Środa 12 Grudnia 2018r. - 346 dz. roku,  Imieniny: Ady, Aleksandra, Dagmary

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 10.10.14 - 11:06     Czytano: [2422]

Niemiec i Ukrainiec – dwa bratanki


Antypolska współpraca niemiecko-ukraińska do 1918 roku

Kto z dzisiejszych Polaków cokolwiek wie o antypolskiej współpracy niemiecko-ukraińskiej przed 1918 rokiem? Nikt, poza małą grupką historyków. A że dzisiaj polscy politycy i dziennikarze są zakochani po uszy w ukraińskiej Horpynie – przebranej po kozacku dziewce - babie grzmot z krzywym nosem, tak, tej z „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza, więc cisza grobowa panuje na ten temat (i setki innych).

A warto coś o tym wiedzieć, gdyż zanosi się na odnowienie bliższej współpracy Niemiec i banderowskiej Ukrainy, która może być bardzo niebezpieczna dla Polski. Bowiem marzeniem nacjonalistów ukraińskich od prawie 120 lat jest niemiecko-ukraińskie rozwiązanie sprawy polskiej według ich życzenia.

Ukraińska świadomość narodowa wśród dzisiejszych mieszkańców polskiej Małopolski Wschodniej, należącej od 1945 roku do Związku Sowieckiego, a od 1991 roku do Ukrainy i nazywanej Zachodnią Ukrainą albo Haliczyną, nie powstała w wyniku naturalnego procesu rozwoju świadomości narodowej wśród zamieszkujących te ziemie od kilkuset lat razem z Polakami Rusinów. Współżycie to układało się nawet bardzo harmonijnie (pamiętając o tym, że w nawet najlepszych małżeństwach od czasu do czasu dochodzi do zgrzytów). Niestety, w wyniku I rozbioru Polski w 1772 roku ziemię tą zajęła Austria i nazwała Galicją i aby móc tu rządzić prowadziła do lat. 60. XIX w. brutalną politykę germanizacji oraz rozbicia „małżeństwa” polsko-rusińskiego przez prowadzenie polityki opartej na starorzymskiej zasadzie rządzenia – „divide et impera”, czyli „dziel i rządź”. Nie za bardzo udawało się to wrednym Austriakom, więc podczas rewolucji Wiosny Ludów w 1848 roku wobec buntujących się Polaków nowy gubernator Galicji Franz Stadion przeciwstawił im zainspirowaną przez siebie Główną Radę Ruską – Radę Świętojurską (od grekokatolłickiej katedry we Lwowie), która, całkowicie lojalna wobec władzy austriackiej, poprzez oddanych jej biskupów grekokatolickich – obrzydliwych karierowiczów, będących serwilistycznym narzędziem antypolskiej polityki rządu wiedeńskiego, i za pomocą podporządkowanego im licznego duchowieństwa grekokatolickiego, przystąpiła do „prania mózgów” swoich wiernych, do wręcz nachalnego wmawiania im, że są Rusinami - szczepem ruskim, różnym od polskiego; że mają inną narodowość, inną historię, inny język: słowem, że są Rusinami (należy zwrócić uwagę i zapamiętać wyraz: „Rusinami”). W parze z tym „praniem mózgów” u większości bardzo prymitywnych Rusinów (prawie wszyscy byli chłopami i analfabetami) szło skrajne polakożerstwo. Austriakom, za pomocą duchownych grekokatolickich, których obowiązkiem było – jako duchownych chrześcijańskich! – uczyć miłości bliźniego, udało się rozbić przyjaźń polsko-ruską. Ale że Rusini to nie tylko mieszkańcy Galicji Wschodniej, ale to wszystkie ludy i grupy etniczne wschodniosłowiańskie, żyjące w cieniu Rosjan i mieszkające w Rosji, Rusini galicyjscy nie mogli stać się ogniskiem rzeczywiście narodowego ruchu ruskiego. Przeciwnie, w następnych latach stali się ostoją ruchu moskalofilskiego, który zwłaszcza od 1860 roku zaczął się rozwijać pod wpływem propagandy rosyjskiej i głosił jedność narodową Rusinów galicyjskich z Moskwą (S. Mękarski). Widział Galicję Wschodnią przyłączoną do Rosji. Narastała myśl zerwania grekokatolików z Watykanem i powrotu do prawosławia. I to do rosyjskiego prawosławia!

Uderzało to w jedność państwa austriackiego i Wiedeń przestraszony potworem, którego sam stworzył postanowił walczyć z moskalofilstwem wśród Rusinów i przerobić ich teraz na Ukraińców. Z pomocą katolickiej Austrii pospieszył jej wierny sojusznik Watykan, przestraszony tym, że Rusini zaczęli przechodzić na prawosławie. W 1882 roku usunął ze stolicy arcybiskupiej we Lwowie Józefa Sembratowicza i zaczął namawiać Polaka wyznania rzymskokatolickiego, syna córki polksiego komediopisarza Aleksandra Fredry (!) hrabiego Romana (Andreja) Szeptyckiego, aby przeszedł na grekokatolicyzm i został duchownym, za co zostanie wyniesiony na arcybiskupstwo lwowskie pod warunkiem, że będzie budował dla Austrii naród ukraiński w Galicji. Szeptycki dla tego zaszczytu poszedł na to i stał się nawet renegatem – wyjątkowo zajadłym wrogiem Polaków, a podczas II wojny światowej wraz z Hitlerem chciał budować Tysiącletnią Rzeszę! (Ukraińcy starają się o to aby Watykan wyniósł go na ołtarze!). Proces budowania narodu ukraińskiego w Galicji nie został dokończony do upadku Austrii (Austro-Węgier) w 1918 roku (podczas I wojny światowej Austriacy zamordowali rzekomo jako zdrajców 50 000 Rusinów-moskalofilów). Jeszcze w odrodzonym państwie polskim w 1918 roku w Małopolsce Wschodniej duża część jej mieszkańców uważała się za Rusinów i dochodziło do ciągłych awantur, głównie w cerkwiach, między Rusinami i Ukraińcami („Kalendarium Lwowa 1918-1939” Kraków 2012).

Jednak duża część dotychczasowych Rusinów, znowu głównie przez presję duchownych grekokatolickich pod przewodem twórcy nacjonalizmu ukraińskiego, arcybiskupa lwowskiego Andreja Szeptyckiego, zaczęła uznawać się za Ukraińców, chociaż od prawdziwych Ukraińców znad Dniepru różni ich historia, religia (Ukraińcy naddnieprzańscy są prawosławni), język i kultura (gdyby pozostali Rusinami ale nie zostali moskalofilami, to w 1945 roku Stalin na pewno i tak włączył by Małopolskę do Związku Sowieckiego, ale nie do Ukrainy, a tylko powstała by nowa republika – Rusińska, która po upadku Związku Sowieckiego w 1991 roku stała by się niepodległym państwem, które może dzisiaj byłoby nawet w Unii Europejskiej; czyli stawiając na Ukrainę haliczanie ruscy postawili na złego konia i razem z Ukraińcami będą żyli w dziadowskim i biednym kraju).

Rusini, którzy stali się Ukraińcami stali się zażartymi do ostatnich granic wrogami Polski, Polaków i wszystkiego co polskie. Toteż każdy wróg Polski i Polaków stawał się ich naturalnym sprzymierzeńcem, a oni starali się stać jego serwilistycznym pomocnikiem.

