Sobota 19 Sierpnia 2017r. - 231 dz. roku,  Imieniny: Emilii, Julinana

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 28.01.17 - 11:50     Czytano: [804]

Ukraiński nacjonalizm zagraża Polsce


Pod tym tytułem w internetowej Wirtualnej Polsce (Opinie) z datą 17 stycznia 2017 roku ukazał się komentarz Piotra Zgorzelskiego - historyka, pedagoga, samorządowca (starosta płocki (2010-11), polityka Polskiego Stronnictwa Ludowego, od 2011 roku posła na Sejm RP, który zasługuje na uwagę każdego patrioty polskiego, a przede wszystkim rządu polskiego.

W 1991 roku upadł Związek Sowiecki (ZSRR) w wyniku czego po raz pierwszy w dziejach Europy powstało państwo ukraińskie – Ukraina. Jest to twór całkowicie sztuczny. To twór imperializmu sowieckiego i jego głupoty. To zlepek ziem wieloetnicznych, zamieszkałych przez kilka narodów, które nigdy nie tylko nie należały do żadnego państwa ukraińskiego, którego, jak wspomniałem, nigdy nie było, ale także nie stanowiły jedności polityczno-administracyjnej w ramach jakiegoś państwa i co najważniejsze, na wielu terenach dzisiejszej Ukrainy Ukraińcy stanowili mniejszość ludności, albo ich wcale nie było. Po zwycięstwie rewolucji bolszewickiej na terenach dawnego Imperium Rosyjskiego bolszewiccy władcy Kremla utworzyli w 1922 roku sowiecką Republikę Ukraińską, do której włączono olbrzymi obszar ziem, które nigdy nie były etnicznie ukraińskimi: tereny Donbasu i Noworosji (południowy obszar dzisiejszej Ukrainy aż po Odessę), na którym albo dominowali Rosjanie (mieszka tam ok. 6 mln Rosjan), albo zamieszkiwali bardzo zruszczeni “Ukraińcy” – do dziś dnia mówiący na co dzień po rosyjsku i należący nie do ukraińskiej a rosyjskiej Cerkwi prawosławnej (do patriarchatu moskiewskiego). W 1954 roku Kreml przyłączył do Ukrainy Krym, który do końca XVIII w. stanowił osobne muzułmańskie państwo – Chanat Krymski, który podbity przez Rosję stał się krainą etnicznie rosyjską (stanowią 2/3 jego ludności). Z kolei w 1945 roku Stalin przyłączył do sowieckiej Ukrainy olbrzymi szmat ziem polskich (Wołyń, Małopolska Wschodnia wraz z arcypolskim Lwowem) oraz zabraną od Węgier Ruś Zakarpacką (Użhord, Rusini tam mieszkający nie uważają się za Ukraińców a tylko za odrębny naród!) i od Rumunii północną Bukowinę (Czerniowce) i tereny od Dniestru po Dunaj (wchodzące dziś w skład obwodu odesskiego). Wieloetniczni mieszkańcy Ukrainy – ludzie różnych kultur i wyznań nie są ze sobą zintegrowani, często wrogo do siebie ustosunkowani. Szczególnie Rosjanie nie są zadowoleni z tego faktu, że ich ziemie należą do Ukrainy. Stąd Krym oderwał się od Ukrainy i w 2014 roku powrócił do Rosji, a na wschodzie kraju od kilku lat toczy się wojna bratobójcza czy ukraińsko-rosyjska.

Tę sztuczność państwa i narodu ukraińskiego potwierdza w sposób bardzo wymowny także czy przede wszystkim następujący fakt: mimo dokonanej przez Rosję aneksji Krymu i konfliktu w Donbasie ciągle ponad połowa Ukraińców wciąż uważa Rosjan za bratni naród – wskazują wyniki opublikowanego w piątek sondażu. Przeprowadził go kijowski ośrodek analityczny Centrum Razumkowa (Rzeczpospolita 16.12.2016). Zdanie, że Rosjanie są dla Ukraińców bratnim narodem, podziela 51,1% respondentów. Przeciwne stanowisko zajęło 33,8% badanych, a pozostali nie mieli na ten temat opinii. Czyli Ukraińcy na terenie na dzisiejszej Ukrainie stanowią zaledwie połowę jej ludności. Bowiem ci co ciągle uważają Rosjan za bratni naród, pomimo wojny ukraińsko-rosyjskiej to Rosjanie lub ukryci Rosjanie, którzy woleliby być pod panowaniem rosyjskim.

