Środa 11 Grudnia 2019r. - 345 dz. roku,  Imieniny: Biny, Damazego, Waldemara

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 19.09.13 - 20:56     Czytano: [1675]

Smoleńska manipulacja GW





Pełnomocnik części rodzin ofiar tragedii smoleńskiej mec. Piotr Pszczółkowski w Radiu Maryja komentował pełną manipulacji publikację „Gazety Wyborczej” próbującą kompromitować naukowców współpracujących z zespołem parlamentarnym badającym katastrofę smoleńską i decyzję prokuratury o ujawnieniu protokołów przesłuchań trzech świadków – profesorów Wiesława Biniendy, Jacka Rońdy i Jana Obrębskiego.
Adwokat dowodził też, dlaczego śledczy powinni ujawnić niemal w całości akta śledztwa.


Polacy niestety muszą mieć świadomość, że każdy ekspert ze strony parlamentarnego zespołu pana ministra Macierewicza czy ze strony rodzin ofiar będzie dezawuowany, przedstawiany w krzywym zwierciadle. Każdy ekspert spoza – pozwolę sobie użyć takiego określenia – drużyny Millera. Tak nazywam powołaną z naruszeniem polskiego prawa Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, która w moim przekonaniu nigdy nie miała podstaw prawnych, żeby się ukonstytuować do badania wypadku katastrofy samolotu TU-154M. Każdy ekspert spoza tego grona jest zagrożeniem tak dla ustaleń tej komisji, jak i dla pewnego interesu wojskowych prokuratorów, którzy w tej chwili wyjaśniają, czy dopełnili wszystkich swoich obowiązków jako prawnicy w śledztwie smoleńskim. Od roku bowiem toczy się w Wojskowej Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu śledztwo ws. niedopełnienia i zaniechania obowiązków tychże prokuratorów. W ramach polskiego porządku prawnego śledczy nie powinni bowiem zaniechać wykonania sekcji zwłok po tak trudnym do rozstrzygnięcia co do przyczyn tragicznym rozpadnięciu się praktycznie w powietrzu samolotu rządowego z elitą, w tym prezydentem RP na czele na terenie państwa, z którym łączyły nas podówczas relacje, które nazwałbym chłodnymi.

Administracja rządowa i prokuratura, w moim przekonaniu, powinny zadbać o staranne zabezpieczenie dowodów, żeby nie uległy one zniekształceniom, aby nie były pozostawione bez właściwego nadzoru. Przypomnę tylko, że na wiele miesięcy pozostawiliśmy próbki trotylowe w rękach Rosjan. Od wielu miesięcy nie posiadamy oryginałów czarnych skrzynek wraku samolotu.

Tymczasem wszystkie wysiłki polskich struktur państwowych w wyjaśnieniu przyczyn tragedii smoleńskiej koncentrują się nie tyle na merytorycznych treściach, ale na pewnych politycznych, pozaprocesowych działaniach, w moim przekonaniu przynoszących ujmę wielu instytucjom naszego państwa. Zobaczmy choćby, jakie są aktualne priorytety wojskowych prawników. Zaczęło się od obwiniania i ośmieszania za niewłaściwą identyfikację ciał ofiar. Paradoks tej sytuacji polega na tym, iż to właśnie sami prokuratorzy powinni zadbać o bezwzględnie doskonałą w tym zakresie identyfikację za pomocą nowoczesnych badań DNA i innych dostępnych w XXI wieku ekspertyz. Nie doszłoby do tak skandalicznych sytuacji, jak zamiana kilku już ustalonych ciał ofiar katastrofy, gdyby polscy prokuratorzy wykonali sekcje i identyfikacje ciał w kraju. Później prokuratorzy wojskowi wpadli na pomysł informowania opinii publicznej o szeregu wyciekach ze śledztwa smoleńskiego, część rodzin pełnomocników zamiast zajmować się pracą, zamiast móc korzystać z kserokopii dokumentów, wobec tych domniemanych wycieków miało za zadanie wielokrotne stawianie się w jednostkach prokuratury czy komendach policji.

