Czwartek 16 Lipca 2020r. - 198 dz. roku,  Imieniny: Eustachego, Mariki, Mirelli

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 22.05.20 - 23:01     Czytano: [482]

Zagłada Polaków na Litwie Kowieńskiej

1918-1968 (Cz. 1)


„Naród, który nie szanuje swej przeszłości, nie zasługuje na szacunek
teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości" – powiedział Józef Piłsudski.
Dzięki pamięci historycznej potrafimy wybrnąć z trudnych sytuacji i naprawiać błędy.
(„Rzeczpospolita” 12.11.2019)

Nazwa „Litwa Kowieńska”

Nazwa „Litwa Kowieńska” ma dwa znaczenia. Pierwsze to obszar etnicznych ziem narodu litewskiego przed wybuchem I wojny światowej w 1914 r., wchodzących w skład Rosji, a drugie to państwo litewskie powstałe czy raczej utworzone przez Niemcy tylko na tych ziemiach w 1918 r., które istniało do czerwca 1940 r., czyli pomiędzy ogłoszeniem niepodległości a włączeniem jego do Związku Sowieckiego w 1940 r. – noszące nazwę Republika Litewska (Lietuvos Respublika). Ta Litwa (lit. Lietuva), której stolicą było Kowno, była tak określana w międzywojennej Polsce i bardzo często jest także i dzisiaj, szczególnie w publicystyce i literaturze. Zupełnie słusznie, gdyż oprócz Litwy Kowieńskiej była także Litwa Środkowa ze stolicą w Wilnie (1920-22, następnie zgodnie z wolą większości jej mieszkańców włączona do Polski) oraz ze względu na to, że w latach 1240-1795 istniała Litwa - Litwa historyczna/Wielkie Księstwo Litewskie, którego nie można utożsamiać jedynie ze współczesnym państwem i narodem litewskim, gdyż, ze względu na zajmowany obszar i zamieszkujący je narody, stanowi ona wspólną historię Litwinów, Białorusinów, Polaków, Rosjan, Łotyszów i Ukraińców. Litwini odgrywali w jej dziejach dużo mniejszą rolę od Polaków i Białorusinów. Podobnie międzywojenny okres w historii Polski nazywamy II Rzeczpospolitą, a np. Niemcy były nazywane Republiką Weimarską i III Rzeszą, a Francja III Republiką Francuską.

Litwini uważają, że nazwa „Litwa Kowieńska” jest pejoratywna. W polemice polsko-litewskiej na łamach paryskiej „Kultury” (Nr 4 1976) w sprawie wyrażenia „Litwa Kowieńska” wypowiedział się Czesław Miłosz: „Bywają wyrażenia, które w jakimś krótkim tylko okresie są emocjonalnie zabarwione i do nich należy rażąca (Litwinów) „Litwa kowieńska”. W istocie termin ten może być użyty bez jakichkolwiek politycznych intencji i jest użyteczny, bo skoro Wilno jest Litwą, jak nazwać niepodległe państwo litewskie z lat 1918-1939 ze stolicą w Kownie?”.

Pod pojęciem „Litwa” – szczególnie w polityce i historii Polski powinien być rozumiany jedynie obszar przedrozbiorowego Wielkiego Księstwa Litewskiego Rzeczypospolitej Obojga Narodów, połączonego z Polską w jeden mechanizm państwowy Konstytucją 3 maja 1791 r. Jest więc taka Litwa pojęciem zgodnym z historią i jednocześnie szerokim, obejmującym także Wileńszczyznę, polską Suwalszczyznę i Podlasie i całą dzisiejszą Białoruś, kraj ponad trzy razy większy obszarowo i ludnościowo od dzisiejszej Litwy, który, podobnie jak Polska, zupełnie słusznie uważa się za spadkobiercę historycznej Litwy i historycznych Litwinów. Z tego powodu dzisiejsze państwo ze stolicą w Wilnie nie powinno być nazywane po polsku Litwą, a tylko zgodnie z oficjalną terminologią litewską/z oficjalną nazwą państwa: Lietuvos Respublika - Republika Litewska, względnie Lietuva (po polsku: Litwa), a mieszkańcy dzisiejszej Litwy Lietuwisami (nigdy Litwinami!). Wówczas unikniemy wiele nieporozumień natury politycznej i historycznej, jak np. fałszowania przez Litwinów historii Wielkiego Księstwa Litewskiego, którego prawem kaduka uważają się za wyłącznych spadkobierców.

Unia Polski z Litwą i jej konsekwencje

Historia Polaków na etnicznej Litwie liczy sobie akurat 800 lat i zapoczątkowali ją sami Litwini. Będąc wówczas „ludźmi z lasu” - dzikimi barbarzyńcami (także poganami), od 1201 r. żyli z łupieskich wypraw na sąsiednie kraje. W latach 1201-1236 dokonali 40 wypraw łupieskich, w tym 4 na Polskę. W 1213 r. napadli i spalili duży i bogaty Płock na Mazowszu. Z kolei w latach 1237-68 hordy litewskie dokonały 39 wypraw, w tym 9 na Polskę, a do 1306 r. kolejnych 46 wypraw, w tym 16 na Polskę. Najazdy te obejmowały Mazowsze, Lubelszczyznę, Ziemie Sieradzką i Łęczycką. Z sąsiadującej z nimi i ludnej Polski Litwini uprowadzali także ludność, tak jak później robili to Tatarzy krymscy. Dlatego wyprawy na Polskę organizowali w okresie świąt, gdy ludność była w kościołach (łatwo ją było wtedy uprowadzić). Wynikiem tych najazdów było wyludnienie Lubelszczyzny; podczas gdy w sąsiedniej ziemi sandomierskiej przypadało wtedy 19 osób na km kw., to w Lubelszczyźnie na 1 km kw. przypadała przez najazdy litewskie tylko 1 osoba. Historycy obliczyli, że w całym okresie Litwy pogańskiej Litwini uprowadzili do swego kraju nie mniej jak 100 000 Polaków, z których większość uległa lituanizacji. Na etnicznej Litwie zakładane były wsie polskie z tych „brańców”. Z tego okresu pochodzą wsie o polskich nazwach, które przetrwały do dzisiaj, jak np. Lenkaiciai czy Lenkaliai o litewskiego słowa Polacy -Lenkai oraz Mozurai czy Mozuriskis od litewskiego słowa Mazurzy – Mozurai (J. Ochmański Dawna Litwa). Kiedy Aldona, córka wielkiego księcia litewskiego Giedymina w 1325 r. wychodziła za mąż za królewicza Kazimierza (późniejszego króla Kazimierza Wielkiego), jako wiano przywiozła ze sobą z Litwy przeszło 20 000 brańców polskich (K. Wojnar). A kiedy weźmie się pod uwagę fakt, że w połowie XIII w. Litwa liczyła nie więcej jak 200 tysięcy, a za Jagiełły jako wielkiego księcia litewskiego 300 tysięcy mieszkańców, wtedy dopiero pojmiemy jak wielki był przelew krwi polskiej do żył litewskich. Jednak na Litwie przed unią z Polską mieszkali nie tylko Polacy uprowadzeni z Polski przez Litwinów. Osiedleńcy polscy na Litwie rekrutowali się także z przybyszów dobrowolnych, sprowadzanych przez książąt litewskich i darzonych przywilejami ekonomicznymi. Hufce polskie miał ze sobą Kiejstut w wyprawie przeciw Moskwie w 1372 r., a prawie bezludne południowe tereny litewskie (Grodzieńszczyzna) przy granicy z Polską od XIV w. zaczęło zasiedlać polskie rycerstwo (H. Łowmiański Studia nad dziejami Wielkiego Księstwa Litewskiego). W 1528 r., podczas popisu wojska litewskiego, Polacy stanowili ponad 20% ogółu rycerstwa Wielkiego Księstwa Litewskiego. Również od czasów założenia Wilna przez Giedymina (I poł. XIV w.) datuje się systematyczny przypływ polskich kupców i rzemieślników najpierw do stolicy, a następnie do innych osiedli litewskich. W XVI w. mieszczaństwo polskie już dobrze było zadomowione na Litwie („Rota” 2/3 1993). Współczesna krew litewska niewiele różni się od krwi polskiej. Można by było śmiało twierdzić, że współcześni mieszkańcy Litwy Kowieńskiej to Polacy mówiący po litewsku.

