Środa 26 Września 2018r. - 269 dz. roku,  Imieniny: Cypriana, Justyny, Łucji

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 31.08.18 - 21:09     Czytano: [106]

Zdziwienie





Czy warto pamiętać, kto kogo napadł 1 września 1939 roku? Kto był bohaterem, kto ofiarą, kto zbrodniarzem, kto tchórzem, kto kolaborantem?

Myśli wielu z nas 1 września skupiają się wokół Westerplatte, wokół obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku, a także tysięcy Polaków z Pomorza Gdańskiego, rozstrzelanych za przywiązanie do ojczyzny w Piaśnicy, zamęczonych w obozie Stutthof. Skupiają się wokół pytania postawionego przez francuskiego kolaboranta Hitlera: „Czy warto umierać za Gdańsk” (czyli – za Polskę)? Dziś to pytanie ma inny kształt: czy warto pamiętać, kto kogo napadł 1 września 1939 roku? Kto był bohaterem, kto ofiarą, kto zbrodniarzem, kto tchórzem, kto kolaborantem? To jest także pytanie o to, czy Polska, o którą niewątpliwie chodziło w 1939 roku – i napastnikom, którzy chcieli ją zniszczyć, i obrońcom, którzy chcieli ją ocalić – ma dla nas dzisiaj jakieś znaczenie?

Tkwiły mocno w mej głowie te pytania, kiedy odwiedzałem w 2010 roku gdański cmentarz na Srebrzysku i groby Anny Walentynowicz oraz Arkadiusza Rybickiego. Myślałem wtedy, że groby bohaterów polskiej niepodległości, ale i uniwersalnej historii walki o ludzką wolność i godność są odpowiedzią na moje pytania. Oni, a raczej wszyscy bohaterowie Grudnia ’70, współtwórcy Solidarności, zaświadczyli, że warto żyć dla Polski, walczyć o nią i o niej pamiętać. Są także symbolami polskości Gdańska – odnowionej przez takie poświęcenie, przez ich ofiarę. Odnowionej również przez pracę przy odbudowie tego pięknego miasta po jego całkowitym zniszczeniu przez sowieckich „wyzwolicieli”. To była praca m.in. tysięcy Polaków, którzy przybyli do tego miasta z Wileńszczyzny, zza Bugu, wypędzeni ze swoich rodzinnych domów wojną rozpętaną przez Hitlera i Stalina.

Z niepokojem ożyły moje pytania, kiedy czytałem nowe informacje o polityce historycznej włodarzy Gdańska. Kiedy dowiedziałem się o wprowadzeniu nazwy „Rondo Graniczne Wolne Miasto Gdańsk – Rzeczpospolita Polska”, pomyślałem: przecież tylu ludzi walczyło i tylu zginęło, żeby Gdańsk był znowu Polską, a nie sztucznym tworem brytyjskiego polityka, który nie wiedział, gdzie na mapie leży Pomorze. Kiedy prezydent Adamowicz zdecydował się za 68 tys. zł przywrócić na bramie Stoczni Gdańskiej imię Lenina, pomyślałem o tych, którzy walczyli i ginęli po to, by Gdańsk i cała Polska nie były już imperium Lenina. A kiedy zobaczyłem, jak telewizja TVN z triumfem pokazuje tabliczki z nazwą ulicy Anny Walentynowicz wyrzucane na śmietnik – bo tego domagali się włodarze Gdańska – pomyślałem: jak to możliwe? Symbol Solidarności, walki o wolność i godność uciskanych, na pewno najbardziej rozpoznawalna na świecie, po Marii Skłodowskiej i s. Faustynie, kobieta z Polski – nie zasługuje na ulicę w swoim mieście? Włodarze Gdańska obronili – przeciwko pamięci największej z gdańszczanek – starego patrona ulicy. Sprawdziłem, kto to. Może zasłużył się miastu albo Polsce? Patronem tym jest Józef Wasowski, członek kolaboranckiej KRN, dyrektor departamentu w zainstalowanym przez Stalina Ministerstwie Informacji i Propagandy, prodziekan Wydziału Dziennikarstwa w Akademii Nauk Politycznych – akademii peerelowskiego kłamstwa. Zmarł już w 1947 roku, odznaczony przez Bieruta za zasługi Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Nie dostał swojej ulicy w Gdańsku za to, że był ojcem Jerzego, twórcy uwielbianego przez tylu z nas Kabaretu Starszych Panów – ale za to, że był pierwszym przewodniczącym Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. „To rzeczywiście chichot historii” – pomyślałem. W mieście zniszczonym w 90 proc. przez sowieckich „wyzwolicieli”, w którym zgwałcili dziesiątki tysięcy kobiet, przewodniczący przyjaźni z gwałcicielami ma ulicę i jest uważany za bardziej godnego, by ją mieć, od Anny Solidarność. Nie dziwiłem się już, kiedy usłyszałem, że prezydent Gdańska odmawia prawa udziału żołnierzom Wojska Polskiego w uroczystości na Westerplatte, by potem, łaskawie, dopuścić ich jednak do tego miejsca – w „wolnym mieście Gdańsku”.

