Środa 22 Maja 2019r. - 142 dz. roku,  Imieniny: Emila, Neleny, Romy

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 27.04.13 - 17:37     Czytano: [2610]

Żyd ukradł Polsce Lwów!


Przez sir Namiera i Stalina straciliśmy Lwów w 1945 roku

Powróćmy jeszcze do tematu dlaczego Polska utraciła Lwów w 1945 roku (Kresy w życiu Polski Nr 23).

Podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku Wielka Brytania zaproponowała stronom walczącym linię demarkacyjną, która na odcinku Galicji Wschodniej (Małopolski Wschodniej), zgodnie z aktualnym stanem militarnym, przebiegała na wschód od Lwowa, tym samym pozostawiając to arcypolskie miasto po stronie polskiej. Było to zgodne z porozumieniem zawartym w Spa (Belgia) w lipcu 1920 roku przez przedstawicieli Polski, Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch.

Co więcej, historyk brytyjski Norman Davies w swej książce o Powstaniu Warszawskim pt. „Powstanie 44” (2004) pisze, że we wszystkich czterech memorandach brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych na temat wschodniej granicy Polski z 19 i 22 listopada 1943 roku oraz z 12 lutego i 25 lipca 1944 roku Brytyjczycy uważali, że Lwów powinien pozostać przy Polsce.

Również prof. Oskar Halecki w swej „Historii Polski” (Londyn 1958, s. 299) pisał, że także prezydent USA F. Roosevelt chciał ratować Lwów dla Polski.

Tak się jednak nie stało. Lwów, w którym Matka Boska została ogłoszoną w 1656 roku Królową Polski, wyrwano brutalnie z polskiej Macierzy. A stało się tak nie tylko dlatego, że Stalin chciał Lwów koniecznie przyłączyć do Związku Sowieckiego, ale dlatego, że w tym swoim postanowieniu mógł wykorzystać mapę „brytyjską” ze sfałszowaną Linią Curzona. I na ten fakt, jak i na to że rzekomo także sam rząd polski akceptował oderwanie Lwowa od Polski w 1920 roku, Stalin się powoływał i sprawę przez to uważał za zamkniętą.

Kto sfałszował tę mapę?

Sfałszował ją historyk, pracownik brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Lewis Namier (1886-1960). Był to Żyd polski, który uprzednio nazywał się Ludwik Bernstajn-Znamierowski. Jak każdy nacjonalista żydowski był źle ustosunkowany do odradzającego się w latach 1918-19 państwa polskiego i dlatego to zrobił; nie wyklucza się, że był jeszcze jednym agentem sowieckim w Londynie – jednym z pierwszych. Potem, czyli po 1945 roku, bezwstydnie się chwalił, że to on, a nie lord Curzon jest „autorem linii Curzona” (Jerzy Węgierski „Nieznana prawda o tzw. Linii Curzona” „Lwów i Kresy” Nr 97, Czerwiec 2005).

Niestety Churchillowi i Rooseveltowi, którym akurat w tym czasie bardzo zależało na dobrych stosunkach ze Stalinem/Związkiem Sowieckim (zbliżający się upadek Niemiec i wojna z Japonią), nie podjęli próby odparcia fałszywych argumentów Stalina i w ostateczności zatwierdzili jego zabór Lwowa.

Lwowianin ojcem balneologii polskiej

Za ojca balneologii polskiej uchodzi aptekarz i chemik lwowski Teodor Torosiewicz (1789-1876). W swej aptece we Lwowie przeprowadził po raz pierwszy szereg analiz źródeł i wód mineralnych w Galicji, w czasach, kiedy dział ten leżał jeszcze zupełnie odłogiem, oddając tym samym balneologii polskiej niezapomniane zasługi. Torosiewicz opublikował ok. 100 prac i artykułów na ten temat w języku polskim i niemieckim.

Lwowski Okręg Szkolny w 1937/38 roku

W okresie międzywojennym Polska była podzielona na okręgi szkole. Jednym z nich był Lwowski Okręg Szkolny, który obejmował swym zasięgiem województwa: lwowskie, stanisławowskie i tarnopolskie. W okręgu tym w roku szkolnym 1937/38 czynnych było 3782 szkoły podstawowe: 1368 polskich, 452 ukraińskie i 1962 polsko-ukraińskie (w zasadzie polskie, z niektórymi przedmiotami wykładanymi po ukraińsku; wykładany w nich język ukraiński był obowiązkowy również dla polskich uczniów), oraz 120 polskich szkół średnich, 21 ukraińskich, 2 polsko-ukraińskie, 2 polsko-żydowskie i 1 niemiecka.

Biskup żmudzki Kasper Cyrtowt o unii polsko-litewskiej

Biskup żmudzki w latach 1910-13 Kasper Felicjan Cytrowt (1841 – 1913) urodził się na litewskiej Żmudzi, w rodzinie spolonizowanych Żmudzinów. Był Litwinem, ale także Polakiem. W całym swoim dorosłym życiu miał kontakt z Polakami, językiem polskim i polską kulturą, najpierw w seminarium duchownym w Worniach na Żmudzi i katolickiej Akademii Duchownej w Petersburgu, gdzie najpierw był studentem, a potem długie lata profesorem (większość jej studentów stanowili Polacy), a na koniec w seminarium duchownym w Kownie na Litwie (tam wówczas także królował język polski), gdzie był również profesorem. W 1897 roku został biskupem sufraganem żmudzkim, w latach 1908-10 był wikariuszem kapitulnym, a od 1910 roku biskupem ordynariuszem żmudzkim. Kiedy w 1897 roku został biskupem żmudzkim zaczął rodzić się separatystyczny ruch narodowy litewski. Bp Cyrtowt w swej posłudze biskupiej służył jednakowo tak Polakom na Litwie (Żmudzi) jak i Litwinom. Był jednak przeciwny zrywaniu unii polsko-litewskiej, wyznając zasadę, którą nieraz powtarzał: „Co Bóg połączył, tego niech człowiek nie rozłącza”. Nie był przez to lubiany przez szowinistów litewskich, którzy kilka lat po jego śmierci opanowali kurię biskupią żmudzką i seminarium duchowne w Kownie, przepędzając z nich duchownych polskich i wyrzucając z wykładów i administracji diecezji język polski. Katolik litewski stał się wilkiem (dosłownie!) dla katolika polskiego na Litwie Kowieńskiej (1918-40).