Do chwili obecnej nikt nie wytłumaczył opinii publicznej tego najbardziej spektakularnego wycieku, mówię o wycieku dotyczącym trotylu i odeślę do internetowej relacji byłego naczelnego „Rzeczpospolitej” i jego opisu rozmowy z prokuratorem generalnym 29 października 2012 r., a więc dzień przed publikacją „Trotyl na wraku tupolewa”. – Bo ten przeciek jest z prokuratury, prawda? – miał zapytać swojego rozmówcę Andrzej Seremet.

W tej chwili mamy do czynienia z kolejną fazą działań organów państwa, niektórych mediów, prokuratury, ośmieszania, szkalowania naukowców, ekspertów zespołu parlamentarnego pana ministra Macierewicza. To właśnie ten ostatni atak na rzekomy brak kompetencji naukowców zespołu pokazuje Polakom całą butę i arogancję przedstawicieli mediów i niektórych instytucji państwowych. Moim zdaniem ten atak stanowi ochronę i zasłonę dymną dla ostatnich doniesień zespołu parlamentarnego o skandalicznym ukryciu uwag do raportu tzw. komisji Millera polskiego akredytowanego pana płk. Edmunda Klicha. Jako jedyny rządowy ekspert, który przebywał w Rosji i pracował w najszerszym zakresie z Rosjanami, jedyny akredytowany przy MAK, obciążył w tym raporcie stronę rosyjską główną odpowiedzialnością za tragedię z 10 kwietnia.

Polacy się muszą zastanowić, dlaczego część mediów i prokuratura zamiast odnieść się do uwag do raportu Klicha oraz do faktu jego ukrycia przez administrację rządową, co – w moim przekonaniu – ma cechy przestępstwa, podejmuje działania wymierzone w komisję sejmową Sejmu RP będącego władzą ustawodawczą wybraną przez obywateli w powszechnych wyborach, z tego powodu należy przypuszczać, że cieszącą się olbrzymim zaufaniem.

Paradoks tej ostatniej sytuacji polega też na tym, iż w demokratycznym państwie w ogóle co do zasady nie powinna pojawić się konieczność powoływania innych niż komisja, prokuratura, podmiotów służących badaniu katastrofy. Komisja sejmowa powstała jednak właśnie w wyniku braku zaufania Polaków do instytucji państwa, prokuratury i rządu, który już na samym początku śledztwa smoleńskiego, łamiąc polskie prawo, oddał całe śledztwo w ręce Rosjan. To są przyczyny tych publikacji, to są przyczyny tych pomówień. Dobrze się stało, że Naczelna Prokuratura Wojskowa ujawniła wyselekcjonowane fragmenty – bo całość tych protokołów nie jest dostępna – są one w wielu miejscach zaciemnione – na stronach internetowych. Tam też będzie można ocenić wiarygodność tej publikacji. Prześledziłem te protokoły i powiem szczerze, że wciąż jestem pod wrażeniem dorobku i kwalifikacji osób, które tak zostały publicznie posądzone o brak tych kompetencji. Jeżeli ktoś mówi, że był wieloletnim stypendystą zarówno ministra obrony narodowej jako naukowiec, jako osoba pracująca w szeroko rozumianej zbrojeniówce, także zbrojeniówce poza granicami kraju – to wszystko z tych protokołów wynika – jeżeli ktoś mówi, że dysponuje laboratorium unikalnym nie tylko w skali Polski, ale i świata, jeżeli ktoś inny mówi, że jest ekspertem od konstrukcji lotniczych i mostów, od wytrzymałości materiałów, należy zadać pytanie: kto pozwala sobie na ocenę tak negatywną kompetencji do uczestnictwa tych osób w badaniu katastrofy smoleńskiej.

Tak jak nie trzeba w moim przekonaniu formalnych kompetencji, a wiedzy, żeby móc prawidłowo wnioskować, tak zupełnie niezrozumiałym jest zamiast chęci wykorzystania olbrzymiego doświadczenia tych osób w pracach czy to komisji państwowych czy samej prokuratury, przesłuchanie tych osób w charakterze świadków. Jak się okazuje tylko po to, żeby pewne media czy stronnictwa polityczne mogły później treść tych przesłuchań wykorzystać. Podkreślam w charakterze świadków, nie ekspertów, nie należało od tych zeznań oczekiwać analiz, wyliczeń, bo eksperci zespołu parlamentarnego zostali przesłuchani decyzją prokuratury w charakterze świadków, a więc na okoliczności faktyczne, nie zaś fachowe.

