Poniedziałek 10 Sierpnia 2020r. - 223 dz. roku,  Imieniny: Bianki, Borysa, Wawrzyńca

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 05.07.14 - 15:33     Czytano: [1358]

„Wszyscy” – słowo wytrych


Szanowni Państwo!

Czy zauważyliście ile takie jedno słowo może załatwić? Otwiera wyjścia z wielu niewygodnych sytuacji. Na przykład: „wszystkie kobiety są głupie”. Co konkretnie to znaczy? Może tylko tyle, że wypowiadający te słowa ma głupią żonę i zamiast obwiniać siebie o zły wybór, woli obwinić wszystkie kobiety. Takie twierdzenie ma jednak znacznie większą wartość. Wypowiadający je mężczyzna ustawia się niejako z automatu w tej mądrzejszej połowi ludzkości. Maltretowana przez męża, czy konkubenta kobieta zamiast się postawić, odejść, poszukać innego, woli przyjąć założenie: „wszyscy mężczyźni są podli”. Jakie to wygodne!

A co załatwia stwierdzenie: „wszyscy politycy są skorumpowani”? A no tyle, że zamiast fatygować się do urny wyborczej, można wygodnie rozsiąść się na kanapie i pomstować. Do moich ulubionych twierdzeń zaliczam takie: „wszystkiemu winni są Żydzi”. Przyjęcie takiego założenia zwalnia człowieka z jakichkolwiek działań. Bo skoro Żydzi opanowali wszystkie dziedziny życia, to mogę z założonymi rękami siedzieć i czekać, aż ktoś zrobi z nimi porządek. Ponieważ nikt nie wie kto miałby tym kimś być, to mam zagwarantowane gnuśne nieróbstwo do końca dni.

Przekaz obecnego rządu-nierządu jest wyraźny: „wszyscy kradną”. Panuje więc coś w rodzaju wspólnoty interesów, a Tusk jest gwarantem, że nic się nie zmieni. Otóż zmieni się i to niebawem. Społeczeństwo ma dość złodziei. Drobni złodziejaszkowie nie powinni się jednak specjalnie obawiać, bo zanim rozliczenie do nich dotrze, upłynie sporo czasu. Powiedzcie im, żeby już teraz wystąpią z gangu, to da im szanse nie ponieść żadnej kary. Porządki zacząć trzeba bowiem od góry.

Pozdrawiam do następnej soboty
Małgorzata Todd
www.mtodd.pl
Lub http://sklep.mtodd.pl










27/2014 (158)

…………………………………………..

Ad. Honorowi inaczej

Szanowna Pani Małgorzato

Nie jestem specjalnie zaskoczona ani „wykwintnym “ językiem podsłuchiwanych panów ani treścią ich rozmów. Tak już ma postsowiecka elita III RP. Już kilka innych uchwyconych przez kamerę epizodów z życia PO-SLD-TR-ZSL-owskich „wyższych sfer” o tym świadczy. Oto przykład w jaki sposób zwraca się kobieta –minister (ministra) pracy - Jolanta Fedak do swojego kolegi - ministra rolnictwa Marka Sawickiego. Większość mainstream-owych komentatorów udaje zaskoczenie i zniesmaczenie używanym przez podsłuchiwanych językiem. To oraz usilne szukanie organizatorów podsłuchu ma na celu odwrócenie uwagi społeczeństwa od merytorycznej treści nagranych rozmów i faktu krytycznego stanu państwa (które pozwala by najważniejsze osoby w państwie były podsłuchiwane). Słowem przekaz jest krótki „Polacy nic się nie stało”. To ustawiczne pranie mózgu (związane z tą aferą i w aferami wcześniejszymi) zafundowane społeczeństwu powoduje jego demoralizację i obojętnienie na wszelkiego tego typu patologie.

Z wyrazami szacunku – Ewa Działa-Szczepańczyk

………………………………….

APEL

Polacy, wyborcy!

Platforma Obywatelska i Donald Tusk, podejmą niedługo – wspomagani przez życzliwe im media (TVP, TVN, Polsat, „Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Fakt”, „Dziennik Gazeta Prawna”, „Polska”, „Polityka”, „Newsweek”, „Wprost”, „Polskie Radio”, „TOK FM” itd.) – wielką akcję straszenia wyborców i ostrzegania przed nieszczęściami, jakie spadną na Polskę, jeśli w wyborach samorządowych i parlamentarnych zwycięży PiS. Media te będą się prześcigać w podawaniu dosadnych przykładów owych nieszczęść. Będą wspierane zręcznie przez media zagraniczne, zwłaszcza niemieckie, wykonujące tajne dyrektywy strategów brukselskich.

Polacy, wyborcy!
Nie dajcie się zastraszyć, nie dajcie się okłamać, nie dajcie się ponownie oszukać Tuskowi i jego Platformie rzekomo obywatelskiej!