Pierwsza polska stacja hydrobiologiczna w Drozdowicach k. Lwowa

Józef Nusbaum-Hilarowicz (1859 Warszawa – 1917 Lwów) był wybitnym polskim zoologiem, w latach 1894-1906 profesorem polskiej Akademii Medycyny Weterynaryjnej we Lwowie, a następnie profesorem także polskiego Uniwersytetu Lwowskiego. Jako profesor Uniwersytetu Lwowskiego podjął myśl założenia pierwszej na ziemiach polskich, konkretnie w okupowanej przez Austrię Galicji, nad jakimś większym zbiornikiem wodnym, stacji naukowej, która mogłaby służyć do możliwie wszechstronnego badania flory i fauny wód polskich nie tylko pod względem systematycznym, lecz także biologicznym.

Projekt ten został zrealizowany w latach 1913-14. We wsi polsko-ukraińskiej Drozdowice nad jeziorem Drozdowickiem (Gródeckim) pod Gródkiem Jagiellońskim (woj. lwowskie, ob. Ukraina) prof. Nusbaum-Hilarowicz wraz z dr Janem Grochmalickim, a pod auspicjami polskiego Towarzystwa im. Kopernika we Lwowie założyli pierwszą polską naukową Stację Hydrobiologiczną. Na cel założenia stacji Galicyjski Wydział Krajowy we Lwowie przeznaczył z funduszów tak zw. rybackich 11000 koron; E. Romer ofiarował 2000 kor.; dr. Wietrzykowski, z otrzymanego z kasy Mianowskiego w Warszawie funduszu na badania naukowo – hydrobiologiczne, przeznaczył 1500 kor.; pan Kolischer 100 kor., a inne osoby ofiarowały jeszcze pewne mniejsze kwoty. Prócz tego hrabia Franciszek Zamojski, właściciel majątku ziemskiego w Drozdowicach, ofiarował parcelę nad samym brzegiem jeziora Gródeckiego, gdzie za zebrane fundusze stanęła niebawem na wzgórzu stacja – murowany jednopiętrowy budynek, której budowę przeprowadził bezinteresownie architekt z Gródka, pan T. Krzyworączka. Na parterze mieściły się dwie obszerne i widne pracownie, pokój administracyjny, mieszkanie dozorcy, na piętrze zaś były schludne miłe pokoiki gościnne dla kilku osób, zajętych przez dłuższy czas badaniami naukowymi w stacji; została także zbudowana kryta przystań nad jeziorem. Wyposażeniem stacji w odpowiednie rzeczy i przyrządy (jak np. łódki, w różne sieci do połowu ryb, akwaria, baseny, lupy i mikroskopy) kierował dr Jan Grochmalicki.

Jak wspomina prof. Nusbaum-Hilarowicz w swoich Pamiętnikach przyrodnika (Lwów 1916), podczas wiosny w 1914 roku przez tę stację przewinęło się szereg jego uczniów, którzy prowadzili tu badania naukowe: pp. A. Jakubski, W. Wietrzykowski, B. Fuliński, J. Grochmalicki, Majewski, Krasuski, P.W. Słonimski, E. Schechtel i inni. Wynikiem tej z entuzjazmem prowadzonej pracy naukowej było szereg prac, jak np. Fulińskiego Materjały do fauny wirków ziem polskich w lwowskich Rozprawach Muzeum im. Dzieduszyckich za r. 1914; Wietrzykowskiego „O nowym gatunku wymoczka Discophrya Coperniciana" nazwanym tak na cześć Tow. im. Kopernika, w Kosmosie 1915; wreszcie Schechtla „O oddychaniu wodopójek w Kosmosie 1915), opracowanie obszernych materiałów przez Jakubskiego, dotyczących fauny wirków gródeckich i ogłoszony spis wymoczków, znalezionych przez Wietrzykowskiego.

Niestety, w sierpniu 1914 roku wybuchła I wojna światowa, która nie tylko przerwała działalność stacji, ale doprowadziła do jej ruiny; okradły ją i zniszczyły wojska rosyjskie.

Prof. Nusbaum-Hilarowicz we wspomnianych już jego Pamiętnikach przyrodnika tak zakończył ustęp dotyczący stacji hydrobiologicznej w Drozdowicach: „Może, po skończeniu wojny, stacja znów zostanie odbudowaną i powołaną do życia, jako instytucja tak potrzebna nauce polskiej”.

Stację odnowił - odbudował i urządził w 1932 roku uczeń prof. Nusbaum-Hilarowicza, także znany polski zoolog polski Jan Hirschler (1883 – 1951), od 1918 profesor polskiego Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie oraz działacz i prezes Towarzystwa im. Kopernika we Lwowie, którego własnością stacja ponownie została. Służyła ona ponownie celom naukowo-badawczym jako Słodkowodna Stacja im. Zamoyskich w Drozdowicach, w której prowadzona była pracownia biologiczna, kierowana przez profesora Jana Hirschlera. Do 1939 roku wyszkoliło się w niej szereg polskich hydrobiologów.

Serce i mózg marsz. Józefa Piłsudskiego w Wilnie

12 maja 1935 roku zmarł w Warszawie marszałek Józef Piłsudski. Zwłoki, urodzonego w Zułowie koło Wilna w 1867 roku, Marszałka zostały złożone w krypcie „Srebrnych Dzwonów” w Katedrze Wawelskiej w Krakowie. Natomiast serce Marszałka zostało umieszczone w srebrnej urnie i 30 maja 1935 roku uroczyście przewiezione do ukochanego przez Marszałka miasta – Wilna i prowizorycznie umieszczone w niszy kościoła św. Teresy. Urnę tę w pierwszą rocznicę śmierci Marszałka złożono uroczyście wraz ze sprowadzonymi z Litwy Kowieńskiej szczątkami matki Marszałka, Marii Piłsudskiej, do krypty na cmentarzu na Rossie w Wilnie, na której po dziś dzień wyryte są słowa: „Matka i serce syna” i widać zawsze wiązanki świeżych kwiatów. Po upadku Związku Sowieckiego w 1991 roku i jednoczesnym odrodzeniu się państwa litewskiego, do którego z daru Stalina weszło i polskie Wilno, przed tym grobem w dnie polskich świąt państwowych zbierają się Polacy mieszkający w Wilnie, odwiedzają go dostojnicy polscy przybywający z wizytą do Wilna oraz każdego roku tysiące turystów z Polski.

