Środa 12 Grudnia 2018r. - 346 dz. roku,  Imieniny: Ady, Aleksandra, Dagmary

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 21.03.14 - 16:29     Czytano: [2519]

Stalin: wschodnia granica Polski


Stalin zignorował deklarację jałtańską w sprawie wschodniej granicy Polski

23 sierpnia 1939 w Moskwie został zawarty układ między rządem niemieckim i sowieckim. W jawnym tekście podpisano pakt o nieagresji, który miał obowiązywać przez 10 lat. W dołączonym do niego tajnym protokole Hitler ze Stalinem dokonali podziału wpływów we Wschodniej Europie. Rozpoczął go wspólny napad zbrojny na Polskę we wrześniu 1939 roku, zakończony IV jej rozbiorem. Następnie Związek Sowiecki napadł na Finlandię, zajmując część jej terytorium, potem zaanektował Litwę, Łotwę i Estonię, a od Rumunii oderwał Besarabię (dziś Mołdawia) i północną część Bukowiny (dziś Ukraina). Do 21 czerwca 1941 roku Związek Sowiecki był najlepszym sojusznikiem Hitlera.

22 czerwca 1941 roku Niemcy hitlerowskie napadły zbrojnie na Związek Sowiecki. W ten sposób Związek Sowiecki stał się sojusznikiem Wielkiej Brytanii, która była w stanie wojny z Niemcami. U boku armii brytyjskiej walczyło Wojsko Polskie liczące pod koniec wojny 194 000 żołnierzy. W grudniu 1941 roku do koalicji antyhitlerowskiej przystąpiły Stany Zjednoczone, zaatakowane przez Japonię, która była sojusznikiem Niemiec. Armia Czerwona odegrała największą rolę w walce z hitlerowskimi Niemcami. Stąd bardzo wzrosła rola Związku Sowieckiego-Stalina w koalicji antyhitlerowskiej. Tym bardziej, że Waszyngton liczył na udział wojsk rosyjskich w wojnie z Japonią. Stalin zaczął dyktować warunki jak ma wyglądać powojenna Europa Środkowa i Wschodnia, w tym także Polska oraz jej granice. Dyktator sowiecki chciał, aby USA i Wielka Brytania uznały sowiecki zabór wschodniej Polski z września 1939 roku.

W dniach od 4 do 11 lutego w Jałcie na Krymie odbyła się konferencja przywódców Mocarstw Sprzymierzonych: premiera W. Brytanii W. Churchilla, prezydenta USA F.D. Roosevelta i premiera ZSRR J. Stalina. Na konferencji tej przyjęto m.in. tzw. deklarację jałtańską w sprawie Polski, która de facto oddawała Polskę do sowieckiej strefy wpływów i ustalono w ogólnym zarysie wschodnią granicę Polski, która winna biec wzdłuż tzw. linii Curzona, z odchyleniami od niej od 5 do 8 km na korzyść Polski.

Stalin nie miał zamiaru honorować tej deklaracji w odniesieniu do wschodniej granicy Polski, czyli granicy polsko-sowieckiej, której był przecież głównym architektem! Miał zamiar oderwać od Polski północną część powiatu suwalskiego – Sejneńszczyznę, która przed 1915 rokiem nie należała bezpośrednio do Cesarstwa Rosyjskiego, a tylko do Królestwa Polskiego (Kongresówki) i przed wojną należała do Polski. A kiedy rząd Polski wywalczył pozostawienie jej przy Polsce, to w zamian za to ustępstwo zagarnął wschodnią, nadniemeńską czysto polską część powiatu augustowskiego (było tu – na tak małym obszarze – ok. 400 km kw. aż 7 parafii katolickich, należących do diecezji łomżyńskiej) z miasteczkiem Sopoćkinie (inne większe wsie m.in. Biała Wielka, Hołynka, Łabno, Ratycze, Teolin i Wołowiczowce) oraz część powiatu suwalskiego między Czarną Hańczą, Niemnem i granicą litewską o łącznej powierzchni ok. 500-600 km kw. Stalinowi nie chodziło o rekompensatę za polską Sejneńszczyznę, ale po prostu chciał odsunąć granicę polsko-sowiecką od rogatek Grodna i Polskę od rzeki Niemen.

Stalin przyłączył do Związku Sowieckiego/Ukrainy także skrawki ziem na południu Lubelszczyzny koło Dołhobycza: tereny na zachód od rzeki Warężanki, a na wschód od wsi Oszczów i na płd.-wsch. od Kryłowa w powiecie hrubieszowskim, które należały do Królestwa Polskiego (Kongresowego) i przedwojennego województwa lubelskiego i były po zachodniej stronie „linii Curzona”.

Na żadnym innym odcinku granicy polsko-sowieckiej poza połową Puszczy Białowieskiej granica nie została przesunięta na wschód, a więc na korzyć Polski.

Zgoda Stalina w Jałcie na przesunięcie w niektórych miejscach „linii Curzona” od 5 do 8 km na wschód na korzyść Polski okazała się więc zwykłym oszustwem. Co więcej, Stalin zabierał Polsce ziemie po prawej stronie „linii Curzona”, jak np. w rejonie miasteczek Indury i Odelska. I co ważniejsze: nie brał pod uwagę etnicznego charakteru przygranicznych miejscowości, jak np. rejony miasteczek Krakowiec i Niżankowice na odcinku granicy w Małopolsce Wschodniej. Jednak najbardziej jaskrawym tego przykładem jest los miejscowości Odelsk w rejonie Grodna, który znajduje się zaledwie kilkuset metrów (!) od obecnej polskiej granicy z Białorusią. Miejscowość w 1945 roku zamieszkiwali Polacy w liczbie ok. 1500 osób i była ona po stronie polskiej „linii Curzona” (2 km na wschód od niej przebiegała ta linia). W 1944 roku Odelsk znalazł się po sowieckiej stronie tymczasowej granicy. Wówczas mieszkańcy Odelska podjęli starania o włączenie miejscowości do Polski, tłumacząc, że większość ich ziem uprawnych jest po polskiej stronie granicy. Nic nie pomogło. Tymczasowa granica została utrzymana na stałe, bo tak chcieli sowieci. Duża polska wioska leżąca na samej granicy pozostała po stronie sowieckiej! Tymczasem propaganda sowiecka i w czasach PRL-u twierdziła, że od Polski zostały oderwane jedynie tereny zamieszkałe przez Ukraińców, Białorusinów i Litwinów.

Dzisiejszą wschodnią granicę Polski często nazywa się „granicą jałtańską”. Tymczasem powinna być nazywana raczej „granicą Stalina”.

Powojenny Komitet Ziem Wschodnich

Powstały podczas wojny (1943) w Warszawie Komitet Ziem Wschodnich miał dwa oddziały terenowe: w Krakowie i Lwowie. Po oderwaniu od Polski Kresów przez Związek Sowiecki w lutym 1945 roku
Komitet Ziem Wschodnich przeniósł centralę do Krakowa, do którego przenieśli się działacze oddziału lwowskiego, tworząc jednocześnie dwa okręgi: północno-wschodni (zwanym też wileńskim) z siedzibą w Toruniu, który skupiał ludzi mieszkających na terenach polskich przyłączonych po wojnie do Litwy i Białorusi oraz lwowskim z siedzibą w Zabrzu, skupiającym ludność z Kresów włączonych do Ukrainy. Jego istnienie miało być biernym buntem przeciwko oderwaniu od Polski Ziem Wschodnich. Natomiast jego celem miało być udzielanie pomocy dla tych, co wszystko stracili na wschodzie i z trudem dostosowywali się do nowych warunków. Władzę naczelną Komitetu Ziem Wschodnich stanowiło Prezydium. Pierwszym prezesem (do kwietnia 1945 r.) był dr Józef Zieliński – były prezes Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Stanisławowie, następnie Stanisław Zieliński - były konsul generalny RP w Berlinie, a w składzie Prezydium byli: wiceprezes dr Władysław Tarnawski – były profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, sekretarz generalny Zbigniew Nowosad – aktor teatralny ze Lwowa, ks. Władysław Matus – były proboszcz kościoła św. Elżbiety we Lwowie, skarbnik ks. Bolesław Grudzieński – kanonik kapituły lwowskiej, K. Brończyk – były profesor gimnazjalny ze Lwowa oraz kierownik organizacyjny E. Górka, kierownik propagandy prof. K. Próchnik, L. Bochenek, Wł. Bilan, M. Matusewicz, Z. Domański, St. Nowotczyński. Działalność Komitetu Ziem Wschodnich reżym warszawski potraktował jako wielką zbrodnię przeciwko Polsce (!) i już w kwietniu 1945 roku bezpieka rozpoczęła aresztowania członków Komitetu. W 1946 roku odbył się w Krakowie głośny proces przed trybunałem wojskowym, który zasądził wielu członków Komitetu na długoletnie kary pozbawienia wolności, a dra Józefa Zielińskiego na karę śmierci, zamienioną później na dożywotnie więzienie. Terror reżymowy przyczynił się do likwidacji Komitetu w 1947 roku.