Może dziwią się temu wszystkiemu cienie gdańszczan – tych, których wymordowali w nocy z 12 na 13 listopada 1308 roku Krzyżacy. Albo tych, którzy zdecydowali się za wszelką cenę wyzwolić z krzyżackiego jarzma i połączyć z Koroną Polską w 1454 roku. Albo tych z wielu pokoleń, którzy ze związku z Polską zbudowali swoje bogactwo, dumę i potęgę. Tych, którzy w 1734 roku stali się – z własnej woli – ostatnimi obrońcami polskiej niepodległości, zabieranej przez Rosję – i bronili przez 145 dni majestatu Rzeczypospolitej przed wojskami carycy. Albo tych, którzy na wieść o przymusowym – po drugim rozbiorze – oderwaniu od Polski i przyłączeniu do Prus przywdziali na długie tygodnie żałobę? Dziwią się na pewno cienie tych, którzy zginęli w Piaśnicy, w Sztutowie, w obronie Poczty Gdańskiej, w obronie Westerplatte, i tych, którzy zginęli skoszeni serią w Grudniu ’70, bo byli groźni dla partii Lenina… Ale kto by się przejmował cieniami?•

ANDRZEJ NOWAK
Gość Niedzielny

Wersja do druku

Lubomir - 23.09.18 16:56
Może nie jest bardzo istotne, że na Pomorzu osiedliło się sporo Litwaków. Jednak już istotne jest to, że nie byli to pobożni litewscy Żydzi a marksiści-leniniści. Ich potomkowie takimi pozostają do dzisiaj. Oni bardzo łatwo dogadują się z niemieckimi marksistami. Stąd taka niechęć do Polski, polskiej historii i Polaków, i lizusostwo wobec Niemiec, niemieckiej historii i Niemców. Stąd pewnie - nadanie Honorowego Obywatelstwa Gdańska weteranowi Waffen-SS Guenterowi Grassowi i ignorowanie literackich mistrzów polszczyzny. Stąd najwyraźniej zaniechanie np. popularyzacji polskich tekstów na Festiwalu Sopockim, nie tylko przez polskich, ale i przez zagranicznych wykonawców. Ten proces pomniejszania Polski i polskości zaczął się na Pomorzu - już nieco wcześniej. Z polskości zaczęto robić garba, który szpeci a nie upiększa. To musi się zmienić i to bardzo szybko i na zawsze!

Jan Orawicz - 17.09.18 17:49
O czym to świadczy,że taki towarzysz Adamowicz
jest nadal głową Gdańska?! Jego złośliwe popisy nie
maja końca! A czym się popisuje - w tym wypadku prawo
RP?! Tak mają się w kraju gorzkie sprawy po upartej
komunie! Jej pachołków nie brakuje - na wielu wiodących
stanowiskach w kraju! Widać,że nie ma mocnych na takich
cwaniaczków z PZPR jakim jest wyżej wymieniony tow.
Adamowicz. Patrząc na tego rodzaju czerwonych mądrali,co
można sądzić o Sprawiedlwej Władzy RP?! Czerwoni mądrale
robią z siebie męczenników PRAWICy RP. W razie powrotu
lewactwa do władzy, zostaną okrzyknięci męczennikami Prawicy
i obsypani medalami i krzyżami! Takich Adamowiczów mamy
wielu w kraju.Bezsilność prawa jest ewidentna,a to z tego
prostego - jak drut powodu,że w Prawie - nadal grzeją zadki
czerwone gagatki!! I tak się sprawa zamyka!! I w taki sposób
nasz Rząd RP traci na opinii!!!!

(C)Hamil-ton - 17.09.18 13:05
17 września 79 lat temu. Rosja sowiecka zaatakowała Polskę.
"Zapiski oficera Armii Czerwonej" autorstwa Sergiusza Piaseckiego:

- Skończyło się twoje panowanie i koniec waszej pańskiej Polsce! Napiliście się dużo ludzkiej krwi! Teraz trzeba będzie i swoją wyrzygać!" Tak mówił Miszka Zubow, sowiecki osobnik coś na kształt dzisiejszych lemingów.