Pogańska Litwa do 1363 r. podbiła zniszczone i wyludnione przez najazdy tatarskie ziemie białoruskie i ukraińskie (w 1363 r. opanowano Kijów) i włączyła do swego księstwa. Etniczne ziemie litewskie stanowiły wówczas mniej niż 10% powierzchni, a Litwini ok. 10% ludności Wielkiego Księstwa Litewskiego. Etniczna Litwa w porównaniu z ziemiami ruskimi była krajem nie tylko małym, ale także zacofanym pod względem gospodarczym i kulturalnym: prymitywne języki litewski i żmudzki były językiem chłopstwa, stąd język ruski (z którego powstał język białoruski), który dominował (obok prawosławia) na 90% powierzchni Wielkiego Księstwa Litewskiego, był nie tylko w powszechnym użyciu wśród litewskich bojarów i mieszczaństwa, ale także na dworze wielkoksiążęcym. Powodowało to ruszczenie się elity litewskiej – wielu książąt litewskich na Rusi przyjęło religię prawosławną, język i narodowość ruską. Sam Witold przed unią z Polską przyjął chrzest w obrządku prawosławnym wraz z imieniem Aleksander i mógł śmiało przejść do historii jako książę ruski. Wraz z religią prawosławną Litwini przyjmowali kulturę wschodnią - bizantyjską. W Wilnie były już cerkwie prawosławne. Wielkość Wielkiego Księstwa Litewskiego, którą chwalą się dzisiaj Litwini, była de facto wielkością nie litewską a ruską. „Tym sposobem Wielkie Księstwo Litewskie przestało być litewskim” (Anatol Estryn, „Kultura” Nr 6/345, Paryż). Gdyby nie nastąpiło zbliżenie się Litwy do Polski, to nie ulega wątpliwości, że dzisiaj nie było by narodu litewskiego; na Litwie Kowieńskiej mieszkali by obecnie albo Białorusini, albo Rosjanie (Jerzy Iwanowski „Kultura” Nr 1 1956, Paryż). A jeśli Krzyżakom udał by się podbój czy raczej utrwalenie ich władzy na Litwie żmudzkiej, to dzisiaj mieszkali by tam Niemcy; Żmudź pozostała przy Litwie i etnicznie ziemią litewską dzięki Polakom (pokój z Krzyżakami w Toruniu 1411 r.). Nie ulega wątpliwości, że unia polsko-litewska uratowała wszystkich Litwinów przed losem Prusów, których podczas rzekomego nawracania na wiarę chrześcijańską wytępili i wynarodowili Krzyżacy (Niemcy). A Litwini byli ostatnim narodem pogańskim w Europie. Ostatnim do wytępienia.

Unia polsko-litewska została zawarta w Krewie (dziś Białoruś) w 1385 r. „Unia i przyjęcie chrześcijaństwa podług obrządku zachodniego otworzyły przed Litwą drogę na zachód, przyłączyły ją do wielkiej rodziny narodów europejskich pozostających pod wpływem kultury łacińskiej, korzystających z jej owoców i przyjmujących udział w jej rozwoju. Unia przesądziła przynależność narodu litewskiego do tej kultury” (Jerzy Iwanowski Dialog polsko-litewski „Kultura” Nr 1 1956, Paryż). To się stało dzięki Polakom. Według postanowień unii krewskiej wielki książę litewski Jagiełło za koronę polską – poślubienie królowej Polski Jagwigi zobowiązał się m.in. przyjąć wiarę katolicką z rąk polskich i przyłączyć do Polski ziemie Litwy i Rusi. 2 października 1413 r. w postanowieniach kolejnej unii polsko-litewskiej – zwanej horodelską, wprowadzono instytucję odrębnego wielkiego księcia na Litwie, wybieranego przez króla Królestwa Polskiego za radą i wiedzą panów polskich oraz bojarów litewskich, postanowiono w niej dotrzymać przyrzeczeń wzajemnego związku i wspólnego prowadzenia wojen, upodobniono administrację Księstwa do administracji w Polsce (kasztelanie, województwa), wprowadzono wspólne sejmy i zjazdy polsko-litewskie, a litewscy bojarzy wyznania rzymskokatolickiego otrzymali te same prawa, które posiadała szlachta polska. Bojarzy litewscy przyrzekli wierność szlachcie polskiej, Koronie polskiej (Polsce), królowi Władysławowi Jagielle oraz wielkiemu księciu Witoldowi. Jednocześnie potwierdzony został nierozerwalny związek Litwy z Królestwem Polskim. Zbliżenie obu państw i narodów było udane i tak wielkie, że w 1569 r. Korona Królestwa Polskiego i Wielkie Księstwo Litewskie zawarły nową i ostatnią unię – unię lubelską, powołującą do życia państwo pod nazwą Rzeczpospolita Obojga Narodów. Od zawarcia unii lubelskiej każdy nowo koronowany król Polski automatycznie stawał się władcą Litwy i dlatego nigdy nie był podnoszony na Wielkie Księstwo Litewskie (Wikipedia).

Król Zygmunt August – ostatni Jagiellon na tronie polskim zmarł 7 lipca 1572 r. Władca Rzeczypospolitej Obojga Narodów pozostawił tak Polakom jak i Litwinom następujące nauki i wskazania w swym w ogóle dzisiaj przemilczanym i przez to nikomu, a szczególnie Litwinom, nieznanym testamencie: „Rzeczpospolita niczem inszem w całości zachowania dłużej mieć nie może, jedno zgodą, miłością, społecznością, jednością: przeto tym naszym Testamentem obiema państwu, Koronie Polskiej i Wielkiemu Księstwu Litewskiemu dajemy i odkazujemy i zostawujemy miłość, zgodę, jedność, którą przodkowie nasi po łacinie unją zwali... a który z tych dwóch narodów naród tę uniję wdzięcznie przyjąwszy, mocno trzymać będzie, temu błogosławieństwo dajemy... a który zasię naród niewdzięczen będzie i dróg do rozdwojenia będzie szukał, niechaj się boi gniewu Bożego... Racz Panie Boże to w tym obojgu państwie utwierdzić, coś w niem przez nas sprawił, racz oboi ten lud w jedności spojony, w niezmyślonej miłości wiecznie zachować...” (K. Wojnar).

Należy zwrócić uwagę na fakt, że rzekomo litewska – co bardzo mocno podkreślają Litwini - dynastia Jagiellonów z punktu widzenia etnicznego nie była aż tak bardzo litewską i tylko zwyczajowo jest nazywana litewską. Na wstępie należy zaznaczyć, że gdyby Jagiełło nie został królem Polski to nie tylko nie było by dynastii jagiellońskiej, ale także sam Jagiełło byłby w Europie nikomu nieznaną postacią historyczną. Tym kim jest dzisiaj w historii nie tylko Polski i Litwy, ale i Europy zawdzięcza tylko i wyłącznie tronowi polskiemu! Przyjrzyjmy się jakim Litwinem był Jagiełło – założyciel dynastii jagiellońskiej, która przetrwała na tronie polskim do 1572 r. Jagiełło na pewno był z punktu widzenia politycznego Litwinem do 1386 r. (następnie przez zostanie królem Polski – jak by się dzisiaj powiedziało – Polakiem pochodzenia litewskiego), ale z pewnością nie był rasowym Litwinem, gdyż w jego żyłach płynęło dużo krwi nielitewskiej. A co ciekawe to to, że w jego żyłach płynęła także krew polska! Dziadem Jagiełły był wielki książę litewski Giedymin (1316-41), założyciel dynastii Giedyminowiczów, którego żoną, jak przyjmuje większość historyków, była Jewna, córka księcia połockiego Iwana, a więc Rusinka-Białorusinka. Ich synem i ojcem Jagiełły był wielki książę litewski Olgierd (1341-77), którego żoną była Julianna Aleksandrowna Twerska, córka wielkiego księcia ruskiego Tweru Aleksandra i Anastazji halickiej, która była córką ruskiego księcia halickiego Jerzego I i Eufemii Kujawskiej, siostry króla polskiego Władysława Łokietka (ich rodzicami byli: książę kujawski Kazimierz I i Eufrozyta, córka księcia opolskiego Kazimierza I). Jak z tego widzimy, Jagiełło nie był rasowym Litwinem. W jego żyłach płynęła krew litewska, ruska (dzisiaj białoruska i rosyjska) oraz polska. Dynastia Jagiellońska już przez samego Jagiełłę, w którego żyłach płynęło bardzo mało krwi litewskiej, była mało litewska, a tym bardziej przez następnych jej przedstawicieli na tronie polskim: jego syna Kazimierza Jagiellończyka (1427-1492), wnuka Zygmunta Starego (1467-1548) i prawnuka Zygmunta Augusta (1520-1572) była jeszcze mniej litewska, gdyż nie otrzymywała nowej krwi litewskiej. Dlatego z każdym następnym pokoleniem coraz trudniej nazywać tę dynastię litewską. W żyłach ostatniego przedstawiciela tej dynastii na tronie polskim – Zygmunta Augusta płynęło zaledwie 1/16 krwi litewskiej. Matką wszystkich dzieci Władysława Jagiełły była spolonizowana Rusinka/Białorusinka (m.in. inicjatorka pierwszego tłumaczenia Biblii na język polski – tzw. Biblia Królowej Zofii) Zofia Holszańska (zm. 1461 Kraków), królowa Polski od 1422 r.