Ten przykry dla patriotów i nacjonalistów ukraińskich jak również dla rządu ukraińskiego fakt władze Ukrainy starają się niweczyć przez budowanie ukraińskiej świadomości narodowej na wrogości do Rosjan oraz pośrednio Polski i narodu polskiego poprzez gloryfikację nacjonalistycznej i o zabarwieniu faszystowskim Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii, która jest współodpowiedzialna wraz z OUN-B za zorganizowanie i przeprowadzenie ludobójstwa polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943-44 (ponad 100 000 ofiar). Odbywa się to w opinii szwedzkiego historyka Pera Andersa Rudlinga przez „zaprzeczanie faszystowskiej i antysemickiej naturze OUN, jej zbrodniom wojennym, czystkom etnicznym i udziałowi w holokauście Żydów”.

Polityka władz Ukrainy od 2004 roku sprawia, że na Ukrainie bardzo groźna staje się postawa tak Ukrainy jak i wielu Ukraińców wobec Polski i Polaków. Jak wroga jest ta postawa udowadnia to, że po raz pierwszy w dziejach stosunków polsko-ukraińskich władze Ukrainy wydały zakaz wjazdu na jej teren dla prezydenta Przemyśla Roberta Chomy, nie podając przy tym powodu swojej decyzji. Decyzji bardzo wrogiej, psującej bardzo relacje z Polską. W reakcji na to poseł partii Kukiz15 Paweł Kukiz napisał: Cóż, czekam jeszcze na to aż Ukraina zażąda od Polski Przemyśla (Kresy.pl 18.1.2017; wielu nacjonalistycznych polityków ukraińskich chciało by oderwać od Polski Przemyśl i Chełm, czego w ogóle nie ukrywają). Tydzień wcześniej w Hucie Pieniackiej koło Brodów został wysadzony w powietrze pomnik 850 Polaków zamordowanych 22 lutego 1944 roku przez ukraińskich ochotników do 14. Dywizji Grenadierów SS (SS Galizien) pod dowództwem niemieckim, przy udziale oddziału Ukraińskiej Powstańczej Armii i oddziału paramilitarnego ukraińskich nacjonalistów pod dowództwem Włodzimierza Czerniawskiego.

Oddajmy teraz głos historykowi i politykowi Polskiego Stronnictwa Ludowego Piotrowi Zgorzelskiemu, który napisał m.in:
“Współpraca międzynarodowa, a szczególnie polityka wobec naszych wschodnich sąsiadów, zostały przez rząd porzucone na rzecz pozornych gestów i niezrozumiałej uległości (wobec Kijowa I Wilna – M.K.)… na Ukrainie rozpoczyna się bardzo niebezpieczny proces rehabilitacji zbrodniarzy OUN-UPA. Na naszych oczach zaczyna się realizować scenariusz budowy tożsamości narodowej Ukrainy opartej na zakłamywaniu historii.

Nie ulega wątpliwości, że Polska i Ukraina mają trudną wspólną historię. Mordy na dziesiątkach tysięcy polskich dzieci, kobiet i mężczyzn, popełnione przez zbrodniarzy z UPA, hektolitry krwi niewinnych przez nich przelane, kładą się do dzisiaj ponurym cieniem i utrudniają współpracę naszych dwóch narodów. Te tragiczne wydarzenia, o których nie chcą pamiętać lub nie miały szansy się nauczyć młode pokolenia na Ukrainie, jest dzisiaj zakłamywane i używane do budowy tożsamości państwowej tego kraju. Apologeci OUN-UPA, tacy jak szef ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyr Wjatrowycz, nazwany przez księdza Tadeusza Isakowicza -Zaleskiego ukraińskim Goebbelsem, rozpoczęli polityczną walkę o zatarcie zbrodni.

IPN kierowany przez Wjatrowycza zainicjował właśnie akcję rehabilitacji ukraińskich zbrodniarzy i morderców. Już wkrótce odpowiedni projekt ustawy zostanie wniesiony do Rady Najwyższej Ukrainy. Postawa tamtejszych władz będzie przychylna ustawie, bo Ukraina stoi w obliczu potężnego kryzysu, w tym kryzysu tożsamości i budowanie poczucia jedności wspólnoty wobec tragicznych wydarzeń z przeszłości jest im po prostu na rękę. Tylko silny nacisk międzynarodowy może sprawić, że uda się uniknąć bardzo niekorzystnego dla nas scenariusza.

Tymczasem polski rząd wydaje się nic nie robić z tych groźnych sygnałów, płynących ze Wschodu… W czasie gdy uwaga większości mediów zajęta jest kolejnymi (awanturami w Sejmie)… na Ukrainie postępuje proces zmierzający do uczynienia morderców Polaków bohaterami. Warto podkreślić, że to zakłamywanie historii służy tylko i wyłącznie partykularnym celom obecnego ukraińskiego rządu. Dlatego działać musimy teraz, szybko. Zanim staniemy wobec poważnego międzynarodowego konfliktu, który osłabi pozycję naszego kraju.

