Poniedziałek 11 Listopada 2019r. Imieniny: Bartłomieja, Gertrudy

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 14.04.13 - 15:20     Czytano: [1576]

Gasnące gwiazdy


Gdyby wierzyć nauce, to na każdego mieszkańca ziemi przypada dwa miliony gwiazd. Zatem nieprawdą jest, iż każdy gasnący meteoryt, to jedno życie mniej. Ludzie gasną szybciej jak gwiazdy i nie wszyscy przed wygaśnięciem najjaśniej błyszczą, co jest domeną gwiazd usytuowanych wyłącznie na niebie.
Najwięcej o gwiazdach mówi się w Kalifornii, a potem w mediach, ale czy zawsze one zasługują na uwielbianie? Ich nazwiska wyryte w marmurowych czy granitowych płytach chodnikowych deptane są przez przechodniów i nikt się nie zastanowił nad ich dalszym losem.
To tacy sami ludzie jak my, no może trochę bogatsi, a już na pewno bardziej medialni. Dzisiaj nie potrzeba mieć wielkiego talentu, by zagrać w podrzędnym filmie. Okres świetności „ Przeminęło z wiatrem” dawno minął i wydaje się być bezpowrotnym. Obecnie mało produkuje się filmów z fabułą, która wyzwalałaby łzy z każdego oka. Masowa produkcja i masowe gwiazdy, których coraz mniej przypada na jednego mieszkańca ziemi. Niektóre gasną przed wydaniem blasku. Sezonowość towarzyszy przypadkowym śpiewakom, poetom i aktorom. Najtrudniej jest zagrać siebie. Znajomość w żaden sposób nie potrafi zastąpić talentu, który podobny kopalniom złota, też się wyczerpuje.
Komputeryzacja potrafi zadbać o efekty, ale nie ożywi resztek zagubionego kunsztu.
Znamy wiele gwiazd błyszczących na ziemi, które wraz z przemijającą znajomością i modą - gasną. Powstaje gro nowych filmów gdzie aktor musi wykazać się wulgaryzmem i czym więcej wypowie niecenzuralnych słów, tym film staje się głośniejszy. Trudno się dziwić reżyserom, których przeszłość jeszcze bardziej zadziwia. Kinematografia musi ulec radykalnej przebudowie, inaczej niepewny jej los. Bywają filmy, które wyzwalają myślenie, ale są też takie, które ubliżają człowiekowi.
Kolorowe gazety pełne plotek o rzekomych gwiazdach coraz częściej trafiają do przepełnionych banałami koszy. Szanujący się człowiek nie będzie zaśmiecał umysłu czyimś marnym życiem, brudami wyciągniętymi z pomiętej pościeli. Barwne zdjęcia z pierwszych stron przyciągają rozgrymaszonego czytelnika (czytaj widza) cieszącego się oglądaniem skandalicznych obrazków. W skorumpowanym świecie tylko skandale mogą mieć powodzenie, skoro jedynym źródłem kultury jest nie zawsze przyzwoita telewizja. Jednak szybko gasnące gwiazdy wróżą krótkoterminową lekturę.
Pamiętam z młodości znanych i szanowanych aktorów, których dzisiejszy trend zepchnął na jakieś mało znaczące epizodziki. Jednak ci, którzy wyrośli na komunistycznych drożdżach mają się świetnie, a reklamy rekompensują zamglony blask i ulatniający się talent. Mało tego; ich publiczne wypowiedzi szokują w miarę normalnego człowieka. Podobnie jest z niektórymi reżyserami.
My ludzie mamy jakiś niedosyt zwrócenia na siebie uwagi. Lubimy nawet, kiedy w
sali sadowej mówi się o nas. Może to wciąż rozbudowujące się media wpływają na naszą osobowość.
Oglądamy taniec z gwiazdami, który również przywędrował nad Wisłę i osławił wiele nieznanych, czy może zapomnianych ludzi. Jeśli ktoś nie zauważy jegomościa na scenie, w polityce, to może akurat w tańcu. Każda forma do publicznego pokazania się jest dobra. Ilu to sportowców, piosenkarzy, modelek i modeli poznaliśmy nie na stadionach, recitalach, a właśnie na parkiecie. Skoro śpiewać każdy może, dlaczego nie może tańczyć. Flesze dzisiaj mniej oślepiają. To, co kiedyś było mało dostępne, dzisiaj stało się codziennością. Może nic w tym złego, ale każdy winien robić to, do czego został powołany.
Obowiązkiem wojskowego jest obrona granic, policjanta bicie pałą, polityka kłamanie, a duchownego modlitwa. Z nich wszystkich jedynie policjant i polityk wywiązują się doskonale z powierzonych im zadań. Jeśli zaczniemy się wcielać w postacie innych, nazwą nas gwiazdami i zdepczą doczesne marmurowe płyty.
Gdyby ludzie mówili o tym, co wiedzą - świat stałby się ogarnięty milczeniem. Mówią też, że im mniej wiesz, tym mniej powiesz, ale tak nie jest.
Może więcej tańczmy, a mniej mówmy, taka postawa wzmocni nie tylko mięśnie, ale może wyłoni nowe talenty, o których dotąd nie wiemy. Często mylimy nasze powołanie i wchodzimy w inną sferę, do której zupełnie nie pasujemy.
Kryzys wywołany niekompetencją ludzi każe nam zmieniać profesje, wysyła na rozmaite kursy i nic. Każdy człowiek wraz z dniem narodzin posiadł jakiś dar, jakąś smykałkę, co znaczy więcej niż sto kursów razem wziętych. Mamy jakiegoś konika, no właśnie.
Wszyscy umiemy czytać, zatem dlaczego nie możemy zastąpić znakomitych głosów nieżyjących już spikerów. To proste, oni mieli talent, a my tylko nauczyliśmy się czytać, a to wcale nie to samo. Tak jest ze wszystkim, co nas otacza.

