Środa 12 Grudnia 2018r. - 346 dz. roku,  Imieniny: Ady, Aleksandra, Dagmary

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 18.10.13 - 14:38     Czytano: [2757]

Drugie wysiedlenie Polaków z ZSRR


Wyzwalanie Kresów przez Wojsko Polskie w 1919 roku

11 listopada 1918 roku odrodziło się państwo polskie. Nie miało ono jednak ustalonych granic, o które trzeba było się bić: z Niemcami o Wielkopolskę i Śląsk, z Czechami o Śląsk Cieszyński, z Ukraińcami o Lwów, Małopolskę Wschodnią i Wołyń i z bolszewikami i sprzymierzonymi z nimi Litwinami o Wilno i z bolszewikami o całe Ziemie Wschodnie.

Tydzień po odrodzeniu się Polski – 18 listopada 1918 roku na posiedzeniu rady delegatów bolszewickich w Woroneżu Leon Trocki, przewodniczący Wyższej Rady Wojennej, rzucił hasło rozpoczęcia bolszewickiej ofensywy, która miała ponieść hasła rewolucyjne do Zachodniej Europy. Droga na Zachód miała wieść przez „trupa Polski”. Zgodnie z tą zapowiedzią rozpoczął się marsz wojsk sowieckich na zachód; już do lutego 1919 roku osiągnęły one linię: Poniewież (Litwa)-Wilno-Lida-Słonim (Wileńszczyzna)-Janów Poleski (Polesie)-Sarny i Owrucz (Wołyń). 1 stycznia 1919 roku bolszewicy utworzyli w Mińsku Białoruską Socjalistyczną Republikę Sowiecką, a 5 stycznia bolszewicka dzicz zajęła Wilno. 27 lutego bolszewickie władze Litwy i Białorusi połączyły się tworząc Litewsko-Białoruską Socjalistyczną Republikę Rad.

Naczelny Wódz Wojsk Polskich (i od 20 II 1919 Naczelnik Państwa Polskiego) Józef Piłsudski nie chciał przyglądać się bezczynnie temu bolszewickiemu marszowi w kierunku Polski. Postanowił przejść do kontrataku. Na całym froncie wschodnim ustanowiło Naczelne Dowództwo trzy grupy operacyjne: 1. grupa północna (Wileńszczyzna) pod dowództwem gen. Wacława Iwaszkiewicza; 2. środkowa (Poleska) pod dowództwem gen. Antoniego Listowskiego; 3. południowa przeciwukraińska (Wołyń) pod dowództwem gen. Edwarda Rydza-Śmigłego. W Małopolsce Wschodniej wałczyły z Ukraińcami oddziały generałów Jana Romera i Tadeusza Rozwadowskiego.

9 lutego 1919 wojska polskie zajęły opuszczone przez wojska niemieckie miasta: Terespol i Brześć nad Bugiem, 11 lutego Kobryń, 19 lutego Białystok i 10 kwietnia Grodno (ostatecznie wojsko polskie zajęło całe miasto 28 kwietnia).

Wojna polsko-bolszewicka rozpoczęła się 14 lutego 1919 roku wymianą ognia koło miasteczka Mosty na Grodzieńszczyźnie, gdzie wysunięte poza wycofujące się jednostki niemieckie oddziały wojska polskiego powstrzymały dalszy marsz na zachód w ramach operacji „Cel Wisła” oddziałów Frontu Zachodniego Armii Czerwonej. 24 lutego oddział mjra Władysław Dąbrowskiego zajął Byteń nad Szczarą. Właśnie wtedy – na linii rzeki Szczara doszło po raz pierwszy do poważniejszych walk z bolszewikami. Doprowadziły one do zajęcia 1 marca Słonima, 2 marca Janowa Poleskiego i 5 marca Pińska. W dalszym pochodzie na wschód wojska polskie zajęły 17 kwietnia Lidę, 18 kwietnia Nowogródek, 19 kwietnia Baranowicze, 19-21 kwietnia Wilno, 16 maja Święciany, 13 czerwca Wołożyn, 4 lipca Wilejkę i Mołodeczno, 26 lipca Słuck (po 1920 na sowieckiej Białorusi), 7 sierpnia Kleck, Nieśwież i Mir na Nowogródczyźnie, wreszcie 9 sierpnia, po sześciogodzinnej walce, wojska polskie zajęły Mińsk. W dalszej pogoni za bolszewikami wojska polskie zajmują linię rzeki Dźwiny, przeprawiają się przez rzekę Berezynę, opanowując Bobrujsk i Borysów. Zakończeniem tego zwycięskiego pochodu było zdobycie 5 stycznia 1920 wspólnie z wojskami łotewskimi miasta i twierdzy Dyneburg na Łotwie.

Jednocześnie w ramach wojny polsko-ukraińskiej do końca lutego 1919 roku wojska polskie zajęły zachodnie tereny Wołynia. Front polsko-ukraiński na odcinku wołyńskim w owym czasie biegł od Berezy Kartuskiej przez Kowel do Włodzimierza Wołyńskiego.

Zwycięstwa oręża polskiego na ziemiach polsko-białoruskich oddziaływały na front wołyńsko-poleski. 15 maja 1919 wojska gen. Listowskiego sforsowały rzekę Stochód, w dwa dni później przeprawiły się przez rzekę Styr, co doprowadziło do wyzwolenia Łucka – stolicy Wołynia. 10 lipca wojska polskie zajęły Łuniniec na Polesiu, a dalsze walki doprowadziły do zajęcia Sarn, Równego, Zdołbunowa i Ostroga na polskim do 1939 roku Wołyniu oraz Zwiahla, Płoskirowa, Lubara i 16 listopada 1919 roku Kamieńca Podolskiego na terenach, które przypadły w 1920 roku Związkowi Sowieckiemu.

W ten sposób w przeciągu 9 miesięcy waleczny żołnierz polski zajął cały szmat odwiecznie polskiej ziemi od Bugu na wschód po brzegi Dźwiny i górnego Dniepru oraz dopływów Prypeci - Słuczy i Uborci oraz dopływu Dniestru – Uszycy na Podolu.

Drugie wysiedlenie ludności polskiej z Ziem Wschodnich w latach 1955-1959

Po śmierci Józefa Stalina nowi przywódcy Związku Sowieckiego zapoczątkowali politykę odcinania się od jego zbrodni i większego otwarcia się na świat. W ramach tej polityki władcy Kremla postanowili uwolnić jeńców i więźniów politycznych przetrzymywanych w łagrach i umożliwić im powrót do swych krajów. Chodziło głównie o Niemców. W 1955 roku została zawarta umowa między Związkiem Sowieckim a Niemcami Zachodnimi (Chruszczow – Adenauer) o powrocie z ZSRR niemieckich jeńców wojennych. Jednak zwalnianie więźniów z łagrów siłą rzeczy musiało objąć także przedstawicieli innych narodowości, w tym również Polaków. Już pod koniec 1955 roku powróciło do Polski w sposób niezorganizowany 6429 łagierników; zaczęli przyjeżdżać do Polski także Polacy uwolnieni z pracy przymusowej w zakładach przemysłowych na terenach zachodniej Rosji, Ukrainy i Białorusi. Stąd w 1956 roku do Polski przybyło dodatkowo 30 787 łagierników i uwolnionych z pracy przymusowej w dużych zakładach przemysłowych Polaków pochodzących głównie z Kresów.


W październiku 1956 roku upadł reżym stalinowski w Polsce. Do władzy doszedł Władysław Gomułka. Sytuacja polityczno-ekonomiczna w kraju była bardzo napięta i trudna. Aby przypodobać się jakoś Polakom, Gomułka wraz z premierem Józefem Cyrankiewiczem udali się już 15 listopada 1956 roku do Moskwy w celu wyjednania u władz sowieckich zgody na przesiedlenie do jałtańskiej Polski pozostałej ludności polskiej zamieszkującej Ziemie Wschodnie II Rzeczypospolitej Polskiej, a obecnie znajdujące się w granicach Związku Sowieckiego, która nie została z nich przesiedlona w latach 1944-46 (wówczas 2,5 mln Polaków z Ziem Wschodnich było objętych umową repatriacyjną; tymczasem w latach 1944-48 przybyło do Polski z tych ziem tylko 1 517 983 osoby), bardzo często wbrew własnej woli. Np. chęć wyjazdu do Polski w 1945 roku wyraziło 134 446 rodzin (379 498 osób) z terenów przyłączonych do sowieckiej Litwy (Wilno i Wileńszczyzna), a zgodę na wyjazd dostało zaledwie 61 127 rodzin (171 158 osób), co podał w swej Historii Litwy (Warszawa 1982) prof. Jerzy Ochmański. Podobnie było na ziemiach polskich włączonych do sowieckiej Białorusi; zgoda na wyjazd wszystkich Polaków oznaczała by wyludnienie dużych obszarów tej sowieckiej republiki.