Utracono też bezpowrotnie wobec tej decyzji możliwość sięgnięcia po ich wiedzę w przyszłości właśnie w charakterze osób, które jako fachowcy mogliby służyć temu śledztwo.

Z samych protokołów wynika natomiast, że pewne wyrwane z kontekstu wątki tych świadków są autentycznie zmanipulowane. Ta publikacja dzięki internetowej obecności protokołów nie ma szansy się wybronić jako wiarygodna.
(...)
Praktycznie od początku badania katastrofy smoleńskiej przez prokuraturę formułuję taką tezę, że to jest szczególne śledztwo i plon jego pracy powinien być bardzo szeroko udostępniony opinii publicznej. Wielokrotnie podnosiłem, że dobre byłoby, gdyby na tych samych stronach zamiast komentarza rzeczników prokuratury były źródła, a więc akta sprawy, oczywiście z pominięciem tych najbardziej intymnych, mogących zranić dobra rodzin ofiar katastrofy, mówię tu o szeroko rozumianej dokumentacji fotograficznej czy medycznej dotyczącej poszczególnych ciał ofiar. Natomiast pozostała część, tzw. jawna część akt smoleńskich od wielu miesięcy powinna być dostępna jak te trzy protokoły w internecie. Nie widzę uzasadnienia dla uszczerbku śledztwa, prowadzonego co do zasady w ramach pomocy prawnej, poprzez pozyskiwanie kluczowych dokumentów poprzez kalki ustaleń państwa obcego, zatem śledztwa niepodatnego na jakiekolwiek manipulacje materiału dowodowego gromadzonego w Polsce. Dobro tego śledztwa nie uzasadnia nieujawnienia jego szczegółów opinii publicznej w bardzo szerokim zakresie. W tym także opinii pozyskanych do tego momentu przez prokuraturę.

Chcę podkreślić, że zarzucanie formalnej niekompetencji ekspertom zespołu parlamentarnego jest o tyle nieeleganckie, że według mojej wiedzy, a takową posiadam, do chwili obecnej niewielki jest plon ostatecznych wersji opinii, które zlecała przez 3,5 roku prokuratura. Opinie są pozyskiwane, ale dobrze by było, aby aktualny stan tych opinii, aktualne z nich wnioski także mogły zostać skontrolowane przez opinię publiczną. Myślę, że byłaby to sytuacja uczciwa.

