Czwartek 14 Grudnia 2017r. - 348 dz. roku,  Imieniny: Alfreda, Izydora, Zoriny

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 24.11.17 - 17:00     Czytano: [149]

Dział: Głos Polonii

Moje dwie Ojczyzny




(w 26 rocznicę przyjazdu do Australii)

Nasza śp. polonistka – pani Żakiewicz uczyła nas, że słowo Ojczyzna należy pisać z dużej litery, jako symbol miłości i poszanowania dla kraju. Nic dziwnego, skoro Bóg, honor i Ojczyzna – to trzy najświętsze słowa dla Polaka. Historia jednak dokonuje wielu zmian. W kilka lat po wojnie zniesiono w szkołach podstawowych naukę religii, a ze ścian szkolnych zdjęto krzyże. Nauczyciele z obawy o utracenie stanowisk pozostawili Boga kościołom i rodzinie. Ale o Ojczyźnie mówiło się z poszanowaniem, mimo że literatura w tym czasie była wybiórcza. Ja uczyłam się swojego patriotyzmu na poezji Władysława Broniewskiego. Z ogromnym przejęciem recytowałam „Elegię o śmierci Ludwika Waryńskiego”. Dzisiaj słowo Ojczyzna można pisać z małej litery, chyba że chodzi o związek emocjonalny... Tak można wyczytać z zapisów w internecie.

Kiedy po raz pierwszy przyjechałam do Australii – wtedy nie mogłam sobie wyobrazić życia w tym innym, obcym kraju, mimo, że mieszkała już tutaj moja siostra. Porównywałam Australię do Polski i zawsze mój kraj górował. Polska mowa, drzewa, kwiaty, ludzie – wszystko to było piękniejsze. Owszem, sklepy australijskie górowały większym asortymentem, rozmachem, elektronicznym płaceniem. Ale nie podobały mi się drewniane słupy elektryczne, wtedy jeszcze stare pociągi. Po ośmiomiesięcznym pobycie powiedziałam siostrze, że gdybyś mi podarowała swój dom, to i tak nie chciałabym tu zamieszkać. Ale kiedy w Polsce zaczęło się sypać, zaczęłam obawiać się, jak poradzę sobie sama z wykształceniem dzieci. Jedna córka już studiowała, a druga właśnie kończyła średnią szkołę. Ja sama pracowałam na dwa etaty od świtu do nocy. Jedno stanowisko kierownicze wymagało wielu spotkań, obrad w godzinach nadliczbowych, a drugie w pobliżu domu po kilka godzin w godzinach wieczornych i nocnych. Nie mogę powiedzieć, że nie wystarczało na bieżące wydatki, ale też nie dało się wiele odłożyć. I kiedy nadarzyła się możliwość wyjazdu do Australii – pomyślałam, że tutaj dzieci będą mogły zaciągnąć pożyczkę od rządu na edukację. Poza tym moje córki, już jako przecież dorosłe, pomogły mi w podjęciu tej decyzji. W listopadzie 1991 roku przyleciałyśmy we trzy do Perth, gdzie mieszkała moja siostra i u której na początku się zatrzymałyśmy. Bałam się, jak sobie poradzimy bez większej znajomości języka. Pierwszą rzeczą więc była nauka języka, a dopiero potem praca. Nie było lekko. Nie czułam się tutaj dobrze, zawsze jako tak zwany „second citizen”. Po dwóch latach otrzymałyśmy obywatelstwo australijskie i małą roślinkę – drzewko do posadzenia. Posadziłam je koło mojego pierwszego niewielkiego apartamentu. Gospodarz domu pochwalił mnie i powiedział, że piękne drzewo wyrośnie. A ja pomyślałam, że skoro to drzewko zakorzeni się tutaj, to może i ja wrosnę w tę ziemię. Potem wiele lat pracy z podobnymi, jak ja sama emigrantami spowodowało, że powoli zaczęłam akceptować rzeczy, porządek tu panujący i ludzi. Zaczęły nawiązywać się kontakty miedzy ludzkie, przyjaźnie. Trzeba było wielu lat, aby zacząć spoglądać przyjaźniej na mój nowy kraj, w którym przyszło mi żyć, pracować, wydać za mąż córki, doczekać się wnuków. To już 26 lat od czasu, kiedy z moimi córkami zawitałyśmy do Australii.

Zgodnie z moimi marzeniami moje dzieci pokończyły studia, pospłacały rządowi australijskiemu zaciągnięte na naukę kredyty, pracując w wyuczonych zawodach. Śmiem powiedzieć, że powiodło im się, mimo że życie po drodze niosło również i tragiczne wydarzenia. Dzisiaj moje dzieci są w podobnym wieku niż ja, kiedy przyjechałam do Australii. Ja sama, już jako emerytka obu krajów, często w rozjazdach – zwiedzam świat, zanim stanie się to niemożliwe. A świat jest taki piękny! Ostatnio ponad miesiąc zwiedzałam Polskę, której tak naprawdę nie znałam. Kiedyś nie było na to ani czasu ani możliwości. Polska jest taka cudowna!