Litwini (wyjątki potwierdzają regułę) wyjątkowo bardzo opacznie – przez okulary skrajnego nacjonalizmu interpretują wspólną historię polsko-litewską. Twierdzą m.in., że przyjęcie chrześcijaństwa z rąk Polski było przyczyną osłabienia ducha litewskiego i zahamowało rozwój państwowo-twórczych talentów Litwinów, że w ogóle unia z Polską przyniosła wielką tragedię narodowi litewskiemu, że przez unię Polska otrzymała wiele od Litwy włącznie z dynastią jagiellońską („Kultura” Nr 1 1956, Paryż, str. 81). A czy przyjęcie chrztu z rąk Rusinów, do czego wcześniej czy później by doszło, nie zahamowało by rozwój państwowo-twórczych talentów Litwinów? I nie byłyby to wówczas talenty litewskie tylko ruskie! Natomiast z wyjątkowych zalet i umiejętności panowania dynastii jagiellońskiej korzystali przecież w równym stopniu Polacy jak i Litwini, którzy wówczas jeszcze się nie spolonizowali. Poza tym na te wyjątkowe zalety i umiejętności Jagiellonów na tronie polskim musiało mieć wpływ ich polskie otoczenie na dworze krakowskim. Bardzo często dobrym politykiem jest się przez posiadanie dobrych doradców. A wśród nich na dworze wielkolitewskim byli głównie Polacy i bardzo niewielu Litwinów. Już wielki książę Witold na swoim dworze miał polskich doradców, co pokazują dokumenty historyczne.

Litwa od Polski i Polaków też wiele dostała. Przede wszystkim odzyskała Żmudź, która była w rękach krzyżackich oraz broniła Litwę przez moskiewską agresją. Aż dziewięćdziesiąt procent obszaru Wielkiego Księstwa Litewskiego zajmowały ziemie ruskie. Na wschód od Litwy zaczęło rosnąć w siłę Wielkie Księstwo Moskiewski, które w 1480 r. wyzwoliło się od zależności od tatarskiej Złotej Ordy. Księstwo to stało się jedynym niezawisłym państwem ruskim. Po podboju Bizancjum, Bałkanów i Kaukazu przez Turków Wielkie Księstwo Moskiewskie stało się także jedynym niepodległym państwem prawosławnym w Europie. Moskwa zaczęła aspirować do roli spadkobierczyni Bizancjum i stolicy świata prawosławnego, co wyrażono m.in. w teorii trzech Rzymów. W 1547 r. odbyła się koronacja wielkiego księcia moskiewskiego Iwana IV Groźnego na „cara wszech Rusi”, co dało początek Carstwu Rosyjskiemu (Wikipedia). Pierwszy wielki książę moskiewski Iwan III Srogi (1462-1505) ogłosił się „gosudarem wszystkiej Rusi” (panem całej Rusi), a więc także ziem ruskich Wielkiego Księstwa Litewskiego. I on jako pierwszy rozpoczął „zbieranie ziem ruskich”. W 1492 r. rozpoczął wojny zaborcze przeciw Litwie. W 1500 r. ponownie zaatakował Wielkie Księstwo Litewskie. Wielkie Księstwo Litewskie miało, zgodnie z zawartą unią z Polską, swoją armię i nie chciało czy uważało, że nie potrzebuje polskiej pomocy wojskowej. Obie wojny z Iwanem III Litwa sromotnie przegrała. W bitwie nad Wiedroszą, stoczoną 14 lipca 1500 r., Litwini dowodzeni przez hetmana Konstantego Ostrogskiego ponieśli totalną klęskę. Zginęła masa Litwinów i sam hetman Ostrogski dostał się do moskiewskiej niewoli, a w jej wyniku 1/3 ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego została przyłączona do Wielkiego Księstwa Moskiewskiego. Litwini zrozumieli, że bez polskiej pomocy przyszłość Litwy stanęła pod znakiem zapytania. W wyniku wojny osłabiona i zagrożona Litwa, zmuszona została do zacieśnienia związków z Polską podpisując w 1501 r. unię mielnicką. Już w 1512 Wielkie Księstwo Moskiewskie ponownie zaatakowało Litwę, rozpoczynając I wojnę polsko/litewsko-rosyjską (1512–22). 8 września 1514 r. razem z Polakami, Litwini odnieśli wspaniałe zwycięstwo nad Moskalami w bitwie pod Orszą. 30-tysięczna armia polsko-litewska pobiła armię moskiewską liczącą od 35 do 80 tysięcy ludzi. Zwycięstwo to stało się głośne w całej Europie. W zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie znajduje się obraz Bitwa pod Orszą namalowany ok. 1530 r. przez artystę pozostającego pod wpływem Lucasa Cranacha starszego. Wspólna walka wojsk polskich i litewskich (raczej ruskich) zaowocowała tym, że od 1522 r. zdołano ustalić granicę Wielkiego Księstwa Litewskiego na odcinku białoruskim, która przetrwała (z nieznacznymi przejściowymi zmianami) do 1772 r., czyli do I rozbioru Polski, wykazując rzadką w historii trwałość przez tak długi czas (W. Wielhorski). Wojny polsko/litewsko-rosyjskie toczone były także w latach: 1534-37, 1558-70, 1577-82, 1632-34 i 1654-67. Bez unii z Polską wcześniej czy później Wielkie Księstwo Litewskie uległo by Wielkiemu Księstwu Moskiewskiemu/Rosji i dzisiaj ziemie nawet etnicznej Litwy byłyby częścią Rosji i zamieszkałe przez wyznawców prawosławia, może nawet uważających się za Rosjan.

Polacy mieszkający w Wielkim Księstwie Litewskim nigdy nie próbowali tworzyć własnego getta, nie odcinali się od otoczenia i od spraw państwa litewskiego, a potem – od II poł. XVI w. – polsko-litewskiego. Wręcz przeciwnie – nasiąkali wielkolitewskim patriotyzmem państwowym, za co zdobywali zaufanie i uznanie niepolskiego otoczenia. (Z. Krajewski „Rota” Nr 2/3 1993). Jednak „Litewskość ta nie miała nic wspólnego z nacjonalizmem (litewskim) a była (jedynie) wyrazem głębokiego przywiązania do własnej państwowości i różnych związanych z nią tradycji…” (Henryk W. Żebrowski Dookoła zagadnienia polsko-litewskiego „Wiadomości” 1.8.1965, Londyn). Ten patriotyzm wielkolitewski Polaków, podobny np. do lokalnego patriotyzmu Bawarczyków w Niemczech (przecież także Niemców), przetrwał do XX w., chociaż od 200-300 lat miał on oblicze także polskie. Patriotyzm wielkolitewski o obliczu polskim reprezentowali na początku XX w. tzw. krajowcy. Była to grupa inteligencji polskojęzycznej bądź polskiej na Litwie na początku XX wieku. Grupa ta w obliczu emancypacji narodowej Litwinów wysuwała program kompromisu pomiędzy tradycyjnym a nowoczesnym znaczeniem pojęcia "Litwin" (zob. Litwini w znaczeniu historycznym). Krajowcy pragnęli połączyć świadomość narodową polską i użycie języka polskiego ze świadomością państwową litewską, a niektórzy z programem lojalności wobec państwa nowolitewskiego, tzn. Republiki Litewskiej (Wikipedia). Niestety, nacjonaliści litewscy nie chcieli mieć nic wspólnego nie tylko z Polską, ale także z językiem i kulturą polską. W ich programie Litwin nie miał prawa mówić po polsku i mieć cokolwiek wspólnego z polską kulturą. Byli i są przeciwnikami tak popularnej dzisiaj w świecie zachodnim polityki wielokulturowości. Hołdują, wzorując się na zwierzęcym wprost rasizmie XIX-wiecznym, czystości rasowej, językowej i kulturalnej.

Inną korzyścią jaką Wielkie Księstwo Litewskie odniosło z unii z Polską była zapoczątkowana na ziemiach polskich wielka reforma rolna, za wzorem której także magnaci wielkolitewscy urządzali swe dobra, co było dla Litwy rewolucją niesłychanie zbawienną, gdyż zreformowała bardzo prymitywne całe rolnictwo wielkolitewskie (Franciszek Bujak Historia osadnictwa ziem polskich Warszawa 1920).

