Sobota 14 Grudnia 2019r. - 348 dz. roku,  Imieniny: Alfreda, Izydora, Zoriny

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 26.03.14 - 9:56     Czytano: [1678]

Polski spór o Ukrainę


W Polsce oraz w wielu miejscach na świecie, wszędzie tam, gdzie w polskiej duszy gra, rozgorzał nowy spór. Niektórzy z publicystów nazywają go nawet wojną polsko-polską o Majdan. Chodzi oczywiście o stosunek do groźnych wydarzeń jakie rozgrywają się obecnie w graniczącym z Polską kraju, w niepodległej Ukrainie.

W dyskusjach toczonych między Polakami, narodem najczęściej bardziej skłonnym do zacietrzewienia i różnicy zdań niż do wspólnych opinii i działań, przyjmowane są ostatnio wyjątkowo skrajne opinie. Ludzie rezygnują z rozmów na tak ważny temat w sposób wypośrodkowany, otwarty na dyskusję i chętny do argumentacji bez prób moralnego czy intelektualnego dyskredytowania drugiej strony. Najprostszym przykładem jest tu ostry konflikt pomiędzy tygodnikiem "Gazeta Polska" reprezentowanym przez redaktora naczelnego Tomasza Sakiewicza, który manifestuje za poparciem dla Ukrainy, a księdzem Tadeuszem Isakiewiczem-Zaleskim, który w ostrych słowach krytykuje ukraińską opozycję, oraz tych, którzy wspierają ukraiński euromajdan.

Generalnie istnieją w Polsce dwa skrajne punkty widzenia i oceny wydarzeń jakie od trzech miesięcy toczą się u naszego wschodniego sąsiada. Jeden, który jak się wydaje przyjęła znaczna część patriotycznej inteligencji, akcentuje wcześniejszą przemoc obozu władzy, zaś druga podkreśla wagę niezamkniętych dotychczas rozrachunków ze złowrogim ukraińskim nacjonalizmem, nie wspominając zresztą o polskiej racji stanu. Oczywiście traumatyczne przeżycia Polaków związanych z okresem "rzezi wołyńskiej" są nie do zapomnienia. Tym bardziej, że nigdy nie zostały rozwiązane, zaś podejmowane są w sposób dalece niewystarczający, a przez niektórych lewicowych polityków i publicystów wręcz lekceważone. Z tego powodu przez całe lata wydawało się, że narosły między Polakami a Ukraińcami głęboki żal jest nie do przebrnięcia.

A jednak, właśnie w ostatnich miesiącach, kiedy to w Kijowie na Majdanie powstał ruch domagający się od rządu Janukowicza respektowania podpisanej wcześniej zobowiązań co do umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską, który następnie przekształcił się w walkę o wyzwolenie spod dominacji Rosji, właśnie wtedy wielu Polaków zademonstrowało troskę o losy Ukrainy, a nawet wzięło i nadal bierze aktywny udział w obronie jej interesów. Dziwi więc niektórych, że rodacy tak łatwo zadeklarowali chęć polsko-ukraińskiego pojednania i domagają się, aby inni, mający wątpliwości po prostu zamilkli.
Z drugiej strony, z kontekście licznych dyskusji okazuje się, że część Polaków nastawiona jest negatywnie nie tylko do czczących UPA ukraińskich nacjonalistów, ale do wszystkich Ukraińców, a nawet Polaków, którzy ujmują się za sprawami ukraińskimi. Głoszą oni, że wszyscy Ukraińcy są niemal genetycznie skłonni do zachowań barbarzyńskich, że tak zawsze było, jest i będzie.

Tak więc jedna ze stron stale podkreśla przemoc ze stronu obozu władzy na Ukrainie, zaś druga podkreśla wagę niezamkniętych rozrachunków ze złowrogim ukraińskim nacjonalizmem. Wypośrodkowanie tych stanowisk może rzeczywiście nastręczać trudność, tym bardziej, że już polała się krew i nie wiadomo jeszcze jak dużo może się jej polać w nieodległej przyszłości.