Ostateczne nowe „porozumienie repatriacyjne” między rządem polskim (ministrem spraw wewnętrznych Władysławem Wichą) a władzami Kremla (które reprezentował Nikołaj Dudorow) zostało zawarte 25 marca 1957 roku. Przewidywało ono przesiedlenie wszystkich Polaków (i Żydów, jeśli chcieli skorzystać z tego prawa; jednak Białorusini, Ukraińcy i Litwini – byli obywatele polscy byli wykluczeni z prawa do przesiedlenia), którzy przed 17 września 1939 posiadali obywatelstwo polskie oraz ich współmałżonków i dzieci. Tymczasem w okresie stalinowskiego terroru wielu Polaków bojąc się zesłania do łagru czy na Sybir zniszczyło swoje przedwojenne dokumenty. Poza tym wielu Polaków, szczególnie na głuchej prowincji (a pozostali tam po wojnie Polacy mieszkali głównie na wsi), przez nikogo nie zostało poinformowanych o możliwości wyjazdu do Polski. Władze sowieckiej Białorusi nadal obawiały się wyludnienia niektórych zachodnich rejonów kraju w wyniku masowego wyjazdu Polaków, stąd w różny sposób zniechęcali do wyjazdu tych Polaków, którzy dowiedzieli się o możliwości wyjazdu i zaczęli czynić starania w tym kierunku. Ze strony polskiej sprawę sabotował też „nadzwyczajny pełnomocnik rządu do spraw repatriacji” Stanisław Kalinowski, który jako stalinowski prokurator sam przyczyniał się wcześniej do wywożenia Polaków w głąb Związku Sowieckiego.

W 1957 roku przesiedlono do jałtańskiej Polski 93 872 osoby, w 1958 roku 85 865 osób i w ostatnim roku przesiedleń 1959 – 32 292 osoby. W sumie w latach 1955-59 przesiedlono do jałtańskiej Polski łącznie 245 501 osoby. Spośród nich łagiernicy stanowili 22 260 osób. Reszta przesiedleńców pochodziła z polskich przedwojennych Ziem Wschodnich. Z sowieckiej Litwy (głównie z Wilna i Wileńszczyzny, bo z terenów przedwojennej Litwy Polakom nie przysługiwało prawo do wyjazdu!) wyjechały 46 552 osoby, z sowieckiej Białorusi (Grodzieńszczyzna, Nowogródczyzna, Polesie i wschodnia Wileńszczyzna) 100.630 osób, z sowieckiej Ukrainy 76.059 osób.

Sowiecki spis ludności przeprowadzony zaraz po zakończeniu drugiego wysiedlania Polaków z przedwojennych Ziem Wschodnich (1955-59) wykazał, że do narodowości polskiej przyznało się 539 tysięcy osób na sowieckiej Białorusi (prawie wszyscy na przedwojennych ziemiach polskich!), 363 tysięcy osób na sowieckiej Ukrainie (Lwów, Małopolska Wschodnia, Wołyń, Żytomierszczyzna i Podole) i 230 tysięcy osób na sowieckiej Litwie (Wilno i Wileńszczyna).

Niestety, władzom III Rzeczypospolitej Polskiej, czyli niby już wolnego i polskiego (tj. rządzonego przez Polaków, a nie przez agentów Kremla) państwa polskiego powstałego po upadku władzy komunistycznej w Polsce w 1989 roku i Związku Sowieckiego w 1991 roku, nawet do głowy nie przyszło to, aby umożliwić przyjazd do Polski Polaków z Białorusi, Ukrainy i Litwy, skazując ich na niechybne wynarodowienie. Jednocześnie pozwala się osiedlać w Polsce w wielkiej masie Ukraińcom, Białorusinom i Rosjanom! Co nic dobrego nie wróży Polsce na przyszłość.

Liga Morska i Kolonialna na Ziemiach Wschodnich

11 listopada 1918 roku, po 123 latach niewoli, odrodziło się Państwo polskie, w którego skład weszły ziemie trzech zaborów, w tym niemieckiego, które przez Pomorze dały Polsce dostęp do Morza Bałtyckiego. Niestety, ze starego polskiego Gdańska alianci utworzyli Wolne Miasto Gdańsk. Przed narodem polskim stanął problem budowy własnego portu i własnej floty handlowej oraz marynarki wojennej. W celu propagowania zagadnień morskich wśród społeczeństwa polskiego powstała organizacja społeczna pod nazwą Ligi Żeglugi Polskiej, która 27 kwietnia 1924 roku przekształciła się w Ligę Morską i Rzeczną, a ta z kolei na swym III wolnym zjeździe 25-27 października 1930 roku w Ligę Morską i Kolonialną (LMiK). Prezesem Ligi Morskiej i Kolonialnej został gen. Gustaw Dreszer „Orlicz”, a po jego tragicznej śmierci (w wypadku lotniczym) funkcję tę przejął gen. Stanisław Kwaśniewski (do 1939 r.). Liga Morska i Kolonialna działała na rzecz budowy wielkiego portu w Gdyni (największego na Bałtyku), działała na rzecz rozbudowy floty morskiej i rzecznej oraz działała na rzecz pozyskiwania terenów pod osadnictwo lub kolonie dla Polski w Brazylii, Peru, Liberii oraz terytoriach zamorskich Francji. Generał Dreszer przekształcił LMiK w masową organizację społeczną i polityczną, kształtującą opinię publiczną. Myśl morsko-kolonialna miała być programem dla przyszłych pokoleń Polaków; jednakże wyrażała wolę, a nie siłę. Liga pragnęła przekształcić Polaków w "twardych i śmiałych ludzi morza". Bardzo silne oddziaływanie prowadziły koła szkolne. Główny jej trzon stanowiła inteligencja i kadra oficerska. Liczba członków Ligi stale wzrastała: z 70 630 w 1933 roku, do 282 012 w 1935 roku, do 889 818 (w tym koła szkolne ok. 312 000 członków) w 1938 roku i do 992 780 członków 1 czerwca 1939 roku. Tym samym LMiK stała się drugą po Lidze Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej (2 mln. członków) największą organizacją społeczną w II RP. Głównymi pismami LMiK były miesięczniki „Morze” (228 000 egz.) i „Polska na morzu” (300 000 egz.). Działalność Ligi była wielokierunkowa (m.in. w 1931 r. zorganizowała dużą wystawę morską we Lwowie). Jednak głównym materialnym sukcesem Ligi i działającego w jej ramach Funduszu Obrony Morskiej był wielki wpływ na zbudowanie portu morskiego w Gdyni i zakup okrętu podwodnego ORP Orzeł, a duchowym powszechne zaszczepienie świadomości morskiej w społeczeństwie.