Kiedy ostatnio słuchałem jednej z audycji radiowych, opadły mi ręce. Wynikało z niej jednoznacznie, iż tylko prowadzący program ma rację. Przypominało mi to obrady X zjazdu PZPR. Słuchacze mogą sobie mówić, ale to jest mój prywatny program, za który płacę i wara wszystkim od niego. Kto nie jest z nami, jest przeciwko nam.
Co znaczy prywatny, jest to przede wszystkim program publiczny, a to zasadnicza różnica. Luźne pogawędki można uprawiać jedynie w swoim domu, ale już po przekroczeniu progu kończy się prywata.
Tak często mylimy pojęcia, co może wynikać jedynie z niekompetencji. Reklamowanie marchewki i kaszanki, to jeszcze nie wiedza. Każdy ma prawo do wypowiedzi i właśnie na tym powinna polegać demokracja, której trudno gdziekolwiek się doszukać.
Codzienne wielominutowe monologi nie dodają programowi uroku ani też powagi.
Prowadzący powinien wysłuchać ludzi o różnych poglądach, niekoniecznie zgodnych z przyjętą linią. Radio ma służyć ludziom, a nie kilku klakierom i dyżurnym. Rozmowę przerywa się tylko wtedy, kiedy brakuje argumentów. Można być katolikiem i patriotą, a jednocześnie dobrym człowiekiem. Wydawać się dobrym, to nie to samo, co nim być.
Dawno minęły czasy, kiedy redaktor był kimś wyjątkowym, gdy całowano osobę duchowną w rękę. Bywa, że nie nadążamy za czasem, ale nie musimy koniecznie tkwić w średniowieczu. Gdyby ktoś chciał posłuchać prowadzonego programu w Polsce, zobaczyłaby jak daleko pozostał za nim.
Przypominam, że dawno weszliśmy w XXI w. i, że ciągle należy się dokształcać wszak wiedza i Ziemia nie stoją w miejscu.
Trzeba dorosnąć do publicznych wypowiedzi, albo zająć się tym, na czym się znamy.
Wszystko, co można kupić nie ma wartości, ta audycja również. Żeby się ośmieszyć nie koniecznie należy wykupić koncesję na prowadzenie radia, jest wiele innych, a już na pewno tańszych sposobów. Monopol na mądrość skończył się wraz z narodzinami wielkich filozofów, do których z pewnością nie należymy.
Niewątpliwie są wśród nas ludzie zasługujący na podziw, ale też nie brakuje takich, którzy są godni współczucia i litości.

