieńskim, według oficjalnego spisu było bardzo wielu uczniów Polaków, a obok nich Żydów, Rosjan, trochę Niemców i ani jednego Litwina. Również językiem wykładowym w seminarium kowieńskim był wówczas język polski. I pomimo tego, że w ostatnich kilku latach przed I wojną światową, a szczególnie podczas jej trwania (1914-18) w Kownie się osiedliło dużo Litwinów, podczas wyborów do samorządu w roku 1919 do 71-osobowej Rady Miejskiej Kowna zostało wybranych 30 Polaków, 22 Żydów, 12 Litwinów, 6 Niemców i 1 Rosjanin. Miasta na Litwie były żydowsko-polskie. Litwinów w każdym mieście na Litwie Kowieńskiej przed I wojną światową można było policzyć na palcach. Nie było więc litewskiego mieszczaństwa, litewskiej burżuazji, w miastach twórców litewskiej kultury, a nawet litewskich zamiataczy ulic czy dziewczynek spod latarni. Stąd znany litewski poeta i dysydent w okresie sowieckim Tomas Venclova pisał, że litewska kultura i twórczość wywodzą się spod chłopskiej strzechy, toteż w litewskiej tradycji kulturalnej i literaturze miasta są białą plamą. Nie ma litewskiej powieści mieszczańskiej, takiej jak w literaturze polskiej np. najbardziej znana, bo wciąż czytana, gdyż jest tak bardzo polska Lalka Bolesława Prusa (1890), w której od początku do końca czujemy tętna ruchu Warszawy. Widzimy w niej polskie salony, sklepy, podwórka, domy, zaułki, bulwary, kościoły, dworce kolejowe; widzimy sceny z życia arystokracji, kupiectwa, młodzieży, licytacje, wyścigi, rauty, sesje handlowe; widzimy całą czeredę postaci warszawskich, począwszy od uczonych, książąt, adwokatów, kupców, lekarzy a skończywszy na... faktorach, pieczeniarzach i dziewczynach publicznych. W niej są miejskie korzenie i dzieje polskiego mieszczaństwa. Dlatego dzisiaj, kiedy miasta na Litwie są już w większości litewskie, ich mieszkańcy nie znajdują w nich żadnej litewskiej tradycji, żadnych litewskich korzeni, do których mogliby nawiązać („Kultura” nr 12/435, Paryż 1983). Wilno w ogóle było polskie. Kowno, które zostało stolicą powstałego w 1918 r. państwa litewskiego, było do I wojny światowej i kilka lat po niej dużo bardziej polskie niż litewskie. A jak dodamy do tego, że los tak zrządził, że Litwini stali się w zasadzie narodem bez historii, gdyż Wielkie Księstwo Litewskie było od XIII w. prawie w całości ruskie i z ruskim językiem urzędowym (od 1696 r. polskim), a od 1385 r. związane z historią Polski i narodu polskiego, i od unii lubelskiej zawartej w 1569 r. zdominowane przez Polaków (język, kultura, nauka, religia, polityka, wojsko), to perspektywa przetrwania narodowości litewskiej stała pod znakiem zapytania. Dlatego, aby zachować naród litewski – litewską tożsamość narodową oraz język i kulturę litewską uznali, że należy nie tylko zerwać unię między Litwinami i Polakami, ale tożsamość litewską budować także na antypolonizmie – na sianiu nienawiści do Polski, Polaków i wszystkiego co polskie. Jako drugi powód do zerwania unii polsko-litewskiej podawali to, że przez tę unię Litwini, muszą cierpieć razem z Polakami. A przecież jako osobny naród mogą współpracować z Rosją i przez to uzyskać status autonomii dla Litwy.

Jednocześnie Rosjanie, jak wszyscy okupanci obcych ziem o charakterze wieloetnicznym, aby móc na nich rządzić, po polskim Powstaniu Styczniowym 1863-64, chwycili się perfidnych środków – zgodnie ze starorzymską zasadą „divide et impera” (dziel i rządź) wyszli naprzeciw dążeniom separatystów litewskich, wiedząc, że ten mały narodek nie będzie stanowił żadnego poważnego zagrożenia dla Rosji, a jednocześnie przyczyni się do osłabienia narodu polskiego i polskich wpływów na Kresach. Postanowili m.in. wykorzystywać różnice klasowe i językowe, ażeby u pewnej części pochodzących z biednych rodzin chłopskich Litwinów rozbudzić uczucia obcości, separatyzmu i nienawiści wobec Polski i Polaków na Litwie i Żmudzi. Po uwłaszczeniu chłopów litewsko-żmudzkich w 1864 r., w szczególnie zdominowanym teraz przez dzieci chłopów litewskich gimnazjum w Mariampolu i seminarium nauczycielskim w pobliskich Wejwerach Rosjanie dbali o to, aby Litwini wychodzili z nich polonofobami. Aby ich sobie zjednać, w gimnazjum mariampolskim, jako jedynym na Litwie, wykładany był także język litewski oraz oferowali im bezpłatne studia od 1874 r. na uniwersytecie moskiewskim, a później na innych uniwersytetach rosyjskich, na których młodzi Litwini zdobywali wykształcenie w kulturze rosyjskiej i w antypolskiej atmosferze. Ze szkół, uniwersytetów i ze zlitewszczonych seminariów duchownych w Kownie i Sejnach młodzi Litwini wyniosili pierwiastek silnej niechęci czy wręcz wrogości do polskości, których przedstawicieli utożsamiali z „panami”. Od tej pory wyrazicielem budzącej się narodowości litewskiej staje się już nie szlachta osiadła na Litwie, ale młoda inteligencja litewska, wychodząca z uwłaszczonej i usamodzielnionej warstwy włościańskiej. Ci nowonarodzeni nacjonaliści litewscy w walce z Polakami i polskością postanowili skorzystać z pomocy wrogów narodu polskiego – Rosjan i Niemców. Nazywany „ojcem odrodzenia narodowego Litwy” Jonas Basanovicius na łamach rosyjskiej gazety „Nowoje Wremja” napisał m.in., że „interesy teraźniejszych Litwinów jako narodu nie mają nic wspólnego z patriotycznymi polskimi marzeniami… Tylko na ziemi litewskiej i w niepodzielnym związku z potężnym państwem rosyjskim możliwe jest odrodzenie się Litwy i jej dalszy rozwój”. Znany na Litwie pseudohistoryk i polakożerca Kazimieras Prapuolenis, którego Historia Litwy stanowiła źródło wiedzy o przeszłości Litwy dla młodzieży litewskiej, współpracował z tygodnikiem Sojuza Russkich Ludiej Swiatogo Michała Archanioła „Za Litowskoju Ruś” (Z.Sz. Brzozowski). Znane są kontakty późniejszego dyktatora Litwy Antanasa Smetony z szowinistami rosyjskimi przed I wojną światową, a podczas niej z polakożercami niemieckimi. Rosja jednak ani przez minutę nie myślała o przyznaniu Litwy autonomii. Czyli Murzyn (Litwin) miał zrobić swoje (zerwać unię polsko-litewska), po czym Murzyn miał odejść z niczym. Pomimo tego w stosunku do Rosji nacjonaliści litewscy okazywali aż do wybuchu I wojny światowej (1914) oblicze zdecydowanie ugodowe, wierząc, że wspólnie z nią zniszczą Polaków i polskość na Litwie. W 1900 r. czołowy nacjonalistyczny publicysta litewski ks. Juozas Tumas-Vaižgantas w katolickim czasopiśmie „Tevynes Sargas” napisał, że „polityczną niezależność Litwy uważamy za pustą mrzonkę… Litwa uznaje cara rosyjskiego za swojego prawdziwego władcę” (J. Ochmański).