Natomiast mózg marsz. Piłsudskiego, zgodnie z jego życzeniem, został w urnie przekazany polskiemu Uniwersytetowi Stefana Batorego w Wilnie, który Marszałek wskrzesił w 1919 roku po zamknięciu go przez carat w 1832 roku.

Wileńskie lata Joachima Lelewela

Urodzony w Warszawie w 1786 roku i zmarły w Paryżu w 1861 roku Joachim Lelewel był wybitnym polskim historykiem, uczonym i działaczem patriotycznym, związanym m.in. z Wilnem. Był pierwszym w Polsce historykiem świadomym metod i celów historii; zainicjowana przez niego tzw. Szkoła lelewelowska (badająca procesy historyczne w ich całości) miała istotny wpływ na rozwój polskiej historiografii. W latach 1819-21 Lelewel był zastępcą profesora bibliografii na Uniwersytecie Warszawskim, w 1828 roku został wybrany posłem na Sejm i przewodniczącym sejmowej Komisji Praw Organicznych i Administracyjnych. Podczas Powstania Listopadowego 1830-31 był członkiem kierowanej przez księcia Adama Czartoryskiego Rady Administracyjnej i Rządu Narodowego oraz Towarzystwa Patriotycznego, dążącego do wprowadzenia fundamentalnych reform społecznych. Jest prawdopodobnie autorem hasła Za wolność naszą i waszą, które wypisywano na sztandarach powstańczych. Po powstaniu emigrował z kraju; na emigracji był działaczem, a potem przywódcą Młodej Polski w szwajcarskim Bernie, związanej z Młodą Europą Giusepp Mazziniego. W 1837 roku założył i kierował Zjednoczeniem Emigracji Polskiej, które dążyło do politycznego zjednoczenia całej polskiej emigracji.

Początek związku Joachima Lelewela z Wilnem nastąpił w 1804 roku, w którym został studentem Uniwersytetu Wileńskiego (do 1808), i w którym w latach 1815-18 był zastępcą profesora historii. W 1815 roku założył i redagował do 1818 roku „Tygodnik Wileński” - czasopismo o charakterze naukowo-literackim, na łamach którego debiutował m.in. Adam Mickiewicz (czasopismo ukazywało się do 1822 r.) oraz J. Korzeniowski, A. Chodźko, A.E. Odyniec. W latach 1819-21 Lelewel był pracownikiem Uniwersytetu Warszawskiego, by w 1821 roku powrócić do Wilna na katedrę historii powszechnej na Uniwersytecie Wileńskim (powracającemu do Wilna Lelewelowi poświęcił wiersz Adam Mickiewicz). Cieszył się ogromnym autorytetem i sympatią studentów wileńskich. Został usunięty z uniwersytetu w 1824 roku w związku z procesem członków patriotycznego związku młodzieży wileńskiej – filaretów, z nakazem powrotu do Królestwa Polskiego „dla przecięcia szkodliwego wpływu”, który wywierał na młodzież. Do Wilna Lelewel już więcej nie wrócił z przyczyn od siebie niezależnych.

Joachim Lelewel tak bardzo polubił Wilno – polskie Wilno (bo litewskiego Wilna wówczas w ogóle nie było!), że w testamencie zapisał swój wyjątkowo bogaty i cenny księgozbiór w przyszłości odrodzonemu POLSKIEMU Uniwersytetowi Wileńskiemu, w co wierzył, że nastąpi, bo miasto było od kilku wieków polskie „z krwi i kości” i trudno było jeszcze na początku 1939 roku przewidzieć, że za kilka lat – w 1945 roku - miasto zostanie oderwane od Polski i że nastąpi w dużym stopniu jego depolonizacja. Polski uniwersytet w Wilnie odrodził się w 1919 roku, a lelewelowski księgozbiór został przesłany z Biblioteki w Kórniku koło Poznania, w której był przechowywany, do Biblioteki Uniwersyteckiej w Wilnie w 1929 roku. Niestety, po 1945 roku został przywłaszczony przez Sowiecką Litwę, a po 1991 roku przez odrodzone państwo litewskie, które tę arcypolską pamiątkę i księgozbiór uważa za swoją własność. To że księgozbiór został skradziony narodowi polskiemu przez Stalina wcale ich nie martwi! Rządom „polskim” (polskim z nazwy ale nie z ducha!) po 1989 roku nawet nie była w głowie myśl starania się o zwrot tego POLSKIEGO dziedzictwa narodowego.

27 Wołyńska Dywizja AK w walce z Niemcami i Ukraińcami

W związku ze zbliżaniem się do przedwojennych wschodnich granic Polski i w celu obrony ludności polskiej na Wołyniu przed ich masowym mordowaniem przez bandy nacjonalistyczno-faszystowskiej Ukraińskiej Powstańczej Armii, w ramach akcji „Burza” 15 stycznia 1944 roku została sformowana z sił Okręgu Wołyń Armii Krajowej wielka jednostka piechoty Armii Krajowej - 27 Wołyńska Dywizja Piechoty Armii Krajowej (27 DP AK). W marcu 1944 roku liczyła około 6000 żołnierzy. Wkrótce weszła do walki z Niemcami. W czasie całej serii tych tych walk, 2 kwietnia 1944 pod Lubomlem, Zamłyniem i Czmykosem na zachodnim Wołyniu, hitlerowcy ponieśli duże straty: ponad 180 zabitych, wielu rannych; AK-owcy zdobyli także dużo broni. Oczyszczono także teren z band Ukraińskiej Powstańczej Armii, które często współpracowały z Niemcami przeciw Polakom. Kiedy 27 Dywizji AK przeszła na Lubelszczyznę, bandy UPA 30 sierpnia 1943 roku mszcząc się i realizując swoją zbrodniczą politykę „oczyszczania” Wołynia z Polaków, zaatakowały wieś Zamłynie, która przed II wojną światową wieś była zamieszkana w większości przez Polaków. Zostało zamordowanych ponad 20 mieszkańców wsi.

Polscy olimpijczycy pochodzący z Łotwy

Część południowo-wschodnia Łotwy zwana Inflantami Polskimi, z głównym miastem Dyneburgiem, od 1561 roku należała do przedrozbiorowej Polski i duży odsetek jej ludności spolonizował się dobrowolnie. Przeprowadzony na Łotwie w 1930 roku państwowy powszechny spis ludności wykazał 59 374 Polaków, którzy przed I wojną światową tworzyli integralną część narodu polskiego na ziemiach zaboru rosyjskiego. Stąd wśród znanych Polaków pochodzących z Łotwy nie zabrakło także i polskich sportowców, w tym olimpijczyków. Było ich dwóch:
Leon Jucewicz (1902 Szweknie – 1984 Porto Alegre, Brazylia), łyżwiarz – pierwszy polski olimpijczyk: Zimowe Igrzyska Olimpijskie Chamonix 1924 – wielobój 8 miejsce;
Józef Jan Andrzej Joachim Plater (Broel-Plater) (1890 Kombul koło Krasławia – 1941 Dachau), bobsleista: Zimowe Igrzyska Olimpijskie St. Morotz 1928.