Pilnuj Prawdy

Wersja do druku

Dociekliwy inż. konstrukt - 03.11.13 12:01
- dlaczego Rosjanie pocięli wrak, zaś w miejscu tragedii, teren katastrofy pokryli metrowa warstwą ziemi?
- dlaczego 7 kwietnia 2010 r. (po wizycie D.Tuska) zdemontowano sprzęt, który był niezbędny do przyjęcia prezydenckiego samolotu?
• Problem braku wypaleń. Sytuacja - braku skutków działania silników na otoczenie, widoczna w "problemie śmieci" - jest tym bardziej zadziwiająca, że - według raportu MAK - w okolicach brzozy tupolew był już wychylony dziobem w górę. Kąt nachylenia osi samolotu względem pionu osiągał tam 15 stopni (Rysunek 24 na stronie 69 raportu, pozycja "pitch angle"). Takie, bardzo silne, pochylenie powoduje, że wyloty pracujących pełną mocą turbowentylatorowych silników odrzutowych skierowane winny być ku dołowi, powodując dość wyraźne ślady na ziemi, w poszyciu. Drugą konsekwencją kąta pochylenia samolotu wynoszącego 15 stopni (dziobem w górę) jest relatywne obniżenie położenia ogona samolotu względem położenia skrzydeł. Prosta analiza geometryczna pokazuje, że jeśli krawędź skrzydła (w przybliżeniu w połowie długości samolotu) uderza w pień brzozy na wysokości 5 metrów nad ziemią, to ogon, z dyszami silników, odległy od środka samolotu o 25 metrów, powinien być o jakieś 5 - 6 metrów niżej, to znaczy szorować po ziemi. Doprawdy, skutki takiego położenia i skierowania dysz silników odrzutowych dla poszycia, śmieci, baraczku - musiałyby być spektakularne. Ultraszybka struga gazów odrzutowych, tuż za dyszą, powinna wyrywać z ziemi krzaki i drzewa z korzeniami, dosłownie wyrywać gałęzie.
• Zgodnie z raportem MAK (str. 68, rys. 23) w końcowej fazie lotu temperatura gazów wylotowych silników miała osiągać 500 - 550 stopni Celsjusza. To powyżej temperatury zapłonu drewna. Zatem, ta tona gazów wyrzucana w każdej sekundzie miała temperaturę, przy której pali się drewno. Biorąc pod uwagę to, że dysze miały właściwie ślizgać się po ziemi, gazy wylotowe powinny powodować wyraźne ślady termiczne, być może nawet zwęglenia na drodze przelotu tupolewa. Co więcej, te możliwe zwęglenia traw, krzewów, drzew, nawet śmieci - nie powinny być widoczne tylko przy samej brzozie, ale i sporo wcześniej. Cofając się o sekundę lotu, to jest o około 80 metrów wzdłuż toru lotu, znajdujemy punkt o wysokości około 244 metrów n.p.m., zlokalizowany o 4 metry niżej, niż podstawa brzozy.
DLACZEGO ZGINĘLI NAGLE naoczni świadkowie;
-; Remigiusz Muś radio-nawigator Jaka, naoczny świadek, zeznający: o poleceniu wieży kontrolnej zejścia do 50m (nie 100 m ) i obchodzeniu sie ze zwłokami pasażerów, jego nagranie zginęło i zeznania Remigiusza Musia również, o tym mówiła red. Dorota Kania, oto relacja ze spotkania, która autoryzowała http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=4073
-; p. Mieczysław Cieślar, “zginął w wypadku samochodowym” dokładnie 18.04.2010 r, miał być następcą Adama Pilcha, który zginął w Smoleńsku. Podobno otrzymał telefon ze Smoleńska od A. Plicha
-; Grzegorz Michniewicz – Dyr. Gen. Kancelarii Premiera Tuska, a wcześniej czł. Rady Nadzorczej PKN Orlen, zaufana osoba Donalda Tuska i Tomasza Arabskiego. Natychmiast po śmierci Michniewicza znikła z Internetu większość wiadomości i artykułów związanych z osobą samobójcy. Chyba musiał odkryć coś wyjątkowo przerażającego. Powiesił się 23 grudnia 2010 na kablu od odkurzacza, w dniu, w którym z remontu w Samarze wrócił samolot TU-154,
-; Krzysztof Knyż – operator Faktów, pracował z W. Baterem (tym, który pierwszego dnia podał poprawną godzinę katastrofy Tu-154, co media odkryły po 10 dniach). Zmarł w Moskwie na sepsę 2 czerwca 2010r.Śmierć całkiem przemilczana.
-Prof. Marek Dulinicz -; szef grupy archeologicznej – zginął 6 czerwca 2010 w wypadku samochodowym w trakcie oczekiwania na wyjazd do Smoleńska.Dariusz Ratajczak – dr historii, autor tematów niebezpiecznych, zbioru esejów historyczno-politycznych skazany za kłamstwo oświęcimskie. 11 czerwca 2010 znaleziono jego zwłoki w zaparkowanym samochodzie pod Centrum Handlowym Karolinka w Opolu; Eugeniusz Wróbel – wykładowca na Politechnice Śląskiej, specjalista od komputerowych systemów sterowania samolotem, poddawał w wątpliwość, że wrak na Siewiernym to TU-154 o nr 101. Tajemnicze śmierci miały jedną wspólna cechę (charakterystyczną dla tzw. "KOMANDA ŚMIERCI") j