Niemcy także zaczęły wspierać Litwinów dążących do zerwania unii między Polakami i Litwinami. Za ich pozwoleniem na terenie Niemiec (Prusy Wschodnie) grupa nacjonalistów litewskich na czele z Jonasem Basanoviciusem w latach 1883-86 wydawała skrajnie antypolskie czasopismo „Auszra” (Aušra czyli jutrzenka) oraz liczne broszury o wybitnie antypolskim charakterze. „Auszra” stała się rzeczywistą jutrznią narodzenia nowej narodowej Litwy, jak i nadania mu marki wybitnie antypolskiej. Ich i ich następców antypolska fobia wypływała z troski o przyszłość narodu litewskiego zagrożonego przez całkowitą polonizacją. Ale jej źródłem było przede wszystkim to, że przyswoili sobie w wulgarnej formie społeczny darwinizm, który wyniósł rasizm, nacjonalizm i eugenikę do rangi postępowych i nowoczesnych idei. Auszrowcy i ich następcy zarażeni bakcylem nacjonalizmu w najgorszym wydaniu – szowinizmem, który wyraża się w ślepym uwielbieniu dla własnego narodu i w nienawiści i pogardzie dla innych ludzi i narodów, zatracili możność logicznego myślenia i przez to ignorowali otaczającą ich rzeczywistość (także w stosunkach z Polską). Propaganda litewska czyniła z Litwy pępek świata. Działacz polski na Litwie Kowieńskiej Zygmunt Szczęsny Brzozowski w swoich wspomnieniach Litwa – Wilno 1910-1945 (Paryż 1987) pisze: „W wyniku tej propagandy zrodziła się w narodzie litewskim ogromna megalomania. Półinteligent litewski był przekonany, że język litewski jest znany w całej Europie. Mniej inteligentni młodzi księża nie dawali się przekonać, że np. w Warszawie język litewski nie tylko nie jest rozumiany, ale w ogóle nie jest znany. Mówili mi, że „to przecież niemożliwe, by w Warszawie nie rozumiano litewskiej mowy”. Tak wykształcona mania wyższości, przy jednoczesnym kompleksie niższości, dopomogła w prawdzie ówczesnym Litwinom do wznowienia poczucia odrębności i świadomości narodowej, ale równocześnie ogromnie usypiała ich krytycyzm”. W przychylnej sprawom litewskim paryskiej „Kulturze” redaktora Jerzego Giedrojcia w dziele „Listy do redakcji” można spotkać wypowiedzi Litwinów świadczących jak głęboko megalomania zatruła mózgi Litwinów. Np. jeden z nich lamentował, że Polacy nie znają „wielkiej literatury litewskiej” (której nie ma!), a drugi dowodził, że gdyby przed wojną Polska żyła w przyjaźni z Litwą, to z pomocą armii litewskiej (raptem 25 tys. ludzi licho uzbrojonych!) wygrała by z Niemcami kampanię wrześniową 1939 r. Podobnie napisał historyk litewski, prof. Zenonas Ivinskas w londyńskim „Tygodniu Polskim” z 17&.1970 r. Jednak największą głupotą popisał się poseł Litwy Kowieńskiej w Paryżu Oskaras Milašius (1877-1939), który jako pierwszy miał rzekomo poprawnie zrozumiał treść Apokalipsy św. Jana. Zaczął twierdzić, że Litwa Kowieńska (2 miliony ludności!) albo Litwini/Lietuwisi będą rządzić światem, a Bóg zezwolił mu na głoszenie tej rewelacji („Kultura” nr 5 1978, Paryż, str. 109-110). Niestety z takimi głupimi ludźmi Polska miała i ma do czynienia.

Niezależnie od zorganizowanych nacjonalistów litewskich wokół „Auszry”, z propagandą nienawiści do Polaków występował z całą energią młody kler litewski, który, domagając się usunięcia języka polskiego z dodatkowych nabożeństw w kościołach oraz zastąpienia księży-Polaków litewskimi, pobudzał w tym kierunku ciemne masy litewskie, co doprowadziło do gorszących awantur i bójek po kościołach. Duchowieństwo litewskie wydawało w Prusach szereg antypolskich pism. Samą „Auszrę” zastąpiło w 1887 r. czasopismo klerykalne i także antypolskie „Szwiesa” („Światło”).Wyjątkowo antypolskim czasopismem katolickim był „Tevynes Sargas” („Stróż Ojczyzny”), wydawany w latach 1896-1904, w którego czołowym publicystą był ks. Juozas Tumas-Vaiżgantas (1869-1933). „Tevynes Sargas” oznajmił, że jego zadaniem będzie obrona Litwinów „od trzech największych naszych nieprzyjaciół: miejscowej administracji, Żydów i wyrodnych Litwinów. Do rzędu „wyrodnych Litwinów” pismo zaliczało oczywiście „litewskiego pochodzenia polonizatorów” (J. Ochmański). Chrystusowe przykazanie miłości bliźniego było całkowicie obce temu katolickiemu duchownemu. Ten zarzut dotyczył zresztą kilkuset księży litewskich i chyba wszystkich litewskich pism katolickich. Tylko mniejszość patriotycznego społeczeństwa litewskiego o zabarwieniu demokratycznym, skupiająca się wokół wychodzącego od 1889 r. pruskiej Tylży czasopisma „Varpas” (Dzwon), zajmowała wobec Polaków stanowisko pojednawcze, domagając się jedynie uznania odrębnej narodowości litewskiej. W analogiczny sposób ustosunkowała się powstała później litewska Partia Socjalistyczna (Litwa Encyklopedia Gutenberga, Warszawa 1933). „Auszra” i wszystkie inne publikacje litewskie wydawane z Prusach były dostarczane na Litwę drogą kontrabandy. O jej rozmiarach niech świadczą liczy skonfiskowanych różnych druków litewskich przez carską policę. W latach 1891-93 zatrzymała ona 37 718 publikacji litewskich, w 1894-96 – 40 335, w 1897-99 – 39 024, w 1900-02 – 56 182 i w 1903 r. – przeszło 23 tys. Ogółem w latach 1865-1904 wydano w Prusach 3320 druków litewskich. Ciekawe kto to wszystko finansował? Przecież to musiało kosztować chyba kilka milionów rubli (to zawrotna suma pieniędzy), a narodowy ruch litewski był wówczas jeszcze w powijakach, a większość Litwinów żyła w nędzy, przez co każdego roku tysiące chłopów litewskich emigrowało za ocean, głównie do Ameryki, w poszukiwaniu chleba.

Historyk litewski L. Kondratas w artykule napisanym po polsku (raczej w żargonie litewsko-polskim) pt. Polacy na Litwie i ich stosunki z Litwinami w ciągu dziejów (Internet) pisze, że nacjonaliści litewscy na łamach wydawanej „Auszry” zaczęli głosić zerwanie unii polsko-litewskiej i twierdzić, że prawdziwym Litwinem jest tylko ten, kto mówi w rodzinie po litewsku i tylko do nich Litwa ma należeć. Natomiast mieszkające na Litwie osoby mówiące po polsku są tylko spolszczonymi Litwinami i nie mają dalszego prawa do swej polskości i muszą wrócić do korzeni litewskich. Stało się to credem nacjonalistów litewskich, które jest aktualne po dziś dzień. To kolejna i trudna do wyleczenia antypolska mania u Litwinów. Z dziecięcym uporem odrzucają nowe informacje lub wiedzę na ten temat, a przede wszystkim opinię na temat swej narodowości samych Polaków na Litwie. Według Litwinów nie przysługuje im prawo do samookreślenia czy wyboru swej narodowości. Oni i tylko oni mają prawo decydować kto jest Polakiem, a kto nie i kto jest Litwinem. Totalna dziecinada, totalna głupota, totalny rasizm!

Sprawą m.in. tzw. spolszczonych Litwinów zajął się były redaktor polskiego dziennika wydawanego w przedwojennym Kownie Edmund Jakubowski w swoim zapewne nieznanym poza Australią, a dzisiaj tam także już zapomnianym cyklu o Polakach na Litwie Kowieńskiej, drukowanym z przerwami w latach 1968-88 w wydawanym w Melbourne „Tygodniku Polskim”, pisząc: „Przed pierwszą wojną światową miejscowi Polacy (na Litwie) uważali się za Litwinów w sensie dzielnicowym. Kto jest Litwinem – mówili – ten samo przez się jest też Polakiem. Przeciwników tego stanowiska, separatystów litewskich zwano „litwomanami”. W pierwszych latach odrodzonej republiki litewskiej, a nowej sztuce litewskiej, na scenie teatru kowieńskiego, młoda Litwinka symbolicznie zdruzgotała statuetkę Adama Mickiewicza. Ten gest miał oznaczać zerwanie ze wspólną przeszłością polsko-litewską. Dawni litwomani stali się Litwinami, a Litwini w sensie historycznym, wierni związkom kulturalnym, politycznym i językowym z Polską, otrzymali dźwięczny przydomek „wyrodków”. Dla udokumentowania tej tezy uchwycono się wyników (powierzchownych! – M.K.) badań prof. Jana Jakubowskiego. W jednej ze swych prac historycznych o W. Księstwie Litewskim, sformułował wniosek, że Polacy na Litwie są w przygniatającej większości spolonizowanymi Litwinami. Pewna domieszka krwi polskiej (głównie mazurskiej) płynie w żyłach ludności Litwy, ale prawie w równej mierze wśród mówiących po polsku i po litewsku. A że Litwini z pochodzenia sprzymierzają się z obcą i wrogą potencją, jaką jest Polska, są wyrodkami. Słowo (litewskie) „iszgama” (wyrodek) było w częstym użyciu i dotyczyło również Marszałka Piłsudskiego. Brzmienie nazwiska było (dla Litwinów) miarodajnym kryterium do stwierdzenia pochodzenia…, (co w zasadzie było nonsensem, gdyż wielu rodowitych Litwinów miało nazwiska polskie, jak np. Lackoroński, Potocki. To sprawiło, że) Franciszek Karp, Polak… zainteresował się rodowodami starolitewskich bojarskich nazwisk jak: Gimbut, Sagaiłło, Dowgiałło, Kibort, Korsak, Dowgird, Orwid itd. W swej kilkudziesięciostronicowej pracy doszedł do nieoczekiwanych wyników. Bardzo mało wśród tych nazwisk – dowodził – świadczy o litewskim pochodzeniu. Bułhak i Korsak – to pochodzenie tatarskie. Nazwiska kończące się na: rym, but, ort, ird, to stare nazwisko bojarów litewskich pochodzących od Wikingów. Dla porównania cytował książkę telefoniczną Kopenhagi (stolica Danii). Twierdził, że czyta się ją jak heraldykę litewską, tyle tam nazwisk zbliżonych do litewskich nazwisk arystokratycznych, a żadnego podobieństwa do typowo ludowych! Natomiast nazwiska kończące się na „ajłło” były bezspornie litewskie w odróżnieniu od najpospolitszych na „wicz”, które były naleciałością ruską, świadczącą nie o pochodzeniu, a o modzie dodawania tej końcówki. Pracę Karpia drukował „Dzień Polski” w Kownie w odcinkach, póki autor nie doszedł do wikingowskich konkluzji. Wówczas (litewska) cenzura wstrzymała druk… Pracę Karpia zamieściło przed wojną wydawnictwo Instytutu Bałtyckiego w Toruniu”.