Katolicka diecezja pińska 1925-1991 na terytorium Polski

W wyniku ustalenia w 1921 roku (traktat ryski) nowej granicy polsko-rosyjskiej, w granicach Polski znalazła się tylko południowo-zachodnia część diecezji mińskiej i to bez stolicy biskupiej w Mińsku. Część polską diecezji zamieszkiwało 102 809 katolików, a na jej obszarze było 9 dekanatów: baranowicki, lachowicki, łuniniecki, nieświeski, nowogródzki, piński, rakowski, stołowicki i stołpecki oraz 49 parafii, w których pracowało 95 księży. Z powodu przyłączenia Mińska do Rosji Sowieckiej (wówczas jeszcze nie było Republiki Białoruskiej) biskup miński Zygmunt Łoziński wraz z kurią biskupią i seminarium duchownym przenieśli się do Nowogródka, leżącego w granicach Polski.

W ramach reorganizacji Kościoła katolickiego w odrodzonym w 1918 roku państwie polskim, 28 X 1925 roku papież Pius XI bullą „Vixdum Poloniae unitas” z tej części diecezji mińskiej, która znalazła się w granicach Polski i części diecezji wileńskiej (nadbużańskie Podlasie i zach. Polesie), na którą złożyło się 6 dekanatów: bielski, brzeski, drohiczyński z województwa białostockiego, kobryński, brański i prużański z województwa poleskiego oraz kilka parafii z dekanatów słonimskiego i wiszniewskiego, utworzył nową diecezję - diecezję pińską, ze stolicą biskupią w Pińsku na Polesiu, którą włączył do nowopowstałej polskiej metropolii wileńskiej. Nowopowstała diecezja pińska była drugą największą obszarowo w Polsce (po archidiecezji wileńskiej) – jej powierzchnia wynosiła 50 424 km kw.; zamieszkiwało ją w 1925 roku 289 370 katolików (prawie wszyscy Polacy), a w 1939 roku około 350 000 katolików. Pierwszym biskupem ordynariuszem pińskim został dotychczasowy biskup miński (od 1918 r.) Zygmunt Łoziński (zm. 1932). Jego następcą w 1932 roku został bp Kazimierz Bukraba (zm. 1946); w 1933 roku biskupem pomocniczym pińskim został Karol Niemira (do 1965 r.). Diecezja weszła w skład metropolii wileńskiej.

W 1938 roku diecezja pińska pod względem administracyjnym podzielona była na 17 dekanatów: baranowicki, bielski, brański, brzeski, ciechanowiecki, drohiczyński, iwieniecki, kobryński, kosowski, lachowicki, łuniniecki, nieświeski, nowogródzki, piński, prużański, stołowicki i stołpecki, w skład których wchodziło 200 kościołów (172 w 1928 r.), w tym 137 kościołów parafialnych (128 w 1934 r.) i 52 filialnych i 11 obrządku wschodniego (neounia). W 1938 roku w duszpasterstwie pracowało 200 księży (182 w 1927 r.). W Wyższym Seminarium Duchownym w Pińsku było w 1937 roku 44 alumnów, a w seminariach niższych 162 alumnów. Na terenie diecezji było w 1937 roku 7 domów zakonnych męskich ze 142 zakonnikami (19 ojców, 78 kleryków i 45 braci) oraz 21 domów zakonnych żeńskich ze 193 siostrami zakonnymi. Zakonnicy (jezuici) prowadzili dwa gimnazja – w Pińsku (123 uczniów) i Drohiczynie nad Bugiem (67 uczniów), a siostry zakonne 7 przedszkoli (305 dzieci), 6 szkół powszechnych (266 uczniów) i 2 szkoły zawodowe (126 uczniów). W Pińsku, który był stolicą biskupa (katedra p.w. Wniebowzięcia NMP), miała również siedzibę Kapituła Katedralna, Kuria Diecezjalna, Sąd Biskupi, Diecezjalna Rada Gospodarcza, Instytut Wyższej Kultury Religijnej, Instytut Akcji Katolickiej i Wyższe Seminarium Duchowne (ostatni rektor bp Karol Niemira); Niższe Seminarium Duchowne diecezji pińskiej miało swoją siedzibę w Drohiczynie nad Bugiem. Prasę katolicką na terenie diecezji pińskiej reprezentowały czasopisma: „Chrześcijański Kalendarz” (Baranowicze 1937), „Dobra Nowina Bractwa Nauki Chrześcijańskiej” (Pińsk 1935-36), „Elenchus Ecclesiarum et Cleri Dioecesis Pinskensis Pro Anno Domini...” i od 1933 roku „Spis Kościołów i Duchowieństwa Diecezji Pińskiej w roku Pańskim...” (Pińsk 1927-39), „Miesięcznik Diecezji Pińskiej” (Pińsk 1926-35), „Okólnik Związku Młodzieży Polskiej Diecezji Pińskiej” (Pińsk 1931-33), „Wiadomości Parafialne” (Pińsk 1931).

We wrześniu 1939 roku Niemcy i Związek Sowiecki napadły na Polskę, której obszarem podzielili się po połowie. Diecezja pińska przypadła Związkowi Sowieckiemu. W wyniku działań wojennych i zmiany granic polskich oraz prześladowań Kościoła katolickiego ze strony władzy sowieckiej (m.in. już w 1939 roku zdewastowano katedrę w Pińsku), biskup piński Kazimierz Bukraba musiał opuścić stolicę diecezji; rezydował we Lwowie 1939-42, Warszawie 1942-44 i aż do śmierci w Łodzi 1944-46. W tych warunkach bp Bukraba mianował wikariuszem generalnym diecezji pińskiej ks. Witolda Iwickiego, proboszcza parafii Podwyższenia Krzyża w Brześciu nad Bugiem, którego rozstrzelali Niemcy 22 stycznia 1943 roku w Janowie Poleskim. Ogółem podczas sowieckiej (wrzesień 1939-41) i następnie niemieckiej okupacji Polesia w diecezji pińskiej (czerwiec 1941-44) zginęło 50 księży diecezjalnych, tysiące Polaków-katolików zostało zamordowanych lub wywiezionych przez Sowiety na Sybir, a przez Niemców na przymusowe roboty do Niemiec, wiele parafii i kościołów oraz domów zakonnych uległo likwidacji.