W ten sposób na gruncie wspólnego polakożerstwa doszło około 1900 roku do bliskiej współpracy ukraińsko-niemieckiej. Temat to dzisiaj w ogóle nieznany nawet wielu historykom polskim. Dlatego warto przypomnieć dzieje tej współpracy, na którą rzucił nieco światła Stanisław Stroński w swej książce „Pierwsze lat dziesięć (1918-1928)” (Lwów 1928, str. 41-47).

Od 1900 roku zaczęły się ujawniać powiązania Niemców z nacjonalistami ukraińskimi w Galicji, tj. od kiedy posłowie niemieccy w pruskim Landtagu i niemieckim Reichstagu zaczęli występować życzliwie w ich sprawach z dokumentami w ręku ze źródeł ukraińskich pochodzących ze Lwowa, a ambasadorowie niemieccy w Wiedniu, podobnie jak konsulowie niemieccy we Lwowie, czynili zabiegi na ich rzecz, które zawsze były powiązane z działalnością antypolską. Lecz o rodzaju i zakresie tych stosunków mało się wiedziało aż do 1913 roku, gdy polskiemu dziennikarzowi z zaboru pruskiego, Franciszkowi Salezemu Krysiakowi udało się sięgnąć do tajnych archiwów słynnego Ostmarkenvereinu, wszechniemieckiego stowarzyszenia walki z Polakami, znanego powszechnie wśród Polaków jako HAKATA, a przede wszystkim do osobnego dossier ukraińsko-niemieckiego, o czym poinformował społeczeństwo polskie (np. „Kuryer Śląski” 1913, nr 297, Katowice). Dokumenty i korespondencja, z których pierwszy jest z 23 marca 1903 roku a ostatni z 29 września 1913 roku, obejmują swą treścią spiski polityczne przeciw Polakom, instrukcje dla konsulów niemieckich we Lwowie, antypolskie pomysły gospodarcze, przesyłki pieniędzy dla Ukraińców na antypolską działalność we Lwowie i w Małopolsce Wschodniej. Ze strony niemieckiej w rozmowach i korespondencji brali udział sekretarze generalni Ostmarkenvereinu, pp. Bovenschen i Schoultz oraz prezes Tiedemann, a ze strony ukraińskiej sekretarze lwowskiego Komitetu Narodowego, pp. Kusmycz i Stepan Baran, kilku ukraińskich posłów do Sejmu Galicyjskiego we Lwowie oraz ksiądz grekokatolicki, członek Komitetu Narodowego i reprezentant arcybiskupa Andrija Szeptyckiego, Włodzimierz Hanyckyj, który zapoczątkował te kontakty i do końca był głównym łącznikiem. Od tego rzekomego duchownego chrześcijańskiego i wiernego sługi abpa Andreja Szeptyckiego na gruncie antypolskim, wprost na milę buchała nienawiść do Polaków. Np. z dziennika łódzkiego „Rozwój”, z artykułu pt. „Tiedemann i rusini” (29.12.1913) dowiedziałem się jak to sugerował Tiedemannowi brutalne wyrzucenie robotników polskich z Niemiec przez zastąpienie ich robotnikami „ukraińskimi” z Galicji i błagał o pomoc finansową dla Ukraińców, aby mogli wykupywać majątki polskie w Galicji, ewentualnie aby wykupywali je Niemcy. Z kolei wspomniany wyżej Stepan Baran, także i zawsze ziejący nienawiścią do Polaków, zamiast siedzieć we więzieniu był w wolnej Polsce, w latach 1928-39 posłem na Sejm RP, a podczas okupacji niemieckiej współpracował z hitlerowcami w Krakowie („Kto był kim w Drugiej Rzeczypospolitej” Warszawa 1994).

Podczas I wojny światowej 1914-18 stosunki niemiecko-ukraińskie (w odniesieniu do Galicji) były jeszcze bardziej ożywione, gdyż do walki z Polakami dążącymi do odzyskania niepodległości tak Berlin jak i Wiedeń chciał wykorzystać Ukraińców galicyjskich, którzy chętnie na to przystali. Współpraca była dwukierunkowa: jawna i tajna (ciekawe czy rozpracowana przez z natury leniwych w tej materii współczesnych historyków polskich). W ręce polskie dostały się dwa listy z 1915 roku wysłane przez Niemców do ks. Hanyckyego: z Dowództwa Landsturmbatallion Stendal (nr 2149 z 10.11.1915) i Pruskiego Ministerstwa Wojny (nr 2271/11. 15. U.K. z 27.11.1915) oraz prowadzony przez jednego z czołowych działaczy Ukraińców galicyjskich – Eugeniusza Olesnyckyego dzienniczek z treścią wszystkich rozmów niemiecko-austriacko-ukraińskich, głównie na tematy niemiecko-ukraińsko-polskie, w tym przyszłości Galicji, prowadzonych od sierpnia 1914 do września 1916 roku. We wszystkich tych rozmowach sączyła ukraińska nienawiść do Polaków i chęć szkodzenia im. Z zapisków dowiadujemy się, że np. 7 września 1915 roku premier Austrii. Hrabia Struergkh powiedział Kots Lewyckyemu, że zaraz po wojnie z Galicji Wschodniej, Wołynia i Podola powstanie ukraińska prowincja, niezależna ale związana z Austrią. Administracja będzie niemiecka, dopóki nie wykształci się ukraińskich urzędników.

Pod koniec października 1917 roku władzę w Rosji objęli bolszewicy, a na Ukrainie zapanował prawdziwy chaos. Niemcy wraz z Austriakami przystąpili do utworzenia państwa ukraińskiego w Kijowie. Marionetkowemu rządowi Ukraińskiej Centralnej Rady, który wkrótce został przepędzony z Kijowa, w traktacie brzeskim, czyli traktacie pokojowym podpisany w Brześciu nad Bugiem 9 lutego 1918 roku między Niemcami i Austro-Węgrami a Ukraińską Republiką Ludową, Berlin i Wiedeń odstępował niby istniejącej Ukrainie polską Chełmszczyznę i część Podlasia. Nacjonaliści ukraińscy ze Lwowa i ich religijny przywódca, arcybiskup Andrej Szeptycki nie ukrywali swego zadowolenia z tego faktu, który był aktem przemocy, przekroczeniem uprawnień władz okupacyjnych określonych w międzynarodowej konwencji haskiej IV i nie spełniał warunku ustalenia losu tego obszaru w porozumieniu jego ludnością, co było wymagane postanowieniami art. 3 traktatu pokojowego między państwami centralnymi a Rosją, zawartego 3 marca 1918 roku również w Brześciu Litewskim (Wikipedia). 27 marca 1918 roku zagorzały obrońca postanowień traktatu brzeskiego, arcybiskup Szeptycki zwołał we Lwowie zjazd duchowieństwa grekokatolickiego na którym wyrażono radość z faktu powstania ukraińskiego państwa na Dnieprem i z przyłączenia do niego – jak pisano – „prastarych ukraińskich ziem Chełmszczyzny” (R. Grabowski, Likwidacja unickiej diecezji chełmskiej i próby jej wznowienia, "Nasza Przeszłość": Studia z dziejów Kościoła i kultury katolickiej w Polsce, Kraków 1989, nr 71). W tajnej klauzuli do tego dokumentu Austro-Węgry zobowiązywały się do wyodrębnienia Galicji Wschodniej wraz ze Lwowem i Przemyślem jako osobnego (autonomicznego) kraju koronnego Austrii, w której władza zostanie odebrana Polakom i oddana w ręce ukraińskie.