„Auszra” zapoczątkowała rewizję historii stosunków polsko-litewskich, którą kontynuują ich współcześni następcy. Operowali i operują oni ciągle nazwami „Litwa”, „litewski”, „Wielkie Księstwo Litewskie” (WLK) jakby współczesny Litwa, powstała w 1918 r., stanowiła proste przedłużenie Litwy historycznej, jej historii, państwowości, kultury itd. i miała i ma prawo do ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego i do wszystkiego co było związane z tymi ziemiami. Po prostu uznali się i uznają po dziś dzień za jedynego spadkobiercę Wielkiego Księstwa Litewskiego, podczas gdy ziemie Litwy etnicznej stanowiły w 1772 r. zaledwie 20% obszaru WKL (dzisiaj ponad 80% ziem dawnego WKL należy do Białorusi, ok. 12% do Litwy i ok. 7% do Polski – Suwalszczyzna, Podlasie) a etniczni Litwini stanowili zaledwie 21% jego ludności – Białorusini stanowili 36% ludności księstwa, a Polacy 26% (z tym, prawie wszyscy znani ludzie w WKL, którzy od XVI w. tworzyli jego historię i kulturę byli Polakami, jako że Litwini w 99% byli chłopami, którzy do historii i kultury WKL prawie nic nie wnieśli!). W ten sposób nacjonaliści litewscy przywłaszczyli sobie historyczne nazwy „Litwa” i „Litwini” oraz herb WKL – Pogoń, który jest obecnie herbem Litwy. Tymczasem Pogoń ma korzenie ruskie. Pogoń została przedstawiona (przypuszczalnie) w 1366 r. jako znak wielkiego księcia litewskiego – Olgierda. W 1384 r. Pogoń stała się herbem Wielkiego Księstwa Litewskiego. Tymczasem postać jeźdźca z uniesionym mieczem pojawia się sto lat wcześniej w kręgu kultury ruskiej na pieczęciach Aleksandra Newskiego, zięcia księcia połockiego Braczysława Wasilkowicz (Wikipedia). Herb Pogoni włączony zostaje do herbu Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W 1795 r., gdy Imperium Rosyjskie anektowało Białoruś, Pogoń została oficjalnie ustanowiona herbem tego regionu. W latach 1919–1940 i od 1991 Pogoń jest herbem państwowy Litwy. Jednak wcześniej, bo w 1918 r. Pogoń została herbem Białoruskiej Republiki Ludowej (1918 – 1919), a w 1991 jednocześnie z Litwą herbem niezależnej Białorusi (do 1995).

Bez żadnej żenady tezom nacjonalistów litewskich podporządkowane są od tego czasu fakty historyczne, nie cofające się przed groteską i farsą (M. Kosman), co trwa po dziś dzień, tak na Litwie jak i wśród Litwinów na emigracji. Oto trzy spośród wielu przykładów: 1. Litwini w Ameryce utrzymywali, że dokument unii krewskiej z 1385 r. został sfabrykowany przez Polaków, 2. W litewskim programie radia ABC Wiktoria nadanym 29 maja 1975 r. powiedziano, że w 1795 r. miał miejsce rozbiór Litwy dokonany przez Rosję, Prusy i Austrię, czyli z Rzeczypospolitej zrobiono Litwę – w ogóle nie wspomniano Polski, 3. Supreme Committee for Liberation of Lithuania z okazji 600-lecia Litwy w 1987 r. wydał broszurę w języku angielskim, z której wynika, że Polska – Polacy nie mieli nic wspólnego z chrztem Litwy, unia polsko-litewska została zawarta dopiero 1569 r., a w latach 1386-1569 Polska była częścią Litwy.

„Auszra” zaczęła domagać się przyłączenia do nacjonalistycznej Litwy polskiego Wilna, także etnicznie polskiej części Suwalszczyzny (Suwałki, Augustów, Sejny) i polskiego Podlasia (sejm litewskiej emigracji, który odbył się w dniach 6-8.2.1981, w specjalnej uchwale nazwał Suwalszczyznę ziemią litewską anektowaną przez Polskę). Jednocześnie nacjonaliści litewscy przywłaszczyli sobie historyczne nazwy „Litwa” i „Litwini” oraz herb WKL. Stąd np. Tadeusz Kościuszko, Adam Mickiewicz czy Emilia Plater, ba nawet Kopernik (rzekomo zniemczony Prus) są uważani tylko i wyłącznie za Litwinów w obecnym tego słowa znaczeniu na Litwie. Kiedy polski poeta pochodzący z Litwy Kowieńskiej Czesław Miłosz w 1980 r. otrzymał literacką nagrodę Nobla, Litwini od razu zaczęli nazywać go Litwinem, na co zareagował on mówiąc: „Istnieje taka legenda, że jestem Litwinem, jednak nie jestem Litwinem, a Polakiem” („Kultury” nr 4, Paryż 1981, str. 96). Z drugiej strony, jak potrzeba dla wzmocnienia antypolskiej propagandy wśród Litwinów, osoby te nazywa się zaprzańcami narodu litewskiego za to, że stali się Polakami, że odeszli od języka i tradycji litewskich, chociaż nikt z nich przez całe swoje życie nie miał do czynienia z językiem i tradycjami litewskimi. Gorzej, pretensje o to ma się również do rdzennych Polaków, którzy w swoim życiu zasłużyli się dla ziem litewskich czy Litwinów. Ofiarą tej antypolskiej nienawiści stał się np. Józef Ignacy Kraszewski (1812-1887), autor wspaniałych książek z przeszłości Litwy, chociaż wiadomo, że rodzina Kraszewskich nie miały korzeni litewskich. Pochodziła bowiem z Kraszewa na Mazowszu. Adam Wierciński tak to skwitował: „Smutny to żart. I żenujący” (Spory polsko-litewskie „Ład” 18.3.1990).

Od czasów „Auszry” Litwini uważają Wilno za stolicę Litwy, ba! – w tym stopniu za stolicę Litwy w jakim Warszawa jest stolicą Polski. Tak to ujęła Wincenta Łozorajtis , żona litewskiego ministra spraw zagranicznych w latach 1934-38 Stasysa Lozoraitisa, w liście do redakcji polskiego tygodnika „Wiadomości” (nr 989, 1965), wydawanego w Londynie. Odpowiedzieli jej na to literat i dziennikarz polski Michał K. Pawlikowski – syn dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego i polski publicysta historyczny Jędrzej Giertych w tychże „Wiadomościach” (19-26.12.1965). Pawlikowski napisał: „Wilno nigdy nie było stolicą „Litwy” ściśle etnograficznej. A raczej stało się stolicą dwa razy i na bardzo krótkie okresy. Oba razy z daru Sowietów. Pierwszy raz w r. 1920, drugi – w r. 1939… Wilno było natomiast stolicą Wielkiego Księstwa Litewskiego, gdzie od kilkuset lat większość mieszkańców stanowili Litwini, którzy – jak niżej podpisany – języka litewskiego nie znali. Jeżeli chodzi o Wilno i o czasy bliższe, Niemcy przeprowadzili w r. 1916 spis ludności, który wykazał, że Polaków w Wilnie było 50,3%, Żydów 42% i tylko 2,6% Litwinów. A chyba władze okupacyjne niemieckie, popierające t.zw. (litewską) Tayrbę, nie fałszowały statystki na rzecz Polaków!”. Giertych wypowiedź tę uzupełnia pisząc: „Otóż Wilno zawsze było i w sensie historycznym zawsze pozostanie stolicą Litwy – ale nie tej, której patriotką pani Łozorajtis się czuje. Dawna Litwa była państwem dynastycznym opartym na podboju, mającym charakter wielonarodowy. Państwo to drogą pokojowego i dobrowolnego, powolnego procesu (rozpoczętego w 1385 r. – M.K.) zlało się z Polską. To Polska jest sukcesorką tego państwa. Nowoczesny patriotyzm litewski narodził się jako bunt przeciwko tradycjom owej Litwy spolszczonej, Litwy historycznej. Nie jest dalszym ciągiem dawnej Litwy, ale jej przeciwstawieniem. Oparł się nie na tradycji historycznej, ale na fakcie odrębności językowej plemienia litewskiego, tego plemienia, które wydało z siebie dynastię Gedyminowiczów, twórców dawnej Litwy, ale które swojego piętna na tej dawnej Litwie nie wycisnęło. Gdyby dzisiejsi Litwini czuli się dalszym ciągiem Litwy historycznej, to by zgłaszali pretensje do Mińska Litewskiego i Brześcia Litewskiego, a także do Witebska, Połocka, Mohylowa i Pańska, a przecież tego nie czynią. Skądże więc pretensje do Wilna, które tak samo leży poza granicami Litwy etnograficznej jak miasta przed chwilą wymienione?”

