Niedziela 21 Stycznia 2018r. - 21 dz. roku,  Imieniny: Agnieszki, Jarosława, Nory

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 24.12.17 - 22:26     Czytano: [123]

Moja dawna kolęda


Śnieg zaglądał do okien, a nawet czasami zasłonił je do połowy - zimy były srogie, a i chaty pewnie niższe. Co by nie mówić faktem jest, że zima dawniej była – zimą. Te zaspy śniegu niespotykane dzisiaj prawie nigdzie, ten mróz szczypiący w uszy i grający pod zelówkami-wszystko to jak poezja. Chętnie i często powracam myślami w te jakże odległe lata w cudowny bajkowy dziecinny świat, szczególnie piękny gdy nadchodziły Święta Bożego Narodzenia. Wyżyna Lubelska - miejsce moich urodzin ma również wiele uroków i zachowanych (w części) do dzisiaj tradycji, jedna z nich to chodzący od domu do domu kolędnicy. W sąsiedztwie mieszkał starszy człowiek o imieniu biblijnym Jan: on to właśnie był chodzącą legendą. Kilka tygodni przed świętami Bożego Narodzenia zbierała się młodzież w jego domu, by po mistrzowsku przygotować się do wystawienia sztuki z Herodem w roli głównej. Pan Jan znał wszystkie role na pamięć, a i kolęd, i pastorałek niemało, trzeba dodać, że chętnych do odtwarzania ról było sporo i ja również „załapałem” się na kilka: anioła, diabła, marszałka - przez kolejne lata. Królem nie byłem, jakoś nigdy nie ciągło mnie do żłobu. Do tradycji również należał stół, nakryty koniecznie białym obrusem, pod którym była cienka warstewka siana. Również małą wiązeczkę umieszczano pod stołem na pamiątkę żłobka betlejemskiego. Przygotowania do świąt zaczynały się tydzień wcześniej od generalnego sprzątania po wypieki i jadło. Gdy nadchodził dzień Wigilii w domu panował nastrój iście świąteczny, po południu dzieci ubierały choinkę choć na pewno skromniejszą od dzisiejszej, lecz równie piękną. Choinki we wszystkich domach były rzecz jasna naturalne, wycięte w pobliskim lesie. Były to sosny, świerki, a i nierzadko jodły z cudownym zapachem, który do dzisiaj mi pozostał. Światełka elektryczne zastępowały kolorowe świeczki, które osadzone były na misternych świecznikach przypiętych do gałązek drzewka. One to właśnie dodawały niezapomnianego uroku świętom, choć niekiedy stawały się powodem wielu nieszczęść jakimi były pożary. Chwila nieuwagi i tragedia gotowa, na szczęście należało to do sporadycznych przypadków. Choinka choć sama w sobie miała wiele uroku, to jeszcze zdobiły ją własnoręcznie wykonane pajace, łańcuszki z kolorowego papieru, bombki oraz orzechy włoskie i małe czerwone jabłuszka. Na nitkach wisiały cukierki jak sople lodowe, które znikały pomału niczym kamfora z każdą nadchodzącą godziną. Kiedyś dzieci były bardziej spragnione łakoci gdyż był to produkt rzadki i na pewno niecodzienny. Przy ubieraniu drzewka radości nie było końca, z minuty na minutę stawało się piękniejsze, a i coś „się skubnęło” przy tej niecodziennej okazji. Nastał wieczór: stół z białym obrusem, a na nim stały talerze wśród nich jeden z białym jak śnieg opłatkiem. Czekaliśmy wszyscy na pierwszą gwiazdę, a gdy tylko odsłoniła swe jasne oblicze - tata odmówiwszy dziękczynienie wziął do ręki opłatek i wieczór Wigilijny rozpoczął się serdecznymi życzeniami. Niektóre spełniły się, o innych ślad dawno zaginął. Nastrój tego wieczoru był radosny choć i na łezkę znalazło się miejsce w oku, na łezkę szczęścia, obawy ale i smutku po utracie kogoś bliskiego. Zgodnie z tradycją jedno miejsce przy stole z pustym talerzem czekało na wędrowca, dla którego drzwi stały otworem. Mama, która od samego rana krzątała się po kuchni podawała dania, jedno po drugim, a było ich dwanaście.