Oba skrajne stanowiska wydają się nie zauważać podstawowych faktów: obecności na Majdanie w Kijowie kultywujących zbrodnicze idee Bandery i UPA, oraz tysięcy prawdziwych patriotów, skłonnych do złożenia daniny własnego życia, walczących o demokrację we własnym kraju, obalających pomniki Lenina, symbole rosyjskiej dominacji. Jak zawsze w okresach międzynarodowych napięć, sytuacja na Ukrainie nie jest tak ani tak biało-czarna, ani tym bardziej przewidywalna. Wiadomo jednak, że o przyszłości Ukrainy nie zdecydują jedynie ani kraje Unii Europejskiej, z których każde widzi jedynie swój własny interes i najchętniej ogranicza się do zgłaszania "zaniepokojenia" oraz "obserwowania z uwagą", ani Ameryka, ani tym bardziej Polska i Polacy.

Monika Wiench

Wersja do druku

Agamemnon - 27.03.14 21:03
W samym Dagestanie (republice Federacji Rosyjskiej) oficjalnie urzędowymi są języki narodów Dagestanu, ale oficjalnej listy narodów i języków nie ma. Spis narodowy 2002. odnotował 23 języki 22 narodów, które można określić za historycznie zamieszkujących Dagestan. Władze dagestańskie informują, że na terenie republiki istnieją 102 narody i narodowości, z czego 14 jest obdarzonych politycznymi atrybutami a 30 to narody i narodowości rdzenne. Jednak żaden z języków wprost nie został określony jako urzędowy. (Wikipedia)

Na obszarze Federacji Rosyjskiej istnieje oficjalnie 20 republik posługujących się własnymi językami urzędowymi obok okupacyjnego j. rosyjskiego. Ma rację pan Marian Kałuski, Rosja winna istnieć na obszarze etnicznie rosyjskim. Wszystkie narodowości a jest ich około 1600 wchodzący w skład Federacji Rosyjskiej mówiący własnymi językami winni odzyskać pełną wolność, by móc raz na zawsze stanowić o swoim losie.

Marian Kałuski - 27.03.14 10:01
Polska nade wszystko!

Nigdy nie lubiłem, nie lubię i nie będę lubił Rosji – polityków rosyjskich, dlatego że Rosja zawsze była, jest i zawsze będzie wrogiem Polski i Polaków. Niestety, politycy rosyjscy mają to we krwi. Ale głupim i rusofobem nie jestem, chociażby dlatego, że rusofobia to rasizm, a ja jestem chrześcijaninem. Dlatego nikt mnie nie przekona do tego, że Hitler – Niemcy hitlerowskie były przyjacielem Polski tylko dlatego, że Hitler chciał zniszczyć Związek Sowiecki. Tak samo nikt mnie nie przekona do tego, że dla Polski lepiej jest to, aby Ukraina była w rękach bandyckich ukraińskich polonofobów – banderowców, gdyż oni są wrogami Rosji, niż w rękach prorosyjskich polityków, którzy nie pałali i nie pałają taką wrogością do Polski i Polaków jak banderowcy. Prezydent Janukowycz nie był ani przyjacielem ani wrogiem Polski. Obecny premier Ukrainy Jaceniuk jest banderowcem, a w jego rządzie jest aż 5 innych banderowców, o czym polskie media milczą jak zaklęte, aby trzymać naród w ciemnocie! (Jak to dobrze, że znając język angielski nie jestem uzależniony od polskich mediów).

I nikt nie przekona mnie także do tego, że mamy poświęcać polski interes narodowy przez stawianie się Rosji, przy której z punktu widzenia militarnego jesteśmy zerem. Rosjanie z enklawy kaliningradzkiej mogą być w dwa dni w Warszawie! Trzeba być doprawdy głupcem, aby w puszczy drażnić lwa mając do obrony tylko kij.

Powtarzam, i to powinien zrozumieć każdy Polak, a tym bardziej polski polityk: Ukraińcy nigdy nie byli, nie są (wbrew a la Goebbelsowskiej propagandzie szerzonej wśród Polaków) i nigdy nie będą przyjaciółmi Polski i Polaków. Jest na to aż za wiele dowodów – trzeba być tylko oczytanym, szczególnie znać publikacje ukraińskie, a tych Polacy i nasi politycy nie znają, bo są za leniwi, bo mają w nosie Polskę i Polaków; troszczą się tylko o koryto władzy. Ich słowa o patriotyzmie to zwykłe okłamywanie ludzi-narodu. Prezydent Lech Kaczyński, „lew Gruzji”, był dwadzieścia (!) razy w Wilnie i niczego nie zrobił dla prześladowanych przez Litwinów Polaków w Wilnie i na Wileńszczyźnie. Zadowalał się tylko tym, że Litwa jest wrogiem Rosji i nawet ryzykował własnym życiem, ale nie dla Polski, a tylko - podczas swej tam wizyty - dla Gruzji, która prowadziła kurs antyrosyjski, za co słono zapłaciła – oderwaniem od niej Osetii i Abchazji.