Auszrowcy (a za nimi współcześni ich ziomkowie), podnosili pod niebiosa rzekomą potęgę i chwałę Litwy w okresie pogańskim, jednocześnie bardzo krytycznie oceniała unie polsko-litewskie 1385 r. i 1569 r. Tymczasem raczej bez walk Litwini od Mendoga zajmowali bardzo słabo zaludnione, rozdrobnione i zdezorganizowane po długotrwałej niewoli tatarskiej ziemie ruskie, a nawet po ich zajęciu Litwa pozostawała nadal państwem bez większego znaczenia w Europie – miała takie znaczenie jak obecna Litwa, a więc prawie żadne. A waleczność Litwinów również można kwestionować. Byli dobrzy do łupieskich napadach na przygraniczne wioski polskie czy ruskie. W walkach nie mieli już szczęścia. Starczy wspomnieć dwie wielkie klęski Litwinów: bitwę nad rzeką Strawą (dopływ Niemna) koło Żyżmorów 2 lutego 1348 r., kiedy to Litwini (9 tys. ludzi) w bitwie z Zakonem Krzyżackim (4 tys. ludzi pod dowództwem wielkiego komtura Winrycha von Kniprode) stracili 6000 zabitych, czyli 2/3 całego stanu wojska, w tym książąt Narymunta i Monwida, podczas gdy wojska krzyżackie straciły zaledwie 60 ludzi, w tym 8 rycerzy zakonnych; oraz bitwę z Tatarami nad Worsklą na stepach ukraińskich 12 sierpnia 1399 r., zakończoną kompletną rzezią wojsk księcia Witolda. Litwini nie okryli się bohaterstwem także podczas bitwy pod Grunwaldem 15 lipca 1410 r. i przez samego Jagiełłę zwycięstwo Polaków nie zostało wykorzystane do całkowitego zniszczenia zakonu (Wikipedia).

Jak się ma to krytyczne ocenianie unii polsko-litewskiej 1385 i 1569 r. przez litewskich nacjonalistów do podanych faktów przez litewskiego historyka, profesora historii krajów bałtyckich i Polski na uniwersytecie w Bonn (Niemcy). Prof. Ivinskis w artykule pt. O stosunkach polsko-litewskich („Tydzień Polski 27.6.1970, Londyn) napisany z okazji 400-lecia Unii Lubelskiej napisał m.in.: „…Odpowiedzmy więc, w dużym skrócie, na zasadnicze pytanie: czy sojusze i unie z Polską przyniosły Litwinom jakież korzyści?” i stwierdza, że przez sam chrzest Litwy z rąk właśnie polskich, Polska i Litwa pozbawiły sensu istnienia Zakonowi Krzyżackiemu – największemu i bardzo niebezpiecznemu wrogowi Litwy. I stąd „Pierwszą i niezaprzeczalną korzyścią była wspólna walka Litwy i Polski z Krzyżakami w momentach największego niebezpieczeństwa. Dzięki niej Zakon niemiecki został pokonany, a ziemie zamieszkałe przez Litwinów, w pierwszym rzędzie Żmudź, zostały wyzwolone. Równocześnie zapobieżono utworzeniu przez Zakon Krzyżacki mostu terytorialnego do Liwonii (Łotwy)”. W okresie polubelskim Polacy pomagali Litwinom (Wielkiemu Księstwu Litewskiemu) w ich walce z wzrastającą potęgą Moskwy, która zaczęła rościć pretensje do panowania nad wszystkimi ziemiami ruskimi, w takie ziemie stanowiły 80% powierzchni WKL. Bez pomocy polskiej Wielkie Księstwo Litewskie już w XVI czy XVII w. zostało by częścią Rosji. Prof. Ivinskis będąc przy tym temacie zauważa, że także bez polskiego zwycięstwa nad bolszewicką Rosją w 1920 r., którą nacjonalistyczna Litwa wspierała (!), nie byłoby także wolnej Litwy, gdyby Polska przegrała bitwę nad Wisłą.

Przez unię z Polską Litwa i Litwini odnieśli szereg innych ważnych korzyści, o których nie wspomniał prof. Ivinskis. Przede wszystkim unia polsko-litewska uratowała naród litewski przed całkowitą rutenizacją. Przecież przed samą unią w Wielkim Księstwie Litewskim pod względem kulturalnym dominujący wpływ wywierał żywioł ruski, język starobiałoruski był językiem państwowym, a prawosławie zdobyło wyznawców nie tylko wśród wielu bojarów litewskich, ale także wśród członków dynastii panującej Gedyminowiczów. Sam książę Witold, tak wywyższany przez współczesnych Litwinów zanim został katolikiem po unii z Polską przeszedł na prawosławie i miał na imię Aleksander. Nie ulega wątpliwości, że gdyby nie doszło do unii polsko-litewskiej, to narodu litewskiego dzisiaj wcale by nie było. Bo albo byłby wytępiony przez Krzyżaków, albo dobrowolnie powiększyłby liczebnie naród ruski – białoruski. Drugą korzyścią dla narodu litewskiego z unii polsko-litewskiej było to, że wprowadziła ona naród litewski do kultury zachodniej, w czym dużą rolę odegrał polski Kościół katolicki. Trzecią korzyścią dla Litwinów z unii z Polską było to, że stała się ona przełomowym momentem nie tylko w jej stanowisku prawno-państwowym, ale w całokształcie wewnętrznych warunków ustrojowych, społeczno-gospodarczych i wyznaniowo-kulturalnych. W chwili zawierania związku z Polską przedstawiała Litwa obraz kraju rządzonego na wskroś absolutystycznie. Wielki książę nie tylko miał w ręku pełnię władzy państwowej, ale mieszał się w stosunki prywatne swych poddanych. Czynnik społeczny pozbawiony był samodzielnego znaczenia. Warstwa rycerska bojarów, dźwigając szereg obowiązków nie posiadała pełnych praw do zajmowanej ziemi ani swobody normowania stosunków rodzinnych. Pod względem terytorialnym przedstawiała Litwa istną mozaikę. Obok Litwy właściwej, obejmującej etnograficzne terytorium Litwy (było to zaledwie 7% ogólnego obszaru Wielkiego Księstwa Litewskiego!) oraz części wcześniej wcielonych ziem ruskich (Ruś Czarna), istniały tak zwane aneksa, to jest księstwa ruskie, luźnie związane z resztą państwa, które nie podlegając bezpośrednio władzy wielkoksiążęcej, miały swych odrębnych władców oraz odrębny ustrój (należały tu księstwa: witebskie, połockie, smoleńskie, wołyńskie, bracławskie, kijowskie i siewiersko-czernichowskie. Unia z Polską otwarła na Litwie wrota recepcji polskich urządzeń ustrojowych oraz wpływów kulturalnych (w miejsce ruskich). Recepcja ta stanowiła w dużej mierze rezultat świadomej działalności dynastii jagiellońskiej, który zmierzała konsekwentnie do przetworzenia stosunków litewskich na wzór polski i to bez nacisku ze strony polskiej. Bojarzy litewscy otrzymali w szeregu przywilejów (1387, 1413, 1432-44, 1447) zasadnicze prawa, które przysługiwały w tym czasie szlachcie polskiej: pełne władztwo nad posiadaną ziemią, zwolnienie od głównych danin i robocizn, zabezpieczenie swobód osobistych, ulepszenie na wzór polski sądownictwa, prawo zasiadania w radzie książęcej i piastowania urzędów. Ostatecznego przeszczepienia ustroju polskiego dokonał król Zygmunt August – ostatni z dynastii jagiellońskiej, który wprowadził na Litwę sądy ziemskie, zorganizował na polską modłę parlamentaryzm, tworząc sejmiki, tron litewski z dziedzicznego przekształcił na elekcyjny (1564). W rezultacie warstwa podległych bezwzględnie W. Księciu bojarów przekształciła się w zamknięty stan szlachecki, wyposażony w odrębne przywileje i samodzielne w stosunku do korony królewskiej stanowisko. W ewolucji tej wzięła również szlachta polska, dopuszczając bojarów do swych herbów (adopcja horodelska). Równolegle z wyemancypowaniem się warstwy bojarskiej nastąpił upadek samodzielnego znaczenia książąt dzielnicowych (kniaziów), którzy z odrębnych władców przekształcili się w przodującą warstwę społeczną, terytorium zaś Wielkiego Księstwa Litewskiego zostało zjednoczone pod wspólną władzą panującego i podzielone na wzór polski, na województwa i kasztelanie. Na skutek tych przemian wytworzyło się potężne możnowładztwo litewsko-ruskie, które zdobywszy silny wpływ na rządy, strzegło odrębności i do ostatniej chwili sprzeciwiało się zawarciu unii (lubelskiej 1569), pragnąc uratować przynajmniej główną domenę swych wpływów – odrębny sejm litewski. W ustrój wsi wielkolitewskiej gruntowne zmiany wniosła dokonana przez Zygmunta Augusta w dobrach wielkoksiążęcych t.zw. pomiara włóczna. Było to wprowadzenie do gospodarstwa agrarnego litewskiego zasadniczych elementów, które do ustroju wsi polskiej wniosła kolonizacja na prawie niemieckim oraz wytworzenie się gospodarstwa folwarcznego. Jednostką gospodarczą stała się włóka, odpowiadająca w zasadzie polskiemu łanowi. Miejsce dzikiej gospodarki odłogowej zajęła trójpolówka (jare, ozime i ugór). Przeprowadzono komasację gruntów, związaną z przekształceniem istniejących dotąd osad i tworzeniem wsi na modłę polską, zajęcia ludności wiejskiej zostały ujednostajnione, ciężary wyrównane i dokładnie określone w robociznach i czynszach (Litwa „Encyklopedia Gutenberga” Warszawa 1933).

