Czwartek 19 Września 2019r. - 262 dz. roku,  Imieniny: Konstancji, Leopolda

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 15.03.13 - 23:04     Czytano: [2296]

Skolonizować Polskę

Ukraińcami i Rosjanami


W Warszawie działa organizacja pozarządowa pod nazwą Fundacja „Energia dla Europy”, której celem jest prowadzenie działalności społecznie użytecznej na rzecz projektowania, inicjowania i wspierania rozwiązań w zakresie polityki ustrojowej i rodzinnej w Polsce.

Fundacja prowadzi działalność na rzecz rozwoju i umacniania międzynarodowej pozycji Polski jej bezpieczeństwa energetycznego oraz działań na rzecz maksymalizacji zaangażowania Polski w rozwój współpracy środkowoeuropejskiej i więzi transatlantyckich. FEdE prowadzi badania opinii społecznej, sporządza analizy, raporty i ekspertyzy związane z realizowaniem przez państwo zadań w sferze ustrojowej, energetycznej i rodzinnej. Fundacja przygotowuje i wspiera projekty mające na celu usprawnienie i racjonalizację polityki państwa w zakresie ustroju, gospodarki oraz polityki społecznej. FEdE współpracuje z organami administracji, organizacjami międzynarodowymi i pozarządowymi. Organizuje konferencje i seminaria eksperckie. Obecnie Fundacja FEdE prowadzi m.in. projekt pod nazwą Ukraiński Łącznik, co wskazuje na to, że współpracuje z jakimiś Ukraińcami i że jest życzliwie ustosunkowana do Ukrainy, Ukraińców i spraw polsko-ukraińskich zapewne zgodnie z duchem poprawności politycznej i polityki obecnego rządu warszawskiego.

Otóż Fundacja wydała raport prof. Krystyny Iglickiej, według którego Polska powinna sprowadzić do 2050 roku 5,2 mln imigrantów, aby wyludniający się nasz kraj nadal się rozwijał. Według tego raportu powinniśmy zapraszać do osiedlania się w Polsce tych, którzy mieszkają w krajach bliskich nam kulturowo, np. Ukraińców, Białorusinów czy Rosjan, gdyż byłoby im nieco łatwiej się zintegrować, a jest to, wg prof. Iglickiej, konieczne, o ile w przyszłości chcemy uniknąć zamieszek na tle narodowościowym czy religijnym.

Raportem tym i sprawą imigracji cudzoziemców do Polski zainteresował się redaktor dziennika „Rzeczpospolita” Andrzej Talaga, który w swym artykule pt. „Im więcej Polaka, tym lepiej” („Rz.” 8.3.2013) popiera masowy napływ Ukraińców, Białorusinów i Rosjan do Polski pisząc: „Polskę trapi kryzys demograficzny, o czym głośno w mediach, mało jednak słychać o jego strategicznych konsekwencjach. Państwo, aby się rozwijać i umacniać, potrzebuje obywateli: jeśli nie zostanie zachowana „masa krytyczna", kraj zaczyna obumierać i wystawia się na ciosy z zewnątrz. W takiej sytuacji nie ma co kaprysić, niemal każda metoda pozyskiwania obywatela jest dobra, choćby nawet niektórzy uznali ją za dwuznaczną moralnie... Mniej kontrowersyjne jest pozyskiwanie imigrantów. Potrzebujemy ich, ale nie ma co udawać – jednych bardziej, innych mniej. Z punktu widzenia państwa wskazany będzie staranny dobór przybyszy. Lepiej, by byli młodzi, wykształceni i kulturowo oraz etniczne jak najbliżsi Polakom, czyli pochodzili z Ukrainy, Białorusi, Rosji...”.

Obje sugestie świadczą o tym, jak wielu współczesnych polskich naukowców i dziennikarzy jest oderwanych od historii i geopolitycznej rzeczywistości polskiej i naszych sąsiadów.

Rzeczpospolita Obojga Narodów (Polska sprzed 1795 roku) była otwarta dla imigrantów i raczej na tym dobrze wychodziła, bo większość ich, poza żydami, asymilowała się. Wpuszczenie do dzisiejszej Polski jednego czy nawet dwóch milionów lub chociażby pół miliona Ukraińców i tyle samo Rosjan byłoby jednak bardzo, ale to bardzo ryzykowne. Nie tylko nacjonaliści ukraińscy, a tych dużo by do Polski napłynęło z tzw. Zachodniej Ukrainy, czyli ich matecznika, w którym klepią biedę i zacofanie pod każdym względem, ale także po cichu jakiejkolwiek maści politycznej rządy Ukrainy chciałyby oderwać od Polski Podlasie, Chełmszczyznę i Ziemię Przemyską (sami mówią i piszą o 20 000 km kw.; tej idei bardzo sprzyjał Juszczenko swoją cichą polityką). Dlatego powtarzam, że wpuszczanie tak wielkiej masy nacjonalistów ukraińskich do Polski byłoby bardzo ryzykowne. Kto czy co gwarantuje, że ci ludzie nie staną się V kolumną destabilizującą nasz kraj?! Mało mieliśmy kłopotów z Ukraińcami w okresie międzywojennym i z terroryzmem UPA po wojnie?! Co więcej, nie ulega wątpliwości, że wśród imigrantów ukraińskich znalazłoby się wiele tysięcy wnuków Ukraińców wysiedlonych z Polski – z Chełmszczyzny, Ziemi Przemyskiej i Podlasia, którzy wystąpili by do sądów polskich o odszkodowania za pozostawione w Polsce gospodarstwa. A że nacjonaliści ukraińscy są terrorystami i bandytami po dziś dzień, potwierdzają ich publikacje (niektóre były podawane w portalu „Kresy.pl”).