Niemcy i Austria przegrywający I wojnę światową i mający pełną świadomość powstania niepodległego państwa polskiego, które zażąda od Austrii zwrotu Galicji, a od Niemiec Wielkopolski, Pomorza Gdańskiego i Śląska, postanowiły w miarę możności uniemożliwić odrodzenie się Polski czy doprowadzenie do tego, aby była małym sezonowym państwem, które w odpowiednim momencie będzie zlikwidowane. Dlatego Wiedeń i Berlin ustalili, że Galicję Wschodnią oddadzą w ręce nacjonalistów ukraińskich, z którymi w tej sprawie współpracowali, co potwierdziły dokumenty ukraińskie, które znalazły się później w rękach polskich (S. Stroński). Aby ten plan mógł być zrealizowany przed samym końcem wojny przystąpiono do skierowania do Galicji Wschodniej batalionów ukraińskich z pułków wojskowych, w których dominowali Rusini i Ukraińcy (np. pułki piechoty nr: 9, 15, 30, 55, 58, 77, 80, 90, 95, 100, 115, 124) i jednocześnie do usunięcia z Galicji Wschodniej pułków „polskich”. W ten sposób w samym Lwowie znalazło się 10 000 żołnierzy austriackich narodowości rusko-ukraińskiej. 19 października 1918 roku we Lwowie powołano Ukraińską Radę Narodową, która, oczywiście, nie szukając porozumienia z Polakami, którzy byli dominującą siłą w życiu Lwowa i całej Galicji Wschodniej, a za zgodą rządu austriackiego i przy czynnej pomocy austriackich czynników wojskowych (komendant austriacki we Lwowie, gen. Pfeffer oddał Ukraińcom 31 października 1918 roku kasarnie, broń i składy), w nocy na 1 listopada 1918 roku opanowali Lwów i Galicję Wschodnią po Przemyśl.

Tak z inspracji niemiecko-austraickiej doszło do wojny polsko-ukraińskiej trwającej do lipca 1919 roku, z tym że arcypolski Lwów przepędził z miasta Ukraińców już po trzech tygodniach krwawych walk.

Koło Lwowian w Melbourne (Australia)

W 1968 roku powstało w Melbourne Koło Lwowian i Miłośników Miasta Lwowa w Australii. Inicjatorem jego założenia oraz prezesem był Marian Kałuski. W 1974 roku ta placówka kresowa przyjęła nazwę Koło Lwowian i Związek Ziem Wschodnich R.P. W latach 1968-70 Koło Lwowian i Miłośników Miasta Lwowa w Australii wydawało dwumiesięcznik „Merkuriusz Ziem Wschodnich Rzeczypospolitej”, którego redaktorem był Marian Kałuski (Jan Kowalik „Bibliografia czasopism polskich wydanych poza granicami Kraju od września 1939 rok” Tom V, Katolicki Uniwersytet Lubelski 1988, str. 197). Koło w 1971 roku oraz Marian Kałuski za akcję na rzecz obrony Cmentarza Obrońców Lwowa we Lwowie (Stanisław S. Nicieja „Cmentarz Obrońców Lwowa” Ossolineum, Wrocław 1990, str. 144) zostali odznaczeni Złotą Odznaką Koła Lwowian w Londynie.

Kulików na Ziemi Lwowskiej

Kulików do 1945 roku był miastem w powiecie żółkiewskim, w województwie lwowskim (obecnie na Ukrainie, w obwodzie lwowskim). Dawne te ziemie lechickie (polskie), przyłączone ponownie do Polski w latach 1340-49 przez króla Kazimierza Wielkiego, w wyniku najazdów najpierw tatarskich, a potem litewskich musiały być prawie bezludne, skoro w 2. poł. XIV w. zaczęli osiedlać się tu koloniści polscy i niemieccy. Został tu więc założony w 1399 roku kościół rzymskokatolicki pw. św. Mikołaja, jeden z pierwszych w archidiecezji lwowskiej. Uposażył go Mikołaj Herburt z Felsztyna i Kulikowa, a więc tutejszy dziedzic. W 1469 roku Mikołaj (Miklasz) Herburt, stolnik przemyski, nadał osadzie prawa miejskie. Po Herburtach panami Kulikowa zostali w 2. poł. XV w. Kulikowscy herbu Drogomir, dla których miasteczko było ich gniazdem rodowym. Po nich miasto dzierżawili: Żurawińscy, Sobiescy, Radziwiłłowie i Batowscy. W 2. poł. XVII wieku król polski Jan III Sobieski osiedlił w należącym do niego Kulikowie jeńców tatarskich i tureckich, którzy wyrabiali w założonej przez niego manufakturze koce i burki (istniała jeszcze w XVIII w.). Poza tym Kulików słynął z wyrabianych tu miodów pitnych. Z czasów I Rzeczypospolitej zachowały się ślady zamczyska oraz fortyfikacji ziemnych. Od XIX w. Kulików był ważnym ośrodkiem sadownictwa oraz szewstwa dla zaopatrywania pobliskiego Lwowa i Żółkwi. Parafia rzymskokatolicka w Kulikowie została założona w 1546 roku, a konsekracji kościoła pw. św. Mikołaja Biskupa dokonał w 1766 roku arcybiskup lwowski Wacław Sierakowski. Parafia należała do dekanatu żółkiewskiego, archidiecezji lwowskiej i w 1938 roku miała 1093 wiernych. Obecną świątynię w stylu gotycko-renesansowym wystawił kasztelan przemyski Mikołaj Herburt Odnowski w 1538 roku; fasadę ma niespotykaną w innych budowlach ziem ruskich, w formie szczytu schodkowego o podziałach kratownicowych, a na uwagę zasługuje tablica erekcyjna z 1538 roku, znajdująca się w prezbiterium, oraz gotycki portal w kruchcie kościoła. Kościół był restaurowany w 1854 roku i w jego wnętrzu zachowały się fragmenty polichromii wykonanej w tymże roku przez A. Kaczmarskiego. Przed 1939 rokiem kościół posiadał kilka kopii obrazów Giotta i Tycjana oraz obrazy włoskie y XVII w. z daru króla Jana III Sobieskiego. Od chwili wypędzenia stąd Polaków przez Stalina po II wojnie światowej, opuszczony kościół popada w ruinę. W Kulikowie 20 kwietnia 1945 roku urodził się wybitny chemik polski Stanisław Głąb, od 1993 profesor i od 2005 prorektor Uniwersytetu Warszawskiego.

Ośrodki samoobrony polskiej na Wołyniu w latach 1943-44

Podczas II wojny światowej, w okresie od lipca 1941 do lipca 1944 roku polski Wołyń znajdował się pod okupacją niemiecką. Tutejsza ludność ukraińska współpracowała w okupantem niemieckim i brała udział w hitlerowskich zbrodniach (np. będąca pod niemiecką kontrolą Ukraińska Policja Pomocnicza). To dziełem Ukraińców i Niemców było brutalne wymordowanie w latach 1941-42 tutejszych Żydów (ok. 250 tys. ofiar). Widząc i biorąc udział w eksterminacji Żydów, po dokonaniu tej zbrodni nacjonaliści ukraińscy spod flag Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) postanowili dokonać eksterminacji polskiej ludności Wołynia, czyli dokonać czystki etnicznej, aby w ten sposób uniemożliwić powrót tu Polski po wojnie.