Także przez unię z Polską Litwa należy dziś do świata kultury zachodniej, co bez wątpienia miało i ma wielkie znaczenie w dziejach narodu litewskiego po dzień dzisiejszy.
Po unii lubelskiej ukształtowało się dwustopniowe poczucie narodowości. Litwini i Polscy potrafili wypielęgnować patriotyzm państwowy i narodowy. Określenie „Polak” znaczyło aż do XIX w. tyle co „obywatel Rzeczypospolitej (Obojga Narodów)”. Pojęcia „Polak” i „Litwin” nie przeciwstawiały się sobie, a wręcz przeciwnie – dopełniały się. Termin „Polak” był pojęciem szerszym, zaś „Litwin”, czy np. „Mazur”, węższym (Rota 2/3 1993). Mieszkaniec ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego był Litwinem i Polakiem. Marszałek Polski Józef Piłsudski mówił o sobie „Litwin”, a przecież był przede wszystkim Polakiem. Podobnie było np. z Tadeuszem Kościuszką czy Adamem Mickiewiczem. W odezwie do mieszkańców Wielkiego Księstwa Litewskiego Kościuszko używał alternatywnie terminów Polska i Litwa. Mickiewicz (historyczną, bo przecież pochodził z białoruskiej Nowogródczyzny i litewskiego nie znał) Litwę nazywał swoją ojczyzną, ale w jego rozumieniu Litwin i Mazur byli braćmi o wspólnym nazwisku – Polacy (W. Sukiennicki). Podobnie było z marsz. Józefem Piłsudskim. Pochodząc z Wileńszczyzny nazywał siebie Litwinem, ale polskości nie mogą mu odmówić nawet Litwini. Przeciwnie, uważają go za wielkiego wroga Litwy Kowieńskiej i Litwinów, co w świetle faktów jest nieprawdą. Oto jeden z wielu przykładów na to: Piłsudski, jako naczelny wódz Wojska Polskiego, w liście z dnia 5 września 1919 r. do gen. Stanisława Szeptyckiego, ówczesnego dowódcy Frontu Litewsko-Białoruskiego pisze: „że jeżeli spokojnie znosi (chodzi o Piłsudskiego – M.K.) na swojej lewej wojsko litewskie, którego komunikowania się z wrogiem przyłapuje, dowodzi to tylko “że jesteśmy w stosunku do Litwinów zasadniczo jak najbardziej pokojowo i chętnie do pertraktacji usposobieni”. Gdyby nie ta dobra wola – zaznacza dalej Józef Piłsudski – “dawno dałbym rozkaz swoim wojskom maszerowania wprost na Kowno i usunięcia samozwańczego rządu…”” (Kazimierz Okulicz Listy Józefa Piłsudskiego do gen. Szeptyckiego „Tydzień Polski” 19.2.1972, Londyn).

XVI wiek był tzw. „złotym wiekiem” w dziejach Polski. Polska była nie tylko największym państwem zachodniej Europy katolicko-protestanckiej, ale krajem wszechstronnie rozwijającym się. Także pod względem narodowym. Nastąpił niebywały rozwój języka i literatury oraz kultury polskiej. Tymczasem Wielkie Księstwo Litewskie, które teraz w porównaniu z polskimi ziemiami etnicznymi było krajem ciągle zacofanym: prymitywne języki litewski i żmudzki pozostawały nadal językiem chłopstwa na etnicznie litewskiej Litwie, a w powszechnym użyciu wśród szlachty i mieszczaństwa pozostawał do końca XVII w. język ruski, pozostający ciągle urzędowym językiem w Wielkim Księstwie Litewskim. Jednakże także i on zatrzymał się w rozwoju i stawał się coraz bardziej skostniały i anachroniczny w porównaniu z językiem polskim. Kultura litewska (chłopska) i ruska były także bardzo prymitywne w porównaniu z kulturą polską. Do tego doszła reformacja, którą przyjęła w większości szlachta litewsko-żmudzka. Nowinki religijne szły na Litwę i Żmudź przez Polskę, a tym samym religijna literatura polemiczna była wydawana w języku polskim i wszystkie dysputy teologiczne były prowadzone w tym języku. Szlachta litewsko-żmudzka siłą rzeczy uczyła się pilnie języka polskiego i w ten sposób reformacja w bardzo dużym stopniu przyczyniła się do rozpowszechnienia się języka polskiego na Litwie i Żmudzi. Język polski stał się językiem powszechnie używanym w domach i miejscach publicznych. I sami Litwini uważali to za rzecz naturalną. Sygnalizował to Janusz Radziwiłł (nie ten z Potopu, ale ten żyjący w latach 1579-1620, kasztelan wileński), pisząc do brata Krzysztofa, wielkolitewskiego hetmana polnego, w roku 1615: „Aczem sam Litwinem się urodził i Litwinem umrzeć mi przyjdzie, jednak idioma polskiego zażywać w ojczyźnie naszej musimy”. Było to skutkiem stopniowego zaniku używania łaciny zarówno w życiu publicznym jak i prywatnym (W. Sukiennicki). W XVII w. polonizacja szlachty litewskiej posunęła się już tak daleko, że coraz częściej żądała ona oficjalnego uznania języka polskiego za język urzędowy na Litwie. Stało się to w 1696 r. Ważnym jest pamiętać to, że w Wielkim Księstwie Litewskim język polski nie zastąpił języka litewskiego jako języka urzędowego, ale zastąpił język ruski. Bo jeśli dzisiaj Litwini potępiają triumf języka polskiego na Litwie od XVI do XX wieku, to muszą także potępiać triumf języka ruskiego w Wielkim Księstwie Litewskim od XIII do XVI/XVII wieku i o tym, że w obu wypadkach sami sobie te języki wybrali za urzędowe. Ani Rusini, ani Polacy im swego języka nie narzucali! Dlatego nie można dzisiaj obarczać winą Polaków i osądzać ich od najgorszych za to, że Litwini z własnej i nieprzymuszonej woli wieki temu zaadoptowali język polski jako swój własny, że zaadoptowali także będącą na wyżynach europejskich kulturę polską w miejsce prymitywnej chłopskiej kultury litewskiej czy nawet ruskiej. Język, literatura i kultura polska były wówczas, a i później, jak się to dzisiaj mówi, trendy w całej Europie. Wszak pod koniec XVII w. język polski był także językiem nawet dworu carskiego w Moskwie (!) – na dworze cara Fiodora i regentki Zofii, a do końca XVIII w. był lingua franca w całej wschodniej Europie. Był w użyciu np. w grecko-prawosławnej Akademii Mohylańskiej w Kijowie, książę mołdawski D. Cantemir tłumaczył dzieła z języka polskiego, poeta rumuński T. Hyżdeu pisał po polsku, polski znał pisarz węgierski J. Batsanyi, kancelaria władców Krymu często posługiwała się językiem polskim nawet w korespondencji dyplomatycznej (W. Sukiennicki). Poeta polski Jan Kochanowski (zm. 1584) uważany jest za jednego z najwybitniejszych twórców renesansu w Europie, Klemens Janicki (1543) otrzymał od papieża Pawła III laur poetycki jako „poeta laureatus”, a Maciej Sarbiewski (zm. 1640), jest po dziś dzień uważany za światowej sławy poetę neołacińskiego. Polski taniec narodowy polonez był tańcem dworskim w całej Europie i jako taki przeszedł do muzyki światowej, itd. Nie jest winą Polaków, że język, literatura i kultura litewska nie dorównywały i nie dorównują językowi, literaturze i kulturze polskiej i że etniczna Litwa jest dużo mniejsza od Polski, a naród litewski wiele razy mniej liczniejszy od narodu polskiego. W XVIII i XIX w. język (język salonów), literatura i kultura francuska były bardzo popularne w Polsce, a Francja jest większa od Polski i naród francuski dość dużo większy od narodu polskiego. Ale nikt w Polsce nie miał i nie ma o to pretensji do Francji i Francuzów. Przeciwnie, przez duże i wszechstronne kontakty polsko-francuskie bardzo dużo zyskała Polska, Polacy i kultura polska. Dzisiaj w krajach zachodnich jest moda na wielokulturowość, która wzbogaca wszystkie narody, a nie na zaściankowy nacjonalizm, który zuboża pod każdym względem naród jemu hołdujący. Jaką wartość dla samych Litwinów ma język litewski, jeśli zdecydowana większość najważniejszych dzieł literatury światowej nie jest dostępna w tym języku? Oto najświeższy przykład: w październiku 2019 r. polska pisarka Olga Tokarczuk została laureatką międzynarodowej Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 2018 i w tymże roku laureatką The Man Booker International Prize za powieść Bieguni (Flights), a jej twórczość była dotychczas tłumaczona na 20 języków. Tymczasem jej twórczość literacka w ogóle nie jest znana Litwinom. Gorzej, w internetowej Wikipedii jej biogram jest podany w 56 językach świata, w tym np. w estońskim, łotewskim, islandzkim i macedońskim, a więc w językach narodów, które są dużo mniejsze od litewskiego (ale widać bardziej kulturalne od Litwinów), a także w języku esperanckim, ale nie w języku litewskim, który przez granicę lądową sąsiaduje z polskim! Naród pozbawiony dostępu do najważniejszych dzieł literatury światowej jest narodem ułomnym i siłą rzeczy jest skazany na duszenie się w swoim nacjonalistycznym sosie. Samych etnicznych Litwinów dusi bieda litewska oraz ta zaściankowość i prawdziwa wsiowość ich ojczyzny, języka i kultury i dlatego masowo opuszczają Litwę. W latach 2001-2011 liczba Litwinów na Litwie spadła z 2 907 293 do 2 531 314 osób (dane litewskiego spisu ludności), a do 2050 r. ma spaść poniżej 2 milionów.