W lutym 1945 roku na konferencji w Jałcie Stalin, Roosevelt i Churchill zadecydowali o oderwaniu Ziem Wschodnich od Polski i przyłączeniu ich do Związku Sowieckiego. Przy Polsce pozostał jedynie mały skrawek diecezji pińskiej o obszarze 4744 km kw. z 35 parafiami z dekanatów bielskiego, brańskiego, ciechanowieckiego i drohiczyńskiego, na którym mieszkało 94 187 katolików (w 1971 r.) i pracowało ok. 50 księży (w 1958 r. na terenie polskiej części diecezji pińskiej pracowało 66 księży). Z terenu sowieckiej części diecezji pińskiej władze sowieckie w latach 1945-46 wysiedliły do stworzonej przez Józefa Stalina tzw. Polski Ludowej w jej nowych granicach 109 276 Polaków – w zdecydowanej większości katolików (z okręgów repatriacyjnych: Baranowicze – 33 828 osób, Bereza Kartuska – 13 305 osób, Brześć nad Bugiem – 27 743 osoby, Nowogródek – 6582 osoby, Pińsk – 19 050 osób i Prużana – 8768 osób), w tym większość księży i wszystkich zakonników i sióstr zakonnych. Większość tamtejszych kościołów została zamknięta i zniszczona (np. kościół jezuicki św. Karola Boremeusza w Pińsku). Np. benedyktynki z Nieświeża przeniosły się ostatecznie do Drohiczyna nad Bugiem. Niemniej na terenie sowieckiej części diecezji pińskiej pozostała nadal spora liczba Polaków i grupa księży i dlatego szereg kościołów (m.in. katedra w Pińsku, w Brześciu, Baranowiczach, Różanie) było otwartych aż do upadku Związku Sowieckiego w 1991 roku.

W związku z odpadnięciem od Polski stolicy biskupiej w Pińsku, bp Kazimierz Bukraba zarządził przeniesienie z Pińska siedziby diecezji do Bielska Podlaskiego, a w 1950 roku apostolski administrator diecezji pińskiej z siedzibą w Polsce (reżym komunistyczny zabronił używania nazwy „diecezja pińska”, zmuszając Kościół do używania określenia „kuria diecezjalna w Drohiczynie” lub diecezja w Drohiczynie), ks. inf. Michał Krzywicki przeniósł ją do Drohiczyna nad Bugiem. Prokatedrą został kościół Trójcy Świętej (pierwszy z 1386 r., obecny barokowy bazylikowy z 1709 r.). Tutaj też została przeniesiona Kuria Diecezjalna, Archiwum Diecezjalne oraz Wyższe Seminarium Duchowne. Siedzibą administratorów i biskupów pińskich w Drohiczynie były gmachy dawnego zespołu pojezuickiego (XVII-XVIII w.). Wyższe Seminarium Duchowne diecezji pińskiej zostało reaktywowane przez administratora apostolskiego, ks. inf. M. Krzywickiego w Drohiczynie w 1951 roku z kursem filozofii, a w 1957 roku również teologii, którą na mocy umowy administratora diecezji z biskupem siedleckim studiowali alumni 1952-57 w Siedlcach. Apostolskimi administratorami diecezji pińskiej w Drohiczynie byli: prepozyt Kapituły Katedralnej w Pińsku, ks. prał. Henryk Humnicki (1946-50), były członek Kurii Diecezjalnej w Pińsku, ks. inf. Michał Krzywicki (1950-67) i ostatnim – w latach 1967-91 – były kapelan bpa Kazimierza Bukraby - bp Władysław Jędruszuk, który 23 maja 1963 roku konsekrowany jako biskup pomocniczy (mianowany 19 XI 1962) diecezji pińskiej. W 1987 roku w diecezji pińskiej na terenie Polski było 93 500 katolików, 4 dekanaty: Bielsk Podlaski, Brańsk, Ciechanowiec, Drohiczyn, 74 kościoły, 40 parafii, 120 księży, 138 punktów katechetycznych i 10 domów zakonnych żeńskich z 49 siostrami zakonnymi.

Reorganizując na wielką skalę strukturę organizacyjno-terytorialną Kościoła polskiego, dnia 5 czerwca 1991 roku papież Jan Paweł II w miejsce polskiej części diecezji pińskiej utworzył diecezję drohiczyńską, do której włączył trzy dekanaty z diecezji siedleckiej: węgrowski, sokołowski, sterdyński oraz część dekanatów: liwskiego, łosickiego i janowskiego (obszar 8000 km kw., 209 000 katolików, 11 dekanatów, 97 parafii i 212 księży) i przyłączył w 1992 roku do nowoutworzonej metropolii białostockiej. Pierwszym biskupem nowoutworzonej diecezji drohiczyńskiej papież mianował dotychczasowego administratora apostolskiego diecezji pińskiej, bpa Władysława Jędruszuka.

Jednocześnie po upadku Związku Sowieckiego w 1991 roku odrodziła się administracja kościelna w białoruskiej części diecezji pińskiej. Pińsk ponownie stał się siedzibą biskupa. 13 kwietnia 1991 roku został mianowany biskupem ks. Kazimierz Świątek (od 26.11.1994 r. kardynał), jako arcybiskup metropolita mińsko-mohylewski i administrator diecezji pińskiej (obejmuje obwody brzeski i homelski), która obecnie ma 50 000 wiernych, 60 kościołów i 43 księży. Watykan, jeszcze za „polskiego” papieża Jana Pawła II, postawił na depolonizację tamtejszych Polaków-katolików w celu utworzenia etnicznie białorusko-rosyjskiego Kościoła katolickiego, aby mógł on pozyskiwać Białorusinów i Rosjan innych religii chrześcijańskich, głównie z dominującego wyznania prawosławnego. Przykre czy wręcz oburzające jest to, że w tej akkcji depolonizacyjnej biorą udział księża polscy przybyli do pracy duszpasterskiej na Białorusi.

