Poniedziałek 25 Września 2017r. - 267 dz. roku,  Imieniny: Aureli, Kamila, Kleofasa

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 11.09.17 - 18:32     Czytano: [179]

John Keats...


John Keats (ur. 31 października 1795 w Moorgate w pobliżu Londynu, zm. 23 lutego 1821 w Rzymie) – angielski poeta, jeden z głównych przedstawicieli romantyzmu; obok Edmunda Spensera nazywany w Anglii poetą poetów. Za życia niedoceniany i atakowany przez krytykę literacką (jego poetykę pogardliwie określano mianem Cocktly School), po śmierci wywarł ogromny wpływ na poetów postromantycznych z kręgu Alfreda Tennysona. Jego legenda stała się tematem dzieł wielu ówczesnych i późniejszych twórców, tj.: Percy Bysshe Shelley, Lord Byron, Wallace Stevens czy William Butler Yeats. Keats był wyznawcą ideału piękna pojmowanego sensualistycznie, które starał się oddawać przez zastosowanie rozbudowanych form wierszowanych i rytmicznych oraz malowniczość opisu. Plastyka i muzyczność jego utworów wywarła spory wpływ na twórczość tzw. prerafaelitów.


Oda do słowika

I.

Boli serce
i boli odrętwiały dotyk
w sennych zmysłach,
jak gdybym napił się cykuty
albo do dna mroczący
wychylił narkotyk,
i zatonął, ku Lecie
kłoniąc mózg zatruty.
To wszystko nie z zazdrości,
żeś rad ze swego losu,
lecz ze szczęścia,
żeś taki szczęśliwy,
słowiku,
drzew lekkoskrzydła Driado.
Wśród buków zieleni
pnie się melodia twego głosu
i w krąg cienie oplata -
a cieni bez liku:
o lecie śpiewasz,
ile krtań pomieści pieni!

II.

Oby znów winobrania był czas!
Przelać wino,
w ziemi długo chłodzone,
w ziemi zakopane,
o smaku Flory,
wonie łąk wiejskich w nim płyną,
tańce, pieśni Prowansji
ze słońcem zmieszane.
O, mieć puchar,
Południa słońcem wypełniony,
Hipokrenu spłonioną świeżością -
po sam brzeg;
niech na nim skry dziergane
perlą się dla wzroku
na wargi kładąc ślad czerwony.
Abym mógł pić,
abym ze świata zbiegł
i - gdy znikniesz -
za tobą skrył się w puszczy mroku.

III.

Abym się skrył, rozpłynął,
gubiąc w niepamięci
to wszystko, czegoś nie znał,
śpiewający krzewom:
znużenie, trud, gorączkę -
tu, gdzie złością zdjęci
ludzie skarżą się sobie,
własnym służąc gniewom,
gdzie paraliż na siwy,
smętny włos nie baczy,
gdzie młódź jak widmo blednie,
chudnie i umiera,
gdzie nawet myśl
z szarego smutku się wylęga
pod ciężką powieką rozpaczy;
gdzie Piękno oczy lśniące
zbyt szybko zawiera,
a Miłość poza jutro
tęsknotą nie sięga.

IV.

Dalej przed siebie! Dalej!
Polecę za tobą,
nie ciągnion przez lamparty
w Bakchusa rydwanie,
bo Poezja na skrzydłach
zabierze mnie ze sobą
niewidzialnych, choć tępy mózg
nieraz przystanie
i lot powikła.
Jużem z tobą! Czuła jest noc.
Monarcha Miesiąc na tron wszedł,
a gwiazd okiście -
jego wróżki złociste - zawisły dookoła.
Nikt tutaj światłem nie oddycha
poza niebem,
skąd powiew przez zielone liście,
ponure krze, mchy, krętych dróg -
na przestrzeń, woła.

V.

Nie mogę dojrzeć kwiatów,
co u stóp mych rosną,
ani woni odróżnić,
co u drzew konarów
wiszą. Mrok jest balsamem -
zgaduję w nim wiosną,
jakich to miesiąc wczesny
poprzydawał czarów
trawom, gąszczom
i drzewom dzikim.
Ach, to kwiecie białe - to głóg;
tam róża polna z sielską miną,
tu fiołki w listkach skryte -
żywot ich tak kruchy;
obok majowe wczesne dziecię,
róża piżmowa,
zbiera z ros perliste wino,
brzęcząc w wieczory letnie
chronią się w niej muchy.

VI.

Słucham w ciemnościach.
Często na pół zakochany
byłem w śmierci kojącej.
Do niej słałem pienie, przyzywając ją,
słodko przez rym zadumany,
iżby wzięła w przestworze
ciche moje tchnienie.
Teraz - zda się -
do śmierci czas najbliżej gotów,
by o północy odejść - bez mąk -
w pokój wieczny,
gdy ty duszę wylewasz swą,
natchnieniem parną,
gdy drżysz w ekstazie
śpiewnych wzlotów.
Lecz wiem: trel by nie ustał.
Słuch bezużyteczny
twego Requiem
nie czułby przez darń cmentarną.

VII.

Nie dla śmierciś stworzony,
nieśmiertelny ptaku!
Ciebie zdeptać nie śmiały
głodne pokolenia.
Jak ja teraz głos słyszę twój
na nocnym szlaku,
tak ongi król i prostak
słuchał twego pienia.
Serce Ruty być może
ten sam trel przenikał,
kiedy smutna w łzach stała
wśród obcego zboża
i tęskniąc za ojczyzną,
patrzała w jej stronę.
Ten sam być może trel odmykał
zaklęte wnęki,
okna w groźnych wirach morza -
wśród piany, tam -
gdzie kraje baśni zatracone.

VIII.