W działalności Ligi Morskiej i Kolonialnej stosunkowo dużą rolę odgrywały jej okręgi znajdujące się na Ziemiach Wschodnich. W domu moich rodziców w Polsce zachowało się kilka egzemplarzy miesięcznika „Morze” z 1935 i 1936 roku. Jeden z nich, z czerwca 1935 roku wziąłem ze sobą do Australii, gdyż jest w nim całostronicowy portret marsz. Piłsudskiego i także na całą stronę przedwojenna mapa Polski, która w PRL nie była łatwo dostępna. Jest w nim obszerny artykuł pt. „LMK w latach 1933-35”, z którego dowiadujemy się o działalności Ligi także na Ziemiach Wschodnich. I tak we Lwowie pierwszy oddział Ligi Morskiej i Rzecznej powstał w marcu 1925 roku, a jego prezesem, później także LMiK, był prof. Stanisław Niemczycki. Swoją działalnością objął województwa lwowskie, stanisławowskie i tarnopolskie. Natomiast Okręg Lwowski LMiK, jako pierwszy na Ziemiach Wschodnich, powstał 29 listopada 1931 roku i 1 stycznia 1935 roku liczył ogółem 8 obwodów i 22 oddziały z ilością członków 12 475; kierowali nim prof. Stanisław Niemczycki, dr Aleksander Czołowski oraz inż. Kiberat Krasucki. Jako drugi powstał Okręg Wołyński – w kwietniu 1932 roku i w 1935 roku miał 29 oddziałów, 48 kół i 8910 członków; kierowali nim płk. dypl. Antoni Żurakowski – prezes, dyr. Kazimierz Łukomski – wiceprezes i prokurator Kazimierz Nowosielski - sekretarz. Po lwowskim i wołyńskim kolejne Okręgi powstały: w styczniu 1933 roku Okręg Poleski, kierowany przez polskiego kuratora szkolnego R. Petrykowskiego, który w 1935 roku miał 9 obwodów, 18 oddziałów oraz 37 kół i 2670 członków; w październiku 1933 roku Okręg Stanisławowski, kierowany przez wiceprezesa Sądu Okręgowego w Stanisławowie Kazimierza Ćwiczyńskiego, mający w 1935 roku 4 obwody, 27 oddziałów oraz 80 kół i 6115 członków; w styczniu 1934 roku Okręg Tarnopolski, kierowany przez E. Kopcia, mający w 1935 roku 22 oddziały, 54 koła i 4978 członków; w kwietniu 1934 roku Okręg Nowogródzki, kierowany przez wicewojewodę Kazimierza Fialę, mający w 1935 roku 19 oddziałów i 56 kół oraz 4459 członków; w maju 1934 roku Okręg Wileński, kierowany przez wojewodę Władysława Jaszczołta, mający w 1935 roku 30 oddziałów i 6166 członków. Od 1 stycznia 1935 do 1 czerwca 1939 roku ilość członków LMiK w całym kraju wzrosła 3,5 –krotnie. Można przypuszczać, że ilość członków Ligi na Ziemiach Wschodnich wzrosła także co najmniej 3-krotnie, a więc z 45 773 do ok. 150 000 członków.

Malarz Wołynia, Polesia i Czarnohory

Znanym malarzem Zasłucza na Wołyniu (tereny na wschód od rzeki Słucz) i Polesia był malarz i pedagog związany przez długi okres swego życia z Bydgoszczą Władysław Leopold Frydrych (1900 – 1972), chociaż pochodził spod Bochni w Małopolsce, a malarstwa uczył się w Warszawie (uczeń profesorów Wacława Borowskiego, Władysława Skoczylasa i Stanisława Rzeckiego). Po ukończeniu studiów pracował jako nauczyciel rysunków w Państwowych Seminariach Nauczycielskich Męskich – w Koźminie Wielkopolskim (1926-1929) i Wolsztynie (1929-1934). W 1934 roku przeniósł się do Bydgoszczy, w której pozostał do śmierci (poza okresem wojny), gdzie w latach 1938-60 był nauczycielem I Państwowego Gimnazjum i Liceum (do 1939 r. im. J. Piłsudskiego). Za zasługi dla Bydgoszczy od władz miasta otrzymał honorową odznakę „Bydgoszcz Zasłużonemu Obywatelowi”. Przed wojną Frydrych wakacje spędzał na Kresach, głównie na Zasłuczu i Polesiu. Pokochał te dziewicze jeszcze wówczas tereny – tereny nietknięte ludzką ręką, będące w stanie pierwotnej natury. Owocem tych eskapad na Kresy było dziesiątki głównie pięknie wykonanych akwareli (miał wystawę m.in. w warszawskiej Zachęcie w 1936 r.), m.in. Cerkiewka w Kołyszkach, Zagroda w Bielczakach nad Słuczą, Zasłucze - Wołyń, Młyn w Ludwipolu, Chaty w Dawidgródku, Fragment z Pińska, Mokradło – Polesie, Nad Smeredynką-Wołyń, Cerkiewka w Tatarowie (Czarnohora). Ponad 80 obrazów) przepadło na zawsze, kiedy malarz musiał uchodzić z Bydgoszczy przed Niemcami w 1939 roku. Toteż z okresu międzywojennego zachowało się niewiele jego prac; są one głównie w zbiorach prywatnych i Muzeum Okręgowym w Bydgoszczy.

Polski Teatr Ludowy we Lwowie

W Internecie jest strona poświęcona w całości Polskiemu Teatrowi Ludowemu we Lwowie, w Wikipedii polskiej hasło „Polski Teatr Ludowy we Lwowie”, w wydawanym w Stanisławowie „Kurierze Galicyjskim” (także online) są różne teksty o tym teatrze. Nigdzie jednak nie jest podana pełna geneza powstania Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie, który z małej szkolnej sceny przerodził się w spadkobiercę i kontynuatora kilkuwiekowej sławnej tradycji polskiej sceny we Lwowie. Uzupełnijmy więc tę lukę i wzbogaćmy podane informacje nowymi.

W 1945 roku arcypolski Lwów został oderwany od Polski i przyłączony do Związku Sowieckiego – do Sowieckiej Ukrainy, a większość Polaków została wypędzona z miasta do jałtańskiej (stalinowskiej) Polski w latach 1945-46. Większość to znaczy nie wszyscy. Około 15 000 Polaków pozostało w mieście, którzy za nic nie chcieli je opuścić - zazwyczaj z miłości do niego czy innych powodów (np. czekali tu na powrót bliskich z łagrów); wierzono także w wybuch III wojny światowej, w wyniku której ich Lwów powróci do Polski, wierząc w sprawiedliwość bożą (zapominając o tym, że sprawiedliwości bożej na tym świecie nigdy nie było i nie ma: na tym świecie króluje tylko i wyłącznie „sprawiedliwość” różnych Hitlerów i Stalinów, a w najlepszym przypadku prawo silniejszego; dlatego Lwów został oderwany od Polski i – przestańmy się łudzić i oszukiwać samych siebie: już nigdy nie będzie polski, bo nawet Hitler bez komór gazowych i Stalin bez Syberii mieliby trudność w wyrzuceniu 5 milionów Ukraińców ze Lwowa i Małopolski Wschodniej). Stalin miał kłopoty z podporządkowaniem sobie wrogo nastawionych do Związku Sowieckiego Ukraińców z Małopolski Wschodniej; w miarę możności mordował ich (nacjonalistów) i zsyłał na wschód. Nie obca mu była starorzymska zasada „divide et impera” (dziel i rządź). Dlatego zgodził się na pozostawienie trochę Polaków we Lwowie, aby nimi „straszyć Polakami” Ukraińców z przyłączonej do Związku Sowieckiego Małopolski Wschodniej. Dlatego pozostałym we Lwowie Polakom zezwolił na posiadanie czterech kościołów (w tym katedry), działały trzy szkoły polskie, a nawet do 1950 roku wydawał im gazetę w języku polskim „Czerwony Sztandar”. W jednej z tych szkół polskich - w szkole Nr 24 narodził się późniejszy Polski Teatr Ludowy we Lwowie.

Kiedy Związek Sowiecki za Nikity Chruszczowa wszedł w okres destalinizacji, a Polska była po wydarzeniach Października 1956 i wyzwoliła się z pęt stalinizmu, a Polacy w kraju w pierwszych miesiącach po Październiku mogli bardziej swobodnie zajmować się Polakami na Kresach (np. w mediach) i mieć z nimi jakiś kontakt, pod koniec 1957 roku emerytowany nauczyciel języka polskiego Piotr Hausvater (1894 – 1966) w polskiej szkole średniej, która ma numer 24 wśród gimnazjów lwowskich, założył polski szkolny teatr amatorski. Pierwszy jego występ odbył się 19 kwietnia 1958 roku w sali polskiej szkoły Nr 10 (d. Marii Magdaleny), a w programie znalazły się małe formy dramatyczne (kilka miesięcy później wystawiono „Balladynę” Juliusza Słowackiego). Oczywiście przedstawienia były w języku polskim. Gdy teatr osiągnął dość wysoki poziom artystyczny i dzięki staraniom Hausvatera i grupy osób go wspierających także w Polsce, władze sowieckiego Lwowa w 1959 roku zapewniły mu stałe lokum w Obwodowym Domu Nauczyciela (dawny pałac Bielskich) przy ul. Kopernika 42, który jest jego siedzibą po dzień dzisiejszy. W grudniu 1961 roku, ponownie dzięki wytrwałym staraniom Hausvatera i osób go wspierających, Republikańska Rada Związków Zawodowych nadała oficjalnie polskiemu zespołowi teatralnemu tytuł Teatru Ludowego, co zapewniało regularne występy, publikacje reklamowe oraz etaty dla kierownictwa artystyczno- administracyjnego oraz dotacje na wyjazdy z przedstawieniami poza obręb Lwowa. Wkrótce, także przy aprobacie miejscowych władz, na afiszach zaczęto dodawać do jego nazwy przymiotnik „Polski” – Polski Teatr Ludowy.