Wysiedleńcy wierzyli, że powrócą na swoją ojcowiznę na Kresach

Bardzo wielu wysiedleńców Polaków, którzy w latach 1944-46 opuszczali zajęte przez Związek Sowiecki polskie Ziemie Wschodnie (Kresy) wierzyło, że ich tułaczka jest chwilowa, że wkrótce powrócą na swą ojcowiznę.

Oto co na ten temat napisał w amerykańskim tygodniku polonijnym „Gwiazda Polarna” (List z Kołomyi 31.7.1976) Mieczysław Gintner: „Z Kołomyi wyjeżdżaliśmy 3 maja 1945 roku między godziną 7-mą i 8-mą wieczorem. Wyjeżdżaliśmy z toru 06 dworca towarowego. Gdy pociąg ruszył stali wszyscy przy otwartych drzwiach wagonu. Każdy z nas patrzył na oddalające się budynki dworca, rampę kolejową, fabrykę Braci Biskupskich i na pewno każdy z nas myślał czy to ostatni raz wyjeżdża z Kołomyi. Pamiętam, że nasza śp. Matka miała łzy w oczach, ludzie różnie mówili, łudzili się szybkim powrotem, wymyślono nawet taki slogan: Jedna bomba atomowa i wracamy znów do Lwowa”.

Natomiast Lesław Jurewicz w swoich wspomnieniach pt. „Niepotrzebny” (Londyn 1977) pisze: „Wyjazdu na zachód – jak mówiono – nie traktowano jako przesiedlenia się na stałe. Przeciwnie, łączono nadzieje na interwencję Anglii i Stanów Zjednoczonych Ameryki o utrzymanie naszych wschodnich granic. Sam wyjazd był czymś w rodzaju ucieczki po to, aby przeżyć i wrócić. Sądzono ogólnie, że istnienie Polski komunistycznej będzie krótkotrwałe. Wiadomo bowiem było wszystkim, że tylko garstka Polaków pragnęła zaprowadzenia w Polsce ustroju wzorowanego na sowieckim...”.

Polscy olimpijczycy pochodzący ze Lwowa

Wśród wielu, wielu setek znanych Polaków urodzonych we Lwowie nie brakuje również wybitnych sportowców i olimpijczyków – polskich uczestników Letnich i Zimowych Igrzysk Olimpijskich.

Ze Lwowa pochodziło aż 31 polskich olimpijczyków. To dużo jak na jedno miasto, które od 1945 roku nie należy już do Polski. 27 lwowskich olimpijczyków urodziło się we Lwowie, a 4 mieszkało we Lwowie i było związanych z tamtejszym sportem polskim. Tylko jeden z nich – Artur Wacław Rogowski – był związany ze Lwowem i sportem lwowskim po 1945 roku, konkretnie w latach 1954-59 (potem w Polsce). Żaden z polskich olimpijczyków ze Lwowa nie był Ukraińcem (do 1939 roku żaden sportowiec ukraiński z klubów ukraińskich przez słabe wyniki nie zakwalifikował się do wzięcia udziału w organizowanych w okresie międzywojennym olimpiadach). 13 sportowców pochodzących ze Lwowa brało udział w Olimpiadach letnich, które odbyły się w okresie międzywojennym: w Paryżu 1924, Amsterdamie 1928, Los Angeles 1932 i Berlinie 1936, w następujących dyscyplinach sportowych: rzut dyskiem (Paryż:1 zawodnik), rzut oszczepem (Paryż: 1 zaw.), piłka nożna (Paryż, Berlin: 5 zaw.), szermierka (Paryż, Amsterdam, Los Angeles i Berlin: 2 zaw.), kolarstwo (Paryż: 2 zaw.), jeździectwo (Paryż: 1 zaw.), żeglarstwo (Berlin: 1 zaw.). W Olimpiadach zimowych w okresie międzywojennym, które odbyły się w Chamonix 1924, St. Moritz 1928, Lake Placid 1932 i Garmnisch Partenkirchen 1936, wzięło udział 6 sportowców ze Lwowa w następujących dyscyplinach: hokej na lodzie (Lake Placid 1932 i Garmnisch Partenkirchen 1936: 4 zawodników) i bieg 50 km (Chamonix 1924 i St. Mortitz: 2 zaw.).
Po II wojnie światowej w Olimpiadach letnich w: Helsinkach 1952, Rzymie 1960, Tokio 1964, Meksyk 1968 i Monachium 1972 wzięło udział 9 polskich sportowców pochodzących ze Lwowa, biorąc udział w następujących dyscyplinach sportowych: biegi (Meksyk – 1 zawodnik), boks (Tokio – 1 zaw., Meksyk – 1 zaw.), strzelectwo (Monachium – 1 zaw.), szermierka (Helsinki – 1 zaw.), łucznictwo (Monachium – 1 zaw.), pływanie (Helsinki – 1 zaw.), piłka koszykowa (Tokio – 1 zaw.), kolarstwo (Rzym – 1 zaw.), jeździectwo (Monachium – 1 zaw.). W powojennych Olimpiadach zimowych sportowcy rodem ze Lwowa wystąpili w 1948 roku w St. Moritz (hokej na lodzie – 2 zawodników), w 1964 roku w Innsbrucku (saneczkarstwo – 1 zaw.) i w 1968 roku w Grenoble (saneczkarstwo – 1 zaw.). Polscy sportowcy urodzeni we Lwowie brali udział w zimowych Olimpiadach w: St. Moritz 1948 (hokej na lodzie – 2 zawodników, Innsbrucku 1964 (saneczkarstwo – 1 zawodnik) i Grenoble (saneczkarstwo – 1 zawodnik).

Polscy olimpijczycy ze Lwowa zdobyli łącznie 7 medali (co było jak dotychczas powyżej średniej krajowej): 4 srebrne (1924 Paryż: kolarstwo – drużynowy wyścig na 4000 m – Franciszek Szymczak, 1964 Tokio: boks – waga musza – Andrzej Olech, 1968 Meksyk: boks – waga musza – Andrzej Olech, 1972 Monachium: łucznictwo – Irena Szydłowska) i 3 brązowe (1924 Paryż: jeździectwo – indywidualny konkurs skoków – Adam Łukasz Królikiewicz, 1928 Amsterdam: drużynowy turniej szabli – Adam Stanisław Papee, 1932 Los Angeles: drużynowy turniej szabli – Adam Stanisław Papee). Tak więc Lwów na trwałe się zapisał w dziejach polskiego uczestnictwa w Igrzyskach Olimpijskich.