Prof. Ivinskis dodał jedną bardzo ważną uwagę związaną z bitwą pod Grunwaldem w 1410 r., w której Krzyżacy ponieśli straszną klęskę, i która ostatecznie zachwiała potęgą Państwa Krzyżackiego. Pisze: „Stąd zrozumiałe jest czemu Krzyżacy wszelkimi sposobami starali się rozbić wspólnotę (polsko-litewską), czemu cesarz Zygmunt Luksemburczyk kilkakrotnie występował z planami nadania Witoldowi królewskiej korony. Niezgoda partnerów, ich brak współdziałania, byłby bardzo korzystny dla Zakonu, który występowałby wówczas jako „tertius gaudens”. Witold w 1429 r. połasił się na koronę od cesarza. „Dzień koronacji został wyznaczony na (8 IX 1429, jednakże wiozący koronę wysłannicy cesarza Zygmunta nie dotarli na Litwę. Zatrzymali ich Polacy, którzy odebrali posłom cesarskim kompromitujące papiery z nawoływaniem przewrotnego Luksemburczyka do utworzenia antypolskiej ligi z udziałem Niemiec” (J. Ochmański). Gdyby koronacja się udała i Witold zerwał unię z Polską, niechybnie dzisiaj nie byłoby Litwy i Litwinów, którzy podzieliliby los Prusów. I tego warchoła, działającego ostatecznie na szkodę Litwy i narodu litewskiego nacjonalistyczny rząd litewski nadał w 1930 r. Witoldowi przydomek „Wielki”. Tylko dlatego, że chciał zerwać unię z Polską.

Jak się to mówi, wszystko ma swoje plusy i minusy. Litwini, ignorując wielkie korzyści jakie unia przyniosła Litwie i narodowi litewskiemu, eksponują dzisiaj tylko ujemne dla siebie skutki unii polsko-litewskiej. Tymczasem polska historiografia prawie całkowicie pomija, wręcz ignoruje co złego dla Polski i narodu polskiego przyniosła unia z Litwinami. Trudno spekulować co by było, gdyby unii polsko-litewskiej nie było. Każdy historyk musi zgodzić się z tym, że unia także i Polsce przyniosła wiele korzyści. Ale obok tych korzyści było i zło – minusy unii z Litwinami, które w ostatecznym rozrachunku zapewne biorą górę nad korzyściami. Od króla Kazimierza Wielkiego do bitwy pod Grunwaldem (1343-1409) Polska miała 66 lat pokoju z Zakonem Krzyżackim. Kto może przekonywująco twierdzić, że ten pokój nie trwał by dłużej czy nawet zawsze. Bowiem Polska za panowania Kazimierza Wielkiego stała się znaczącym państwem w środkowej Europie – nie była jakąś tam pogańską i bez znaczenia w Europie Litwą. Litwa z Polską miała pokonać Zakon Krzyżacki. Tymczasem król Władysław Jagiełło dążąc do utrwalenia panowania dynastii jagiellońskiej w Polsce doprowadził do niewykorzystania wielkiego zwycięstwa polsko-litewskiego nad Krzyżakami w bitwie pod Grunwaldem 15 lipca 1410 r., co doprowadziło do dalszego utrzymania się Państwa Krzyżackiego. Obawiał się, że jak Państwo Krzyżackie ulegnie likwidacji, to Polska zerwie unię z Litwą (czyli doceniał znaczenie dla Litwy unii z Polską!). Gdyby w 1410 r. uległo likwidacji Państwo Krzyżackie nigdy nie powstałoby państwo pruskie (formalnie w latach 1525/1657), które przez kilka wieków i do 1945 r. było największym wrogiem Polski i narodu polskiego. Bez wątpienia Litwa wplątała Polskę w permanentny konflikt z Rosją, która od czasów Iwana III Srogiego (panował 1462-1505), który jako pierwszy władca moskiewski używał tytułu „samodzierżcy (cara) całej Rusi” i przystąpił do „zbierania ziem ruskich”. A jak wiemy, ponad 90% obszaru Wielkiego Księstwa Litewskiego stanowiły ziemie ruskie. Polska była więc zmuszona bronić litewską Ruś przed Moskwą. Wiele, wiele tysięcy litrów krwi polskiej zostało przelanej w obronie tego, co nie było przecież litewskie i wcześniej czy później Litwa i tak utraciła by te ziemie, jak nie na rzecz Rosji to niepodległego państwa białoruskiego, które dzisiaj istnieje na ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego i jest ponad trzy raz obszarowo i ludnościowo większe od Litwy (i właśnie Białorusini obok Polaków są prawdziwymi dziedzicami spuścizny po WKL, bo udział etnicznych Litwinów w jego dziejach był bardzo minimalny). Nasz udział w tych wojnach uczynił z Rosji drugiego dla Polski śmiertelnego wroga, który ostatecznie wraz z Prusami i Austrią doprowadził do rozbiorów Polski i do wprost niewyobrażalnej tragedii Polaków w latach 1772 – 1945. Utraciliśmy nie tylko Wilno, które było czwartym (po Warszawie, Krakowie i Lwowie) najważniejszym miastem w historii Polski, ale także Lwów, który do Wielkiego Księstwa Litewskiego nigdy nie należał. Na koniec – ostatecznym efektem unii Polski z Litwą stała się w latach 1918-45 bezprzykładna w historii cywilizowanej Europy zagłada Polski i polskości na tzw. Kresach i powstanie w 1918 r. nacjonalistycznej – wyjątkowo skrajnie antypolskiej Litwy, trwającej po dziś dzień! Na pewno zasadnym staje się pytanie: czy warto było wchodzić w unię z Litwą i ratować Litwinów przed ich zagładą, którym powinni zająć się wreszcie polscy historycy, dostrzegający do dzisiaj tylko wątpliwe dla Polski w ostatecznym rozrachunku korzyści z tej unii. Jakże to trafnie ujął Michał K. Pawlikowski tytułem swego artykułu pt. Jadwiga płaci alinemta („Wiadomości” nr 989, Londyn 1965). Tak, dzisiaj my Polacy, którzy uratowaliśmy naród litewski i samą Litwę przed zagładą z rąk albo krzyżackich, albo rosyjskich, płacimy alimenta za unię z Litwinami.

Obok Polaków odrzucających bezpodstawne zawłaszczanie przez Litwinów historii Wielkiego Księstwa Litewskiego polegające na zacieraniu wszelkiej różnicy między Litwą etnograficzną a WKL, przeciwko temu protestowali i protestują głośno także Białorusini. Historiografia białoruska proponuje zupełnie inną interpretację przeszłości Wielkiego Księstwa Litewskiego. W Wikipedii czytamy, że działacze białoruskiego ruchu narodowego nie bez pewnych podstaw uważają Wielkie Księstwo Litewskie za państwo protobiałoruskie, w istocie będące przodkiem współczesnego państwa białoruskiego. Wysuwają pogląd, że na przełomie XIX i XX wieku Nowolitwini, tj. współcześni Litwini w sposób arbitralny i nieuprawniony zawłaszczyli sobie „litewskość” i w ten sposób utrudnili formowanie się białoruskiego prądu niepodległościowego. Pewni historycy białoruscy uważają, że już Wielkie Księstwo za panowania Witolda można traktować jako zupełnie białoruskie, bo było zdominowane pod każdym względem przez element białoruski. A że „Białorusini to jeden ze szczepów ruskich, więc było państwem Zachodniej Rusi” (Litwa „Kultura” Paryż Nr 5/1974).