Na odcinku polsko-ukraińskim powinniśmy bronić tylko i wyłącznie polskich interesów narodowych. Niech Ukraińcy giną za Krym (Rosja go oderwała od Ukrainy bez żadnej jego obrony ze strony wojska ukraińskiego; nie padł tam ani jeden strzał!), a nie my. Odrzućmy wreszcie arcygłupie hasła: „Za waszą wolność i naszą” i że „Bez wolnej Ukrainy nie ma wolnej Polski”. Walcząc o czyjąś wolność zawsze wychodziliśmy na tym jak Zabłocki na mydle: przelewaliśmy krew za innych, a inni mieli nas w nosie. Zrozumiejmy te oto mądre słowa: „Polityka jest amoralna (nie z naszej winy! – M.K.), co więcej, musi być amoralna, w tym jej siła i realizm. Polityka jest bowiem sztuką działania dla dobra własnego narodu, dla żadnych innych celów, jest sztuką świętego egoizmu, świętego oportunizmu, świętej hipokryzji, świętego profitu” („Awantury w rodzinie” Londyn 1967, str. 84). Napisał je żyd lwowski – Polak z krwi i kości Marian Hemar (1901-1972), który, w moim mniemaniu, na pewno był większym patriotą polskim od Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego.

Polskim patriotycznym obowiązkiem jest, aby Ukraina nie była silniejszą od Polski i żeby nie była rządzona przez wrogich nam nacjonalistów. Dlatego wspieranie przez polskich polityków banderowców jest niczym innym jak właśnie głupotą polityczną! Wspieranie antypolskiej nacjonalistyczno-banderowskiej Ukrainy kosztem utraty przez Polskę rosyjskiego rynku (a w grę wchodzą miliardy złotych) też nie można nazwać niczym innym jak głupotą. Tym bardziej, że milion polskich dzieci żyje w nędzy.

Nie znaczy to, że nie powinniśmy popierać istnienia niepodległej i suwerennej Ukrainy, bo naturalne i boskie prawa przysługują wszystkim ludziom - także Ukraińcom i Rosjanom! Oddajmy co boskie Bogu, a co cesarskie cesarzowi. Niech więc Ukraińcy mają swoją Ukrainę, ale tylko na ziemiach ukraińskich. Niech nie będą okupantem ziem innych narodów, które sprezentował im Stalin ? jeden z największych ludobójców w dziejach świata i złodziej cudzych ziem. Ukraina może jednak zachować swoje obecne granice jeśli na czas zrozumie, że musi przyznać pełną autonomię mniejszością narodowym, które dzisiaj zamieszkują jej obszar.

Popieranie naturalnych praw Rosja (i innych narodów) nie oznacza, że mamy popierać imperialistyczne zakusy Putina. Ale nie rzucajmy się na tego monstera (czyli na Putina i Rosję) z kijem. Trzymajmy z Unią Europejską i NATO w sprawie Ukrainy, ale dodatkowo od siebie nie prowokujmy lwa. Prowadźmy w takich przypadkach jak Gruzja czy Ukraina, ostrożną politykę, ale odważną jeśli chodzi o interesy polskie. Bo jak nam zagrozi Rosja, to ani Gruzja, ani Ukraina nie będą wymachiwać szabelką pod nosem Putina, a tym bardziej przelewać za nas krew czy szkodzić swojemu handlowi z Rosją. Co do tego możemy być całkowicie pewni.