Dociekliwy inż. konstrukt - 03.11.13 11:18
NAPRAWDĘ, TO CO WYPRAWIA SIĘ Z KATASTROFĄ SMOLEŃSKĄ WOŁA O POMSTĘ DO NIEBA!
Ta katastrofa, to chyba 1-sza w historii świata katastrofa, gdzie ginie prezydent Państwa, generalicja (więcej ich naraz zginęło niż w całej II wojnie światowej) i najważniejsze polskie elity!
Nietrudno sobie wyobrazić, co by było, gdyby przytrafiło się to amerykanom, czy Żydom załóżmy hipotetycznie, że zginęli by szefowie ich rządu ze świtą:
• natychmiast zabezpieczyliby wrak samolotu (tak zawsze robią) i w ciągu 48 godzin, przetransportowaliby by go do siebie (nie dopuściliby do pocięcia dowodu w sprawie)
• przejęliby czarną skrzynkę,
• a gdyby w tym Rosjanie przeszkadzaliby, to skończyłoby się tak potężną awanturą, zaś sprawa stanęłaby na forum ONZ.
A tutaj, w przypadku tej potwornej tragedii:
• okazuje się, ze 7 kwietnia 2010 roku zdemontowano wszelki sprzęt, jaki potrzebny był do przyjęcia lądującego za trzy dni prezydenckiego samolotu, tym samym radiolatarnie były niesprawne,
• wieża kontrolna "lotniska' przyjmującego głowę państwa i jego elity, wygląda jak jakichś zdemolowany kurnik,
• okradają zwłoki poległych ofiar, w tym prezydenta (korzystając nawet jego zastrzeżonej komórki- były w nim zastrzeżone tylko dla prezydenta państwa numery różnych instytucji),
• rozkradane są i były sprzedawane były elementy rozbitego samolotu (dowodu w sprawie)
• nie oddaje się wraku samolotu (minęły 42 miesiące, nie 48 godzin jak w przypadku Izraela i USA),
• po ponad roku przekazuje się czarną skrzynkę, w której "majstrowano",
• w miejscu największej tragedii lotniczej w dziejach Polski, wycina się brzozę (dowód w sprawie)
i buduje się sklep motoryzacyjny,
• bezkarnie niszczy się ( w znacznym stopniu) wrak i to na oczach mediów, ponadto pokrywa się to miejsce metrowa warstwą ziemi,
• niechlujnie wykonano sekcje zwłok,(pomylono wiele zwłok, np. w przypadku posła Wassermana wszyto mu serce i płuca w nogi) -wbrew zapewnieniom pani minister Kopacz o niezwykle starannym i sumiennym traktowaniu zwłok i przeprowadzeniu sekcji zwłok. Było to ohydne, niegodne człowieka nie zaś ministra kłamstwo, ale widać jak na dłoni, że za takie kłamstwo premier D. Tusk awansuje i awansował ją pewnie za to smoleńskie kłamstwo, na marszałka sejmu III RP (!) To są fakty!
• szantażuje i wyśmiewa ( wprost szydzi się) się z polskich naukowców badających sprawę, w tym również niezależnych zagranicznych naukowców!
• ośmiesza się Komisję Sejmową (w tym międzynarodowych ekspertów) wyjaśniającą sprawę i sposób jej pracy( zakładane są różne (hipotezy) wersje i mozolnie, punkt po punkcie je wyjaśnia. Najśmieszniejsze i zarazem tragiczne, czym czuję się oburzony, porażony i przerażony, że robią to wybrani redaktorzy i inni ignoranci, techniczni analfabeci oraz analfabeci w dziedzinie katastrof lotniczych.
• NAJTRAGICZNIEJSZE W TYM WSZYSTKIM JEST TO, ŻE W TEN SPOSÓB NIE POZWALA SIĘ WYJAŚNIĆ TEJ TRAGEDII, ZAŚ LUDZI, KTÓRZY Z PASJĄ I OLBRZYMIM ZAANGAŻOWANIEM TO ROBIĄ , NAZYWA SIĘ NAWIEDZONYMI!
• należy też wyjaśnić;
- dlaczego przy rozpiętości skrzydeł 38,6 m plus kilka metrów szerokości kokpitu (ok. 42 m) w lesie ścięto jedynie jedno drzewo? Nasuwa się pytanie - czyżby to było jedyne drzewo, w tym lesie i akurat zostało ścięto jednym skrzydłem na wysokości ok. 5,1 m? Naprawdę jest to niewiarygodne i trudno to sobie wyobrazić aby w lesie pełnym drzew, akurat w tym miejscu w odległości ponad 41 metrów nie rosło żadne inne drzewo!
- dlaczego niszczono (cięto) wrak samolotu (dowodu w sprawie) i kto dał takie polecenie?
- czy odpowiednio został wypełniona procedura przygotowania do lotu TU 154M po stronie technicznej?
- czy po stronie meteorologów dobrze przygotowano rozpoznanie pogodowe na 48 godz. do przodu?
- czy BOR odpowiednio rozpoznał miejsce lądowania prezydenckiego samolotu?
- czy administracja rządowa przygotowała prawidłowo pod względem logistycznym i kadrowym ten lot? Minęło 42 miesiące i de facto nieznana jest prawdziwa przyczyna tej tragedii!
• ponadto wg mnie należałoby wyjaśnić;