Równie ryzykowne jest wpuszczenie do Polski miliona czy nawet dwóch milionów Rosjan. Walczyliśmy z rusyfikacją w okresie zaboru i z jej owocami w okresie międzywojennym, by teraz dobrowolnie zezwalać na ponowną rusyfikację naszego kraju. Rusyfikację chociażby tylko krajobrazową. Polska pod względem architektonicznym należy do Zachodu. Wpuszczenie 5 milionów prawosławnych i grekokatolików ponad wszelką wątpliwość upodobniło by nasz kraj do Rosji i Ukrainy. Nasz krajobraz zaśmieciłoby aż kilka tysięcy cebulastych cerkwi. Wrosły by one w krajobraz WSZYSTKICH miast i miasteczek w Polsce. Tysiąc lat łączności Polski z Zachodem prysło by jak bańka mydlana.

Nie mam nic przeciwko architekturze cerkiewnej. Przeciwnie, uważam że jest ona (rosyjska, nie ukraińska, która ma brzydki styl i jest monotonna) bardzo oryginalna i ciekawa. Będąc w Rosji w 2005 roku widziałem piękne cerkwie; piękność wielu innych podziwiałem z ilustracji; niektóre z nich to prawdziwe cacka. Są one jednak piękne na ziemi rosyjskiej. Są jej symbolem i duszą. W Polsce przyczyniły by się do zniszczenia polskiego symbolu i polskiej duszy. Wówczas przestaniemy być Zachodem, a staniemy się na własne życzenie prawdziwie Priwislanskim Krajem!

I jeszcze jedno. Zdaniem Polaków Rosja jest najbardziej nieprzyjaznym Polsce państwem. Postrzegana jest dużo bardziej negatywnie niż inne kraje. Potwierdzające to badania opinii publicznej przedstawiono na konferencji „Polska–Rosja. Bilans 2012” zorganizowanej przez Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Badania wykazały, że bardzo dużo Rosjan nie lubi Polaków. Nie ulega więc wątpliwości, że w Polsce osiedliło by się wiele tysięcy ludzi nas nie lubiących. A to nic dobrego by nie wróżyło. Poza tym wśród tych przybyszów było by wiele osób pracujących dla wywiadu rosyjskiego. Wywiad ten miałby od swoich ziomków wszystkie potrzebne rządowi rosyjskiemu informacje z pierwszej ręki z CAŁEJ Polski!

Polska powinna akceptować tylko tych Ukraińców i Rosjan, którzy w oficjalnych papierach imigracyjnych poświadczą, że są gotowi na asymilację, że nie będą zaśmiecać zachodniego charakteru Polski cerkwiami (bo sam Stalin mówił Aliantom, że dokąd sięgają cerkwie tam jest Ruś!) i swoimi organizacjami nacjonalistycznymi. Po prostu, że chcą zostać Polakami i sprawy ukraińskie czy rosyjskie zostawiają za sobą, z chwilą przekroczenia granicy polskiej. I powinni być świadomi tego, że za jakąkolwiek antypolską działalność mogą być w każdej chwili deportowani tam skąd przybyli. Obywatelstwo polskie powinno być przyznawane dopiero po 10 latach i uwarunkowane pewnymi postulatami, jak np. dobrą znajomością języka polskiego, pozytywnym zaangażowaniem się w sprawy polskie itd.

Na pewno lepiej jest mieć mniej imigrantów niż mieć w Polsce NA WŁASNE ŻYCZENIE kilka milionów wrogów Polski i Polaków, agentów obcych państw i te wszystkie problemy, jakie mają dzisiaj rządy i narody niemiecki, francuski czy angielski ze swoimi imigrantami żyjącymi w stworzonych przez siebie gettach i wrogo nastawionych wobec prawdziwych właścicieli tych państw. (Marian Kałuski)

Polskie Lwowskie Towarzystwo Lekarskie

Lwowskie Towarzystwo Lekarskie zostało założone przez polskich lekarzy tego miasta i Małopolski Wschodniej w 1867 roku. Wyposażone było w bogatą fachową bibliotekę i wydawało w latach 1922-39 jedyne ogólnopolskie lekarskie czasopismo tygodniowe „Polską Gazetę Lekarską”. Lwowskie Towarzystwo Lekarskie było do 1939 roku właścicielem ekskluzywnego zdrojowiska w Morszynie koło Stryja.

Wydział Medyczny Uniwersytetu Lwowskiego powstał w 1894 roku i należał do najlepszych w Polsce i Europie. Np. profesor chirurgii Ludwik Rydygier był pionierem wielu metod chirurgicznych (np. pierwsze wycięcie żołądka); prof. Rudolf Weigel wyprodukował pierwszą na świecie skuteczną szczepionkę przeciwko durowi plamistemu. Uczeni lwowscy ustalili proces amoniogenezy we krwi i zależności tych procesów od zaopatrzenia wątroby w tlen. W dziedzinie farmakologii eksperymentalnej prowadzono pionierskie badania nad właściwościami ciałek czerwonych krwi, jej elementów transportujących hormony i wprowadzono do nauki pojęcie dynamiki krwi i ustalono typy gorączki.

