Poniedziałek 27 Maja 2019r. - 146 dz. roku,  Imieniny: Amandy, Jana, Juliana

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 02.08.13 - 20:47     Czytano: [3791]

Bez Kresów jesteśmy niczym


Polska bez Kresów jest państwem bez znaczenia w Europie

Nie wiem czy ktoś przede mną doszedł do takiego samego wniosku jak ja i go upublicznił w mediach. Chodzi o to, że zajmując się naukowo historią byłych Kresów Rzeczypospolitej doszedłem do wniosku („po owocach ich poznacie”), że Polska bez Kresów, a szczególnie Ziem Wschodnich przedwojennej Polski (po granicę ryską), z takimi arcypolskimi miastami jak Lwów i Wilno, które w historii miast polskich zajmują trzecie i czwarte miejsce – po Warszawie i Krakowie, a tym samym odegrały wielką rolę w życiu Polski i narodu polskiego, nie jest Polską w całym tego słowa znaczeniu. Jest kaleką - bez części swego ciała i ograbiona z historii, którą tworzył naród polski, a którą dziś – prawem złodzieja - zawłaszczają sobie Ukraińcy, Litwini i Białorusini, przy cichej aprobacie władców Polski od 1989 roku. Władców, którzy są bardziej polactwem niż Polakami!
Polska jednak bez Kresów nie tylko nie jest Polską w całym tego słowa znaczeniu, ale także krajem bez żadnego politycznego znaczenia w Europie, zależnym od jednego czy drugiego swojego sąsiada (Niemiec lub Rosji). Otóż bardzo znany w okresie przedwojennym publicysta polityczny i redaktor naczelny wydawanego w Wilnie dziennika opiniotwórczego „Słowo” Stanisław Cat-Mackiewicz w książce pt. O jedenastej – powiada aktor – sztuka jest skończona (polityka Józefa Becka) (Londyn 1942, ostatnie wydanie 2012) pisze: „Instynkt całego narodu polskiego, że bez ziem wschodnich Polska jest niczym, był zupełnie słuszny. W Europie jest wiele narodowości, lecz jest tylko kilka narodów politycznych mogących być ośrodkami życia politycznego Europy. Do tych narodów należą Anglicy, Francuzi, Niemcy, Rosjanie, Hiszpanie, Włosi. Czy Polacy mają do nich należeć, czy też nie, decyduje przynależność do Polski ziem wschodnich. Z nimi Polacy stają się narodem takim jak Włosi lub Hiszpanie. Bez nich Polacy stają się narodowością niemogącą prowadzić polityki samodzielnie, zmuszoną do szukania ciągle oparcia o kogoś”.
Dzisiaj Polska jest bez Kresów i w dużym stopniu uzależniona gospodarczo i politycznie od Niemiec, co irytuje drugiego naszego sąsiada - Rosję, która z jednej strony Polskę lekceważy, a z drugiej, po oderwaniu od Polski Kresów, ciągle nie pozbyła się chęci podporządkowania jej sobie.

Polskie ofiary ukraińskiego ludobójstwa

Podczas niemieckiej okupacji Wołynia i Małopolski Wschodniej (1941-44), a następnie sowieckiej (1943-47) tych ziem, bandy nacjonalistów ukraińskich spod znaku Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) wspierane przez ukraińską czerń (opętany nacjonalizmem ciemny i barbarzyński motłoch żądny krwi i łupów, często prowadzony przez duchownych greckokatolickich i prawosławnych), dokonywały masowych, potwornie bestialskich i wyjątkowo sadystycznych mordów na Polakach tylko dlatego, że byli właśnie Polakami, co w świetle prawa międzynarodowego określane jest jako ludobójstwo. Poniżej wyszczególnienie liczby ofiar ludobójstwa ukraińskiego dokonanego na Polakach na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej (włącznie z powiatami z woj. lwowskiego, które są na terenie dzisiejszej Polski) według województw i powiatów wedle niepełnej dokumentacji Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów (Wrocław, stan do 2009 r.):

Województwo wołyńskie:
Dubno 1707 ofiar, Horochów 3322, Kostopol 4267, Kowel 3753, Krzemieniec 3279, Luboml 2346, Łuck 4555, Równe 1456, Sarny 2235, Włodzimierz Wołyński 7890, Zdołbunów 1940;

Województwo lwowskie:
Bóbrka 1759 ofiar, Brzozów 798, Dobromil 1873, Drohobycz 1323, Gorlice 17, Gródek Jagielloński 528, Jarosław 2213, Jasło 51, Jaworów 2060, Krosno 6, Lesko 2894, Lubaczów 3627, Lwów m. i pow. 2062, Łańcut 10, Mościska 429, Nisko 8, Nowy Sącz 6, Przemyśl 2900, Przeworsk 107, Rawa Ruska 4169, Rudki 1250, Rzeszów 68, Sambor 1427, Sanok 2485, Sokal 2869, Tarnobrzeg 9, Turka 899, Żółkiew 2906;

Województwo stanisławowskie:
Dolina 1637 ofiar, Horodenka 402, Kałusz 3337, Kołomaja 1220, Kosów Huculski 1513, Nadwórna 2277, Rohatyn 3380, Stanisławów m. i pow.4496, Stryj 2147, Żydaczów 956;

Województwo tarnopolskie:
Borszczów 2985 ofiar, Brody 5642, Brzeżany 2907, Buczacz 3471, Czortków 2063, Kamionka Strumiłowa 2414, Kopyczyńce 2472, Podhajce 2447, Przemyślany 3204, Radziechów 1689, Skałat 2286, Tarnopol m.i pow. 4646, Trembowla 2998, Zaleszczyki 3105, Zbaraż 1551, Zborów 1610, Złoczów 1942.

Ta "czystka etniczna" a w istocie modelowe ludobójstwo na Kresach to zaledwie 144300 polskich istnień których śmierć została odnotowana (zapisana). O wielu innych się nie dowiemy bo nie było świadków lub właśnie odchodzą.

Niewinni i bezbronni Polscy, w tym dzieci, kobiety i starcy, ginęli masowo na Kresach w organizowanych przez OUN-UPA bestialskich, sadystycznych rzeziach jedynie dlatego, że byli Polakami!!! A w Sejmie III RP – 24 lata po ustrojowej transformacji – zbyt wielu posłów wypranych z patriotyzmu nadal ma wątpliwości, czy zgodnie z historyczną prawdą na polskich przedwojennych wschodnich terenach doszło do ludobójstwa!!! To są ukłony w stronę bandytów – ich dzieci i wnuków, którzy nie chcą przeprosić Polaków za zbrodnie popełnione przez ich ojców i dziadków, a których rządy polskie po 1989 roku wspierają w drodze do Europy. Chyba tylko w tym celu, aby Unia Europejska stała się także kołchozem czcicieli bandytów.