Oto lista polskich olimpijczyków pochodzących ze Lwowa:

Spiridion Jan Albański, ps. "Spirytus" , "Romek", (1907 Lwów – 1992 Katowice), bramkarz lwowskiej Pogoni 1928-39 i od jesieni 1936 kapitan zespołu: IO Berlin 1936 – 4 miejsce; BATSCH Mieczysław Józef Batsch (1900 Lwów – 1977 Przemyśl), piłkarz lwowskiej Pogoni 1916-29, członek słynnego tercetu lwowskiej Pogoni Batsch - W. Kuchar – Garbień: IO Paryż 1924; Krystian Jacek Czernichowski (ur. 1930 Lwów), koszykarz (obrońca): IO Tokio 1964 – 6 miejsce; Antoni Franz (1905 Lwów – 1965 Gliwice), szermierz: IO Berlin 1936: 6 miejsce w szpadzie indywidualnej, a w szpadzie drużynowej 5-8 miejsce; Franciszek Józef Remigiusz Kawa (1901 Lwów -1985 Oslo), narciarz: Zimowe Igrzyska Olimpijskie w St. Moritz w 1928; Bolesław Stanisław Kolasa (ur. 1920 Lwów), hokeista: Zimowe Igrzyska Olimpijskie w St. Moritz 1948 - drużyna polska zajęła 6 miejsce; Feliks Franciszek Kostrzębski (pochodził ze Lwowa, daty życia nieznane), kolarz szosowy: IO Paryż 1924 (w szosowym wyścigu indywidualnym i drużynowym); Adam Krajewski (1929 Lwów – 2000 Wrocław), szermierz: IO Helsinki 1952 (szpada indywidualna i drużynowa); Adam Łukasz Królikiewicz (1894 Lwów – 1966 Konstyncin k. Warszawy), jeździec: IO Paryż w 1924 – brązowy medal (na 43 startujących) w konkursie skoków indywidualnych Prix des Nations - pierwszy w historii polskiego sportu jeździeckiego; Kazimierz Józef Krzemiński (1902 Lwów - ? ), kolarz: IO Paryż 1924 (w szosowym wyścigu indywidualnym i drużynowym); Władysław Kazimierz Lemiszko, ps. "Malerski" (1911 Lwów – 1988 Tarnów), hokej na lodzie: Zimowe Igrzyska Olimpijskie Garmnisch Partenkirchen (Niemcy) 1936; Józef Lewicki (ur. 1934 Lwów), pływak: IO Helsinki 1952 - sztafeta 4x200 m. Marek Władysław Małecki (ur. 1938 Lwów), jeździec: IO Monachium 1972 (WKKW indywidualnie i WKKW drużynowo); Wiesław Jan Maniak (1938 Lwów – 1982 ZSRR), sprinter, jeden z najszybszych ludzi świata na początku lat sześćdziesiątych: IO Meksyk 1968; Artur Olech, ps. "Turek" (ur. 1940 Lwów), bokser wagi muszej: IO Tokio 1964 – srebrny medal i IO Meksyk 1968 – srebrny medal; Adam Stanisław Papee, ps. "Gil" (1895 Lwów – 1990 Bydgoszcz), jeden z pierwszych szablistów polskich, czterokrotny olimpijczyk (Paryż 1924, Amsterdam 1928, Los Angeles 1932, Berlin 1936), dwukrotny brązowy medalista – Amsterdam 1928 i Los Angeles 1932; Artur Wacław Rogowski (ur. 1936 Lwów), strzelec (skeet): IO Monachium 1972; Roman Zdzisław Jerzy Sabiński (1908 Lwów – zm. po 1939), hokeista: Zimowe IO Lake Placid 1932; Juliusz Sieradzki, ps. "Rebe" (1912 Lwów – 1999 Gdynia), żeglarz: IO Berlin 1936; Kazimierz Jan Sokołowski (1908 Lwów – 1998 Tarnów), hokeista: Zimowe IO Lake Placid 1932 i Garmisch-Partenkirchen 1936; Roman Stupnicki (pochodził ze Lwowa), hokeista: Zimowe IO Garmisch-Partenkirchen 1936; Irena Szydłowska (1928 Lwów – 1983 Warszawa), łuczniczka, mistrzyni i rekordzistka świata: IO Monachium 1972 – srebrny medal; Franciszek Szymczyk (1892 Lwów – 1976 Warszawa), kolarz sprinter: IO Paryż 1924 – srebrny medal (drużyna – tor, partnerzy: J. Lange, J. Łazarski i T. Stankiewicz); Jan Karol Wasiewicz (1911 Lwów – 1976 Buenos Aires, Argentyna), piłkarz lwowskiej Pogoni: IO Berlin 1936 - drużyna polska zdobyła 4 miejsce; Mieczysław Stefan Wilczewski (1932 Lwów – 1993 Cocoa, Floryda, USA), jeden z najbardziej utalentowanych polskich kolarzy: IO Rzym 1960; Szczepan Wiktor Witkowski (1898 Lwów – 1937 Stryj), narciarz: Zimowe IO Chamonix 1924; Jerzy Wojnar, ps. "Czarek" (1930 Lwów – 2005 Warszawa), saneczkarz, dwukrotny mistrz (1958, 1961) i wicemistrz świata (1962): Zimowe IO Innsbruck 1964 i Grenoble 1968 - 8 miejsce na 40 startujących.

Polska drukarnia Herburtów w Dobromilu

W należącym do możnej i uczonej polskiej rodziny Herburtów Dobromilu (miasto powiatowe w woj. lwowskim, od 1945 r. Ukraina) pisarz polityczny i dyplomata Szczęsny Herburt w 1611 roku założył drukarnię, do prowadzenia której sprowadził z Krakowa drukarza Jana Szeligę. Drukarnię tą założył w celu planowanego wydawania dzieł polskich historyków, dając tym, jak słusznie zauważył Zygmunt Gloger, świetny przykład innym panom polskim, jak bogaci, rozumni i troskliwi obywatele powinni służyć krajowi. Drukarnia dobromilska istniała do 1618 roku i nakładem Herburta wydało szereg polskich dzieł historycznych, dziś bardzo rzadkich, jak Annales Stanisława Orzechowskiego (1611), Historia Polonica Wincentego Kadłubka (1612) i 1-szy tom Historia Polonica Jana Długosza (1615); druk tego ostatniego dzieła przerwano na rozkaz króla Zygmunta III, wrogo usposobionego do Herburta, który pozwawszy Herburta przed sąd, nakazał zniszczenie całego nakładu.

Z polskich dziejów komunikacji w Małopolsce Wschodniej

Trochę informacji z dziejów komunikacji w Małopolsce Wschodniej (przed wojną województwa: lwowskie – połowa wschodnia, stanisławoskie i tarnopolskie): w 2 połowie XVIII wieku połączenia drogowe (trakty) łączyły Lwów z Jarosławiem (i dalej z Krakowem), z Zamościem (i dalej z Lublinem i Warszawą), Sanokiem (i dalej z Węgrami), z Samborem, ze Śniatyniem (przez Rohatyn i Stanisławów), Kamieńcem Podolskim (przez Złoczów i Trembowlę), z Dubnem i z Łuckiem na Wołyniu; w 1859 roku wprowadzono żeglugę parową na Dniestrze; w 1861 roku Lwów otrzymał połączenie kolejowe z Krakowem przez Przemyśl; w 1880 roku uruchomiono tramwaj konny we Lwowie i w 1894 tramwaj elektryczny; w 1922 roku została uruchomiona pierwsza polska komunikacyjna linia lotnicza na trasie Warszawa – Lwów; w latach 20. XX w. uruchomiono w całej Małopolsce Wschodniej komunikację autobusową.

Polskie zamki w Małopolsce Wschodniej na sprzedaż

W należącej dzisiaj do Ukrainy Małopolsce Wschodniej po Polakach pozostało wiele zamków i setki pałaców, z których wypędzono lub wymordowano ich polskich właścicieli. Porzekadło mówi, że „Pańskie oko konia tuczy”. Zabrakło prawowitych właścicieli zamków i pałaców. Stąd ich los w większości przypadków był opłakany za sowietów. Jednak i po powstaniu państwa ukraińskiego w 1991 roku nie uległ poprawie. Niewłaściwie wykorzystywane uległy dewastacji lub popadły w ruinę. Tylko niektóre z nich, jak np. zamki w Podhorcach, Olesku i Złoczowie są jako tako zadbane. Ani biednego państwa ukraińskiego, ani lokalnych samorządów nie stać na remont i konserwację zamków i pałaców. Dlatego szefowie obwodów (województw), które przed wojną należały do Polski, skierowali do prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki list, w którym zaproponowali przekazywanie niszczejących zabytków w ręce prywatne (Rzeczpospolita 27.2.2008). Nie ma jednak aż tylu chętnych do kupna tych budowli. Większość zamków i pałaców popada więc w jeszcze większą ruinę, co doprowadzi niechybnie do ich rozebrania. Tylko niektóre w prywatnych rękach odżyją. Ale obserwując jak bezmyślnie i nie fachowo są restaurowane zabytki na Ukrainie, pałace te utracą swój pierwotny wygląd – ulegną ukrainizacji i bizantyzacji, któremu to zabiegowi poddawana jest polska architektura Lwowa (najjaskrawiej widoczne jest to w kościołach zamienionych na cerkwie). Czy Polska powinna zaangażować się w ratowanie polskich zabytków na Ukrainie? Uważam, że nie. To dzisiaj nie jest nasze. Mamy w Polsce aż za dużo zabytków, które należy ratować. Ratujmy więc to co jest nasze, a na Kresach jedynie naprawdę najważniejsze zabytki polskiego dziedzictwa narodowego.