Pierwsza kobieta, która ukończyła Uniwersytet Lwowski

Pierwszą kobietą, która ukończyła polski Uniwersytet Lwowski była Jadwiga Wołoszyńska, biolog, wybitna specjalistka w zakresie fykologii i hydrobiologii.

Jadwiga Wołoszyńska urodziła się 5 kwietnia 1882 w Nadwórnej, mieście powiatowym w województwie stanisławowskim (ob. Ukraina), a zmarła 30 sierpnia 1951 w Krakowie. Uczęszczała do gimnazjum w Nadwórnie, a maturę zdała w 1903 roku we Lwowie, po czym studiowała przez cztery lata nauki przyrodnicze na Uniwersytecie Lwowskim, który w odrodzonym państwie polskim nosił nazwę Uniwersytet Jana Kazimierza. Specjalizowała się w zakresie fykologii pod kierunkiem prof. Mariana Raciborskiego. W 1912 roku doktoryzowała się na tym uniwersytecie i w latach 1912-20 pracowała tam jako asystentka. Następnie w latach 1921–1923 pracowała w nowo powstałej, pierwszej polskiej stacji hydrobiologicznej na jeziorze Wigry na Suwalszczyźnie. Od 1924 roku związała się pracą naukowo-dydaktyczną w Instytucie Botanicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, najpierw jako asystentka prof. Władysława Szafera, w latach 1930-32 jako docent i zastępca profesora botaniki farmaceutycznej w Zakładzie Botaniki Farmaceutycznej UJ, zaś od 1932 roku jako profesor nadzwyczajny i od 1946 roku jako profesor zwyczajny. Była drugą kobietą, która uzyskała tytuł profesorski na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 1950 roku jej katedrę wcielono do nowo utworzonej Akademii Medycznej w Krakowie, w której pracowała do śmierci w 1951 roku. Podczas niemieckiej okupacji Polski 1939-45 brała udział w tajnym nauczaniu akademickim. Była autorką 50 prac naukowych dotyczących fitoplanktonu jezior Polski, w tym jezior leżących dzisiaj na terenie Ukrainy i Litwy oraz Bałtyku. Jej pierwsza praca, wydana w 1910 roku, dotyczyła rozmieszczenia zbiorowisk glonów w mikrosiedliskach na dnie rzeki Prut w Karpatach Wschodnich (dziś Ukraina). Jej badania dotyczyły również jezior na Jawie i Sumatrze (Indonezja) oraz Afryki. Opisała łącznie około 170 nowych taksonów glonów. Była członkiem polskiego Towarzystwa Naukowego we Lwowie i lwowskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika oraz Polskiego Towarzystwa Botanicznego, Towarzystwa Naukowego Warszawskiego i Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie.

Lwów polski i austriacki

Lwów był od 1340 do 1945 roku polskim miastem, trzecim najważniejszym miastem w historii Polski (po Warszawie i Krakowie). Prawie wszystko co powstało w tym mieście do 1939 roku było polskie lub stworzone dla Polaków. Tymczasem w Polsce nie okazuje się dużego zainteresowania polskim dziedzictwem kulturalnym we Lwowie, na co zwrócił ostatnio uwagę redaktor naczelny krajowego magazynu „Zabytki. Heritage” Grzegorz Mazur. Zwrócił on uwagę na to, że Austriacy, którzy okupowali polski Lwów w latach 1772-1918, więcej interesują się austriacką historią Lwowa niż Polacy polską historią tego miasta. Austriacy utworzyli we Lwowie Centrum Historii Miejskiej Europy Środkowowschodniej, znakomicie wyposażone w sale wykładowe, bibliotekę i pokoje gościnne. I zauważa: „Jest zadziwiające, że takiego centrum we Lwowie Polska jeszcze nie ma”. – Z tym że Ukraińcy na pewno takiego polskiego centrum by nie chcieli, a wyprane z polskości władze polskie po 1989 roku nawet o tym nie myślą.