Patriotyzm Polaków na Kresach

Patriotyczna postawa społeczeństwa polskiego Ziem Wschodnich była i jest szeroko znana, a przykłady na nią można by było podawać w nieskończoność. Np. społeczeństwo powiatu zdołbunowskiego w województwie wołyńskim ufundowało w 1938 roku samolot typu RWD 3 dla wojska. Wcześniej, bo 6 maja 1937 roku na lwowskim lotnisku w Skniłowie przekazano armii samoloty szkoleniowe „Lwów I” i „Lwów II”, ofiarowane przez mieszkańców Lwowa na Fundusz Obrony Narodowej. Także ludność województwa poleskiego znana była ze swych ofiar pieniężnych na rzecz Funduszu Obrony Narodowej, który utworzony został przez prezydenta Ignacego Mościckiego 9 kwietnia 1936 roku w celu uzyskania dodatkowych środków na dozbrojenie armii i wojskowy program inwestycyjny. Wspomnieć tu należy także i to, że 30 sierpnia 1939 roku, a więc w przeddzień wybuchu wojny polsko-niemieckiej, w ogrodzie miejskim w Pińsku odbył się wiec manifestacyjny, zorganizowany przez Obóz Zjednoczenia Narodowego. Obok przedstawicieli władz i związków społecznych wzięło udział ok. 5000 ludności wiejskiej z najbliższych okolic. Uczestnicy wiecu wysłali depesze hołdownicze do prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego i Naczelnego Wodza, marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego. Patriotyzm propaństwowy bardzo wielu Poleszuków był wyjątkowy w skali krajowej, gdyż na Polesiu mieszkało mało etnicznych Polaków. Podczas kampanii wrześniowej 1939 roku Poleszucy dzielnie i do ostatniego dnia walk walczyli w obronie państwa polskiego.

Pierwsze polskie szkoły handlowe powstały na Kresach

Pierwsze szkoły handlowe w Europie powstały dopiero w 2. połowie XVIII w.: w Hamburgu w 1767 roku, Paryżu – 1768, Petersburgu – 1772, Lipsku – 1772, Wiedniu – 1776, Moskwie – 1785. Polska znalazła się w czołówce krajów europejskich, bowiem dwie pierwsze polskie szkoły handlowe powstały w tym samym czasie: szkoła rachunkowości w Grodnie w 1775 roku, założona przez Antoniego Tyzenhauza i szkoła ekonomiczna w Korcu na Wołyniu (do 1939 r. pow. Równe, woj. wołyńskie, ob. Ukraina) w 1784 roku, założona przez Czartoryskich. A więc obie szkoły powstały na Kresach. Niestety, pierwsza istniała zaledwie 10 lat, a druga upadła po II rozbiorze Polski w 1793 roku. Wspomnieć tu można, że pierwsze kursy handlowe w Warszawie zostały zorganizowane dopiero w 1829 roku, a szkolnictwo handlowe w Królestwie Polskim rozwinęło się dopiero w 2. połowie XIX w.

Polscy posłowie do I Dumy rosyjskiej (1906) z Kresów

Do 1905-06 roku Rosja była rządzona na zasadzie nieograniczonego niczym carskiego absolutyzmu (samodzierżawie). Straszna klęska Rosji w wojnie z Japonią 1904-05 spowodowała kryzys państwa rosyjskiego. W Rosji i na terenie Królestwa Polskiego wybuchła rewolucja. Pod jej naporem 30 października 1905 roku car Mikołaj II ogłosił manifest, zapowiadający nadanie Rosji konstytucji, czyli m.in. na ustanowienie Dumy, która miała pełnić funkcję parlamentu rosyjskiego. W marcu 1906 roku odbyły się wybory do I Dumy, a 10 maja 1906 roku nastąpiło jej otwarcie przez cara Mikołaja II. Wśród 478 posłów aż 54 było Polakami. Z sześciu guberni zachodnich Cesarstwa Rosyjskiego: Kowno, Wilno, Mińsk, Witebsk i Mohylew, a więc na terenach, które do 2. połowy XVIII w. stanowiły obszar I Rzeczypospolitej (Wielkie Księstwo Litewskie), wybrano do I Dumy 36 posłów, w tym 14 Białorusinów, 13 Polaków, 5 Żydów, 2 Rosjan, 1 Litwina (Juozas Kubilius z guberni kowieńskiej i żaden z guberni wileńskiej!) i 1 Łotysza. Z kolei na 42 posłów do I Dumy wybranych w 3 guberniach Rusi (gubernie: kijowska, podolska, wołyńska) Polacy uzyskali 5 mandatów (3 w guberni wołyńskiej i 2 w guberni kijowskiej). Polscy posłowie z ziem byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego wraz z posłami z Rusi założyli polskie Koło Kresowe w Dumie, do którego wstąpiło 19 posłów. Wybór aż 13 posłów polskich na ziemiach byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego potwierdzał siłę elementu polskiego na tych ziemiach.

Utracone polskie zbiory we Lwowie

Lwów podczas zaboru austriackiego, tj. w latach 1772-1918, był stolicą Galicji, czyli ziem polskich przyłączonych do Austrii w wyniku I rozbioru Polski. Po upadku Austro-Węgier w 1918 roku Lwów znalazł się ponownie w Polsce, a jego przynależność do Rzeczypospolitej uzyskała w 1923 roku międzynarodowe uznanie.

Polacy nigdy nie myśleli, że Lwów może być niepolski. A jako miasto stołeczne Galicji, a także trzecie do wielkości miasto w Polsce i o wielkich polskich tradycjach kulturalnych, Lwów stał się siedzibą wielkich bibliotek i muzeów polskich – skarbnicą kultury polskiej, niewiele mniejszą od ówczesnej skarbnicy warszawskiej i krakowskiej.

Do zbiorów lwowskich z całej Polski wysyłano lub sprowadzano polskie księgozbiory i dzieła sztuki. Ale gdyby ich ofiarodawcy mogli przewidzieć to, że te dary zostaną nie tylko odebrane Polakom, ale przejdą we wraże łapy, to na pewno nie uczynili by darowizny dla Lwowa.

Np. tuż przed I wojną światową Zakład Narodowy im. Ossolińskich otrzymał w darze cenny wielotysięczny księgozbiór od Jana Nargielewicza ze Żmudzi na Litwie. Założona w Medyce, a więc na obszarze dzisiejszej Polski, przez Jana Gwalberta Pawlikowskiego (1792-1852) wielka biblioteka wraz z bogatym zbiorem rycin, rysunków, map, medali, monet i pieczęci została w 1921 roku przekazana Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich we Lwowie. Z kolei w 1929 roku Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie wybrało z kolekcji rodu Dąbskich 100 najcenniejszych obrazów zachodnich malarzy, m.in. płótno „Lichwiarze” Georgesa de La Toura, i przekazało muzeum polskiemu we Lwowie.

W 1945 roku Lwów został bezprawnie oderwany od Polski i wszystkie biblioteki i muzea polskie w tym mieście stały się bezprawnie – na prawach zdobywcy i złodzieja - własnością najpierw Związku Sowieckiego, a obecnie Ukrainy. Ukraińcy nie chcą nam ich zwrócić, nawet najbardziej kompletnego (z istniejących w Polsce) zbioru polskich gazet z zaboru pruskiego, które są dla nich bezwartościowe. Takie zachowanie należy tłumaczyć złą wolą i antypolską obsesją oraz typową reakcją złodzieja.

