Środa 12 Grudnia 2018r. - 346 dz. roku,  Imieniny: Ady, Aleksandra, Dagmary

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 21.10.18 - 20:46     Czytano: [241]

Tyłkiem do polskich Kresów


Tyłem do polskich Kresów i Polaków na Kresach – frontem do Ukrainy, Litwy i Białorusi, czyli Jałta, interesy amerykańskie w Europie Wschodniej, koncepcja Giedroycia, Polskie Porozumienie Niepodległościowe, Solidarność, polskie rządy po 1989 roku i stanowisko PiS odnośnie Kresów

1 września Niemcy hitlerowskie, a 17 września 1939 roku Związek Sowiecki napadli na Polskę, dokonali czwartego rozbiory Polski. Związkowi Sowieckiemu przypadły całe Ziemie Wschodnie wraz z arcypolskimi miastami Lwowem i Wilnem. Rząd polski najpierw znalazł schronienie we Francji, a po jej podboju przez Niemcy w czerwcu 1940 roku przeniósł się do Londynu. Nie był to dla Wielkiej Brytanii rząd malowany, bowiem podlegała mu duża armia, włącznie z lotnictwem i marynarką wojenną, walcząca u boku armii brytyjskiej. 22 czerwca 1941 roku sojusz Berlina i Moskwy prysł jak bańka mydlana. Tego dnia Niemcy hitlerowskie napadły na Związek Sowiecki. Doprowadziło to do tego, że Stalin - dotychczas najlepszy sojusznik Hitlera, stał się sojusznikiem Wielkiej Brytanii, która zmagała się militarnie z Niemcami od kiedy Hitler latem 1940 roku podjął próbę inwazji tego kraju. Po ataku Japonii na amerykańską bazę morską na Hawajach w grudniu 1941 roku, do wojny i z Japonią i z Niemcami przystąpiła Ameryka. Polska i jej armia na Zachodzie była ważnym sojusznikiem anglo-amerykańskim. Jednak wysiłek zbrojny Armii Czerwonej w walce z Niemcami był dużo większy od polskiego. Zdawały sobie z tego sprawę Londyn i Waszyngton. A Ameryka dodatkowo chciała nakłonić Stalina do wspólnej walki z Japonią po zwycięstwie nad Niemcami w Europie. Stalin nie walczył z Niemcami za darmo. Za pomoc militarną udzielaną Wielkiej Brytanii i Stanom Zjednoczonym zażądał wysokiej ceny: oddanie mu w niewolę całą Europę Wschodnią włącznie z Polską. Niepodległość państw Europy Wschodniej był dodatkowo zagrożony chęcią Londynu i Waszyngtonu do nawiązania z powojenny Związkiem Sowieckiem wielkiej współpracy gospodarczej. To zrodziło tajną konferencję w Teheranie (28 listopada 1943–1 grudnia 1943 roku) – spotkanie przywódców koalicji antyhitlerowskiej (tzw. wielkiej trójki): prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta, premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla i przywódcy ZSRR Józefa Stalina, a następnie drugą konferencję tych samych samozwańczych królów Europy w Jałcie na Krymie (4-11 lutego 1945 roku, która ostatecznie przesądziła o losie Europy Wschodniej – w tym Polski, którą oddano na wieczną okupację Związkowi Sowieckiemu. W odniesieniu do Polski, to dodatkowo wyrażono zgodę na zatrzymanie przez Stalina Polskich Ziem Wschodnich i wypędzenia z nich Polaków. W taki to perfidny sposób psubrackie kraje - Wielka Brytania i Stany Zjednoczone zdradziły swego dotychczasowego wiernego sojusznika Polskę. Warto zwrócić uwagę na fakt, że Watykan, rządzony przez wrogiego Polsce i Polakom papieża Piusa XII, wcale nie zaprotestował przeciwko krzywdzie wyrządzonej katolickiej Polsce.

Sojusz Ameryki i Wielkiej Brytanii ze Związkiem Sowieckim był krótkotrwały. Gdy Związek Sowiecki zajął większość państw Europy Środkowej i Wschodniej, Stalin znalazł się w pozycji uprzywilejowanej. Czując swą siłę postanowił rozszerzyć swe wpływy w świecie. Na pierwszy rzut poszły Iran i Grecja, które Stalin chciał sobie podporządkować, co doprowadziło do pierwszych poważniejszych zgrzytów na linii Moskwa-Londyn-Waszyngton. Po nich następowały następne. Doprowadziło to do powstania tzw. zimnej wojny między Związkiem Sowieckim i jego satelitami ZSRR (określanych jako blok komunistyczny, lub wschodni), a państwami Zachodu pod przywództwem Stanów Zjednoczonych (określanych jako blok zachodni). Zimnej wojnie towarzyszył wyścig zbrojeń obu bloków militarnych i często różnego rodzaju konflikty (np. kubański), w tym zbrojne, toczone na nie swoich terenach, jak np. wojna koreańska czy wojna wietnamska. Zimna wojna trwała do upadku systemów socjalistycznych w Europie (Jesień Ludów) w 1989 roku i likwidacji samego Związku Sowieckiego w drugiej połowie 1991 roku. Wszystkie republiki wchodzące w skład Związku Sowieckiego oderwały się od powstałej na jego gruzach Rosji, stając się niepodległymi państwami. Rozpad bloku wschodniego wyeliminował układ dwubiegunowy w polityce międzynarodowej i zakończył epokę zimnej wojny.