Historii już nie zmienimy, ale możemy dbać o pamięć o krwawych wydarzeniach rzezi Wołyńskiej, o właściwe postrzeganie i ocenę postaw ludzi z tamtych lat. Dla Polaków to wielka tragedia, okupiona polską krwią. Pamięć o Wołyniu jest w Polsce bardzo żywa. Dlatego tak niebezpieczne jest rozniecanie przez ukraiński rząd demonów nacjonalizmu. Znamy to z historii. Nieporozumienia przeradzały się w nienawiść, nienawiść w agresję, agresja w morderstwa. A przecież może być inaczej! Budowa poprawnych stosunków między Polską i Ukrainą już się rozpoczęła, niejako oddolnie.

Niespokojna sytuacja w Donbasie spowodowała emigrację. Wiele młodych Ukrainek i Ukraińców znalazło w Polsce bezpieczną przystań, pracę. Tutaj studiują, tutaj poznają swoich partnerów, zakładają rodziny. Pojawiające się tu i ówdzie informacje o złym traktowaniu Ukraińców pracujących w Polsce są także wynikiem nieprzychylnej atmosfery, jaka wytworzyła się w wyniku ostentacyjnej gloryfikacji OUN-UPA na Ukrainie. Jestem przekonany, że zdecydowana większość Ukraińców nie ma nic wspólnego z kultem UPA, który jest nachalnie narzucany administracyjnie przez władze w Kijowie. Ludzie ci płacą cenę za tę politykę.

Trzeba jednak pamiętać, że część Ukraińców uległa szowinistycznym tendencjom i ludzie tacy są także w Polsce. Próbują oni wpływać na polską opinię publiczną między innymi poprzez niedopuszczalne ingerowanie w polski dyskurs na temat polsko-ukraińskich stosunków. Zajmują się oni także dyskredytowaniem i oczernianiem tych polskich ośrodków i środowisk, które domagają się prawdy o tym, co wydarzyło się na Kresach Wschodnich w czasie II wojny światowej i uznają OUN-UPA za formację zbrodniczą. Co gorsza, ta niedopuszczalna aktywność znajduje wsparcie niektórych polskich instytucji i mediów.

Dlatego dzisiaj trzeba powiedzieć zdecydowanie i stanowcze nie dla ukraińskiego nacjonalizmu. Polski rząd musi podjąć działania we współpracy z instytucjami międzynarodowymi. Ukrainie trzeba pomóc, ale ta pomoc nie może być bezwarunkowa. W przeciwnym razie możemy stanąć wobec wielkiego niebezpieczeństwa, którym są wzajemne pretensje dwóch narodów. A to już znamy z historii. Aż za dobrze.

Polska i Ukraina stoją przed wielką szansą normalizacji stosunków i budowy wspólnej lepszej przyszłości dla dobra obojga naszych narodów. Twórzmy szansę, budujemy możliwości, rozwijajmy wspólne projekty. Korzystajmy z tego co w nas najlepsze. Nie pozwólmy, by politycy dla swoich bieżących celów, zniszczyli tą szansę. Bo konsekwencje takiej destrukcji będziemy odczuwali przez dziesiątki lat. I pamiętajmy o mądrych i ważnych słowach Witosa: nie ma sprawy ważniejszej niż Polska”.

Ks. Adolf Szelążek – ostatni polski biskup diecezji łuckiej

Ostatnim polskim biskupem diecezji łuckiej na Wołyniu był kandydat do chwały Ołtarzy ks. Adolf Piotr Szelążek.