Lwowskie Zgromadzenie Sióstr Opatrzności Bożej

Marcjanna Mirska urodziła się 28 lipca 1822 roku w Przemyślu w rodzinie bardzo religijnej. Mając 18 lat (w 1840 r.) wstąpiła do Sióstr Szarytek we Lwowie, gdzie pracowała jako pielęgniarka. Po kilku latach, ze względu na chorobę nóg, opuściła to Zgromadzenie i podjęła pracę we lwowskim Stowarzyszeniu Pań Dobroczynności św. Wincentego a'Paulo. XIX wiek to wiek nędzy. Do historii polskiej przeszła nazwa „nędzy galicyjskiej”, za którą można śmiało obwiniać zaborcę austriackiego, gdyż jego polityka na okupowanych ziemiach polskich ograniczała się tylko na dwóch czynności: ściągania podatku i na rekrutacji młodzieży do wojska. Dlatego zjawiskiem często występującym wówczas w Galicji i we Lwowie była prostytucja. Dotychczas nie było instytucji o charakterze resocjalizacyjnym dla dziewcząt i kobiet z ulicy. Za namową katolickiego metropolity lwowskiego, abpa Łukasza Baranieckiego i przedstawicielki Stowarzyszenia Pań Dobroczynności - Jadwigi Sapieżyny, Marcjanna Mirska wyjechała do Francji, by w działającym tam zakładzie wychowawczo-poprawczym dla upadłych kobiet i dziewcząt prowadzonym przez Siostry Miłosierdzia w Laval, zdobyć doświadczenie i przeszczepić je na teren Polski. Odbyła tam nowicjat i przybrała imię siostra Antonina. Po powrocie do Lwowa podjęła pracę w istniejącym od 1854 roku Zakładzie św. Teresy. 8 grudnia 1857 roku w archikatedrze lwowskiej złożyła śluby pierwsze i wieczyste. Tego samego dnia do nowicjatu zostały przyjęte dwie inne kandydatki. W ten sposób zaistniało we Lwowie nowe polskie żeńskie zgromadzenie zakonne - Zgromadzenie Sióstr Opatrzności Bożej, którego przełożoną generalną, z nominacji abpa Baranieckiego, została Matka Antonina. Zgromadzenie zaczęło się rozwijać i 17 lipca 1867 roku uzyskało urzędowy dekret Świętej Kongregacji dla Biskupów i Zakonników, mocą którego Ojciec Św. Pius IX uznał i zatwierdził Zgromadzenie Sióstr Opatrzności Bożej jako zgromadzenie zakonne, oparte na trzech ślubach zwyczajnych, pod kierownictwem przełożonej generalnej. Ostateczne zatwierdzenie Konstytucji nastąpiło jednak dopiero 25 kwietnia 1949 roku. Zgromadzenie przyjęło duchowość św. Ignacego Loyoli, a jego zawołaniem jest: "Wszystko na większą chwałę Bożą". W latach 1860 – 1862 przy ul. Leona Sapiehy (obecnie ul. Stepana Bandery!) siostry z pomocą wiernych wybudowały niewielki jednonawowy murowany kościół pw. św. Teresy wraz z klasztorem. W ołtarzu głównym znajdował się obraz Niepokalanego Poczęcia NMP pędzla córki największego komediopisarza polskiego Aleksandra Fredry, hrabiny Zofii Szeptyckiej. Siostry lwowskie prowadziły tutaj zakład wychowawczo-naukowy dla uczennic szkół powszechnych.

Rozwijające się zgromadzenie wkrótce rozszerzyło swoja opiekę także na sieroty ze Lwowa i okolic. Powstawały nowe placówki, prowadzące zakłady poprawczo-wychowawcze, sierocińce i ochronki; do odrodzenia się państwa polskiego w listopadzie 1918 powstawały one tylko na terenie Galicji, potem na terenie całego kraju, m.in. na Górnym Śląsku, gdzie siostry założyły w 1934 roku zakład wychowawczy w Jedłowniku. W 1939 roku na terenie archidiecezji lwowskiej istniały domy zakonne we Lwowie (Dom Generalny przy ul. Leona Sapiehy 30; 45 sióstr), w Lackiem (15 sióstr), Rodatyczach (12 sióstr) i Skolem (3 siostry); na terenie diecezji przemyskiej domy zakonne były w: Przemyślu (8 sióstr), Kruhelu Wielkim (5 sióstr) i Łące (6 sióstr). Szczególnym miejscem dla Matki Antoniny Mirskiej były Rodatycze koło Gródka Jagiellońskiego (na zachód od Lwowa), gdzie siostry obok domu zakonnego miały także wzorowo prowadzony folwark. Tutaj Matka Antonina spędziła ostatnie lata życia, pełniąc nadal funkcje przełożonej generalnej, i tutaj zmarła 23 listopada 1905 roku. Przyczyniła się ona do wybudowania tu nowego murowanego kościoła pw. św. Trójcy (zgromadzenie sprawowało patronat nad tym kościołem), plebani i kaplicy cmentarnej, gdzie została pochowana. Parafia w Rodatyczach powstała już w 1449 roku (było tu już wtedy dużo osadników polskich) i w 1939 roku miała 2900 parafian.

W czasie okupacji Siostry Opatrzności Bożej pracowały jako pielęgniarki w szpitalach zakaźnych, udzielały pomocy żołnierzom i partyzantom, prowadziły akcje dożywiania dzieci, a także tajnego nauczania i wreszcie udzielały schronienia Żydom.

Po włączeniu Lwowa i Małopolski Wschodniej do Związku Sowieckiego w 1945 roku, Siostry Opatrzności Bożej zostały w 1946 roku wypędzone ze Lwowa, Lacka, Rodatycz i Skolego w nowe granice Polski. Dom Generalny został przeniesiony do Grodziska Mazowieckiego. Ateistyczne władze komunistyczne odebrały Zgromadzeniu zakłady wychowawcze dla dziewcząt, sierocińce i ochronki. Pozwolono jedynie na pracę w zakładach dla dzieci z upośledzeniem umysłowym i osób w podeszłym wieku. Po upadku komunizmu w Polsce w 1989 roku Zgromadzenie mogło powrócić do realizacji swego charyzmatu, otwierając ponownie ośrodki dla dziewcząt zagrożonych moralnym upadkiem, a wywodzących się z rodzin rozbitych i patologicznych. Obecnie Zgromadzenie, liczące ok. 300 sióstr, prowadzi swoje dzieła w 34 placówkach w Polsce i w 10 za granicą: w Japonii (od 1976 r.), Szwajcarii, Włoszech, Kamerunie i na Ukrainie, dokąd siostry mogły powrócić w 1992 roku i założyć 3 placówki.

Bitwa pod Orzechowem na Polesiu w 1769 roku

Orzechów to wieś na terenie dzisiejszej Białorusi, która w okresie międzywojennym leżała na terenie polskiego powiatu brzeskiego w województwie poleskim.

