Niedziela 9 Sierpnia 2020r. - 222 dz. roku,  Imieniny: Klary, Romana, Rozyny

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 20.01.14 - 11:54     Czytano: [1519]

Walka klasowa i prezydent Obama…


Prezydent Obama, którego wysiłki i ich rezultaty w ubiegłym roku wyceniono na C-, dość żwawo rozpoczyna 6-ty rok swojej prezydencji ogłaszając wszem, że jego zadaniem w tym roku będzie walka o równość. Widocznie tyle zapamiętał z marksistowskich kółek i lewackich wieców z lat studenckich.

Po wepchnięciu w gardło republikańskiej opozycji swojej ciągle uzdrawianej reformy ubezpieczeń służby zdrowia zwanej ObamaCare, Obama wytycza nowy kierunek walki i nowy obszar, który zamierza reformować. Tym zaniedbanym obszarem w życiu społecznym Ameryki jawi się zjawisko nierówności jej obywateli. Niepokojącym wydaje się, że mówi on raczej o wyrównaniu nie szans, ale rezultatów. Obama straszy jednocześnie, że w wypadku oporu Kongresu, sięgnie po zarządzanie dekretami…

Niewątpliwie idea równości inspirowała ludzkie działania od zarania historii. Pragnienie to przejawia się w daniu szansy, poprawienia niedoli i wyniesieniu tych, co ledwo egzystują na dole hierarchii społecznej i wyniesienie ich na wybrukowane sukcesem i dostatkiem salony i ulice ludzi godnych i zasobnych. W tym prometejskim pragnieniu nie ma nic złego szczególnie, jeśli jest to ruch inspirowany oddolnie i podejmowany przez zainteresowaną jednostkę.

Niecierpliwym politykom jednak towarzyszył często pewien skrót myślowy, który następnie, wychodził na światło dzienne we wszelkich rewolucjach od francuskiej do bolszewickiej, realizujący powyższą idei równości w sposób prosty, a nawet prostacki: przez obniżenie standardów życia i pozycji tych, co żyją lepiej do najniższego wspólnego poziomu. W ten sposób w przestrzeni historycznej na deskach światowego teatru rozpoczynały się krwawe i dramatyczne spektakle ludzkiej bezmyślności, preferującej równość w nędzy i niewolnictwie nad znienawidzoną i pogardzaną nierównością w wolności. Niedawno w 1994 roku byliśmy świadkami drastycznej operacji wyrównywania nie tylko ludzkich szans, ale i wzrostu w afrykańskiej Rwandzie, kiedy przedstawiciele „niższego” plemienia (Hutu), wyrównywali swoje szanse obcinając nogi do kolan swoim wyższym konkurentom (Tutsi)…

Obserwując teatralne ruchy prezydenta Obamy zapowiadającego walkę z nierównością społeczną pamiętliwy historycznie obserwator z Europy środkowo-wschodniej może nieśmiało zadrżeć na samą myśl powtórki z nieodrobionej lekcji historii. W swojej wypowiedzi do Demokratów w Senacie Obama zagroził, że jeżeli kontrolowany przez republikanów Kongres (chodzi o izbę niższą) nie poprze jego pomysłów to on posłuży się dekretami, aby wprowadzić interesujące go zmiany. Oczywiście lekceważąc system regulacyjny konstytucyjnej republiki zainstalowany jeszcze dwa i pół wieku temu przez Ojców Założycieli, Obama straszy systemem rządów w stylu śp. Chaveza z Wenezueli, braci Castro z Kuby i praktykami towarzyszy chińskich i radzieckich. Oto, kogo naiwni i dobroduszni Amerykanie wybrali na swojego prezydenta.

Przeciętny polityk jest zbyt bystrym zwierzęciem, aby na widnokręgu możliwości nie zauważył swojego interesu, z tego powodu zacierają ręce niezliczone zastępy krążących po korytarzach Kongresu lobbystów z wypchanymi kieszeniami pełnych ofert, bonusów i projektów regulacji i ustaw. Kwitnie korupcja…

Niewątpliwie USA przechodzi gwałtowną, ale ciągle jeszcze pokojową transformację, której ofiarą pada tradycyjna amerykańska wolność i suwerenność jednostki, na korzyść silnego i sprawnego państwa opiekuńczego o totalitarnych znamionach. Po wiekach zmagań człowieka z autorytarnymi praktykami ujarzmiającymi ludzkość, obserwujemy nowy etap, nową edycję zamachu na wolność i suwerenność jednostki przebiegający zgoła według orwellowskiego scenariusza. Silne i sprawne w zakresie ustanawiania kontroli nad obywatelem państwo dokonuje selekcji obywatelskich elit i korumpując je, przy ich pomocy obezwładnia obywateli aparatem i regulacjami państwa korzystając z pomocy sprawnie współdziałających mediów, systemu edukacji jak i zmieniającą znaczenie tradycyjnych pojęć nowomową.