W wyniku upadku i rozbicia Związku Sowieckiego na niezależne państwa Stany Zjednoczone Ameryki zostały teraz jedynym supermocarstwem na świecie. Tego statusu Waszyngton postanowił bronić za wszelką cenę. Tymczasem w 1999 roku prezydentem Rosji, po słabych rządach i uzależnionego od alkoholu Borysa Jelcyna, został Władimir Putin, prawdziwe dziecko Kraju Rad. Urząd ten sprawował do 2008 roku i ponownie sprawuje od 2012 roku, a w przerwie był premierem Rosji, którego marionetką był wytypowany przez niego prezydent Dimitrij Miedwiediew. Putin postawił sobie za cel odbudowanie Związku Sowieckiego i przywrócenie Rosji statusu supermocarstwa. Waszyngton postanowił do tego nie dopuścić.

Powstała w 1991 roku niepodległa Ukraina była tylko w teorii niepodległym państwem. Była to najbardziej zrusyfikowana republika Związku Sowieckiego: na jej terytorium mieszkało prawie 10 milionów Rosjan i 50% ludności kraju mówiło i mówi na co dzień po rosyjsku, a jej wielki przemysł ciężki był bardzo silnie związany z Rosją. Stąd prawie wszystkie rządy w Kijowie były prorosyjskie i w bardzo dużym stopniu uzależnione od Kremla. Dlatego pierwszoplanowym celem Waszyngtonu jest oderwanie Ukrainy od Rosji, co jako najważniejsze geopolityczne zadanie Zachodu artykułował już Bismarck, a współcześnie związany z polityką amerykańską Zbigniew Brzeziński. Jego rusofobiczna formuła stwierdzająca, że bez Ukrainy Rosja nie może być wielkim mocarstwem stała się przewodnim leitmotiv’em całej amerykańskiej polityki na obszarze postsowieckim. Do tego celu USA dążyły przez dwa dziesięciolecia po rozpadzie ZSRR wydając na tworzenie antyrosyjskiej elity politycznej w Kijowie, według słów asystentki Sekretarza Stanu USA, Nuland, ponad 5 miliardów dolarów („Wolna Polska” 14.6.2014).

Tylko strasznie głupi lub bardzo naiwny człowiek może utrzymywać, że Waszyngton także nie wydał wiele setek milionów, jeśli nie ładnych kilka miliardów dolarów na zinfiltrowanie wpływowych ludzi w Polsce, aby stali się parobkami ich polityki i wpływów w Europie Wschodniej. Aby stali się bezwzględnie posłusznymi rusofobami i wykonawcami ich celów w Europie Wschodniej, który w wyjątkowy podły sposób były sprzeczne z polską racją stanu. W odniesieniu do Polski Amerykanie rozpoczęli swoją antypolską działalność na szeroko zakrojoną skale jeszcze w okresie zimnej wojny, gdzieś na przełomie lat 60. i 70. XX wieku, chociaż pierwsze kroki w tym kierunku podjęto już w latach 50-tych. Najlepszym na to dowodem jest finansowanie przez nich paryskiej „Kultury” wydawanej przez Jerzego Giedroycia, człowieka, który był i jednocześnie nie był Polakiem, jak to mówią Polacy: ni psem, ni wydrą. Takich typów najłatwiej przekonać jest do zdrady. Otóż nie kto inny, a tylko sam Jan Nowak-Jeziorański, kierownik Polskiej Sekcji Radia Wolna Europa w Monachium, a więc człowiek, który w dzisiejszej Polsce uważany jest za zasłużonego Polaka, w miesięczniku tejże Sekcji „Na Antenie” (czerwiec 1972) napisał, że paryska „Kultura” jest finansowana przez Amerykanów. Nikt nikomu nie daje nic za darmo i kto płaci ten żąda.