Po wyborze na króla Polski w 1764 roku Stanisława Augusta Poniatowskiego Rosja coraz bardziej ingerowała w polskie sprawy wewnętrzne, starając się podporządkować sobie państwo polskie.

W Barze na Podolu 29 lutego 1768 roku została zawiązana konfederacja barska – zbrojny związek utworzony w obronie wiary katolickiej i niepodległości Rzeczypospolitej, skierowany przeciwko szarogęsieniu się Rosji w Polsce i królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu, którego władzę wspierały wojska rosyjskie. Przez niektórych historyków konfederacja barska uważana jest za pierwsze polskie powstanie narodowe.

Do pierwszych walk z Rosjanami doszło na Podolu (m.in. obrona przez dwa tygodnie warownego klasztoru karmelitów w Berdyczowie w 1768). Dowództwo konfederacji postanowiło przenieść teren walk także na obszar Wielkiego Księstwa Litewskiego. W tym celu latem 1768 roku wysłano tam zbrojny oddział konfederatów, w którym byli m.in. Antoni Pułaski, Franciszek Ksawery Pułaski i nie tylko bohater walk o wolność narodu polskiego, ale niebawem także i amerykańskiego – Kazimierz Pułaski, jeden z dowódców i później marszałek konfederacji barskiej. Oddział konfederatów maszerował przez Wołyń w kierunku Kobrynia na Polesiu, które stanowiło obszar Wielkiego Księstwa Litewskiego. Rosjanie rzucili przeciw konfederatom dwa oddziały wojskowe – grupę Aleksandra Suworowa idącą od wschodu i siły Karola Augusta von Roennego (od XVIII w. wielu Niemców służyło na wysokich stanowiskach dowódczych w armii rosyjskiej) od południowego zachodu. Suworow pierwszy dogonił konfederatów pod Orzechowem (45 km na wschód od Włodawy). Było to 13 września 1768 roku. Niestety, Polacy nie zdawali sobie sprawy ze słabości sił Suworowa i zamiast prowadzić walkę i atak, toczyli jedynie walki odwrotowe, przeważnie za pomocą ognia piechoty korzystając z terenu gęsto zalesionego i bagnistego. Wykorzystał to Suworow, który doprowadził do oskrzydlenia wojsk konfederackich przez jegrów i kozaków, zmuszając Polaków dwukrotnie do opuszczenia zajmowanych pozycji. Po 7 godzinach marszu połączonego walką Polacy zdołali się wreszcie oderwać od Rosjan i pod osłoną nocy przeprawili się na lewy brzeg Bugu i udali się do Włodawy. Straty wojsk po obu stronach w bitwie pod Orzechowem są nieznane.

Wileńska orkiestra mandolinistów Edwarda Ciukszy

Rewolucja bolszewicka z jednej strony i powstanie państwa polskiego w nowych granicach spowodowały opuszczenie Ukrainy przez Edwarda Ciukszę (1905 – 1970) wraz z rodziną i osiedlenie się w polskim Wilnie w 1921 roku. Edward był mandolinistą i zaraz po zamieszkaniu w Wilnie znalazł grupę innych mandolinistów - amatorów-pasjonatów i założył Towarzystwo Mandolinowe „Kaskada”, które zaczęło organizować publiczne koncerty. W Towarzystwie był mandolinistą, później również koncertmistrzem i zastępcą kierownika zespołu. Zespół cieszył się dużą popularnością. Tak dużą, że zaraz po powstaniu w Wilnie rozgłośni Radia Polskiego w 1928 roku został poproszony do współpracy z radiem. Ciuksza prowadził tam audycję pt. Wieczorynka, w której przeplatał własne opowieści utworami granymi przez swoją orkiestrę. Oczywiście podczas litewskiej (1939-40) i niemieckiej okupacji Wilna (1941-44) Wieczorynka znikła z anteny. Powróciła w 1944 roku po zajęciu tego tak wówczas ciągle bardzo polskiego miasta przez Armię Czerwoną, z czym jeszcze wtedy liczył się trochę Związek Sowiecki. 14 lutego 1945 roku zespół wykonał swój tysięczny koncert radiowy. Konferencja jałtańska odbyta w tym samym miesiącu oderwała Wilno od Polski i władze sowieckie przystąpiły do masowego wypędzania Polaków z miasta i Wileńszczyzny do stworzonej przez Kreml stalinowskiej Polski w jej nowych granicach. W kwietniu 1945 roku zmuszono orkiestrę mandolinistów Edwarda Ciukszy do opuszczenia Wilna; Ciuksza najpierw musiał opuścić swe domostwo na Ukrainie w 1921 roku, a w 1945 swe nowe domostwo w Wilnie. 16 kwietnia orkiestra zagrała w radiu swój pożegnalny - 1029-ty – koncert i w jednym transporcie wyruszyła pociągiem do Krakowa.