Akcję eksterminacji ludności polskiej oddziały bandyckiej UPA, wzmocnione dezerterami z Ukraińskiej Policji Pomocnicznej (wszyscy jej członkowie byli nacjonalistami ukraińskimi i gdzie mogli tam już wcześniej dokuczali Polakom, których niekiedy także mordowali) i wspomagane przez duchownych prawosławnych, którzy albo zachęcali swych parafian do mordów i błogosławili im narzędzia zbrodni, albo sami brali w niej udział, rozpoczęli w lutym 1943 roku. Kulminacja mordów przypadła na miesiąc lipiec, po wydaniu przez Dmytra Klaczkiwśkyego tajnej dyrektywy dowództwa UPA-„Piwnicz” w sprawie przeprowadzenia wielkiej akcji likwidacji polskiej ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat. W mordach dokonywanych z dużym okrucieństwem uczestniczyła również ukraińska ludność cywilna. W całym lipcu 1943 roku ofiarą napadów padło co najmniej 530 polskich wsi i osad. Tylko 11 lipca i tylko w powiatach: Kowel, Luboml i Włodzimierz Wołyński bandy UPA dokonały ataków na Polaków aż w 99 wioskach. Następnego dnia dokonano rzezi Polaków w 50 dodatkowych wioskach. W masakrach dokonanych w lipcu zginęło 17 tysięcy Polaków. Kolejne masowe mody dokonali Ukraińcy w sierpniu i w okresie Bożego Narodzenia tego roku. Zorganizowane zbrodnie trwały do lutego 1944 roku i spowodowały na Wołyniu według szacunków historyków śmierć do 50-60 tysięcy Polaków (Wikipedia).

Polska ludność uciekała do miast, w których przebywały garnizony wojsk niemieckich, albo próbowała przetrwać w powstałych na prędce ośrodkach samoobrony. Powstało ich około stu, jednak także większość z nich, te które były słabo uzbrojone, nie potrafiły powstrzymywać niekiedy kilku tysięcznych mas zdziczałego przez wojnę i panujący tu terror najpierw sowiecki, a teraz niemiecki (z którego Ukraińcy czerpali natchnienie) chłopstwa, żądnego krwi i łupów; poza tym bandytyzm jest cechą charakteru ukraińskiego, co potwierdza historia tego narodu od ponad tysiąca lat po dzień dzisiejszy (najświeższy przykład: odnosząc się do konfliktu w Donbasie, nacjonalistyczny dziennikarz gazety „Ukraińśkyj tyżden” Bohdan Butkewycz powiedział dla telewizji Hromadske.tv, że w Donbasie jest 1,5 mln zbędnych ludzi (miał na myśli Rosjan!) i „Najważniejsze, co trzeba zrobić w tym momencie, jakkolwiek to brutalnie zabrzmi – trzeba (ich) po prostu zabić” (Kresy.pl 2.8.2014).

Do najważniejszych i tych które przetrwały do końca polskich ośrodków samoobrony powstałych na Wołyniu należały ośrodki w: Jagodzinie i Rymaczach w powiecie Luboml, Andersówce, Bielinie i Spaszczyźnie w powiecie Włodzimierz Wołyński, Zaturcach w powiecie Horochów, Kolonii Dąbrowa, Kupiczowie i Zasmykach w powiecie Kowel, Antonówce Szepelskiej, Przebrażu i Rożyszczu w powiecie Łuck, Pańskiej Dolinie w powiecie Dubno, Dederkałach, Kutach i Rybczy w powiecie Krzemieniec, Ostrógu i Witoldówce w powiecie Zdołbunów, Hucie Starej, Hucie Stepańskiej i Wyrce w powiecie Kostopol i Antonówce w powiecie Sarny. Największym z nich był ośrodek samoobrony w Przebrażu, w którym schroniło się aż do 12 000 Polaków i który był w stanie odeprzeć aż trzy zmasowane ataki Ukraińców: pierwszy 5 lipca (1000 bandytów), drugi 31 lipca (3500 bandytów) i trzeci 30 sierpnia (12 000 bandytów, w tym połowa uzbrojonych w broń palną, a reszta w siekiery, widły, kosy). Po rozpoznaniu siły przeciwnika, dowództwo samoobrony postanowiło poprosić o pomoc oddział sowieckiej partyzantki, dowodzony przez płka Prokopiuka, stacjonujący w lasach kilka kilometrów od Przebraża. Jednocześnie przez Błota Warchańskie w kierunku na Hermanówkę przekradła się wyselekcjonowana i dobrze uzbrojona grupa obrońców Przebraża złożona z 120 ludzi, wzmocniona 30 osobowym oddziałem zwiadu konnego z ośrodka. Wspólnie z partyzantką sowiecką ta grupa przebrażan zaatakowała główne siły UPA od tyłu. W tym samym czasie obrona Przebraża rozpoczęła kontratak na wszystkich odcinkach. Manewr ten był dla upowców całkowitym zaskoczeniem, w ich szeregi wkradła się panika i rozpoczęli niekontrolowany odwrót, a właściwe ucieczkę. Straty UPA w tej bitwie ocenia się na ok. 400 zabitych, 40 wziętych do niewoli, zdobyto na nich 17 cekaemów, 6 erkaemów i 6 miotaczy min (Wikipedia).

Wyjątkowo dzielnie bronił się mały ośrodek samoobrony w Pańskiej Dolinie koło Dubna (500 Polaków), który potrafił w krwawych walkach odeprzeć aż cztery zmasowane ataki bandytów ukraińskich: 22 czerwca, 14 lipca, 5 sierpnia i 22 września 1943 roku. – Ośrodkiem samoobrony w Ostrogu dowodził miejscowy proboszcz katolicki, o. Remigiusz Kranc; w okresie walk z bandytami ukraińskimi latem 1943 roku zginęło w okresie 3 miesięcy aż 560 obrońców, a po wycofaniu się oddziałów niemieckich i węgierskich oraz po wymarszu oddziału AK Franciszka Pukackiego "Gzymsa" na koncentrację oddziałów 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej, który wspomagał obrońców, na początku stycznia 1944, bandyci ukraińscy próbowali jeszcze raz zdobyć ośrodek i wymordować Polaków. Bronili się oni wówczas dzielnie przed UPA przez dwa tygodnie w klasztorze kapucynów i budynku więzienia. Złożyli broń dopiero w ręce Armii Czerwonej, która wkroczyła do miasta 5 lutego 1944 roku. – We wsiach Rymacze i Jagodzin koło Lubomla w1943 roku powstały silne ośrodki samoobrony, które dzięki bohaterstwu ich mieszkańców, których wspierał oddział Armii Krajowej porucznika Kazimierza Filipowicza ps. "Korda", uniknęły zagłady z rąk ukraińskich nacjonalistów. – W Kupiczowie tutejsi Czesi, również zagrożeni eksterminacją z rąk bandziorów ukraińskich, opowiedzieli się po polskiej stronie i udzielali schronienia Polakom. Stworzono tu około 100-osobowy polsko-czeski oddział samoobrony podporządkowany dowództwu Armii Krajowej w Zasmykach. Dwukrotnie: 12 i 22 listopada 1943 roku, z pomocą polskiego oddziału Armii Krajowej Władysława Czermińskiego „Jastrzębia” mieszkańcy Kupiczowa odparli atak nacjonalistów ukraińskich. – Ośrodek samoobrony w Kutach, jak wszystkie inne powstał w 1943 roku w okresie największego nasilenia rzezi Polaków w powiecie krzemienieckim, w którym schronienie próbowało znaleźć 2000 Polaków z Kut i pobliskich wsi. Uchodźcy założyli ośrodek samoobrony i 3 maja 1943 roku odparli atak bandytów z UPA i czerni ukraińskiej, dzięki czemu uratowali się. W walce zginęło 53 obrońców. Jednak ze względu na zniszczenia i brak amunicji, następnego dnia Polacy opuścili miejscowość, szukając schronienia w Krzemieńcu lub Ostrogu. – Innymi ośrodkami samoobrony polskiej, które trzeba było ewakuować, były wsie Huta Stepańska i pobliska Wyrka. W pierwszej szukało schronienia 3000, a w drugiej 2000 Polaków. Oddział samoobrony Huty Stepańskiej miał 500 obrońców, ale tylko 80 miało broń. Ośrodki korzystały z pomocy polskich (oddział Józefa Sobiesiaka) i sowieckich oddziałów partyzanckich. Zmasowany atak band ukraińskich na Hutę Stepańską nastąpił 16 lipca 1943 roku (zginęło wówczas 300 Polaków), a następnego dnia aż dwa ataki – w dzień i o 1 w nocy 18 lipca kilku tysięcy bandytów. Wielokrotnie dochodziło do walki wręcz. Trzykrotnie wypierano napastników z samego centrum wsi. Znowu zginęło wielu Polaków. Dowództwo samoobrony (dowódca Władysław Kochański) krytycznie oceniło położenie Huty, gdyż brakowało już amunicji. Podjęto decyzję o ewakuacji i przebijaniu się przez pierścień oblężenia na odcinku północnym w kierunku linii kolejowej Kowel-Sarny, odległej o 20 km, oraz bazy samoobrony w Antonówce. Po sformowaniu kolumny wozów, nad ranem 18 lipca 1943 roku wszystkie siły samoobrony zaatakowały na odcinku północnym bandytów ukraińskich, odrzucając ich na boki. W powstały korytarz wdarła się 3-kilometrowa kolumna wozów i pieszych. Dzięki gęstej mgle udało się uniknąć ostrzału przeciwnika i ofiar wśród uciekinierów. Po wydostaniu się kolumny z kotła, jej koniec obsadzili żołnierze samoobrony odrzucając ukraiński pościg. Zginęło łącznie około 600 Polaków, ale resztę udało się uratować. Część uratowanych Polaków szukała schronienia w miastach wołyńskich, większość Niemcy załadowali do pociągów i wywieźli na roboty do Niemiec. Dzisiaj wnuków tych bandytów – także nacjonalistów ukraińskich ! – wita się w Polsce z otwartymi rękoma. Za Mikołajem Rejem: „Polak przed szkodą i po szkodzie głupi”.