I jeszcze jedna ważna uwaga. Nacjonaliści litewscy od 135 lat walczą z językiem polskim na Litwie, traktując go jakby to była jakaś cholera czy dżuma. Tymczasem szereg współczesnych znanych Litwinów, jak np. nacjonalistyczni politycy – oboje prezydenci Litwy i znani wrogowie Polaków na Litwie Vytautas Landsbergis (1990-92) i Dalia Grybauskaitė (2009-19) mówią po polsku. Ale nie tylko politycy litewscy uczyli się języka polskiego w czasach Sowieckiej Litwy. Także bardzo wielu Litwinów spośród inteligencji znało lub zna język polski. To, że ci sprzed I wojny światowej znali język polski – to zrozumiałe. Jednak wielu z nich poznało język polski w okresie międzywojennym (1918-40) i komunistycznym (1944-91). Starczy zapoznać się z biogramami litewskich tłumaczy literatury polskiej w książce Mieczysława Jackiewicza Literatura polska na Litwie XVI-XX wieku (1993), aby się zorientować jak na przykład wielu powojennych i współczesnych pisarzy litewskich zna język polski. Odnosi się wrażenie, że wielu inteligentów litewskich w okresie sowieckim nie mogło się obejść bez znajomości języka polskiego. Uczyli się więc sami i w dostępny dla nich sposób. W paryskiej „Kulturze” (Nr 7-8 1979) jeden Litwin pisze: „Obecnie w kioskach znajdujemy dużo pism zagranicznych, ale najwięcej polskich. Podobnie jest w bibliotekach. Powinniśmy obecnie przyjaźnić się z Polakami…”, a innym razem czytamy: „Powtarzają się wiadomości, że rodowici Litwini uczą się polskiego, aby móc korzystać z bardziej nieskrępowanych polskich audycji radiowych, mających szerszy zasięg niż telewizja” (Nr 7/8 1981, str. 145). Oto jeden z konkretnych przykładów na to. Tomasz Andrzej Krajewski pisze: „(W Kownie) Stałem patrząc na falujące jezioro, gdy podszedł do mnie mężczyzna i nawiązał po polsku rozmowę. Miał na imię Roman, po litewsku - Romualdas. Kapitan słodkich wód, wożący chętnych, ostatnio często nowożeńców, łodzią po jeziorze. Dwadzieścia lat temu był nawet w Polsce, u krewnych w Bydgoszczy… Kapitonas Romualdas języka polskiego nauczył się dzięki polskiej telewizji, która była odbierana na Litwie i w stosunku do przepełnionych indoktrynacją radzieckich mediów była oknem na świat. Wszyscy ją oglądali, poczynając od "Bolka i Lolka" przez "Czterech pancernych i psa" po czarno-białe filmy amerykańskie…” („Niemen - Rzeka Obojga Narodów” Internet: Włocławski Klub Wodniaków 2006). Nikt tych ludzi nie zmuszał do nauki języka polskiego. Żyjąc w Związku Sowieckim po prostu uznali, że ten język będzie im przydatny, będzie ich oknem na świat. Dlaczego więc potępiają Litwinów, którzy w dawnych wiekach także uznali, że polski język będzie im bardziej przydatny, szczególnie na obszarze całej Rzeczypospolitej aniżeli wiejski język litewski czy archaiczny ruski, używane wyłącznie na terenie Litwy (litewski) i ruski na terenie całego Wielkiego Księstwa Litewskiego, ale nie w przewodniej w unii Polsce, gdzie była stolica Rzeczypospolitej i siedziba jej króla, czyli centrum polityczne i kulturalne kraju?

Pisarz polski i przyjaciel Litwy i Litwinów Tadeusz Konwicki pisząc o współczesnych obawach Litwinów przed polonizacją napisał: „To prawo historii – zawsze cywilizacja, kultura szły z Zachodu. Myśmy też podlegali jakimś odkształceniom. Był czas, kiedy miasta polskie były w jakiejś części niemieckie. Na to nie ma rady. Chcę zwrócić tylko uwagę, że polonizacja (narodu litewskiego) nie była brutalna. Język litewski nie był zagrożony, ponieważ jak wiemy, bodaj do XVII w. językiem państwowym Wielkiego Księstwa Litewskiego był starobiałoruski, później łacina. Ale zawsze Litwini mogli się obawiać spontanicznej polonizacji, która była wyposażona w tradycję własną i europejską, nosiła w sobie wiele wartości uniwersalnych, którym kultura litewska nie mogła się przeciwstawić. W tej chwili obserwujemy wspaniały rozkwit kultury i sztuki litewskiej…” (Fenomen Wilna „Życie Warszawy” 18-19 5.1991). I dzisiaj świadomość narodowa Litwinów jest już bardzo dobrze ugruntowana. Stąd dzisiaj narodowi litewskiemu nie grozi żadna polonizacja, rusyfikacja czy germanizacja. Dlatego dzisiaj o groźbie polonizacji Litwinów (poza wyjątkami) mogą mówić tylko skrajni nacjonaliści – wrogowie Polski, Polaków i wszystkiego co polskie.

Tymczasem właśnie ci nacjonaliści litewscy – wrogowie języka polskiego ani myślą ustępować w walce z wszelkimi objawami języka polskiego na Litwie. W „Kronice Sejmowej” Nr 67 z 15.9.2017 czytamy: „W litewskim Sejmie jest silna grupa posłów będących zażartymi przeciwnikami oryginalnej (polskiej) pisowni nazwisk, na czele z przewodniczącym sejmowego Komitetu Oświaty i Nauki Eugenijusem Joviską…”. I nie chodzi tylko o pisanie w oryginalnej pisowni polskich nazwisk. Walka z językiem polskim i historią polską oraz pamiątkami polskimi na dzisiejszej Litwie jest totalna. W „Tygodniku Wileńszczyzny” z 7-13 czerwca 2012 (nr 612) czytamy: „Redakcja „Tygodnika Wileńszczyzny” została poinformowana o bulwersującym fakcie, dokonanym podczas odnowy zabytkowego budynku przy ulicy Goštauto 1 – dawnej siedziby Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Wilnie. W trakcie prac remontowych, realizowanych w ramach projektu unijnego, spod warstwy tynku i farby wydobyty historyczny polski napis na głównej fasadzie budynku –TOWARZYSTWO PRZYJACIÓŁ NAUK – został potajemnie zniszczony. Z przykrością przyjmujemy do wiadomości doniesienia o sporadycznych wybrykach wandali, wywracających pomniki na cmentarzach pod osłoną nocy. A tymczasem decydenci, którzy dali rozkaz „z mięsem” wyżłobić litery umieszczone na elewacji budynku, wybudowanego na początku XX stulecia ze składek polskiej społeczności, działali w biały dzień… W samym sercu niedawnej europejskiej stolicy kultury... Fundowanie i wznoszenie budynków, takich jak siedziba Towarzystwa Przyjaciół Nauk, ze składek społecznych, a nie jak podaje prasa litewska „darowanych przez cara” był wielkim zrywem, który miał służyć dobru ogółu, rozwojowi nauki i kultury. Zacieranie śladów polskich – wystarczy wspomnieć choćby Uniwersytet Wileński – odbywa się nie tylko w Wilnie, ale w całym kraju. Trwające od zarania Litwy…, szczególny rozmach przybrało w ostatnich dziesięcioleciach, kiedy walka ze wszystkim, co tchnie polskością została podniesiona do największej cnoty i stała się ważnym elementem polityki państwa. Konkretny fakt zamazania autentycznego napisu, wbrew obowiązującym zasadom, zasygnalizowany powyżej, nie pozostawia nawet cienia wątpliwości co do intencji osób zamieszanych w tym „europejskim” projekcie. Jeśli traktować kulturę jako odwieczny palimpsest, to właśnie teraz możemy zaobserwować zacieranie starej warstwy, której nawet poprzednia epoka nie zdołała do końca zniszczyć. Tym razem pierwotna warstwa nie została przykryta, tylko wydłubana i zamazana – bez możliwości rekonstrukcji. Nowa warstwa służy nowemu celowi w młodym państwie, które nie potrafi docenić wspólnej wielonarodowej tradycji, optując za racją jednego narodu. I to już nie jest palimpsest, tylko zwykłe wymazanie z pamięci”. - Jakie to chore! To pokazuje dobitnie, że Litwa nie jest jeszcze w pełni cywilizowanym – demokratycznym i tolerancyjnym krajem, a Litwini narodem. Że wciąż króluje w niej barbarzyński XIX-wieczny nacjonalizm, który zrodził Hitlera i jemu podobnych dyktatorów.

