Niedziela 22 Października 2017r. - 295 dz. roku,  Imieniny: Haliszki, Lody

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 25.05.17 - 22:46     Czytano: [410]

Kiedy zacznie ubywać biurokracji?


Polska cierpi na chroniczny przerost biurokracji. Z państwa robi się ociężały, paraliżowany nadmierną biurokracją moloch. Coraz młodsi figuranci upychani są w coraz nowszych i liczniejszych radach nadzorczych. Czyżby chodziło o powrót do polityki wszechobecnych rad?. Kanapowo-partyjne układy nie mają sobie znów niczego do zarzucenia. Towarzysz Krzaczasty grzmi na próbujących to zmienić lub ukrócić. Towarzyszom pasowałby wciąż czerwony feudalizm. Czerwoni figuranci nadal robiliby za baronów i fornali, a naród za chłopów pańszczyźnianych. Tymczasem radziecki monopol na ustrój dla Polaków, został wyparty przez monopol niemiecki. Wydawało się, że razem z czerwoną prywatyzacją, uda się wyprowadzić czerwoną gwardię z polskiej polityki. Niestety, czerwoni figuranci pozajmowali po kilka funkcji równocześnie. Oczywiście żadnej z tych funkcji nie są w stanie realnie sprawować. Nie mają do tego żadnego merytorycznego przygotowania. Dotychczas wystarczało im partyjne ględzenie. Jednak mimo to, skutecznie bronią dostępu do przestrzeni publicznej ludziom otwartym na zmiany i na nowości. Nie wiedzieć czemu naszymi strategicznymi partnerami w gospodarce i technologii, wciąż nie mogą stać się: Włosi i Francuzi, Brytyjczycy i Hiszpanie, Szwedzi i Norwegowie, ale wciąż mają być nimi Niemcy?. Niemcy za którymi wciąż wlecze się nierozliczony hitleryzm i marksizm. Niemcy - kumple z "towarzystwa wzajemnej adoracji", z towarzystwa marksistowsko-leninowskiego. A tu na domiar Niemcy wciąż zachęcają Polskę do powoływania metropolii. Zachęcają do tworzenia kolejnych synekur. Nie wystarczy już województw, sejmików wojewódzkich, związków miast i aglomeracji. Potrzeba jeszcze proniemieckich secesjonistów, którzy będą prowadzili niezależną od Warszawy politykę handlową, gospodarczą, technologiczną i obronną. Po rozpoczęciu wychodzenia Anglików i angielskiego - z unifikującej się Europy, Niemcy podwoili swoją aktywność. Rozpoczęli kampanię reklamującą w Europie język niemiecki. Bezpłatne kursy języka niemieckiego finansuje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Niemiec. Język niemiecki jest promowany jako język mniejszości niemieckiej. Co to może oznaczać?. Mniej więcej tyle, że Polak ze Śląska czy Pomorza, Czech z Sudetów, czy Francuz z Alzacji lub Lotaryngii, kiedy zacznie uczyć się języka niemieckiego, z automatu zostanie uznany za ...Niemca. Stąd pewnie takie zachęty propagandowe i finansowe do tworzenia autonomicznych metropolii i autonomicznych regionów. Niemiec z Katowic Dietmar Brehmer powiedział ostatnio, że co prawda Ślązacy nie są narodem, ale już Eichendorff był śląskim poetą... narodowym. Nie niemieckim, właśnie - śląskim. Cóż za pokrętna i antypolska filozofia?. I po co tyle zamętu z tzw językiem śląskim, skoro sztandarowa postać z "bajki Dietmara Brehmera" - tworzyła po niemiecku?.


Kliki mają się znakomicie albo nihil novi

Znów z rozpoczęciem wiosny rozpoczną się w Polsce wszelkie walne spędy, przepraszam - walne zebrania. Znów rozpocznie się pseudo-wyborczy kabaret a faktycznie - przemyt dawno ustalonej ustawki z dokładnie znanym wszystkim składem. Tak dzieje się wszędzie, od ogrodów działkowych - po zarządy spółdzielni mieszkaniowych. Starzy wyjadacze bez wstydu, godności i honoru - znów zabełkoczą lokalną rzeczywistość. Polacy jak gdyby z całym dobrodziejstwem, przyjmują taki układ. Większość ludzi odczuwa zmęczenie wciąż zapowiadanymi zmianami. Chociaż po każdym bełkocie o zmianach, postępuje coraz większa feudalizacja starych układów kolesiów. Nawet gdy kolesie "grzmią" o konieczności zarządu komisarycznego, również wtedy oni stają na czele "nowych rewolucjonistów". Czy jest taka siła, żeby spowodować, by w Polsce nastąpił przełom?. Żeby już nie mówiono, ile zarabiają niby-to-społecznicy a de facto samo wybieralni oligarchowie, którzy liczą, że stulecie swoich urodzin będą obchodzili w fotelu prezesa?. Cóż, ani kamery satelitarne, ani nawet drony nie wykryją przekrętów wyborczych "właścicieli" z Warszawy, Gdańska czy Katowic. Zmianie musi ulec formuła wyborcza, w której przestaną być potrzebni starzy aktorzy, mający obcykane gomułkowskie procedury wyborcze i zdolność ględzenia do mikrofonu. Nie wolno Polakom obrzydzać Ojczyzny - sobiepaństwem i zawłaszczaniem, tumiwisizmem i skrajnym egoizmem. Życie jest ciągłym biegiem. W tym biegu musi wygrywać aktualnie najlepszy a nie weteran, ledwie człapiący pod ciężarem nikomu nie potrzebnych blaszanych orderów. W Polsce nie brakuje ludzi o zdolnościach przywódczych, sile psychicznej i fizycznej, wierze w sukces i sens pracy, ludzi znakomicie poruszających się we własnym środowisku naturalnym i w cyberprzestrzeni. Lokalne "bandy czworga" to archaiczny przeżytek!. Czas by sądy zajęły się nękaniem takich band", nic nie robiących nieudaczników, a nie np. wzywaniem uczciwych obywateli do tłumaczenia się za błędy niemieckich banków, które szastały na lewo i prawo - kredytami hipotetycznymi bez ubezpieczenia.