Polskie Konserwatorium Muzyczne w Wilnie

W wyniku rewolucji 1905 roku Rosja carska była zmuszona przyznać większe prawa swoim nierosyjskim poddanym, m.in. Polakom na Kresach, którzy od Powstania Styczniowego 1863-64 byli pozbawieni prawa używania swego języka w miejscach publicznych i pozbawieni możliwości wydawania polskiej prasy i polskich książek, posiadania polskich organizacji społecznych i kulturalnych, m.in. teatrów czy chórów. Obrzydliwi urzędnicy carscy – rusyfikatorzy forsowali często rozwiązania budzące sprzeciw nawet na dworze carskim. Np. gubernator miński bezskutecznie zabiegał o wprowadzenie zakazu rozpowszechniania wydawnictw polskich na terenie guberni („Przegląd Katolicki” 21,5.1989, Warszawa).

Na fali przyznanej Polakom większej wolności wybuchło polskością Wilno. Na odcinku muzycznym, w 1906 roku powstało w mieście pierwsze polskie towarzystwo śpiewacze – chór „Lutnia”, dysponujący nawet własną dużą salą koncertową. Niebawem w oparciu o „Lutnię” powstało Konserwatorium Muzyczne, którego wieloletnim dyrektorem był przybyły do Wilna w 1910 roku Adam Wyleżyński (1880-1954), skrzypek, dyrygent orkiestr symfonicznych oraz znakomity pedagog. Pierwszy koncert z jego udziałem odbył się w październiku 1910 roku w nowo powstałej sali Teatru „Lutnia”. Obok K. Gałkowskiego był współorganizatorem Wileńskiej Orkiestry Symfonicznej, a w 1927 roku był członkiem jury pierwszego Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Przez cały okres swego istnienia Konserwatorium wileńskie gromadziło najlepsze siły muzyczne i pedagogiczne w mieście oraz grono muzyków przybyłych do Wilna. Wykładowcami byli m.in. Adam Wyleżyński, Stanisław Szpinalski, Tadeusz Szeligowski, Eugeniusz Dziewulski, Eleonora Kaduszkiewiczowa, Marcelina Kimontt-Jacynowa, Zofia Romaszkowa, Konstancja Święcicka, Halka Ledóchowska, Jacobi-Pawłowiczowa, Pliszko-Ranuszewiczowa, Bronisława Gawrońska, Czesław Lewicki, Mira Rezler, Arnold Rezler.

W 1934 roku osiadł w Wilnie i podjął pracę w konserwatorium muzycznym Stanisław Szpinalski (1901-1957), świetny pianista, uczeń Ignacego Paderewskiego, koncertujący w wielu krajach Europy oraz USA i Kanady, laureat II nagrody na I Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Po zapoznaniu się ze statusem konserwatorium wraz z kilkoma jego profesorami: Tadeuszem Szeligowskim, Zofią Romaszkową i Czesławem Lewickim oraz poparciu ze strony Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, a szczególnie jego referenta ds. muzyki Stefana Śledzińskiego, gruntownie je zreformował. Rozwiązano dotychczasowe konserwatorium, a w jego miejsce utworzono nowe, niezależne od towarzystwa muzycznego „Lutnia”, pod nazwą Konserwatorium Muzyczne im. Mieczysława Karłowicza. Istotną pomocą było przyznanie nowemu Konserwatorium czterech etatów dla najważniejszych pedagogów w Konserwatorium Warszawskim z delegacją do Wilna. Poza tym, oprócz kilku pedagogów ze starego konserwatorium zaangażowano kilku nowych i młodych, ale uzdolnionych muzyków: Czesława Lewickiego (dyrygentura, przedmioty teoretyczne), Mirę Rezler (skrzypce) i Arnolda Rezlera (wiolonczela). Dyrektorem Konserwatorium został Stanisław Szpinalski.

1 września 1939 roku Niemcy napadły zbrojnie na Polskę od zachodu, a od wschodu 17 września Związek Sowiecki, który zajął m.in. Wilno. 26 października t.r. Moskwa przekazała Wilno Litwie Kowieńskiej za sowieckie bazy wojskowe na Litwie, co umożliwiło zajęcie całej Litwy przez Stalina w czerwcu 1940 roku. W czasie litewskiej okupacji Wilna polskie Konserwatorium Muzyczne wegetowało, gdyż Litwini prowadzili zajadłą politykę antypolską. Po włączeniu Litwy do Związku Sowieckiego władze sowieckie utworzyły Państwową Szkołę Muzyczną, do której włączono polskie konserwatorium. Wielu studentów nowej szkoły stanowili Polacy, dlatego wiele zajęć było prowadzonych w języku polskim, chociaż szkoła miała niby charakter litewski. Po zajęciu Wilna przez Niemców w lipcu 1941 roku, w jesieni usunięto z niej polskich studentów (Żydów wcześniej) i była to teraz mała litewska szkółka muzyczna, gdyż w Wilnie było bardzo mało Litwinów. W 1944 roku władze sowieckie otworzyły ponownie Państwową Szkołę Muzyczną, w której wykładowcami i studentami byli m.in. Polacy. Po włączeniu Wilna do Związku Sowieckiego w 1945 roku, pedagodzy i większość polskich studentów wyjechała do Polski w nowych granicach. Jednak w nowej – litewskiej szkole nie brakowało nigdy Polaków, gdyż w Wilnie pozostało dziesiątki tysięcy Polaków. Ukończyli ją m.in. kompozytorzy polscy Romuald Twardowski i Alina Piechowska (potem oboje wyjechali do Polski) oraz dyrygenci, m.in. Władysław Korkuć i Jan Mincewicz, którzy organizowali polskie zespoły pieśni i tańca na Litwie.