Polskie dzieje Krzemieńca

Wołyń to kraina historyczna na terytorium dzisiejszej Ukrainy, leżąca między górnym Bugiem (na wschód od woj. lubelskiego) a rzeką Słucz na wschodzie. To dzisiaj i już na wieki ziemia ukraińska, zamieszkała przez Ukraińców i trochę Rosjan oraz dzisiaj małą grupę Polaków. Jednak do 1945 roku było to terytorium mieszane etnicznie. Obok Ukraińców mieszkali tu Polacy (ok. 420 000 w 1939 r.), Żydzi, Niemcy, Czesi i Rosjanie.

Polacy znaleźli się na Wołyniu stąd, że w latach 1386-1569 Wołyń wchodził w skład państwa polsko-litewskiego, a konkretnie do jego drugiego członu – Wielkiego Księstwa Litewskiego. W 1569 roku Wołyń, na życzenie wówczas jeszcze w większości prawosławnego ruskiego bojarstwa wołyńskiego, stał się częścią Korony czyli Polski. Należał do niej do 1795 roku, kiedy to przeszedł pod panowanie Rosji, w wyniku III rozbioru Polski.

Przedrozbiorowa Polska (do 1795 roku) nie prowadziła oficjalnej i nieoficjalnej kolonizacji Rusi, wynaradawiana jej mieszkańców i zmuszania do przechodzenia na katolicyzm. Wszelkie procesy demograficzno-etniczno-religijne w tamtym okresie przebiegały w sposób naturalny. Np. właściciel olbrzymich włości na Wołyniu książę Konstynty Wasyl Ostrogski (1527-1608) był opiekunem nacji ruskiej, a przede wszystkim Cerkwi prawosławnej. Ożenił się jednak z Polką – z Zofią Tarnowską , po śmierci której odziedziczył majątki Tarnowskich w Polsce; sam zmarł nawet w Polsce – w Tarnowie. Jego syn Janusz przeszedł z prawosławia na katolicyzm, za co został... uwięziony przez ojca w Dubnie. Nic to jednak nie dało. Został katolikiem i Polakiem. Podobnie stało się chyba z całą szlachtą i mieszczaństwem ruskim na Wołyniu. W każdym bądź razie w XVIII wieku nie tylko oni mówili na co dzień po polsku i czuli się Polakami, ale po polsku mówiło na co dzień również ruskie duchowieństwo unickie na Wołyniu (w 1839 roku Rosja wprowadziła tu siłą prawosławie). Kultura i język polski w sposób zupełnie pokojowy-naturalny opanowały Wołyń. Jeszcze w 2. poł. XIX w., a więc pod panowaniem rosyjskim i w dobie antypolskiego terroru, mówiło się tam: „Ukrainiec – chłop i pop”. Inteligencja rusko-ukraińska zaczęła się ponownie pojawiać na Wołyniu dopiero na przełomie XIX-XX w., a szczególnie w okresie międzywojennym, kiedy Wołyń ponownie należał do Polski (1918-1939).

W związku z wszechwładnym panowaniem języka polskiego wśród oświeconej części społeczeństwa wołyńskiego, szkolnictwo na Wołyniu tak w okresie przedrozbiorowym (polskim), jak i rosyjskim w latach 1795-1831 było wyłącznie polskie. Po narodowo-wyzwoleńczym Powstaniu Listopadowym 1830-31 władze carskie zlikwidowały polskie szkolnictwo na ziemiach litewsko-ruskich, w tym również na Wołyniu. Odrodziło się ono w formie szczątkowej po rewolucji w Rosji 1905 roku, bardziej intensywnie podczas niemieckiej okupacji tych ziem podczas I wojny światowej, a przede wszystkim po odrodzeniu się państwa polskiego w listopadzie 1918 roku, w którym na początku 1919 roku znalazł się Wołyń. Do ponownej jego likwidacji przystąpił Związek Sowiecki po zajęciu wschodniej Polski (w tym także Wołynia) we wrześniu 1939 roku, wegetowało ono podczas niemieckiej okupacji Wołynia w latach 1941-44, a ostatecznie uległo likwidacji po ponownym włączeniu Wołynia do Związku Sowieckiego (Republiki Ukraińskiej) w 1945 roku i wysiedleniu stąd pozostałych jeszcze przy życiu (po masowych wywózkach Polaków na Sybir 1940-41, masowych rzeziach dokonanych przez nacjonalistów ukraińskich 1943-44 i wywiezieniu przez Niemców kilkudziesięciu tysięcy wołyńskich Polaków na przymusowe roboty do Niemiec w latach 1943-44) 246 979 Polaków do Polski w nowych granicach, które narzucili naszej ojczyźnie Stalin, Roosevelt i Churchill na konferencji w Jałcie w 1945 roku (Jan Czerniakiewicz „Repatriacja ludności polskiej z ZSRR 1944-1948” Warszawa 1987).

Kiedy mówimy o polskim Wołyniu, tj. jego polskiej historii sprzed 1945 roku, na usta cisną się najczęściej słowa: Krzemieniec względnie Liceum Krzemienieckie i Juliusz Słowacki. Bowiem tutaj, 4 września 1809 roku, urodził się Juliusz Słowacki, jeden z największych poetów polskich, który zajął na trwałe pierwsze miejsce wśród autorów polskiego dramatu narodowego. Jego dramaty są wystawiane po dziś dzień przez wszystkie teatry polskie. Z okazji setnej rocznicy urodzin Juliusza Słowackiego w kościele katolickim w Krzemieńcu odsłonięto piękny pomnik poety dłuta wielkiego rzeźbiarza polskiego Wacława Szymanowskiego. I chyba tylko ten fakt sprawił, że na tę polską świętość w tym mieście nie podnieśli ręki nawet okupanci sowieccy. Kościół w Krzemieńcu w latach 1945-1991 był jedynym w całej diecezji łuckiej (wołyńskiej) kościołem, który nie został odebrany Polakom-katolikom i zamknięty przez władze sowieckie.

Krzemieniec to miasto na przedwojennym wschodnim Wołyniu, w dolinie rzeki Ikwi, u stóp wzgórz zwanych Górami Krzemienieckimi. Przed wojną uchodziło za jedno z najładniej położonych miast w Polsce – leży w wąskim, a głębokim jarze, esowato wygiętym, wśród wysokich i stromych wzgórz. W X-XII Wołyń był terytorium spornym polsko-ruskim i raz jego połacie były pod Polską, raz pod Rusi władzą. Badania archeologiczne wykazały, że istniał tu gród już w czasach przedhistorycznych.