Na bezprawnym i niczym nie uzasadnionym przejęciu przez auszrowców dziejów, państwowości i kultury Wielkiego Księstwa Litewskiego nie kończył się program nacjonalistów litewskich wobec Polski i Polaków. Nacjonaliści litewscy wyciągnęli także rękę do śmiertelnych wrogów Polaków – Rosjan i w specjalnie zredagowanym memoriale zaoferowali im moralne zespolenie z Rosją (wydawca „Auszry” Jan/Jonas Sliupas), żeby doprowadzić do takiego moralnego upadku Polski, aby nie była niczym godnym szacunku, zarówno we własnych oczach, jak i zagranicą (J. Ochmański). W memoriale obiecywali Rosji również wytępienie w ciągu kilkunastu lat śladów polskości na Litwie. Jak pisze Piotr Łossowski, „Auszra” uformowała prawie w stu procentach aktualne po dziś dzień (a więc od ponad 130 lat!) u Litwinów argumenty i postawę Litwy i Litwinów do Polski, Polaków i wszystkiego co polskie, skrajnie antypolskiej wspólnej historii polsko-litewskiej, granicy polsko-litewskiej (Litwini ciągle liczą na przyłączenie do Litwy polskiej Suwalszczyzny) i polityki władz litewskich do Polaków najpierw na Litwie Kowieńskiej (1918-40), a po 1945 r. także w Wilnie i na Wileńszczyźnie. W okresie międzywojennym ta skrajnie antypolska postawa Litwinów spowodowała „Konflikt tak ostry i zawzięty, iż budził wręcz zdumienie postronnych obserwatorów. Był w niespokojnej Europie zjawiskiem wyjątkowy, stanowił zarzewie ciągłego niebezpieczeństwa” (Léon Noël). Ta zoologiczna nienawiść Litwinów do Polaków sprawiła, że w okresie zaledwie 40 lat zniknęła na Litwie Kowieńskiej mieszkająca tu setki lat 200-tysięczna mniejszość polska.

Wybitny poeta polski, laureat literackiej nagrody Nobla (1980), rodem z Litwy Kowieńskiej, Czesław Miłosz (1911 – 2004) tak skomentował zachowanie się auszrowców i nacjonalistów litewskich: „Dawna Litwa nie chciała nikogo nawracać na swój język i wiarę, ta nowa wyznaczyła sobie misję depolonizacji, posługując się argumentem, że przecież to wszystko Litwini, tylko nie uświadomieni”, których, jak potrzeba to nawet brutalną siłą, należy przywrócić narodowi litewskiemu.

Jak się to mówi, bez wódki lub psychiatry i psychologa, nikt nie zrozumie zachowania się nacjonalistów litewskich tak dnia wczorajszego jak i dzisiejszego. Na przykład wypowiedzieli i prowadzą bez przerwy od 135 lat bezpardonową walkę z językiem polskim na Litwie wśród Polaków i ogółu Litwinów. Tymczasem bardzo wielu Litwinów spośród inteligencji znało lub zna język polski. Także niektórzy nacjonalistyczni politycy litewscy, jak na przykład znany polakożerca Vytautas Landsbergis - głowa Państwa Litewskiego w latach 1990–1992, czy prezydent Litwy w latach 2009-19 Dalia Grybauskaitė. Tylko litewski arcybiskup wileński w latach 1991-2013, kard. Audrys Backis nie chciał się nauczyć języka polskiego, chociaż połowę wiernych w jego diecezji stanowili Polacy. Mówi to wiele o jego i po dziś dzień Kościoła litewskiego antypolskim, a więc rasistowskim nastawieniu do Polaków, co potwierdziło wiele zaistniałych faktów!

Także w sferze politycznej (nawet litewska nazwa ich parlamentu – Seimas jest zapożyczony z języka polskie, chociaż wymieciono ze słownika języka litewskiego kilka tysięcy polonizmów; pozostało 500, bo nie wiedziano jak pozbyć się tych wyrazów), kulturalnej i naukowej (historia) czerpano z dorobku polskiego. Mieczysław Jackiewicz pisze: “Nawet młodolitewski ruch narodowowyzwoleńczy i kulturalny w końcu XIX wieku, który w swoim programie zdecydowanie odrzucił tradycje polsko-litewskiej unii i nawoływał Litwinów do walki o wyzwolenie narodowe bez udziału Polaków, czerpał z romantyzmu polskiego treści ideowe do kształtowania litewskiej dumy narodowej…”.

Zgorszeni polakożerstem auszrowców „Litwini mówiący po polsku zaczęli kwestionować autentyczność litewskiego ruchu odrodzeniowego, traktując go jako perfidną intrygę rosyjskiego rządu. Uważając się za prawdziwych Litwinów, odmawiali oni prawa do tej nazwy elementom „warcholskim” i stworzyli dla nich nową nazwę „litwomanów”. Podczas tworzenia państwa litewskiego przez Niemców pod koniec I wojny światowej wrogiego Polsce i Polakom, Polacy mieszkający na Litwie oraz w Wilnie i na Wileńszczyźnie, ciągle się uważając za najbardziej autentycznych Litwinów, odmawiali prawa do tej nazwy tym, co wyrzekli się tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego i szli na współpracę z Niemcami, nazywając ich Lietuwisami (W. Sukiennicki). To powinna być oficjalna polska nazwa dla bałtyjskiego pochodzenia mieszkańców Lietuwy (Litwy). Bo obecne nazwy tego państwa i jego ludności w języku polskim są definitywnie bałamutne w odniesieniu do historii tej ziemi i mają wyraźnie antypolskie oblicze. „Litwini” nazywają swoje państwo Lietuwa, a „Litwinów” Lietuwisami i podobnie powinno być w języku polskim. Terminologię „Lietuwisi” używali w swych pracach m.in. prof. Ludwik Janowski i prof. Władysław Zawadzki

Terenem, gdzie odrodzeniowy ruch litewski najbardziej bezpośrednio zetknął się z polskością był Kościół. Oba narody były katolickie i modliły się w tych samych kościołach. Separatyzm litewski spowodował strukturalny wstrząs w kościele katolickim na Litwie, ponieważ wśród Litwinów zrodził się Kain, który postanowił nie tylko przepędzić ze świątyń na Litwie Polaka Abla, ale także go zabić.

Największym sprzymierzeńcem nacjonalistów litewskich w walce z Polakami i polskością na Litwie Kowieńskiej, szczególnie do końca okupacji rosyjskiej na tej ziemi okazało się być tamtejsze katolickie duchowieństwo litewskie. Było ono z pewnością dużo większym wrogiem dla tamtejszych Polaków i polskości niż dla samych Rosjan. Skąd wśród młodych księży litewskich, którzy wówczas stanowili już większość duchowieństwa na Litwie, wzięła się wręcz zoologiczna nienawiść do Polaków – równie katolików tak jak Litwini, którzy bardzo często byli także ich parafianami? Więcej, skąd się wzięła u nich ta wprost zwierzęca nienawiść do drugiego człowieka – brata w Chrystusie, całkowicie sprzeczna z nauką Jezusa Chrystusa i Kościoła katolickiego?

