Poniedziałek 9 Grudnia 2019r. - 343 dz. roku,  Imieniny: Anety, Leokadii, Wiesława

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 30.12.13 - 12:08     Czytano: [1699]

Resortowe dzieci


Książka „Resortowe dzieci. Media” najwyraźniej spędza sen z powiek opisanym w publikacji osobom. Podobnie jak przed tygodniem, także dzisiaj sporą część dzisiejszej audycji Jacka Żakowskiego na antenie TOK FM poświęcono właśnie książce Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza. Tomasz Lis, który poprzednio nawoływał do reakcji kościelnych hierarchów, teraz z kolei nazwał autorów książki „żulami z prawicowego lumpeksu”.

W ubiegłym tygodniu Tomasz Lis zastanawiał się, czy... publikacja książki nie powinna spotkać się z reakcją Kościoła. Dziś dziennikarz postanowił przejść od słów do czynów i wobec braku odzewu na swój „dramatyczny” apel, sam zaczął obrażać autorów książki „Resortowe dzieci”.

Temat wywołał Jana Ordyńskiego z TVP Info, który był oburzony faktem, że „ta książka w ogóle została wyprodukowana i nie znalazła słów potępienia u osób, u których powinna”. Z kolei według Jacka Żakowskiego takie działanie jest bardzo amerykańskie. Nie zgodził się z nim Tomasz Lis, który korzystając z nadarzającej się okazji zaatakował Dorotę Kanię, Macieja Marosza i Jerzego Targalskiego.

- Gdybyśmy powiedzieli, że polska prawica staje się zakładnikiem swojej ekstremalnej części [podobnie jak w USA - red.], tobym się zgodził. Natomiast lustrowanie amerykańskich polityków czy dziennikarzy? To się w pale nie mieści! A u nas to co wyprawiają, nie waham się użyć określenia, żule z prawicowego lumpeksu, to u nas to jest w okolicach mainstreamu – grzmiał wyraźnie wzburzony Tomasz Lis.

Tymczasem jak pisaliśmy na łamach portalu niezalezna.pl Jacek Żakowski chce, by na okładce książki „Resortowe dzieci” zaklejono jego zdjęcie. Jak tłumaczy - fotografia nasuwa „sugestię niezgodną z prawdą” i nie ma uzasadnienia w fragmentach książki, które go dotyczą. Dziennikarz ujawnił też, że zamierza pozwać wydawcę „Resortowych dzieci”. Żakowski chce, by zaklejono jego zdjęcie, a także domaga się przeprosin i 20 tys. zł.

Niezależna

....................................

Poniżej artykuł Doroty Kani ze stycznia 2013, zapowiadający wydanie książki "Resortowe dzieci - MEDIA". Gazeta Polska - Codziennie.

Dlaczego salon tak nienawidzi idei IV RP? Dlaczego tak się przed nią broni, sięgając po najbrudniejsze ze znanych nam metod? Impulsem do takich działań jest strach. Nie jest bowiem przypadkiem, że w „naszych mediach” – parafrazując słynne powiedzenie Andrzeja Wajdy – kluczową rolę odgrywają dzieci funkcjonariuszy służb specjalnych PRL‑u i PZPR-owskich bonzów.

Składając wiele lat temu wniosek do Instytutu Pamięci Narodowej „Funkcjonariusze służb specjalnych PRL‑u”, nie przypuszczałam, że dotrę do prawdziwych założycieli III RP. Ze zdumieniem odczytywałam kolejne znajomo brzmiące nazwiska osób, które dziś zawiadują najważniejszymi dziedzinami życia publicznego. To samo czułam, gdy czytałam w sądzie akta procesu Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego – tam także przewija się plejada osób, które doskonale znamy ze świata medialnego.

Atak na Zbigniewa Romaszewskiego

W ostatnich dniach byliśmy świadkami obrzydliwego ataku na Zbigniewa Romaszewskiego w związku z odszkodowaniem, które przyznał mu sąd za represje, jakim był poddany w czasach PRL‑u. Jednym z najgorliwszych w nakręcaniu spirali nagonki na wybitnego działacza opozycji, byłego więźnia systemu komunistycznego, był Andrzej Morozowski z TVN24. Morozowskiego cechuje wyjątkowa niechęć do IV RP i polityków PiS‑u. Czy wynika to z jego wychowania i tradycji rodzinnych? Niewykluczone, biorąc pod uwagę fakt, że jego ojciec Mieczysław Morozowski (wcześniej nazywał się Jodek Mordka) był działaczem młodzieżówki Komunistycznej Partii Polski. W czasie wojny przebywał w ZSRS – po jej zakończeniu trafił do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a następnie do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Czy ataki TVN‑u na Antoniego Macierewicza nie biorą się stąd, że w raporcie z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych ujawnił zaangażowanie wojskowej bezpieki w FOZZ i podał nazwy konkretnych firm? Jak czytamy w raporcie: „miały [one] uczestniczyć w powołaniu przedsięwzięcia telewizyjnego”, o którym mieli rozmawiać późniejsi twórcy TVN‑u Jan Wejchert i Mariusz Walter.