Pierwsza wzmianka o Krzemieńcu pochodzi z 1064 roku. Mówi ona o tym, że gród ten został w tymże roku oddany dobrowolnie przez jego pana i dowódcę Mokosieja Deniskę księciu polskiemu (później królowi) Bolesławowi Śmiałemu. Natomiast pierwsza wzmianka o Krzemieńcu jako grodzie Rusi Halicko-Wołyńskiej pochodzi z 1226 roku. Po śmierci w 1340 roku ostatniego władcy ruskiego Księstwa Halicko-Wołyńskiego – Jerzego Bolesława Trojdenowicza, który pochodził z książąt mazowieckich, księstwo to – zgodnie z testamentem Jerzego Bolesława – miało przypaść królowi polskiemu Kazimierzowi Wielkiemu. Jednak większość Wołynia została wówczas zajęta zbrojnie przez Litwę, do której należała do 1569 roku, z tym, że od 1386 roku Litwa i Polska stanowiły jedno państwo. Jedynie w 1366 roku Kazimierz Wielki drogą umowy z litewskim księciem Lubartem dostał Krzemieniec, do którego skierował polską załogę i ustanowił polskie urzędy. W 1382 roku starostowie węgierscy (ustanowieni tu przez króla Polski i Węgier Ludwika Węgierskiego), po śmierci króla, odsprzedali Krzemieniec Lubartowi. Od tej pory toczył się spór polsko-litewski o Krzemieniec.

Dopiero w wyniku unii lubelskiej w 1569 roku Krzemieniec znalazł się ponownie w granicach Korony (Polski) i już od XV wieku stawał się miastem coraz bardziej polskim. W przedrozbiorowej Polsce Krzemieniec był jednym z trzech miast powiatowych w województwie wołyńskim. Król polski Władysław III Warneńczyk (syn Władysława Jagiełły) w 1438 roku nadał Krzemieńcowi prawa miejskie, przez co stał się on miastem we współczesnym tego słowa znaczeniu. W tymże okresie zbudowano w Krzemieńcu zamek i powstał tu pierwszy kościół katolicki (zapewne kaplica), przy którym później powstała parafia. W połowie XVI wieku król Zygmunt Stary przekazał zamek i ziemię krzemieniecką swej żonie Bonie, która otoczyła miasto szczególną opieką. Przebudowała i umocniła obronnie zamek na górze, zwanej odtąd Górą Bony, uposażyła parafię katolicką (którą w 1607 r. objęli polscy franciszkanie) i założyła szpital na przedmieściu, zwanym „Bonówką”.

W późniejszych latach miasto otrzymało dalsze przywileje królewskie, które przyczyniły się do jego dalszego rozwoju. Już w XVII wieku Krzemieniec stał się ogniskiem oświaty: w 1638 roku założono tu pierwszą szkołę i drukarnię. Rozwoju miasta nie wstrzymał najazd kozaków Chmielnickiego pod wodzą Krzywonosa, który w 1648 roku miasto zdobył, zrabował i zniszczył zamek. W XVIII w. w Krzemieńcu zostały założone nowe katolickie kościoły i klasztory: trynitarzy, jezuitów w 1720 roku i reformatów (1760). Kościół i kolegium jezuickie ufundowali książęta Janusz i Michał Wiśniowieccy. Przy kolegium jezuickim były dwa konwikty. Po zniesieniu zakonu jezuitów przez papieża Klemensa XIV w 1773 roku, szkoły, jak również fundusze jezuitów krzemienieckich przejęła w 1775 roku Komisja Edukacji Narodowej, ustanawiając tu szkołę akademicką wydziałową, do której ściągnięto nauczycieli z Akademii Krakowskiej. W 1783 roku szkoła ta miała rektora, 7 nauczycieli i 119 uczniów. W 1787 roku Krzemieniec odwiedził król polski Stanisław August Poniatowski.

W latach 1795-1915/16 Krzemieniec był pod zaborem rosyjskim. 1805-31 było tu słynne polskie Liceum Krzemienieckie – ognisko kultury, promieniujące na całe ziemie ukrainne dawnej Rzeczypospolitej. Po Powstaniu Listopadowym 1830-31 władze carskie przystąpiły do walki z polskością w mieście. Likwidacji uległo Liceum Krzemienieckie, skasowano wszystkie klasztory, a ich kościoły i budynki oddano Cerkwi prawosławnej; pozostawiono katolikom jedynie kościół parafialny. Założono tu biskupstwo prawosławne i seminarium duchowne (w budynkach Liceum Krzemienieckiego). Do urzędów, sądów i szkół wprowadzono język rosyjski i zabraniano Polakom posługiwania się językiem polskim w publicznych miejscach. Brutalnie tępiono wszelką polską działalność narodową, kulturalną i religijną poza kościołem. W 1864 roku parafia katolicka w Krzemieńcu (3041 wiernych) i 12 innych parafii katolickich dekanatu (zarazem powiatu) krzemienieckiego liczyło 16 270 katolików-Polaków. Polskość mimo tych hekatomb przetrwała w Krzemieńcu i na Wołyniu. Unaoczniały ją w mieście np. liczne dworki o staropolskiej architekturze, jak np. dworek Chęcińskiego.

Wiosną 1919 roku Krzemieniec wrócił do odrodzonego w listopadzie 1918 roku państwa polskiego. Okres międzywojenny 1918-39 był złotym okresem w dziejach miasta, miasto się rozwijało (gmachy: Kasy Chorych, Dom Społeczny) i piękniało (ładnie uporządkowano tereny wokół Liceum Krzemienieckiego); otrzymało światło elektryczne, przystąpiono do budowy sieci kanalizacyjnej i wodociągowej, otrzymało połączenie autobusowe z innymi miastami. Była to zasługa głównie Jana Beaupre, burmistrza miasta w latach 1922-39; a trzeba wiedzieć, że miasto za carskich czasów – chociaż zamieniane w centrum rosyjskiego prawosławia - było bardzo zaniedbane, m.in. brak było urządzeń higienicznych i straży pożarnej, przyzwoitych budynków szkolnych, dobrych dróg, elektryczności, a całe miasto o 22 000 mieszkańców posiadało tylko jedną studnię!

Polski Krzemieniec tętnił bogatym życiem kulturalnym (np. w 1939 roku była organizowana wielka ogólnopolska wystawa poświęcona Juliuszowi Słowackiemu). Po wspólnym niemiecko-sowieckim napadzie na Polskę we wrześniu 1939 roku Krzemieniec został włączony do Związku Sowieckiego. Tak podczas okupacji sowieckiej (1939-41) jak i niemieckiej (1941-44) prowadzona tu była totalna wojna władz sowieckich, Niemców i nacjonalistów ukraińskich (potworne i masowe rzezie 1943-44) z Polakami i polskością. Po ponownym przyłączeniu Wołynia do Związku Sowieckiego, w latach 1944-46 władze sowieckie wysiedliły z Krzemieńca i powiatu krzemienieckiego do tzw. Polski Ludowej (PRL) pozostałych tu niedobitków polskich – 22 011 osób (J. Czerniakiewicz, j.w.). Podczas drugiej tzw. „repatriacji” 1957-58 z Krzemieńca wyjechało do Polski ok. 100 osób. W 1979 roku mieszkało w Krzemieńcu już tylko 269 Polaków. M.in. Piotr Teodorowicz, który w 1927 roku był członkiem honorowej eskorty prochów Juliusza Słowackiego z paryskiego cmentarza Montmartre na krakowski Wawel. Dyrektorem Muzeum Krajoznawczego w Krzemieńcu był Polak, Grzegorz Grocholski. Jedyną polską placówką w sowieckim Krzemieńcu był cały czas otwarty kościół parafialny p.w. św. Stanisława; w okresie sowieckim pracowali tu księża: Jan Rutkowski (1945-55), Jakub Macyszyn (1956-73) i Marcjan Trofimiak (1974-91). Jednocześnie był to jedyny czynny kościół na całym sowieckim Wołyniu i na terenie diecezji łuckiej (w 1939 r. katolicki dekanat krzemieniecki miał 25 parafii). Jednak i teraz Polacy nie mieli prawa mieć jakiejkolwiek polskiej organizacji, instytucji, szkoły czy zespołu.

Dopiero po upadku ZSRR w 1991 roku i powstaniu państwa ukraińskiego, życie polskie mogło odrodzić się w Krzemieńcu, chociaż nie bez problemów, gdyż Ukraińcy bali się przesadnie rzekomej ponownej polonizacji Wołynia. Powstało Towarzystwo Odrodzenia Kultury Polskiej im. Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu (prezes Stanisław Lutkiewicz), które prowadzi Szkółkę Sobotnio-Niedzielną. Działa zespół wokalno-taneczny "Krzemienieckie Barwinki" (kier. Andrzej Madecki). W Kolegium Pedagogicznym, mieszczącym się w dawnym Liceum Krzemienieckim, jest wykładany język polski przez nauczyciela z polski (Joanna Dudek).