Do grona wybitnych wychowanków wileńskiego Konserwatorium Muzycznego należał Witold Rudziński (1913-2004), kompozytor, historyk muzyki, pedagog, po wojnie dyrektor artystyczny Filharmonii i Opery Stołecznej w Warszawie, redaktor miesięcznika „Muzyka” oraz zeszytów „Śpiewamy i tańczymy”, profesor od 1964 i doktor honoris causa (1998) Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej/Akademii Muzycznej w Warszawie, prezes zarządu głównego Związku Kompozytorów Polskich, laureat nagród, m.in. specjalnego wyróżnienia na Konkursie Księcia Rainiera w Monaco w 1963 roku za operę „Odprawa posłów greckich”. Innymi wybitnymi wychowankami Konserwatorium wileńskiego byli: Antoni Szuniewicz (1911-1987), organista, kompozytor, dyrygent, chórmistrz, pedagog, po wojnie m.in. długoletni organista i dyrygent chóru w Bazylice Katedralnej św. Rodziny w Częstochowie; Sylwester Czosnowski (1908-1970), dyrygent, kompozytor, wybitny klarnecista, po wojnie dyrektor teatru Komedia Muzyczna w Szczecinie oraz pedagog; Ludwik Jakajtis (1904-1987), kompozytor i dyrygent, w latach 1953-70 muzyk orkiestry symfonicznej - skrzypek (altowiolista) Państwowej Filharmonii w Szczecinie; Janusz Bułhak (1906-1977), kompozytor i znany fotografik; utalentowanymi pianistami zostali Zygmunt Jeśman (po wojnie profesor Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie (obecnie Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina) i Włodzimierz Trocki (po wojnie profesor Państwowej Szkoły Muzycznej w Kielcach), a utalentowanym skrzypkiem Michał Szabsaj.

Po wojnie w Polsce wybili się następujący pedagodzy wileńskiego Konserwatorium Muzycznego im. Mieczysława Karłowicza: Stanisław Szpinalski był m.in. profesorem Wyższych Szkół Muzycznych w Łodzi, Poznaniu i Warszawie (był także jej rektorem) i prezesem Towarzystwa im. Fryderyka Chopina w Warszawie (1955-67), Tadeusz Szeligowski był profesorem Szkół Muzycznych w Poznaniu i Warszawie oraz został znanym kompozytorem, Eugeniusz Dziewulski (1888-1978), dy¬rygent, kierownik muzyczny i dyrektor teatru, reżyser, scenograf, bardzo zasłużony w życiu muzycznym Wilna, po wojnie m.in. współpracował z Teatrem Wybrzeże (sceny w Gdyni i Sopocie), był prezesem Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego i dyrygował jego orkiestrą, był twórcą głośnego widowiska regionalnego „Wesele na Kurpiach”, wystawionego w Warszawie w 1949 roku, a jego suita orkiestrowa „Kolorowe obrazki” została wyróżniona na Konkursie Kompozytorskim im. księcia Rainiera w Monako w 1966 roku; Marcelina Kimontt-Jacynowa została profesorem Konserwatorium Warszawskiego; Zofia Kerntopf-Romaszkowa była profesorem fortepianu w Akademii Muzycznej w Łodzi (1946–1966) i autorką licznych i mających wiele wydań pozycji pianistycznej literatury pedagogicznej; Czesław Lewicki (1906-1979) był dyrygentem w Polskim Radiu w Warszawie; Arnold Rezler (1909-2000), wiolonczelista, dyrygent, kompozytor po wojnie m.in. dyrygentem Filharmonii Narodowej w Warszawie (obok Bohdana Wodiczki), potem Opery Warszawskiej i w latach 1964-78 dyrektorem artystycznym Centralnej Orkiestry Reprezentacyjnej Wojska Polskiego. Jego świetna kariera dyrygencka rozpoczęła się niespodziewanie w Wilnie w 1939 roku i stała się później jego życiową pasją i powołaniem. Podczas transmisji koncertu Orkiestry Filharmonii Wileńskiej na antenę rozgłośni Polskiego Radia zabrakło dyrygenta. Arnold Rezler, wiedziony poczuciem odpowiedzialności, stanął za pulpitem i poprowadził orkiestrę, ratując od skandalu Filharmonię i Polskie Radio.

W Wilnie urodził się Tadeuszowi Szeligowskiemu syn Aleksander (1934-1993), kompozytor, dyrygent, organista i pedagog, profesor Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Poznaniu i asystent dyrygenta Filharmonii Poznańskiej.

O wysokim poziomie nauczania w Konserwatorium Muzycznym im. Mieczysława Karłowicza w Wilnie świadczy fakt, że zgodnie z zarządzeniem ministra kultury i sztuki z dnia 25 września 1950 roku w sprawie określenia szkół artystycznych, których ukończenie stanowi dowód posiadania studiów wyższych, na liście podanych szkół znalazło się przedwojenne konserwatorium wileńskie.

Kowel na Wołyniu i Polacy urodzeni w tym mieście

Kowel nad Turią do 1945 roku był względnie dużym miastem powiatowym w województwie wołyńskim (obecnie Ukraina, obwód wołyński). W XIV w. Kowel zajęła Litwa, która w 1385 roku zawarła unię z Polską. Został wzniesiony tu zamek, który został spalony podczas wojen polsko-szwedzkich w XVII w. W skład Polski wszedł Kowel w 1569 roku. Prawa miejskie magdeburskie nadał Kowlu w 1518 roku król Zygmunt I Stary. Jego żona, królowa Bona, nabyła miasto od Sanguszków i utworzyła tu starostwo niegrodowe. Królowa dbała o gospodarkę miasta, potwierdziła mu prawa magdeburskie, sprowadziła nowych osadników, zezwoliła na pobieranie dziesięciny od kupców przybywających na duże targi drewnem i rybami, a w 1536 roku zatwierdziła miejscowe ustawy cechowe. Po Bonie dobra kowelskie weszły w skład dóbr królewskich. Pierwszy kościół katolicki dla Polaków został tu założony w 1591 roku. Po zniszczeniach wojennych odbudowany w 1710 roku i w 1725 roku konsekrowany przez biskupa łuckiego Stefana Rupniewskiego. Odbudowany po pożarze w 1854 roku odbudowany (drewniana świątynia) p.w. św. Anny, przetrwał do 1945 roku, kiedy to został zniszczony przez władze sowieckie. Parafia kowelska, licząca 3800 wiernych w połowie XIX w., wchodziła w skład dekanatu kowelskiego diecezji łuckiej. Przed I wojną światową do dekanatu kowelskiego należały kościoły parafialne w Kowlu, Lubomlu, Przewałach, Turzysku, Hołobach, Ratnie, Kamieniu Koszyrskim, Bucyniu, Ostrówkach i Nabrzusce (władze carskie zlikwidowały parafie w: Opalinie, Mielnicy, Hulewiczach i Maciejowie). W 1616 roku król Zygmunt III potwierdził Kowlu prawa miejskie. Miasto było w tym czasie ludne i miało dobrze rozwinięte rzemiosło (obok tradycyjnych rzemiosł m.in. cechy malarzy, złotników, hafciarzy). Za zasługi w wojnie ze Szwedami 1655-56 król Jan Kazimierz oddał tamtejsze starostwo dożywotnio Stefanowi Czarnieckiemu i jego żonie Zofii. Królowie August III i Stanisław August nadali miastu różne nowe przywileje. W 1773 roku z woli Sejmu starostwo kowelskie otrzymał wojewoda krakowski Wacław Piotr Rzewuski na własność dziedziczną. W ramach represji po Powstaniu Listopadowym 1830-31 rząd rosyjski w 1831 roku skonfiskował Rzewuskim dobra kowelskie. W 1792 roku stacjonował tu polski pułk jazdy - 3 Pułk Przedniej Straży Buławy Polnej Koronnej, który brał udział w wojnie z Rosją w obronie Konstytucji 3 maja i w Powstaniu Kościuszkowskim 1794 roku. W latach 1795-1915 Kowel był pod zaborem rosyjskim jako miasto powiatowe w guberni wołyńskiej; miasto stało się bardzo ważną węzłową stacją kolejową, na skrzyżowaniu linii: Brześć n. Bugiem – Równe, Chełm – Sarny, Kamień Koszyrski – Włodzimierz. Otwarta w 1877 roku linia kolejowa łączący Kowel z granicą Prus Wschodnich znana była jako Kolej Nadwiślańska (łączyła Kowel z Lublinem i Warszawą). Zaborcy rosyjscy, tak jak gdzie indziej, niszczyli tu brutalnie polskość. W latach 1915–16 w okolicy Kowla toczyły się ciężkie walki między wojskami rosyjskimi i austriackimi, a w obu armiach było bardzo wielu rekrutów polskich. Na cmentarzu wojennym „Na Górce” pochowano 1820 żołnierzy austriackich i niemieckich oraz 300 Polaków.