Zemsta przegranych

Ci co rozszabrowali Polskę i wpędzili ją w gigantyczne długi - robią wszystko, by upokorzyć ledwo zipiących Polaków. Wściekli są z powodu, że Polacy dzięki swojemu instynktowi przetrwania, często dzięki pracy na czarno czy innym kruczkom - przetrwali i wciąż godnie żyją ze swoimi rodzinami. Oprawca znów usiłuje przerzucić odpowiedzialność za wszystko co złe - na ofiarę. Dzik potrafi atakować swoimi kłami!. Dla maluczkich nigdy nie będzie żadnej abolicji. Mają czuć się ciągle winnymi całego zła. Dla rekinów abolicja wciąż trwa. Nikt nie nęka "prywatyzatorów" polskiej gospodarki, włącznie z "prywatyzatorami" polskich stoczni. Autora gazowego "kontraktu tysiąclecia" , też nikt nie nęka. Fiskus wykryje jednak nawet nielegalny zbiór truskawek we Włoszech przed 15-tu laty, oczywiście nie obecnemu prominentowi, ale szaraczkowi, który w ten sposób chciał poprawić sobie swój budżet domowy. Nękanie Polaków przez niechciane spadki obarczone gigantycznym długiem, czy niekończące się wezwania obywateli do wszelkich instytucji celem wyjaśnienia rzeczy banalnych, oczywistych lub wręcz archiwalnych, stało się dzisiaj urzędniczym standardem. Żałosnym standardem - należałoby dodać. To nękanie działa w systemie "ni z gruchy, ni z pietruchy. Nagle najwyraźniej ktoś zaczyna atakować "hakami", trzymanymi na stosowną okazję. Zakochane w sobie kanalie dochodzą najwyraźniej do wniosku, że skoro ludziom udało się przetrwać czerwony koszmar, to muszą być przestępcami.


Niemiecki monolog

Niemcy w Europie usiłują dialogować z samym sobą. Niemiecki dialog wcześniej czy później staje się dyktatem. Dyktatem bezapelacyjnym, bezdyskusyjnym. Niemcy przywykli zawsze mieć rację. To duch samotnego wilka. Z pewnością nie jest to duch zespołu, nie jest to duch współodpowiedzialności za innych. Niemcy chętnie doradzają wszystkim robienie rewolucji u siebie, jednak sami wszystko perfekcyjnie konserwują. Niemcy nie zrobili niczego w kierunku całkowitej denazyfikacji. Nie zrobili także niemalże niczego na rzecz dekomunizacji niemieckich landów. Największy znawca Stasi/KGB Joachim Gauck, najwyraźniej po to tylko wdrapał się na prezydencki fotel, żeby schować wszystko pod przysłowiową kołdrę. Niemcy wciąż usiłują grać rolę kosmitów znikąd i udają, że Marx kojarzy im się wyłącznie z kardynałem Reinhardem Marxem.


Pomigliano, pomiędzy kryzysem a ożywieniem

Zakłady Samochodowe Alfa Romeo Pomigliano d Arco, zostały zaprojektowane w 1968 roku do produkcji Alfasud i w 2008 roku zostały nazwane imieniem Giambattisty Vico, na cześć neapolitańskiego filozofa. Otwarcie zakładów było wielkim wydarzeniem w historii Południa, w historii Kampanii. Na mapie gospodarczej, mapie technologicznej tego regionu, pozostawała wcześniej biała plama. Cały kompleks przemysłowy stał się własnością Chrysler Fiat Automobiles Group {FCA}. Począwszy od listopada 2011 roku zakład produkuje wyłącznie Fiata Pandę. W 2012 roku zakład otrzymał nagrodę dla najlepszego zakładu produkcyjnego w Europie. Podobnie w roku 2013. "Vico" odwiedzali nawet inżynierowie Volkswagena, by studiować technologię i wydajność zakładu. W ubiegłym roku wyprodukowano 207 tysięcy samochodów. Zakład zatrudnia 4,749 pracowników {w latach siedemdziesiątych było ich 15.000}. Mniej więcej tyle można dowiedzieć się z artykułu "Avvenire" z 7 marca 2017. Jednak jak ostatnio wypowiadał się dyrektor generalny FCA Sergio Marchionne, Panda opuści Włochy. Prawdopodobnie wróci do Polski. Włoski ekspert nawet nie ujawnia czy chodzi o Tychy. Pomigliano ma otrzymać nieco ambitniejsze zadanie, związane z produkcję modeli Alfa Romeo. Jednak to może mieć miejsce dopiero pomiędzy rokiem 2019 a 2020. Sporo zmian następuje w dziedzinie motoryzacji. General Motors sprzedał Opla i Vauxhalla - francuskiej firmie PSA. W przeszłości FCA liczył na fuzję z General Motors. Po sprzedaniu firm w Polsce i w Wlk Brytanii, możliwość kolejnej włosko-amerykańskiej fuzji, fuzji FCA-GM, oddaliła się. Pozostaje jedynie joint venture z PSA, na produkcję pojazdów użytkowych. Umowa ta ma obowiązywać do roku 2020.


Pakt na rzecz Unii Federalnej?