Władysław Panasiuk

Wersja do druku

york - 04.05.13 22:01
Współpraca z NASA
Wiesław Binienda ukończył studia wyższe na Wydziale Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej w 1980 roku. Rozpoczął tam studia doktoranckie, ale z powodu działalności w “Solidarności” został zmuszony do emigracji i ostatecznie doktoryzował się na amerykańskim uniwersytecie Drexel w Filadelfii. Obecnie pracuje na Uniwersytecie w Akron (stan Ohio) i jest dziekanem Wydziału Inżynierii Lądowej. Specjalizuje się w inżynierii materiałowej, metodach obliczeniowych w fizyce ciała stałego i ich zastosowaniach w lotnictwie i astronautyce. Jest autorem kilku książek i ponad stu artykułów naukowych oraz redaktorem naczelnym pisma “Journal of Aerospace Engineering”, kwartalnika naukowego ASCE. Należy do kilku innych prestiżowych amerykańskich organizacji technicznych. Jest także laureatem kilkunastu nagród przyznawanych za osiągnięcia naukowe. W 2008 r. Amerykańsko-Polskie Towarzystwo Techniczne uznało go za jednego z najbardziej zasłużonych naukowców amerykańskich polskiego pochodzenia. Binienda współpracuje z NASA, głównie z ośrodkiem Glenn w Cleveland. Jego modele komputerowe zderzeń wysokich prędkości były wykorzystywane przez NASA podczas badania przyczyn katastrofy promu Columbia.
Podczas konferencji wygłoszono łącznie 243 referaty prezentujące najważniejsze osiągnięcia w inżynierii materiałów używanych w technice lotniczej i kosmicznej. Miejsce spotkania także jest nieprzypadkowe. Położona obok Los Angeles Pasadena jest siedzibą Instytutu Technicznego Kalifornii (California Institute of Technology) oraz Laboratorium Napędów Odrzutowych (Jet Propulsion Laboratory) NASA.
Obie instytucje są czołowymi ośrodkami badań nad technologiami kosmicznymi.
Laureaci 32 Nagród Nobla pracują w którymś z nich.
Piotr Falkowski
Za: Nasz Dziennik, Środa, 25 kwietnia 2012, Nr 97 (4332)

york - 04.05.13 21:58
Prestiżowa nagroda dla prof. Biniendy
Nagrodą ASCE w kategorii “za wybitny wkład techniczny” m.in. w dziedzinie rozwoju najnowocześniejszych konstrukcji kosmicznych z zastosowaniami w inżynierii lądowej został uhonorowany w Pasadenie prof. Wiesław Binienda.
W Pasadenie 18 kwietnia zakończyła się czterodniowa międzynarodowa konferencja “Earth and Space” (Ziemia i Kosmos) organizowana przez Amerykańskie Stowarzyszenie Inżynierii Lądowej ASCE. Tematem odbywającego się co dwa lata najważniejszego na świecie spotkania naukowców zajmujących się technologią lotniczą i kosmiczną była “inżynieria środowiska ekstremalnego”. Jedną z czołowych postaci podczas obrad był amerykański uczony polskiego pochodzenia prof. Wiesław Binienda.
Wybitnego inżyniera uhonorowano też prestiżową nagrodą ASCE za 2011 rok w kategorii “za wybitny wkład techniczny”. Została ona przyznana za istotny wkład w rozwój najnowocześniejszej wiedzy z zakresu inżynierii i technologii lotniczej, badań kosmicznych oraz konstrukcji kosmicznych z zastosowaniami w inżynierii lądowej. Profesor Binienda otrzymał także nagrodę za poprzedni rok w kategorii “za wybitne usługi profesjonalne”. Uzasadniono ją istotnym wkładem poprzez obiektywne i trwałe osiągnięcia w poprawę warunków, w jakich dokonuje się postęp nauki i technologii w zakresie badań kosmicznych oraz konstrukcji lotniczych i kosmicznych.
Profesor Wiesław Binienda stał się szerzej znany w Polsce, gdy zaangażował się w badanie katastrofy smoleńskiej. Wykonał symulacje komputerowe, dowodzące, że nie jest możliwe oderwanie części skrzydła samolotu przez rosnącą brzozę. Wykorzystał doświadczenie w analizie wytrzymałościowej materiałów poddawanych ekstremalnym obciążeniom, jakie zdobył, pracując m.in. dla NASA. Inne symulacje, tym razem aerodynamiczne, wskazywały, że nawet gdyby skrzydło zostało urwane przez drzewo, to nie mogłoby ono z powodu oporu powietrza przelecieć tak daleko. Obliczenia wskazują na zupełnie inne miejsce oderwania skrzydła, zgodne z niezależnymi badaniami trajektorii lotu wykonanymi przez dr. Kazimierza Nowaczyka z Baltimore.