Polska jest najważniejszym krajem na wschód od Odry. Także dla Ameryki. Jednakże stosunki Polaków z Ukraińcami, Litwinami i Białorusinami układały (i układają) się źle. Wina na pewno nie leży po stronie Polaków. Polacy pogodzili się z utratą Ziem Wschodnich i swoich ukochanych miast – Lwowa i Wilna, gdyż zdają sobie sprawę z nienaruszalności obecnej granicy polsko-litewsko-białorusko-ukraińskiej. Wiedzą, że są wydarzenia historyczne, które są nieodwołalne. Natomiast wśród naszych wschodnich sąsiadów są wysuwane kwestie graniczne, a przede wszystkim występuje u nich wrodzona nienawiść do Polaków i wszystkiego co polskie. Jest to aż za bardzo widoczne u Litwinów i nacjonalistów ukraińskich, którzy, jak się to mówi, wysysają swój antypolonizm z mlekiem matki. Z kolei Polacy nie lubią Litwinów i Ukraińców za potworne krzywdy, których doznali podczas II wojny światowej, za prześladowanie pozostałych Polaków na Kresach i niszczenie tamże polskich pamiątek narodowych oraz za odmowę oddania nam bezcennych polskich skarbów narodowych, które ukradł na Stalin.

Dlatego polityka amerykańska wobec Polski i jej wschodnich sąsiadów postawiała na wyszukaniu wśród Polaków parobków, którzy będą przekonywać polskie społeczeństwo do całkowitego zapomnienia o Kresach, o Polakach tam mieszkających, o niszczeniu tam polskich pamiątek narodowych i spełniania możliwie jak najwięcej życzeń Litwinów, Ukraińców i Białorusinów. Cel ten na być ma być osiągany przez sianie wśród Polaków najskrajniejszej rusofobii (a Polacy mają za co nie lubić Rosjan i tow. Putina!) i wmawianie im, że nigdy nie będzie wolnej Polski bez wolnej Ukrainy, Litwy i Białorusi i że dla tego celu powinniśmy w wielu sprawach zrezygnować z polskiej racji stanu, a jak potrzeba wspierać te państwa także finansowo, nawet jak Polskę będzie to kosztowało wiele miliardów złotych, no i poprzez rewizję polskiej historii, która ma być jak najbliższa historycznej narracji ukraińskiej, litewskie i białoruskiej.

Do zapoczątkowania tej propagandy Amerykanie wykorzystali paryską „Kulturę”. W 1974 roku na jej łamach redaktor Jerzy Giedroyć wraz z jej stałym komentatorem polskich spraw politycznych Juliuszem Mieroszewskim zaczęli głosić koncepcję, iż suwerenność Ukrainy, Litwy i Białorusi (ULB) jest czynnikiem sprzyjającym niepodległości Rzeczypospolitej, natomiast zdominowanie tych krajów przez Rosję otwiera drogę do zniewolenia także Polski. Potem dodano do tego wszystkie inne kwestie wyżej wspomniane. Zgodnie z wytycznymi amerykańskimi, unię polsko-litewską nazwano okupacją przez Polskę ziem litewskich, białoruskich i ukraińskich („Kultura” nr 5/1977). Ogłoszenie koncepcji giedroyciowskiej w 1974 roku spowodowało, że zerwałem współpracę z tym pismem.

„Kultura” miała mały nakład (ok. 6 tys. egzemplarzy) i prawie w stu procentach rozchodziła się na emigracji. Ale ważniejszym dla Amerykanów było „wypranie mózgów” w amerykańskim mydle Polakom w kraju. Przystąpiono do infiltrowania działaczy opozycji antykomunistycznej. Ta grupa ludzi pod przewodnictwem Zdzisława Najdera, działająca oczywiście anonimowo, powołała do życia na przełomie 1975/76 roku Polskie Porozumienia Niepodległościowe, które zakładało m.in. popieranie dążeń niepodległościowych Ukrainy, Białorusi i Litwy. I nie tylko ich dążeń niepodległościowych. Najder podczas jednego z wyjazdów pozostał na Zachodzie i został dyrektorem Polskiej Sekcji Radia Wolna Europa, która, a jakże, włączyła się teraz także do amerykańskiej budowy przyjaźni polsko-litewska-białorusko-ukraińskiej kosztem żywotnych interesów narodu polskiego. Pierwszymi członkami PPN-u byli: Henryk Dembiński, Wojciech Karpiński, Andrzej Kijowski, Jan Olszewski (premier w 1992 r., ciągle zaprzysiężony namiętny kochanek Ukrainy!; nie wiem czy za Polskę oddał by życie, ale za Ukrainę na pewno tak), Jan Józef Szczepański, Jan Zarański. Stale współpracowali z tą organizacją m.in. Władysław Bartoszewski, Aleksander Gieysztor, Gustaw Herling-Grudziński, Józefa Hennelowa, Jerzy Holzer, Leszek Kołakowski, Marcin Król, Wiktor Kulerski, Stanisław Lem, Jan Józef Lipski, Jerzy Lerski, Tadeusz Mazowiecki, Andrzej Micewski, Wojciech Roszkowski, Wojciech Włodarczyk, Roman Zimand.