17 marca 2017 roku w Rzymie zamierzają spotkać się pomysłodawcy porozumienia, nazywanego już wcześniej "Małym Schengen". Spotkanie ma odbyć się w 60-tą rocznicę tzw traktatu rzymskiego. Spotkanie przed 60-ciu laty przypisywano aktywności masonerii. Wówczas chodziło o nakreślenie wizji długofalowego ograniczania biologicznego rozrostu Europy. Obecne spotkanie szefów parlamentów Niemiec, Francji, Luksemburga i Włoch ma być poświęcone dyskusjom na temat europejskiego bezrobocia, wzrostu nierówności, utracie zaufania publicznego, wszechobecnej korupcji i rzekomej nieudolności w zarządzaniu przepływem fal migrantów. Oczywiście wybujali teoretycy z tzw jądra unii, nie uderzą się we własne piersi, ale będą szukali "winnych", wśród państw niegodzących się na role kolonialnych czy finansowych niewolników. Rzekomo teraz jest właściwy moment, żeby przejść do ściślejszej integracji politycznej i podjąć decyzję o utworzeniu Federalnej Unii. Unii państw o tzw dużych umiejętnościach. Czy to nie wygląda na niemiecką propozycję anszlusu Bis?. Czy nie w podobny sposób Niemcy wessały Austrię w 1938 roku?. Dzisiaj niemiecka propozycja dotyczy Francji, Luksemburga i Włoch. Niemcy najwyraźniej gotowi są zrzec się nazwy RFN na rzecz nazwy UFN. Na rzecz Unii Federalnej Niemiec. Chyba trzeba będzie na dłużej zapamiętać nazwiska sygnatariuszy antyeuropejskiego spotkania. Jest to przewodniczący niemieckiego Bundestagu Norbert Lammert, przewodniczący Zgromadzenia Narodowego Francji Claude Bartolone, przewodniczący Izby Deputowanych Luksemburga Mars Di Bartolomeo i przewodnicząca Izby Deputowanych Włoch Laura Boldrini. Nic tylko życzyć przewodniczącym powodzenia w urzeczywistnieniu Rzeszy Bis ale i zarazem Kalifatu Zachodniego. Niemieccy geje przestaną być wreszcie problemem dla Polaków i m.in.dla Węgrów. Podobnie przestaniemy przejmować się losem Niemek napadanych przez islamistów. Niemcy nie potrafili rozliczyć się ze swoją antyludzką epoką Hitlera, nie potrafią nadal tolerować koło siebie narodów, które nigdy nie tworzyły z nimi haniebnej osi. Wzmocnienie roli Niemiec w Europie, nigdy nie było zapowiedzią lepszych czasów. Europa może być kontynentem zjednoczonym mentalnie, artystycznie, infrastrukturalnie i wojskowo. Europa potrzebuje melodii w stylu: "Va, pensiero", "Fratelli d Italia", "Insieme" a nie w stylu: "Ode an die Freude" czy "Deutsche, Deutsche ueber alles". Europa potrzebuje włoskiej radości życia, radości z twórczości, pracy i walki, a nie niemieckiej grozy, nietolerancji, wyrachowania i nienawiści. Europa potrzebuje duszy Rzymu i włoskiego piękna, a nie niemieckiego kiczu i tresury. Europa o wiele bardziej wolałaby Germanexit niź Brexit. Skoro Niemcy nie chcą dużo wpłacać do Europy, to zawsze mogą rozłożyć to na Wolne Państwo Bawarskie i podobne, mniejsze byty państwowe. Odnowa Europy bez niemieckiej dominacji, jest całkowicie realna!. Jest tak realna, jak realne było w przeszłości Odrodzenie, zapoczątkowane przez Włochów.


Vratislavia i wciąż Breslavia?

Na przykładzie ewolucji łaciny na m.in. język włoski, możemy odkryć ten proces także w polskich nazwach geograficznych. Język łaciński np. bardziej korespondował z polską nazwą miasta Wrocław. Wersja włoska nazwy polskiego miasta, odwołuje się do niemieckiej nazwy miasta, do nazwy Breslau i brzmi Breslavia. Vreslavia, to byłaby chyba o wiele bardziej stosowna nazwa stolicy Dolnego Śląska.


Co nowego w polskim górnictwie?

Po sukcesach polskiego górnictwa węglowego, można było oczekiwać jakiejś formy ekspansji polskiej branży. Niestety zamiast rozwijania się polskich struktur górniczych na Zagłębie Lwowsko-Wołyńskie czy Zagłębie Ostrawsko-Morawskie, nastąpiło gwałtowne zwijanie gospodarczych fundamentów polskiej energetyki. Włącznie z górniczym szkolnictwem. Przystąpiono natomiast do rozwijania górniczego science fiction. Powstało polskie konsorcjum d/s górnictwa działającego w Kosmosie. Zlikwidowano podziemne kopalnie w Zagłębiu Górnośląskim, kopalnię "Jowisz" i KWK "Saturn". W końcu co to za atrakcja wydobywać kopaliny kilkaset metrów pod ziemią?. Co innego penetrować Jowisz czy Saturn - w Kosmosie. Oby tylko nie była to okazja do zaciągania kosmicznych długów. Okazja do wyłudzania funduszy i prania brudnych pieniędzy. Ta "ucieczka do przodu" rodzi pokusy nowoczesnej, niewykrywalnej korupcji. Zawsze mądrością było mówienie: "Lepszy wróbel w garści niż kanarek na dachu". Dzisiaj najwyraźniej optuje się za "kanarkiem na dachu". Wielu próbujących mieszać polskim górnictwem, z chęcią poddałoby hibernacji wszystkich polskich górników. Do budowanej przez RFN "polskiej kopalni" mogą nie być potrzebni Polacy. Niemiecki pracodawca może rzucić do Polski "nowych Niemców", zwerbowanych spośród islamskich uchodźców. Polscy górnicy mogliby być sukcesywnie rozmrażani na potrzeby eksploatacji kosmicznych złóż. Tyle tylko, że hibernacji należałoby także poddać całe polskie rodziny górnicze, żyjące dotychczas z górnictwa. Może to byłoby i nowoczesne, jednak niezbyt ludzkie. Cóż, technologia nie zawsze nosi ludzkie oblicze. Ba, już można negatywnie mówić o zjawisku robotyzacji ludzi. O robotyzacji ludzkich zachowań.


Radośnie jak w niemieckiej "Odzie do radości"

Już oswoiliśmy się promocją trzech kajzerów-zaborców Polski, niczym narodowych bohaterów Polaków. Oswoiliśmy się także z zespołem muzycznym Myslovitz, tak jak gdyby nic nie znaczyła krew Polaków, przelana w walce z pruskimi zaborcami i niemieckimi okupantami miasta na Górnym Śląsku. Od lat promuje się w Piekarach Śląskich grupa muzyczna Oberschlesien, niedawno przemianowana na NeuOberschlesien. Nasze uszy reagują na słowa: Lietuva i Vilnius, Hałyczyna i Lwiw, kiedy zmieniane są polsko brzmiące nazwy na litewskie czy ukraińskie. Na germanizację przestaliśmy reagować, jak gdyby była to jakaś forma nobilitacji. Chyba czas odnieść się do tego artystycznego przemytu. Nie ma zgody Polaków na promocję terminów używanych przez zaborców i okupantów. Ignorancja nie może być usprawiedliwieniem!.