Najcenniejszy polonik w Rosji z kresowymi koneksjami

W 2000 roku przez 2,5 miesiąca podróżowałem po Europie z trzema córkami: Krysią, Elą i Iwonką. Była to ich pierwsza podróż po Starym Kontynencie – wszystkie urodziły się bowiem w Australii. Byliśmy w Anglii, we Włoszech, w Niemczech i Austrii, na Węgrzech i Słowacji, w Czechach no i oczywiście w Polsce.

W Polsce, a jak już wspomniałem była to ich pierwsza podróż po kraju rodzinnym ich ojca, chciałem pokazać im jak najwięcej najważniejszych miejsc, a więc oprócz Warszawy, Żelazową Wolę, Łowicz (było akurat Boże Ciało i oglądaliśmy łowicką procesję), Częstochowę, Kraków, Zakopane, Łańcut, Gdańsk, Malbork, Chełmno nad Wisłą, Toruń, Poznań, Wrocław, Karpacz w Karkonoszach, Puławy, Kazimierz Dolny i pałac w Kozłówce.

Byliśmy również w Płocku, zwiedzając m.in. starą, zabytkową katedrę, pełną dzieł sztuki. Mnie, jak również córki, zainteresowały wielkie brązowe drzwi w portalu katedry. Interesując się sztuką, a przede wszystkim tym co jest cennego ze sztuki w Polsce, wiedziałem, że to tzw. romańskie Drzwi Płockie. Nie myślałem wówczas, że kiedykolwiek zobaczę na własne oczy oryginalne Drzwi Płockie, gdyż Rosja długo nie była na naszej liście krajów do odwiedzenia. Drzwi te znajdują się bowiem dzisiaj w zachodnim portalu Soboru Sofijskiego (św. Zofii) w Nowogrodzie Wielkim. Zatrzymaliśmy się m.in. tam z żoną w drodze z Petersburga do Moskwy, aby zwiedzić ten stary ruski gród, no i oczywiście zobaczyć Drzwi Płockie.

Drzwi te zostały odlane w Magdeburgu w połowie XII wieku na zamówienie ówczesnego biskupa płockiego Aleksandra z Malonne, budowniczego romańskiej katedy w Płocku, i przeznaczone były do głównego wejścia do katedry.

Składają się z brązowych 24 kwater kwadratowych i 2 prostokątnych (kwatery o podwójnej szerokości wieńczące oba skrzydła drzwi), odlanych oddzielnie i zamocowanych na drewnianych dębowych ramach. Poszczególne kwatery są oddzielone wypukłymi listwami, ozdobionymi ornamentem roślinnym, który w górnej części pionowej listwy zastępują zbrojne postacie triumfujące nad bestiami.
Reliefy przedstawiają cykl zbawienia: od sceny zbawienia pierwszego człowieka, po Chrystusa tronującego jako Sędzia w otoczeniu symboli ewangelistów. Szereg kwater odnosi się do dzieciństwa Zbawiciela i jego pasji. Pośród reliefów drzwi są również reminiscencje innych cyklów. Np. scena z prorokiem Eliaszem w wozie ognistym jest przypomnieniem równoległych wydarzeń Starego i Nowego Testamentu. W tym kontekście wóz Eliasza jest prefiguracją Wniebowstąpienia.
Inskrypcja na kwaterze z dwiema postaciami ciężkozbrojnych wojowników, u których stóp leżą pokonani wrogowie także odziani w zbroje określa ją jako Ubóstwo, co należy odczytywać jako personifikację triumfu cnót nad przywarami, co stanowi nawiązanie do „Psychomachii”. Do tej samej tematyki odnoszą się figurki rycerzy na obramieniu prawego skrzydła, walczący z bestiami. Występują też przedstawienia nawiązujące do Składu Apostolskiego i wśród nich znajdują się m.in. Maiestas Domini (współgra z motywem zwycięstwa nad złem), gdzie Chrystus depcze bestie i nawet towarzyszący mu anioł ma pod stopami skrzydlatego potwora, co jest dość niezwyczajnym rysem ikonograficznym. Jedna z kwater przedstawia fundatora drzwi - biskupa płockiego Aleksandra w szatach liturgicznych. Natomiast kołatki osadzone w połowie wysokości skrzydeł przy wewnętrznej krawędzi, mają formę uchylonych lwich paszcz, z których wystają główki ludzkie (wikipedia.pl).
Jest to bardzo cenne romańskie dzieło sztuki, które może nawet przez ok. 250 lat było chlubą płockiej katedry. Dzisiaj, od ok. 600 lat są one ozdobą soboru św. Sofii (Mądrości Bożej) najpierw ruskiego, a dzisiaj rosyjskiego Nowogrodu Wielkiego.

Niestety, nie wiemy nic o tym jak się to stało: jak doszło do tego, że któryś z biskupów płockich – może Henryk (1391-92), Jakub z Korzkwi (1396-1425) czy Ścibor z Gościeńczyc (1463-71) oddał, jak się to mówi „bez bicia”, dumę katedry i biskupów płockich. Ale dlaczego i w jakich okolicznościach drzwi te opuściły Płock? Tego prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy.

Jest kilka hipotez. Jedna z nich mówi, że Drzwi Płockie mogły trafić do Nowogrodu już w 1170 roku (Historia sztuki polskiej, t.I: Sztuka średniowieczna, Kraków 1965, s. 105-6). Inna utrzymuje, że zrabowali je w XIII wieku Litwini podczas ich wypraw łupieżczych na Mazowsze. Trzecia hipoteza utrzymuje, że drzwi zostały przekazane jako dar duchowieństwa polskiego bądź książąt płockich dla księcia nowogrodzkiego, Szymona Lingwena, brata Władysława Jagiełły (wikipedia.pl). Przyjmuje się jednak, że drzwi trafiły do Nowogrodu Wielkiego raczej w 1. poł. XV w. (Teresa Mroczko Polska sztuka przedromańska i romańska Warszawa 1988, s. 142).

Trudno sobie uzmysłowić w jaki sposób Drzwi Płockie mogłyby się znaleźć w Nowogrodzie Wielkim już w 1170 roku. Hipoteza ta jest najmniej prawdopodobna.