Jan Wawrzyńczyk

…………………………





MARGARET TODD


LEKCJA
POKERA




Odcinek 58



Olek był karnym aresztantem. Podobnie jak większość jego rodaków, miał to niejako we
krwi, że władzy się nie podskakuje. Nowy strażnik mógł tego jeszcze nie wiedzieć, albo tak
na wszelki wypadek był bardziej opryskliwy od poprzedniego.
– Wychodź – powiedział. – Jedziesz na badania.
– Jakie badania? – Olek miał najgorsze przeczucia.
– Lekarskie.
– Jestem zdrowy – próbował oponować.
Szybko się uczył i zauważył, że tu niekiedy warto jest się poupierać. Ale albo nie wiedział
jak to się robi, albo nie miał szczęścia, bo sprzeciw nic mu nie dał. Trudno. Może jakaś odmiana?
Ostatnie przesłuchania zaczynały być nudne. Nie zamierzał powiedzieć niczego, czego
by przesłuchujący już nie wiedzieli. Taki pat mógł trwać w nieskończoność.
Wsiadł do furgonetki, która zaraz ruszyła. Znowu wrócił myślami do tamtego nieszczęsnego
momentu aresztowania. Wydawało się, ze jest bezpieczny, a tu masz! Jak oni to nazywają?
Polska złota jesień? Drzewa w parku „Nad kanałkiem” rzeczywiście przywodziły na
myśl złoto w promieniach łagodnego słońca. Olek lubił kolory. Tam gdzie się urodził, tak
kolorowo nie było. W ogóle było dość ponuro, lepiej nie wspominać. To było tak dawno i tak
daleko stąd. W tamtych czasach nawet nie marzył, że kiedyś zamieszka hen, gdzieś daleko w
środkowej Europie i to w takim apartamencie! Z okien domu na osiedlu przy Gwiaździstej
miał rozległy widok aż na drugi brzeg Wisły. Kiedy tu się wprowadził, rozległe widoki niezbyt
go interesowały, raczej nastawiał się na najbliższe otoczenie. Przyglądał się uważnie,
choć dyskretnie sąsiadom. Później z widzenia znał już prawie wszystkich i oni jego również.
Regularnie wychodził z psem na spacer. Pies mógł być groźny, gdyby zaszła taka potrzeba,
ale na szczęście nie zachodziła i zęby czworonoga nie były potrzebne jako obrona. Do tamtego
fatalnego popołudnia.
„Miej się na baczności” – te słowa wyprowadziły go całkiem z równowagi. Kto i po jaką
cholerę zadzwonił, żeby mu to powiedzieć? Było to ostrzeżenie czy groźba? Telefonował
wróg czy przyjaciel? Dobre pytanie. Tacy jak on przyjaciół nie miewają. Może to tylko głupi
żart? Próbował się pocieszać, chociaż w jego wypadku żarty nie wchodziły w grę. Gdyby
jednak przyjrzeć się sprawie chłodnym okiem, to czy to, co go spotkało w Moskwie nie było
najbardziej ponurym żartem? Wynajęto go do zabicia mera. Wszystko zdawało się być przygotowane nienagannie.
Nie znał oczywiście całego planu, ale po wydarzeniach, jakie nastąpiły, łatwo było się
domyśleć, że szofer mera też był przekupiony, gdy pomimo największego zagrożenia nie ru szał z miejsca. Wszystko było podane jak na tacy, a mimo to nie udało się. Dlaczego? Bóg
raczy wiedzieć. Olek był za mały pikuś, żeby wiedzieć, kto i za jakie sznurki pociągał.
Najważniejsze, że załatwiono mu azyl tu, w spokojnej dzielnicy Warszawy. Był wdzięczny
swoim opiekunom, chociaż zdawał sobie sprawę, że nie ze względu na zasługi cieszy się
miłym wypoczynkiem. Kiedyś wystawią mu rachunek. Dostanie wezwanie, jak do wojska.
Wezwanie, zgoda, ale ostrzeżenie?
Po tym złowieszczym telefonicznym przez dłuższy czas nic się nie działo, uznał więc, że
może wrócić do normalnego życia, jakie tu wiódł. Znowu zaczął wychodzić na codzienne
spacery z psem. Tamtego feralnego dnia postanowił nawet zostawić gnata w domu. Broń całkiem
zbytecznie obciążała kieszeń. Zanim założył psu smycz, schował rewolwer do szuflady
biurka, na którym trzymał laptopa. Mieszkanie składało się z czterech pokoi, ale on lubił
przesiadywać tylko w tym jednym. Tu miał wszystko, co było mu potrzebne, czyli praktycznie
prócz komputera – telewizor, wieżę hi-fi i kilka niezbędnych mebli.