Są wydarzenia historyczne, które są nie odwracalne. Takim jest oderwanie od Polski Ziem Wschodnich. Uważam, że są one dla nas stracone na zawsze (walczyłbym dyplomatycznie tylko o uczynienie z tak bardzo historycznie polskiego Lwowa kondominium polsko-ukraińskiego). Dlatego nie należę do osób głoszących rewizję obecnej granicy polsko-ukraińskiej. A jeszcze bardziej daleki jestem od rozpętania "sikierenady" polsko-ukraińskiej. Uważam, że należy rozwijać współpracę gospodarczą i kulturalną z Ukrainą, bo to powolutku może budować zbliżenie polsko-ukraińskie.

Dla tych, którzy nazywają mnie agentem moskiewskim (które to oskarżenie pod adresem wielu osób stało się prawdziwą plagą w dzisiejszych polskich mediach) mam odpowiedź: a wy jesteście agentami głupoty.

Nie należy uważać się za "świętą krowę" i człowieka-naród bez winy; należy także krytycznie patrzeć na siebie i dzieje swojej ojczyzny. Bo historia jest bardzo dobrą nauczycielką. Oczywiście pod warunkiem, że chce się być dobrym uczniem. A jakim uczniem był np. Bronisław Komorowski, który w 1977 roku ukończył historię na Uniwersytecie Warszawskim, i który nie wiedział, którą z kolei w Europie była polska Konstytucja 3-Maja (powiedział że druga, a była pierwszą); a w oficjalnych kondolencjach w Ambasadzie Japońskiej w Warszawie napisał "bulu" zamiast "bólu". I taki ciemniak jest prezydentem Polski (a takich "mądrych" jak on jest wśród polskich polityków bardzo wielu)!

Powtarzam, w naszych dziejach było dużo głupoty, wręcz zwykłego kretynizmu z winy wielu naszych polityków. Bo jak nazwać, jak nie skrajną głupotą, np. wybieranie cudzoziemców na królów Polski i to zazwyczaj ludzi, którzy szkodzili Polsce? Jak nazwać, jak nie skrajną głupotą zrezygnowanie przez Polskę z możliwości osadzenia na tronie moskiewskim królewicza Władysława w 1610 roku, co mogło zaowocować inną niż znamy historią Europy Wschodniej? I jak nazwać, jak nie skrajną głupotą nie wykorzystanie polityczne zwycięstw: nad Krzyżakami pod Grunwaldem czy nad Kozakami pod Beresteczkiem lub danie się wciągnąć przez Anglię i Francję, działających we własnym interesie (!), do wojny z Hitlerem?

Przestańmy być więc wreszcie z własnej woli parobkiem na usługach innych państw-narodów i to ze szkodą dla siebie. Zostańmy wreszcie dumnymi Polakami - prawdziwymi patriotami Polski. Skorzysta na tym tylko nasza Ojczyzna, skorzysta na tym naród polski. Chyba, że "wisi" nam to czy ponownie rozbiorą nas kruki, wrony. Bo już raz SAMI doprowadziliśmy do tego, że w 1795 roku Polska zniknęła z mapy politycznej Europy.

Marian Kałuski

Lubomir - 27.03.14 8:13
Re: Marian Kałuski Dziwną wizję Pan roztacza przed Polakami. Na szczęście do tej pory Polska nie miała tego typu wizjonerów. Jedynie Norwegia miała zakochanego we wszystkim co niemieckie - Quislinga, Francja - Petaina, Czechy - Hachę, Ukraina - Banderę, Litwa - Smetonę i Rosja -Własowa. Może demon zaczyna się faktycznie budzić?. Np słynący z polskiego patriotyzmu reżyser polskich filmów historyczno-patriotycznych Kuc, nagle zaczął przerabiać się na Niemca Kutza i rozpoczął publiczne opluwanie Polski, Polaków i polskości. Czyżby chodziło jedynie o jakąś chorobę wieku starczego?. Widać, że wg niektórych - niemiecki kolaborant, to brzmi dumnie. Tylko dlaczego ukrywali się z tym wcześniej?. Czekali aż niemczyzna globalna i europejska urośnie w siłę?. Ja sercem, umysłem i duszą opowiadam się za Europą Zjednoczonych Ojczyzn, za Europą Wolnych Ojczyzn. Rzecz jasna losem Niemców, najmniej się przejmuję. Druga Rzeczypospolita Polska wychodziła całkiem dobrze na finansowej, gospodarczrj, technologicznej i wojskowej współpracy z Francją. Dlaczego nie mielibyśmy kontynuować tego właśnie partnerstwa?. Nie widzę potrzeby nadawania stosunkom polsko-niemieckim jakiejś klauzuli najwyższego uprzywilejowania czy monopolu. O wiele atrakcyjniejszym partnerem do współpracy jest najdynamiczniejsze państwo Inicjatywy Państw Środkowoeuropejskich - Włochy. Jestem przekonany, że wcześniej czy później wredniactwo i niszczycielską działalność Niemców właściwie odczyta zarówno Ameryka, jak i Europa, w tym również - Rosja. Wtedy 'niemiecki wąż' sprowadzony zostanie do poziomu naturalnej ojczyzny Hitlera, do poziomu wyciszonej Austrii. Zaś znana z krajobrazowych uroków Bawaria czy Saksonia nie będzie miała aspiracji ponadnarodowych czy globalnych. Nad marginalizacją niemieckiego hegemona, od lat myśli sporo państw europejskich. Wierzę, że to się powiedzie.