Wykład kluczowy o Smoleńsku
We wrześniu na łamach “Naszego Dziennika” profesor zaproponował wszystkim polskim specjalistom i naukowcom zainteresowanym tematem uczestniczenie w konferencji pod warunkiem zgłoszenia wcześniej streszczenia wyników własnych badań. Nikt na tę propozycję nie odpowiedział. Jednak badania prof. Biniendy zainspirowały kilka grup polskich naukowców do podjęcia próby dokładnego zbadania ostatniej fazy lotu Tu-154M. Takie inicjatywy powstały m.in. na Politechnice Gdańskiej i w Instytucie Maszyn Przepływowych PAN oraz niezależnie w Wojskowej Akademii Technicznej. Krakowskie środowisko techniczne planuje organizację w październiku konferencji naukowej na temat technicznych aspektów katastrofy.
Jednocześnie z publikacją symulacji prof. Biniendy rozpoczęła się jednak także kampania wyśmiewania zaproponowanej przez niego metody, a nawet ogólnego podważania dorobku naukowego profesora. Włączyli się do niej także członkowie komisji Jerzego Millera, której raport podważają ustalenia niezależnych ekspertów.
Mimo wszystko prof. Binienda dotrzymał słowa. Wykorzystał powierzone mu przez organizatorów konferencji zadanie wygłoszenia tzw. wykładu kluczowego i zaprezentował swoje wyniki symulacji katastrofy smoleńskiej. Takie wykłady adresowane do wszystkich uczestników konferencji były tylko trzy, po jednym na początku każdego dnia obrad. Potem uczestnicy pracowali oddzielnie w pięciu grupach tematycznych. Binienda przewodniczył także jednej z tych grup (zajmującej się problematyką odporności materiałów używanych w lotnictwie i kosmonautyce na uderzenia i oddziaływania balistyczne). Był również współautorem kilku innych prezentacji przedstawianych podczas konferencji.
dalsza część tego tekstu w następnym "wejściu".........

Robert - 03.05.13 13:28
Serdeczne dzięki Panie "york", za przypominanie o poziomie intelektualnym Polskiej Szkoły i osiagnieć nauki, każdego okresu. Wspomina o tym też nasz Historyk, Pan Marian Kałuski. Możemy tylko pomarzyc, jak by wygladała Polska dzisiaj, gdyby nie była okradana i grabiona, przez okupantów i rozbierana ze wszystkiego co posiadała najlepsze.
Co do Enigmy, to odnoszę się z całą stanowczością że to był klucz do zwyciestwa w II WŚ - za sprawą Polaków. Podaję link do obejrzenia trochę prawdy o dokonaniach Polskich kryptologów.