W listopadzie 1918 roku odrodziło się państwo polskie i rozpoczęła się walka o jego granice, w tym także na wschodzie. Na przełomie stycznia i lutego 1919 roku płk. Edward Rydz ps. "Śmigły" objął dowództwo nad Grupą Operacyjną „Kowel”, mającą za zadanie obronę odcinka Hrubieszów – Włodzimierz-Wołyński – rzeka Stochód – Maniewicze przed oddziałami Ukraińców Naddnieprzańskich. W wyniku działań manewrowych oddziały płk. Edwarda Rydza na początku marca zajęły Włodzimierz i Kowel. Podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku, w sierpniu Kowel zajęła dzicz bolszewicka prąca na Warszawę. Po wielkiej klęsce bolszewików pod Warszawą w połowie sierpnia, wojska polskie przystąpiły do ponownego zajmowania Ziem Wschodnich. 12 września ruszyła polska ofensywa, której kierunek wiódł z Hrubieszowa na Włodzimierz Wołyński-Łuck-Równe. Zmotoryzowany oddział pod dowództwem mjr. Włodzimierza Bochenka wyruszył z Włodawy by od północy dopaść Kowla. Rozbiwszy słabe oddziały bolszewickie po drodze, oddział niespodziewanie wpadł do Kowla, gdzie urzędowały spokojnie, jako zakwaterowane kilkadziesiąt kilometrów za frontem, sztaby dywizji bolszewickich. Po krótkiej, aż uporczywej walce, Kowel znalazł się w polskich rękach.

W niepodległej Polsce (1919-39) Kowel był trzecim największym miastem województwa wołyńskiego (ok. 30 tys. mieszk. w 1939 r.), zamieszkałym głównie przez Polaków i Żydów – po połowie (wśród 27 677 mieszk. w 1931 r. było zaledwie 4875 prawosławnych – Ukraińców i Rosjan, czyli zaledwie ok. 15% ludności miasta). Miasto było siedzibą dużego powiatu kowelskiego. Kowel stanowił duży i ważny węzeł kolejowy (były tu także zakłady naprawcze taboru kolejowego, odbudowano zniszczony podczas I wojny światowej duży dworzec kolejowy). Kowel był miastem wielu szkół (8 podstawowych, 3 gimnazja, 7 szkół zawodowych w tym bardzo ważnej placówki – Szkoły Mierniczej i Drogowej). W mieście stacjonowała wielka jednostka Wojska Polskiego - 27 Dywizja Piechoty (także dowództwo i sztab), która podczas kampanii wrześniowej 1939 walczyła dzielnie na Pomorzu i Mazowszu, a jeden z oddziałów wziął udział w obronie Warszawy. W Czerkasach pod Kowlem znajdowała się do 1939 roku polska wielka składnica uzbrojenia. W okresie międzywojennym w Kowlu wydawanych było 11 czasopism polskich: pierwsze to „Gazeta Kowelska” 1923-25, a ostatnie „Ziemia Kowelska” wydawana od 1938 roku; na uwagę zasługuje miesięcznik literacki i naukowy młodzieży Państwowej Szkoły Mierniczej i Drogowej „Na Straży”, wydawany w latach 1923-30.

Kowel szczycił się Kościołem Pomnikiem ku czci Niepodległości i Bohaterów Kresów p.w. św. Stanisława Bpa, wzniesionym przez proboszczów kowelskich: ks. prałata Feliksa Sznarbachowskiego i ks. infułata Mariana Tokarzewskiego (zamordowanego przez NKWD w 1941 r.) w latach 1924-31 (arch. Konanowicz z Warszawy); był to największy kościół katolicki na Wołyniu. W 1928 roku parafia kowelska liczyła 14 782 wiernych, a do dekanatu kowelskiego w diecezji łuckiej należały parafie w: Czersku, Hołobach, Karasinie, Kowlu, Maniewiczach, Mielnicy, Perespie, Powursku, Turzyńsku i Zasmykach. Kościół św. Anny z 1854 roku był kościołem filialnym parafii św. Stanisława Bpa. W Kowlu był także kościół garnizonowy św. Wojciecha. Kościół św. Stanisława uległ zniszczeniu podczas II wojny światowej. Sowieci ogromne mury rozebrali, budując z uzyskanej cegły więzienie i kilka budynków miejskich.

Po napadzie Niemiec na Polskę 1 września 1939 roku komendantem miasta został ppłk. Andrzej Hałaciński. 17 września t.r. Związek Sowiecki napadł na Polskę, zajmując Ziemie Wschodnie. Od września 1939 do czerwca 1941 roku Kowel był pod okupacją sowiecką, następnie do lipca 1944 pod okupacją niemiecką (Ukraińcy współpracowali z hitlerowcami, m.in. posterunek policji ukraińskiej w Kowlu). Podczas rzezi Polaków przez nacjonalistów ukraińskich w 1943 roku w mieście znalazło schronienie kilka tysięcy Polaków. Ponownie zajęty przez Armię Czerwoną w lipcu 1944 roku. W marcu-kwietniu 1944 roku w pobliżu Kowla operowała 27 Wołyńska Dywizja Piechoty Armii Krajowej biorąc wraz z Armią Czerwoną udział w zakończonej niepowodzeniem operacji kowelskiej. W latach 1939-1946 zginęło w Kowlu i okolicach miasta ponad 7 tys. Polaków, z których ponad 3000 to ofiary sowieckiej i niemieckiej okupacji, a około 3750 ludzi, z czego w samym Kowlu 44 osoby, zamordowali nacjonaliści ukraińscy z bandyckich organizacji OUN-UPA. Żydów kowelskich wymordowali Niemcy wraz z Ukraińcami; około 2000 z nich zostało rozstrzelanych na polskim cmentarzu katolickim. Pozostawione przez Żydów mienie zostało rozgrabione przez Niemców i ludność ukraińską.