Adolf Szelążek urodził się 1 sierpnia 1865 roku w Stoczku Łukowskim koło Łukowa na Lubelszczyźnie. W 1883 roku ukończył gimnazjum rosyjskojęzyczne w Siedlcach. Jednak z domu rodzinnego wyniósł umiłowanie Ojczyzny do wiary katolickiej, a szczególne do nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny. Czując powołanie do służby kapłańskiej zaraz po maturze wstąpił do seminarium duchownego w Płocku. 26 maja 1888 roku przyjął święcenia kapłańskie, stając się kapłanem diecezji płockiej - sługą Boga i głosicielem Dobrej Nowiny. Władza diecezjalna dostrzegła w młodym kapłanie niezwykłe zdolności i wybitne cnoty, stąd skierowała go na studia do katolickiej i mającej polski charakter Akademii Duchownej w Petersburgu (powstała w 1842 roku po przeniesieniu do stolicy carów z Wilna tamtejszej polskiej Akademii Duchownej, utworzonej na bazie Wydziału Teologicznego zlikwidowanego w roku 1832 Uniwersytetu Wileńskiego; istniała do 1918 r.). Ukończył studia w 1893 roku z tytułem magistra świętej teologii z notą primus cum eximia laude. W latach 1907-18 był profesorem a później rektorem seminarium duchownego w Płocku. W Płocku pracował także przy konsystorzu i był członkiem kapituły katedralnej, a także założycielem i prezesem Towarzystwa Dobroczynności, które przychodziło z pomocą najbardziej potrzebującym. W 1918 roku został wydelegowany na stanowisko Naczelnika Wydziału Kościoła Katolickiego w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w Warszawie; w Ministerstwie pracował do 31 grudnia 1924 roku. Na tym stanowisku brał udział w przygotowaniu projektu umowy między Stolicą Apostolską a Rzeczpospolitą Polską. Podczas prowadzonych negocjacji w sprawie konkordatu występował w charakterze rzeczoznawcy, ponieważ był dobrze zorientowany w sytuacji Kościoła w Polsce; natomiast w 1925 roku współpracował przy zawieraniu konkordatu między Stolicą Apostolską a Rzeczpospolitą Polską jako przedstawiciel Episkopatu Polski. Papież Benedykt XV 29 lipca 1918 roku mianował ks. Szelążka biskupem tytularnym Barki i sufraganem płockim. Sakrę biskupią otrzymał 24 listopada 1918 roku. Biskup Szelążek w 1920-21 brał udział w polsko-sowieckiej konferencji pokojowej w Rydze jako ekspert ds. majątkowych Kościoła katolickiego. 14 grudnia 1925 roku papież Pius XI mianował bpa Szelążka ordynariuszem odrodzonej diecezji łuckiej na Wołyniu (1798-1925 złączona z diecezją żytomierską – dawniej kijowską. Ingres do katedry odbył 24 lutego 1926 roku. Biskup nominat rozpoczął swą posługę od reformy Kurii Biskupiej, opracował jej nowy regulamin, przygotował i przeprowadził Synod Diecezjalny, pragnął odrodzenia życia moralnego i duchowego w swojej owczarni. Szczególną troską otaczał seminarium duchowne w Łucku. Erygował na Wołyniu do 1937 roku 38 nowych parafii, a w 1939 roku, tuż przed wybuchem wojny, 30 dalszych parafii. W związku z powstaniem ruchu neounijnego m.in. na Wołyniu bp Szelążek został mianowany radcą (konsulatorem) rzymskiej Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich. W 1931 roku założył w Dubnie neounickie seminarium duchowne, które przekazał jezuitom z Albertyna koło Słonimia, którzy postarali się o przekształcenie go w Papieskie Seminarium Wschodnie. Biskup Szelążek był wielkim czcicielem św. Teresy od Dzieciątka Jezus, którą na mocy dekretu papieża Piusa XI z dnia 14 grudnia 1927 roku, ogłosił patronką swej diecezji, a 1 sierpnia 1936 roku założył na terenie diecezji łuckiej Zgromadzenie Sióstr św. Teresy od Dzieciątka Jezus (terezjanki) wyznaczając jako cel: aby miłość Boża szerzona była w sercach wszystkich i to przede wszystkim przez urabianie dzieci i młodzieży w duchu św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Przełożoną Generalną została wybrana Maria Kubasiewicz. Nowo powstałe zgromadzenie zakonne posiadało w 1939 roku 5 domów w diecezji łuckiej i dom w Szczuczynie w diecezji wileńskiej. Pierwszą i główną siedzibą Zgromadzenia i nowicjatu był dom w Maszowie koło Lubomla na Wołyniu. Wypędzone z teraz sowieckiego Wołynia w 1944 roku terezjanki posługują dzisiaj w siedmiu diecezjach na terenie Polski (11 domów), na Ukrainie (2 domy) i we Włoszech (2 domy). W latach 1939-41 bp Szelążek musiał prowadzić diecezję w trudnych okupacji sowieckiej, a w latach 1941-44 niemieckiej. Był świadkiem męczeństwa Polaków na Wołyniu w latach 1943-44 masowo mordowanych w barbarzyński sposób przez zdziczałe bandy nacjonalistów ukraińskich (ponad 60 tys. ofiar!) oraz zniszczenia przez nich kilkudziesięciu kościołów katolickich na terenie swojej diecezji. Po ponownym zajęciu Wołania przez Związek Sowiecki latem 1944 bp Szelążek mianował administratorów apostolskich dla dawnych diecezji kamienieckiej i żytomierskiej, którzy wraz z jeszcze kilkoma kapłanami rozpoczęli pracę duszpasterską, korzystając z kościołów otwartych podczas niemieckiej okupacji sowieckiej Ukrainy. W styczniu 1945 roku 80-letni bp Szelążek został aresztowany przez NKWD z oskarżenia o szpiegostwo na rzecz Watykanu i uwięziony w Kijowie. Śledztwo zostało zakończone odczytaniem aktu oskarżenia i odesłaniem sprawy do Moskwy. W sporządzonym przez prokuratora oskarżeniu czytamy: Adolfa Szelążka, Syna Stanisława (...) poddać najwyższemu wymiarowi kary – rozstrzelanie z konfiskatą całego osobistego mienia. Po 16 miesiącach więzienia, w dniu 24 kwietnia 1946 roku bp Szelążek dowiedział się, że odzyska wolność jeśli wyjedzie do komunistycznej Polski. Po przybyciu do Polski w 1946 roku Biskup - Wygnaniec zamieszkał w Zamku Bierzgłowskim koło Torunia, gdzie przeniosła się również kuria łucka. Zmarł tu 9 lutego 1950 roku. W pogrzebie wzięło udział około 20 biskupów i 300 kapłanów, w tym wielu duchownych z diecezji łuckiej oraz rzesze wiernych. Pochowany został w kościele św. Jakuba w Toruniu. Bp Szelążek wydał szereg publikacji, m.in.: Nauki apologetyczne dostosowane do potrzeb inteligencji (1901), Podręcznik dla wychodźców, Obrachunek społeczny w palącej sprawie, Memoriał w sprawie majątków kościelnych. Odznaczony m.in. Wielką Wstęgą Orderu Odrodzenia Polski 25 maja 1938 roku „za wybitne zasługi na polu pracy społecznej”.