Po fali wielkich strajków, które wstrząsnęły Polską w 1980 roku, w wyniku których powstała „Solidarność” – nie tylko niezależny od reżymu związek zawodowy liczący 10 milionów członków, ale także nowa i bardzo ważna siła polityczna na gruncie polskim. Wśród tylko milionów członków byli ludzie o różnych zapatrywaniach politycznych. Agenci interesów amerykańskich zadbali o to, aby wśród elity „Solidarności” nie zabrakło ludzi służącym tych interesom i hasłu: bez wolnej Ukrainy, Litwy i Białorusi nie ma wolnej Polski, którzy interesy nacjonalistów tych narodów będą przedkładać nad interesy narodu polskiego. Zdrajców w historii Polski nigdy nie brakowało. Ci zdrajcy polskich interesów narodowych stali się i są po dziś dzień bardzo wpływowi we wszystkich rządach polskich od upadku komunizmu w 1989 roku. Największy zdrajca polskich Kresów Jerzy Giedroyć jest ich bogiem.

Po uzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1989 roku i upadku Związku Sowieckiego w 1991 roku, co zaowocowało powstaniem niepodległych państw: Litwy, Białorusi i Ukrainy, doktryna Giedroycia stała się aksjomatem naszej polityki wschodniej, gdyż wszyscy ważniejsi politycy polski byli nią śmiertelnie zarażeni. Przejawiało się to chociażby w blankietowym uznaniu wszystkich postsowieckich republik bez żadnych zastrzeżeń i warunków zgodnych z polską racją stanu, aktywnym wspieraniu ich na arenie międzynarodowej i obronie ich interesów nawet wtedy, gdy Warszawa nawet nie była o to proszona. Działo się to często kosztem pozostawienia polskich mniejszości samych sobie, puszczaniu w niepamięć wydarzeń historycznych, m.in. zbrodni ludobójstwa Ukraińców i Litwinów na Polakach podczas II wojny światowej, niewspieraniu polskich przedsiębiorców mających problemy z tamtejszymi władzami czy wręcz na poświęcaniu polskich interesów (sztandarowym przykładem był tu rurociąg północny). Pomimo tego nie udało się zaskarbić przyjaźń owych państw, gdyż wszystkie one swoją tożsamość oparły w znacznej mierze na nacjonalizmie i antypolonizmie (Historycy.org).

Na czele „suwerennej” polskiej dyplomacji w 1989 roku stanął słaby/nijaki człowiek i polityk Krzysztof Skubiszewski, związany przedtem z Prymasowską Radą Społeczną, a więc osoba związana blisko z Kościołem polskim i Watykanem, który był agentem czy wtyczką tych instytucji w polskim rządzie. Skubiszewski rozmawiał z papieżem Janem Paweł II w cztery oczy i to kilka razy. Nigdy nie dowiemy się o czym Skubiszewski rozmawiał z biskupami polskimi i papieżem w odniesieniu do polskiej polityki zagranicznej. Fakty wskazują jednak na to, że Kościół polski jak i Skubiszewski, który polską polityką zagraniczną kierował do 1993 roku oraz prezydent Wałęsa (1900-95) zaakceptowali i sami realizowali zainicjowaną przez Jana Pawła II politykę appeasementu i daleko idących różnego rodzaju ustępstw wobec naszych wschodnich sąsiadów i Ukraińców i Litwinów w Polsce (np. prez. Wałęsa 10-tysięcznej społeczności litewskiej obiecywał założenie uniwersytetu litewskiego w Polsce, co mógł uczynić tylko kretyn!), z którą zgadzali się wszyscy giedroyciowcy w rządzie. Polityka ta, chociaż zmieniały się partie u steru władzy, jest prowadzona po dziś dzień, gdyż giedroyciowcy, tworzący najsilniejszą, bardzo wpływową i jak potrzeba brutalnie działającą – terroryzującą polskie życie polityczne antypolską mafię w Polsce, podlegającą ośrodkom dyspozycyjnym znajdującymi się poza Polską, zdominowali wszystkie polskie partie polityczne, bo jak się dobrze im przyjrzy, to ich programy „polskiej” polityki zagranicznej są całkowicie takie same! Walka polityczna w Polsce nie jest nigdy na idee, a tylko o to, która partia bardziej otumani naród, aby dorwać się do koryta władzy. Rządy polskie, polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz Kościół polski nigdy nie reprezentowali polskiej racji stanu w odniesieniu do wszystkich wschodnich sąsiadów Polski. Najgorszą sławą wśród Polaków w Wilnie i na Wileńszczyźnie dziś litewskiej cieszył się będący w latach 1992-96 ambasadorem polskim w Wilnie Jan Widacki. Za swą antypolską działalność według tamtejszych Polaków w 1996 roku został odznaczony litewskim Orderem Wielkiego Księcia Gedymina. Także Lech Wałęsa jako prezydent nie cieszył się i nie cieszy sympatią Polaków w Wilnie od czasu, kiedy powiedział im, że są Litwinami. – Ciekawe, czy był i czy jest w historii świata prezydent jakiegoś innego państwa, który swoim rodakom podczas wizyty w sąsiednim kraju powiedział brutalnie, że nie należą do narodu, który on reprezentuje jako prezydent?! – Oto prawdziwy obraz antypolskiego fanatyka giedroyciowskiego!