W dalekiej Australii mam pamiątkę z czasów polskiego Krzemieńca. Jest nią znaczek Poczty Polskiej wartości 15 gr przedstawiający tylko co zbudowany polski statek pasażerski M/S Piłsudski. Na znaczku jest bardzo czysty stempel pocztowy z napisem „Krzemieniec” i datą 1.11.1936.

Spośród dużej grupy wielkich lub znanych Polaków, którzy urodzili się w Krzemieńcu, poza jednym z trzech wieszczów polskich - Juliuszem Słowackim (1809-1849) urodzili się tu m.in: Natalia Balicka (ur. 1917), inż. rolnik, prof. Akademii Rolniczej we Wrocławiu; Antoni Beaupre (1860-1937), publicysta i redaktor, 1920-37 redaktor kolejno dzienników krakowskich: „Nowa Reforma”, „Głos Narodu” i „Czas”; Władysław Chłopicki (1894-1980), lekarz neurolog, prof. Śląskiej Akademii Medycznej; Józef Czech (1806-1876), zasłużony krakowski księgarz i wydawca (rozpoczął wydawanie bardzo popularnego „Kalendarza krakowskiego” 1832-1918) oraz organizator życia literackiego w Krakowie; Aleksander Czekanowski (1833-1876), wielki polski podróżnik, geolog i geograf, jeden z najwybitniejszych badaczy północno-wschodniej Azji, jego imię nosi pasmo górskie na Syberii Wschodniej; Mieczysława Gruszka (ur. 1936), 1940-42 sybiraczka, pedagog australijski, zasłużona działaczka polska w Australii, m.in. prezeska Związku Polaków w Zachodniej Australii; Czesław Jastrzębiec-Kozłowski (1894-1956), poeta i tłumacz na język polski literatury pięknej rosyjskiej, francuskiej, angielskiej, ukraińskiej i serbo-chorwackiej; Marek Kac (1914-1984), wybitny matematyk polsko-amerykański, do 1938 roku związany z polskim Uniwersytetem Jana Kazimierza we Lwowie, a 1939-61 profesor Cornel University w USA, reprezentant polskiej lwowskiej szkoły matematycznej; Bonawentura Klembowski (1795-1888), malarz, profesor Liceum Krzemienieckiego, Uniwersytetu Kijowskiego i Uniwersytetu Charkowskiego; Zbigniew Kozielec (ur. 1938), zmartwychstaniec, przełożony domów zakonnych i rektor kościołów; Alicja Kurnicka (1924 – 1943), bohaterska łączniczka i sanitariuszka w Obwodzie ZWZ-AK Augustów, zamordowana przez Gestapo; Jerzy Litwiniuk (ur. 1923), literat, tłumacz na język polski poezji i prozy fińskiej („Kalevala”), rosyjskiej, białoruskiej, ukraińskiej i łotewskiej; Czesław Malec (ur. 1941), koszykarz krakowskiej Wisły, jeden z "Wawelskich Smoków" lat sześćdziesiątych, w drużynie narodowej (1961-69), mistrz Polski (1962, 1968), medalista brązowy mistrzostw Europy (1965 Moskwa, 1967 Helsinki), olimpijczyk z Meksyku (1968, 6 miejsce); Edward Paszkowski (1863-1934), publicysta, powieściopisarz, 1906-18 redaktor „Dziennika Kijowskiego”, 1921-31 „Dziennika Poznańskiego”, autor wielu powieści; Bronisław Pietraszewicz (1922-1944), uczestnik konspiracji, żołnierz Armii Krajowej w Warszawie, od 1943 roku dowódca plutonu kompanii „Agat” (późniejszy „Parasol”) Kedywu Komendy Głównej AK, 7.9.1943 uczestnik udanej akcji na kata Warszawy F. Buerkla, 1.2.1944 dowódca udanego zamachu na szefa SS i policji dystryktu warszawskiego gen. F. Kutscherę, w czasie którego został śmiertelnie ranny; Michał Podczaszyński (1800-1835), dziennikarz, krytyk literacki, 1825-26 wydawca „Dziennika Warszawskiego”, a 1832-33 „Pamiętnika Emigracji Polskiej” w Paryżu – pierwszego polskiego czasopisma we Francji; Ignacy Puławski (1886- po 1939), działacz gospodarczy i samorządowy, 1928-38 poseł na Sejm RO, 1938-39 senator RP; Władysław Spałek (1887-po 1939), ppłk WP, zasłużony działacz sportowy w międzywojennej Polsce; Alina Świderska (1875-1963), pisarka, tłumaczka literatury obcej na język polski; Włodzimierz Terechowicz (ur. 1933), grafik, znany ilustrator książek; Jan Turkiewicz (ur. 1934), fizyk, prof. Instytutu Badań Jądrowych w Świerku koło Warszawy; Konstanty Wojnarowski (ur.1917), podczas II wojny światowej lotnik w polskim dywizjonie 305, po wojnie znany rzeźbiarz polsko-angielski.

Ukraina: zwrot kościołów

Chociaż od zakończenia istnienia II Rzeczpospolitej (w 1939 r.) mijają 74 lata Ukraińcy bez przerwy narzekają na ówczesne władze polskie, tak jakby sprawa ówczesnych Ukraińców w Polsce była ciągle aktualna. Mają pretensje o to, że byli m.in. prześladowani na tle religijnym, w czym – jak zwykle w takich wypadkach – bardzo przesadzają. Ale nawet jeśli byli prześladowani to było to 90-75 lat temu. A polskie porzekadło (a one są mądrością narodów) mówi, że „co było a nie jest nie pisze się w rejestr”. Ważniejsze jest to co się robi-dzieje teraz. A teraz Polacy nawet w najmniejszym stopniu nie prześladują Ukraińców. Dzisiaj to Ukraińcy prześladują Polaków i katolików na Ukrainie. Z „Naszego Dziennika” (30.3.2007) dowiadujemy się, że władze ukraińskie od 15 lat nie chcą zwrócić katolikom 18 zabranych za sowietów kościołów katolickich, które są bardzo potrzebne miejscowym wiernym, w tym 10 w diecezji kijowsko-żytomierskiej, 5 w archidiecezji lwowskiej, 2 w diecezji odessko-symferopolskiej i 1 w kamieniecko-podolskiej. We Lwowie, w którym Polacy mają dzisiaj tylko 3 kościoły (w 1939 roku mieli 39 kościołów!), nie zwrócono żadnego kościoła, chociaż stała niepisana umowa, że za polski kościół Jezuitów w Przemyślu oddany na sobór dla unitów, Polacy mieli mieć zwrócony polski kościół św. Elżbiety we Lwowie. Od marca 2007 roku grupa Polaków prowadziła już szereg razy głodówkę we lwowskim kościele Marii Magdaleny, domagając się zwrotu tego kościoła katolikom („Rzeczpospolita” 22.3.2007).