Przez biskupa toruńskiego Andrzeja Suskiego w październiku 2013 roku został otwarty proces beatyfikacyjna bpa Adolfa Szelążka. Jego postulatorem została tercjarka siostra Hiacynta Augustynowicz. Etap diecezjalny procesu został zakończony we wrześniu 2016 roku, a w następnym miesiącu akta procesowe przekazano do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie.

Benedyktynki ormiańskie we Lwowie

Jedną z ciekawostek polskiego przedwojennego Lwowa byli przedstawiciele grupy wyznaniowej ormiańskokatolickiej. Prawie powszechnie wierni tego Kościoła uważali się za Polaków. Jednym z największych patriotów polskich 1. połowy XX w. był arcybiskup ormiański Lwowa Józef Teodorowicz (1864-1838 Lwów). Byli to potomkowie Ormian, którzy znaleźli się w państwie polskim po przyłączeniu w latach 1340-49 przez króla Kazimierza Wielkiego Rusi Halickiej ze Lwowem, gdzie była duża ich kolonia. W 1356 roku Kazimierz Wielki zatwierdził odrębność religijną, samorządową i sądowniczą Ormian lwowskich, a w 1367 roku zezwolił ich biskupowi Grzegorzowi na wykonywanie jurysdykcji biskupiej i budowę katedry w mieście. Niewielki napływ Ormian do Polski trwał do XVIII, przez co powstały nowe ich wspólnoty w kilkunastu miastach, m.in. w Kamieńcu Podolskim, Łucku, Barze, Zamościu, Jazłowcu, Stanisławowie, Horodemce, Mohylowie Podolskim, Kutach, Łyścu, Tyśmienicach, a nawet Kazimierzu Dolnym. W 1660 roku Kościół ormiański w Polsce liczył około 3500 wiernych, miał 20 księży i 15 kościołów. W 1630-1667 Ormianie polscy zawarli unię religijną z Rzymem (powstało arcybiskupstwo lwowskie ormiańskokatolickie), co przyspieszyło proces zbliżenia się do Polaków. W ten sposób dobrowolnie z czasem utracili swą odrębność narodową, przyjęli język, kulturę, strój i zwyczaje polskie, spolonizowali swoje nazwiska. Nawet kazania w kościołach zaczęły być głoszone po polsku. Zachowali jednak odrębność liturgiczną, dzięki czemu część duchowieństwa zachowała znajomość starego, klasycznego języka ormiańskiego. Jednocześnie spolonizowani Ormianie zachowali na ogół przywiązanie do swych odrębnych tradycji kulturalnych i historycznych. Przed wojną było w Polsce ok. 5500 wiernych obrządku ormiańskokatolickiego, z tego we Lwowie było ich 1200, a w Kutach ok. 500, najmniej w Łyścu – 50; było 8 parafii i ok. 20 księży oraz klasztor benedyktynek ormiańskich we Lwowie. Długa jest lista znanych i zasłużonych Polaków pochodzenia ormiańskiego (np. poeta Szymon Szymonowic, pisarz i burmistrz Lwowa Józef Bartłomiej Zimorowic, pisarz Szymon Zimorowic, wybitny pedagog ks. Grzegorz Piramowicz, wynalazca lampy naftowej Ignacy Łukasiewicz, malarz Teodor Axentowicz, poeci Juliusz Słowacki, Jan Lechoń i Zbigniew Herbert, wybitny kompozytor Krzysztof Penderecki, reżyser filmowy Jerzy Kawalerowicz, aktorka Anna Dymna).