Jakie są więc owoce z prowadzonej przez rządy polskie polityki wschodniej w oparciu o doktrynę Jerzego Giedroycia?

Polityka ta nie zaowocowała niczym dobrym w stosunkach Polski z Wilnem, Kijowem, Mińskiem i Moskwą (z którą trwa zimna wojna), a Polakom na Wschodzie bardzo zaszkodziła, przynosząc tym samym szkodę polskiej racji stanu. Przyznali to, chociaż tylko w odniesieniu do Moskwy (a według samej doktryny Giedroycia dobre stosunki z Rosją stały w niej na pierwszym miejscu, gdyż gwarantowały sukces całej doktryny) podczas debaty już w 2005 roku kandydaci na prezydenta RP Lech Kaczyński i Donald Tusk.

Od 2015 roku w Polsce rządzi Prawo i Sprawiedliwość – partia rzekomo o obliczu patriotycznym- w gębie pełna frazesów patriotycznych. Jaki jest więc jej stosunek do doktryny Giedroycia?

Na to pytanie odpowiedział Krzysztof Bosak, wiceprezes Ruchu Narodowego w rozmowie na temat Polaków na Litwie z portalem „Do Rzeczy” (1.8.2018) mówiąc: „…w strukturach PiSowskiego państwa, zarówno w TVP, jak i MSZ świetnie ma się tzw. opcja giedroyciowska, która uważa, że Polacy na Litwie są problemem dla budowania polsko-litewskiej antyrosyjskiej koalicji”. Jak tłumaczył, celem nr 1 PiS nie są interesy polskie, ale idea walki z Putinem i Rosją. Polacy na Litwie są dla nich wyłącznie przeszkodą, ponieważ sam fakt ich istnienia komplikuje sytuację. W komentarzach pani Marii Przełomiec i innych osób (giedroyciowców, w tym Jarosława Kaczyńskiego – M.K.) widać, że w ich idealnym świecie Polacy stają się Litwinami i problem mają z głowy. Natomiast ci Polacy uparcie trwają przy swojej polskości i mają zamiar bronić swoich interesów – wskazywał. Zdaniem Krzysztofa Bosaka, brak odzewu na takie działania może wynikać z faktu, iż opcja giedroyciowska jest silna w samym Prawie i Sprawiedliwości. – Jest to polityka ugodowa wobec Litwy (i Ukrainy) i lekceważenia interesów Polaków Kresowych – podkreślił. Wiceprezes Ruchu Narodowego przywołał tu przykład wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Wilnie, podczas której – jak ocenił – głowa państwa zachowała się „skandalicznie”. – (Prezydent) Skrytykował dążenia Polaków na Wileńszczyźnie w obecności nie tylko samych Polaków, ale także pani prezydent Litwy. Taka sytuacja nigdy nie powinna mieć miejsca – stwierdził Krzysztof Bosak. „Polska rękami takich osób odpycha od siebie Polaków z Kresów” - stwierdził na koniec. - Także krytykowane były za lekceważenie spraw polskich wszystkie trzy czy cztery wizyty prez. Dudy na Ukrainie.

Politykę kresową PiS – jej antypolskość najlepiej obrazują trzy fakty. Pierwszy to to, że sekretarzem kontrolowanej przez rząd Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie jest Maria Przełomiec – osoba bezpardonowo walcząca z Polakami na Litwie (to jej hobby), za co w podzięce w styczniu 2013 roku antypolsko nastawiona prezydent Litwy Dalia Grybauskaite (ta co publicznie powiedziała: „Nie damy się Polsce”) przyznała jej Medal Pamiątkowy 13 Stycznia. Przełomiec ma również wielkie serce dla banderowców i Bandery. W rozmowie z proPiSowską „Gazetą Polską VD” (Internet) z okazji 3 rocznicy Majdanu powiedziała, że mówienie przez Polaków o rzezi wołyńskiej cieszy Rosję i godząc się z tym co mówią nacjonaliści ukraińscy porównała banderowców do polskich Żołnierzy Wyklętych, a z Bandery zrobiła bohatera. Drugim jest to, że w 2016 roku rząd PiS mianował w 2016 roku ambasadorem „polskim” w Kijowie Jana Piekło, który otwarcie i z całego serca wspiera banderowską Ukrainę, pozytywnie ocenił „wspólną” deklarację pamięci i solidarności, przyjętą w październiku przez parlamenty w Warszawie i Kijowie do której Ukraińcy w językowej wersji ukraińskiej przemycili odwołanie do UPA, Polaków mieszkających od setek lat na Ukrainie, czyli ludzi, którzy nigdy nie emigrowali z Polski – Polonią i jest zadeklarowanym przeciwnikiem filmu „Wołyń” (Internet: „Sputnik Polska” 28.10.2016). Środowiska kresowe w Polsce utrzymują, że ambasadorem polskim w Kijowie jest osoba, która nie reprezentuje polską rację stanu a tylko ukraińską. Trzecim jest to, że rząd polski, czyli podatnik polski finansuje stację telewizyjną nadającą w języku białoruskim „Biełsat” (część TVP), kierowaną przez PiSówkę Agnieszkę Romaszewską-Guzy, znaną ze swej wrogiej postawy wobec polskich Kresów, w której często emitowane są antypolskie programy. W 2017 roku została odznaczona przez prezydenta Andrzeja Dudę Krzyżem Wolności i Solidarności.