Należałoby się, według sprawiedliwości, i jego i tych wszystkich otumanionych pachołków kapitalistycznych powystrzelać, chociaż kul szkoda na takie burżujskie ścierwo.
Ale rozkaz mieliśmy jasny: "Jeńców odsyłać na tyły". Więc zostawiliśmy eskortę i poszli dalej. Nasze orły z NKWD tam z nimi rozprawią się. A nam szkoda czasu. Mamy do wykonania ważne bojowe zadanie. Poszliśmy dalej wprost drogą. Kierunek na Mołodeczno. Cicho... Nigdzie ani światła, ani człowieka. Zdziwiło mnie to nawet. Tyle czytałem o przebiegłości polskich panów. A tymczasem myśmy ich przechytrzyli. Jak śnieg na głowę im spadliśmy.
"...Ech, żeby moja Dunia zobaczyła, jak dumnie i śmiało kroczyłem na czele całej Armii Czerwonej, jako obrońca proletariatu i jego wybawiciel! Ale pewnie spała i nie śniło się jej nawet, że ja, Miszka Zubow, stałem się tamtej nocy bohaterem Związku Radzieckiego. Nie wiedziała tego, że aby ona mogła spokojnie, radośnie i w dobrobycie żyć i pracować, ja szedłem w krwawą paszczę burżuazyjnego zwierza. Lecz jestem z tego dumny. Rozumiem, że przyniosłem do Polski, dla moich uciemiężonych przez panów braci i sióstr, światło nieznanej im wolności i naszą wielką, jedyną na świecie, prawdziwą sowiecką kulturę. Właśnie o to chodzi, o kulturę, psiakrew! Niech się przekonają, że bez panów i kapitalistów staną się wolnymi, szczęśliwymi ludźmi i budowniczymi wspólnej, socjalistycznej ojczyzny proletariatu. Niech odetchną wolnością! Niech zobaczą nasze osiągnięcia! Niech zrozumieją, że tylko Rosja, wielka MATKA ludów uciemiężonych, może wybawić ludzkość od głodu, niewoli i wyzysku!"

Pisane ponoć już od 1940 roku "Zapiski oficera Armii Czerwonej" Sergiusza Piaseckiego po raz pierwszy wydane były w Londynie 12 lat po wojnie. Z jednej strony groteska, ale z drugiej oparta przecież w swej warstwie mentalnej na sowieckiej propagandzie tamtych czasów.
Miszka Zubow to taki sowiecki leming. Jego myślenie, jego dosłowne pojmowanie rzeczywistości zgodnie z aktualną propagandą czynią go ponadczasowym archetypem, wzorcowym homo sovieticus. Jest antyszwejkiem, w odróżnieniu jednak od niego budzącym grozę w nas, pamiętających jeszcze nie do końca minione czasy.
Jest też doskonałą ilustracją słów, wypowiedzianych ongiś przez marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego:
Jeśli napadną na nas Niemcy, zabiorą nam tylko wolność, ale jeśli wejdą do nas Rosjanie, zabiorą nam dusze.
Zubow, a raczej jego "głębokie" przemyślenia, to właśnie efekt "pozbawienia duszy" i zastąpienia jej sowiecką rytualną propagandą. Jej wynikiem była również opętańcza wręcz kolaboracja polskich elit, które dostały się w łapy sowieckie we wrześniu 1939 roku i została zatrzymana dopiero dwa lata później - 22 czerwca 1941 roku.

Dzisiaj zapominamy, że rozstrzelani "polscy profesorowie" tak naprawdę wyrzekli się Ojczyzny, stając się urzędnikami największego wroga Polski.
17 września wyznacza początek niesławy, początek kolaboracji z najbardziej złowieszczym reżimem w całej historii naszego świata.
Trzeba powiedzieć sobie jasno - elity intelektualne zawiodły.

Przetrwaliśmy jako Naród tylko dzięki prostym ludziom.
Dzisiaj jesteśmy, paradoksalnie, w dość podobnej sytuacji.
Oto tzw. elity, nazbyt często wywodzące się od komdruziej (komunistycznych przyjaciół) Miszki Zubowa mówią nam mniej więcej to, co słyszeli nowi obywatele Związku Sowieckiego od nowych elit sowieckich jeszcze kilkanaście tygodni wcześniej stanowiących elitę "burżuazyjnej" Polski.
Pamiętajmy o tym. I nie tylko dziś.
Humpty Dumpty

Lubomir - 01.09.18 9:16
Zdrajcy mają się dobrze! Obiecując przysłowiowe gruszki na wierzbie, doprowadzili do likwidacji niemalże całego polskiego przemysłu i rodzimych marek, bez których mało kto wie o istnieniu Polski. Można się tylko dziwić, że tyle miernot bez honoru i patriotyzmu, wciąż chodzi po polskiej ziemi! Dla nich nawet polski język to nienormalność. Oni zdecydowanie wolą jakiś kosmopolityczny bełkot menela. Dwa tysiące osiemnaście lat po Chrystusie, a tu wciąż mamy pogan i barbarzyńców!

Wszystkich komentarzy: (4)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

26 Września 1944 roku
57. d. Powst. Warszaw.: Rozpoczęła się ewakuacja kanałami - wbrew rozkazowi gen. "Montera" - mokotowskich oddziałów AK


26 Września 1946 roku
Rząd Edwarda Osóbki-Morawskiego pozbawił obywatelstwa polskiego gen. Wł. Andersa i 75 oficerów Polskich Sił Zbrojnych na Zach.


Zobacz więcej