Jedną z najbliższych współpracowniczek Janiny Chim, skazanej w aferze FOZZ‑u, była Renata Pochanke, której nazwisko pojawia się w aktach procesu FOZZ‑u. Jej córka Justyna Pochanke, dziennikarka TVN‑u, z wielkim zaangażowaniem zajmowała się m.in. raportem z weryfikacji WSI. „Czy ten raport jest groźny? ” – dopytywała na antenie TVN‑u.

Grzebanie w życiorysach

Po informacji podanej przez Cezarego Gmyza, że Lucyna Tuleya, matka sędziego Igora Tulei, służyła w SB, rozpętało się piekło, że prawica grzebie w życiorysach. Raban podniósł Tomasz Lis, ten sam, który opublikował pełen insynuacji artykuł na temat śp. Rajmunda Kaczyńskiego, ojca Lecha i Jarosława Kaczyńskich.

Dlaczego redaktor naczelny „Newsweeka” tak nienawidzi prawicy? Być może wynika to z jego rodzinnych uwarunkowań i osobistych doświadczeń. Tomasz Lis – syn prominentnego działacza PZPR‑u, dyrektora Stacji Hodowli Zwierząt, oraz – jak wynika z dokumentów IPN‑u – najbliższy krewny jednego z tajnych współpracowników Wojskowej Służby Wewnętrznej – w latach 80. w ramach praktyk studenckich był w NRD na Uniwersytecie im. Karola Marksa w Lipsku. Tam u „przyjaciół” poznawał tajniki dziennikarstwa i nauk politycznych.

Obecna żona Tomasza Lisa, Hanna Lis, jest córką Waldemara i Aleksandry Kedajów, którzy znaleźli się na liście Stefana Kisielewskiego („Kisiela”) opublikowanej w 1984 r. i obejmującej najgorliwszych dziennikarzy reżimowych PRL‑u.

Waldemar Kedaj był m.in. dziennikarzem „Trybuny Ludu”, korespondentem PAP‑u, m.in. w Rzymie. Do pracy w Agencji został skierowany przez Zarząd Główny Związku Młodzieży Socjalistycznej. Powierzono mu tam funkcję kierownika działu zagranicznego. W latach 1970–1972 był korespondentem w Hanoi. Wyróżniał się zaangażowaniem partyjnym – był członkiem egzekutywy PZPR‑u w PAP-ie. Według akt służb specjalnych PRL‑u został zarejestrowany jako kontakt operacyjny „Mento”.

Nad grzebaniem w życiorysach ręce załamują redaktorzy „Polityki”, której naczelny Jerzy Baczyński według akt SB został zarejestrowany jako tajny współpracownik komunistycznych służb specjalnych ps. Bogusław. Podobnie zresztą jak Daniel Passent, który najgłośniej krzyczy w sprawie sędziego Tulei, a który – co wynika ze znajdujących się w IPN-ie dokumentów – został zarejestrowany jako TW „John” i „Daniel”.

Zamach na sędziowską niezawisłość

Po opublikowaniu przez „Gazetę Polską Codziennie” informacji, że po przejściu na resortową emeryturę mjr Lucyna Tuleya została tajnym współpracownikiem służb specjalnych PRL‑u, larum podniosła „Gazeta Wyborcza” i jej medialne przybudówki. Snuto wizję zastraszania sędziego, z godziny na godzinę budowano napięcie. Miało się wrażenie, że lada moment bojówki PiS‑u (złożone najpewniej z byłych agentów CBA) porwą sędziego Tuleyę i będą go okrutnie przesłuchiwały. Bańka pękła po tym, jak sam sędzia przyznał, że nie czuje się zastraszany i żadnej ochrony nie potrzebuje. Schemat działania w tej sprawie do złudzenia przypominał to, co wyczyniała „GW” w związku ze śmiercią Barbary Blidy, rzekomym inwigilowaniem dziennikarzy czy innymi „zbrodniami” IV RP.

Sztandarowe działania „Gazety Wyborczej”, czyli atakowanie lustracji, raportu z weryfikacji WSI, posługiwanie się przy tym kłamstwem i manipulacją, mają uzasadnienie w życiorysach ludzi pracujących w piśmie Adama Michnika. Przyczyny ideologiczne to jedynie dodatek do wstydliwie skrywanych faktów, które wydają się prawdziwym powodem przyjęcia przez „GW” takiej taktyki. Dziś już wiadomo, że „Gazecie Wyborczej” nie o samą ideologię chodzi – okazało się bowiem, że w archiwach służb specjalnych PRL‑u zachowały się dokumenty na temat tajnych współpracowników, którzy po 1989 r. byli związani z „GW”.