Po śmierci Piotra Hausvatera w 1966 roku Polski Teatr Ludowy prowadził Zbigniew Chrzanowski, urodzony we Lwowie w 1935 roku. Po 10 latach istnienia Polski Teatr Ludowy miał już na swoim koncie 25 premier i ponad 150 przedstawień, gościnne występy w pobliskich Mościskach i Samborze, a także na kilku dużych scenach Wilna dla tamtejszych Polaków. Kolejne dziesięciolecie przyniosło 11 nowych premier i ponad 200 występów, w tym dwukrotne gościnne występy w Moskwie. Po trzydziestu pięciu latach swego istnienia i pracy Polski Teatr Ludowy we Lwowie miał w dorobku 50 premier i ponad 600 występów. Okres Solidarności w Polsce, a szczególnie po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego w grudniu 1981 roku, zapoczątkował okres tzw. reakcji breżniewowskiej wobec Polaków w Związku Sowieckim, trwającej do 1986 roku; jak za Stalina każdy Polak był osobą podejrzaną, uważaną za wroga Związku Sowieckiego (co na pewno było prawdą!). Teatr przeżywał wówczas duże kłopoty. Pozwolono na jego dalsze istnienie pod warunkiem, że ze swej nazwy usunie wyraz „Polski” i stanie się teatrem internacjonalistycznym. Wyrzucono na bruk (dosłownie) jego kierownika i reżysera Zbigniewa Chrzanowskiego, który pozbawiony możliwości jakiegokolwiek zarobkowania we Lwowie, został zmuszony do wyjazdu do Polski. Chrzanowskiego zastąpił w 1985 roku Rosjanin Walery Bortiakow (zm. 2007), który okazał się być jednak przyzwoitym człowiekiem, dbał o Teatr i znał dobrze język polski, którym posługiwał się w Teatrze. Kochał język polski i polski teatr. Mówił o sobie żartobliwie: „Jestem Rosjaninem, którego w okrutny sposób spolonizowali Polacy we Lwowie”.

Pierestrojka zapoczątkowana w Związku Sowieckim przez Michaiła Gorbaczowa (1985-91), a następnie upadek Związku Sowieckiego w 1991 roku zapoczątkowały nowy okres w dziejach Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie. Teatr mógł nareszcie działać bez większych skrępowań. W 1988 roku powrócił do pracy w Teatrze Zbigniew Chrzanowski, a 1993 roku przywrócono Teatrowi pełną nazwę – Polski Teatr Ludowy. Teatr skupia grono amatorów i profesjonalistów: głównie Polaków, ale także przyjacielsko nastawionych do polskiej kultury Ukraińców i Rosjan zamieszkałych we Lwowie, oraz zawodowych twórców kultury – kompozytorów, plastyków i choreografów. Teatr ma w swoim dotychczasowym dorobku ponad 70 premier (m.in.: „Odprawa posłów greckich” J. Kochanowskiego, „Balladyna”, „Fantazy”, „Sen nocy letniej” J. Słowackiego, „Zemsta” A. Fredry, „Wesele” S. Wyspiańskiego, „Panna Maliczewska” G. Zapolskiej, „Przed sklepem Jubilera” Karola Wojtyły, „Dawny spór” M. Hemara, „Stara kobieta wysiaduje” S. Różewicza, „Serenada” i „Na pełnym morzu” Mrożka, „Milion” J. Jesionowskiego, „Jubileusz” A. Czechowa, „Antygona” J. Anouilhea A. Gelmana „My, niżej podpisani” - dwie wersje językowe: polska i rosyjska, A. Petrenki „Czerwoni siewcy” - w języku ukraińskim) i prawie 1000 występów, również w wielu miastach Polski (m.in. w 1993 r. na Zamku Królewskim w Warszawie), a także w Anglii i Szwecji oraz w wielu miastach na Kresach byłej Rzeczypospolitej, krzewiąc tam polską kulturę. W 2008, z okazji jubileuszu 50-lecia działalności artystycznej, Polski Teatr Ludowy we Lwowie został odznaczony Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”; to samo odznaczenie otrzymał dyrektor artystyczny Zbigniew Chrzanowski, a aktorzy: Irena Asmołowa, Andrzej Bowszyk, Krystyna Grzegocka, Bogusław Kleban, Kazimierz Kosydor, Wiktor Lafarowicz, Anatol Lewak, Kazimierz Miciński, Roksolana Sadowska, Natalia Stupko, Krzysztof Szymański i Wadim Wasiutyński otrzymali honorowe odznaki „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.

Ukraińsko-austriackie próby depolonizacji historii Lwowa

Tylko przysłowiowym psim swędem, a konkretnie przez imperializm rosyjsko-sowiecki Józefa Stalina, Lwów, Małopolska Wschodnia i Wołyń należą dziś do Ukrainy. Poza w pewnym sensie prawami etnicznymi, gdyż były to tereny mieszane ludnościowo, Ukraina i Ukraińcy nie mieli do tych ziem do 1945 roku żadnych innych praw, które mogły być prawdziwym wyzwaniem dla strony polskiej, czyli ani historycznych, ani kulturalnych, ani gospodarczych itd. Najwięcej boli nacjonalistów ukraińskich historia Lwowa, która jest chyba w 90% historią polską, czego najlepszym dowodem jest niedawna ich sugestia, aby rozebrać piękny neorenesansowy pałac Potockich we Lwowie, chociaż jest on dzisiaj rezydencją prezydenta Ukrainy w tym mieście, gdyż jest polską pamiątką. Przystąpili więc do wręcz bezwstydnego fałszowania historii Małopolski Wschodniej i Wołynia, a przede wszystkim Lwowa. M.in. wykorzystują do tego wszystko co w historii Lwowa było antypolskie albo dotyczące cudzoziemców w mieście, chociaż działalność tych cudzoziemców we Lwowie była zazwyczaj związana z Polakami. W latach 1772-1918 Austria okupowała Lwów i Małopolskę Wschodnią (ówczesną tzw. Wschodnią Galicję). W podzięce za to we Lwowie budowany czy jest już zbudowany pomnik austriackiego cesarza Franciszka Józefa I (panował 1848-1916), który rzekomo tyle dobrego zrobił dla Ukraińców (Wirtualna Polska 10.4.2009). Nie chcą brać pod uwagę tego, że to co rzekomo zrobił dla nich cesarz, to tak naprawdę zasługa Polaków, gdyż po uzyskaniu autonomii przez Galicję w 1867 roku jej panami byli wyłącznie Polacy i więcej od ich, a nie cesarza dobrej woli, zależał rozwój społeczeństwa rusko-ukraińskiego w Galicji. Wcześniej nacjonalistyczne władze dzisiejszego Lwowa zaproponowały Austriakom utworzenie w mieście Centrum Historii Miejskiej Europy Środkowowschodniej, z czego chętnie skorzystali Austriacy, tak jak korzystają z każdej okazji, aby wybielić swoje zbrodnie popełnione dla Hitlera podczas II wojny światowej. Znakomicie wyposażone w sale wykładowe, bibliotekę i pokoje gościnne gloryfikuje panowanie austriackie we Lwowie i jednocześnie wspólnie z Ukraińcami usuwa w cień polski charakter miasta w tym okresie, na czym właśnie bardzo zależy nacjonalistom ukraińskim. Tym bardziej, że jest to robione obcymi rękoma.