Druga hipoteza – utrzymująca, że zrabowali je Litwini podczas łupieżczych najazdów na Mazowsze prowadzonych w latach 1255-1306 jest według mnie bardziej prawdopodobna. Rzeczywiście, Litwini podczas tych najazdów dwukrotnie opanowali Płock – w 1262 roku pod wodzą Mendoga oraz w 1286 roku. Tak w 1262 jak i w 1286 roku spalili zamek i miasto. Ograbiali i spalili także katedrę. Trudno uwierzyć w to, aby ograbiając świątynię nie próbowali – i to dwukrotnie – zniszczyć czy wywieźć drzwi, chociaż ważą one 2 tony. Litwini byli wówczas ciągle poganami. Ale jak dowiadujemy się z historii Płocka (np. Multimedialna historia Płocka) w najazdach Litwinów na to miasto brali udział również Rusini. A ci byli chrześcijanami (prawosławnymi). To oni za zgodą Mendoga czy Litwinów mogli zabrać ze sobą na ruską Litwę Drzwi Płockie, a następnie sprzedać je ruskiej Rusi Nowogrodzkiej.

Jednakże najbardziej prawdopodobną, ale dopiero po poprawkach i uzupełnieniach, jest według mnie trzecia hipoteza, która utrzymuje, że drzwi zostały przekazane jako dar duchowieństwa polskiego bądź książąt płockich dla księcia nowogrodzkiego, Szymona Lingwena, brata Władysława Jagiełły.
Uważam, że z góry należy wykluczyć możliwość przekazania drzwi Nowogrodzianom jako daru od duchowieństwa polskiego. Możliwość taką wykluczy zapewne każdy historyk Kościoła polskiego. Kościół polski nigdy nie był i nie jest w stanie sprezentować komuś – i to w dodatku innemu narodowi i to niekatolickiemu czegoś tak cennego z jakieś katedry. Mógłby to uczynić jedynie biskup danej diecezji. Taka możliwość mogła by zaistnieć jedynie w przypadku biskupa płockiego Henryka (ok. 1366-1393). Był księciem mazowieckim, synem Ziemowita III, m.in. księcia płockiego od 1370 roku. Ziemowit III utrzymywał przyjazne stosunki z Litwą (Kiejstutem). Jego następcą, także w Płocku, został Ziemowit IV, który w 1387 roku ożenił się z siostrą już wówczas króla polskiego Władysława Jagiełły – Aleksandrą (zm. 1434). Książę Henryk był bratem Ziemowita IV, a jako książę „bez tronu” został w marcu 1391 roku biskupem płockim. I on był związany z Litwinami. W 1392 roku wystąpił jako mediator między Władysławem Jagiełłą a księciem litewskim Witoldem, którzy kłócili się o władzę na Litwie. Będąc na dworze Witolda zakochał się w jego siostrze Ryngalle i zawarł z nią małżeństwo, tracąc tym samym urząd biskupa płockiego.

Trudno uwierzyć w to, aby jakiś biskup naprawdę troszczący się o swoją diecezję i katedrę pozbywał się jako daru tak cennych głównych drzwi katedralnych. Henryk nie był osobą duchowną z powołania. Był w życiu prywatnym osobą świecką i w dodatku hulaką potrzebującym pieniędzy; nie przyjął nawet święceń biskupich! A jako taki mógł Drzwi Płockie albo sprzedać, albo zgodził się na sugestię Ziemowita IV, a może i samej księżnej Aleksandry, aby drzwi sprezentować litewskim prawosławnym Rusinom, aby tym gestem uzyskać ich przychylność. Wszak chodziło o brata księżnej Aleksandry.
Wiadomym jest bowiem, że od 2. poł. XIV w. trzy ośrodki aspirowały do roli centrów integracji ziem ruskich – właśnie litewskie Wilno oraz dwa silne - ruskie: Moskwa i Twer.

Po unii polsko-litewskiej (1385-86), w styczniu 1388 roku Władysław Jagiełło zażądał od Nowogrodu Wielkiego wybrania na swego namiestnika księcia litewskiego Lingwena Semena Olgierdowicza. Nowogrodzianie, doceniając rolę geopolityczną nowopowstałego państwa polsko-litewskiego, chętnie na to przystali. 25 kwietnia 1389 roku Lingwen złożył w Sandomierzu hołd lenny Koronie Królestwa Polskiego z Nowogrodu i tych ziem ruskich, które w przyszłości podbije. Nowogród został więc lennem Korony Polskiej. Na skutek zdrady księcia litewskiego Witolda, który występował przeciwko panowaniu Władysława Jagiełły na Litwie, wchodząc w układy z Krzyżakami i Moskwą, w 1392 roku Lingwen musiał uchodzić z Nowogrodu przed Moskwą. W latach 1407-1412 był ponownie namiestnikiem Nowogrodu. W 1410 roku wojska nowogrodzkie brały udział w bitwie pod Grunwaldem, wspomagając rycerstwo polskie.

Hipoteza ta, obok tej, że Litwini wywieźli Drzwi Płockie jako łup w XIII w., jest według mnie najbardziej prawdopodobna z wszystkich możliwych.
Widzę jeszcze jedną możliwość.

Otóż Nowogród Wielki czując się coraz bardziej zagrożony ekspansją Księstwa Moskiewskiego w 1470 roku zawarł z królem polskim Kazimierzem Jagiellończykiem, czyli z Polską, traktat, który respektując tradycyjny układ sił w Nowogrodzie Wielkim, miał mu zapewnić obronę przed Moskwą, za co Nowogród płacił królowi 100 000 złotych rubli rocznie. Król wysłał do Nowogrodu Wielkiego swego namiestnika w osobie kniazia Michała Olelkowicza.

Tę unię Nowogrodu Wielkiego z Polską można było upamiętnić sprezentowaniem dla Nowogrodzian Drzwi Płockich. Jednak jest to mało prawdopodobne. Przypuszczam, że pozostał by jakiś dokument lub chociażby relacja po stronie polskiej czy ruskiej dotycząca tego gestu.

Niestety, król Kazimierz Jagiellończyk nie uratował Nowogrodu Wielkiego przed wchłonięciem go przez Moskwę, która już w następnym roku (1471) pobiła wojska Nowogrodzian. Dzielni Nowogrodzianie pod przewodnictwem wdowy po ich posadniku, Marty Boreckiej, stawili Moskalom zbrojny opór i obronili miasto. Podczas konfliktu i obrony miasta udali się o pomoc do króla polskiego. Jednak Kazimierz Jagiellończyk zajęty był właśnie – w latach 1471-78 – walką między Maciejem Korwinem, królem węgierskim a swoim synem Władysławem Jagiellończykiem o tron czeski i walka o ten tron dla jego syna była dla niego ważniejsza od ratowania Nowogrodu. Ratowaniem miasta nie był zainteresowany również sam kniaź Olelkowicz, który wolał przez te wszystkie lata (1471-78) knuć przeciw królowi i troszczyć się jedynie o swe dobra w Wielkim Księstwie Litewskim. No i stało się. W 1478 roku Moskwa (książę Iwan III Srogi) zajęła Nowogród Wielki, niszcząc tym samym tę bogatą republikę kupiecką, co bardzo osłabiało pozycję Polski na wschodzie.