Niektórzy z nich mieli korzenie w KPP, a później w komunistycznych służbach specjalnych. Wystarczy przywołać szefa portalu Wyborcza.pl (gdzie pokazują się „newsy” mające kluczowy wpływ na informacje dnia). Mowa o Edwardzie Krzemieniu, byłym redaktorze „GW”. Jest on synem Ignacego Krzemienia, który jako obywatel sowiecki w latach 30. walczył w Hiszpanii w XIII Brygadzie. Była to jednostka zorganizowana przez Komintern i sowieckie służby bezpieczeństwa – NKWD. Po wojnie pracował w komunistycznym aparacie represji, a później w MSZ-ecie.

Z kolei publikujący na łamach „GW” Michał Komar to syn gen. Wacława Komara. Późniejszy generał już jako kilkunastoletni chłopak przeszedł szkolenie w NKWD i brał udział w zabójstwach tajnych współpracowników Policji Polskiej na mocy wyroków KPP. Po wojnie został m.in. szefem wywiadu cywilnego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego.

Na pomoc sędziemu Tulei ruszyła także Monika Olejnik. Co ciekawe, jej ojciec, płk Tadeusz Olejnik, pracował razem z mjr Lucyną Tuleyą w Służbie Bezpieczeństwa – razem byli funkcjonariuszami Biura „B” MSW PRL. On zajmował się m.in. „ochroną” ambasad, ona – pracą z agenturą w środowisku personelu ambasad.

Stara nienawiść

Wiem, jaka będzie reakcja na mój artykuł. Podniesie się krzyk, że robię zamach na niezawisłość sędziowską, że grzebię w życiorysach. To nic nowego. Przez lata słyszeliśmy, że powinniśmy wybrać przyszłość, a od przeszłości odciąć się grubą kreską. Te hasła głosili przede wszystkim ci, którzy wiedzieli, co kryją archiwa służb specjalnych PRL‑u. Za wszelką cenę nie chcieli dopuścić do tego, by ujrzały one światło dzienne. W tym kontekście zrozumiałe stają się ich wściekłe ataki na pierwszą lustrację przeprowadzoną przez Antoniego Macierewicza, ministra spraw wewnętrznych w rządzie Jana Olszewskiego, a później ich nienawiść do Instytutu Pamięci Narodowej i jego działalności. Wystarczy przywołać ogrom plugastw wylanych na prezesa IPN‑u śp. prof. Janusza Kurtykę właśnie za to, że był nieprzejednanym antykomunistą. Stąd ta nienawiść i nawoływanie do zamknięcia IPN‑u. Jednak mimo zaangażowania machiny propagandy i „autorytetów” archiwa zostały otwarte. I wielkie dzięki za to Panu Bogu oraz ludziom, którzy do tego doprowadzili.

Zawarte w artykule informacje pochodzą z książki Doroty Kani i Macieja Marosza pod redakcją Jerzego Targalskiego, która ukaże się jesienią br.

(...)

 



Wersja do druku

Jan Orawicz - 30.12.13 17:14
ta książka stanowi jeden z wielu przykładów,że zdrada Solidarności nie była
bezpodstawną. Za to roi się od dzieci Stalina,które są rozpuszczone niczym dziadowskie bicze w tzw III RP, a po prawdzie w II PRL. I jeszcze grożą po
prostu Prawdzie. Przecież ta książka mówi o nich prawdę i tylko prawdę !
A zupełna Prawda o nich to taka,iż są to byłe Pachoły i Pacholęta Czerwonego
Zaborcy Polski. O tym nasza kochana Prawica też zapomina! A to jest
w zasadzie podstawowa kwalifikacja, wyrażnie mówiąca,że to są zdrajcy Polski!
a jeśli tak to już dawno powinni odpowiadać przed sądami za służbę wiadomo
komu... I co? Niech mi ktoś powie, że my mamy wolna Polskę,a nie II PRL.
Ta cała armia zdrajców obsiadła - z góry w dól najbardziej intratne i ważne
stołki. Zorganizowali swoje media i stad idzie dalej ich bolszewicka komedia,
aż pod poskie strzechy... I my się dziwimy,że ludziska na nich głosują,a nie
na naszych kandydatów. To całe rozległe czerwone szpiclowate towarzystwo
powinno siedzieć w kryminałach,a nie mądrzyć się i grozić. No,ale mają sobie
nadal swoją Peerelkę i basta!!! A to znaczy,że komu chcą to dowalą w imię
bolszewickiego bezprawia. Pozdrawiam

Wszystkich komentarzy: (1)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

09 Grudnia 1990 roku
W drugiej turze wyborów prezydenckich Lech Wałęsa wygrał ze Stanisławem Tymińskim.


09 Grudnia 2007 roku
W wieku 84 lat zmarł Ryszard Reiff, żołnierz AK, więzień sowieckich łagrów, były prezes PAX, senator III RP, przew. Zw. Sybiraków


Zobacz więcej