Polskie kapele w Małopolsce Wschodniej przed 1772 rokiem

Według autorów Słownika muzyków polskich (Kraków 1964) następujące kapele, które odegrały dużą rolę w rozwoju polskiej kultury muzycznej, działały w Małopolsce Wschodniej (ówczesne województwo ruskie-lwowskie): Jazłowieckich w Jazłowcu (ok. 1506-1609), której dyrygentem był m.in. Michał Gomółka (1564-1609), syn Mikołaja Gomółki – wielkiego kompozytora polskiego okresu Renesansu; arcybiskupa Jana Dymitra Solikowskiego (1539-1603) we Lwowie; Józefa Otwinowskiego w Szczercu k. Lwowa (ok. 1738); Potockich w Krystynopolu k. Sokala (XVIII w.); Wacława Rzewuskiego (1706-1779), który utrzymywał kapele w Podhorcach, Rozdole i we Lwowie, gdzie wystawiał opery; Jana Sobieskiego (1624-1696, późniejszego króla), który utrzymywał prywatną kapelę w Żółkwi złożoną ze skrzypków, muzyków grających na instrumentach dętych i organach; we Lwowie kapela katedralna; kapela klasztorne: dominikanów we Lwowie (od XVI w.) i Podkamieniu (powstała w XVII w., w 1719 r. zorganizowano przy niej bursę muzyczną, a w jej repertuarze były także kompozycje świeckie); kapele klasztorne jezuitów we Lwowie (ok. 1748, jej dyrygentem był kompozytor Jan P. Hanerman) i Stanisławowie (XVIII w.); kapela klasztorna karmelitów we Lwowie; kapele szkolne jezuitów we Lwowie (XVII-XVIII w.) i w Stanisławowie (1722-43), którą założył hetman Józef Potocki; kapela szkolna teatynów we Lwowie (XVII-XVIII w.); kapele miejskie we Lwowie (istniał tu co najmniej od 1414 r. cech muzyczny a przy nim kapela) i Przemyślu (założona przed 1470 r.).

Samuel Twardowski w Zarubińcach koło Zbaraża

Samuel Twardowski (ok. 1600 – 1661) to znany poeta-epik XVII wieku rodem z Wielkopolski. Po ożenieniu się przez kilka lat do 1649 roku mieszkał w Zarubińcach koło Zbaraża (do 1945 r. woj. tarnopolskie, obecnie Ukraina), które dzierżawił od księcia Jeremiego Wiśniowieckiego. Podczas znanego z historii i powieści Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza oblężenia Zbaraża przez 100 tys. Kozaków Bohdana Chmielnickiego i Tatarów od 10 lipca do 25 sierpnia 1649 roku, Kozacy spalili siedzibę poety, który ledwo zdołał ujść z życiem, ratując przy tym swoje rękopisy. O tym wydarzeniu pisze w swym szczytowym i najrozleglejszym tematycznie dziele epickim Wojna domowa (1651-60), obejmującym burzliwe czasy wojen kozackich i szwedzkich.

Ekonomia samborska

Ekonomiami nazywano w Polsce przedrozbiorowej dobra stołowe czyli dobra domeny państwowej, zwane także królewszczynami, które w XVII i XVIII wieku przeznaczane była na potrzeby polskiego dworu królewskiego. W ówczesnym województwie ruskim –lwowskim (późniejsza Małopolska Wschodnia) była tylko jedna ekonomia – samborska (Sambor, woj. lwowskie, od 1945 r. Ukraina). W skład jej wchodziły 3 miasta i 100 wsi. Przynosiła ona największy dochód z wszystkich ekonomii królewskich (z liczby 14), zamykający się w 1730 roku sumą 157 894 tymfów i 200 000 złotych polskich. Największy procentowo dochód przynosiły żupy solne.

Antoni Andrzejowski i twórczość Adama Mickiewicza pod strzechami Wołynia

Pochodzący z Warkowicz koło Dubna (woj. wołyńskie, po 1945 r. Ukraina) Antoni Andrzejowski (1785 – 1868), wybitny polski botanik – znawca roślin z rodziny krzyżowych (opisał nowy rodzaj rośliny i nadał jej nazwę Czackia (chciał tym uczcić swego wielce zasłużonego krajana z Wołynia Tadeusza Czackiego), wychowanek polskiego uniwersytetu w Wilnie (uczeń Jędrzeja Śniadeckiego), pracownik słynnego Liceum Krzemienieckiego, a potem uniwersytetu w Kijowie i liceum w Nieżynie, autor m.in. Rysu botanicznego krain (...) między Bohem a Dniestrem (1823, wydanie uzupełnione 1830) i Flora Ukrainy (1869), jest dzisiaj znany głównie jako literat i pamiętnikarz. W historii literatury polskiej najbardziej znany i ceniony jest jego gawędziarki i często zbeletryzowany pamiętnik Ramoty Starego Detiuka o Wołyniu (t. 1-4 1861-62), który jest znakomitą lekturą i bogatym źródłem zwłaszcza do poznania życia ziemiaństwa i senatorskich dworów wołyńskich i Krzemieńca. Dowiadujemy się z niego m.in. tego, że na Wołyniu „w każdym domu ujrzałeś pierwsze tomy jego (Adama Mickiewicza – m.k.) poezji, nie tylko czytane, ale i wyuczone na pamięć”.

Wołyń w malarstwie polskim

Piękno Wołynia przeniosło na płótno wielu znanych malarzy polskich. W XIX wieku pejzaże z Wołynia malowali m.in. J. Cegliński (m.in. „Krzemieniec”, „Liceum Krzemienieckie” czy „Kościół bernardynów w Łucku przed zmianą na sobór”), Rudolf Sobkiewicz (m.in. „Pałac Sanguszków w Sławucie”), E. Deschamps (m.in. „Zamek w Tajkurach na Wołyniu”, „Hubin w gubernii wołyńskiej”, „Dwór Urbanowskich w Horodcu”, „Gródek w gubernii wołyńskiej”), Józef Ignacy Kraszewski (m.in. „Wieś na Wołyniu”, „Krajobraz wołyński 1860 olej), Adelhauser-Zundt „m.in. „Wnętrze kościoła w Poczajowie”) czy znany rysownik Napoleon Orda (rysunki wołyńskie zamieszczone w „Albumie widoków Polski”).

Także w okresie międzywojennym Wołyń przyciągał wielu malarzy polskich. Nauczycielami rysunku w słynnym Liceum Krzemienieckim był m.in. znany malarz Jan Cybis (1937-39). W ogóle w okresie międzywojennym Krzemieniec był kolonią artystyczną. Jego rola była wtedy podobna do wyjątkowej dziś w polskim świecie artystycznym pozycji Kazimierza Dolnego. Do Krzemieńca ciągnęli więc chętnie artyści wabieni pięknem tamtejszego krajobrazu i zabytkami, wschodnią aurą miasta. Powstały wówczas liczne pejzaże miasta i Liceum Krzemienieckiego, z których najbardziej znane są obrazy Marcina Samlickiego (zm. 1945), który mieszkał w Krzemieńcu w latach 1937-39, Michaliny Krzyżanowskiej, Aleksandra Jędrzejewskiego i innych oraz znana teka rysunków „Krzemieniec” Leokadii Bielskiej-Tworkowskej z 1936 roku. Pejzaże z innych stron Wołynia malowali m.in.: Michalina Krzyżanowska, Aleksander Jędrzejewski (m.in. „Ostróg”, liczne pejzaże Łucka) i Zygmunt Haupt („Włodzimierz Wołyński”). Natomiast obrazy nawiązujące do historii Wołynia malowali m.in.: Piotr Michałowski „Bitwa pod Beresteczkiem”, Stanisław Masłowski „Duma Jaremy”, Michał Bylina „Bitwa pod Kostiuchnówką” i „Bitwa pod Młynowem koło Dubna” oraz Stanisław Rzecki-Szreniawa „Bitwa pod Kostiuchnówką”.

Międzywojenna popularność Krzemieńca wśród polskich malarzy odradza się ostatnio. Np. 27 stycznia 2006 roku w Muzeum Etnografii i Rzemiosła Artystycznego we Lwowie odbyło się otwarcie poplenerowej wystawy malarstwa pod nazwą ”Krzemieniec”, na której zaprezentowane zostały prace polskich artystów plastyków: Jana Wołka, Jerzego Gnatowskiego i Andrzeja Kasperka. Po zakończeniu wystawy we Lwowie prace prezentowane były w gmachu Sejmu RP w Warszawie.

Świteź – jedno z najbardziej znanych polskich i dziś niepolskich jezior.