Jan Orawicz - 26.03.14 16:33
Panie Kałuski musi się Pan pohamować z tym ubliżającym językiem. Co chwilę głupota ,głupcy itp. Oprócz tego nie wyciąga pan wniosków logicznych, namacalnych z całej tej historii dotyczącej Rosji i Ukrainy. Czy Pan nie widzi
kto od wieków nas napada? Kto zabrał nam nasze Kresy wschodnie, o których Pan wspaniale pisze. Bo taka jest prawda!! Ukraina nam zabrała?! Właśnie
Rosja naszym Lwowem i dalszą schedą naszej ziemi ojczystej obdarzyła
Ukrainę. Zresztą dalej nie mam chęci pisania ponieważ czuje na odległość,że
Pan uważa,iż nie mam racji,a zapewne dołoży Pan najmilszy dla Pana termin,że jestem głupi i wypisuję głupstwa. Panów Kaczyńskich też Pan tak ocenia.
Według Pana najlepiej zacząć z Ukrainą siekierenadę,a Pan z Australii będzie się przyglądał wojnie. Pozdrawiam

Marian Kałuski - 26.03.14 13:07
Rada dla polityków polskich

Widać, że obecna sytuacja na Ukraina to temat numer jeden wśród Polaków. Politycy jak jeden mąż (poza lewakami) wspierają kijowski Majdan w imię strasznie głupiego hasła „Za WASZĄ wolność i naszą” i głupiego (bo takim ono jest!!!) hasła Jerzego Giedroycia: „Bez wolnej Ukrainy nie ma wolnej Polski”. A jeśli chodzi o polityków i ludzi związanych z PiS – także przez rusofobię spotęgowaną w ostatnich latach Smoleńskiem. Natomiast zwykły obywatel polski w zdecydowanej większości nie popiera Majdanu lub ma krytyczne spojrzenie na to co się działo i dzieje w Kijowie i na Ukrainie. Potwierdzają to komentarze internautów pod artykułami na tematy ukraińskie. Pomimo tego, że tam starają się być bardzo aktywni nasi politycy i ich sympatycy.

Nasi politycy (Polska nigdy nie miała szczęścia do polityków) nie dostrzegają tego, że obecny problem Ukrainy składa się z dwóch zupełnie innych spraw. Pierwszą jest prawo Ukrainy do niepodległości i suwerenności, czego nikt z nas nie ma prawa kwestionować. W tej sprawie musimy wspierać Ukraińców. Niepodległa Polska może istnieć bez Ukrainy, ale dobrze by było gdyby Polska nie miała na swoim wschodnim „froncie” Rosji, a tylko wolną i suwerenną Ukrainę.