Na pohybel antypolskiej do szpiku kości polityce wschodniej Prawa i Sprawiedliwości, której zasadniczym celem jest: „aby tylko dokopać Rosji, nawet kosztem Polaków na Kresach i polskiej racji stanu”!

Podsumowanie łajdackiej polityki władz RP wobec Polaków na Litwie

Ze względu na jego wagę w relacjach polsko-litewskich, pozwalam sobie na publikację poniżej artykułu red. Anny M. Piotrowskiej, który ukazał się w Internetowej „Do Rzeczy” 14 września 2918 roku, a który jest podsumowaniem łajdackiej – bo wyraźnie antypolskiej w swym duchu, sprzecznej z polskim interesem narodowym polityki wszystkich rządów polskich (czy raczej nominalnie tylko polskich!) od 1989 roku wobec Polaków w Wilnie i na Wileńszczyźnie, które okupuje moralnie Litwa.

Red. Anna Pawłowska pisze: „Władze Rzeczypospolitej są rozgrywane przez Litwę i wpuszczane w maliny. Przykro mi to mówić, ale dyplomacja litewska stoi na o wiele wyższym poziomie niż polska – ocenia Reneta Cytacka, radna Wilna z ramienia Akcji Wyborczej Polaków na Litwie - Związku Chrześcijańskich Rodzin, przewodnicząca Forum Rodziców Szkół Polskich w rejonie solecznickim. – Wszyscy mówią o ociepleniu stosunków, a nam jakoś od tego nie cieplej – dodaje.

Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz złożył wczoraj swoją pierwszą oficjalną wizytę na Litwie. Szef polskiej dyplomacji spotkał się z najwyższymi władzami Litwy - prezydent Dalią Grybauskaitė, premierem Sauliusem Skvernelisem i ministrem spraw zagranicznych Linasem Linkevičiusem. Z informacji przekazanej przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych wynika, że istotnym elementem rozmów ze stroną litewską były sprawy bilateralne, współpraca polityczna, gospodarcza i kulturalna. Szef polskiego MSZ miał w czasie rozmów z przedstawicielami władz w Wilnie poruszyć także kwestię problemów polskiej mniejszości narodowej na Litwie. Czaputowicz przypomniał, że temat mniejszości był i wciąż pozostaje jednym z najważniejszych elementów dialogu między Polską a Litwą, wyraził także zadowolenie z powstania polsko-litewskiej grupy roboczej. – Przyjrzy się ona konkretnym rozwiązaniom, tak, aby uzasadnione problemy zgłaszane do nas przez mniejszość polską były rozwiązywane zgodnie ze standardami dotyczącymi mniejszości narodowych – stwierdził minister.

"Monolog wygłaszany do ściany"

Optymizmu szefa polskiej dyplomacji nie podziela jednak Polka mieszkająca w Wilnie. Renata Cytacka postanowiła odpowiedzieć na post zamieszczony na stronie polskiej ambasady na Litwie informujący o wizycie Czaputowicza w tym kraju. Zwróciła uwagę, że prawa polskiej mniejszości na Litwie są zagwarantowane Traktatem Polsko-Litewskim, którego zapisy są przez stronę litewską ignorowane albo nieprzestrzegane. Na wpis radnej Wilna z ramienia AWPL odpowiedział wice ambasador Grzegorz Poznański, który zdaje się nie rozumiejąc zarzutu, przytoczył fragment depeszy ze strony MSZ informujący, że minister mówił przecież o Polakach mieszkających na Litwie.
"Pozwolę sobie nie zgodzić się ze słowami ministra. Polska może i prowadzi dialog z Litwą, ale na pewno nie w sprawie mniejszości polskiej (no czasami wspomina). W tym przypadku jest to monolog wygłaszany do ,,ściany”, na co niezbitym dowodem są efekty tego prawie trzydziestoletniego, zdaniem pana ministra "dialogu". Jeżeli byłby to dialog, to po trzydziestu latach musiałby przynieść choćby jakiś mikroskopijny efekt, a nie ciągłą regresję naszych praw. Jedynym efektem tego "dialogu", czyli, ujmijmy to zgodnie z faktami, nic nie robienia ze strony władz RP, jest darowaniem czasu władzom Litwy, aby mogły spokojnie podejmować działania wynaradawiające Polaków, czasu który władze Litwy wykorzystują co do sekundy" – podkreśliła Cytacka.