Z tym, że winę za to, że po 1989 roku rządy polskie nie zdołały odzyskać dla narodu polskiego nawet najcenniejsze pamiątki polskie z dawnych polskich muzeów na Kresach należy obwiniać te rządy, których - jakże głupim! – hasłem jest: poprawne stosunki z Ukrainą – nawet z diabłem ukraińskim - ponad wszystko.

Powstańcy wielkopolscy w walce o polski Lwów w 1919 roku

11 listopada 1918 roku na terenie Królestwa Polskiego i zachodniej Galicji (Małopolski) odrodziło się państwo polskie ze stolicą w Warszawie. Wielkopolska zamieszkiwana głównie przez Polaków chciała wejść w jego skład. Niemcy odrzucali tę myśl.

26 grudnia 1918 roku, w drodze do Warszawy, zatrzymał się w Poznaniu wielki Polak - Ignacy Paderewski, którego demonstracyjnie przywitali Polacy. W mieście wywiesili flagi polskie i koalicji antyniemieckiej z I wojny światowej. Paderewski wygłosił następnego dnia przemówienie do tłumnie zebranych Polaków przed hotelem „Bazar”. Niemcy poznańscy postanowili urządzić w mieście paradę wojskową, podczas której zrywano polskie i koalicyjne flagi oraz napadali na polskie instytucje. Doszło do zamieszek, w wyniku których doszło do walki między Polakami i Niemcami. Wówczas do akcji wkroczyły oddziały konspiracyjnej Polskiej Organizacji Wojskowej. Powstańcy nie tylko opanowali Poznań, ale także w krótkim czasie (do 16 lutego 1919 roku) prawie całą Wielkopolskę. Ta polska historycznie kraina – kolebka narodu polskiego znalazła się znowu w polskich rękach. Zwycięstwo powstańców doprowadziło do przyłączenia Wielkopolski do Polski.

Jednak walka o granice odrodzonej 11 listopada 1918 roku Polski dopiero się rozpoczęła. Jeszcze przed odrodzeniem się państwa polskiego, bo 1 listopada 1918 roku, nacjonaliści ukraińscy z pomocą upadającego państwa austriacko-węgierskiego (które od 1772 roku było zaborcą południowej Polski) dokonali zbrojnego zamachu w Galicji Wschodniej/Małopolsce Wschodniej, proklamując tam państwo zachodnioukraińskie. Polacy po trzech tygodniach walk przepędzili Ukraińców ze Lwowa. Jednak miasto było ciągle otoczone przez wojska ukraińskie, które je ostrzeliwali. Na pomoc Małopolsce Wschodniej – tamtejszym Polakom pospieszyli ochotnicy z całej Polski – także z Wielkopolski.

Na skutek dramatycznych wieści napływających z oblężonego przez Ukraińców Lwowa, Naczelnik Państwa Polskiego Józef Piłsudski, zaraz po zwycięskich walkach w Wielkopolsce, zwrócił się za pośrednictwem misji alianckiej do Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu, która sprawowała władzę w wyzwolonej Wielkopolsce, o udzielenie pomocy zbrojnej obrońcom Lwowa. Otrzymawszy na to zgodę do Poznania udał się premier Ignacy Paderewski i skłonił Naczelną Radę Ludową do wysłania oddziału wojska wielkopolskiego do Lwowa.

Z grupy powstańców wielkopolskich w ciągu tygodnia powstała ochotnicza formacja wojskowa pod dowództwem pułkownika Daniela Konarzewskiego – w sumie trzy baony piechoty i cztery baterie artylerii. W jej skład wszedł także 1 pułk strzelców wielkopolskich (przemianowany później na 55 Pułk Piechoty 14 Dywizji Piechoty Wielkopolskiej) pod dowództwem ppłk. Gustawa Paszkiewicza.

9 marca 1919 roku oddział wielkopolski wyruszył do Małopolski Wschodniej aby przepędzić uzurpatorów ukraińskich spod polskiego Lwowa i włączyć także te ziemie do odrodzonego państwa polskiego. 15 marca Wielkopolanie dotarli do Wiszni Sądowej, leżącej na wschód od Przemyśla przy linii kolejowej Przemyśl-Lwów, którą przerwali Ukraińcy, uniemożliwiając kontakt Polakom ze Lwowem. W Sądowej Wiszni grupa wielkopolska weszła w skład wojsk gen. Tadeusza Rozwadowskiego. Całość wojsk poznańskich podlegała bezpośrednim rozkazom gen. Franciszka Aleksandrowicza.

Grupie płk Konarzewskiego wyznaczono zadanie przeprowadzenia głównego uderzenia w celu przerwania pierścienia wojsk ukraińskich okrążających Lwów. 17 marca w Dołhomościskach płk Konarzewski wydał pierwszy rozkaz operacyjny. Następnego dnia o godzinie szóstej rano pułk całością sił wszedł do walki. Wielkopolanie w niemieckich pikielhaubach wywoływali popłoch wśród Ukraińców. W natarciu prowadzonym przez I batalion wzdłuż linii: Dołhomościska-Mohiłka-Milatyn, a przez II batalion wzdłuż toru kolejowego Sądowa Wisznia-Gródek Jagielloński osiągnięto pełny sukces. Po zdobyciu linii Milanik-Mierniki-Bar-Milatyn, płk Konarzewski nakazał kontynuować natarcie I batalionem na Dobrzany i II batalionem na Wołczuchy i Koców. 19 marca batalion ten dostał się pod silny ogień wroga z kierunku Dobrzan, więc ppłk Paszkiewicz wprowadził do walki odwodowy III batalion, który szturmując zajął wieś Putiatycze, a następnie Dobrzany. I batalion w tym czasie opanował Koców, wspierając następnie atak II batalionu na Wołczuchy. Zdobyte miejscowości zostały utrzymane, zmuszając Ukraińców do odwrotu. Następnie kontynuowano natarcie, zajmując do godzin wieczornych linię Ebenon-folwark Henrykówka-Dobrzany. 19 marca 1919 oddziały wielkopolskie wkroczyły do Lwowa. W ciągu dwudniowych walk (18 i 19 marca) o przerwanie blokady Lwowa straty pułku wyniosły: 19 poległych, 185 rannych (w tym 4 oficerów) i 35 zaginionych.

Po tych zwycięskich walkach oczyszczono z Ukraińców tereny wzdłuż tej linii kolejowej Przemyśl-Lwów, a po dokonanych naprawach torów i mostów Lwów odzyskał połączenie kolejowe z resztą ziem polskich.

„Kresowiacy zachodni (Wielkopolanie) krwią własną jednoczyli się ze wschodnimi, krwią bohaterów przypieczętowano przymierze dwóch dzielnic najodleglejszych a tak sobie bliskich” – pisała wówczas „Gazeta Poranna”.

