Wtorek 21 Listopada 2017r. - 324 dz. roku,  Imieniny: Janusza, Marii

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 31.10.17 - 10:46     Czytano: [354]

Stare cmentarze


Mały cmentarz gdzieś na końcu świata, z kaplicą drewnianą i mosiężnym dzwonem, który zapomniał już nut. Stare drzewa strzegą ciszy, co się tam ukryła, choć czasami zaszumią jakąś pieśń żałobną. Jesień zrzuca liście na stare mogiły, by szarość zamienić w kolory. Krzyże zastygnięte w ciszy milczą jak groby. Czasami zasłoni je mgła, którą zawiesił Bóg nad jesienną łąką, jakby chciał oddzielić żywych od umarłych, jakby chciał uchronić to co zapomniane. Las osłania cmentarz przed wichrem, co lubi figle płatać. To miejsce zbyt poważne i tylko niebo może mieć nad nim pieczę. Stąd anioły zanoszą modlitwy do niebios bram, by je Piotr uchylił.
Skrawek ziemi, na który zasłużył człowiek to cały jego majątek. Nic nie mógł zabrać ze sobą, bo miejsca nie stało. Podczas życia mamy ciągłe braki, a tu jeno skrawek ziemi wydzierżawiony od Boga. Prochem jest ziemia i my nim jesteśmy, choć tyle za życia w nas werwy i sił. Prochem jesteśmy i na nic zda się dumanie, zbyteczna siła i wiedza. Mały grób, na nim chryzantema zalśni w słońcu jak okruch złota. Rano rosa srebrzysta rozsiądzie się na twardym i głuchym jak pień kamieniu. Perłowy jej blask nadaje uroku, ale powaga zwycięża. Twardość kamienia nie potrafi ukoić serca, które wciąż czeka, na tego, który odszedł w zaświaty. Czeka z nadzieją, co się kurczy i zanika, ale nie ustaje. Trudno pogodzić się z losem i ze stratą.
Stare cmentarze – jest ich pod Polskim niebem wiele. Od tych najstarszych po nowopowstałe, bo ludzie cały czas odchodzą i tego procesu nikt nie zdoła powstrzymać. Każdy kto się rodzi musi odejść, wszystkie drogi mają swój początek i kres. Dla jednych usłane rożami, dla innych wyboiste, niekiedy nie do pokonania. Niesiemy na wątłych barkach swój własny krzyż i upadamy pod jego ciężarem. Bóg pozwala na podniesienie i dalszą drogę aż do końca. Każde życie ma sens choć wydaje się nie do zniesienia.
Polskie cmentarze. Na jednym z nich spoczywają moi rodzice i krewni, tam bywam najczęściej; choćby w snach. Śnią mi się ojczyste mogiły leżące miedzy swoimi, blisko od strzech, bocianich gniazd, od wierzb rosochatych i pachnących łąk. Mogiły wśród złocistych pół, gorczycy, głogu i mięty. Pozbierały ciszę z wiejskich zagonów i leśnych polan, by nią się upajać. Ten spokój wciąż im towarzyszy i powagi dodaje. Samotne groby, często zapomniane i porośnięte dziką trawą, którą sam Bóg kosi. Czasami historia o nich pamięta, bo ludziom się pamięć zaciera. Deszcz je rosi, słońce zapala znicze, a nocą księżyc blady srebrem obdaruje. Gwiazdy wskazują im niebo, anioły pieśni nucą, a samotna sowa krzyknie, by spłoszyć ciszę, która usnęła na drewnianym krzyżu. Jesień złotawe liście wiatrem przyniesie i gałąź skrzypnie zwiotczałym już smykiem. Nic piękniejszego nad ciszę choć mówią, że muzyka. To prawda, ale ta powiązana z zadumą przenikająca duszę. Tu ciszy najwięcej, bo grób przemawia do żywego i uczy życia.
Nam emigrantom tęskno do strzech, a jesienią do cmentarzy, bo nie ma ojczyzny bez mogił. One tworzą historię i znaczą granice. Opowiadają o naszym strasznym losie, ale też o ludziach, którzy nas zdradzili. Nie wszyscy potrafili dobrze służyć ojczyźnie i nie każdego było stać na honor. Wszyscy teraz leżą obok siebie oczekując na sąd ostateczny, bo ziemskie zawiodły. Kaci, dla których nie stało sprawiedliwości na ziemi, umierali w spokoju nie tak jak ich ofiary. Tak wiele spraw nas boli, nas, którym niedole i wojny ni e dziwne i nie straszna bieda. My tułacze błąkamy się po całym świecie i tam pozostawiamy groby. Jesteśmy niewolnikami, ale z honorem, na który jeszcze nie wszystkich stać. Samo bogactwo nic jeszcze nie znaczy, z mądrością i honorem człowiek się rodzi.
Na cmentarzach słychać głos trąb wzywających o pomstę do nieba. Odchodzą ostatni sprawcy zła, ale rodzą się wciąż nowi, agresywni i zaborczy. Wszyscy kiedyś odejdziemy i odpoczniemy na cmentarzach. Czy każdemu jednak zaszumią drzewa i spadnie liść rdzawy? Kto przystanie nad grobem w zadumie i znak krzyża na czole postawi. Obok ofiar leżą ich kaci, bo tam już nie potrzeba patrzeć prosto w oczy.
Lubię co jakiś czas się zadumać; wracać do przeszłości i śmiało spoglądać w przyszłość. Nic mnie już nie dziwi, przeżyłem swoje w różnych systemach, są tak bliskie sobie, a nawet podobne. Dumanie staje się niemodne i niebezpieczne, bo myślący człowiek szybko dochodzi do radykalnych wniosków. Na ulicach szum i zgiełk, tylko stare cmentarze zachowują w sobie ciszę, która gdzie indziej zanika.
Jesień pozwala na przywołanie pamięci, odświeżenie historii wcale nie tak odległej, choć niekiedy już zapomnianej. Gdy wchodzę między groby staję się lekki, na chwilę zatrzymuje się czas jakby stanęły zegary. Wracam do najpiękniejszych lat, bo każdy takie w sobie ukrywa. Owe powroty są nam tak bardzo potrzebne. One jak woda gaszą pragnienie, dodają sił i pozwalają bardziej zrozumieć niedorzeczności nowoczesnego świata. Kiedy stoję pośród pochylonych krzyży widzę cierpienie ludzkie, którego nigdzie nie brakuje. Krzyże przemawiają i wskazują drogę, bo coraz trudniej obrać kierunek. Stare rozłożyste drzewa uczą przemijania, a twarde kamienie przypominają o nieskończoności. Pochylony nad mogiłami myślę o ludziach, którzy oddali swe życie za ojczyznę i piszę w sercu dramat Wyspiańskiego o powstaniu. Rodacy zawsze powstawali czy to w listopadzie czy w styczniu, bili się o wolność, której dzisiaj niedoceniamy.
Stare polskie cmentarze to jedna wielka historyczna księga, którą otwieramy raz w roku, by odświeżyć pamięć o bohaterach, by przybliżyć nasze losy, by w sercu połączyć się z bliskimi. To świadectwo patriotyzmu, który gdzieś zanika. To matczyne łzy i ból, z którym się trudno zmierzyć.
Jest takie miejsce na ziemi, taki mały zakątek położony na górze lub w dolinie, ogrodzony starą siatką, a może ozdobnym drogim płotem i tam zawsze powracamy. Każdy ma swoje Westerplatte, swój Kraków, rodowód i stary cmentarz gdzie bliskich mogiły. Tam jest najpiękniej, tam rytmicznie bije serce i wyraźniej słychać dzwonu ton. Tam przydrożne kapliczki i na rozstaju dróg Frasobliwy na nas oczekuje. Nawet we śnie pochylamy głowy , bo są świętości, o których nie wolno zapomnieć.
Płynie nad drzewami srebrne babie lato, a mosiężne liście opadają z wdziękiem, to jesień prowadzi nas w zadumę i pięknością zniewala. Powracamy z daleka literalnie czy w marzeniach, ale jesteśmy z bliskimi i tylko to się liczy. Może nie palimy zniczy, ale serce płonie i pamięć ożywa.
Emigranci z wielkich miast i maleńkich osad, tak blisko nam do kraju i starych cmentarzy. Pochylamy głowy nad Matką, co życie nam dała, nad Ojcem, który był srogi. Stawiamy na czole znak krzyża i to wszystko do Polski nas wiedzie, gdzie pomniki pochylone czasem hołd oddają i nucą pieśń zmartwychwstania.