Złota jesień będzie trwać?

Ten wpis wileńskiej radnej również nie pozostał bez odpowiedzi. „Zdaniem politologów, złota jesień będzie trwać, jeśli Litwa rozwiąże problemy polskiej mniejszości... ROZMAWIAŁ o tym w Wilnie również MINISTER SZ RP. NAWOŁYWAŁ do zezwolenia na zapis polskich nazwisk w oryginale, a na terytoriach zwarcie zamieszkałych przez Polaków na zapis miejscowości po polsku" – napisał Poznański.

"Wy rozmawiacie, a władze Litwy ciężko i intensywnie pracują, aby nas zniszczyć" – odparła Cytacka i podkreśliła, że po stronie polskiej efektów nie ma, zaś u władz Litwy są niezaprzeczalne fakty. "Polskiego jest coraz mniej w polskiej szkole, jak tak będziecie rozmawiać" to za chwilę jedynie język polski będzie po polsku. Szkolnictwo - to jest problem nr. 1! Dlaczego na pierwszym miejscu stawiacie nazwiska? To jest n-ty z kolei postulat. To jest zwykła pułapka zastawiona przez władze RL, a RP brnie w nią ślepo" – napisała przewodnicząca Forum Rodziców Szkół Polskich w rejonie solecznickim.

W jednym z komentarzy Cytacka podsumowała wizyty polskich dyplomatów w czasie ostatnich trzydziestu lat. „[...] wszystkie Rządy ,,poruszały” te tematy i były one dla nich priorytetem. Problem w tym, że od samego ,,poruszania" nic się nie zmieniło i nic się nie zmieni, do puki ktoś nie zacznie ciężko pracować. Natomiast nasz prawny stan posiadania ciągle uszczupla się, a szczególnie w zakresie szkolnictwa polskiego na Litwie.

"Dyplomacja litewska stoi na o wiele wyższym poziomie niż polska"

W komentarzu udzielonym portalowi DoRzeczy.pl Renata Cytacja podkreśliła, że jest więcej dowodów potwierdzających to, że polskie władze są przez Litwę rozgrywane i "wpuszczane w maliny". – Przykro mi to mówić, ale dyplomacja litewska stoi na o wiele wyższym poziomie niż polska – przyznaje.

Radna tłumaczy nam na czym polega "rozgrywanie" polskich władz przez stronę litewską w kwestii polskich nazwisk – W chwili obecnej każdy kto chce polskie nazwisko może je - z pomocą Europejskiej Fundacji Praw Człowieka - mieć. Fundacja ma na swoim koncie już wiele wygranych spraw. Wprowadzenie oryginalnej pisowni nazwisk jest już praktycznie przesądzone. I to nie ze względu na Polaków, tylko z uwagi na problemy Litwinek za granicą i ich dzieci oraz wygrywane przez obywateli spraw sądowych – wskazuje.

"Sprzedać to Polsce jako ustępstwo"

W ocenie Renaty Cytackiej, "teraz gra idzie o to, aby przy okazji »sprzedać« to Polsce jako ogromne ustępstwo". – Może przyjmą ustawę już, a może podpompują tego "słonia " jeszcze trochę, aby ustępstwo wyglądało na jeszcze większe – powiedziała. Radna podkreśliła, że władze Litwy wykorzystują do swojej propagandy wszystkich. Wymieniła tu przede wszystkim portal i radio Znad Willi, o którym - jak podkreśliła - już nawet poseł Robert Winnicki mówił, że to tuba propagandowa władz litewskich w języku polskim.

– Właśnie w tym radiu cały czas powtarzają, że najważniejszym problemem jest zapis nazwiska po polsku, kiedy wiadomo, że najważniejsze jest wprowadzenie języka polskiego jako równoprawnego, urzędowego, w rejonach Litwy zamieszkiwanych zwarcie przez Polaków i oświata polska, taka prawdziwa, jak w Czechach, nie taka tylko z nazwy – oświadczyła nasza rozmówczyni.
– Wszyscy mówią o ociepleniu stosunków, a nam jakoś od tego nie cieplej – skwitowała Renata Cytacka”.

Ocieplenia w stosunkach polsko-litewskich nie będzie nawet wtedy, jak Litwinom uda się ostatecznie zniszczyć Polaków w Wilnie i na Wileńszczyźnie z pomocą „patriotycznych” rządów „polskich” (chyba większych łajdaków nie było w historii rządów polskich), tak jak to uczynili z Polakami na Litwie Kowieńskiej. Bo Litwini, a szczególnie wszyscy ich politycy to antypolskie badziewie do szpiku kości. Jak już nie będzie problemu z Polakami w Wilnie i na Wileńszczyźnie to wciąż w swoim antypolskim arsenale mają wile innych spraw, które będą z niego wyciągać, aby podtrzymać antypolskiego ducha w „narodzie” litewskim, aż do jego – jak się to mówi - zas… śmierci. Chociażby sprawa Suwalszczyzny, przeprosin Polski za „okupację” Wilna w latach 1919-39, depolonizacja historii Wilna i Litwy itd.