Pociąg wiozący Polaków wypędzonych z Wilna 23 na 24 kwietnia 1945 zatrzymał się na stacji kolejowej Łódź Kaliska. Ciuksza przypadkowo spotkał się tam ze swoim znajomym z czasów wileńskich, pianistą i profesorem wileńskiego konserwatorium muzycznego Stanisławem Szpinalskim, który wtedy mieszkał w Łodzi i współpracował z Rozgłośnią Polskiego Radia Łódź. Szpinalski namówił członków zespołu do osiedlenia się w Łodzi i do współpracy z łódzką radiostacją. Cały zespół zamieszkał w opuszczonym przez wojsko budynku w Tuszynie-Lesie. Orkiestra otrzymała nową nazwę – Łódzka Orkiestra Mandolinistów i 1 maja 1945 roku zainaugurowała swoją działalność koncertem podczas uroczystości otwarcia nowego studia Radia Łódź przy al. Tadeusza Kościuszki 40. Jej występ poprzedził felieton odczytany przez wielkiego aktora Aleksandra Zelwerowicza, który w latach 1929-31 był dyrektorem Teatru Polskiego na Pohulance w Wilnie i słuchaczem programu Wieczorynka. Od koncertu w dniu 20 października 1949 roku zespół zaczął występować jako Orkiestra Mandolinistów pod dyrekcją Edwarda Ciukszy. 1 stycznia 1950 roku muzycy podpisali z Polskim Radiem umowę o pracę, stając się w ten sposób pierwszą łódzką etatową orkiestrą radiową. Orkiestra wykorzystywała instrumenty takie jak akordeon, czelesta, ksylofon, wibrafon, cytra, gitara hawajska, gitara elektryczna oraz elektronium. Wykonywała głównie aranżacje melodii polskich, ukraińskich, litewskich, włoskich, hiszpańskich i hawajskich. Brała również na warsztat arie operetkowe oraz transkrypcje muzyki poważnej. Z członków orkiestry utworzono Zespół Domrowy Muzyki Dawnej, który wykonywał utwory polskich kompozytorów. Z Orkiestrą Mandolinistów Edwarda Ciukszy nagrywali tacy znani śpiewacy i piosenkarze jak Teresa Żylis-Gara (wilnianka), Krystyna Nyc-Wronko, Rena Rolska, Tadeusz Woźniakowski, Zofia Framer i Zbigniew Framer. Orkiestra Mandolinistów Edwarda Ciukszy cieszyła bardzo dużą popularnością. Działała nieprzerwanie w Radiu Łódź do roku 1971, to jest do czasu rozwiązania orkiestry, na co wpłynęła śmierć Edwarda Ciukszy w 1970 roku, który był jej duszą. Jak podaje Wikipedia.pl w archiwum Radia Łódź jest przechowywanych 7 tysięcy nagrań zespołu Ciukszy. Polskie Radio wydało w 2007 roku w serii Archiwum Polskiego Radia dwupłytowy album z nagraniami instrumentalnymi Orkiestry, zatytułowany Z Archiwum Polskiego Radia vol. 03 - Edward Ciuksza. Nagrania Orkiestry pojawiły się również w filmie Rewers (2009) w reżyserii Borysa Lankosza oraz w dokumencie Z miasta Łodzi (1968) w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego.

Polscy olimpijczycy pochodzący z terenów dzisiejszej Litwy

Wilno było przez kilka wieków i do 1945 roku miastem polskim i etnicznie polską była także ta część Wileńszczyzny, która dzisiaj należy do Litwy. Natomiast na Litwie Kowieńskiej Polacy stanowili ok. 10% ogółu ludności. Stąd wśród znanych Polaków pochodzących z Litwy nie zabrakto także polskich sportowców, w tym olimpijczyków. Oto oni:

WILNO: Izabella Antonowicz-Szuszkiewicz (ur. 1942 Wilno), kajakarka: IO Tokio 1964, IO Meksyk 1968 i IO Monachium 1972 – 6 miejsce (dwójki 500 m); Lech Felicjan Boguszewicz (ur. 1938 Wilno), długodystansowiec: IO Tokio 1964 – 4 miejsce (5000 m); Zygmunt Ginter (1911 Wilno – 1964 Warszawa), hokeista: Zimowe IO St. Moritz 1948 – drużyna 6 miejsce; Bronisław Karwecki (pochodził z Wilna), wioślarz: IO Berlin 1936 – 5 miejsce (czwórka ze sternikiem); Jan Zbigniew Kuczyński (ur. 1935 Wilno), zapaśnik (waga lekka 67 kg): IO Rzym 1960; Bohdan Stanisław Liszko (1940 Wilno – 1993 Kraków), koszykarz: IO Tokio 1964 – drużyna 6 miejsce i IO Meksyk 1968 – drużyna 6 miejsce; Mieczysław Łomowski (1914 Wilno – 1969 koło Gniewa), kulomiot: IO Londyn 1948 – 4 miejsce; Jerzy Młynarczyk (ur. 1931 Wilno), koszykarz: IO Rzym 1960 – drużyna 7 miejsce; Andrzej Osiecimski-Czapski (1899 Wilno – 1976 USA), wioślarz: IO Paryż 1924; Marek Petrusewicz (1934 Wilno – 1992 Wrocław), pływak: IO Helsinki 1952; Lech Poklewski (ur. 1937 Wilno), żeglarz (klasa Dragon): IO Monachium 1972; Antoni Rosołowicz (ur. 1933 Wilno), wioślarz (czwórka bez sternika): IO Rzym 1960; Elwira Seroczyńska (Potapowicz) (ur. 1931 Wilno), łyżwiarka: Zimowe IO Squaw Valley 1960 – srebrny medal (1500 m), 500 m – 6 miejsce, Zimowe IO Innsbruck 1964; Władysław Szuszkiewicz (ur. 1938 Wilno), kajakarz: IO Tokio 1964, IO Meksyk 1968 – 4 miejsce (jedynka 1000 m) i IO Monachium 1972 – brązowy medal (dwójka 1000 m); Zenon Romuald Ważny (ur. 1929 Wilno), tyczkarz: IO Helsinki 1952 i IO Melbourne 1956 – 6 miejsce; Stanisław Wołodko (ur. 1950 Wilno), dyskobol: IO Montreal 1976; Władysław Zawadzki (1911 Wilno – 1996 Bydgoszcz), wioślarz: IO Berlin 1936.