Polonizacja pogranicza polsko-białoruskiego i polsko-litewskiego

Pogranicze polsko-białoruskie, tj. ziemia grodzieńska, a także granicząca z nią północno-zachodnia Nowogródczyzna jak i cała zachodnia Wileńszczyzna posiadały w pierwszej połowie XX wieku zdecydowanie polską większość ludności, a w odniesieniu do historii weszły w związek z Polską, zanim zawiązał się naród białoruski, więc były Polską. Kiedy po pierwszej wojnie światowej, która na tym terenie zakończyła rosyjskie panowanie, Polska odzyskała niepodległość, a losy niepodległej Białorusi z punktu widzenia polityczno-militarnego były beznadziejne, gdyż groziła okupacja ziem białoruskich przez bolszewicką Rosję, granica polsko-białoruska musiała gdzieś przebiegać. Szkoda, że nie mogła być ona ustalona przez Polskę i wolną Białoruś. Ale taka była rzeczywistość polityczna na przełomie 1920-21 roku, że granicę tę musiały ustalić między sobą Warszawa i Moskwa. W traktacie w Rydze zawartym 18 marca 1921 roku między Polską a Rosją Sowiecką (i Ukrainą) Polska dobrowolnie zrezygnowała na rzecz Białorusi/Rosji z ziem bardziej etnicznie białoruskich, chociaż przed rozbiorami należały one do Polski, historycznie były związane z Polską i mieszkało tam wielu Polaków, a strona sowiecka była skłonna oddać Polsce Mińszczyznę. Polska nie mogła jednak zrezygnować z ziem, na których element polski górował pod każdym względem nad białoruskim. A górował nie przez podboje i kolonizację, ale głównie przez dobrowolną asymilację ludności ruskiej Grodzieńszczyzny, Nowogródczyzny i Wileńszczyzny. Jest bezsprzecznym faktem, że zanim pogranicze polsko-białoruskie i polsko-litewskie stało się Polską, nie było wyrobione etnicznie i narodowościowo. Był to pas pograniczny pomiędzy bałtyckimi i słowiańskimi grupami plemiennymi. Może właśnie dlatego tu ludność podczas unii polsko-litewskiej tak szybko i całkowicie przyjęła dobrowolnie narodowość polską, tym bardziej, że kultura polska stała zdecydowanie znacznie, znacznie wyżej od tutejszej bardzo prymitywnej ludowej kultury. Można tu jeszcze zaznaczyć o dobrowolnych i naturalnych ruchach ludnościowych z Polski w te strony oraz o mieszanych małżeństwach, w których żony czy mężowie białoruscy czy litewscy dobrowolnie ulegali polonizacji, czyli przyjmowali wyższą kulturę polskiego partnera czy partnerki i polski język. Że tak było – o to nikt ze współczesnych Białorusinów i Litwinów nie może mieć pretensji do Polaków.

Wizyty Józefa Piłsudskiego w Grodnie

Podczas pobytu w Grodnie w październiku 1921 roku naczelnik państwa polskiego, marszałek Józef Piłsudski wygłosił przemówienie o nareszcie wolnej i polskiej Grodzieńszczyźnie mówiąc m.in.: „Kraj zapadły, od Boga zapomniany, kraj, w którym uśmiech szczęścia istniał tylko dla garstki ludzi obcych – to jest wspomnienie, które ja, syn tej ziemi noszę od dzieciństwa... Gdy teraz mijam Bug i Narew, gdy do moich piersi doleci zapach sosny i szum borów rodzinnych, gdy spojrzę na tę ziemię, na jej obecny wolny oddech, wyznaję otwarcie, że duma mnie przenika, bo wiem, iż do tego szczęścia, słońca, który dał krajowi oddech swobody, również się przyczyniłem”.

Marsz. Piłsudski był jeszcze raz w Grodnie 11 lutego 1923 roku, kiedy to wręczył sztandar stacjonującemu w tym mieście 76 Pułkowi Piechoty.

Pamiątki wileńskie po marsz. Józefie Piłsudskim w Sulejówku

Wśród pamiątek marsz. Józefa Piłsudskiego w organizowanym Muzeum Józefa Piłsudskiego w willi Piłsudskich „Milusin” Sulejówku pod Warszawą (otwarcie przewidziane w 2016 r.) będą m.in. eksponaty związane z polskim Wilnem, legendarna buława Pierwszego Marszałka Polski, zaprojektowana przez profesora Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie Mieczysława Kotarbińskiego, dar oficerów I Brygady Legionów: ryngraf z wizerunkiem Matki Boskiej Ostrobramskiej, ofiarowany na imieniny 19 marca 1916 roku i klucze do stołecznego miasta Wilna wręczone Marszałkowi 18 kwietnia 1922 roku. Obecnie eksponaty te znajdują się w Muzeum Wojska Polskiego i Zamku Królewskim w Warszawie.

Parafie katolickie i kościoły nieparafialne w Wilnie w 1939 roku

Katolicka diecezja wileńska została erygowana z inicjatywy króla polskiego Władysława Jagiełły przez papieża Urbana VI 12 marca 1388 roku jako biskupstwo wchodzące w skład polskiej metropolii gnieźnieńskiej. W związku z rozbiorami Polski diecezja wileńska w latach 1798-1925 należała do również polskiej metropolii mohylewskiej (Mohylew na Białorusi), utworzonej dla Kresów, a po odrodzeniu się państwa Polskiego w 1918 roku, w którego granicach znalazło się etnicznie polskie Wilno, papież Pius XI 28 X 1925 roku podniósł biskupstwo wileńskie do rangi archidiecezji, ustanawiając Wilno siedzibą nowej metropolii w strukturze administracyjnej Kościoła polskiego (z sufraganiami w Łomży i Pińsku), do której należała do 1991 roku.

Wilno, jako stolica Wielkiego Księstwa Litewskiego (od 1385 r. w granicach Polski), nigdy nie było etnicznie litewskie – było miastem wieloetnicznym. Z biegiem lat stawało się miastem coraz bardziej polskim. Już w XVIII w. prawie wszyscy katolicy w Wilnie byli Polakami; w 1737 roku zaprzestano odprawiania w ostatnim kościele wileńskim nabożeństw litewskich – dla Litwinów z braku osób nimi zainteresowanymi. Stąd wszystkie kościoły katolickie w Wilnie – parafialne i nieparafialne poza kościołem parafialnym św. Mikołaja od pocz. XX w. były do 1939 roku kościołami polskim – służyły polskim katolikom, których było w mieście ponad 140 000 w 1938 roku, stanowiąc ponad 97% katolików w mieście. Kościół wileński wraz z wszystkimi jego instytucjami był Kościołem na wskroś polskim. Wobec napływu kilkuset Litwinów do Wilna na przełomie XIX-XX wieku w 1907 roku kuria biskupia oddała na użytek katolickiej społeczności litewskiej (ok. 1600 w 1939 r.) kościół św. Mikołaja na Starym Mieście z 1440 roku.

W Wilnie w 1938 roku czynne były 33 kościoły katolickie, w tym bazylika archikatedralna św. Stanisława Biskupa i św. Władysława oraz 12 kościołów parafialnych, które tworzyły dekant wileński miasto: kościół archikatedralny Św. Św. Jana Chrzciciela i Jana Apostoła, kościół św. Teresy, kościół św. Ducha, kościół Wszystkich Świętych, kościół św. Franciszka Serafickiego, kościół św. Rafała Archanioła, kościół św. Filipa i św. Jakuba Apostoła, kościół św. Piotra i Pawła, kościół Najśw. Serca Jezusowego, kościół Niepokalanego Poczęcia Najśw. Marii Panny, kościół św. Anny i kościół litewski św. Mikołaja.

Kościołami nieparafialnymi były: kościół św. Jerzego, kościół cmentarny na Rossie (par. św. Jana), kościół św. Krzyża, kościół św. Stefana, kościół św. Bartłomieja Ap., kościół św. Józefa, kościół Opatrzności Bożej, kościół w Ponarach (par. Najśw. Serca Jezus.), kościół N.M.P. Pocieszenia (katolicki obrządek wschodni), kościół wojskowy Zbawiciela, kościół św. Trójcy, kościół wojskowy św. Ignacego Loyoli, kościół przy Instytucie Oftalmicznym, kościół w Trynopolu św. Trójcy, kościół św. Katarzyny, kościół jezuicki św. Kazimierza Królewicza, kaplica N. Maryi Panny przy ul. Trockiej, kościół Najśw. Serca Jezusowego i św. Franciszka Salezego, kościół Michała Archanioła.