W granicach przedwojennego powiatu nowogródzkiego w woj. nowogródzkim, 20 km na południowy wschód od Nowogródka, przy drodze Nowogródek-Baranowicze leżało cudownie piękne, szczególnie o wieczornej porze, o kształcie koła (wymiary 1,7 x 1,6 km) jezioro krasowe Świteź. Nie jest ono duże – ma zaledwie 224 ha (2,4 km kw.) i nie jest głębokie – średnia głębokość 3 m, największa 15 m, a brzegi ma piaszczyste. Oprócz piękna jezioro Świteź znane jest z tego, że jest prawdziwą osobliwością botaniczną. Zdaniem naukowców flora jeziora tworzy zespół wyjątkowy, jeśli nie jedyny taki w Europie, to bardzo unikatowy. W jeziorze są ciekawe zespoły roślinne: poryblin jeziorny albo inaczej lobelia jeziorna (Isoetes lacustris) przypominający z wyglądu kępki sitowia, należący jednak do paprotników, który nie występuje w żadnym innym jeziorze Wileńszczyzny (jest to gatunek typowy dla tzw. jezior lobeliowych związanych z obszarem atlantyckim, który w Polsce występuje jedynie w niektórych jeziorach pomorskich, tak więc Świteź leży poza jej zwartym zasięgiem); występuje tu również bardzo rzadka poza Skandynawią stroiczka wodna (Lobelia dortmana) oraz brzeżyca jeziorna (Litorella lacustris) i jezierzyca giętka (Najas flexsilis) . Kwiatostany lobelii jeziornej w czasie kwitnienia, wystają ponad powierzchnię wody. To właśnie lobelia jeziorna była owym „car-zielem” występującym w Mickiewiczowskiej balladzie Świteź. Przed wojną, a więc za polskich czasów, jezioro Świteź wraz z lasem porastającym jego brzegi zostało wydzielone jako Park Natury im. Adama Mickiewicza. Po wojnie pełne tępaków i półgłówków władze sowieckie przez długi czas nie uważały, że jezioro i otaczający je teren powinny podlegać ochronie. Zmieniły zdanie dopiero w 1970 roku, tworząc tam ponownie park natury o obszarze 1 077 hektarów.

Chociaż dzisiaj, od 1945 roku, Świteź leży na terytorium Białorusi z woli największego złodzieja obcych ziem w XX w. Józefa Stalina, jezioro należy do najbardziej znanych przez Polaków jezior polskich. Bo polskim po wsze czasy uczyniła ze Świtezi polska historia związana z tym jeziorem. Historię, którą stworzyli polscy poeci z Adamem Mickiewiczem na czele, polscy malarze i kompozytorzy oraz dzieje Świtezi w międzywojennej Polsce, kiedy jezioro nawet w świetle prawa międzynarodowego było polskie.

Polakiem, który unieśmiertelnił jezioro Świteź w polskiej świadomości był nasz wieszcz narodowy Adam Mickiewicz (1798-1855). Uczynił to w balladach Świteź i Świtezianka. Mickiewicz urodził się w niedaleko położonej od jeziora wsi Zaosie, w której folwark należał do Mickiewiczów. Poeta często bywał nad Świtezią i zachwycał się jej pięknem. W głowie poety zrodziły się dwie ballady poświęcone jezioru Świteź i Świtezianka, należące do wczesnej twórczości wieszcza, a oparte na podaniach ludowych. Jednak gwoli prawdy trzeba stwierdzić, że pierwszym poetą, który napisał wiersz o Świtezi nie był Mickiewicz a tylko jego przyjaciel od lat szkolnych i także poeta rodem z Nowogródczyzny Jan Czeczot (1796-1847). Wiersz Jezioro Świteź napisał także, ale już po Mickiewiczu, jego drugi kolega - kolega z lat studiów na polskim Uniwersytecie Wileńskim i współzałożyciel studenckiego Towarzystwa Filomatów oraz tak jak Mickiewicz poeta Tomasz Zan (1796 – 1855), pochodzący z Miasoty koło Mołodeczna. Mickiewicz unieśmiertelnił Tomasza Zana w III części Dziadów.

W Mickiewiczowskiej balladzie Świteź, nawiązującej do ludowej legendy o zatopionym mieście, jezioro o tej samej nazwie, choć niezwykle piękne o wieczornej porze, rzadko jest podziwiane, gdyż co noc staje się miejscem straszliwych wydarzeń, gdzie szatan wyprawia harce. Słychać wtedy gwar, dźwięk dzwonów, krzyki niewiast a potem już tylko żałosne modły, ciche pacierze i gwar milknie. Jak mówi legenda, rozwikłać tą zagadkę spróbował dziedzic na Płużynach, do którego należało także jezioro. Zbudował statki, czółna i wielką sieć, a przed wyruszeniem ekspedycji na jezioro, poprosił księdza aby poświęcił statki – „bo dobrze kto z Bogiem poczyna”. W trakcie przeszukiwania jeziora w sieci znaleziono piękną kobietę. Kiedy wyszła na brzeg ludzie rzucili się w panice do ucieczki ale ona przemówiła do dziedzica, że dotąd żaden człowiek nie wyszedł cało z wyprawy na jezioro ale jemu wyjawi tajemnicę tę oto tajemnicę dotyczącą tego jeziora: otóż przed wiekami carscy żołnierze zaatakowali bezbronne miasto piękne jak marzenie podczas nieobecności w nim wszystkich mężczyzn i młodzieńców, którzy wyruszyli na bój. Kiedy najeźdźcy znaleźli się pod bramą, a świtezianki gotowe już były umrzeć w płomieniach, aby tylko nie poddać się – nie paść w ręce wrogów, wydarzył się cud. Ziemia rozstąpiła się i miasto zostało zatopione, gdyż tylko taki ratunek mógł zesłać los przerażonym przed pohańbieniem kobietom i ich córkom. Tak powstało jezioro Świteź, na którego przejrzystej powierzchni pojawiły się nieznane nigdzie indziej kwiaty, w które zostały zamienione mieszkanki Świtezi. Zguba czekała jednak także najeźdźców - każdego ruskiego żołnierza, który próbował zerwać piękny kwiat, któremu lud miejscowy nadał nazwę cary, gdyż zasłużonej kary nikt nie uniknie.

Natomiast w balladzie Świtezianka, której tłem jest także jezioro Świteź, a źródłem także ludowa legenda, Mickiewicz pokazuje nam nimfę wodną mieszkającą w jeziorze. Wychodzi ona na brzeg w postaci pięknej dziewczyny i spotyka się z człowiekiem, strzelcem z pobliskiego boru. Spotykają się oni potem co wieczór nad brzegiem jeziora. Świtezianka jest podstępna i okrutna, gdyż po podstępie, gdy okazało się, że strzelec nie był jej wierny, wymierza mu okrutną karę przemieniając go w modrzew stojący nad brzegiem Świtezi. I tutaj główną myśl utworu stanowi wiara w nieuchronność kary, która należy się wszystkim za złamanie danego słowa . W utworze ważną rolę odgrywa przyroda, która stanowi tło przedstawianych wydarzeń.

W pobliżu jeziora znajduje się kamień, na którym wypisano fragment ballady Świteź:
Ktokolwiek będzisz w nowogródzkiej stronie,
Do Płużyn ciemnego boru
Wjechawszy, pomnij zatrzymać twe konie,
Byś się przypatrzył jezioru.

A. Mickiewicz

Piękno Świtezi oczarowało szereg malarzy polskich, m.in. malarza Wileńszczyzny i Nowogródczyzny Wincentego Dmochowskiego (1807 – 1862), który zostawił nam obraz „Jezioro Świteź” (1850), Juliana Fałata „Świteź” (1888, Muzeum Narodowe w Warszawie) czy Józefa Chełmońskiego „Zachód słońca. Jezioro Świteź” (1898, Muzeum Okręgowe w Tarnowie).

Nie brak także wątku Mickiewiczowskich ballad związanych z jeziorem Świteź także i w muzyce polskiej. Jeśli wierzyć Schumannowi, to podczas spotkania w Lipsku (12 IX 1836) Chopin wyznał mu, iż jego ballady fortepianowe zainspirowane zostały balladami Mickiewicza. Na ogół, wobec dominującego u Chopina nastawienia na muzykę czystą, nie uwikłaną w treści programowe, przyjmuje się, że z ballad Mickiewicza przejął on jedynie charakter narracyjny i ton balladowy swoich czterech ballad fortepianowych. Istnieje jednak równocześnie tendencja do interpretowania ich, jako dźwiękowych konkretyzacji konkretnych ballad poety (J. Huneker, Z. Jachimecki i in.). W grę weszły: Świteź (Ballada F-dur), Świtezianka (przez jednych łączona z tą samą Balladą, przez innych z Balladą As-dur), Trzech Budrysów (Ballada F-dur) oraz balladyzowany poemat Konrad Wallenrod (Ballada g-moll). Ostatnio ta druga tendencja nasiliła się, wraz ze wzrostem aktywności badań intersemiotycznych (por.: Mickiewicz na fortepian) .