Lubomir - 13.10.13 14:44
Problemy jak podczas ustalania kierowniczego sprawstwa 'katastrofy gibraltarskiej'. Do dzisiaj nie wiadomo czy scenariusz zamachu powstał w Berlinie czy może w Moskwie, lub w siedzibie wywiadu niemieckiego albo rosyjskiego w Londynie?. A może napisany został w Berlinie, z myślą o niemieckich agentach ulokowanych w Polsce i w Rosji?. Realizacja niemieckiej polityki przez Kreml, jednoznacznie wskazuje na agenturalne powiązania obu stolic. Nazwisko Schroeder jest często powtarzane. Katyń 'Bis' najwyraźniej został wykreowany przez Berlin. Niemcy zawsze boją się zbieżności celów polityki Warszawy i Moskwy. Ich niepokoją nawet dobre relacje sąsiedzkie pomiędzy geograficznymi sąsiadami, pomiędzy Warmią i Mazurami a Niziną Pruską. Dlatego to właśnie Niemcy prowokują coraz to nowe wojny o historię, pomiędzy samymi Polakami lub pomiędzy Polakami i ich sąsiadami.

york - 29.09.13 11:42
Portal wpolityce.pl opublikował prztłumaczone oświadczenie Uniwersytetu Acron z dn. 24 września 2013 r., dotyczące dorobku naukowego i pozycji profesora Władysława Biniendy.
Zestawienie tego oświadczenia z listem rektorów AGH i Politechniki Warszawskiej jasno pokazuje, czym różni się wolność nauki w krajach o długiej tradycji demokratycznej od systemu klientelistycznego dominującego obecnie w Polsce.
Poniżej treść oświadczenia.
Oświadczenie Uniwersytetu Akron z dnia 24 września 2013 roku (przetłumaczone na język polski):
W odpowiedzi na państwa pytanie, dotyczące wsparcia udzielonego Prof. Biniendzie, uprzejmie informujemy, że jest on szanowanym profesorem Szkoły Inżynierii od wielu lat. Szkoła Inżynierii Uniwersytetu w Akron jest znana i finansowana na poziomie ogólnokrajowym dzięki wysokiej jakości badań naukowych. Należy powiedzieć, że Dr Binienda zajmuje prestiżową pozycję w międzynarodowym środowisku naukowym, jest redaktorem naczelnym lotniczego pisma naukowego Journal of Aerospace Engineering, oraz jest członkiem honorowym Amerykańskiego Stowarzyszenia Inżynierii Cywilnej.
Posiada wieloletni dorobek naukowy a jego badania są finansowane z wielu zewnętrznych źródeł. Wsparcie Uczelni otrzymuje w postaci laboratoriów badawczych oraz takiego samego wynagrodzenia jakie przysługuje pracownikom o najwyższym statusie zatrudnienia prowadzącym badania naukowe.
Uniwersytet jest dumny z zaangażowania i pracy profesora Biniendy; jednak nie można powiedzieć, że fundusze Uniwersytetu zostały przeznaczone na konkretne działania bądź badania dotyczące katastrofy smoleńskiej. Co więcej, poza ograniczeniami patentowymi, każdy z naszych profesorów ma prawo wyrażać swoją opinię lub publikować swoje badania samodzielnie, bez zezwolenia uczelni, tak jak jest to przyjęte na wielu innych amerykańskich uczelniach prowadzących badania naukowe.
Należy zaznaczyć, że podobnie jak wielu szanowanych naukowców, profesor Binienda prezentuje wyniki swych badań na konferencjach naukowych i w weryfikowanych pismach naukowych.
Eileen Korey
Rzecznik Prasowy