Pomnik Adama Mickiewicza we Lwowie

W samym sercu Lwowa – na przedwojennym placu Mariackim (obecnie plac Mickiewicza) stoi neoklasyczny, na pewno najpiękniejszy z wszystkich pomników wieszcza, kolumnowy pomnik Adama Mickiewicza, wzniesiony w latach 1902-04 według projektu Antoniego Popiela, absolwenta krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych i wykładowcy polskiej Politechniki Lwowskiej. Pomnik przedstawia postać Mickiewicza u stóp kolumny oraz unoszącego się nad nim skrzydlatego geniusza, a kolumnę wieńczy znicz. Wysokość pomnika wynosi 21 m, figury Mickiewicza 3,30 m; płomień znicza u szczytu kolumny jest pozłocony; granitowy trzon kolumny sprowadzono z Włoch. Pomnik został uroczyście odsłonięty 30 października 1904 roku z udziałem przybyłego z Paryża syna poety – Władysława Mickiewicza i kilkudziesięciu tysięcy lwowian wszystkich stanów i zawodów z namiestnikiem Galicji, hrabią Andrzejem Potockim i polskimi arcybiskupami lwowskimi: Józefem Bilczewskim i Józefem Teodorowiczem na czele oraz Polaków z różnych stron Polski (była m.in. duża grupa rodaków z okupowanej przez Rosjan Warszawy). W uroczystości wzięli udział lwowscy Żydzi, a w imię solidarności słowiańskiej także Czesi i Słoweńcy; natomiast Ukraińcy lwowscy i wschodniogalicyjscy całkowicie zignorowali uroczystość. Odsłonięcie pomnika poprzedziło odprawienie uroczystej mszy św. w katedrze lwowskiej z udziałem zaproszonych gości. Odsłonięcia pomnika dokonał w imieniu Komitetu Budowy profesor polskiego Uniwersytetu Lwowskiego Bronisław Radziszewski, po którym głos zabrał prezydent Lwowa Godzimir Małachowski. Odegranie Mazurka Dąbrowskiego poprzedziły wystąpienia reprezentantów: młodzieży - Stanisława Downarowicza, włościan - posła Jakuba Bojki i robotników - Józefa Hudca. Następnie aż przez dwie godziny trwało składanie wieńców przez delegacje władz miejskich i powiatowych, organizacji społecznych i zawodowych, stowarzyszeń artystycznych, uczniów i słuchaczy akademickich.

W swoim przemówieniu prof. Bronisław Radziszewski proroczo zapewniał, że „nie rozwali granitu kolumny czas, ni wicher, ani burza”. I rzeczywiście, hitlerowcy zniszczyli pomniki Adama Mickiewicza w Warszawie, Krakowie i Poznaniu, a we Lwowie się ostał. Nie śmiał go ruszyć okupant sowiecki, który w 1945 roku oderwał Lwów od Polski i włączył do Związku Sowieckiego, niszcząc kilka innych pomników polskich w mieście i wypędzając do pojałtańskiej Polski lwowskie pomniki króla Jana III Sobieskiego (dziś w Gdańsku), Aleksandra Fredry (dziś we Wrocławiu) i Kornela Ujejskiego (dziś w Szczecinie). Jedynie w okresie sowieckim i do niedawna Ukraińcy chcieli „zukrainizować” lwowski pomnik Mickiewicza, podając kłamliwie w publikacjach i folderach turystycznych, że pomnik jest dziełem ukraińskiego rzeźbiarza Mychajły Paraszczuka.

Prawdopodobnie dzisiaj pomnik Adama Mickiewicza stojący w samym sercu Lwowa jest najbardziej wymownym świadectwem polskiej przeszłości miasta.

Hetman Żółkiewski i król Jan III Sobieski Ukraińcami?

W 2004 roku został zorganizowany na Ukrainie tzw. Rok Polski, pełen imprez kulturalnych. W przeddzień jego rozpoczęcia wicepremier Ukrainy Dmytro Tabacznyk powiedział dziennikarzowi „Gazety Wyborczej” (29.3.2004) Wacławowi Radziwinowiczowi między innymi, że ukraińska historiografia zgłasza pretensje pod adresem Polski do dwóch polskich synów Małopolski Wschodniej - wielkiego hetmana i wielkiego Polaka Stefana Żółkiewskiego (1547-1620) i króla polskiego Jana III Sobieskiego (1629-1696, król od 1674), gdyż „...Jan Sobieski... uratował Ukrainę od agresji tureckiej... Nie chodzi mi o to, by Ukraina miała odebrać Polsce hetmanów Sobieskiego czy Żółkiewskiego. Powinna jednak uznać ich za bohaterów wspólnych”.

Przede wszystkim hetman Sobieski nie uratował Ukrainy od agresji tureckiej, bo takiego państwa wówczas i aż do XX wieku w ogóle nie było. Uratował Polskę/Rzeczypospolitą przed Turkami, bo wówczas ziemie ukrainne stanowiły prawnie część Polski. Poza tym Sobieski i Żółkiewski byli etnicznymi Polakami i jako takich nie możemy ich dzisiaj uznawać także za bohaterów ukraińskich czy francuskich lub brazylijskich. Rozumując tak jak rozumował ówczesny wicepremier Ukrainy, Polacy czy polska historiografia mogłaby zgłaszać pretensje do wszystkich niepolskiego pochodzenia wodzów zwycięskich bitew rozegranych na terytorium dzisiejszej Polski, albo do niemieckich laureatów nagrody Nobla pochodzących z terenów dzisiejszej Polski – ze Śląska . Byłby to jednak zwykły kretynizm.