Benedyktynki ormiańskie to żeński zakon katolicki obrządku ormiańskokatolickiego oparty na regule św. Benedykta, założony we Lwowie w latach 1675-1688 przez trzy mniszki przybyłe z Kamieńca Podolskiego. Z pomocą lwowskiego arcybiskupa ormiańskokatolickiego Wartana Hunaniana i rady miejskiej Lwowa założyły klasztor w dzielnicy ormiańskiej. Opiekę nad nimi sprawował proboszcz ormiańskiej parafii katedralnej, ks. Onufry Asłanowicz i ksieni polskich benedyktynek we Lwowie Eleonora Kazanowska. Zakon zatwierdził papież Aleksander VIII w 1690 roku. Zakon/klasztor zachował obrządek ormiańskokatolicki. 24 grudnia 1692 roku arcybiskup Hunanian uroczyście konsekrował pierwszych 14 profesek. Pierwszą ksienią została w 1701 roku Marianna Nersesowiczówna, siostra ormiańskokatolickiego biskupa koadiutora lwowskiego Deodata Nersesowicza. W okresie międzywojennym ksieniami konwentu benedyktynek ormiańskich były: w latach 1894-1927 siostra Alojzyna Janowicz, a następnie do 1954 roku Elektra Orłowska. W klasztorze lwowskim w latach 1918-39 było od 11-19 sióstr, w tym od 1-4 nowicjuszek i od 10-18 sióstr zakonnych w kolejnych latach działalności zakonu. Zakonnice prowadziły najpierw szkołę wydziałową, która w 1926 roku została przekształcona w gimnazjum z pełnymi prawami szkół publicznych. Zakład słynął z wysokiego poziomu nauczania – było to jedno z najlepszych gimnazjów żeńskich w Polsce. Uczęszczała do niego m.in. Krystyna Moszumańska-Nazar (1924 Lwów – 2008 Kraków), kompozytorka, profesor i w latach 1987-93 rektor krakowskiej Akademii Muzycznej.

Benedyktynki ormiańskie posiadały też folwark Pasieki na Łyczakowie oraz kaplicę pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy, poświęconą 29 września 1898 roku przez abpa Izaaka Mikołaja Isakowicza.

Po przyłączeniu Lwowa do Związku Sowieckiego w 1945 roku i powziętej przez Stalina decyzji o wypędzeniu Polaków z tego arcypolskiego od wieków miasta, w 1946 roku benedyktynki ormiańskie z wielkim bólem opuściły Lwów – swoje od kilku wieków gniazdo i zamieszkały w klasztorze benedyktynów w Lubiniu w Wielkopolsce, a w 1958 roku przeniosły się do opactwa benedyktynek w Wołowie na Dolnym Śląsku. Z powodu braku rodzimych powołań i raczej faktycznego zaniku społeczności ormiańskiej w Polsce, benedyktynki ormiańskie wraz z ksienią Jadwigą Jóżak, zdecydowały się w 1961 roku na konwersję na obrządek łaciński. Opactwo w Wołowie jest jednak ciągle znane jako dom dawnej lwowskiej wspólnoty benedyktynek rytu ormiańskiego pod wezwaniem św. Grzegorza Oświeciciela.

Ksieniami benedyktynek ormiańskich były: Marianna Ksawera Nersesowiczówna 1701-10, Helena Fortunata Spendowska 1710-51, Magdalena Benedykta Manuczkiewiczówna 1751-72, Marianna Alojza Augustynowiczówna i Magdalena Ryspyma Matiaszewiczówna 1772-88, Gertruda Ksawera Teodorowiczówna 1789-96, Barbara Weronika Piramowiczówna 1796-1827, Marianna Kolumba Nadejówna 1827-39, Ludwika Krzysztofowiczówna 1839-43, Rozalia Kajetana Sarkisiewiczówna 1843-1893, Joanna Alojza Janowiczówna 1894-1927, Elekta Orłowska 1928-54, Jadwiga Jóżek 1954-61 – jako „starsza siostra” do unii z benedyktynkami łacińskimi.

Litwini jak zwykłe zdrowo kopnięci

Jak podają internetowe Kresy.pl za litewskim portalem zw.lt, były profesor Katolickiej Akademii Nauk Litwy (co za szumna nazwa dla czegoś co jest prawie niczym przy prawdziwych akademiach!) Antanas Tyla krytykuje Kościół, za to że, według niego, był zbyt polski.

Otóż Tyla wydał specjalne oświadczenie, w którym oskarża litewski Kościół katolicki o to, że w przeszłości niszczył litewskość i język litewski, prowadząc polonizację. W oświadczeniu czytamy, że rzekomo „Język litewski był utożsamiany z pogaństwem. Przybywający z Polski księża prowadzili dokumentację w języku polskim i gardzili językiem litewskim. Wszystko było slawizowane. W ten sposób zostały zniekształcone nazwiska, imiona oraz nazwy miejscowości. To zostało w świadomości i w materiałach źródłowych. Często można usłyszeć zarzuty, że litewski Kościół Katolicki niszczył litewskość" - uważa Tyla.

