Wtorek 22 Sierpnia 2017r. - 234 dz. roku,  Imieniny: Cezarego, Marii

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 16.01.17 - 19:17     Czytano: [480]

Chwilowe zawieszenie broni


Trwający od 16 grudnia protest opozycyjnych posłów, polegający na zablokowaniu mównicy sejmowej i fotela marszałka, 12 stycznia został „zawieszony” - taką „suwerenną decyzję” ogłosił przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna. Oczywiście z tą „suwerennością”, to przesada i to do kwadratu. Po pierwsze dlatego, że PSL wycofał się z blokowania mównicy już po ogłoszeniu decyzji o przywróceniu poprzednich zasad pobytu w Sejmie dziennikarzy, a Nowoczesna romansowego pana Ryszarda odstąpiła od protestu już poprzedniego dnia. Ale chyba nie to zdecydowało o „suwerennej decyzji” Grzegorza Schetyny, podobnie jak wcześniej – o decyzji romansowego pana Rysia. Zdecydowały o tym te same przyczyny, które 16 grudnia doprowadziły do gwałtownej eskalacji politycznej wojny w Polsce. Nasza Złota Pani w Berlinie najwyraźniej musiała wówczas już ochłonąć ze zdumienia i zaskoczenia po zwycięstwie Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA i przypuszczam, że BND dała starym kiejkutom sygnał, by rozpoczęli realizację operacji politycznego destabilizowania Polski. Toteż stare kiejkuty zmobilizowały nie tylko swoje politycznej ekspozytury do paraliżowania Sejmu, ale też w trybie alarmowym zaczęły z całego kraju ściągać pod Sejm konfidentów, by udawali tam „zagniewany lud” . Jednak wirtuoz intrygi w osobie prezesa Kaczyńskiego wyprowadził rządową większość do Sali Kolumnowej, gdzie uchwalili ustawę budżetową, likwidując w ten sposób prawny pretekst, który w przeciwnym razie umożliwiłby skrócenie kadencji Sejmu i rozpisanie nowych wyborów. Wprawdzie opozycja i wynajęci przez nią utytułowani krętacze zaraz zaczęli kwestionować legalność ustawy budżetowej, ale inni utytułowani krętacze tę legalność z naciskiem podkreślali, co oznaczało, że ewentualne ustalenie przez niezawisły sąd, jak było naprawdę, może potrwać baaardzo długo. Wprawdzie pod Sejmem pojawił się nawet Najstarszy Kiejkut III Rzeczypospolitej w osobie pana generała Marka Dukaczewskiego, na którego widok konfidenci prześcigali się w gorliwości „w obronie demokracji” , zaś do Wrocławia zjechał Donald Tusk, któremu Nasza Złota Pani – jak przypuszczam - musiała powiedzieć: chcesz frędzlu zostać prezydentem, to jazda! Uwijaj się! Pilnuj interesu! - ale kiedy wobec uchwalenia budżetu odpadła nawet namiastka legalności całego przedsięwzięcia, stare kiejkuty okazały się bezradne. W tej sytuacji inicjatywę przejęła Nasza Złota Pani, nakazując Janowi Klaudiuszowi Junckerowi zwołanie posiedzenia Komisji Europejskiej, poświęconego ostatecznemu rozwiązaniu kwestii polskiej. Termin ultimatum, jakie w lipcu Komisja wystosowała wobec Polski upłynął bezskutecznie 27 października. I kiedy wydawało się, że siekiera została już do pnia przyłożona i stare kiejkuty dostaną nowe rozkazy w sprawie destabilizowania tubylczego państwa, czyjaś Mocna Ręka wcisnęła hamulec tak gwałtownie, że rozpędzona machina zatrzymała się niemal w miejscu. Posiedzenie Komisji Europejskiej, zamiast zakończyć się stanowczymi decyzjami, zakończyło się sformułowaniem jakichści „rekomendacji” wobec Polski z dwumiesięcznym terminem ich realizacji. Okazało się, że do Polski z krótką wizytą przybył z USA Rudolf Giuliani, który z prezesem Kaczyńskim odbył dwugodzinną rozmowę, w trakcie której obydwaj rozmówcy dogadali się do wspólnych znajomych, a konkretnie jednego, ale za to reprezentującego ogromny ciężar gatunkowy. Mam oczywiście na myśli pana Lejba Fogelmana, z którym prezes Kaczyński chodził do szkoły, a Rudolf Giuliani zna go skądinąd, ale też od najlepszej strony. Ile i w jakiej formie Polska będzie musiała zapłacić za to wciśnięcie hamulca, to inna sprawa, ale hamulec został wciśnięty.