Polskie Liczkowce w Małopolsce Wschodniej

Liczkowce nad graniczną rzeką Zbrucz, leżące 10 km na północ od miasta Husiatyn do 1945 roku były dużą wsią położoną w powiecie kopyczenieckim w woj. tarnopolskim, na historycznym Podolu, które wraz z innymi południowymi obszarami Polski po I rozbiorze Polski w 1772 roku znalazły się pod panowaniem Austrii, na terenie nazywanym wówczas Galicją, a w odrodzonej w 1918 roku Polsce Małopolską Wschodnią. Była to wieś z dawna polska; według austriackiego spisu ludności z 1880 roku w Liczkowcach mieszkało 1756 osób, z których aż 1208 było rzymskokatolikami, co na tych terenach znaczyło tyle co Polakami; resztę ludności, czyli 548 osób, stanowili Rusini/Ukraińcy. Polacy w Liczkowcach w 1945 roku byli więc autochtonami i mieszkali na swojej rodzinnej ziemi – ziemi swych ojców i dziadów, a poza tym na polskiej ziemi, gdyż w świetle prawa międzynarodowego tereny te należały prawnie do państwa polskiego. Na pewno nie mieszkali na żadnych terenach etnicznie ukraińskich, co głosi z uporem maniaka nacjonalistyczna propaganda ukraińska, która w ten sposób chce usprawiedliwić kradzież tej ziemi Polsce przez Stalina i przyłączenie jej do sowieckiej Ukrainy.
To że Liczkowce były od bardzo dawna wsią polską potwierdza założenie tu parafii rzymskokatolickiej, a więc polskiej, prawdopodobnie jeszcze w XVII w., a na pewno w 1705 roku, co potwierdza zachowany dokument. Obecny murowany kościół ufundowali Kaweccy w 1728 roku, dziedzice wioski; do jego budowy zużyto m.in. cegły z tutejszego zamku, który ochraniał Podole i Polską przed najazdami tatarsko-tureckimi. Został on konsekrowany w 1838 roku przez arcybiskupa lwowskiego Franciszka Piszteka pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia NMP; parafia należała do dekanatu czortkowskiego (Czortków) archidiecezji lwowskiej. W 1938 roku parafia liczkowiecka miała 2329 parafian, z tego 1454 mieszkało w Liczkowcach, a reszta w sąsiednich dwóch wioskach: Samołuskowcach 467 i Trybuchowcach 408 parafian. Do 1773 roku był tu także dom polskich jezuitów. Ostatnim proboszczem liczkowieckim był ks. Edward Szczerbowski (od 1932 roku). Podczas II wojny światowej (okupacja sowiecka 1939-41, następnie niemiecka do 1944 r.) kościół w Liczkowcach został sprofanowany najpierw przez Rosjan (bolszewików), a potem przez nacjonalistów ukraińskich. Po oderwaniu Małopolski Wschodniej (Kresów) od Polski w 1945 roku kościół został zamieniony na magazyn, a obecnie ulega totalnej ruinie z błogosławieństwem ukraińskich konserwatorów, gdyż jest to przecież budowla zabytkowa. Ludność była tu polska i patriotyczna; zaraz po otrzymaniu przez Galicję autonomii w 1867 roku, powstała tu polska szkoła podstawowa.
Lata 1939-45 były prawdziwą drogą krzyżową dla Polaków w Liczkowcach (i całej Małopolsce Wschodniej). Najpierw, w wyniku zbrojnej agresji Niemiec (Hitlera) i Związku Sowieckiego (Stalina) na Polskę we wrześniu 1939 roku i podziale po połowie naszego kraju przez tych największych zbrodniarzy XX w., w wyniku czego całe Ziemie Wschodnie znalazły się pod okupacją sowiecką do lipca 1941 roku, Polacy z Liczkowiec byli prześladowani przez bolszewików (część Polaków została zesłana na Sybir). Potem znaleźli się pod okupacją niemiecką do połowy 1944 roku. Nie tylko prześladował ich okupant niemiecki (wywózki na przymusowe roboty do Niemiec, dotkliwe kontyngenty żywności dla okupanta), ale także dodatkowo byli prześladowani i mordowani przez nacjonalistów ukraińskich, którzy współpracowali z hitlerowcami. W następstwie zmian granic Polski w 1945 roku, mieszkańcy Liczkowiec narodowości polskiej, zmuszeni zostali przez zaborcę sowieckiego w 1946 roku do przesiedlenia się do jałtańskiej (stalinowskiej) Polski. Część ich skierowano na Dolny Śląsk, a drugą część na Pomorze Zachodnie. Największym ich skupiskiem jest miejscowość Wierzbowa k. Bolesławca. Kościół katolicki przejął istniejący tu kościół poewangelicki, a osiedleńcy z Liczkowiec z tęskonoty do swej pozostawionej „za Bugiem” ojcowizny i dla zaznaczenia swojego ciągłego duchowego związku z rodzinną wsią, obrali dla tego poniemieckiego kościoła wezwanie ich kościoła w Liczkowcach - Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny. Duża grupa liczkowcan skierowana na Pomorze Zachodnie osiedliła się we wsi Rurzyca k. Goleniowa (woj. Zachodniopomorskie). Zofia Rzepa, była mieszkanka Liczkowiec, a obecnie Rurzycy, przywiozła ze sobą do Polski cenną pamiątkę ze swej wsi rodzinnej - tablicę z orłem polskim w koronie i napisem "Urząd Gminy Liczkowce", którą jej babcia ukryła 17 września 1939, w dniu inwazji Armii Czerwonej na Polskę i przechowywała jak cenny skarb przez całą wojnę. Tablica od listopada 2011 roku jest eksponowana w goleniowskiej izbie pamięci.
W Liczkowcach urodziło się trzech znanych Polaków: Wincenty Szeptycki (1782 – 1836 Lwów), generał Wojska Polskiego; uczestnik wojen napoleońskich i Powstania Listopadowego 1830-31 – w stopniu generała brygady; Tymon Zaborowski (1799 – 1828 Liczkowce), poeta, redaktor części literackiej „Ćwiczeń Naukowych” wydawanych w Warszawie w latach 1816-18, tłumacz na język polski tragedii Woltera Tankred; i Ksawery Romuald Butkowski (1879 – po 1 IX 1939), zasłużony pedagog i działacz społeczny; od 1905 nauczyciel gimnazjum w Białej w Krakowskiem, 1929-34 dyrektor gimnazjum w Leżajsku i do 1939 dyrektor gimnazjum w Tłumaczu (woj. stanisławowskie), prawdopodobnie ofiara sowieckiej okupacji.
Liczkowce są jednak znane dzisiaj przede wszystkim z kamiennego posągu pochodzącego z około IX-X wieku, odkrytego podczas wielkiej posuchy w rzece Zbrucz koło Liczkowiec w sierpniu 1848 roku, który został nazwany Światowidem ze Zbrucza. Pierwszy opisał go Mieczysław Potocki w artykule „Wiadomość o bożyszczu słowiańskim i t.d.”, który ukazał się w „Roczniku Towarzystwa Naukowego Krakowskiego 1851. Zeszyt 1”. Posąg, wykonany z wapienia, mający wysokość 2,57 m, posiadający niemal kwadratowy przekrój szerokości 29-30 cm i ważący ok. pół tony, przypomina bóstwo zachodniosłowiańskie (połabskie) o nazwie Światowid, którego główna świątynia znajdowała się na wyspie Rugii. Lechici (Polacy) należą do Słowian zachodnich. Dlatego zachodniosłowiańskie pochodzenie posągu Światowida ze Zbrucza nie jest w smak Ukraińcom, którzy starają się zaprzeczyć temu i łączyć go z bóstwami wschodniosłowiańskimi (ruskimi), jednak bezowocnie. Faktem jest, że istnieje duże podobieństwo między Światowidem ze Zbrucza i Światowidem połabskim. Światowid ze Zbrucza znajduje się w Krakowie; 12 maja 1851 roku został przewieziony do Uniwersytetu Jagiellońskiego, a obecnie należy do najcenniejszych przedmiotów krakowskiego Muzeum Archeologicznego. Mamy więc jeszcze jedną cenną pamiątkę z dawnych polskich Liczkowiec.