Drzwi wejściowe do mieszkania zamknął jak zwykle starannie. Opuszczając strzeżone
osiedle z każdym krokiem upewniał się w przekonaniu, że nic mu nie grozi. Pozwolił właśnie
sobie nawet na podziwianie czerwonych, żółtych i pomarańczowych liści, rozesłanych jak
dywan na soczyście zielonej trawie, gdy nagle, jak spod ziemi, pojawili się ludzie w kominiarkach.
Nie miał najmniejszych szans. Te wspomnienia zaczynały być rodzajem obsesji.
Wolność się skończyła i trzeba myśleć o tym, co tu i teraz.
Właśnie. Zdziwił się, kiedy furgonetka więzienna wyjechała za miasto. Był pełen złych
przeczuć. Kiedy zatrzymali się w lesie i pilnujący go strażnik wysiadł, był pewien, że już po
nim. Przyjechali tu, żeby go sprzątnąć. Czekał na komendę: „wysiadać”. Powiedzą później, że
próbował uciec i musieli go zastrzelić. Zamknął oczy, czekał. Ale nikt mu wysiadać nie kazał.
Zdecydował się spojrzeć prawdzie w oczy, jaka by ona nie była i wtedy zobaczył, że
strażnik po prostu stoi przy drzewie i się załatwia. Olek odetchnął z ulgą, ale nie na długo.
Zobaczył jak do strażnika podchodzi z tyłu jakiś facet i... po prostu strzela! O cholera, co jest
grane? Samo zabójstwo nie zrobiło na Olku specjalnego wrażenia. Nie takie rzeczy oglądał.
Ale chwila oczekiwania, kiedy po niego przyjdą, była cholernie denerwująca.
Wreszcie ktoś otworzył drzwi i kazał mu wysiadać. Był przekonany, że teraz kolej na niego,
ale nie. Wpakowali go do jakiejś wypasionej fury z przyciemnionymi szybami i ruszyli z
piskiem opon.
Było ich dwóch: ochroniarz w kominiarce oraz kierowca w ciemnych okularach i z zarostem,
spod którego wystawał mu tylko koniuszek nosa. Najwyraźniej to on był tu bossem, bo
wydał rozkaz, żeby jechać od strony Wisły, co Olkowi nic nie mówiło. Zastanawiał się nerwowo,
co jest grane, ale nic mu nie przychodziło do głowy.
– Czaisz po polsku? – spytał ten w kominiarce.
– Pewnie. Zdążyłem się nauczyć.
– Dobrze. Fidel będzie cię osłaniał, ale lepiej, żebyś się nie rzucał ludziom w oczy. Jedziemy
do kwatery, z której będziesz miał blisko, żeby zrobić rozeznanie. O szczegółach akcji
i wszystkim będzie cię powiadamiał Fidel. Z nikim innym się nie kumaj. Jasne?
– Jasne – odparł, chociaż nic dla niego jasne nie było. O jakim rozeznaniu i o jakiej akcji
facet nawija? Wolał jednak o nic nie pytać.
Domyślał się, że zarośnięty po czubek nosa facet ma ksywkę Fidel. Kluczyli po różnych
uliczkach przedmieścia. Olek nigdy wcześniej nie zapuszczał się dalej niż na Mokotów, a to
było znacznie dalej na południe. Nie wiedział, że są w Konstancinie i nie miał oczywiście
pojęcia, że zmierzają do „Białej Dalii”. Była to w latach siedemdziesiątych ekskluzywna restauracja
dla specjalnych gości z wypchanymi portfelami.
Teraz lokal od lat stoi zamknięty. Bluszcz zarósł nawet schody prowadzące do byłej restauracji,
a kłódka na furtce zdążyła zardzewieć. Ale oni nie zamierzali wchodzić od frontu.
Wcześniej Fidel włamał się od strony podwórka, będącego kiedyś parkingiem dla gości, i
urządził wszystko tak, żeby mogli tu zamieszkać we dwóch, niezauważeni przez sąsiadów.
Wcześniej ten w kominiarce wysiadł na całkiem opustoszałej ulicy i zniknął.
Kiedy z kubkami gorącej herbaty usiedli na rozłożonych na podłodze materacach, Olek
spytał:
– Ten w kominiarce to twój szef?
– I twój.
– Chce mu się?
– Nie kumam.
– No, w jego wieku.
– Jakim wieku? O czym ty gadasz?
– Wydał mi się jakiś starawy.
– Pij herbatę i idź spać – Fidel najwyraźniej nie zamierzał puścić pary z gęby na temat
wspólnika.

CDN

Już teraz można zamówić całość wpłacając jedynie 20 zł na konto Nr: 50 1020 5558 1111 1115 9930 0019. Adres posiadacza konta to: Wydawnictwo TWINS; ul. Dymińska 6a/146; 01-519 Warszawa i podając adres internetowy, na który e-booka należy przesłać.