http://www.youtube.com/watch?v=eoK4i0SU3DA


Station X, napewno nie jest fikcją, ale też i nie prawdą. Wiele materiałów propagandowych ku chwale "alintów", chyba w myśl że wojnę najpierw wygrywa propaganda, a ja interpretuje to jako kradziesz Polskiego udziału w tym zwycięstwie.
Pozdrawiam - Robert.

york - 03.05.13 10:47
A oto przykład „czarnej dziury” w której znika wiedza na temat osiągnięć polskich twórców myśli technicznej - dwudziestotomowa Wielka Encyklopedia Świata OXFORD 2003 - z której stopki redakcyjnej cytuję dosłownie:
Oxford Edukational Ltd
30 Stanley Street
London E18 2 NS
UNITED KINGDOM
I kolejne hasła tejże encyklopedii w porządku alfabetycznym: bekaśnica; bekerel; Bekker Paul, niemiecki krytyk i muzykolog; Beksiński Zdzisław; itd., .....
Natomiast informacja na temat inżyniera Mieczysława Bekker’a, który ma wprawdzie niemiecko brzmiące nazwisko, ale urodził się w Polsce, tu się uczył, studiował, walczył w wojnie obronnej 1939 roku w szeregach polskiej armii, a pracując po wojnie dla amerykańskiego przemysłu - wysłał na księżyc Lunar Roving Vehicle – znikła w „czarnej dziurze”.
A jaka jest wiedza na zachodzie, a zwłaszcza w Anglii na temat polskich kryptologów /Marian Rejewski, Henryk Zygalski i Jerzy Różycki/, którzy nie tylko złamali sposób szyfrowania niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma, ale zrekonstruowali takową maszynę, a alianci do końca wojny przy pomocy tejże zrekonstruowanej przez polskich kryptologów maszyny „czytali” wszystkie depesze przesyłane przez system tych maszyn szyfrujących całej niemieckiej machiny wojennej ?
Czy kiedykolwiek poznamy prawdę, jaki wpływ na przebieg działań wojennych miały dla aliantów informacje uzyskane dzięki myśli twórczej polskich kryptologów ?
SATIS VERBORUM ....................

Jan Orawicz - 03.05.13 2:10
Drogi Panie York i za tę piękna wiedzeę o sławnych Polakach serdecznie Panu
dziękuję!!! Polskie losy profesora Jacka Karpińskiego wyczytałem - wydaje mi się w "Tygodniku Solidarność,"chyba w 1991rO,jak dobrze się stało,że trafił Pan
do naszego Kworum z takim bogactwem wiedzy!! A niektórzy mówią,że inżynierowie stronią od mediów,w których przeważają humanistyczne treści.A ja
się z tym twierdzeniem nie zgadzam,ponieważ miałem kolegów, także inżynierów z dużym talentem poetyckim. Należeliśmy do Klubu Literackiego
Młodych Pisarzy.Nasz Naczelny Redaktor Kworum ,Pan Zbigniew także technik
jak się patrzy,a zarazem wspaniały poeta i dziennikarz. Takie wspaniałe komentarze,wzbogacają to nasze elektroniczne medium. Na koniec dodam,że ten kraj,który nie ceni swoich talentów to nie jest kraj Ojczysty!! Tę prawdę
łatwo można było odczytać w PRL. Serdecznie pozdrawiam!