Wraz z językiem polskim przyszła na Litwę kultura polska, która również polonizowała Litwinów i Żmudzinów, podobnie jak i małżeństwa mieszane polsko-litewsko-żmudzkie. Bowiem na Litwie od 1385 r. nie brakowało etnicznych Polaków (urzędnicy, kupcy, rzemieślnicy, żołnierze, duchowieństwo), a unia lubelska (1569) ustanowiła prawo osiedlania się Litwinów w Polsce i Polaków na Litwie, co spowodowało jeszcze większy napływ Polaków na Litwę. Nawet wśród magnaterii litewskiej byli teraz rodowici Polacy: np. Kossakowscy przyszli na Litwę z Mazowsza, Bystramowie i Bażeńscy z polskich Prus Królewskich, a Tyszkiewiczowie wywodzili się z Wołynia-Kijowszczyzny (to tylko cztery przykłady z bardzo, bardzo wielu innych; cała masa szlachty „litewskiej” pochodziła z ziem białoruskich). Wszystkie te fakty historyczne zaprzeczają twierdzeniom nacjonalistów litewskich, że wszyscy Polacy na Litwie to spolonizowani Litwini. Tak, na późniejszej Litwie Kowieńskiej doszło do pełnej polonizacji szlachty i mieszczan oraz duchownych tak protestanckich jak i katolickich litewskiego pochodzenia. W ten sposób życie na całej Litwie i Żmudzi aż do końca XIX w. było przeniknięte polską kulturą, polską mową, wszędzie panowała polska książka i polskie zwyczaje. A chłopi litewsko-żmudzcy aż do tego czasu nie stanowili odrębnego od Polaków narodu i uznawali nadrzędność językową i kulturalną polską. Chociaż uważali się wówczas zazwyczaj za „tutejszych” byli lojalnymi obywatelami historycznej Polski i to jeszcze ponad sto lat po jej rozbiorach. Pochodzący z rodu żmudzkiego miłośnik Litwy, języka i kultury żmudzkiej Dionizy Paszkiewicz/Dionizas Poška (1764-1830) w swoim poemacie w języku litewskim Chłop żmudzki i litewski pisze: „…Nie patrząc, czy to odwilż, a choćby ulewa,/Wieź z lasu wyrąbane tam przez ciebie drzewa,/Albo wędruj daleko, czuwaj niewyspany,/Do Wilna lub Warszawy przez zaspy, kurhany…”. I nieprzypadkowo wymienił Warszawę, która autorowi równie była bliska jak Wilno. W 1861 r. miała miejsce w Kownie (stolicy nacjonalistycznej Litwy w latach 1918-45!) symboliczna Manifestacja Jedności Rzeczypospolitej Obojga Narodów, w której wzięło udział aż 15-20 tysięcy osób – Polaków i Litwinów (ich było więcej!), zorganizowana dla uczczenia rocznicy Unii Lubelskiej. Jej celem było wykazanie wobec władz carskich jedności ziem przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, podzielonych przez władze rosyjskie granicą polityczną wzdłuż Niemna i Bugu – na zachód Królestwo Polskie, na wschód ziemie wcielone bezpośrednio do Rosji (Kresy). Właśnie Kowno do 1918 r. było miastem granicznym - jego lewobrzeżna część leżała w Królestwie Polskim, a prawobrzeżna (główna część Kowna) w Rosji. Nad Niemnem, dzielącym „urzędowo” Polskę (Królestwo Polskie) od Litwy zeszły się 12 sierpnia dwie wielkie procesje: jedna litewska – druga polska, które ze śpiewem „Boże coś Polskę” wkroczyły na most graniczny. „Litwa zarzuca bukietami i wieńcami Polskę, Polska nawzajem Litwę, a Niemen wieńce i bukiety unosi i miesza je ze sobą i łączy tak, jak serca Polski i Litwy, połączone z dawna biją w tej chwili do siebie” – zapisuje naoczny świadek tego zdarzenia (H. Mościcki Wspomnienia i dokumenty). A kiedy dwa lata później wybuchło Powstanie Styczniowe 1863 r. poszczególne regiony Polski wystąpiły z deklaracjami poparcia dla powstańczego centralnego rządu narodowego w Warszawie. Deklarację województwa kowieńskiego (tj. guberni kowieńskiej, która obejmowała 70% ziem etnicznie litewskich), czyli obszaru obejmującego Litwę etniczną, wysłaną 18 września 1863 r. podpisało aż 96 432 osoby. W adresie tym czytamy m.in.: „...w unii dobrowolnej wszystkich ziem naszych z Polską, tworzymy całość odwieczną i niepodzielne ciało polityczne; podobnie chcemy pozostawać w tej jedności nierozerwalnej z naszym własnym Rządem Narodowym polskim. ...jesteśmy pewni, że rządy i ludy Europy opierać się będą w sądach o nas... na naszych ofiarach, na czynach bohaterskich naszych bojowników, którzy wciąż walczą za Polską i znaczą nasze granice swoją krwią...”. Podczas Powstania Styczniowego na terenie byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego stoczonych zostało ogółem aż 237 bitew i potyczek oddziałów powstańczych z wojskami rosyjskimi, głównie na terenach litewskich i polsko-litewskich. Były to walki bohaterskie – pełne poświęcenia. I nawet na terenie Królestwa Polskiego, a więc etnicznej Polski, nie brało w walkach udziału tylu chłopów co właśnie na Żmudzi. Legendą powstania na Żmudzi stał się chłop litewski – patriota polski Adam Bitis (1834-1884). Szli do boju pod hasłem: „Będziemy wolnymi Polakami” często wypowiadanym po litewsku: „Busime lenkais valnais” (L. Kondratas). Wcześniej rodowici Litwini wzięli duży udział także w polskich powstaniach narodowych: kościuszkowskim w 1794 r. i w Powstaniu Listopadowym 1830-31.

Z kolei na litewsko-białoruskiej Wileńszczyźnie spolonizowała się także większa część ludności chłopskiej i kraj ten do dziś dnia ma etniczny charakter polski, pomimo dokonywanych od 1939 r. wywózek na Sybir, wypędzeni Polaków do komunistycznej Polski w latach 1945-46 i 1957-58 oraz brutalnie prowadzonej sowietyzacji i lituanizacji. W Wilnie z braku osób tym zainteresowanych msze po litewsku w ostatnim kościele – św. Jana przestano odprawiać w 1737 r. „Czym bliżej końca XVII w. tym bardziej szlachta litewska przesiąkała polską kulturą i polską świadomością narodową” – pisze prof. Jerzy Ochmański w swej „Historii Litwy” (Wrocław 1982). A w XIX w. język i kulturę polską przyjmowało masowo nawet chłopstwo na Wileńszczyźnie i w okolicy Kowna (Lauda). Według rosyjskiego spisu ludności z 1897 r. oraz danych kościelnych w rejonach tych były parafie katolickie mające dużą przewagę ludności polskiej, jak np.: Kowno 75%, Bobty 80%, Bukańce 60%, Datnów 80%, Janów 85%, Jaswojnie 60%, Jewie 80%, Jeziorosy 90%, Kiejdany miasto 90%, Kiejdany wieś 65%, Kormiałów 80%, Kozakiszki 95%, Łabunów 80%, Łopie 90%, Pacunele 90%, Piwoszuny 60%, Skorule 95%, Sumiliszki/Siemieliszki 60%, Szaty 60%, Wędziagoła 95%, Wodokty 95%, Wysoki Dwór 85%, Żejmy 75%.