WILEŃSZCZYZNA (dziś część litewska): Władysław Kozakiewicz ( ur. 1953 Soleczniki koło Wilna), lekkoatleta – skok o tyczce: IO Moskwa 1980 – złoty medal.

LITWA (Kowieńska): Zygmunt Bogdziewicz (ur. 1941 Kowno), strzelec - karabin małokalibrowy do ruchomej tarczy z sylwetką "biegnącego dzika" 30+30 strzałów , 50 m: IO Monachium 1972 i IO Montreal 1976; Bolesław Gościewicz (1890 Woskajcie koło Kowna – 1973 Łódź), strzelec: IO Paryż 1924; Władysław Komar (1940 Kowno – 1998 koło Przybierowa), czołowy kulomiot świata: IO Tokio 1964 – 9 miejsce, IO Meksyk 1968 – 6 miejsce i IO Monachium 1972 – złoty medal; Czesław Kwieciński (ur. 1943 Romaszkany koło Wiłkomierza), zapaśnik wagi średniej i półciężkiej: IO Tokio 1964, IO Meksyk 1968 – 7-8 miejsce (w. średnia 87 kg), IO Monachium 1972 – brązowy medal (w. półciężka 90 kg), IO Montreal 1976 – brązowy medal (w. półciężka 90 kg) i IO Moskwa 1980; Henryk Leliwa-Roycewicz (1898 Janopol – 1990 Warszawa), jeździec: IO Berlin 1936 – srebrny medal (WKKW druż.).

Polska Olita na Litwie

Olita (lit. Alytus) to miasto w południowej Litwie (Litwa Kowieńska) nad Niemnem, mające 60 000 mieszkańców (szóste co do wielkości na Litwie).

Jak prawie każda miejscowość na Litwie, także Olita ma swoją polską historię.

Olita i ziemie wraz z wioskami wokół niej należały do królów polskich, którzy byli jednocześnie wielkimi książętami litewskimi. W 1536 roku Olitę wraz z tymi wioskami królewicz Zygmunt August, za pozwoleniem ojca – króla Zygmunta Starego, nadał w dożywocie Janowi Zabrzezińskiemu, wojewodzie trockimu. Potem Zygmunt August, już jako król, królewską dzierżawę olicką dał w dożywocie swojej żonie Barbarze Radziwiłłównej. Na sejmie w 1589 roku zamieniono tę dzierżawę na ekonomię królewską – domenę państwową Rzeczypospolitej. W jej skład wchodziły 4 miasteczka i 169 wsi, a liczba włók płatnych i wolnych wynosiła 2696. W latach 1724-30 ekonomia olicka przynosiła dochód na sumę ówczesnych 25 333 złotych polskich według kontraktów dzierżawnych.

15 czerwca 1581 król polski Stefan Batory nadał Olicie prawa miejskie (lokacja na prawie magdeburskim).

Po dokonanym w 1795 roku III rozbiorze Polski, lewobrzeżna i główna część Olity znalazła się w granicach Rosji; natomiast jej prawobrzeżna część na terenie Prus. Po zwycięstwie Napoleona nad Prusami prawobrzeżna Olita znalazła się na obszarze utworzonego przez cesarza Księstwa Warszawskiego (1807-15). Chociaż po klęsce Napoleona do Rosji została przyłączona większa część Księstwa Warszawskiego wraz z prawobrzeżną Olitą, miasto pozostawało nadal podzielone na dwie części. Prawobrzeżna Olita należała w latach 1815 – 1918 do Królestwa Polskiego (Królestwa Kongresowego), będącego w unii z Rosją, a lewobrzeżna Olita bezpośrednio do Rosji. Polska Olita leżała na terenie powiatu kalwaryjskiego w gubernii suwalskiej, a rosyjska Olita na terenie powiatu trockiego w guberni wileńskiej. W 1882 roku polska Olita miała 843 mieszkańców, a rosyjska Olita 477 mieszkańców (w 1860 r. 926 mieszk.). Połączenie obu Olit w jedno miasto nastąpiło po zajęciu tych ziem przez wojska niemieckie w 1915 roku.