york - 02.05.13 23:33
Powracam na tym forum do wątku najwybitniejszych polskich twórców myśli technicznej, bo nie sposób pominąć w tym kontekście postaci inżyniera Mieczysława Bekker’a /1905 – 1989/, który w okresie międzywojennym jeszcze jako wybitnie zdolny student Wydziału Mechaniki Politechniki Warszawskiej został dostrzeżony przez wojsko i zatrudniony później w Wojskowym Instytucie Badań Inżynierii, a następnie w Dowództwie Wojsk Pancernych.
Po przejściach wojennych pozostał na zachodzie, gdzie pracował miedzy innymi na Wydziale Czołgów Ministerstwa Uzbrojenia w Paryżu, w Ottawskim Biurze Badań Broni Pancernej, gdzie dosłużył się stopnia pułkownika armii kanadyjskiej, a w USA był profesorem Wydziału Mechaniki na Uniwersytecie w Michigan oraz dyrektorem Instytutu Badań amerykańskiego koncernu General Motors w Santa Barbra. Jego specjalizacją była zapoczątkowana jeszcze badaniami w Polsce - teoria współpracy koła lub gąsienicy z grząskim, miękkim podłożem, która po latach stała się fundamentem nowej dziedziny wiedzy – terramechaniki.
Był też głównym konstruktorem prowadzącym projektu realizowanego na zamówienia NASA wspólnie przez koncerny Boeing i General Motors, na czterokołowy łazik księżycowy: LRV – Lunar Roving Vehicle, który był wykorzystywany z ogromnym sukcesem przez amerykańskich astronautów podczas kolejnych misji księżycowych Apollo: 15, 16 i 17.
Największą zaś ciekawostką techniczną tego pojazdu były - „opony” - wykonane ze specjalnie splecionych i uformowanych strun fortepianowych, a to wszystko oparte na szkielecie oraz wzmocnione nakładkami z tytanu.
No i na koniec jeszcze o innym polskim twórcy, jak Antoni Norbert Patek /1812 – 1877/, genialny zegarmistrz, twórca funkcjonującej do chwili obecnej na rynku szwajcarskiej marki Patek Philippe & Co, która jest synonimem najbardziej renomowanych zegarków na świecie, a nosili je między innymi: królowa Anglii Wiktoria i książę Albert, papież Pius XII, Albert Einstein, Maria Skłodowska-Curie, Niels Bohr, Zygmunt Krasiński, Piotr Czajkowski, Lew Tołstoj, Walt Disney, Josip Broz Tito i Józef Stalin.
Pozdrawiam. york.

york - 02.05.13 23:19
Pełna zgoda Panie Janie, że wiele polskich wynalazków przepadło w „sowieckiej, czarnej dziurze”, a najbardziej chyba spektakularnym przykładem są chociażby pionierskie na skalę światową opracowania w dziedzinie informatyki zmarłego w 2010 roku profesora Jacka Karpińskiego /1927 – 2010/, określanego polskim Bill’em Gates’em, który w 1960 roku po wejściu do finałowej szóstki światowego konkursu UNESCO, w nagrodę otrzymał stypendium i miał możliwość studiować na prestiżowym, amerykańskim uniwersytecie Harvard’a, oraz na najbardziej renomowanej uczelni technicznej na świecie - Massachusettes Institute Of Technology.
Amerykanie niezwykle wysoko ocenili wówczas jego zdolności informatyczne, zaproponowali aby pozostał na stałe w USA i atrakcyjne warunki pracy.
Z oferty tej jednak nie skorzystał, bo chciał wrócić do Polski i tu realizować swoje pomysły, które były wtedy konkurencyjne dla najlepszych rozwiązań, nie tylko amerykańskich, ale i światowych, jak min. mikrokomputer K-202 – prototyp współczesnych komputerów PC.
Tymczasem jednak te projekty informatyczne zostały przejęte dla celów zbrojeniowych przez Związek Sowiecki, a jego zespół naukowo – badawczy rozwiązany, on sam zaś w proteście wyjechał na Mazury, gdzie wydzierżawił gospodarstwo rolne i zajął się hodowlą świń, bo jak powiedział w filmie dokumentalnym Telewizji Polskiej z 2009 roku, chciał mieć pewność, że ma do czynienia z prawdziwymi świniami.
W późniejszym zaś okresie, kiedy tylko mógł, to wyjechał do Szwajcarii, gdzie pracował dla innego polskiego geniusza elektroniki Jerzego Kudelskiego, którego firma NAGRA produkowała najlepsze na świecie profesjonalne magnetofony.
Historię „perypetii” profesora Jacka Karpińskiego znam niejako z autopsji, bo dane mi było znać jednego ze „stażystów” jego zespołu naukowo – badawczego, który aktualnie pracuje jako informatyk dla amerykańskiego przemysłu samochodowego.
Inni natomiast mieli więcej szczęścia, w właściwie tworzyli w nieco innych czasach, jak chociażby inżynier Jerzy Rudlicki /1893 – 1979/, główny konstruktor w Lubelskiej Wytwórni Samolotów, który udoskonalił wyrzutniki bomb Władysława Świąteckiego, które stosowane były w amerykańskich i brytyjskich samolotach podczas drugiej wojny światowej i po jej zakończeniu, oraz konstruktor zastępującego klasyczny statecznik pionowy - usterzenia motylkowego, który to typ usterzenia stosowany jest z powodzeniem do chwili obecnej, min. w amerykańskich samolotach myśliwsko – bombowych koncernu Lockheed-Martin, F–117A Night Hawk, w najnowocześniejszych obecnie na świecie bezpilotowych samolotach rozpoznawczych produkcji amerykańskiego konsorcjum Northrop-Grumman, RQ–4 Global Hawk UAV /ang. Unmanned Aerial Vehicle - bezzałogowy aparat latający/, czy w zbudowanym niedawno dla US Air Force przez koncern Boeing’a, tajnym, bezzałogowym mini wahadłowcu X37B.