Czego więc żąda od Kościoła litewskiego? „Myślę, że najlepiej byłoby, aby Konferencja Biskupów (litewskich) wystosowała oświadczenie, w którym potępiłaby dyskryminację narodu litewskiego, która przejawiała się poprzez fizyczne i ideologiczne prześladowanie języka litewskiego”.

Szkoda z nacjonalistycznym kretynizmem dyskutować – ze skrajną głupotą Litwinów, którzy mają czy chwalą się tytułem profesorskim, a de facto są albo świadomie udają ciemniaków dla osiągnięcia pewnych chorych i często rasistowskich celów politycznych.

Powiedzmy więc tylko tyle i aż, aby zadać kłam wywodom Tyli: W 1570 roku powstało w Wilnie Kolegium Jezuickie, które w 1579 roku dzięki królowi polskiemu Stefanowi Batoremu i z pomocą polskich jezuitów stało się głośną i zasłużoną Akademią Wileńską, co było zasługą polskiego jezuity Jakuba Wujka, który swymi zabiegami doprowadził do wydania 29 września 1579 roku przez papieża Grzegorza VIII bulli erygującej akademię. Jej pierwszym rektorem został również Polak – Piotr Skarga (1579-84). Wszyscy poważni historycy Akademii Wileńskiej wiedzą, że Akademia była otwarta dla Litwinów (a że było ich tak mało, to na pewno nie była to wina Polaków), że oficjalnym językiem wykładowym w Akademii do XVIII wieku była łacina, a nie język polski (chociaż język polski królował w niej na co dzień nawet wśród studentów litewskich, chociaż mogli używać języka łacińskiego) i że rozwijały się w niej obok innych także nauki filologiczne, w skład których wchodziło także pierwotne zainteresowanie językiem litewskim i dzięki zainteresowaniu oo. jezuitów ewangelizacją ludu, powstały pierwsze słowniki, gramatyki i podręczniki języka litewskiego. Istniały też przekłady literatury religijnej, katolickie, jak np. M. Daukszty „Katechismas”, „Postilla catholicka”. Zdecydowana większość książek wydanych po litewsku do końca XVIII w. było publikacjami o treści katolickiej. W kościołach na etnicznej Litwie, szczególnie na Żmudzi zawsze królował język litewski. Co więcej, w wieku XVII literatura litewska rozwija się słabiej niż w XVI – mimo nieustającego patronatu Akademii Wileńskiej i rodów magnackich (!), jednak coraz większe znaczenie wśród mieszkańców etnicznej Litwy zdobywał sobie język polski i łaciński. I nie dlatego, że język litewski był utożsamiany z pogaństwem, ale dlatego, że aż do XX wieku był to język – oczywiście z winy samych Litwinów! – bardzo prymitywny – chłopstwa litewskiego, w którym człowiek kulturalny nie mógł prowadzić poważnej i kulturalnej rozmowy. Bardzo często Litwini sami polszczyli swoje nazwiska. Np. błogosławiony arcybiskup Jerzy Matulewicz (1871-1927), czczony dzisiaj przez Litwinów, którzy uważają go za Litwina, w 1891 roku zmienił swoje nazwisko Matulaitis na Matulewicz i do końca życia stale używał swego nazwiska w pisowni polskiej, wywołując wściekłość wśród szowinistów litewskich. Jest także faktem historycznym, że nikt na Litwie nie zmuszał nikogo do tego aby stać się Polakiem. To był wolny wybór. I nikt przy zdrowych zmysłach nie może potępiać kogokolwiek, czyli ani Polskę, ani Polaków, ani Kościół polski czy także Kościół katolicki działający przed XX wiekiem na Litwie za to, że kultura polska i język polski były tak bardzo atrakcyjne dla wielu Litwinów, że się polonizowali. Bo język polski otwierał Litwinom okno na świat. I to jeszcze w sowieckiej Litwie! Dlatego wściekły polakożerca, lider nacjonalistycznego Sajudisu Vitautas Landsbergis nauczył się świetnie języka polskiego.

Dzisiaj na Litwie króluje język litewski. A że wielu Litwinów nie zna obcych języków, świat przed nimi jest zamknięty na cztery spusty. Są więc po prostu ciemniakami, gdyż są na przykład pozbawieni dostępu do chyba większości najwybitniejszych dzieł literatury światowej, których mały narodek litewski nie jest w stanie przetłumaczyć na swój język. Np. bodajże tylko trzy dzieła Szekspira zostały przetłumaczone na litewski.
Litwini powrócili do swego chłopskiego zadupia. Tak należy skomentować oświadczenie Antanasa Tyla.