Marian Kałuski
(Nr 187)

Wersja do druku

Jan Orawicz - 26.10.18 20:24
Wychodzi na to,że Polacy zatrudniają się na zachodzie,by wyżej zarobić,a ci
ze wschodu zatrudniają się w Polsce,by też wyżej zarobić! Tak się te sprawy mają już od sporego czasu! Bardziej wykształceni nie wędrują tak licznie na obce landy! Trudno się dziwić tej wędrówce,ponieważ każdy chce żyć w miarę
normalnie!

Lubomir - 25.10.18 21:41
Codzienność jest taka, że młodzi Ukraińcy pracują w Polsce m.in. przy termoizolacji blokowisk, konserwują i remontują linie wysokiego napięcia a m.in. Litwin został trenerem pierwszoligowego klubu - w moim rodzinnym mieście i poprowadził drużynę do zwycięstwa z Pogonią Szczecin. Wszyscy oni cieszą się sympatią otoczenia. Oceniani są nie przez pryzmat złej historii, tylko za realną pracę i za przyzwoite zachowanie w miejscu przebywania. Myślę, że unifikacja brukselska, mimo wszystko - idzie po śladach unii lubelskiej. Uprzedzenia - uprzedzeniami, ale życie potrafi łączyć i wzajemnie umacniać. Nasze szkolnictwo zawodowe zostało mocno zdemolowane lub całkiem unicestwione a życie wciąż pędzi do przodu. Exodus młodych fachowców m.in. na Wyspy Brytyjskie, też dokonał kadrowych spustoszeń. A przecież chyba wszyscy wierzymy w gospodarczy i techniczny boom w Polsce. Ktoś musi to robić! Energetyczne partnerstwo Polski i Litwy, żadnej ze stron już ani nie dziwi, ani nie martwi! W procesie technologicznej współpracy, nawet mało ważna staje się pisownia nazwisk - osób kooperujących ze sobą. Liczy się rzetelność.

Jan Orawicz - 24.10.18 22:18
Jak skomuszali rządzili Polską pod nazwą PRL, to stosunki polsko-litewskie
były WSPANIAłE!!!! Teraz lewactwo wymyśla brednie na Rząd RP,że ten rząd
nie interesuje się sprawami Polaków żyjących na Litwie itp.itd. No cóż
towarzysze jakby nie łgali,to by we frustrację powpadali! Wypadła im Polska
z ich czerwonych łap i teraz tymi swoim czerwonymi łepkami wymyślają
różne brednie,by powrócić do Wwaadzdzyy!!!!!

Jan Orwicz - 23.10.18 22:46
To jest robota Rosjan,którzy traktują Litwę - jako krainę,którą należy wchłonąć
i zrusyfikować! A że to mały kraj,to nie stać go na obronę siebie przed takim
zachłannym kolosem jakim jest Rosja! W tej sprawie powinny wystąpić kraje Europy- wsparte przez USA!! Każdy kraj ma prawo do swego istnienia! A to z
tego prostego powodu,że stworzył go Pan Bóg!!!

Jan Orawicz - 23.10.18 21:05
No cóż, czerwoni hakerzy - bezkarnie włażą do tego naszego Kworum,by
likwidować antysowieckie itp. komentarze!Dzisiaj mój komentarz czerwoni hakerzy zlikwidowali Ceniąc swój czas, mam zamiar nie pisać w Kworum!
Dla mnie czas jest ważny!! Na koniec zaznaczam,że kasacja moich komentarzy
w kworum jest dziesiąta!. A zatem cierpliwość mi się przebrała!! Pozdrawiam!

Lubomir - 23.10.18 10:11
Czy czasami rosyjska i niemiecka agentura, nie dbają o wysoki poziom nienawiści Litwinów, Białorusinów i Ukraińców - do Polaków i Polski? Widać było co działo się np. po ekranizacji dzieł Henryka Sienkiewicza. Po tych filmach, następowało wręcz intelektualne zjednoczenie tych narodów z Rzeczpospolitą Polską. Nagle wstrzymano projekcję filmów - 'ku pokrzepieniu serc'. Pojawiły się obrazy ziejące nienawiścią i nieprzejednaniem. Myślę, że wciąż brakuje współczesnych filmów o cywilizacyjnej misji Polski na Wschodzie. M.in. o uniach polsko-litewskich i o chrzcie Polski przez polskich biskupów

Wszystkich komentarzy: (6)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

12 Grudnia 1979 roku
Za uncję złota płacono 462.50 $.


12 Grudnia 1979 roku
Rodezja odzyskała niepodległość i zmieniła nazwę na Zimbabwe.


Zobacz więcej