Wciąż niebezpieczne czasy

Z naszego punktu widzenia, czasy Odrodzenia były epoką jednej wielkiej sielanki i rozkwitu sztuk pięknych. Jednak nie było tak do końca. Były to czasy niebezpieczne politycznie. Chociaż były to czasy wielkich Jagiellonów, czasy Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta, to Rosją rządził nieobliczalny agresor, car Iwan Groźny. Agresor wciąż grożący Europie, chęcią "wybicia okna na Zachód". Jednak Odrodzenie to głównie ruch umysłowy. To Kopernik, Frycz Modrzewski i Kochanowski. Ten ruch orędował na rzecz pokoju religijnego i pokoju społecznego. Dzisiaj kiedy tyle mówi się o Odnowie, poza JPII brakuje kolejnych wyrazistych postaci - w polskim życiu publicznym i artystycznym. Znów wyjątkowo aktywni próbują być nasi najbliżsi geograficznie sąsiedzi. Tym razem Niemcy i Rosjanie próbują grać rolę naszych ekologicznych opiekunów. Niemcy pod pozorem troski o jakość naszego powietrza - wymusili zniszczenie naszej suwerenności energetycznej i naszego górnictwa węglowego. Rosja usiłuje obecnie pod pozorem rzekomej ochrony środowiska naturalnego, nie dopuścić do przekopania Mierzei Wiślanej na wysokości królewskiego miasta Elbląg. Kaliningrad i Moskwa nie chcą rewitalizacji polskiego portu Elbląg. Oczywiście Niemcom i Rosji nie przeszkadza traktowanie Polski, jako jednego wielkiego korytarza transportowego Berlin-Moskwa, gdzie dominującym środkiem transportu są tiry, z toksycznymi silnikami Diesla. Chodzi przecież o przewóz niemieckich towarów do Rosji i rosyjskich do Niemiec. Propozycja strony polskiej - przewozu największych trucicieli Polski - platformami kolejowymi, została wyszydzona i odrzucona. Wówczas przecież zarabialiby nieźle na tym Polacy. Niemiecko-Rosyjska Rura pod Bałtykiem dziwnie nie przeszkadza ani niemieckim, ani rosyjskim ekologom. Chociaż każdy zdaje sobie sprawę, że każda poważniejsza awaria "na nitce", może oznaczać katastrofę ekologiczną na Bałtyku. Dzisiaj Odnowa wciąż czeka na nowych Fryczów Modrzewskich i nowych Janów Kochanowskich. Nowego Kopernika najwyraźniej już mieliśmy i był nim święty Jan Paweł Drugi. Dobrze byłoby angażować w Polską Odnowę, jak najwięcej tych, którzy robili wspólnie z Polakami polskie Odrodzenie. Bezsprzecznie byli nimi Włosi. Włochy to wciąż przeogromny potencjał intelektualny, zarówno humanistyczny, jak i techniczny. Jak mówią Rzymianie, Toskańczycy i m.in. Wenecjanie: "La vita comincia dove finisce la paura". Życie zaczyna się gdzie kończy się strach. Warto dodać: strach przed innowacją, strach przed odnową samych siebie i własnego środowiska. Trzeba odrzucić siewców wojen i twórców światowych obozów uchodźców. Trzeba stawiać na wielkich twórców i wielkich budowniczych!.


Stara czy Nowa Rosja?

Sytuacja jest trochę patowa, bo przecież "Stara Rosja" to carat, okrucieństwo i zabory. Z kolei "Nowa Rosja", to termin, którym zaczęła posługiwać się Prusaczka, caryca Katarzyna i jej niemiecka kamaryla. Jednak "Nowa Rosja", brzmi w sumie bardziej pozytywnie. Chyba o takiej nowej Rosji, nowej jakości rosyjskiej, można mówić w przypadku zbudowania pomnika Adama Mickiewicza w Zielenogradsku {Koronowie}. Granitowa rzeźba Wieszcza, to praca autorstwa Walerego Kowalowa. Pomnik powstał z inicjatywy p. Natalii Szumiłowej i za pieniądze lokalnych władz i przedsiębiorców. Czyż to nie piękna inicjatywa lokalnej społeczności z miejscowości wypoczynkowej nad Bałtykiem?. Czyż nie wpisuje się to w spontaniczny ruch moralno-intelektualnej Odnowy?. Czy nie o taką intelektualną modę powinno chodzić?. Adam Mickiewicz nie jest tutaj prowincjonalnym Adomasem Mickeviciusem z "lietuviskiej bajki", z historycznej science fiction Lietuvy. Jest sobą. Jest wielkim Polakiem i wielkim Litwinem, jest przyjacielem Puszkina i rosyjskiej kultury, kultury bardzo europejskiej i bardzo światowej. Jednak teraz Rosja zaczyna nam kojarzyć się wyłącznie z Tragedią Smoleńską i groźną polityką Putina. Z taką Rosją nie ma za bardzo o czym dyskutować. Zatem trudno liczyć na jakiś dobrosąsiedzki dialog, na temat projektu Polski - przekopania Mierzei Wiślanej. Zresztą jest to wyłącznie wewnętrzna sprawa suwerennej RP. Pewnie gdyby projekt dopuszczał współpracę jakiejś rosyjskiej firmy, albo rosyjsko-niemieckiej {najlepiej Gazprom i BASF E.ON Ruhrgas}, nie byłoby żadnych protestów ze wschodniej strony. Na realizacji projektu może skorzystać bardzo śródlądowa Białoruś, korzystająca z portu w Kłajpedzie. Może warto byłoby zainteresować ten "Mickiewiczowski Kraj" projektem na Mierzei Wiślanej?. Znając życie to nowy kanał pewnie będą budować specjaliści z Wenecji lub Genui, najwybitniejsi fachowcy z tej branży. Od czasów włoskiego i polskiego Renesansu niewiele zmieniło się w tej gałęzi budownictwa wodnego. Włosi wciąż są mistrzami. Może wówczas Elbląg zyska miano Genova di Nord, Genui Północy?.