W dzisiejszym świecie państwo traci swoje tradycyjne znaczenie na rzecz ponadnarodowych konglomeracji, które są narzędziami pracującymi zgodnie z wolą graczy z Nowego Porządku Światowego.

Aby zniszczyć niezależność klasy średniej i pełniej podporządkować sobie obywateli aparat państwowy używa nie tylko biurokracji z jej regulacjami, ale również socjotechnik odwołujących się do najniższych ludzkich pobudek, jak np. zawiści i zazdrości. Niestety nie chodzi tu o zazdrość inspirującą jednostki do konkurencyjnego twórczego wysiłku, ale o zazdrość prymitywną i zawistną budzącą niszczące pożądanie i mobilizującą do przejęcia, lub zniszczenia dóbr drugiego człowieka.

Według instytutu Gallupa 53% Amerykanów nie jest zadowolonych z rezultatów pracy prezydenta Obamy, przy 39% obywateli, którzy go popierają. Jak wspomniałem nowym akcentem w nowym roku ma być walka o równość, następną ideą ma być reforma imigracyjna, która ma dać szanse dzisiejszym nielegalnym emigrantom uczestniczenia w demokratycznej maszynce wyborczej. Jednak według badań Gallupa reformą imigracyjną zainteresowanych jest jedynie 3% Amerykanów. Jednak demokraci chcący w ten sposób pozyskać nowych wyborców, znajdują sojuszników wśród wielkiego biznesu potrzebującego taniej siły roboczej mającego poparcie w obydwu partiach. Największy procent obywateli zaniepokojonych jest poczynaniami rządu, aż 21%, 18% zaniepokojonych jest stanem ekonomii, po 16% otrzymało bezrobocie, służba zdrowia (ObamaCare), a jedynie 8% martwi się zadłużeniem.

Obama ostatnio mówi sporo o tych, co nie mają, lub mają zbyt mało. My to znamy, jako marksistowską teorię walki klas, lub starą rzymską zasadę imperialną: dziel i rządź. Wiemy również jak zabawa w populistycznie inspirowany teatrzyk sprawiedliwości społecznej się kończy. Kończy się po pierwsze umocnieniem władzy arbitra-państwa. Kończy się zwykle zniszczeniem moralności, etosu pracy, honoru i również kończy się upadkiem wolności jednostki i rozkwitem totalitarnego państwa.

Ustawienie grup i warstw/klas społecznych przeciwko sobie zwykle ukazuje metodę sprawowania władzy w pogardzie dla swoich obywateli i jest brutalnym zarządzaniem tworzonym kryzysem poprzez tworzenie chaosu, aby łatwiej stworzyć i umotywować potrzebę totalitarnego państwa.

Polacy znają dobrze konsekwencje podobnej polityki, dla obywateli państwa oznacza ona włączenie się w działania układu rządzącego, albo opozycję, czy emigrację wewnętrzną, lub zewnętrzną.

Można się spodziewać, że prezydent Obama w swoim dorocznym orędziu o stanie państwa (28 stycznia 2014r.) wyprowadzi swoje armaty i wśród oklasków zwolenników nakreśli nowe kierunki uderzenia, których celem będzie dekompozycja porządku społecznego i ekonomicznego istniejącego w USA i dokonania otwarcia do nowego świata, o którym możemy sobie poczytać w starzejących się opasłych marksistowskich podręcznikach…

Jacek K. Matysiak

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

09 Sierpnia 1864 roku
Urodził się Roman Dmowski, polski polityk, mąż stanu, działacz narodowy (zm. 1939)


09 Sierpnia 1650 roku
Zmarł Jerzy Ossoliński, polski polityk, kanclerz wielki koronny, marszałek sejmu 1631 (ur. 1595).


Zobacz więcej