Jak już powyżej pisałem, po upadku polskiego Powstania Styczniowym 1863-64, aby móc lepiej podporządkować swoich poddanych na Kresach, postanowili zniszczyć unię polsko-litewską i silne wpływy polskie na ziemiach litewskich, wykorzystując do tego celu m.in. różnice klasowe i językowe, ażeby u pewnej części pochodzących z biednych rodzin chłopskich Litwinów rozbudzić uczucia obcości, separatyzmu i nienawiści wobec Polski i Polaków na Litwie i Żmudzi. Był to proces o tyle ułatwiony, że prawie stuletnie panowanie rosyjskie na Litwie uczyniło ten kraj zacofany w rozwoju gospodarczym i cywilizacyjnym. Lud był ciemny (większość to analfabeci), barbarzyński w postępowaniu i niemiłosiernie rozpijaczony przez Rosjan. Po uwłaszczeniu chłopów litewsko-żmudzkich w 1864 r., w szczególnie zdominowanym teraz przez dzieci chłopów litewskich gimnazjum w Mariampolu i seminarium nauczycielskim w pobliskich Wejwerach Rosjanie dbali o to, aby Litwini wychodzili z nich jako wrogowie Polski, Polaków i wszystkiego co polskie. Aby ich sobie zjednać, w gimnazjum mariampolskim, jako jedynym na Litwie, wykładany był także język litewski oraz oferowali im bezpłatne studia od 1874 r. na uniwersytecie moskiewskim, a później na innych uniwersytetach rosyjskich. Inni litewscy wychowankowie tych dwóch szkół wstępowali do seminariów duchownych w Kownie i Sejnach z nadzieją na to, że za współpracę z caratem spotkają ich kościelne zaszczyty, że zostaną kanonikami, prałatami i biskupami, o co zresztą sami zabiegali, zgodnie z powiedzeniem: z chłopa król. Pod naciskiem rosyjskim, ale także litewskich wykładowców do seminariów przyjmowano bardzo mało polskich kandydatów do stanu kapłańskiego. Chociaż etnicznie polskie wschodnie Mazowsze wchodziło w skład diecezji sejneńskiej i wśród Polaków nigdy nie brakowało i nie brakuje powołań kapłańskich, to „Wśród 24-ch seminarzystów jednego kursu znajdował się jeden tylko Polak – przyszły biskup Romuald Jałbrzykowski” (E. Żagiell „Kultura” Nr 4 1973, Paryż). Litewscy seminarzyści wychowani w duchu antypolskim i nie będąc kapłanami z powołania, a tylko dla dobrego ich i ich rodziców życia (ówczesne powiedzenie: „kto ma księdza w rodzie, tego bieda nie dobodzie”) i kariery (historyk polski Piotr Łossowski pisze, że litewscy uczniowie gimnazjów, którzy w większości pochodzili z bardzo biednych rodzin, „przeważnie przeznaczani byli przez rodziców do stanu duchownego”, a w życiorysie jednego z głównych działaczy nacjonalizmu litewskiego, księdza Maironisa, zamieszczonym w Wikipedii, czytamy, że po ukończeniu kowieńskiego gimnazjum podjął studia literaturoznawcze na Uniwersytecie w Kijowie, które przerwał po roku, gdyż za namową rodziców wstąpił do kowieńskiego seminarium duchownego, a więc bez powołania kapłańskiego) i pozbawieni moralnego kręgosłupa katolickiego, z nadzieją na dalszą karierę, a także przez swój źle rozumiany patriotyzm, łatwo nawiązywali współpracę z caratem w jego walce z Polakami i polskością na Litwie. Stawali się politykami ubranymi w sutanny. Ewidentny brak wiary w Boga u bardzo wielu kleryków litewskich rzucał się w oczy rektorom seminariów i szereg z nich zostało usuniętych z seminariów, jak np. w 1898 r. z seminarium w Sejnach Vincas Mickevicius, który następnie związał się z antyreligijnym lewactwem a w 1913 r. z bolszewikami i zmarł w Moskwie jako zajadły komunista. Z kolei Liaudas Adomauskas wytrwał w seminarium duchownym w Kownie do końca i w 1903 r. został wyświęcony na księdza. Polityka i polakożerstwo tak całkowicie go ogarnęło, że w 1921 r. nie tylko porzucił stan duchowny, ale także wstąpił do... Komunistycznej Partii Litwy (!) i rok później wydał antyreligijną książkę Šventraščio pa¬slaptys, a za Litwy sowieckiej był jej ministrem. W 1918 r. powstała organizacja Zvalgyby, która zasłynęła z okrucieństw wobec nielitewskiej ludności, głównie Polaków (Marceli Kosman Orzeł i Pogoń 1992). Na jej czele stał Liudas Gira (1884 – 1946), znany później pisarz litewski. Był synem Niemca i Polki. Wychowywał go jednak Polak Konstanty Giro-Syryjski, a potem ksiądz litewski w Stokliszkach, który był polakożercą. Ten namówił go, aby został księdzem. Gira ukończył seminarium duchowne w Wilnie w 1905 r., ale święceń kapłańskich nie przyjął. Skończył jako czołowy komunista na sowieckiej Litwie (Mieczysław Jackiewicz Literatura polska na Litwie XVI-XX wieku 1991). Księdzem chciał zostać także późniejszy dyktator Litwy Kowieńskiej (1926-40) Antanas Smetona. Został przyjęty do seminarium duchownego w Kownie, jednak ostatecznie nie podjął nauki (Wikipedia), gdyż wolał zostać politykiem. Tyle było w nim powołania kapłańskiego! Górę wzięła chęć zrobienia kariery politycznej, która dawała więcej władzy nad ludem i bogactwa niż stanowisko wiejskiego klechy. Spośród księży polakożerców chodzącego na co dzień po świecku należy wspomnieć dyplomatę litewskiego Konstantinasa Olsauskasa, który miał kochankę i z nią dwóch synów, którą zamordował w 1928 r. (ang. Wikipadia). Powołania kapłańskie w okresie międzywojennym również często nie wypływały z głębokiej wiary, a tylko dla bogactwa i kariery. Najlepszymi tego przykładami, a zarazem najgłośniejszymi wówczas były przypadki znanego poety i pisarza, ks. Vincasa Mykolaitisa, który w 1935 r. zrzucił sutannę i ks. Jonasa Ragauskasa, wyświęconego na kapłana w 1935 r. i w latach 1944-48 profesora seminarium duchownego w Kownie. Wierząc w trwałe zwycięstwo komunizmu na Litwie w 1948 r. nie tylko że zrzucił sutannę, ale także rozpoczął działalność antyreligijną: z profesora seminarium duchownego zamienił się w zawodowego lektora ateizmu i wydał 7 antyreligijnych książek oraz przetłumaczył z polskiego na litewski antyreligijną książkę Zenona Kosidowskiego Opowieści biblijne. Takich przypadków była cała masa.

Powracając szerzej do sprawy litewskich księży-polityków, to właśnie jako de facto ateiści stali się bodajże głównymi siewcami nacjonalizmu litewskiego i wrogości do Polaków na Litwie i Żmudzi, co potwierdzają ich biogramy np. w Encyclopedia Lituanica (Boston 1970-78) jak i fakty, które utrwaliła historia. To oni zaczęli szczuć Litwinów na Polaków. Ksiądz i pisarz Juozas Tumas-Vaižgantas (1869-1933), uchodzący za litewskiego wieszcza, wychowanek seminarium duchownego w Kownie (1888-93), głosił nawet z ambony kościelnej hasła nienawiści do Polaków, zatruwając tym jadem dusze swoich parafian (Z.S. Brzozowski). Ks. Jonas Mačiulis-Mačiulevičius (1862 – 1932), późniejszy poeta i dramaturg znany pod pseudonimem Maironis związany z „Auszrą”, już w 1885 r. napisał wiersz, w którym Polaków nazwał „wyrodkami”: Pavojuj motina-tėvynė;/Ateina audra iš pietų!/Tai lenkas, išgama tautų czyli: W niebezpieczeństwie ojczyzna-matka/ Burza idzie z południa!/ To Polak, zwyrodniały naród. W 1909 roku Mačiulis-Mačiulevičius został rektorem seminarium w Kownie, którym był do 1932 r. Jako rektor wypowiedział całkowitą walkę z elementami i występującymi w nim objawami polskości – całkowicie zlitwinizował seminarium, które stało się kuźnią kapłanów, ale nie sług Bożych, a często sług Szatana! O niskim poziomie wykształcenia kleru litewskiego współcześnie pisał m.in. ks. Henryk Bolcewicz w pracy Stosunki kościelne na Litwie. Potwierdziła to działalność na Litwie w roli wizytatora apostolskiego (czyli Stolicy Apostolskiej) w latach 1925-26 abpa Jerzego Matulewicza. W jego biogramie czytamy: „Osobiście skłonił kilku kapłanów, aby powrócili do praktyki codziennego odprawiania mszy św.; natomiast księży zlaicyzowanych, którzy stali na czele różnych partii politycznych i pracowali w rządzie, wezwał do powrotu do zajęć duszpasterskich”. Ponadto, na odbytym zjeździe podniósł na duchu i lepiej zorientował w sprawach duszpasterskich dziekanów diecezji żmudzkiej” (Hagiografia polska, t. 2, Poznań 1972). A w 1922 r. Władysław Studnicki pisał: „duchowieństwo na Litwie przepojone jest zoologicznym nacjonalizmem”. Dla ks. Mačiulis-Mačiulevičiusa dobrym kandydatem na kapłana był młodzieniec, który zionął nienawiścią do Polski, Polaków i wszystkiego co polskie. To głównie księża litewscy, bo mieli największe możliwości ku temu, prowadzili bezwzględną, często wręcz brutalną – często połączone z rozlewem krwi walkę z Polakami i polskością w kościołach na Litwie. Oto tylko kilka przykładów spośród wielu setek jakie miały miejsce na terenie całej Litwy: „(Polacy z kościołów na Litwie) byli wypierani przeważającą siłą litewską... lecz nie przez rozumne ustępstwa a jedynie pod groźbą twardych pięści litewskich, a łatwe w tej dziedzinie zwycięstwa Litwinów tak ich rozzuchwalały, że dzisiaj gwałtownie i zupełnie wypierają język polski z tych nawet kościołów, w których on obok języka litewskiego powinien mieć należne mu prawa używalności... Latem 1904 r. doszło do ostrego konfliktu w Berżnikach (w parafii z przewagą Polaków, ale której proboszcz był litewskim polakożercą)... Doprowadziło to do zamknięcia 1 listopada kościoła (na okres trzech lat)...kościoła…Do wyjątkowo ostrego starcia doszło także w Kalwarii Suwalskiej w 1906... koło Mariampola postrzelony został przez Litwina Polak z Kalwarii... W Wyłkowyszkach z bocznej bramy kościoła parafialnego został usunięty napis w języku polskim „Dajcie cześć Panu”.... W 1910 r. Polacy skarżyli się, że Litwini wypędzają ich z kościoła i „wprost zabijają” w świątyni” (Jarosław Schabieński Konflikt o język nabożeństw w diecezji sejneńskiej i próby jego rozwiązywania „Rocznik Augustowsko-Suwalski” t. IX 2009). 26 września 1925 r. katolickie bojówki litewskie w kościele św. Trójcy w Kownie pobiły pałkami i poraniły nożami około 50 Polaków (Wikipedia – Historia Polaków na Litwie) . Nacjonalistyczni księża litewscy byli szermierzami hasła: „Litwa dla Litwinów”, a ksiądz Aleksandras Dambrauskas pisał w 1902 r., że Litwinem jest tylko ten, kto zna język litewski. W 1905 r. litewska „katolicka” gazeta „Zvaigzde” (nr 51) nazywała zwolenników porozumienia z Polakami judaszami narodu litewskiego. Ks. Mačiulis-Mačiulevičius był nie tylko skrajnym nacjonalistą, ale także zwykłym rasistą. Wśród Litwinów dużym powodzeniem cieszyła się pieśń Halbana „Wilija” z powieści poetyckiej Adama Mickiewicza Konrad Wallenrod. Tłumaczyło ją na litewski wielu Litwinów, m.in. ks. Mačiulis-Mačiulevičius. Mickiewiczowska Wilija pokochała Niemen, a Litwinka „ukochała cudzego młodzieńca”, opuściła ojczyznę, by później płakać „w samotniczej wieży”. Ks. Mačiulis-Mačiulevičius w swoim tłumaczeniu zmienił sens. Porusza w aktualną w końcu XIX i na początku XX wieku kwestię czystości narodowej, czyli rasowej (czy Hitler i Goebbels weszli później w buty ks. Mačiulis-Mačiulevičiusa?!) wśród Litwinów i nawołuje ich, aby nie zawierali związków małżeńskich z kobietami obcej narodowości, pisząc: „Litwin bowiem nie szuka miłości za górą i lasem ciemnym”, tj. na obczyźnie, lecz we własnym kraju...” (Mieczysław Jackiewicz Literatura polska na Litwie XVI-XX wieku). Litewski proboszcz w parafii w Poniewieżu, ks. Józef Stachowski mówił w 1911 r., że „lepsze jest Ojcze Nasz zmówione po litewsku niż 100 całych pacierz po polsku” i w tymże roku doprowadził do ostrego konfliktu między Polakami a Litwinami na terenie swojej parafii. Nacjonalista litewski i wróg Polaków, ks. Józef Antonowicz w 1909 r. wydał zarządzenie, by w Wisztyńcu msza dla Polaków była odprawiana tylko raz w miesiącu, co wywołało opór polskich parafian i doprowadziło do starć Polaków z Litwinami 3 kwietnia 1910 r. Proboszcz kościoła parafialnego w Piwoszunach koło Olity, ks. Alfons Petrulis, który był Litwinem, także doprowadził do ostrego konfliktu między litewskimi a polskimi parafianami. Urządzał w plebanii „wieczorynki”, gdzie jego siostrzenica uczyła tańców litewskich, a on sam uświadamiał zebranych parafian narodowo, uważając ich wszystkich za Litwinów, „a niesfornych częstował... pięścią”, czyli bił! Kuria biskupia badała także inny incydent związany z ks. Petrulisem. Chodziło o incydent związany z wezwaniem jego do umierającej Polki w gospodarstwie w okolicy Klidzi. Ks. Petrulis wchodząc do sypialni powiedział po litewsku „Tebūna pagarbintas Jėzus Kristus” (Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus), na co domownicy odpowiedzieli mu po polsku. Strasznie się tym oburzył i krzyknął: „Dlaczego nie odpowiadacie po litewsku?”. Umierająca zaczęła jęczeć i błagać słabym głosem, aby jej spowiedzi nie odmawiał. Gdy ks. Petrulis zbliżył się i ponownie usłyszał język polski, zagroził, że wyjedzie natychmiast. Biedna kobieta odbyła jak potrafiła spowiedź łamanym językiem litewskim (Zbigniew Siemienowicz Błądząca Pogoń – relacje polsko-litewskie „Kurier Wileński”, Wilno, 10.9.2010).