W 1945 roku Stalin oderwał Kowel (wraz z całymi Ziemiami Wschodnimi) od Polski i włączyć do Związku Sowieckiego (Republiki Ukraińskiej) i wypędził stąd Polaków. Z okręgu wysiedleńczego Kowel w latach 1945-46 wypędzono do komunistycznej Polski 20 709 Polaków. W mieście pozostało niewielu Polaków. Po upadku Związku Sowieckiego odrodziło się w Kowlu życie polskie. Działa oddział Towarzystwa Kultury Polskiej, który prowadzi polską szkołę sobotnio-niedzielną, a w 1996 roku, dzięki pomocy finansowej ze strony Stowarzyszenia Wspólnota Polska w Warszawie do Kowla został przeniesiony i gruntownie odremontowany drewniany kościół katolicki z pobliskich Wiszenek, który stanowi centrum życia społeczno-kulturalnego wspólnoty rzymskokatolickiej. Miastami partnerskim Kowla są: Chełm, Brzeg Dolny, Łęczna, Legionowo i Krasnystaw.

W Kowlu urodziło się szereg znanych i zasłużonych Polaków, m.in.: Waldemar Babinicz (1901-1969), pisarz i pedagog, dyrektor Uniwersytetu Ludowego w Rożnicy k. Jądrzejowa; Klemens Paweł Białecki (ur. 1929), ekspert z zakresu handlu zagranicznego i marketingu, twórca polskiej szkoły marketingu międzynarodowego, profesor m.in. Wyższej Szkoły Handlowej w Warszawie; Henryk Biernacki (1894-1944), lekarz, działacz PPS-Lewicy, ordynator lecznicy Okręgowego Związku Kas Chorych w Krakowie; Kazimierz Dejmek (1924-2002), wybitny polski reżyser i aktor teatralny, dyrektor Teatru Narodowego (1962-68) i Teatru Polskiego (1981-95) w Warszawie, minister kultury i sztuki 1993-96, poseł na Sejm RP; Andrzej Dembicz (1939-2009), latynoamerykanista, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, twórca i dyrektor Centrum Studiów Latynoamerykańskich; Michał Friedman (1913-2006), pedagog i tłumacz na język polski literatury hebrajskiej i jidysz; Wanda Grabowska (1883- po 1 IX 1939), pedagog, czołowa działaczka pedagogiczna w Piotrkowie Trybunalskim, dyrektorka gimnazjum żeńskiego Zrzeszenia Nauczycieli Szkół Średnich tamże; Ryszard Horodecki (ur. 1943), fizyk, zajmujący się fizyką teoretyczną i informatyką kwantową, profesor Uniwersytetu Gdańskiego; Leszek Kasprzyk (ur. 1925), ekonomista i badacz stosunków międzynarodowych, profesor Uniwersytetu Warszawskiego; Zygfryd Piotr Koziełł (1926-2006), jeden z czołowych działaczy Polonii w Melbourne (Australia); Feliks Antoni Krzan (Krzanowski), (ur. 1920), weterynarz, żołnierz II Korpusu Polskiego (udział w bitwie o Monte Cassino), wykładowca Temple University w Filadelfii (USA); Krzysztof Kursa (1941-1990), aktor teatralny i filmowy; Bogusław Lambach (1925-1988), operator filmowy, autor zdjęć do wielu filmów polskich; Jerzy Nocuń (ur. 1933), dziennikarz w Warszawie; Barbara Pietkiewicz (ur. 1936), producentka filmowa, dziennikarka; Antoni Przygoński (1924-2014), historyk, dyplomata (Moskwa, Rostok); Jerzy Stanisław Siemasz (ur. 1939), tłumacz, literat, autor piosenek, lektor języka angielskiego na Uniwersytecie Warszawskim; Jerzy Skoczek (ur. 1938), inżynier, 1990-94 wiceprezydent Siedlec; Leszek Jakub Sławiński (1927-1995), dziennikarz, wydawca, m.in. w 1981 sekretarz redakcji „Biuletynu Informacyjnego” – pierwszego tygodnika „Solidarności”; Jan Stachniuk (1905-1963), filozof, teoretyk kultury, historiozof, publicysta, ideolog i twórca polskiej nacjonalistycznej grupy „Zadruga” oraz pisma o tym samym tytule; Zbigniew Staszkiewicz (ur. 1924), ksiądz katolicki, proboszcz parafii Nawrócenia św. Pawła w Lublinie, kanonik archidiecezji lubelskiej; Marian Stępniewski (ur. 1935), mineralog i geochemik, specjalista w zakresie spektrometrii rentgenowskiej, kierownik Centralnego Laboratorium Chemicznego Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie; Zofia Szajuk-Pietraszkowa (1940-1988), matematyk, wykładowca Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie, taterniczka, alpinistka, w 1970 w czasie wyprawy polskich alpinistów w Pamir (Związek Sowiecki) jako pierwsza Polka przekroczyła wysokość 7000 m wchodząc na Szczyt Lenina (7134 m), z członkami tej wyprawy dokonała też I wejścia na trzy szczyty we wschodnim Pamirze: Szczyt Warszawa (6042 m), Szczyt Poronin (6205 m) i Szczyt Tatry (6142 m); Ludwik Szenderowski (1905-1993), duchowny protestancki, jeden z liderów Związku Ewangelickich Chrześcijan w Polsce; Janusz Turowski (ur. 1927), inżynier, specjalista w zakresie elektrodynamiki technicznej, maszyn elektrycznych i mechatroniki, profesor Politechniki Łódzkiej; Mieczysław Warywoda (ur. 1915), technik, oficer Wojska Polskiego – major II Korpusu Polskiego, uczestnik bitwy o Monte Cassino V 1944; Michał Waszyński (1904-1965), wybitny reżyser filmowy, montażysta i scenarzysta w okresie międzywojennym; Wanda Wróblewska (1911-1997), reżyser teatralny, m.in. 1956-68 założyciel, dyrektor i reżyser Teatru Ziemi Mazowieckiej w Warszawie; Janusz Zawisza (1916-1987), ichtiolog, profesor Instytutu Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie; Jolanta Zdrzalik (1938-2004), artystka malarka.

Marian Kałuski

Wersja do druku

Lubomir - 10.10.14 19:30
Pięknie opisuje Pan Marian Kałuski polskość na Ziemiach Wschodnich. Jednak obecnie nie wolno nam przegapić tego, co serwuje się Polakom na Ziemiach Zachodnich Rzeczypospolitej Polskiej. Tu niemiecka agentura zaczyna być coraz bardziej aktywna. Niemieccy emisariusze głoszą idee separatystyczne dla Śląska i Pomorza, zarówno z Berlina, jak i z Warszawy i Brukseli. U niektórych wywrotowców nienawiść do Polski jest biologiczna, wręcz zwierzęca. Trudno niekiedy to pojąć, ponieważ ci nienawistnicy zaistnieli publicznie dzięki dobroci, hojności i wielkoduszności Polaków. Chyba Niemcy mają jakieś haki na antypolskich sabotażystów i szantażem zmuszają ich rujnowania Polski i oddawania pod kontrolę niemiecką. Vide: Polski Cement, Polski Cukier i m.in. Poczta Polska. Wojny z Rosją o historię, to też najwyraźniej realizacja niemieckiego scenariusza, podrzucanego nam przez agentów BND. Polacy sami mają burzyć status quo, zaistniałe 'po Jałcie', tak żeby żadne międzynarodowe prawo, ani państwo - nie chroniło już prawa Polaków do Ziem odzyskanych.

Wszystkich komentarzy: (1)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

12 Grudnia 1915 roku
Urodził się Jeremi Przybora, polski satyryk, reżyser, autor tekstów piosenek, współtwórca Kabaretu starszych panów(zm. 2004)


12 Grudnia 1812 roku
Zmarł Stanisław Trembecki, najwybitniejszy polski poeta okresu klasycyzmu, sekretarz królewski (ur. 1737)


Zobacz więcej