Legenda Świtezi ciągle inspiruje Polaków mieszkających w dzisiejszej Polsce bez tego jeziora. I tak w 2011 roku zrealizowany został piękny, wyjątkowo artystycznie zrobiony film anonimowy na podstawie ballady Świteź Adama Mickiewicza, którego reżyserem i autorem scenariusza jest Kamil Polak. W swojej produkcji Kamil Polak przeniósł elementy malarstwa olejnego i temperowego w trójwymiarową przestrzeń, łącząc środki wyrazu klasycznej animacji z efektami i animacją komputerową, a wszystko to zostało podporządkowane specjalnie na potrzeby filmu, muzyce na orkiestrę symfoniczną i chór. Całość tworzy niezwykle ekspresyjny i unikatowy efekt. Akcja filmu rozgrywa się w dwóch planach czasowych: epoce współczesnej Mickiewiczowi i w średniowieczu, gdy według legendy miasto Świteź zostało zatopione. Film ten zdobył nagrodę na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Palm Springs w USA, który jest najbardziej znacząca impreza poświęcona filmom animowanym (PAP 28.6.2011). Z kolei w 2013 roku polonistka i dziennikarka Agnieszka Kaźmierczyk, również zainspirowana balladą Mickiewicza, wydała w 2013 roku książkę pt. Księżyc nad. Świtezią. Jest to opowieść o mieszkańcach jeziora Świteź – dwóch nastolatkach, których nie oszczędził los. Wojtek po śmierci matki wyjeżdża z ojcem na dzisiejszą Białoruś. Poznaje tam Svetlanę, która okazuje się być kimś więcej niż tylko piękną sąsiadką. Nowa znajomość ze staruszką Olgą przewraca życie chłopaka do góry nogami, wprowadzając go w świat słowiańskich demonów. Jednym z nich okazuje się Svetlana – mieszkanka jeziora Świteź. Nastolatkowie będą musieli zmierzyć się z odwróceniem zaklęcia, poszukiwaniem prawdziwej rodziny i własnej tożsamości, a także szkolnymi problemami.

Polskie Muzeum Przyrodnicze w Grodnie

Muzeum Przyrodnicze w Grodnie zostało założone w okresie międzywojennym przez Żywnę, grodnianina-Polaka, reemigranta z Brazylii (powrócił do odrodzonej w 1918 roku Polski), który zgromadzone przez siebie w Brazylii bogate zbiory przyrodnicze (kilka tysięcy eksponatów) ofiarował miastu Grodnu. Władze miasta założyły Muzeum Przyrodnicze do którego włączono dodatkowe dary, związane głównie z Grodzieńszczyzną. Na jego zbiory składała się znaczna ilość okazów fauny egzotycznej i krajowej, zbiór entomologiczny, ornitologiczny oraz zbiór minerałów. Grodno zostało oderwane od Polski w 1945 roku i Muzeum Przyrodnicze w Grodnie założone przez Polaków, posiadające zbiory zgromadzone przez Polaków i które było utrzymywane wysiłkiem społeczeństwa polskiego zostało zawłaszczone przez Białorusinów. Dzisiaj eksponaty doskonale zachowanego przedwojennego Muzeum Przyrodniczego są eksponowane w Nowym Zamku w Grodnie.

Jacht „Poleszuk”

23 lipca 1938 roku z portu w Gdyni wyruszył w rejs dookoła świata polski jacht „Poleszuk”. Załogę stanowili harcerze 39 warszawskiej żeglarskiej drużyny harcerskiej: Mścisław Wróblewski i Ludwik Walasik oraz śląski żeglarz Fryderyk Tomczyk i Julian Ramotowski. Ciekawostką i rzeczą niebywałą w żeglarstwie było to, że jacht nie miał kapitana tylko komendanta organizacyjnego wyprawy. Funkcję „kapitana” pełnili kolejno członkowie wyprawy, a ważniejsze decyzje zapadały większością głosów. I wszystko grało jak należy – bo to byli harcerze, harcerze wspaniałego pod każdym względem przedwojennego harcerstwa polskiego. „Poleszuk”, po zaliczeniu portów Europy - na Bałtyku, Morzu Północnym i Atlantyku, popłynął do Casablanki (Maroko), a następnie do Mogadoru, Las Palmas, Dakaru i Conakry w Afryce Zachodniej, a stamtąd trasa wiodła przez Atlantyk do Georgetown w Gujanie Brytyjskiej i kolejno przez Barbados, San Domingo, Hawanę (Kuba) do Miami na Florydzie (USA) i wreszcie do Nowego Yorku, do którego przypłynął 21 lipca 1939 roku. Niestety, nie było dane załodze „Poleszuka” popłynięcie dalej do Australii i zaliczyć okrążenie kuli ziemskiej. W powietrzu czuć było nadchodzącą wojnę w Europie. Konsulat Polski w Nowym Jorku w celach propagandowych – w celu uzyskania sympatii i ew. pomocy amerykańskiej, szczególnie ze strony Polonii amerykańskiej, przed grożącym Polsce faszyzmem niemieckim, postanowił wykorzystać przybycie „Poleszuka” do Ameryki. Po wystawieniu jachtu na odbywającej się właśnie w Nowym Jorku Światowej Wystawie, postanowiono wysłać „Poleszuka” w rejs (Atlantykiem, a potem Wielkimi Jeziorami) do największego polonijnego skupiska w Ameryce - Chicago. Wybuch wojny 1 września 1939 roku zastał jacht w Clevelend, a do Chicago dopłynął 18 września. Tomczyk pozostaje tu dla pilnowania jachtu, a pozostali podejmują swój patriotyczny obowiązek i zgłaszają się do wojska. Na szczęście wszyscy wojnę przeżyli. Natomiast „Poleszuk” został przekazany do muzeum morskiego.

Skąd się wziął jacht „Poleszuk” i dlaczego otrzymał taką nazwę? Otóż w maju 1930 roku z inicjatywy poleskiego okręgu Ligi Morskiej i Rzecznej powołano komitet zakupu jachtu, który miał być przeznaczony do szkolenia młodzieży, a następnie przekazany Marynarce Wojennej. Kapitał początkowy wynosił 5 tys. zł, wyasygnowanych przez Zarząd Ligi Morskiej i Kolonialnej w stolicy Polesia – województwa poleskiego Brześciu nad Bugiem. Do 1936 roku zebrano blisko 8787 złotych, które ostatecznie przekazano na rzecz Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. W sierpniu 1937 roku nabyto w Pucku motorówkę „Cerra Marena”, którą harcerze postanowili przebudować na kecz o wyporności 29 ton i 100 m2 żagli. Na cześć ofiarodawców poleskich nazwano jacht „Poleszuk”.

Przyłączenie arcypolskiego Wilna do Polski 19 kwietnia 1919 roku

Po 123 latach niewoli w 1918 roku odrodziło się państwo polskie i jednocześnie z niemiecką pomocą powstała niepodległa, nacjonalistyczna i antypolska Litwa, która tym aktem zrywała trwającą od 1385 roku unię polsko-litewską i ogłosiła arcypolskie Wilno swoją stolicą. Między obu państwami rozpoczął się spór o Wilno. To prawda, że Wilno zostało założone w XIV wieku na ziemi etnicznie litewskiej i do 1791 roku było stolicą Wielkiego Księstwa Litewskiego, chociaż miasto nigdy w swych dziejach nie było etnicznie litewskie; Litwini zawsze stanowili mały odsetek mieszkańców miasta, a z biegiem lat w mieście mieszkało coraz więcej Polaków. Na początku XX w. tak w Wilnie jak i na Ziemi Wileńskiej większość mieszkańców przyznawała się do narodowości polskiej i chciała żyć w granicach państwa polskiego (w Wilnie mieszkało zaledwie 2219 Litwinów obok 74 466 Polaków według niemieckiego spisu ludności z 1916 r.!). Poza tym Wilno stało się miastem arcypolskim pod każdym względem – odgrywało wielką rolę w życiu narodu polskiego. Litwa tych faktów nie akceptowała i z wielką determinacją odrzucała zgodę na to, aby ludność Wilna i Wileńszczyzny zadecydowała w wolnych wyborach czy plebiscycie o własnym losie. Zaraz po odrodzeniu się Polski bolszewicka Rosja przystąpiła do agresji na dawne ziemie Rzeczypospolitej, która pod koniec kwietnia 1919 zakończyła się klęską bolszewickiej armii, zadaną jej przez wojsko polskie. 19 kwietnia 1919 roku wojsko polskie zajęło Wilno. Na murach miasta rozplakatowano odezwę podpisaną przez dowódcę grupy Wojsk Polskich podpułkownika Władysława Belinę-Prażmowskiego, w której m.in. donosił o „wyzwoleniu miasta spod rosyjskiego bolszewickiego despotyzmu”, powoływał się na „Wielkie idee demokracji Zachodu”, zapowiadał obronę obywateli Wilna przed zakusami uczynienia z tej ziemi kolonii niemiecko-litewskiej i którą zakończył następująco: „My, żołnierze wolnej, niepodległej Rzeczypospolitej Polskiej Ludowej, przychodzimy do was ze starym, w sercach naszych żywym i nie skażonym hasłem: Wolni z wolnymi, równi z równymi. Za waszą i naszą wolność”.