Jan Orawicz - 01.05.13 20:43
Szanowny Panie York taka była i jest prawda o życiu ludzi uzdolnionych pod sowiecką okupacją. Znam wiele przykładów na to,ponieważ mam także wykształcenie techniczne, i kilka własnych ważnych usprawnień technicznych.
które były zamilczane przez inżynierów z partyjnej łaski. A to ściślej znaczy tych,których za okrzyki : "Niech żyje Stalin, wysyłano na przyspieszone szkółki
inżynierskie itp. Ale znam kilka przypadków kradzieży przez sowietów polskich
wynalazków w z różnych dziedzin i elektroniki. Żyjąc w USA od 15 lat,czyli w tzw. zgniłym kapitaliżmie,wnet doświadczyłem tego z jakiego powodu ludzie z całego świata lecą tutaj jak pszczoły do miodu? A no, bo tutaj nic niestety nie gnije i nie zgniło, jak to głoszą komuszki,ponieważ USA nie bawi w komunistyczne głupizny,a swoją gospodarkę opiera na wierze w Boga i wartościach racjonalnych,które płyną z utalentowanych umysłów . Tutaj jest w cenie każdy
talent. Amerykański system oświaty - od 1 klasy podstawówki prowadzi wyłanianie talentów ąż do ukończenia szkoły średniej. I tu nie ma różnic,czy
talent pochodzi z robotniczej rodziny,czy inteligenckiej, ponieważ państwo ma na te cele budżet,by pokrywać koszty nauki, wybitnym młodym Amerykanom.
Wiem o tym,bo mam wnuczkę i wnuka,których wyniki w nauce są podziwiane
przez nauczycieli od chwili wejścia tych dzieci w progi amerykańskiej szkoły.
Kto uważa,ze kłamię,proszę napisać do mnie,a prześlę jemu autentyczne dane ze szkoły,z którą się może nawet skontaktować,bo podam adres i telefon.
Ale patrzę ! maja na Warszawę i widzę czerwoną głupotę,której Polska pozwala prezentować w swoim sercu. Polacy pamiętajcie,że ci,co bezkarnie dzisiaj
prezentowali swoją bezkarność w niedalekiej przeszłości służyli Czerwonemu
Imperium Zła. Pamiętajmy o grobach naszych córek i synów w kraju i na lodowatej Syberii,gdzie głodne wilki pożerały ich zlodowaciałe zwłoki. To ci,co dzisiaj spacerowali ulicami wiedzieli o tym bolszewickim zamordyżmie na naszym Narodzie,ale milczeli i milczą!! A z jakiego powodu to każdy myślący Polaqk wie!... Pozdrawiam