I tu dochodzimy do drugiej sprawy, którą jest polska racja stanu. Z Ukraińcami mamy na pieńku od kilkuset lat. Prawda jest taka, że Ukraińcy nigdy nie byli, nie są i nigdy nie będą naszymi przyjaciółmi i to z wielu powodów – nie tylko historycznych. Ukraińcy zawsze mieli i mają ambicje wielkomocarstwowe. Ich marzeniem jest posiadanie broni atomowej i zostanie liderem całej Europy środkowo-wschodniej. Wyrżnięcie Rosjan (Timoszenko powiedziała ostatnio, że sama by ich wystrzelała!) było by ukoronowaniem ich marzeń. Jak ktoś studiuje ich publikacje to wie, że np. Syberię nazywają „Zieloną Ukrainą”. Wielka i silna Ukraina jest więc niebezpiecznym sąsiadem dla nas! Nie możemy odmawiać istnienia wolnej i suwerennej Ukrainy. Ale jednocześnie powinniśmy robić wszystko, aby Ukraina nie była silniejsza od Polski, aby nie stała się naszym niebezpiecznym wrogiem. Pamiętajmy, że to nasza własna głupota w 1525 roku stworzyła Prusy Książęce, które, też przez naszą głupotę, w 1657 wyzwoliły się spod naszej kontroli, a w 1772 wspólnie z Austrią i Rosją dokonały I rozbioru Polski. Niech wielka i silna Ukraina nie będzie m.in. naszym tworem. Na pewno nie ochroni nas przez ew. agresją rosyjską, a tym bardziej chińską, tak jak Ruś nie była w stanie zatrzymać marszu Mongołów na Europę w połowie XIII w. Tym bardziej, że dzisiaj, także przez głupotę polską, bezpośrednio graniczymy z Rosją. Jelcyn chciał nam oddać obwód kaliningradzki (Królewiec), ale Warszawa tej oferty nie przyjęła!

Bóg nam sprzyja. Dzisiejsza Ukraina jest bękartem Stalina. To sztuczne państwo stworzone przez komunistów: Lenina, Stalina i Chruszczowa. To zlepek ziem kilku narodów. Obok ziem bezsprzecznie ukraińskich należą do niej ziemie polskie, węgierskie, rumuńskie, tatarskie i przede wszystkim rosyjskie. Ziemie, które zawsze należały do Rosji. Dlatego na dzisiejszej wschodniej i południowej Ukrainie, bo to te ziemie, mieszka 8-10 milionów Rosjan i drugie tyle ponoć Ukraińców, których językiem macierzystym, ojczystym i dnia dnia codziennego jest jednak język rosyjski.

Ci Rosjanie mają prawo do tego, aby te ziemie – rosyjskie ziemie nie należały do Ukrainy, a należały do ich ojczyzny – Rosji. Ludzie, którzy mieszkają w innym kraju, ale na ziemi, na której stanowią większość ludności mają BOSKIE I NATURALNE PRAWO do mieszkania w swej ojczyźnie, czyli oderwania się od państwa, które ich ziemie okupuje. W ten sposób Polacy z Wielkopolski oderwali tę krainę od Niemiec w 1919 roku i przyłączyli się do Polski. Podobnie było z Górnym Śląskiem czy Ziemią Sejneńską. Dlatego tego BOSKIEGO PRAWA nie mamy prawa odmawiać Rosjanom mieszkającym na rosyjskiej ziemi należącej dziś do Ukrainy! Szczególnie my – Polacy, którzy musieliśmy żyć przez 146 lat pod zaborem niemieckim, austriackim i rosyjskim. Nie odmawiajmy Rosjanom prawa do włączenia do Rosji rosyjskiej „Ukrainy”.

Ukraińscy nacjonaliści przed wojną ?darli gębę?, że Polska niby okupuje ziemie ukraińskie (Małopolska Wschodnia, Wołyń). Dlaczego więc dzisiaj sami chcą okupować nie swoje ziemie, m.in. ziemie rosyjskie?! Tylko dlatego, że śnią o potędze, o Ukrainie od Berlina po Chiny i Japonię? Przecież kilka lat temu wydali we Lwowie książkę, według której Polska była we wczesnym średniowieczu ukraińską ziemią i to oni założyli nie tylko Kraków, ale cały nasz kraj. Nacjonaliści ukraińscy wyciągaje ręce po polski Przemyśl, Chelm i Podlasie! (I takim ludziom dajmy do ręki broń atomową!).
I jeszcze jedno. Ci Polacy, którzy stają w obronie obecnych granic Ukrainy, to tą swoją nieetyczną i niemoralną głupotą nie osłabiają Rosji, która z Ukrainą czy bez niej i tak jest supermocarstwem (niedawno człowiek blisko związany z Putinem powiedział nagą prawdę, że Rosja jest jedynym krajem, który mógłby zamieć całą Amerykę w atomowy popiół), ale de facto stają w obronie Jałty, pojałtańskiego ładu, przez który tak bardzo ucierpiała nasza ojczyzna i nasz naród.