Zatracone!
To słowo jak dzwon mnie przyzywa
z powrotem do mej duszy wnętrza.
Gończe lotny,
bądź zdrów!
Fantazja przecież aż nazbyt fałszywa,
aby móc zwodzić długo
niczym chochlik psotny.
Bądź zdrów!
Twój hymn żałosny zaraz się rozpłynie:
minął łaki pobliskie,
minął szmer potoku,
już na stok wzgórza pnie się -
oto ucichł prawie
i echo go grzebie w dolinie.
Czy to wizja się śniła,
czy sen wstał ze wzroku?
Zmilkła muzyka.
We śnie jestem czy na jawie?


Jasna gwiazdo

Jasna gwiazdo, o, gdybym mógł tak nieprzerwanie
Jak ty — nie, nie promienieć samotnie, wysoko
Jak na wieczność rozwarte, w natury otchłanie
Bezsennie zapatrzone pustelnika oko;
Nie śledzić, jak w odwiecznym kapłańskim mozole
Wody mórz obmywają ludzkich lądów brzegi,
Lub jak na ostre rysy łańcuchów gór w dole
Maską czystą i miękką opadają śniegi;
Nie — raczej nieprzerwanie jak ty i niezmiennie
Trwać jak teraz, skroń tuląc do piersi dziewczęcej,
Czuć bez końca, jak oddech unosi ją sennie,
Na sen nie tracić odtąd ani chwili więcej
I wciąż, wciąż słyszeć równy puls serca w tej piersi,
I żyć tak wiecznie — albo zapaść w wieczność śmierci.

Przełożył Stanisław Barańczak


La belle dame sans merci

O, cóż ci jest, Rycerzu blady,
Dokąd cię błędne wiodą szlaki?
Na brzegach jezior żółkną trawy
I milkną ptaki.

O, cóż ci jest, Rycerzu młody
Z twarzą zapadłą, nieszczęśliwą?
Wiewiórka pełną ma spiżarnię,
Z pól znikło żniwo.

Rosa gorączki i udręki
Skropiła lilie twoich skroni
A twój policzek rześką różą
Już się nie płoni.

— Spotkałem Panią, córkę wróżki:
Przez łąkę szła jak zwid uroczy;
Włos miała długi, stopę lekką
I dzikie oczy.

Uwiłem jej na włosy wianek,
Oplotłem kwieciem przegub cienki;
Omotał mnie jej wzrok wabiący
I słodkie jęki.

Na siodło wziąłem i w objęciach
Trzymałem czar, co tak mnie urzekł:
Koń szedł, a ona mi nuciła
Piosenkę wróżek.

Słodkie korzenie znajdowała,
Leśny miód, krople rosy świeże,
Szeptała w swojej obcej mowie:
"Kocham cię szczerze".

Spoczęliśmy w jej skalnej grocie:
Wzdychała i spływała łzami;
Zamknąłem dzikie, dzikie oczy
Pocałunkami.

Zasnąłem przy jej kołysance
I śniłem — o, nieszczęście moje! —
Sen dziwny, zimny jak te skały
I górskie zdroje.

Śmiertelnie bladzi, w śnie wołali
Władcy, Książęta i Rycerze:
"Strzeż się — La Belle Danie Sans Merci
W jasyr cię bierze!"

W mroku ich wygłodniałe usta
Przestrogą przeraźliwą ziały:
Ocknąłem się — już sam — na zboczu
Tej zimnej skały.

Oto dlaczego tu się błąkam
I, blady, zwiedzam błędne szlaki,
Choć wokół jezior zżółkły trawy
I milczą ptaki

Przełożył Stanisław Barańczak


Litości — Zmiłowania — Miłości!

Litości — zmiłowania — miłości! — tak, właśnie
Miłości — miłosiernej, takiej, co nie mami,
Nie zna, co to wahania, wątpliwości, waśnie,
Szczera, jawna, widzialna — a nic jej nie splami!
O, bądź moja bez reszty — cała — cała należ
Do mnie! Całą postacią, urokiem, słodyczą
Ust całowanych, dłońmi, cudem oczu — ależ
Nie przecz! — tej piersi bielą ciepłą i dziewiczą,
Całą sobą — swą duszą — zmiłuj się, bo pali
Mnie pragnienie — a jeśli zatrzymasz choć atom,
Umrę; albo żyć będę w tej niewoli dalej,
Lecz zapomnę, przybity poniesioną stratą,
Po co żyję — umysłu podniebienie straci
Zmysł smaku, a ambicja wzrokiem to przypłaci

Przełożył Stanisław Barańczak


Kościuszko

Sława imienia twego aż do nas dolata,
A dźwięk jego tak wzniosły jest i tak wpaniały,
Iż napełnia odgłosem swoim wszechświat cały,
Brzmi wszędzie i brzmieć będzie po tysiączne lata.

Imiona bohaterów z nadziemskiego świata
Spadają gromem. Bóg je zamienia w pieśń chwały,
Ażeby potomności zdumionej śpiewały
O wawrzynie, co skronie wybrańców oplata.

I z twojego imienia w ów dzień upragniony,
Gdy dobro zapanuje, kiedy fałsz zaginie,
Powstanie pieśń, dźwięcząca natchnionymi tony,
I nieśmiertelnym hymnem w błękity popłynie...
Pieśni tej słuchać będzie wszechświat zachwycony
I wielki Bóg w niebiosów słonecznej krainie

Przełożył Julian Ejsmond


Władysław Panasiuk

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

25 Września 1849 roku
Zmarł Johann Strauss (ojciec), austriacki kompozytor (ur. 1804)


25 Września 1967 roku
Zmarł gen. Stanisław Sosabowski, polski dowódca wojskowy (ur. 1892)


Zobacz więcej