Zamordowany, bo dążył do zbliżenia polsko-ukraińskiego na Wołyniu

W Warszawie w 1975 roku ukazał się tom „Poezji” Zygmunta Jana Rumla. Jarosław Iwaszkiewicz tak scharakteryzował jego twórczość poetycką Rulma: „umysł i talent noszący cechy wręcz oryginalne”. Niestety, nie dane mu było ten talent rozwinąć, wzbogacić polską literaturę o nowe utwory. Dzisiaj dla uczczenia tego wołyńskiego poety Biblioteka Publiczna w warszawskiej Dzielnicy Praga-Południe nosi imię Zygmunta Rumla.
Zygmunt Jan Rumel, urodzony w Petersburgu w 1915 roku, był synem Władysława Rumla, uczestnika wojny polsko-bolszewickiej 1920, odznaczonego Krzyżem Orderu Virtuti Militari, który po wojnie osiadł jako osadnik wojskowy na przyznanej mu działce ziemi w powiecie krzemienieckim na Wołyniu. Zygmunt wychowywał się w tamtejszym słynnym Liceum Krzemienieckim, w utrzymywanej tam atmosferze prób nawiązania przyjaznego współżycia Ukraińcami; był wrażliwy na sprawy i troski wołyńskich Ukraińców. Stąd – jak pisze we wstępie do „Poezji” Anna Kamieńska – „miłość do wołyńskiego krajobrazu, znajomość realiów życia ludu ukraińskiego, stąd motyw dwóch matek: Polski i Ukrainy” w jego wierszu „Dwie matki”. Bardzo wymowny jest także jego poemat „Rok 1863”. Nawet podczas studiów polonistycznych na Uniwersytecie Warszawskim Rumel angażował się w życie społeczne Wołynia, działając w Wołyńskim Związku Młodzieży Wiejskiej, włączając się w prace Uniwersytetu Ludowego w Różynie koło Kowla, piastując funkcję przewodniczącego komitetu redakcyjnego miesięcznika „Droga Pracy”, dodatku do „Życia Krzemienieckiego” oraz współpracując z dwujęzycznym – polsko-ukraińskim pismem "Młoda Wieś - Mołode Seło" wydawanym w Krzemieńcu. Wziął udział w kampanii wrześniowej 1939, po której należał do organizatorów polskiej konspiracji na okupowanym przez Związek Sowiecki Wołyniu; był kurierem Związku Walki Zbrojnej (ZWZ) między Wołyniem a Warszawą. Niestety, na początku 1940 roku sowieckie NKWD rozbiło kierownictwo wołyńskiego ZWZ i aresztowało wielu jego działaczy, w tym Bronisława Rumla, brata Zygmunta (stracony w 1941 r.); Zygmunt także zagrożony aresztowaniem uszedł do Warszawy. Po niemieckim napadzie na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 roku Wołyń znalazł się pod okupacją niemiecką. Od jesieni 1941 roku Zygmunt Rumel był emisariuszem polskich konspiracyjnych Batalionów Chłopskich (BCh) na Wołyń. Na początku 1943 roku został dowódcą VIII okręgu BCh – Wołyń (pseudonim „Krzysztof Poręba”). Zaraz po nominacji wziął udział w konspiracyjnym zebraniu wołyńskich ludowców we wsi Granatów w pow. Horochowskim (woj. wołyńskie), a następnie zamieszkał z żoną w otoczonej lasami wsi Wólka Sadowa w tymże powiecie z zadaniem przeciwdziałania mnożących się akcji terrorystycznych Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) przeciw miejscowym Polakom. Niestety, Rumel sam stał się ofiarą tego terroru. Na początku lipca 1943 roku Rumel dostał od pełnomocnika Rządu Polskiego na Wołyniu Kazimierza Banacha polecenie przeprowadzenia rozmów z dowództwem Ukraińskiej Powstańczej Armii na Wołyniu. Rumel, zrezygnowawszy ze zbrojnej obstawy w geście dobrej woli, wraz z przedstawicielem Okręgu Wołyńskiego Armii Krajowej Krzysztofem Markiewiczem ps. „Czort” i woźnicą Witoldem Dobrowolskim udał się 8 lipca 1943 roku do kwatery lokalnego dowództwa Służby Bezpieczeństwa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów koło wsi Kustycze koło Turzyska. Po przybyciu tam wszyscy trzej zostali aresztowani, brutalnie i sadystycznie pobici i na koniec zabici (10 lipca). Mord odbył się przez rozerwanie końmi, po czym ciała zostały bestialsko posiekane i wrzucone do wspólnego dołu. Jarosław Iwaszkiewicz wspominając śmierć młodego poety napisał: „Był to jeden z diamentów, którym strzelano do wroga. Diament ten mógł zabłysnąć pierwszorzędnym blaskiem”. Ukraińscy nacjonaliści nie chcieli dialogu i współpracy Polakami. Mieli już inny plan - plan wymordowania wszystkich Polaków żyjących na Wołyniu. Bowiem następnego dnia, tj. 11 lipca 1943 roku watahy UPA wsparte ukraińską czernią zaatakowały 99 miejscowości na Wołyniu, dokonując brutalnej i wyjątkowo sadystycznej rzezi ich polskich mieszkańców; w Kustyczach zamordowano wówczas 53 Polaków.

Młynów Chodkiewiczów i jego zbiory

Miasteczko Młynów w powiecie dubieńskim (woj. wołyńskie, obecnie Ukraina) był centrum wołyńskich dóbr polskich hrabiów Chodkiewiczów. Około 1780 roku zbudowali tu sobie pałac. Wzniósł go Efroim Schroeger, nadworny architekt króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Przed I wojną światową należał on do najpiękniejszych rezydencji polskich na Wołyniu; uległ zniszczeniu podczas tej wojny. W 1794 roku zatrzymał się tu Tadeusz Kościuszko, wieziony przez Rosjan do niewoli, a na pamiątkę jego pobytu usypano w parku spory kopiec. Do I wojny światowej były w pałacu bogate zbiory dzieł sztuki, zebrane przez gen. Aleksandra Chodkiewicza (zm. 1838). Między innymi były tu wspaniałe zbiory srebra, porcelany i wysokiej klasy artystycznej zegary, cykl obrazów z dziejów Polski, sukmana Tadeusza Kościuszki, czaszka hetmana Chodkiewicza, część polskiego archiwum koronnego, papiery konfederacji w Tyszowcach, czapka Napoleona, szabla króla Jana III Sobieskiego. Była tu także duża i cenna biblioteka. Większość tych zbiorów przepadła podczas I wojny światowej (dużo zabezpieczono) i wojny polsko-bolszewickiej. 18 maja 1919 roku żołnierze bolszewiccy ograbili pałac i zabili z okrutny sposób matkę i siostrę właściciela – hr. Julię i Zofię Chodkiewiczowe. Większość uratowanych zbiorów właściciel darował Muzeum Narodowemu w Krakowie, a część wywiózł do swojej willi we Lwowie (wyroby przemysłu artystycznego) i te zagrabili sowieci w 1939 roku, a obecnie tę kradzież przetrzymują Ukraińcy, jako rzekomo ich własność! Trochę portretów rodzinnych z Młynowa jest w posiadaniu Chodkiewiczów. W Krakowie znalazła się większa część archiwum, 5000 cenniejszych książek oraz kilkadziesiąt cennych obrazów, m.in. portret hetmana Jana Karola Chodkiewicza (dziś na Wawelu), ogromne płótno Smuglewicza „Sesja trybunału lubelskiego”, cenne portrety pędzla Oleszkiewicza, obrazy malarzy włoskich i francuskich. Przewiezione do Krakowa archiwum młynowskie jest jednym z najcenniejszych w kraju źródeł do badania historii polskiej, z którego stale korzysta wielu historyków.

Polskie harcerki na Polesiu

W 1910 roku we Lwowie powstało harcerstwo polskie – pierwsze drużyny harcerskie. Po odrodzeniu się państwa polskiego w listopadzie 1918 roku harcerstwo zaliczało się do czołówki polskich ruchów młodzieżowych w okresie międzywojennym i Związek Harcerstwa Polskiego stanowił ważny element państwa polskiego. Szczególnie na Kresach tak wschodnich jak i zachodnich, gdzie wzmacniał polskość tych ziem, gdzie na niektórych terenach element polski był w mniejszości, jak np. na Polesiu.