Wileńskie „Kaziuki”

Od XVII w. do 1939 roku ludność Wilna i podwileńskich wiosek urządzała w Wilnie 4 marca Jarmarki Kaziukowe, związane z kościelnymi uroczystościami odpustowymi św. Kazimierza (1458-1484) – królewicza polskiego, patrona Polski i Litwy, który jest pochowany w Wilnie. Na straganach sprzedawano obwarzanki, pierniki, zioła lecznicze i piękne palmy wielkanocne. Do 1945 roku była to impreza polska, gdyż ponad 95% katolików w mieście stanowili Polacy. W latach 1945-47 wysiedlono z Wilna do tzw. Polski Ludowej 107 156 Polaków i dodatkowo ok. 20-25 tysięcy Polaków podczas drugiego wysiedlania w latach 1957-58. W okresie komunistycznym również wilnianie mieszkający w Polsce nie mogli obchodzić „Kaziuków”. Dopiero po upadku komunizmu w Polsce w 1989 roku wilnianie zaczęli organizować „Kaziuki” w miastach, gdzie osiedliła się ich spora grupa, lub w tych, gdzie parafia jest pod wezwaniem św. Kazimierza. Np. od ponad 20 lat odbywają się „Kaziuki” w Poznaniu i od ponad 10 lat w Warszawie, które cieszą się wielką popularnością. Dużą imprezą są również „Kaziuki” w Białymstoku, który do 1992 roku należał do archidiecezji wileńskiej.

Chociaż w dzisiejszym Wilnie Polacy stanowią jeszcze ok. 20% ludności miasta, jednak nie mają pełnej swobody narodowo-religijnej. Administracja Kościoła wileńskiego jest dzisiaj w rękach Litwinów, dla których obce są dawne polsko-wileńskie zwyczaje religijne. Jednak w 2001 roku Litwini – nie tyle Kościół litewski co litewscy handlarze z pomocą przedsiębiorcy Vytenisa Urba - przywrócili Kaziukowy Jarmark, chcąc go włączyć w zwyczaje litewskie – litewskiej ludności miasta. Dalekie były od przedwojennych Kaziuków, ale były. W czasie dotkliwego kryzysu gospodarczego który ogarnął Litwę po 2008 roku nie miał kto finansować Jarmarku. Przed 1945 rokiem czy był kryzys czy nie Jarmark był organizowany, bo należał do polskiej tradycji mieszkańców Wilna. Dla Litwinów, którzy po 1945 roku przybywali do Wilna z Litwy Kowieńskiej, Jarmark, podobnie jak kult MB Ostrobramskiej, to po prostu obca tradycja. A jeszcze gorzej, że polska.

Dobra birżańskie Tyszkiewiczów na Litwie

Kiedy mówimy o Birżach na Żmudzi – przez lekturę „Potopu” Henryka Sienkiewicza - od razu łączymy to miasto z kiedyś litewskim, a od 400-350 lat polskim książęcym rodem Radziwiłłów. W ich rękach wielkie dobra birżańskie były od 1492 roku aż do śmierci córki Bogusława Radziwiłła – Ludwiki Karoliny Radziwiłłowej w 1695 roku, kiedy to dostały się w spadku jej córce, księżniczce neuburskiej (1687-95). Księżniczka Ludwika Karolina od 1681 roku była żoną margrabiego Ludwika Leopolda Hohenzollerna, syna elektora brandenburskiego Fryderyka Wilhelma Hohenzollerna. Po jego śmierci w 1687 roku spisano umowy przedślubne i została zaręczona z królewiczem Jakubem Ludwikiem Sobieskim, synem króla Jana III Sobieskiego. Jednak 10 sierpnia 1687 roku potajemnie poślubiła księcia Pfalz-Neuburg, Karola III Filipa Wittelsbacha. Ślub wywołał skandal, a sprawa była rozpatrywana w Sejmie Rzeczypospolitej – pozbawiono ją i jej potomstwo praw do majątków w Rzeczypospolitej, a konkretnie do dóbr birżańskich, zwanych także dobrami neuburskimi. Ostatecznie dobra birżańskie przypadły w połowie XVIII w. Radziwiłłom z Nieświeża (linia z Nieświeża tego rodu magnackiego), dzięki staranim Hieronima Floriana Radziwiłła. Od tej pory były częścią ordynacji nieświeskiej Radziwiłłów.

W 1810 roku XI ordynator nieświeski i ołycki, książę Dominik Hieronim Radziwiłł (1786-1813) został pułkownikiem wojsk Księstwa Warszawskiego. Wówczas car rosyjski Aleksander I pod pretekstem niespłacenia kredytu zajął mu majątki znajdujące się w zaborze rosyjskim. Po śmierci Dominika Hieronima Radziwiłła w 1816 roku utworzono w Wilnie tzw. Komisję Radziwiłłowską, czyli biuro, trudniące się, pod nadzorem władz carskich, oddłużeniem ordynacji nieświeskiej i ołyckiej (Ołyka na Wołyniu) i uregulowaniem spraw spadkowych małoletniej ks. Stefanii, córki księcia Dominika Hieronima. Wówczas przy podziale dóbr radziwiłłowskich klucz birżański nabył tanio jeden z wierzycieli księcia Dominika Hieronima, Józef Tyszkiewicz. Radziwiłłowie wytoczyli w następstwie proces o Birże, które jednak w 1844 roku ukazem carskim zostały przyznane synowi nieżyjącego już wówczas MichałaTyszkiewicza (syn Józefa Tyszkiewicza – nabywcy dóbr birżańskich), Janowi Tyszkiewiczowi (1801-1862). Tyszkiewicze byli ich właścicielami do 1940 roku.

Jan Tyszkiewicz w 1860 roku założył ordynację rodową z klucza birżańskiego, do którego wchodziło 17 kluczy, 36 folwarków, 77 zaścianków i która obejmowała 73 215 dziesięcin (czyli ok. 80 000 ha) ziemi ornej i 27 875 dziesięcin (ok. 31 000 ha) łąk i pastwisk. Siedzibą Tyszkiewiczów w Birżach stał się wybudowany w tam przez Jana Tyszkiewicza ładny pałac w stylu willi włoskiej – pełen dzieł sztuki i pamiątek polskich. Tyszkiewiczowie byli i są polskim rodem arystokratycznym od wielu już pokoleń. Jednak ten ród nie był litewskiego pochodzenia, a tylko ruskiego (tereny dzisiejszej Ukrainy). Toteż po powstaniu niepodległego państwa litewskiego w 1918 roku, które przyjęło kurs wyraźnie antypolski, ordynacja birżańska Tyszkiewiczów została przejęta przez rząd litewski i rozparcelowana. Tyszkiewiczom pozostawiono jedynie resztówkę dawnych dóbr przy pałacu i sam pałac. Po śmierci IV ordynata birżańskiego – Alfreda Tyszkiewicza (1882-1930), jego rodzina przebywała na stałe za granicą, mieszkając w Birżach tylko okazyjnie. W tak okrojonym stanie dobra birżańskie przetrwały do 1940 roku i wcielenia Litwy do Związku Radzieckiego w tymże roku. Wówczas Tyszkiewicze stracili także i resztówkę i pałac. Po upadku ZSRR w 1991 roku Tyszkiewiczowie birżańscy - Jan Jerzy Tyszkiewicz (ur. 1917), V ordynat, syn poprzedniego, chociaż są Polakami odzyskali obywatelstwo litewskie i rozpoczęli starania starania o zwrot dawnych dóbr, w tym także Birż. Szanse na odzyskanie czegokolwiek mają jednak niewielkie, chociażby z powodu kontynuowania także i przez obecne władze Litwy antypolskiego kursu.

Marian Kałuski

Wersja do druku

Lubomir - 21.03.14 22:07
Czasami można odnieść wrażenie, że bardziej skłonni do naprawienia błędów historii byliby rodacy Mołotowa i Stalina, niż ekstremiści w rodzaju Landsbergisa czy Songaili. Tyle tylko, że dzisiaj Moskwa praktycznie nic nie ma do Ziem Wschodnich, zagrabionych Rzeczypospolitej Polskiej na mocy bezprawnych aktów i działań Mołotowa, Stalina et Consortes. Polska małymi kroczkami musi kreować ducha zjednoczenia. Chyba jednym z takich działań jest aktywność Stowarzyszenia Odra - Niemen.

Wszystkich komentarzy: (1)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

12 Grudnia 1823 roku
Urodził się Władysław Ludwik Anczyc (ps. Kazimierz Góralczyk) polski pisarz, tłumacz, działacz ludowy (zm. 1883)


12 Grudnia 1586 roku
W niejasnych okolicznościach zmarł Stefan Batory, król Polski (ur. 1533)


Zobacz więcej