Ale kiedy po tych wszelakich eskapadach wracam do Perth, to czuję się taka szczęśliwa. Rozglądam się dookoła, patrzę na niebieskie bez chmurki niebo, czarne łabędzie pływające po jeziorku w pobliżu mojego domu i na czerwone szczoteczki drzew w moim małych parczku za oknem. A aby zachować coś z polskości – to w moim ogródeczku dumnie spoglądają w górę różnobarwne malwy. Po powrocie już z jesiennej Europy – tutaj słońce! To ono napawa mnie energią, radością i chęcią do życia. I czuję, że Australia jest moją drugą Ojczyzną!

Trzeba było wielu lat, aby poczuło to polskie - jakby nie było - serce.

Autor – Danuta Duszyńska nick „australijka”
Perth, 22 listopada 2017

Wersja do druku

Perth - 02.12.17 11:37
Za pośrednictwem Kworum przekazuję informację, że w niedawnym czasie Ela Szczepańska i Henio Sawicki z Perth oraz Zosia Dublaszewska-Kwiatkowska z Melbourne zostali uhonorowani - za ich patriotyczną postawę w czasach ponurej komuny, a później z biletem w jedną stronę do Australii - udzielają się w życiu społecznym, a szczególnie w naszym Związku Polskich Więźniów Politycznych (Australia) - Krzyżami Wolnosci i Solidarnosci.

Przy tej okazji dodam, że Zosia jest jedną z bohaterek filmu
Pt. WIĘŹNIARKI, w reżyserii Piotra Zarębskiego, którego temtem jest gehenna skazanych na wyroki od półtora roku do dziesięciu lat więzienia - tą "rekordzistką" jest Ewa Kubasiewicz.
Wyroki 5-letnie otrzymały Wiesia Kwiatkowska oraz Zosia Kwiatkowska - Dublaszewska, która nawet została "recydywistką" bo po wyroku wróciła do podziemia i znowu trafiła za kratki.
Na trzy lata skazano Annę Niszczak, Jolantę Wilgucką, a na 3.5 roku Mariannę Samlik . Natomiast Elżbietę Mossakowską za jedną ulotkę ukarano wyrokiem 1.5 roku pozbawienia wolności.

Myślę, że znajdzie się tutaj przynajmniej jeden z czytelników (czytelniczek), który oglądał ten film - pamięta czasy pierwszej Solidarności i przekaże współczesnym Bohaterkom, wyrazy uznania i gratulacje!

Jan Orawicz - 26.11.17 16:29
Olek napisz,jak długo należałeś do PZPR i jak długo wymyślałeś na
Solidarność brednie. Nie ma żadnej takiej organizacji,w której jej
wszyscy członkowie są idealni w sferze kultury moralnej. Wszędzie
się znajdzie zgaga.A ty z miejsca, przez jednego osobnika z twego
podwórka oceniasz całą Solidarność!Tak robili właśnie zdrajcy Polski
z PZPR,ZSL i SD,którzy wiernie służyli czerwonemu okupantowi
Polski,który ten nasz kraj ożerał z wszystkiego. A jak nie życzyliśmy
sobie tego,to puszczał na nas czołgi od Wołgi,czego dowodem był Poznań
i inne miejsca w kraju. A dzięki Solidarności jesteś wolnym i nie
zagrożonym Polakiem! A wiesz ilu nas SOLIDARNOŚCIOWCÓW zamęczyli
bandyci z SB itp z czerwonej łobuzerni? A wiesz ilu Solidarnościowców
wydalono z kraju w świat?! Tak dziękujesz Solidarności za to,że
nie masz na karku tych z ZSRR rabusiów,głodomorów i zabijakółw?!
Jeszcze tobie wadzi Solidarność?! Osobiście uważam,że tego osobnika
z twego podwórka pewnikiem sobie wymyśliłeś,obdarzając go własnymi
cechami charakteru,