Żeńska Poleska Chorągiew Harcerska, obejmująca swą działalnością całe województwo poleskie ze stolicą w Brześciu nad Bugiem, skupiała w 1938 roku w 8 hufcach, 26 gromadach i 49 drużynach 104 instruktorek, 1664 harcerek i 670 zuchów. Znacznie liczniejsze było harcerstwo męskie.

Polak z Grodna pierwszy na świecie skroplił tlen i azot z powietrza

Urodzony w Grodnie 28 października 1845 roku Zygmunt Wróblewski (zm. 16.4.1888 w Krakowie) był fizykiem. Ale zanim ukończył studia na uniwersytetach w Berlinie i Monachium, był uczestnikiem Powstania Styczniowego 1863 i zesłańcem na Sybir. Po studiach odbył kilka podróży naukowych po Europie, podczas których pogłębiał swą wiedzę z zakresu fizyki oraz nawiązał kontakty z czołowymi naukowcami. W 1882 roku został profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Na uniwersytecie blisko współpracował z innym wybitnym fizykiem i chemikiem Karolem Olszewskim. Zygmunt Wróblewski w historii nauki polskiej i światowej upamiętnił się tym, że wspólnie z Karolem Olszewskim 5 kwietnia 1883 roku pierwszy na świecie skropił tlen z powietrza, a 13 kwietnia tego roku skroplił azot, co było dużym wydarzeniem w ówczesnym świecie naukowym. Poza tym Wróblewski (z Olszewskim) zestalił dwutlenek węgla i alkohol, a także obliczył stałe krytyczne wodoru. Ten syn polskiego kresowego Grodna stał się jednym z największych uczonych polskich i przeszedł także do historii nauki światowej. Decyzją Międzynarodowej Unii Astronomicznej, która w ten sposób czci pamięć wielkich ludzi, w 1976 roku imieniem Zygmunta Wróblewskiego został nazwany krater Wróblewski na Księżycu.

Wileńskie wątki we wczesnej historii Polskiej Partii Socjalistycznej

Polska Partia Socjalistyczna (PPS) powstała na zjeździe założycielskim, który odbył się w dniach 17–23 listopada 1892 w Paryżu. W 1893 roku powstała w Warszawie krajowa Polska Partia Socjalistyczna, do której weszła także grupa polskich socjalistów w Wilnie, jako „sekcja litewska” PPS, której członkiem był m.in. Józef Piłsudski. Na przełomie czerwca i lipca 1893 roku odbył się w lasach ponarskich pod Wilnem ogólnopolski I Zjazd PPS, na którym postanowiono wydawać pismo „Robotnik” pod redakcją Józefa Piłsudskiego, jako organ prasowy PPS. Jego pierwszy numer ukazał się 12 lipca 1894 roku w tajnej drukarni w Lipniszkach koło Oszmiany (woj. wileńskie, obecnie Białoruś). W latach 1895-99 „Robotnik” był drukowany w Wilnie. Następnie, w 1902 roku, wydawał Piłsudski w Krakowie pismo „Walka”, jako organ PPS dla Polaków na Litwie. III Zjazd PPS odbył się również w Wilnie w czerwcu 1895 roku. VI Zjazd PPS odbyty w Lublinie w 1902 roku utworzył okręg litewski PPS (Białystok-Wilno).

Wincenty Witos o przyłączeniu Wilna do Polski w 1920 roku

Po zwycięstwie wojsk polskich nad Armią Czerwoną nad Niemnem we wrześniu 1920 roku, które w zasadzie zakończyło wojnę polsko-bolszewicką 1919-20, „zbuntowane” oddziały polskie gen. Lucjana Żeligowskiego, złożone głównie z synów Wilna i Ziemi Wileńskiej (na co należy zwrócić uwagę!), odebrały Litwinom Wilno, które w lipcu tego samego roku, bolszewickie władze rosyjskie oddały Litwie, nie pytając się o zdanie mieszkańców tego arcypolskiego miasta i okolicy, którzy w większości byli Polakami. Ówczesny premier Polski Wincenty Witos tak to skomentował w swoich wspomnieniach („Moje wspomnienia” Warszawa 1978): „Zajęcie Wilna i Wileńszczyzny przez gen. Żeligowskiego 9 października 1920 r. było nieoficjalnym dziełem rządu polskiego, choć nawet nie wszyscy ministrowie zostali wcześnie o tym poinformowani. Czy pomysł takiego załatwienia sprawy wyszedł wyłącznie od Piłsudskiego, tego nie wiedziałem i z tym się godziłem”. Witos, jak wszyscy Polacy, nie wyobrażał sobie Polski bez arcypolskiego Wilna.

Soleczniki Małe na Wileńszczyźnie w historii polskiego szybownictwa

Soleczniki Małe (Šalčininkėliai) są wsią polską (620 mieszk.) w rejonie solecznickim (8 km od Solecznik) na terytorium ciągle etnicznie polskiej Wileńszczyzny, wchodzącej w skład Litwy od 1945 roku (w latach 1945-90 do Związku Sowieckiego). Jest tu polska parafia katolicka z kościołem pw. św. Jerzego z 1834 roku, fundacji Mikołaja Mianowskiego, z kościołem wzniesionym według projektu znanego architekta wileńskiego i profesora polskiego Uniwersytetu Wileńskiego Karola Podczaszyńskiego. Dobra tutejsze należyły w przeszłości do Hlebowiczów, później Chodkiewiczów, a w latach 1824 – 1913 do Mianowskich. Mikołaj Mianowski był profesorem Uniwersytetu Wileńskiego (jako student na tym uniwersytecie należał do Towarzystwa Szubrawców), a po jego zamknięciu przez carat w 1831 roku kierownikiem katedry i rektorem wileńskiej Akademii Medyczno-Chirurgicznej. Typowo staropolski dwór Mianowskich, otoczony 5 hektarowym parkiem spłonął podczas II wojny światowej. Soleczniki Małe weszły na zawsze do historii polskiego lotnictwa, a konkretnie szybownictwa, kiedy 18 maja 1938 roku znany polski pilot Tadeusz Góra na szybowcu PWS-101 wykonał swój rekordowy lot - przelot z Bezmiechowej w Bieszczadach do Solecznik Małych, pokonując 577,8 km. Był to rekord świata. Za ten czyn, jako pierwszy szybownik na świecie, w 1939 roku został odznaczony najwyższym odznaczeniem szybowcowym na świecie Medalem Lilienthala przez Międzynarodową Federację Lotniczą (FAI). 24 maja 2006 roku w Małych Solecznikach odsłonięto tablicę, upamiętniającą to osiągnięcie. We wsi jest polska szkoła podstawowa.