Okładkę zaprojektował Zdzisław Żmudziński Copyright © by
Margaret Todd, 2013 All rights reserved. Wydawnictwo „Twins”
ul. Dymińska 6a/146 01-519 Warszawa



P.S. 1) Osobom zainteresowanym odpowiedzią na moje pismo skierowane do MKiDN mogę ją przesłać.
P.S. 2) Tych z Państwa, którzy dostają ode mnie korespondencje w więcej niż jednym egzemplarzu proszę o informację na jaki adres powinnam ją wysyłać, a jaki skasować.


Wersja do druku

Lubomir - 09.07.14 21:28
WSZYSCY wywrotowcy i sabotażyści w II RP znajdowali swoje miejsce w Berezie Kartuskiej i Twierdzy Brzeskiej. Jednak 'regionalistę' Stefana Banderę najwyraźniej 'wyłuskał' z miejsca odosobnienia niemiecki wywiad wojskowy, który potem wyszkolił go u siebie na przywódcę antypolskiej rebelii.

Robert - 09.07.14 15:16
Ciágle aktualne, Polski przedwojennej powiedzenie: "prawdziwego mężczyznę, poznajemy nie po tym jak zaczyna - ale jak kończy".
Schemat identyczny, na starcie jest cudownie, ale koniec żałosny. W każdej dziedzinie i fazie życia - od marazmu osobistego, do "karier politycznych" uwzględniając współczynnik upośledzenia patałacha partyjnego - to tylko przyśpiesza tragiczny koniec, dla wielu. To przestroga dla wszystkich panów - i w tym stwierdzeniu, w Polsce 21 wieku, byłbym bardzo niesprawiedliwym. Już widzę, jak wszelkie wiadra nieczystości, smierdzące jajka rozbijają sie o moją głowę. Trzeba sie ratować zanim też zle skończę - spróbuję naprawić błąd, otóż wiem kto wymyślił "gender", "gdzie diabeł nie może, tam...pośle". Coś w tym jest, to kobiety zawsze dążyły do równouprawnień, a teraz to nawet do zrównania płci, więc ta przestroga, dotyczy też, tej części kobiet typu "maciochcia" /ma ciocia co chciała/. Posłuże się przykładem HGW, jej władczość i upartyjnienie - nakazuje profesorowi zabijanie nienarodzonych. Takich uprawnień, nie ma nawet sędzia w sądzie, a jakąż to winę ponoszą obywatele nie narodzeni aby je karać śmiercią, na polecenie HGW. Czy są jeszcze prawdziwi mężczyżni? i prawdziwe kobiety? - czy tylko skomlanie: "kasa misiu, kasa".

Lubomir - 09.07.14 8:17
Teraz niemieccy agenci i propagandyści doprowadzą pewnie do hurra-jedności, wrzeszcząc, że 'wszyscy' popierają politykę niemiecką w Europie. Oby za włoskiej kadencji nastąpił odwrót. 'Niemiecki czołg' załamał nawet Brazylię. 'Wszyscy' na Opolszczyźnie fetują sukces 'niemieckich czołgistów', głównie sukces Niemca Klose. A tak dobrze niegdyś szło 'Odrze Opole'. Ale były to czasy, gdy nie zamierzano uznawać mniejszości niemieckiej w Polsce...Czujesz się Niemcem, nie sabotuj Polski, ale wyjeżdżaj do ojczyzny Hitlera i Goebbelsa. Nie mów, że 'wszyscy' Polacy chcieliby budować Drugie Niemcy w Polsce, jak mniej więcej wyraził się pewien półanalfabeta, klasyk solidarności polsko-niemieckiej i wielki sabotażysta z Popowa. Niemcy wciąż zalegają Polakom m.in. z oddaniem mienia wartości 0,5 miliarda euro za dobra zrabowane przez zbirów Hitlera - polskim stowarzyszeniom narodowym nad Szprewą. O odszkodowaniach za wymordowanie milionów Polaków, za zbombardowanie i spalenie Warszawy, nie chcą słyszeć autentycznie ...wszyscy Niemcy. Udział wszystkich Niemców w likwidacji polskiej gospodarki. W tym również w likwidacji polskiego przemysłu stoczniowego, jest ogromny. Brali w tym udział również Niemcy polskojęzyczni. To był swoisty niemiecki łącznik.

Wszystkich komentarzy: (3)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

10 Sierpnia 1921 roku
Urodził się Bohdan Tomaszewski, polski komentator sportowy.


10 Sierpnia 1979 roku
W Narwiku odsłonięto pomnik Polskiego Żołnierza i Marynarza


Zobacz więcej