Władysław Panasiuk

Wersja do druku

W. Panasiuk - 03.11.17 2:43
Marylko dziękuję z miłe słowa. Każdy jak umie tak Boga chwali, ja w ten sposób. Już myślałem, że tekst jest nic nie warty, bo nikt tu nie zagląda. polityka przysłoniła nam literaturę, zresztą przysłoniła wszystko

Maria Mili Purymska - 03.11.17 0:01
Władziu - piękny, nostalgiczny tekst. Łączy nas na emigracji z bliskimi, którzy
odeszli , tak jak moi Rodzice też, by spocząć na starych cmentarzach w Polsce.
Dzisiaj jest Święto Zmarłych. Przed chwilą zapaliłam świeczki a jedna z nich
płonie za wszystkie zapomniane dusze, za które być może nikt nie modli się.
Boże , przyjmij ich do światła, które nigdy nie gaśnie...
Gratuluję i serdecznie pozdrawiam, Maria M.Purymska

Wszystkich komentarzy: (2)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

21 Listopada 1918 roku
Zmarł Jurek Bitschan, jeden z najmłodszych Orląt Lwowskich (ur. 1904)


21 Listopada 1652 roku
Zmarł Jan Brożek, polski matematyk i astronom (ur. 1585)


Zobacz więcej