Język dla dziecka

Młodzi rodzice w Polsce, mają coraz więcej wątpliwości, jakiego języka uczyć swoje pociechy. Zastanawiają się, w którym języku dziecku będzie najlepiej komunikować się w przyszłości?. Uniwersalna łacina umarła. Podobnie greka. Język dyplomatów, język francuski dawno przestał być obowiązkowym językiem politycznych salonów. Po Brexicie zaczyna tracić na popularności język angielski. Niektórzy zaczynają myśleć o sięgnięciu po esperanto. Niektórzy po jidysz, a jeszcze inni po hebrajski. Dla wielu arabski kojarzy się z przyszłym nowym porządkiem świata i chcieliby żeby ich pociechy potrafiły posługiwać się tym językiem. Głęboko wierzący chrześcijanie z chęcią pokierowaliby swoje pociechy na kurs aramejskiego. Języka w którym mówił Jezus Chrystus. Entuzjaści niemieckiej technologii - wybraliby chętnie język niemiecki dla swoich potomków. Ci co z historii zapamiętali potęgę oręża armii rosyjskojęzycznej, chętnie wysłaliby swoje pociechy na kurs języka rosyjskiego. Entuzjaści cywilizacyjnego skoku Chin - na serio myślą o potrzebie nauki języka chińskiego. Nic dziwnego, że tak małym zainteresowaniem cieszy się język hiszpański, portugalski i włoski. Kolebki tych języków, niczym szczególnym nie wyróżniają się ostatnio. Może naprawdę warto doskonalić i krzewić język polski?. Może na początek także w Czechach, na Słowacji, na Węgrzech, Litwie, Łotwie i Estonii. W przeciwnym przypadku językowi rasiści z Lietuvy ogłoszą, że to język lietuviski jest najważniejszym językiem, nie tylko Środkowej Europy, ale i całego świata i, że wyłącznie tego języka powinni się wszyscy uczyć. A może po prostu warto dać dziecku czas do namysłu?. Może w przyszłości samo wypowie się, którego z języków obcych chciałoby się uczyć?. Oby nie był to tylko wasserpolnisch schlesien, czy wasserpolnisch deutsch, promowane przez Niemców jako języki...narodowe. Na razie może warto zadbać trochę więcej o manualno-sportowy rozwój dziecka. Wizja wyalienowanych młodych staruszków, poważnie zagraża pokoleniu stroniącemu od biegania za piłką i zabaw z własnymi dziadkami.


Comeback czerwonych?

Ledwo odtrąbiono pokonanie Czerwonej Zarazy w Polsce i na świecie. Ledwo pozmieniano czerwone nazwy na polskie i na te z Wolnego Świata, a tu znów zaroiło się od czerwonego koloru. Czerwone krawaty przez całe dekady były zarezerwowane dla Kremla i jego klakierów. A tu nagle w czerwonym krawacie zaczął występować prezydent USA Donald Trump. No a jak zaczął ubierać czerwony krawat amerykański prezydent, to co się tu dziwić, że podobne krawaty zaczęli nosić polscy politycy i polscy dziennikarze. Najwyraźniej poczuli się zobowiązani do solidarności z najważniejszym politykiem amerykańskim. Hm...Jakie krawaty zaczną ubierać teraz Rosjanie?. A może to właściwy sposób na dekomunizację Rosji?. Przecież na Kremlu nie zaczną się ubierać jak w Warszawie, czy Waszyngtonie!. Błękitnych krawatów też nie ubiorą, bo w takich przeważnie występują politycy izraelscy. A może na wzór Borysa Jelcyna zaczną występować ...bez krawatów?. Żyjemy jednak w ciekawych czasach!.


Marsz wolności czy marsz ubeków, pospolitych złodziei i dewiantów?

Wydawało się, że młode pokolenia Polaków będą wolne od zdemoralizowanej lewizny. Niestety, nawet uczestnicy Okrągłego Stołu nie okazali się rycerzami, ale hałaśliwymi parobkami, bez honoru i duchowych zalet. Dumny niczym król Artur - Pajac z Popowa, okazał się zwyczajnym oszustem, degeneratem i kapusiem. Świat przestał zachłystywać się polskim Tavolo Rotondo i Round Table. Okrągły Mebel w Polsce - uznano powszechnie za agenturalną ściemę, za przedłużenie PRL, za PRL-Bis. Okrągły Mebel dał zielone światło do kolejnych wyprzedaży Polski. Wyprzedaży po cenie złomu. Rosły fortuny aferzystów i złodziei, czujących bezkarność i bezsilność państwa. Dzisiaj ci degeneraci i szumowiny wrzeszczą na temat konieczności obrony rzekomych wartości. Chcą nadal rządzić jak "prywatyzator" Janusz Lewandowski i "nadzorca LOT-u" Władysław Bartoszewski. Było to "rządzenie" niemniej skuteczne od grabieży Wehrmachtu i bombardowań Luftwaffe. Wielu antypolaków wciąż podejrzanych jest o kolaborację ze wschodnioniemiecką Stasi. A właściwie ze Stasi/KGB. Tych też widać na "marszu wolności". Teraz jak na dłoni widać, że nie wszyscy mówiący po polsku czują się dziedzicami Mieszka I, świętego Wojciecha i świętego Jana Pawła II. Niektórym najwyraźniej bliżej do Marksa i Lenina, Sorosa i Merkel. Tam czują zapach pieniędzy. Czciciele pogańskich bożków, zmaterializowani do jednego, fizycznego wymiaru!. Liberalna demokracja okazuje się czymś, jeżeli nie martwym, to na pewno karykaturalnym. Chyba warto przypomnieć nieświadomym fanom hałaśliwej lewizny - odkrywcze słowa George"a Orwella: "Ludzie, którzy głosują na nieudaczników, złodziei, zdrajców i oszustów nie są ich ofiarami. Są ich wspólnikami". Orwell chyba tylko zapomniał dodać, że nogami też można głosować. Od aktywności wszystkich Polaków zależy czy dobrze zapowiadająca się Dobra Zmiana, nie zostanie zniszczona przez nową watahę renegatów, nową Nocną Zmianę. Nienawiść potrafi niszczyć miłość. Także miłość ojczyzny.