york - 28.09.13 17:47
Kilka spraw "arcyboleśnie" prostych: Na delegację prezydencką nie czekał w Smoleńsku ani jeden samochód by mogła ona dostać się do Katynia. Czekały 132 trumny, w tym jedna dla Jarosława. Wersja MAKu i jej polski odPOwiednik POwstały gdy czarne skrzynki leżały jeszcze w błocie. Gdyby skrzydło było na tyle słabe by odłamać się na pniu brzozy to Tu-154M 101 nie doleciałby do Smoleńska bo straciłby je PO drodze.
Z NETU Ignacy Goliński, były członek Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Ono (skrzydło samolotu Tu-154M – przyp. red.) składa się z podłużnych żeber i dźwigara chromolibdenowego lub ze stali o największej wytrzymałości i taka brzoza powinna być przez skrzydło ucięta jak siekierą mówi Goliński.
Skrzydła s-tu Tu-154 M muszą w pionie wytrzymać obciążenie około 385 ton, więc każde z nich przejmuje połowę, tzn. ok. 192,5 tony. Jeśli siła w środku symetrii kadłuba jest tak duża, to oprócz niej występuje nią właśnie spowodowany moment gnący. Można przyjąć zgrubnie, że wypadkowa z jednego skrzydła jest przyłożona w 2/3 od jego końca. Zatem obciążenia są ogromne. Te w pionie.
To teraz drogi czytelniku uświadom sobie, że to obciążenie o którym piszę dotyczy zginania plastikowej linijki. Jak mocne jest skrzydło (linijka) w płaszczyźnie poprzecznej, jeśli tak wiele musi wytrzymać zginana w płaszczyźnie poziomej?
Tak więc nie dziw się Czytelniku, że brzoza o średnicy ok. 30-40 cm (ciekawe, że nikt nie zmierzył jej przekroju dokładnie w miejscu jakoby to uderzenia w nią skrzydła - może nie mieli eksperci drabiny o zasięgu 5 m - ja taką mam - mogę pożyczyć - za free) dla tak mocnej konstrukcji może nie stanowić większego problemu - poza zniszczoną lokalnie częścią noska skrzydła - co akurat nie wywiera większego wpływu na aerodynamikę skrzydła.
To wie pan to przyjdą wybory prezydenckie albo prezydent będzie gdzieś leciał i to się wszystko zmieni.
http://www.youtube.com/watch?v=n3TTVhhofoQ http://www.youtube.com/watch?v=g8S24Gid5pA KOMOROWSKI