Niestety, każdy kto zna historię Polski zgodzi się ze mną, że do większości naszych królów nie mieliśmy szczęścia.

Książę moskiewski Iwan III Srogi krwawo rozprawił się z propolskimi mieszczanami Nowogrodu Wielkiego. Wielu z nich poszło pod topór, a 8000 ludzi zostało wywiezionych w głąb państwa moskiewskiego (Rosji) – aż po rzekę Ob na Syberii (A. Lewicki). Niszczono wszystko co było polskie i co mówiło o współpracy polsko-nowogrodzkiej. Jednak Drzwi Płockie nie zostały ani zniszczone, ani wywiezione do Moskwy. Pozostały w nowogrodzkim Soborze Sofijskim.

Możliwe, że dzisiaj są one jedyną pamiątką polską w tym mieście, ale za to są bodajże najcenniejszym polonikiem na terenie Rosji poza Moskwą i Petersburgiem, a kto wie czy nie w całej Rosji.
W okresie międzywojennym, czyli po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku, ważne autorytety naukowe postulowały, aby rząd polski wykupił od ateistycznych i walczących z religią władz Związku Sowieckiego tę cenną polską i katolicką pamiątkę. Niestety, nie doszło do tego. Po wojnie, w 1962 roku prof. Aleksander Gieysztor zgłosił postulat wykonania z brązu kopii Drzwi Płockich. Komunistyczne władze Polski nie okazywały specjalnego zainteresowania tą sprawą. Zainteresował się nią natomiast Kościół polski z okazji zbliżającej się rocznicy 1000-lecia chrztu Polski (966-1966). Kopia została wykonana z kompozycji żywicy epoksydowej. W latach 70. XX w. władze Płocka postanowiły, że wykonana zostanie kopia drzwi z brązu, która powróci na stałe do katedry płockiej. Prace nad wierną kopią, ważącą dwie tony, trwały trzy lata. Po prawie 600 latach, a może i więcej, została ona umieszczona w portalu katedry płockiej 23 listopada 1981 roku. Jej uroczystego poświęcenia dokonał 28 lutego 1982 roku prymas Polski, ks. kard. Józef Glemp.
Polacy podróżują dziś dużo po świecie. Chociaż głównie przyciąga nas Europa Zachodnia i Południowa, przypuszczam, że również wielu rodaków wybiera się na wschód. Nie tylko na nasze dawne Kresy, ale także do Rosji. Jest to nie tylko wielkie obszarowo państwo, ale również kraj wielu atrakcji turystycznych. Kraj, którego wiele miejscowości jest związanych z dziejami narodu polskiego. Takich właśnie jak np. Nowogród Wielki, który zrobił na mnie duże i pozytywne wrażenie. Oprócz Drzwi Płockich i Soboru Sofijskiego z XI w. są tu inne stare i ciekawe cerkwie oraz dobrze zachowany kreml. Oryginalny jest również monumentalny pomnik 1000-lecia Rosji (raczej Rusi Kijowskiej) z XIX w.

W rejonie Nowogrodu Wielkiego jest nie tylko pełen poloników Petersburg, ale także Psków, Wielkie Łuki, Siebież czy Jam Zapolski – miejscowości ściśle związane z historią Polski.

Kto dzisiaj wie, że od XIX wieku w tych miastach mieszkali dość licznie Polacy w dużym odsetku pochodzący z Kresów, że w Pskowie przed rewolucją bolszewicką był nawet polski kościół katolicki, że urodziło się tu (poza Petersburgiem) nawet wielu znanych czy zasłużonych później Polaków, jak np.: Maria Jędrzejewska, Waleria Jędrzejewska, Witold Rudziński, Wacław Szyszkowski, Kazimierz Tarwid, Zenon Wiłun, Władysław Wincze (to tylko nazwiska, które akurat przyszły mi do głowy).

Historia Polaków i poloników w Rosji to bardzo bogata i ciekawa. Szczególnie na ziemiach kresowych Rzeczypospolitej należących dzisiaj do Rosji.

Marian Kałuski

Wersja do druku

Szwagier - 27.07.13 17:03
Komentarz zatrzymany - nie mieści się w ramach dobrego smaku
Admin

Lubomir - 29.04.13 12:24
Nazistowsko-sowieckie ideologie oderwały od Polski tak cudowne krainy jak Ruś Halicką, Wołyń, Podole i m.in. Huculszczyznę. Tamte ziemie zamieszkiwali wspaniali polscy Rusini, Wołyniacy, Podolacy, Hucułowie i Ukraińcy. Nazistowsko-bolszewickie ideologie 'samostijnoj Ukrainy' zniweczyły cywilizacyjny dorobek Polski na południowym wschodzie.

weterani - 27.04.13 21:14
Bardzo dziekujemy za wiadomosci o Kresach i Polakach Kresowianach,ktorzy kochaja Polske i sa Jej wierni,pomimo ciezkich warunkow zyciowych.Oni pozostajac na ojczystych ziemiach ,obecnie innych panstw sa wierni swej Matce Polsce.Prosimy o dalsze umacnianie wiezi z Polakami.Razem jestesmy silni.

Jan Orawicz - 27.04.13 18:52
O rany! Drogi Panie Marianie, jak Pana nie chwalić za tak doskonałe prace historyczne, dotyczące Wschodnich Kresów Rzeczypospolitej! Teraz tylko dzięki Panu wiem, czym kierował się watażka Stalin, w odgryzaniu wschodnich ziem
Rzeczypospolitej. Do tej pory Rosja ani chwili nie pomyślała nad tym,by jednak
te ziemie zwrócić Polsce. A to dobitnie świadczy o tym,że to,co uczynił watażka Stalin jest dla Rosji sprawą świętą!! A z takim zachłannym sąsiadem nie jest
bezpieczne od jego strony... Serdecznie pozdrawiam

Wszystkich komentarzy: (4)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

22 Maja 1972 roku
Cejlon uchwalił nową konstytucję i zmienił nazwę państwa na Sri Lanka.


22 Maja 1998 roku
Referendum w Irlandii i Ulsterze.


Zobacz więcej