Trzeba być marnym patriotą polskim, aby popierać Jałtę!

Na koniec mam radę dla polityków polskich. Jeśli tak bardzo boicie się Rosji i wieszczycie agresję tego kraju na Polskę (Lech Kaczyński, a po nim PiS i teraz nawet PO: ?Dziś Gruzja, jutro Ukraina, a pojutrze Polska?) to może naród polski - Polska powinna zawrzeć unię z Niemcami. Stworzyć jedno państwo niemiecko-polskie. Mieliśy unię z Litwą, to dlaczego teraz nie możemy mieć unii z Niemcami. Nie tylko będziemy żyć w pokoju, ale i w dobrobycie. A jeśli boicie się germanizacji ? wynarodowienia się, to czy nie lepiej być Niemcem, żyć w pokoju i dobrobycie niż być zrusyfikowanym chamem klepiącym biedę w Putinowskiej Rosji?!

Marian Kałuski

Lubomir - 26.03.14 12:35
Co najmniej irracjonalne to wszystko i na tysiąc kilometrów pachnie niemiecką prowokacją i polityką. Ci co na wczasy latają na Karaiby i Seszele, nagle zapałali sympatią do Truskawca, Zaleszczyk, Karpat Wschodnich i czarnomorskich kurortów. Tante Angela najwyraźniej płaci i wymaga. Chociaż sama nie pcha się na Ukrainę i woli wypoczywać na włoskiej wyspie Ischia. Typowa natura zakompleksionego imperatora i intryganta. Natura enerdowskiej parzykawy co trochę przypomina o sobie. Widać Tante starzeje się...Jak wszyscy...Może w końcu zrozumie, że na niemiecką Europę, od Lizbony - po Ural, Krym i Kaukaz, nie ma już szans. Europa i świat oczekują na defensywę niemczyzny a nie na jej ofensywę. W kręgu cywilizacji śródziemnomorskiej o Bawarii czy Saksonii, od lat mówi się podobnie, jak o niepodległej od Berlina Austrii. Niemczyzna jest wypalona humanistycznie. Niemcom jedynie idzie dobrze projektowanie i produkcja urządzeń i narzędzi technicznych. Kulturę humanistyczną i religię Niemcy sami zniszczyli na swoje własne życzenie. Rzecz jasna za sprawą 'intelektualnych samobójców' - Hitlera i Marksa. Lepiej żeby intrygi niemieckie nie infekowały ani Polski, ani Ukrainy. To Niemcy powinni zacząć uczyć się człowieczeństwa od poetów i pisarzy m.in. polskich i włoskich. Zamiast narzucać Europie marsze wojenne i radosne nazistowskie hymny, niech Niemcy wczytają się i wsłuchają w słowa przepięknej 'Ody do Młodości' autorstwa Genialnego Polaka z Litwy. Może nieco nabiorą szacunku do innych narodów i państw.

Stary-nowy - 26.03.14 11:46
Szanuję p. Tomasza Sakiewicza ale rację przyznaję ks. Isakiewiczowi Zaleskiemu.
Jeśli nie reaguje się na rządania walczących Ukraińców o "Unijną demokrację" odebrania Polsce "kilku kilometrów od Przemyśla", to sprawa nie jest ani czarna ani biała, a tylko krwisto czerwona.
Oby historia nie zatoczyła koła.
Cały "majdan" w tym, że UE chce pochłonoć jeszcze jedno państwo, aby zrobić to na Ukrainie co zrobiła w Polsce; libertynizm, wyprzedaż polskiego majątku narodowego, wyrywanie z korzeniami wszystkiego co polskie i spasione brzuchy biurokratów unijnych.
I ta Unia uważa, że zbrodnie popełnione na Wołyniu nie są LUDOBÓJSTWEM.
I dlatego przyznaję rację księdzu Tadeuszowi.
S-n

Wszystkich komentarzy: (7)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

14 Grudnia 1901 roku
Urodził się Feliks Stamm, polski trener bokserski (zm. 1976)


14 Grudnia 1658 roku
Polska kawaleria pod wodzą Czarnieckiego przeprawiła się przez cieśninę morską w Danii.


Zobacz więcej