york - 01.05.13 15:46
Ma Pan rację Panie Lubomirze, że narzucono Polsce ustrój kolonialno - niewolniczy, z kosmopolityczną kastą rządzącą w imieniu mocodawców z EuroKołchozu, ale nie jest to bynajmniej „wynalazek” minionego ćwierćwiecza, bo zmagamy się z takową sytuacją od niemal siedemdziesięciu lat, gdzie narzucony nam siłą sowieckich bagnetów totalitarny system polityczny skutecznie niszczył w Polsce wszelkie przejawy innowacyjności i postępu technicznego.
Takowe doświadczenie dane mi było przeżyć na własnej skórze, kiedy to w latach 70-tych pracowałem w jednej w najnowocześniejszych wówczas, nie tylko w Polsce, ale i na terenie wszystkich „demoludów” placówek badawczo – doświadczalnych, która poza potencjałem technicznym sowieckiego przemysłu zbrojeniowego w praktyce nie miała innej konkurencji.
Tymczasem jednak ówczesne zarobki w tej placówce badawczej wysokiej klasy inżyniera kształtowały się na poziomie około czterech do pięciu tysięcy złotych, podczas gdy absolwent tylko szkoły podstawowej w Ochotniczych Hufcach Pracy zarabiał w tym samym okresie około sześciu i nawet więcej jeszcze tysięcy złotych. To są doświadczenia, które „ćwiczyłem” na własnej skórze przez wiele lat.
Za granicą jesteśmy innowacyjni, kreatywni, a w Polsce nasze pomysły, umiejętności i inteligencja giną we wiadomej „czarnej dziurze”. Największym natomiast skandalem ostatniego okresu, żeby nie użyć bardziej dosadnego i soczystego określenia jest zmarnowanie osiągnięć związanych z technologią niebieskiego lasera, na którym zarobili wszyscy, tylko nie Polacy.
Podobnie będzie również i z grafenem – materiałem, który zrewolucjonizuje elektronikę.
Nie ma osiągnięć tam, gdzie rządzą najprzeróżniejsze koterie, gdzie o kadrach decyduje negatywna selekcja, gdzie liczą się tylko sitwy, układy i znajomości, gdzie panuje feudalny system zależności, gdzie marnotrawi się pieniądze na badania i rozwój, gdzie brakuje u rządzących państwowo twórczego, polskiego myślenia.
Pozdrawiam. york.

panasiuk - 01.05.13 4:05
Świta prawda Panie Lubomirze. Pozdrawiam serdecznie. W. panasiuk

Lubomir - 16.04.13 9:53
Z twórczością humanistyczną nie jest chyba między nami Polakami najgorzej. Szkoda, że nie chcemy promować osiągnięć naszych braci. Np nikt nie krzewi twórczości znakomitego poety gdańszczanina, zmarłego w bliżej nieznanych okolicznościach w Australii - Mirosława Krupińskiego. Przecież Gdańsk powinien być dumny z tak znakomitego pióra. Gorzej z pewnością jest w Polsce z twórczością techniczną. Tutaj obserwatorzy biją na alarm. Jako naród stajemy się coraz mniej innowacyjni. Ale czego oczekiwać, gdy wręcz na wyścigi likwidowano w Polsce placówki badawczo-rozwojowe?. W polskich miastach trudno obecnie znaleźć Dom Młodego Technika czy np Dom Modelarza. Gdzie Polacy mają rozbudzać swój entuzjazm do techniki?. Na przysłowiowym betonie, nie urodzi się polski Leonardo da Vinci...Narzucany Polsce ustrój pod wieloma względami przypomina ustrój niewolniczy, z kosmopolityczną kastą zarządzającą i niemiłosiernie eksploatowanymi tubylcami.

Wszystkich komentarzy: (11)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

11 Listopada 1949 roku
Plenum KC PZPR, na którym usunięto z partii Gomułkę, Kliszkę, Spychalskiego.


11 Listopada 1918 roku
Rada Regencyjna przekazała Józefowi Piłsudskiemu naczelne dowództwo nad tworzonymi siłami zbrojnymi.


Zobacz więcej