Paweł Jasienica w swoim dziele Rzeczpospolita Obojga Narodów (t. 1-3, Warszawa 1967-72) wykazał, że elita litewska uległa stopniowej polonizacji. W pierwszym stadium, które trwało kilka wieków, elita ta włączyła się w kulturę polską zachowując jednak pewną litewską odrębność. Drugie stadium rozpoczęło się po upadku Polski/Rzeczpospolitej Obojga Narodów i zostało poważnie przyspieszone przez klęskę Powstania Styczniowego 1863-64. Polegało ono na tym, iż ta spolszczona elita zaczęła się włączać całkowicie i bez zastrzeżeń do narodu polskiego. Już wtedy trzeba było mieć jakąś skrystalizowaną narodowość, szczególnie kiedy od 1883 r. nacjonaliści litewscy zaczęli zalewać Litwę brutalną antypolską propagandą. Bliższa była jej narodowość polska. Ich wybór mógł się nie podobać nacjonalistom litewskim, jednak był całkowicie zrozumiały. Bowiem żaden bardzo dobry piłkarz nie chce grać w piątej lidze, szczególnie jeśli jest związany z bardzo dobrym klubem. Toteż kiedy w 1902 r. czołowy publicysta i ideolog litewskiego obozu narodowo-klerykalnego i polakożerca związany z „Auszrą” ks. Aleksandras Dambrauskas (pod pseudonimem Jakstas) wydał po polsku broszurę pt. Głos Litwinów do młodej generacji magnatów, obywateli i szlachty nas Litwie, w której nawoływał „aby do narodu litewskiego wrócili spolszczeni Litwini”, polski ziemianin z Pojościa koło Poniewieża Szymon Meysztowicz dał odpowiedź o znamiennym tytulePrzenigdy! (1903) (J. Ochmański). Wybór był już dokonany, a polakożerstwo nacjonalistów litewskich nie mogło nikogo z elity przyciągnąć do litewskości, które ostatecznie opluwało dzieje jej przodków ściśle związane z Polską i Polakami. Dotyczy to także wielu tysięcy włościan litewskich mieszkających w promieniu Wilna, na których oddziaływało to polskie miasto, a jednocześnie często zbliżonych do polskiego dworu czy księdza oraz sprawy polskiej. Również przez rozwój antypolskiego nacjonalizmu litewskiego od końca XIX w., który nie chcieli czy nie mogli z przekonania zaakceptować, wybierali narodowość polską (Z. Brzozowski). To właśnie m.in. mieszkańcy powyżej wspomnianych niektórych miejscowości z przewagą ludności polskiej. Podobnie było w zamieszkałym głównie przez Niemców i ewangelików (tamtejsi Litwini byli ewangelikami, podczas gdy na Litwie Kowieńskiej katolikami) Kraju Kłajpedzkim, który Litwa Kowieńska zajęła zbrojnie w 1923 r. Spis ludności z 1925 r. wykazał, że Litwini czy raczej ludzie mówiący po litewsku (a to duża różnica!) stanowili tam połowę ludności. Litwini również chcieli ich nachalnie zlituanizować i przechrzcić na katolicyzm, co doprowadziło do tego, że zaczęli się oni szybko germanizować. Rzucało się w to oczy przy wyborach do sejmiku kłajpedzkiego, gdy na listę litewską padało nie więcej jak 18 – 5% głosów! (J. Ochmański, Z. Brzozowski). Przez to Litwa utraciła Kraj Kłajpedzki w marcu 1939 r. na rzecz Niemiec i tylko przez Stalina odzyskała w 1945 r., z tym, że wszyscy tamtejsi Litwini wyjechali do Niemiec (podobnie stało się z polskim Wilnem, gdzie ubyło 90% ludności, co umożliwiło po 1945 r. jego powolną lituanizację, nie dokończoną po dziś dzień z powodu małej liczebności Litwinów). Litwinom kłajpedzkim odechciało się być Litwinami. Oto do czego doprowadził litewski agresywny nacjonalizm – próba brutalnej asymilacji.

Historia stosunków polsko-litewskich zna także pojęcie „krajowcy”, o czym już wspomniałem. Była to stosunkowo nieliczna grupa inteligencji polskojęzycznej bądź polskiej na Litwie na początku XX wieku. Grupa ta wysuwała program kompromisu pomiędzy tradycyjnym a nowoczesnym znaczeniem pojęcia „Litwin” oraz pragnęła połączyć świadomość narodową polską i używanie języka polskiego ze świadomością państwową litewską, a niektórzy z programem lojalności wobec państwa nowo litewskiego, tzn. Republiki Litewskiej – Litwy Kowieńskiej (Wikipedia). Grupa ta widząc później jak nacjonaliści litewscy prześladowali Polaków na Litwie Kowieńskiej, a w latach 1939-45 w Wilnie i na Wileńszczyźnie, w latach wojny przestała istnieć. Ludzie ci uznali się za Polaków i patriotów wyłącznie polskich.

Czy to także wina Polaków, których za to należy nienawidzić?! Czy raczej nacjonalistów litewskich, którzy tych ludzi zniechęcili do siebie i Litwy?

Współcześni Litwini mają straszne pretensje do Polski i Polaków za rzekome polonizowanie Litwinów. Litwin dr Juozas Girnius na łamach paryskiej „Kultury” (Nr 10 1955) napisał: „Kultura polska, zamiast pobudzić rozwój kultury litewskiej, kulturę tę podbiła i ujarzmiła”. Zenon Krajewski („Rota” 2/3 1993) zauważa: „Litwini w polski krąg kulturalny weszli świadomie i dobrowolnie, dlatego też ich integracja kulturowa społecznie poszła bardzo głęboko. Poza jej zasięgiem pozostała jedynie warstwa chłopska – i to nie na całym etnicznym obszarze Litwy”. Poza tym w jakim kraju na świecie przed 2. połową XX w. ludzie jednej narodowości i kultury pobudzali rozwój drugiej narodowości i jej kultury! To wyjątkowo dziwne i niepoważne pretensje. Szczególnie dlatego, że Polacy nie narzucali swojej kultury i polskiego języka Litwinom i innym narodowościom zamieszkującym Polskę/Rzeczpospolitę Obojga Narodów.

Marian Kałuski

Wersja do druku

Artur Sołonka - 02.06.20 2:04
Kałuski, mając na uwadze twoją inteligencję okazaną we wcześniejszych komentarzach, które zmusiłem się przeczytać, ale ten wulgarny styl, prostactwo i ta hipokryzja, sprawiły, że nie mogę więcej zastanawiać się kim ty właściwie jesteś i o czym jest twoja "literatura". Myślałem, że podyskutujemy na temat twórczości Tokarczuk, którą to polecasz w swojej "pracy" Litwinom i innym narodom o czym wyczytałeś w Wikpideiii, a tu wyszło na jaw, że ty nie masz pojęcia o czym ona pisze. W powyższej twojej "pracy" jest ona cacy, cacy, i polecana Litwinom, a w komentarzu jest już be, be... Wstydzisz się Polski i Polaków, to twoja sprawa, ale nie bluzgaj z Australii na tych, którzy kochają swoją Ojczyznę. Gdyby twoja inteligencja nie była zamknięta w ogromnym egoizmie i tej chorobliwej pewności, że tylko ty masz rację, nie negowałbyś wiary mojej i większości Polaków (na ten temat, były już twoje ohydy-komentarze) w to, że od wieków Matka Boska jest Królową Polski. A o tym twoim bluźnierstwie pisze już inna prasa, nie tylko internetowa i nie tylko polsko-polonijna. Powołujesz się na słowa Pana Jezusa o "winie" jednocześnie nie dostrzegając własnych win i znowu odsyłam cię do twoich komentarzy.

Kałuski z Australii, na zakończenie aby oderwać się od twojej hipokryzji zapamiętaj, że na literaturę przede wszystkim składa się dar języka, a dopiero potem wydarzenia, które za pomocą tego daru są opisywane. Zapoznaj się ze swoim językiem, a potem po cichu przyznaj rację tym, którzy zauważyli, że masz naturę hipokryty.
Kałuski z Australii, przyjmij do wiadomości przynajmniej to, że czasem okłamać można wszystkich, zawsze niektórych, ale nie da się okłamywać ZAWSZE wszystkich. Od takich kłamstw i dezinformacji roi się bowiem w twoich znojnych komentarzach. Przyznaję ci jednak rację, że zawsze są chętni do wspierania i tego "wstydu" za Polskę i Polaków - tej antypolskiej działalności. Głównie dlatego - jak piszesz - że na tym można dobrze zarobić albo po prostu wiele zyskać... ? Dlatego postawiłem znak zapytania. Zdrowia życzę! I jak ono będzie, uderz mocno - nie w moją - a we własną pierś!