Od końca XIX w. wiele tysięcy Polaków i sporo Litwinów emigrowało za chlebem do Ameryki. Zgodnie z tradycją Rzeczypospolitej liczniejsi i lepiej zorganizowani Polacy amerykańscy udzielali poparcia Litwinom. Np. w 1894 r. Sejm Związku Narodowego Polskiego w Cleveland wprowadził przedstawiciela Litwinów dra Kodisa do „Rządu Centralnego” i zdecydował, że organ Związku „Zgoda” umieszczać będzie również artykuły w języku litewskim. Harmonijne współżycie polsko-litewskie w Ameryce rozwalił przybyły do Ameryki na początku lat 90. XIX wieku litewski ksiądz katolicki przesiąknięty auszrowskim nacjonalizmem Aleksander Burba/Aleksandras Burba. Po objęciu stanowiska proboszcza polsko-litewskiego kościoła w Plymouth w Pensylwanii wraz z socjalistą litewskim i bezbożnikiem (!), autorem antychrześcijańskiej książki Tikyba ar moksklas (Wiara i nauka, 1895; książka potępiona przez litewski Kościół katolicki) Jonasem Šliūpasem przystąpił nie tylko do depolonizacji katolików litewskich (litewska Wikipedia, W. Sukiennicki), ale także do uczynienia z nich wrogów Polaków. Tak się stało i tak jest po dziś dzień.

Księża litewscy nie omieszkali wciągnąć w tę swoją walkę z Polakami/katolikami polskimi samego Watykanu i rządu carskiego. Słali do Watykanu skargi i paszkwile na biskupa wileńskiego Edwarda Roppa (1903-07), a potem na jej administratora (1907-18), bpa Kazimierza Michalkiewicza (w skład diecezji wileńskiej wchodziła środkowo-wschodnia część późniejszej Litwy Kowieńskiej). Od tamtej pory po pontyfikat Jana Pawła II Litwini stali się w Watykanie znani jako szantażyści (ponawiali szantaże przy kilku innych okazjach przez ponad 70 lat). Po raz pierwszy szantażowali Stolicę Apostolską w memorandum oskarżającym biskupa Roppa wobec papieża Piusa X, w którym zawarli groźby przejścia wielu katolików litewskich na prawosławie, o ile język polski nie zostanie wyrugowany z kościołów, a w jego miejsce nie zostanie wprowadzony język litewski (Aldona Gaigalaite Klerikalizmas Lietuvoje 1917–1940 m. Wilno 1970). Walka o język litewski jak podkreśla Gaigalaite, była w tym czasie dla litewskich działaczy katolickich nie tylko celem, lecz i środkiem „zdobycia autorytetu i rozszerzenia wpływów wśród mas ludowych” – także wśród Polaków, z których poprzez narzucenie im języka litewskiego chciano zrobić Litwinów.

W walce z Polakami i polskością na Litwie katolicy litewscy, tak księża, litewska chrześcijańska demokracja jak i wielu wiernych nie omieszkało korzystać z pomocy wielowiekowych wrogów Polski i Polaków – Rosji i Niemiec. Skarżono się więc na bpa Edwarda Roppa nie tylko w Watykanie, ale również wobec rządu carskiego i jednocześnie obiecywano władzom w Petersburgu, iż w wypadku otrzymania autonomii „Litwini sami zatroszczą się o wyparcie języka polskiego z kościołów na Litwie”. Litewscy katolicy nawiązali także współpracę (także na odcinku walki z Polakami) z Niemcami. Zwłaszcza związki Litwinów z Matthiasem Erzbergerem wywarły duży wpływ na rozwój stosunków niemiecko-litewskich w czasie I wojny światowej. Za sprawą Litwinów, głównie członka wileńskiej kapituły, ks. Józefa Kuchty, Niemcy 19 czerwca 1918 r. aresztowali i wywieźli do klasztoru benedyktyńskiego Maria Laach w Nadrenii administratora diecezji wieleńskiej, kanonika gremialnego i protonotariusza apostolskiego, ks. Kazimierza Michalkiewicza. Antypolską politykę okupantów niemieckich na Litwie i polskim Wilnie oraz współpracujących z nimi nacjonalistów litewskich popierał nuncjusz apostolski w Bawarii, którego jurysdykcja rozciągała się wówczas na całe Niemcy i tereny okupowanej przez nie Litwy Eugenio Pacelli (późniejszy prohitlerowski papież Pius XII) (PSB t. 20).

W zbiorach archiwum biskupstwa wileńskiego sprzed I wojny światowej jest bardzo wiele dowodów na antypolską, a tym samym antychrześcijańską postawę wielu księży litewskich przeżartych nacjonalizmem.

Marian Kałuski
(Jest to część 3 pracy „Zagłada Polaków na Litwie Kowieńskiej 1918-1968)

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

16 Lipca 1979 roku
Saddam Husajn został prezydentem Iraku.


16 Lipca 1945 roku
USA: W stanie Nowy Meksyk przeprowadzono pierwszą próbną eksplozję bomby atomowej.


Zobacz więcej