Polskość a Aachen

Tegorocznym laureatem Nagrody Polonicusa w Akwizgranie został Lech Wałęsa. Stąd, z niemieckiego Aachen, od Tronu Niemieckiej Rzeszy - Wałęsa apeluje do Niemców, żeby skończyli z kompleksami i przejęli przywództwo w Europie. To niezwykle groźne dla Europy słowa lizusa. Poprzednimi laureatami tej samej Nagrody byli tak kontrowersyjni osobnicy jak: "profesor" Bartoszewski, profesor od Sachsa i Sorosa - Balcerowicz i Agnieszka Holland, znana ze zwalczanie chrześcijańskiej moralności i z szydzenia z patriotyzmu Polaków. Warto przypomnieć, że w tym samym Aachen nagrody związane z imieniem Cesarza Niemiec Karola Wielkiego otrzymał już "Europejczyk" Donald Thuzk i "niemiecka Kaszubka" Erika Steinbach. Patrząc na antypolskich działaczy - laureatów Polonicusa, można pytać czy kolaboranci zasługują na zaszczyt bycia nazywanymi Polakami, na zaszczyt bycia Homo Polonicusami. Polonicus to przecież po łacinie znaczy polski. Zdradzający Polskę z Niemcami są dalecy od krzewienia kultury łacińskiej, kultury rzymskiej religijności, rzymskiego prawa, rzymskiego porządku, wierności, miłości, radości życia i tworzenia. Osobników miałkich, śliskich i nijakich kultura Wielkiego Rzymu - zawsze odrzucała. Oby Polska i Polonia mogły mówić własnym głosem a nie głosami podstawionych pajaców. Bo przecież pajacom polska kultura kojarzy się wyłącznie z "Klątwą" a nie z "Quo vadis?", "Krzyżakami", "Odą do młodości" i z Odnową świata, zapoczątkowaną przez Jana Pawła Drugiego. Obserwując harce, popisy i matactwa Wałęsy można przytoczyć bardzo mądry włoski aforyzm: "Il problema e che viviamo in un mondo dove la stupidita e ascolta, l intelligenza ignorata e l educazione e passata di moda!". Problemem jest, że żyjemy w świecie gdzie głupota jest słuchana, inteligencja ignorowana a wykształcenie wyszło z mody!. Oby w przyszłości miejscem do eksponowania polskości było Gniezno, był Kraków lub Warszawa a nie Aachen, nie miejsce koronacji Cesarzy Rzeszy Niemieckiej. Polska nie jest przecież filią niemieckiego imperium. Do wypowiadania się w imieniu Europy o wiele większe prawo niż Niemcy mają spadkobiercy i kontynuatorzy cywilizacji europejskiej - Włosi. To w języku Dantego nawołuje do ciągłej naprawy świata - obecny Namiestnik Chrystusa, Ojciec Święty Franciszek. W wyścigu do roli najważniejszego języka Europy, piękny i praktyczny język włoski, wciąż znajduje się w ścisłej czołówce.


Syndrom sowieckiego sołdata czy syndrom wiejskiego parobka?

Coraz więcej ludzi sięga po pióro. Zarówno to piszące, jak i to drukujące. Jednak większość piszących sprawia wrażenie poruszających się w próżni. Sprawia wrażenie osób, które utraciły poczucie więzi z mistrzami i gloryfikatorami piękna, ładu i dobra. Większość oczekuje poklasku jak największej liczby hałaśliwej gawiedzi. Stąd daleko tym aspirującym do roli strażników polskich wartości - do języka Kochanowskiego, Reja, Sienkiewicza, Żeromskiego czy Mickiewicza. Oni krzewią, jeżeli nie "wyzwoleńczy front", to przynajmniej "wolny folwark". Trzymani pod kloszami synalkowie - demonstrują styl schamiałych twardzieli. Tylko czy to jeszcze można nazwać krzewieniem kultury, krzewieniem ojczystej literatury?. Kultura powinna naprawiać świat, a nie dawać porywać się kloace z fekaliami. Przecież operujący językowymi fekaliami salonowiec, sam cuchnie na odległość, także po telewizyjnej granicy przyzwoitości, po godzinie 22.00. Ideał zbrukał się niekiedy całkowicie. Trudno żeby takiego "ideału" chcieli uczyć się np. współcześni Litwini, Żmudzini czy Białorusini. Chętnie cytowany przez szanujących się ludzi polskiego pióra Sienkiewicz, ten od "kamieni kupy", z pewnością nie zasługuje na upowszechnianie. Knajacka subkultura jest jedynie pożywką dla pseudo polityków i pseudo biznesmenów. Jest jedynie pożywką dla substytutów realnych obywateli. Dla nich polskość jest jedynie jakimś wyświechtanym sloganem. To zakładnicy bardzo kiepskiej przeszłości. Przeszłości, do której naprawdę nie warto wracać!.