SPRAWY KRESOWE BEZ CENZURY



SPRAWY KRESOWE BEZ CENZURY tom I
Autorstwa Mariana Kałuskiego
Oficyna Wydawnicza Kucharski w Toruniu
Rok wyd. 2017
Format B5 (170 x240 mm), oprawa miękka, 664 str.
ISBN 9788364232206
Cena 59 zł

Marian Kałuski jest dziennikarzem, pisarzem, historykiem polskim i australijskim oraz podróżnikiem (był w 81 krajach), mieszkającym w Australii od 1964 r. Był redaktorem (1974-77) „Tygodnika Polskiego” w Melbourne, współzałożycielem i kierownikiem Studium Historii Polonii Australijskiej (1977). Jego zasługą było wydanie przez Pocztę Australijską (Australia Post) w 1983 r. znaczka pocztowego upamiętniającego zasługi Pawła Edmunda Strzeleckiego dla Australii (wydał dwie jego biografie po angielsku). Jest członkiem Światowej Rady Badań nad Polonią (Warszawa). Autor m.in. 23 książek z zakresu historii, religii, Kresów i Polaków na świecie, w tym: Jan Paweł II. Pierwszy Polak papieżem (Australia 1979, USA 1980), The Poles in Australia (1985), Litwa. 600-lecie chrześcijaństwa 1387-1987 (1987), Ukraiński zamach na Polskie Sanktuarium Narodowe pod Monte Cassino (1989), Wypełniali przykazanie miłosierdzia. Polski Kościół i polscy katolicy wobec holocaustu (2000), Cienie, które dzielą. Zarys stosunków polsko-żydowskich na Ziemi Drohobyckiej (2000), Polacy w Chinach (2001), Polska-Chiny 1246-1996 (2004), Polskie dzieje Gdańska (2004), Polacy w Nowej Zelandii (2006), Śladami Polaków po świecie (2007), Polonia katolicka w Australii (2010), Polskie dzieje Kijowa (2015), Włochy – druga ojczyzna Polaków. Powiązania Polski i Polaków z Rzymem, Watykanem, Florencją i Wenecją (2016), Polacy w Indiach i powiązania polsko-indyjskie (2016).

Marian Kałuski pochodzi z Pomorza Gdańskiego. Lata dziecięce i młodzieńcze spędził na Ziemiach Zachodnich, gdzie zamieszkało bardzo dużo Polaków wypędzonych z Kresów przez okupanta sowieckiego po 1945 r. Z tymi ludźmi miał kontakt na co dzień. Słyszał setki opowiadań i wspomnień kresowych, w wyniku czego sam zainteresował się Kresami w wieku 15 lat. To była jego pierwsza, i po dziś dzień pozostająca, najważniejsza pasja, która także zaowocowała pracą społeczną. W 1968 r. założył pierwszą w Australii polską organizację kresową – Koło Lwowian i Miłośników Miasta Lwowa w Australii, a w 1970 r. kierował australijską akcją protestacyjną przeciwko burzeniu Cmentarza Orląt we Lwowie przez władze sowieckie. Został odznaczony Złotą Odznaką Honorową Koła Lwowian w Londynie (1971), Krzyżem Zasługi (1991), Srebrnym Medalem Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” w Warszawie (2006) oraz odznaką „Pamięci Ofiar Ludobójstwa OUN-UPA” (2015).
Jest autorem setek tekstów na tematy kresowe, które były drukowane w kilkunastu czasopismach oraz czterech książek kresowych.

Jego najnowsza książka jest jak gdyby „Biblią kresową”. Po jej przeczytaniu Czytelnik pozna prawdę o Kresach, jakiej nie znajdzie w żadnej innej jednotomowej publikacji na ten temat.

Marian Kałuski
(Nr 144)

Wersja do druku

Lubomir - 29.01.17 15:11
Patrząc na Ukraińców pracujących i przebywających w Polsce, można odnieść wrażenie, że czują się podobnie jak w czasach Pierwszej i Drugiej RP. Komunikowanie się w języku polskim przychodzi im bardzo łatwo. Nie są ani rozpolitykowani, ani 'rozhistoryzowani'. Wstrzeliwują się w polską teraźniejszość gospodarczą, technologiczną i finansową i można odnieść wrażenie, że starają się żyć dla przyszłości. Między wielką nienawiścią a wielką miłością jest najwyraźniej bardzo cienka linia. Do bardzo udanych należą młode polsko-ukraińskie małżeństwa. Cywilizacja chrześcijańska to sztuka nie tylko przebaczania ale i dawania szansy życia bez wzajemnej nienawiści.

Wszystkich komentarzy: (1)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

19 Sierpnia 1901 roku
Odsłonięto i poświęcono metalowy Krzyż na Giewoncie, z inicjatywy ks. Kazimierza Kaszelewskiego. Krzyż ma 17,5 m waży 1819 kg. Pielgrzymka religijna w tym dniu


19 Sierpnia 1506 roku
Zmarł Aleksander Jagiellończyk, syn Kazimierza Jagiellończyka, król Polski (ur. 1461)


Zobacz więcej