Przy kolacji obowiązywała największa powaga i spokój - przecież za kilka godzin narodzi się Dziecię. Po spożyciu kolacji wszyscy śpiewaliśmy kolędy. W tym najbliższym rodzinnym gronie czas upływał niesamowicie szybko i tak godzinę przed północą wybieraliśmy się na pasterkę do odległego o pięć kilometrów kościoła. Dzisiaj w dobie samochodowej odległość nie do pokonania, ale wówczas był to spacerek przez śnieżny puch, który często sypał z nieba w ten radosny wieczór. Towarzyszy podróży przybywało coraz więcej więc i droga ubywała szybciej. W kościele w Czułczycach, bo tam właśnie była nasza parafia, było pięknie i choć kościół niezbyt duży lecz doskonale utrzymany i ładnie wymalowany. Pasterka zaczynała się punktualnie o północy, zadrżał kościół od śpiewu kolęd; od ołtarza rozbrzmiewały cienkie damskie alty, natomiast basy dochodziły od drzwi wejściowych gdzie zwykle gromadzili się „tęgie chłopy”- a kościół wypełniony był po brzegi. Proboszcz jak zwykle przy wielkich świętach wygłosił piękne kazanie o narodzeniu Pana. Parafianie zamienili się w słuch i to była ta kojąca cisza, której dzisiaj nam brakuje. Po pasterce wracaliśmy do domu spokojnie, choć kawalerka urządzała przeróżne psoty w obejściach gdzie mieszkały panny; a to wywleczono sanie za ogrodzenie, to znowu położono pług na dachu szopy, oczywiście nie dewastując niczego. Była to zabawa w formie dobrych żartów - choć bywało, że zamieniono sąsiadom ule z pszczołami, a wtedy następnego dnia nie obyło się bez kłótni. Pierwszy dzień świąt mijał zazwyczaj w najbliższym gronie domowników, na odwiedziny przeznaczano dzień drugi. W Święta Bożego Narodzenia szliśmy do kościoła by się cieszyć z narodzenia Pana, po południu zaczynały się młodzieżowe zabawy: kolędowanie z Królem Herodem, młodsi z gwiazdą czy Turoniem. Przeważnie w każdym domu dla kolędników drzwi były otwarte. Maluchy bały się diabła, lecz on choć wyglądał strasznie (jak każdy diabeł) nie był wcale taki zły, starsi podziwiali króla, marszałka czy astrologa, a żyd garbaty z długim nosem podczas przedstawienia rozbawiał domowników do łez. Słowem było na co popatrzeć biorąc pod uwagę, że wtedy jaszcze nie było telewizji. Młodsi chodzili z gwiazdą śpiewając kolędy - jak kto potrafił, na swój sposób chwalił Boga. Młodzi artyści za swą sztukę otrzymywali małe gaże, które zrekompensowało ich wysiłek, mimo wszystko więcej w tym było zabawy niż zarobku. Młodzi muszą się wyszaleć, a to chyba był niezły sposób na szaleństwo, dodajmy, że wtedy również nie było internetu, mimo wszystko młodzież potrafiła się dobrze bawić, ale to były zupełnie inne czasy…
Święta Bożego Narodzenia jakoś szczególnie utkwiły mi w pamięci i wspominam je z wielką radością, może dlatego, że wówczas byłem młody, a już na pewno dlatego, że byłem wraz z rodzeństwem i rodzicami. Niestety rodzice nie zasiądą już z nami do wspólnej wieczerzy.
Zawsze z przyjemnością wspominam swój dom położony wśród pól, skromne ale radosne święta, kolędników, z którymi tam byłem. Jak powiedział poeta ”gdybym się wyparł swoich korzeni, to tak jakbym ojca i matki się wyparł - wtedy Panie zapomnij też o mnie!”

Władysław Panasiuk

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

21 Stycznia 1991 roku
Został ustanowiony Ordynariat Polowy Wojska Polskiego. Biskupem polowym został ks. Sławoj Leszek Głódź


21 Stycznia 1963 roku
Zmarł Stanisław Grzesiuk, wykonawca piosenek warszawskiego folkloru (ur. 1918)


Zobacz więcej