Olek - 26.11.17 14:28
Panie MarianieN mam inne zdanie o ludziach z "Solidarności" i przytoczę FAKTY, które to spowodowały.
Mam sąsiada, kiedyś wielkiego działacza S, pracował w duzym zakładzie, był palaczem, szwagier portierem i jeszcze kilku z rodziny w biurze. Rozkradali majątek narodowy na trzy zmiany. Ten sąsiad do dziś mieszka w bloku wybudowanym przez Gierka. Ja mieszkam pomiędzy tym byłym już zakładem a stacją kolejową. Za czasów pierwszej złej komuny przyszedł wagon z węglem do tego zakładu i starem go wozili. Jeden albo dwa kursy wysypali u mnie na podwórku w czasie mojej nieobecności. Wieczorem zjawił się ten działacz Solidarności i tłumaczył co i jak. Węgiel miał zabrać a mi zostawić trochę. Węgla nie zabrał bo go zamknęli potem tak był zajęty "wyzwalaniem" nas, że do dziś nie wspomina o tym węglu, który w całości spaliłem.
Dzisiaj ten wielki działacz Solidarności mieszka w tym samym gierkowskim bloku, miał jakąś rentę ale mu ją zabrali i wtedy dopiero się "rozchorował". Zjeździł lekarzy specjalistów od stóp do głów, komisje zusowskie i nie przywrócili mu renty. Brakowało mu kilka lat "niewolniczej" pracy za komuny, żeby się załapał na jakąś pomostówkę. Handlował bimbrem i go złapali. Opisała to lokalna gazeta i w co trudno uwierzyć nie miał z tego powodu żadnych kar. Czasami widuję jego żonę jak pracuje interwencyjnie na trawnikach. Synowie się pożenili, przyjęli nazwiska żon i wyjechali.

PERTH - 26.11.17 13:45
I jeszcze dopisek...
DZIĘKUJĘ PANIE MARIANIE ZA TEN TRAFNY KOMENTARZ.
BILET W JEDNĄ STRONĘ TO DLA TUTEJSZYCH -DZISIEJSZYCH - WALECZNYCH JEST BYŁ I POZOSTANIE - T E R R A I N C O G N I T A.

I OD NICH ŻADNEGO SZACUNKU OCZEKIWAĆ NIE MOŻNA - A ODWROTNIE - SĄ SŁOWA OŚMIESZANIA I POGARDY.
SMUTNE TO! I przykre!!!

MariaN - 26.11.17 11:26
Trudno sobie wyobrazic tęsknotę za krajem, gdy mieszka sie w Polsce cały czas. Ludzie "Solidarności" walczący o wolność w stanie wojennym którzy dostali bilet w jedną stronę od rezimu Jaruzelskiego i Kiszczaka zasługują na wielki szacunek. Wielu osobom sufit zwalił sie na głowę, konczyło sie normalne życie rodzinne. Teraz po tylu latach wszystko jakoś sie ułożyło, ale nigdy zapewne iskra polskości w sercu nie zgaśnie. Uszanowanie

PERTH - 26.11.17 9:28
Przepraszam Panią Duszyńską, że zamieszczam pod jej miłym felietonem moją informację
ooo
W Klubie Polskim w Ashfield, Sydney miała miejsce wystawa rysunków satyrycznych naszego kolegi a zarazem Vice-przewodniczącego Klubu Gazety Polskiej Sydney II Vitka Skoniecznego.

Ekspozycja zawierała blisko 400 prac powstałych w latach 2001 do 2013, stanowiących tylko cześć dorobku artysty z dziedziny satyry politycznej.
Wernisaż nie był tylko lokalnym wydarzeniem, było to wydarzenie naszej patriotycznej Polonii na które przybyli gości z Polonii Sydneyskiej, w tym z kręgów artystycznych Polonii Australijskiej i organizacji patriotyczno-narodowych z przewodniczącymi kola AK i Stowarzyszenia Polskich Kombatantów. Swoje uznanie dla autora wystawy wyrazili przewodniczący Klubu Gazety Polskiej Sydney II dr Ryszard Dzierzba, przewodniczący Związku Polskich Więźniów Politycznych w Australii mec. Hubert Blaszczyk oraz listownie, redaktor naczelny "Warszawskiej Gazety" Piotr Bachurski, a ja jako przyjaciel Vitka wypowiedziałem kilka słów uznania w imieniu własnym i kolegów z Perth
W tym samym duchu o pracach i działalności Vitka wypowiedziała się w nagraniu pani Zuzanna Kurtyka.
Trzeba nadmienić, że rysunki naszego kolegi prezentowane są od lat na portalu internetowym "Pomnik Smoleńsk" i w piśmie "Warszawska Gazeta". Momentem, który przyciągnął wiele uwagi była aukcja znanego już zbioru rysunków pt.: "Poczet Królów i Książąt I i II PRL". Poza obcowaniem z artystą i jego sztuką wieczór stał się okazją do poważnych rozmów o Polsce i jej problemach, bo jak sam mistrz mówi: "Satyra ta wcale nie jest do śmiechu".
A ja za pośrednictwem "Kworum" składam jeszcze raz podziękowanie i pozdrowienia z pięknego miasta nad rzeką Swan.

Wszystkich komentarzy: (6)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

14 Grudnia 1995 roku
Podpisano układ w Dayton kończący wojnę w byłej Jugosławii.


14 Grudnia 1799 roku
Zmarł George Washington, pierwszy prezydent USA (ur. 1732)


Zobacz więcej