Ludność miasta z wielką radością witała wkraczające do miasta oddziały polskie. Zaraz po zajęciu miasta zorganizowano stosowne ceremonie, w tym defiladę wojsk i uroczyste dziękczynienie w Ostrej Bramie, które tak opisał naoczny świadek, Tadeusz Święcicki: Wielki szloch tego tłumu, klęczącego na ulicy. Spojrzałem na Komendanta (Józefa Piłsudskiego – M.K.). Stał twarzą zwrócony do obrazu, oparty na szabli, nasrożony i... spod nasrożonych brwi ciężka łza spływała mu na wąsy. Śmigły (Edward Rydz-Śmigły – M.K.) za nim miał jakiś nerwowy tick na twarzy. Twarz drgała i też łzy ciekły mu po twarzy. A Belina (Władysław Belina-Prażmowski – M.K.) beczał po prostu jak smarkacz... Z kolei Naczelnik Państwa Polskiego Józef Piłsudski zapisał w swoim dzienniku: Do żadnego miasta zdobytego przeze mnie nie wjeżdżałem z takim uczuciem, jak do Wilna – swego rodzinnego miasta. Natomiast zajęcie Wilna przez Wojsko Polskie tak skomentował dziennik krakowski „Czas”: Po 120 latach przerwy powraca Wilno znowu do łączności z Koroną - a wraz z nim, miejmy nadzieję, cała Litwa. [...] Wprawdzie bowiem na drodze ku odzyskaniu dawnej historycznej granicy na wschodzie jest zajęcie Wilna dopiero pierwszym krokiem, ale mamy wszyscy świadomość, że poprzestać na nim nie można.

Rozpowszechnianie się języka polskiego w Wielkim Księstwie Litewskim

Przed unią Polski z Litwą w 1385 roku język litewski był językiem bardzo prymitywnym, używanym wyłącznie przez chłopów na ziemiach etnicznej Litwy, a poza nią nikt się nim nie posługiwał, nawet książęta pochodzenia litewskiego sprawujący władzę w księstewkach na ziemiach białoruskich. Językami oficjalnymi kancelarii wielkoksiążęcej były więc język ruski i łacina. Po unii Litwy z Polską otworzyła się brama przed językiem polskim i kulturą polską w całym Wielkim Księstwie Litewskim. Ośrodkiem promieniującym kulturą i mową polską stał się dwór wielkoksiążęcy w Wilnie, a w ślad za nim dwory książęce, a po nich dworki szlacheckie i domy wielu mieszczan. Z biegiem lat język polski zaczął rozpowszechniać się w kościołach katolickich i szkołach. Litwini i Rusini studiujący w Akademii Krakowskiej, jedynej wówczas wyższej uczelni w całym kraju polsko-litewsko-ruskim, ulegali wpływom polszczyzny oraz niepolscy przedstawiciele małżeństw mieszanych. Wynalezienie druku i co za tym poszło rozwój drukarstwa na ziemiach polsko-litewskich oraz reformacja, która wprowadzała do zborów języki narodowe, co na tych ziemiach oznaczało głównie język polski, przyczyniły się do niebywałego rozpowszechnienia się znajomości i używania języka polskiego na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego. Na teren Księstwa nie tylko sprowadzano książki drukowane na ziemiach polskich, ale także powstały tu drukarnie, które drukowały również książki polskie. W Brześciu na dworze protestanta Mikołaja Radziwiłła Czarnego, na którym gromadzili się wybitni uczeni i literaci, królował język polski, a założona w mieście w 1553 roku oficyna wydawnicza Murmeliusa, potem Cypriana Bazylika, wydawała książki polskie, czytane powszechnie. W oficynie tej wydano drukiem znakomity protestancki przekład polski Biblii (tzw. brzeskiej) oraz szereg innych książek w języku polskim. Książki polskie tłoczono także w innych miastach białoruskich Księstwa – w Nieświeżu, Łosku i Knyszynie no i oczywiście w Wilnie. W XVI w. wydrukowano w Wilnie 92 pozycje łacińskie (728,5 arkuszy) i 68 pozycji polskich (1930 arkuszy), w Łosku 2 pozycje łacińskie (98,5 arkuszy) i 7 polskich (245 arkuszy), w Brześciu 100% książek było wydrukowanych po polsku, a w Nieświeżu co najmniej 50%.

Drukowanie książek w języku polskim w Brześciu nie podobało się pierwszemu nuncjuszowi papieskiemu w Polsce Alojzemu (Luigi) Lippomano (1555-58). Starał się ukrócić działalność brzeskiej drukarni pisząc w tej sprawie list interwencyjny do wojewody wileńskiego Michała Radziwiłła. Radziwiłł odpowiedział mu, że drukowanie książek polskich jest jak najbardziej usprawiedliwione: „Albowiem co jest sprośniejszego, jedno słuchać tego, czego kto nie rozumie, gdyż łacińskim albo greckim językiem bywają one święte sprawy sprawowane”.

Już w 1534 roku szlachta podlaska domagała się wprowadzenia języka polskiego do sądownictwa, na co wyraził zgodę w 1543 roku król Zygmunt I. W tymże czasie Statut Wielkiego Księstwa Litewskiego postanawia, że pozew do sądu biskupiego w Wilnie ma być pisany po polsku. W 1551 roku ukazał się w Wilnie zatwierdzony przez króla Zygmunta Augusta wilkierz jako pierwsza znana ustawa tamtejsza w języku polskim. W urzędach Księstwa rośnie używanie języka polskiego. Dlatego szlachta podlaska w 1565 i 1568 roku pisała do króla Zygmunta Augusta listy z prośbą, by listy kancelarii wielkoksiążęcej były pisane po polsku, albo po łacinie, a nie po rusku, bo tego języka nie rozumie. Król, wywodzący się z rodu litewskiego i zapewne wierny tradycji Wielkiego księstwa Litewskiego, nie chciał się zgodzić na wprowadzenie języka polskiego, ale zgodził się na to aby wszystkie dokumenty wystawiane po rusku były tłumaczone na język łaciński. W XVII w. język polski bez przymusu administracyjnego, w sposób zupełnie naturalny zatriumfuje we wszystkich dziedzinach życia na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego. Od tej pory (od końca XVII w.) wszystkie dokumenty oficjalne (Metryka Litewska) był pisane po polsku, a w 1737 roku zaprzestano głosić kazania w języku litewskim w ostatnim kościele katolickim w Wilnie, gdyż nie było chętnych do ich słuchania.

Marian Kałuski

Wersja do druku

Agnieszka Kaźmierczyk - 21.10.13 17:37
Dziękując za uwzględnienie "Księżyca nad Świtezią" w artykule, zachęcam wszystkich czytelników artykułu do jego lektury.

Jan Orawicz - 19.10.13 19:39
Świetny materiał!! Jak zawsze spod wiadomego pióra!
Serdecznie Pozdrawiam Pana Historyka

Wszystkich komentarzy: (2)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

12 Grudnia 1823 roku
Urodził się Władysław Ludwik Anczyc (ps. Kazimierz Góralczyk) polski pisarz, tłumacz, działacz ludowy (zm. 1883)


12 Grudnia 1586 roku
W niejasnych okolicznościach zmarł Stefan Batory, król Polski (ur. 1533)


Zobacz więcej