york - 28.09.13 17:41
1. 19 października 1986 roku na terenie RPA rozbił się mozambicki Tupolew Tu-134A-3 z prezydentem Mozambiku Samora Machelem na pokładzie.
Przeżyło 10 osób, a śmierć poniósł prezydent Machel wraz z ministrami i wysokimi rzedstawicielami rządu Mozambiku.
Lecący z prędkością 420 km/h Tu-134 uderzył w zbocze góry.
2. 3 lutego 1998 roku we włoskim ośrodku narciarskim Cavalese w Dolomitach lecący bardzo nisko ważący 15,45 tony anty radarowy samolot myśliwski Northrop Grumman EA-6B Prowler przeciął linę nośną tamtejszej kolejki górskiej. Wagonik z 20 pasażerami runął na ziemię z wysokości 120 m.
Lina po której kursowały wagoniki kolejki górskiej mierzyła co najmniej 50 /słownie: pięćdziesiąt/ milimetrów i miała wytrzymałość około 500 ton.
Po wylądowaniu na lotnisku bazy Aviano we Wloszech załoga myśliwca stwierdziła TYLKO nieznaczne uszkodzenie skrzydła.
9 maja 1987 roku w Lesie Kabackim – samolot pasażerski Ił-62M SP-LBG /techniczny rówieśnik Tupolewa TU-154M/ „Tadeusz Kościuszko” Polskich Linii Lotniczych LOT, po awarii silników w trakcie lotu nr LO 5055 na trasie Warszawa – Nowy Jork, rozbił się przy podchodzeniu do awaryjnego lądowania na lotnisku Okęcie w Warszawie.
POwalone zostały również drzewa w Lesie Kabackim na obszarze prostokąta o wymiarach około 370 × 50 metrów, a zatem prawie DWU HEKTARÓW !!!!!
Wśród POwalonych drzew były również KILKUSETLETNIE DĘBY !!!
4. Tu-204-100, który 22 marca 2010 roku lądował awaryjnie w lesie pod Moskwą. / http://www.youtube.com/watch?v=AkrHnbWoNn0/.
Tupolew Tu-204 100. Długość 46 m (Tu-154M 47.90), wysokość 13.9 m (Tu-154M 11.4 m), rozpiętość skrzydeł 42 m (Tu-154M 37.55), ciężar pusty - 58.3 t., masa startowa około 103 ton. (Tu-154M 55.3 t. masa startowa 100 ton). Samolot, który mamy na filmie wracał z Egiptu na oparach paliwa, na pokładzie było 8 osób /никто не Пoгuбл/.
Samolot ważył zatem ok 62 ton, nasz Tu-154M 101 około 100 ton i NIE PORADZIŁ SOBIE Z 1 BRZOZĄ /u все Пoгuбли/.
5. 1 listopada 2011 roku na Okęciu lądował Boeing 767 z uszkodzonym POdwoziem. Ważący 86 953 kg (pusty) samolot z 230 osobami na POkładzie wylądował bezawaryjnie brzuchem na betonie.
POdczas gdy Tu-154M 101 /55 300 kg masa własna bez paliwa/ + 96 ludzi rozwalił się w drzazgi na bardzo miękkim gruncie.
Nie zostawił przy tym krateru w ziemi.
6. 2 listopada 2012 roku motoszybowiec PW – 4 Pelikan /SP-8050/, którego płatowiec wykonany jest z kompozytu epoksydowego /żywica epoksydowa i wata szklana - masa własna 525 kg/ o maksymalnej masie startowej 720 kg /Tu154M 100 ton/ podchodząc do lądowania na lotnisku Bemowo w Warszawie. z prędkością 65 km/h skosił żelbetonowy /stal zbrojeniowa i beton/ słup latarni ulicznej o średnicy dwudziestu kilku centymetrów /TU-154M leciał z prędkością 250 kilometrów na godzinę/.
Lecący samolotem zabawką członek /polskiej/ Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych badających smoleński przypadek ppłk. pilot mgr inż. Robert Benedict i pasażer przeżyli.
Jest to mimowolny, ewidentny eksperyment, który obala tezy raportu pożal się Boże ekspertów EPOKI PRĄDU STAŁEGO generał Anodiny, jej komisji MAK, komisji Millera , komisji LASKA i ich dyżurnych pretorian, a de facto jest to nowe, współczesne, putinowskie „namaszczenie” Komisji Burdenki.
Zestawienie powyższych faktów z urojeniami Anodiny, Millera i Laska jest oczywiste.

Wszystkich komentarzy: (6)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

11 Grudnia 1818 roku
Urodził się Aleksander Sołżenicyn, rosyjski dysydent i pisarz, autor trzytomowego Archipelagu GUŁag.


11 Grudnia 1994 roku
Na rozkaz Borysa Jelcyna wojska rosyjskie wkroczyły na terytorium Czeczenii.


Zobacz więcej