W rezultacie okupacja plenarnej sali Sejmu utraciła cel polityczny. Dopóki kraj pogrążony był w świątecznej nirwanie, można było ten „Muppet Show” kontynuować, ale po „sześciu królach” nastąpił bolesny powrót do rzeczywistości, co pozwoliło prezesowi Kaczyńskiemu zastosować wobec opozycji linię „porozumienia i walki”, jaką generał Jaruzelski stosował wobec podziemia w latach 80-tych. W rezultacie okazało się, że romansowy pan Rysio nie jest aż tak nieprzejednany, na jakiego wygląda i że stare kiejkuty, które wystrugały z banana Nowoczesną, są zadaniowane trochę inaczej i przez inną centralę, niż stare kiejkuty dyrygujące Platformą Obywatelską. W rezultacie Nowoczesna odstąpiła od protestu już 11 stycznia, podczas gdy stosowne rozkazy do przewodniczącego Schetyny dotarły dopiero dnia następnego, dzięki czemu mógł on podjąć swoja „suwerenną decyzję” o „zawieszeniu protestu”. Ten brak koordynacji zaznaczył się również w tym, że nawet kiedy Nowoczesna już od blokowania sejmowej mównicy odstąpiła, inny oddział starych kiejkutów nie tylko zmobilizował konfidentów do solidarnościowego demonstrowania pod Sejmem, ale nawet ściągnął posła Niesiołowskiego i fartuszkowego strategosa Janusza Onyszkiewicza, by asystowali alimenciarzowi-malwersantowi w jego występach. Kto by przypuszczał, że Janusz Onyszkiewicz, mąż wnuczki Józefa Piłsudskiego, Joanny nee jaraczewskiej, skończy jako klakier Mateusza Kijowskiego i to już po ujawnieniu afery fakturowej? Bo że poseł Niesiołowski tak się stoczy, to można było przewidzieć już dawno, podobnie jak i to, że opętanie na tle prezesa Kaczyńskiego postępuje u niego równolegle z wiekiem w postępie geometrycznym.

W rezultacie mamy w polskiej wojnie politycznej wymuszone okolicznościami zawieszenie broni. Ponieważ Nasza Złota Pani nie jest pewna ani najbliższych decyzji Donalda Trumpa, ani rozwoju sytuacji w USA, gdzie ostatnio doszło do kolejnego zaognienia politycznego konfliktu między zwolennikami demokracji kierowanej i demokracji spontanicznej, stare kiejkuty dostały rozkaz czasowego wygaszenia dotychczasowych operacji i pozostawania w pogotowiu w momencie, gdy nadejdą nowe rozkazy. W międzyczasie mogą być trenowane przepychanki na frontach pobocznych, które właśnie otworzył pan prezydent Duda podpisując ustawę o reformie edukacji. Przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego pan Broniarz zapowiedział w związku z tym ogólnopolski strajk nauczycieli, a „studenci” - podobnie zakrojony „strajk studentów” . O jakichś demonstracjach ( „poproszę pieczywko! ”) przebąkują również przebierańcy z niezawisłych sądów – ale czy do tego dojdzie – trudno powiedzieć, bo podczas niedawnego przemówienia prezes Kaczyński pokazał kij w postaci zapowiedzi egzekwowania odpowiedzialności – również karnej, w przypadku „łamania prawa” Na razie jednak przez prawie miesiąc byliśmy świadkami, jak sto kilkadziesiąt osób wodziło za nos całe państwo, które demonstruje wobec Europy ambicję powstrzymania złego Putina. Co tu ukrywać; dobrze to nie wygląda, ale jednocześnie pokazuje, ze rząd jak ognia unika wszystkiego, co mogłoby narazić go na oskarżenie o stosowanie „terroryzmu państwowego”, jakie nieuchronnie pojawiłoby się w przypadku użycia siły wobec fajdanisów. Również fajdanisowie mają tego świadomość, więcej – do tego właśnie próbowali rząd sprowokować, by Naszej Złotej Pani dorzucić kolejnych argumentów, ułatwiających ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej w ramach „pogłębiania integracji” w Unii Europejskiej”. Na razie do tego nie doszło, bo chyba i Niemcy, zwłaszcza przed uzyskaniem lepszego rozeznania co do poczynań Donalda Trumpa, nie życzą sobie aż takiej ostentacji, by musieli oficjalnie cofnąć demokratyczną legitymację rządowi pani Beaty Szydło i uznać alternatywny ośrodek władzy w postaci wydmuszek starych kiejkutów: Nowoczesnej i Platformy Obywatelskiej. Taka ostentacja bowiem mogłaby podziałać jak lodowaty prysznic nawet na najgłupsze i najmniej spostrzegawcze kraje członkowskie UE i położyć kres niemieckiej hegemonii w Europie, a każdym razie w dotychczasowej formie. Dzięki temu nasz nieszczęśliwy kraj zyskał kolejny okres „pieriedyszki”.



Stanisław Michalkiewicz
15 stycznia 2017 r.



Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).




„

Wersja do druku

Lubomir - 16.01.17 21:08
Wiadomo, że powszechnie używaną współcześnie bronią nie są ani czołgi, ani haubice, ale pieniądze. Po zeszłorocznym bilansie, niemieckie fundacje rządowe i prywatne, m.in. Fundacja Kruppa, najwyraźniej nie ustaliły jeszcze, jak i komu rozdysponować tegoroczne środki. Może domyśla się tego inteligentna Rosa Maria Barbara Graefin von Thun und Hohenstein...ale czy podzieli się tą wiedzą z Polakami?. Może podzieli się co najwyżej - z proniemieckimi politykami tzw opozycji.

Wszystkich komentarzy: (1)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

22 Sierpnia 1584 roku
Zmarł Jan Kochanowski, wybitny poeta polski okresu odrodzenia, sekretarz królewski (ur. 1530)


22 Sierpnia 1917 roku
Niemcy aresztowali J. Piłsudskiego i K. Sosnkowskiego.


Zobacz więcej