Marian Kałuski - 01.06.20 2:11
Nie ma sensu polemizować ze złośliwcami i mało inteligentnymi osobami oraz fanatykami narodowymi, politycznymi i religijnymi.
Mało inteligentnymi, bo: nie rozumieją tego co czytają, o czym jest dany tekst.
Fanatykami narodowymi, bo: chociaż Pan Jezus powiedział, że "Nikt z was nie jest bez winy" uważają, że oni - ich naród stanowi wyjątek.
Fanatykami politycznymi, bo: oni nie wiedzą co to jest demokracja i wolność słowa - prawo do posiadania własnego zdania -własnej, a przy tym słusznej opinii.
Fanatykami religijnymi, bo: oni także odrzucają powyższe słowa Chrystusa i uważają, że Kościół i księża są tak święci jak sam Pan Jezus, chociaż już papież Paweł VI w swej homilii w dniu 29 czerwca 1972 roku w święto Apostołów Piotra i Pawła, powiedział, że diabeł także w samym Kościele mobilizuje wszystkie siły (grzeszni księża), aby obalić Kościół Chrystusowy.
.......
W krajach tzw. Zachodu i na wschód od Polski oraz Izraelu antypolonizm jest chlebem powszednim od wielu, wielu lat. Jeśli tak się dzieje, to głównie dlatego, że Polska i Polacy nie potrafią skutecznie przeciwstawić się temu rasizmowi. A nie potrafią, bo Polacy są mięczakami i w tej sprawie boją się własnego cienia. Nie ma wśród Polaków ani jednego polityka, który uderzyłby w stół i krzyknął gromkim głosem na cały świat "Basta!" Możliwości do wykonania tego w instytucjach międzynarodowych i tych zwalczających rasizm jest wiele - brakuje choć JEDNEJ osoby do zrobienia tego. Ze wszystkimi wrogami zachowujemy się tak jak z jajkiem. A poza tym są wśród Polaków osoby, jak np. właśnie Olga Tokarczuk, chętne do wspierania tej antypolskiej działalności. Głównie dlatego, że na tym można dobrze zarobić albo po prostu wiele zyskać, a rodacy za tę zdradę narodową nie "ogolą im głowy". Problemem jest także i to, że, jak wspomniałem powyżej, uważamy, że od chwili powstania Polski zawsze byliśmy bez winy. Czyli nie potrafimy uderzyć się w własną pierś i powiedzieć przepraszam. Właśnie dlatego daliśmy naszym wrogom wewnętrznym (np. "GW") i zewnętrznym możliwość do bezkarnego wyolbrzymiania naszych win.

Lubomir - 31.05.20 19:04
Re: Perth Tym razem szacunek, za informacje dotyczące związków polsko-litewskich. Najwyraźniej nie doceniałem działań przedstawicieli Polski w tym obszarze. Miłe zaskoczenie! Może my nie potrafimy nagłaśniać naszych sukcesów i cieszyć się nich. Są a nic nigdzie o nich nie słychać.

Artur Sołonka - 31.05.20 9:26
Jeśli obchody rocznic związanych z Unią Polsko-Litewską nie są tematem tej pracy, to co jest tematem tej "pracy"? Jeśli odejmiemy od tej "pracy" cytaty innych publicystów które łatwo znaleźć w sieci, to pozostanie jedynie tytuł traktujący o Litwie i podpis autora...
Jestem zdziwiony, że pan wogóle wymienia słowo Polska - zaszokowany, po tym co wyczytałem - o tym wstydzie Polaka z Australii. "I świat się z was z tego śmieje i gardzi wami (światowe media), a mnie coraz więcej wstyd być Polakiem".
Jeśli panu wstyd to po co pan pisze o tych Polakach. Jest przecież tematyka australijska i polonijna, i ta o własnym backyardzie niech więc zostawi pan Polskę w spokoju, bo to dla pana Terra incognita!
"Jaką wartość dla samych Litwinów ma język litewski, jeśli zdecydowana większość najważniejszych dzieł literatury światowej nie jest dostępna w tym języku? Oto najświeższy przykład: w październiku 2019 r. polska pisarka Olga Tokarczuk została laureatką międzynarodowej Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 2018 i w tymże roku laureatką The Man Booker International Prize za powieść Bieguni (Flights), a jej twórczość była dotychczas tłumaczona na 20 języków" - napisał pan w tej "pracy"...
A ja tutaj podkreślę, że cieszę się z tego, że Litwini nie znają twórczości Olgi Tokarczuk wywodzącą się z tych co wołają "Na pohybel wam!, co za asystentkę wybrała sobie Ukrainkę Irynę Vikyrchak. Cieszę się, że przynajmniej Litwini nie wiedzą jak noblistka opluwa Polskę A i jestem przekonany, że i pan też nie zna ani tej pisarki ani jej książek ani jej wrogości do wszystkiego co polskie. Umiłowana przez Gazetę Wyborczą i międzynarodowe lewactwo należy do tych noblistów co "Bolek", Szymborska i Miłosz.
Sienkiewicz dostając Nobla rozsławiał Polskę, a Tokarczuk nie rozsławia Polski tylko ją oczernia i opluwa, wpisuje się w nurt relatywizowania i podważania wszystkiego, a szczególnie jest to smutne, że uderza to w naszą historię. Oto Szwed w obecności tej noblistki wygłasza laudację i mówił o "polskim antysemityzmie". Poczytaj sobie pan np. Księgi Jakubowe i zapamiętaj o czym to jest. Podpowiem panu, że po odebraniu przez nią nagrody Nike 2015 za tę książkę, powiedziała: - Trzeba będzie stanąć z własną historią twarzą w twarz i spróbować napisać ją trochę od nowa, nie ukrywając tych wszystkich strasznych rzeczy, które robiliśmy jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów. Pan już ją zaczyna pisać...swoją historię.

Marian Kałuski - 30.05.20 13:43
Obchody rocznic historycznych w Polsce nie są tematem tej pracy.
Marian Kałuski

Perth - 28.05.20 5:31
W Polsce miała miejsce uroczysta prezentacja znaczka pocztowego z okazji 450-lecia Unii Lubelskiej i okolicznościowa wystawa, Lublin, 30.06.2019. Znaczek Poczty Polskiej trafił do obiegu, rok temu. Na znaczku jest zaprezentowana reprodukcja dzieła Jana Matejki "Unia Lubelska". Wydano go w nakładzie 100 tysięcy sztuk.
Z kolei Mennica Polska też wyemitowała Medal Unii Lubelskiej który jest już przyznawany od dwudziestu lat, dla zasłużonych Polaków krzewiących znaczenie Uni Polsko-Litewskiej. Został ustanowiony przez Prezydenta Miasta Lublin w 1999 roku podczas uroczystych obchodów 430-lecia Unii Lubelskiej. Jest wręczany osobom szczególnie zasłużonym dla Lublina, w szczególności za działalność na polu międzynarodowej promocji Miasta. Jest to, obok okolicznościowego Medalu 700-lecia, najwyższe i najbardziej prestiżowe wyróżnienie Prezydenta Miasta Lublin. W 2019 roku, z okazji jubileuszu 450-lecia Unii Lubelskiej, medal był wręczany z okolicznościową dedykacją oraz w nowym etui lub ramie
Był także Ogólnopolski Konkurs Plastyczny "Barwy przyjaźni. Unia Polsko-Litewska".
Jest także moneta kolekcjonerska 20 zł - 450. rocznica Unii Lubelskiej.
I tak to rąbiemy sobie zapałki do podpałki... mówiąc "zero aktywności na tym polu"... Nie dziwię się Lubomirowi, bo... ale żeby nie rzucił na to okiem... autor swojego dzieła, upoważnia mnie do stwierdzenia: piszcie, piszcie sobie, im gorzej o Polakach tym dla was lepiej
Perth czyli Paranoik indukowany.

Lubomir - 24.05.20 10:37
Żeby chociaż Mennica Polska albo Poczta Polska wyemitowały historię unii polsko-litewskich..Zero aktywności na tym polu. A to przecież historia Wielkiej Polski.

Wszystkich komentarzy: (7)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

16 Lipca 1965 roku
Otwarto tunel pod Mont Blanc, łączący Francję z Włochami. Budowano go 6 lat, ma 11,6 km długości.


16 Lipca 1918 roku
Na rozkaz Lenina komuniści wymordowali całą rodzinę carską.


Zobacz więcej