"Opole" a promocja polskości

Obecna czasy zaczynają niebezpiecznie przypominać czasy sprzed upadku I RP. Wówczas też stan polskiej demokracji doprowadzono do paraliżu. Ówczesnym paralizatorem były słowa "nihil novi". Jeden warchoł lub obcy agent - wrzeszcząc po łacinie: "nic nowego", mógł zerwać obrady Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej. Dzisiaj jeden nihilista Wiśniewski może położyć na przysłowiowe łopatki - wielkie, ogólnopolskie wydarzenie kulturalne. Podstępnie zlikwidowano patriotyczny festiwal polskiej piosenki żołnierskiej w Kołobrzegu. Zamiast "Szarej Piechoty" i "Czerwonych maków na Monte Cassino" - usłyszeliśmy wkrótce niemieckich partyjniaków, uczestniczących w zjeździe SPD w polskiej twierdzy nad Bałtykiem. Król Bolesław Krzywousty przewracał się pewnie w grobie. Rangę Festiwalu Sopockiego obniżono do granic wytrzymałości. Dawno przeminęły lata, kiedy zagraniczni artyści popisywali się w Sopocie swoją narodową piosenką i wykonaniem któregoś z polskich utworów - w języku polskim. Dzisiaj podczas Festiwalu słychać w Sopocie jedynie język Anglosasów, jak gdyby gospodarze imprezy nie mieli własnego języka. Cóż, nieużywany język staje się martwym językiem a naród z martwym językiem - to naród wymarły. Czyżby o to chodziło organizatorom polskich imprez bez polskich akcentów?. Czy i dzisiaj dla przypomnienia trzeba wykrzyczeć słowa Mikołaja Reja: "Polacy nie gęsi i swój język mają"?. Tak na opamiętanie?. Warchoł Wiśniewski demonstruje, że nie boi się nikogo a już na pewno nie boi się reakcji Polaków. Oby Polska nie zasłynęła jedynie z KL Auschwitz, Muzeum Polin, pierogów ruskich i polsko-polskich wojen o prawdziwą historię. Bo chyba taki właśnie scenariusz piszą dla nas antypolscy podszczuwacze i sabotażyści. Niemcy zawsze byli mistrzami kłamstwa, intrygi i prowokacji. Dyskredytacja Polski, Polaków i polskości zawsze leżała w obszarze ich zainteresowań. Kiedy prawo międzynarodowe zabroniło używania nazwy Prusy, oni zaczęli używać łacińskiej nazwy kolebki niemieckiego imperializmu, nazwy Borussia. Dzisiaj Niemcy manipulują nazwami łacińskimi: Pomerania i Silesia. Robią to najwyraźniej po to, by wyłuskać te geograficzne krainy ze zintegrowanego organizmu Polski. Opolszczyzna stała się dla Niemców laboratorium doświadczalnym. Tutaj testują - na ile Polacy pozwalają. To gra podobna do rosyjskiej wojny hybrydowej na Wileńszczyźnie.


Nasi grają!

Operatorzy telewizorów, z pilotami pod ręką - zasiedli do telewizorów. Dookoła słychać - grają nasi!. Jacy nasi? - zapytałem jednego z miłośników piłki nożnej. Ano: Robert Lewandowski i Kuba Błaszczykowski - wydukał. Gra FC Bayern Monachium i Vfl Wolfsburg. Grają o mistrzostwo Niemiec. Osobiście niezbyt interesował mnie wynik piłkarskiej wojny niemiecko-niemieckiej. Mimo woli z niemieckiego "Onetu" dowiedziałem się, że mecz wygrał Bayern Muenchen i to aż 6:0 i że, idol Lewandowski strzelił 2 gole w tym meczu. Jednak we mnie pozostał niesmak. W moich czasach młodzi Polacy pasjonowali się gdy grali ze sobą Górnik Zabrze i Polonia Bytom czy Ruch Chorzów i Zagłębie Sosnowiec. To były emocje!. Dzięki armii niekończących się "reformatorów", mamy zdemolowane kluby na całej Wyżynie Górnośląskiej. Zaś wspierani przez niemieckich sponsorów "reformatorzy", chętnie dzieliliby górnośląski sport według granic wymyślonych przez zaborców i okupantów Polski. Górnośląski sport ciągle cierpi na brak finansowego mecenatu. Od dekad przestał nim być wstrząsany "reformami" polski przemysł. Nic dziwnego, że kibice przenieśli swoje sympatie na niemieckie drużyny. Ale czy można mówić jeszcze, że grają nasi?. Przecież tych naszych jest tyle, co na otarcie łez. Cóż, Niemcy mają bogatych sponsorów. Oni w ramach denazyfikacji nie zlikwidowali nawet tak sztandarowych firm hitlerowskich jak BMW czy Volkswagen. Ba, klub z Bawarii obecnie finansuje nie tylko Deutsche Telekom ale finansują także Arabowie. Finansują szefowie lotniska z Kataru. Niemcom nie przeszkadzają pieniądze z kraju, który słynie ze sponsorowania sportowej korupcji. Niemcy ani nie denazyfikowali, ani nie dekomunizowali ekonomii. Niemcy jedynie wszystkich dookoła zachęcali i zachęcają - do rozliczania się z własną historią.


Sprzedam szkołę!