Kiernów – pierwsza stolica etnicznej Litwy

Kiernów (Kernavė) to mała wieś (nazywana przez Litwinów szumnie miasteczkiem chociaż ma tylko 271 mieszkańców w 2011 r.) leżąca nad Wilją w rejonie szyrwinckim (Szyrwinty – Sirvintai) na terytorium Litwy Kowieńskiej, około 40 km od Wilna w kierunku pn.-zach. (przed wojną leżała niedaleko granicy polsko-litewskiej). Jest to ważna miejscowość w historii pogańskiej Litwy i nazywana jest także szumnie – z wielką przesadą Litewską Troją. Bowiem Kiernów, jako siedziba książąt litewskich, uważany jest za pierwszą stolicę Litwy. Według legendy (i dlatego do tej informacji należy podchodzić bardzo ostrożnie) gród miał rzekomo założyć lokalny wódz, „książę” Kiernus w 1040 roku. Prawdopodobnie Kiernus wcale nie istniał, ale faktem jest, że gród, a właściwie zespół pięciu grodzisk na pewno istniał tu we wczesnym średniowieczu; Kiernów nigdy nie był miastem – był zawsze tylko grodem. Także raczej pewną wiadomością jest to, że w Kiernowie znajdowało się centrum religijne pogańskiej Litwy. Ostatni wódz-książę Kiernowa Mendog, ok. 1235 roku w sposób bardzo brutalny podporządkował sobie innych książąt litewskich (Auksztoty), zjednoczył litewskie terytoria plemienne i objął władzę zwierzchnią. Jednocześnie korzystając z osłabienia Rusi przez najazdy tatarskie, przyłączył do Litwy tzw. Czarną Ruś (Nowogródczyzna). Wówczas stolicę Litwy przeniósł w Kiernowa do Nowogródka. Mendog z ruskiego miasta uczynił swą główną siedzibę i faktyczną stolicą Litwy i tutaj, na zamku nowogródzkim, w 1252 roku przyjął chrzest w obrządku łacińskim, a rok później koronował się na króla Litwy. Pomimo tego Kiernów nadal miał wielkie znaczenie: do czasów Giedymina był on rezydencją książąt, tutaj wyniesiono na tron litewski Mendoga w 1242 roku i jego syna Wojsiełka w 1295 roku i tutaj odbywały się też główne narady państwa. Przejściowo, za panowania wielkiego księcia litewskiego Trojdena (1269-82), stolica Litwy wróciła nawet do Kiernowa. I stąd w 1279 roku jego córka Gaudemunda-Zofia wyjechała do Polski, aby zostać żoną księcia mazowieckiego Bolesława II; ich dzieci Trojden I i Siemowit II byli władcami Mazowsza. W 1321 roku wielki książę litewski Giedymin przeniósł stolicę Litwy z Nowogródka do Trok, a trochę później do Wilna. Przez cały XIV wiek Kiernów, obok stołecznego Wilna oraz książęcych grodów w Trokach i Krewie, był głównym ośrodkiem politycznym w pogańskiej Litwie. Po unii polsko-litewskiej w 1385 roku Kiernów przestał spełniać tę rolę: w 1392 roku został zaliczony do dóbr królewskich; później utworzono tu starostwo. W 1792 roku król Stanisław August Poniatowski nadał Kiernowowi prawa miejskie i herb, ale miastem i tym razem Kiernów nie był. Z biegiem lat dzierżawcami dóbr kiernowskich byli Polacy, m.in. Brzozowscy, Białłozorowie, Ważyńscy i Bielińscy. Podczas chrztu Litwy w 1387 roku w Kiernowie wzniesiono jeden z siedmiu pierwszych kościołów na Litwie, ufundowanych przez króla polskiego i wielkiego księcia litewskiego Władysława Jagiełłę na pamiątkę przyjęcia religii katolickiej. Przez wielki jego proboszczami byli zazwyczaj Polacy. Przed 1571 rokiem był tu ponoć proboszczem pochodzący z Hiszpanii Piotr Roizjusz, poeta, profesor Akademii Krakowskiej, ulubieniec króla Zygmunta Augusta i przyjaciel Jana Kochanowskiego, który uwiecznił go we fraszce O doktorze Hiszpanie. Pierwotną fundację kościoła kiernowskiego pw. św. Mikołaja odnowił w 1512 roku król Zygmunt Stary, a król Władysław IV zatwierdził. W XVI w. przy kościele bogatą altarię ufundował Jan Piotr Dowbór Muśnicki. Kościół, który istniał tu w latach 1739-1920 ufundował ks. Rogalski, a kaplicę grobową w 1851 roku Stanisław Roemer. Jeszcze za Litwy Kowieńskiej, gdzie brutalnie walczono z wszelkimi pamiątkami i oznakami polskości, Polacy w rejonie Kiernowa stanowili ok. 25% ogółu ludności. Mniejszość polska przestała tu istnieć w wyniku antypolskiej polityki szowinistycznej i dyktatorskiej Litwy Kowieńskiej, okupacji sowieckiej i niemieckiej podczas II wojny światowej oraz w okresie panowania tu sowieckiego (1945-90).

Marian Kałuski

Wersja do druku

x - 10.08.13 22:45
Witam. Ja pomyślałbym o Białorusi. Białorusini toczą ze soba dyskusję o mozliwości stworzenia konfederacji z nami. Wiem , brzmi to troche nierealnie ale wydaje mi się , że jest możliwe pod pewnymi warunkami. Może moglibyśmy się zastanowić nad tym.

W białoruskim internecie rozpoczęła się dyskusja o tym czy nie warto aby Białoruś weszła w konfederację z Polską. Niektórzy autorzy proponują nawet przeprowadzenie w tej sprawie referendum. Teksty poświęcone tej kwestii znajdują się na następujących stronach http://nczas.com/wiadomosci/polska/nasz-news-bialorusini-ktorzy-chca-konfederacji-z-polska/

Lubomir - 07.08.13 17:56
Chwilami można odnieść wrażenie, że cała Europa sprzyja zjednoczeniu się Ziem Utraconych z Macierzą. Wielka Brytania czy m.in. Konfederacja Szwajcarska z pewnością nie protestowałyby przeciwko reunifikacji Litwy z Polską, ale szczerze popierałyby zjednoczone Państwo Polskie - Wielką Polskę czy Konfederację Polską. Może zjednoczenie należałoby rozpocząć od wspólnego polsko-litewskiego rynku pracy?. Praca to super-ważny temat.

Jan Orawicz - 03.08.13 19:28
Piękne przypomnienie złotych kart naszej historii. Można tylko wspomnieć i
chlipać łezki... Takie jest geograficzne położenie Polski,że w rzeczy samej
mamy dookoła siebie po prostu zachłannych sąsiadów,wciąż chorych na cudze dobra. Tak czasami przyglądam się życiu hien z filmów "National Geographic"i
tak sobie myślę,że takich hien w ludzkiej skórze jest sporo u naszych sąsiadów.
Rosja jest terytorialnie największym kolosem na ziemskim globie i to temu kolosowi jest jeszcze za mało!!! Najchętniej by zjadł cały świat!!! Wciąż grożą,wciąż się ćwiczą w wojennym rzemieśle. Wciąż przywłaszczają sobie słabe
państwa, przy pomocy olbrzymiej armii. Co my mamy powiedzieć,kiedy w II ws
przed ZSRR dostawali dygotki tacy jak F.Roosevelt i Churchill

Wszystkich komentarzy: (3)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

27 Maja 1876 roku
Urodził się Jan Kucharzewski, polski polityk i historyk. Był członkiem Zetu i Bratniej Pomocy (zm. w Nowym Jorku w 1952)


27 Maja 1840 roku
Zmarł Niccolo Paganini, włoski skrzypek i kompozytor (ur. 1782)


Zobacz więcej