Życie pisze coraz więcej reportaży, felietonów i esejów. Chyba tylko wystarczy je w porę uchwycić. Widziałeś to ogromne ogłoszenie na szkole? - zaskoczył mnie pytaniem Janusz. Na której szkole? - próbowałem dociec. Na tej dawnej podstawówce i gimnazjum - wyjaśniał kolega. Chcą ją sprzedać! - dodał po chwili. Nie, nie widziałem jeszcze. Idę w tamtą stronę, to zwrócę uwagę - objaśniłem koledze. Widać jakiś hochsztapler, już nie zamierza przerabiać szkoły na kolejny hipermarket - dodał Janusz. Czytając ogłoszenie nie do końca byłem przekonany, czy dotyczy faktycznie szkoły, czy może tylko zostało zawieszone na szkole a dotyczy zupełnie czegoś innego. Kiedy zdecydowano o zamknięciu szkoły, od razu pojawiło się kilka propozycji. Długo dyskutowano nad ulokowaniem tutaj Szkoły Specjalnej. Jednak były to bezpłodne dyskusje. Ponoć głos zabierał nawet prezydent miasta i radni. Jednak jak widać skuteczność była na poziomie zerowym. W końcu zdecydowano, że w budynku po szkole zainstaluje się Komenda Policji Drogowej. I ten pomysł ponoć nie nadawał się do realizacji. W końcu lokalny Kościół zacząć proponować otwarcie Hospicjum w budynku szkolnym. Księża przekonywali do swojego pomysłu, nawet podczas Kolędy. Niestety. Zero odzewu. Patrząc na np Domy Kultury w pobliskim Radzionkowie, można ubolewać, że tam niemalże identyczne budynki jak ten po byłej "28", znakomicie sprawują się jako Domy Kultury. W tak znakomicie zlokalizowanym budynku mogłoby zostać powołane Centrum Kultury Zagłębia Górnośląskiego. Rzekomo kultura jest ostatnią rzeczą, na którą znajduje się pieniądze. Ale czy tak faktycznie musi być?. W Radzionkowie kultura potrafi zarabiać na utrzymanie Obiektu. Tam roi się od przeróżnych płatnych kursów i od występów artystów estradowych. Korzystają na tym dorośli-organizatorzy przedsięwzięcia, ale przede wszystkim korzystają dzieci i młodzież. Może należałoby zaprosić sąsiadów do uruchomienia "sosnowieckiej strefy kultury"?. Podczas zaborów Sosnowiec niósł polski język i polską kulturę za Brynicę, może czas na zamianę ról?. Może uczniowie prześcignęli mistrza?. Może mistrz zdziczał jak niepielęgnowane drzewo?. W dzielnicy gdzie niemieccy oprawcy urządzili dla Polaków wyznania Mojżeszowego z całej Wyżyny Górnośląskiej przejściowe getto, nadal krąży duch getta. Duch bezsilności i duch braku jakichkolwiek perspektyw. I pomyśleć, że tą niechcianą szkołę ukończyła jedna z najważniejszych osób w obecnym Państwie Polskim i to osoba odpowiedzialna z urzędu za sprawiedliwość i prawo. Dramat braku pomysłu na cokolwiek trwa!. Kolejne pokolenie dziczeje, wykoleja się lub jak najdalej ucieka. Tyle tylko, że ubywa miejsc docelowych ucieczek. Wkrótce może ich całkowicie zabraknąć. Może czas na ukorzenienie?. Nie da się jednak ukorzenić bez kultury. Niestety moda na zdziczenie wciąż trwa. Wciąż łatwo o promocję paszkwilów na religię i ojczyznę. Rzekomo to takie trendy. Dziki Polak to marzenie wielu "nowoczesnych" person. A przecież wielki umysł Odrodzenia Andrzej Frycz Modrzewski odkrył, że: "Takie będą Rzeczypospolite, jakie młodzieży chowanie". Czy od czasów Odrodzenia ta wiadomość nie dotarła jeszcze na sosnowiecką Środulę?. Można by pewnie zaryzykować petycję o fundusze europejskie na wykupienie szkoły. Jednak mogłoby się okazać, że Unia poprze ale jedynie projekt Domu Kultury Żydowskiej, Domu Niemieckiego, Instytutu Goethego albo Domu Ukraińskiego. Centrum Kultury Zagłębia Górnośląskiego mogłoby okazać się zbyt mało ciekawym projektem. Projekt przecież musi szokować a nie przywracać tożsamość czy kulturalną wrażliwość. Chyba muszę o tym wszystkim powiedzieć Januszowi, gdy go znów spotkam. Jemu też najwyraźniej leży na sercu los szkoły, a właściwie los budynku szkolnego, do którego przed laty uczęszczał jeden z VIP-ów. Źle się dzieje, gdy uczniowie nie pamiętają ile zawdzięczają swojej szkole, także tej pierwszej!. Kapitulanctwo to tragedia!. Przecież tylko dopóki się walczy, jest się zwycięzcą.


Lubomir

Wersja do druku

Lubomir - 26.05.17 21:27
Dziękuję Panowie za życzliwe słowa. Cieszy mnie każdy wyraz zatroskania o sprawy polskie.

Marek - 26.05.17 20:07
Panie MarianieN właśnie mamy w Europie szczyt amerykańskiej armii czerwonej. Propagandziści i służby stworzyły nowego wroga do odstrzału z którym nikt nie dyskutuje i nie ma wiarygodnych informacji bezpośrednio od wyznaczonych na ofiary.
Dzisiaj powinnismy zrobić u nas sondaż ilu Polaków wie gdzie się podziała nasza inteligencja i arystokracja, która przeżyła wojnę. Najlepsi Polacy byli kiedyś właśnie na takim celowniku. Wymordowano ich pod hasłami walki z "wrogami ludu". "Wrogów ludu" już nie ma ale czerwona armia musi kogoś mordować jak zwykle bezkarnie. Bilion dolarów rocznie idzie z podatków na sprzęt do mordowania prostych i bezbronnych ludzi.

MariaN - 26.05.17 15:11
To sama przyjemność poczytać i powspominać, szczególnie jeśli chodzi o priorytety. To prawda, że mamy inne czasy i człowiek starszy zaczyna sie dziwić, jak to możliwe, że ludzie są tacy tępi i nie wyciągają wniosków z błędów innych, a i ze swoich nie wyciągają, lecą do ognia jak przysłowiowe ćmy. Fakty są takie, że Niemcy nigdy nie uznają polskiej granicy, oni cały czas myślą, ze sytuacja jeszcze sie odwróci. A na wschodniej flance ruskie wszystko zrobią aby Polska nie stała sie bogata i niezależna, dlatego jest jak jest. Może teraz kiedy mamy nowy rząd i prezydenta coś zacznie sie zmieniać. Oby nasi sąsiedzi znów nie wywołali wojny. Desperaci tak mają

czytacz - 26.05.17 14:35
Ale nam tutaj Pan Lubomir "pojechał", prosto łatwo i w tematach urozmaicił. to juz felietonista z klasą. Gratulacje i Pozdrawiam.

Jan Orawicz - 26.05.17 4:23
... No!!! Panie Lubomirze opracował Pan doskonały materjał poznawczy,
naszej obecnej polskiej rzeczywistości. Pan ma wiedzę! T y l k o
p o z a z d r o ś c i ć!! Pozdrawiam

Wszystkich komentarzy: (5)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

22 Października 2009 roku
Zmarł Maciej Rybiński, publicysta, felietonista, pisarz i komentator polityczny, aresztowany w stanie wojennym (ur. 1945)


22 Października 1943 roku
Urodziła się Urszula Dudziak, polska wokalistka jazzowa.


Zobacz więcej