W 1524 roku Jan Zabrzeziński ufundował w Olicie pierwszy kościół katolicki, który także uposażył. Należał on do diecezji wileńskiej, która wchodziła do 1798 roku w skład metropolii gnieźnieńskiej. Od tej pory aż do końca XIX w. prawie wszyscy proboszczowie oliccy byli Polakami lub czuli się Polakami. Nowy, murowany kościół parafialny pod wezwaniem św. Ludwika został zbudowany w 1818 roku kosztem ks. Ludwika Kamińskiego (po kilkudziesięciu latach odrestaurował go ks. Bańcewicz). W polskiej Olicie przed rozbiorami był kościół filialny parafii olickiej. Oderwany od kościoła parafialnego nową granicą państwową stał się kościołem parafialnym w diecezji sejneńskiej; w 1830 roku wzniesiono tu nowy kościół drewniany. Pod koniec XIX w. polska parafia olicka miała ok. 2800 parafian. Parafia w rosyjskiej Olicie należała nadal do diecezji wileńskiej i pod koniec XIX w. miała ok. 3250 parafian, a wraz z kościołem filialnym w Oławie ok. 6600 parafian. W Olicie urodził się w 1819 Szymon Marcin Kozłowski (zm. 1899), polski duchowny katolicki, w latach 1883-91 biskup łucko-żytomierski, następnie arcybiskup metropolita mohylewski (metropolia katolicka dla polskich Kresów), rektor katolickiej i polskiej Akademii Duchownej w Petersburgu, biblista, popularyzator teologii. Był jednym z najpłodniejszych polskich pisarzy religijnych w cesarstwie rosyjskim. Pisał podręczniki religii, które służyły przez wiele lat młodzieży polskiej. Ogłosił także tekst Wulgaty w przekładzie ks. Jakuba Wujka, znany jako „Biblia Kozłowskiego”, popularny wśród księży z racji tekstu polskiego i łacińskiego.

W 1918 roku na terenach etnicznie litewskich (tzn. na ziemiach, na których dominował element litewski) powstało niepodległe i nacjonalistyczne z ducha państwo litewskie, które postawiło sobie za cel istnienia walkę z Polakami i wszelkimi objawami polskości na opanowanych przez nich ziemiach. Granica państwowa polsko-litewska nie była ustalona aż do 1922 roku. Na mocy rozejmu po walkach polsko-litewskich w 1919 roku Olita znalazła się po stronie litewskiej. Polacy z Suwalszczyzny, nie chcąc żyć pod panowaniem polakożerców litewskich, domagali się przesunięcia polsko-litewskiej linii demarkacyjnej. W końcu października 1919 delegacja polska na rokowaniach pokojowych w Paryżu złożyła przedstawicielom Ententy memoriał, w którym domagano się wytyczenia linii demarkacyjnej na Suwalszczyźnie od Wisztańca na zachodzie do Olity na wschodzie. Realizacji tego planu przeszkodziła bolszewicka ofensywa na Warszawę w sierpniu 1920 roku i zajęcie Suwalszczyzny przez wojska litewskie. Od tego czasu Olita po dziś dzień jest litewska. Do 1940 roku nacjonalistyczne i antypolskie rządy litewskie różnymi szykanami prawie całkowicie wytępiły tu mniejszość polską. Ale nie zabiły całkowicie ducha polskiego wśród zlitwinizowanych tutejszych Polaków. Przekazy tak polskie jak i litewskie (J.K. Umiastowski, „Lietuvos Aidas” nr 170, 177, 183 z 1940) odnotowały, że kiedy po kampanii wrześniowej 1939 przebywali tu internowani polscy żołnierze, miejscowi Litwni całą masą szli słuchać ich chóralnie śpiewających, prywatnie okazywali im pomoc i uczyli się od nich języka polskiego.

Po kampanii wrześniowej 1939 w Olicie znajdował się do lipca 1940 roku jeden z obozów dla polskich żołnierzy internowanych na Litwie. Obóz ten zapisał się zdecydowanie źle we wspomnieniach internowanych Polaków. Zdarzył się tam nawet wypadek bestialskiego zamordowania jednego z żołnierzy. J.K. Umiastowski w swoich wspomnieniach zatytułowanych Przez kraj niewoli. Wspomnienia z Litwy i Rosji z lat 1939-1942 (Londyn 1947) pisze w tej sprawie: „Zorganizowaliśmy (wówczas) protestacyjną głodówkę i w rezultacie Litwini musieli się zgodzić na wyznaczenie mieszanej komisji dla zbadania tej sprawy. Zabroniono nam jednak wkrótce chodzić do miejscowego kościoła i otoczono obóz drutem kolczastym, zamieniając go w więzienie. Organizacja obozu pozostawiała wiele do życzenia, był b. ciasny i jedzenie podłe. Na obiad dawano nam stale pół litra kapuśniaku, a raczej mętnej wody... Wszy męczyły nas okrutnie”.

Podczas spisu ludności na Litwie w 2001 roku aż 768 osób w okręgu olickim podało narodowość polską. Aż wierzyć się nie chce, że po stu latach brutalnej walki z Polakami i polskością na Litwie, a szczególnie na terenie Litwie Kowieńskiej, tak w okresie 1918-40 i sowieckim 1940-90, ciągle tyle ludzi w Olicie uważa się za Polaków! Nie ulega wątpliwości, że krew polska płynie w żyłach wielu tysięcy tamtejszych Litwinów.

Ale i w ostatnich czasie nie zabrakło polskiego wątku w dziejach Olity. Otóż w mieście stacjonuje Batalion Piechoty Zmotoryzowanej im. Wielkiej Księżnej Litewskiej Biruty. W latach 1997 – 2008 wydzielał on cześć swoich sił do Litewsko-Polskiego Batalionu Sił Pokojowych, którego polski komponent stacjonował w Orzyszu.

Rozmieszczenie Polaków-katolików w powiatach Wołynia w 1931 roku

Przeprowadzony w 1931 roku powszechny spis ludności wykazał na terenie województwa wołyńskiego 346 600 Polaków i 327 900 katolików, z których prawie wszyscy byli Polakami. Rozmieszczenie katolików według powiatów przedstawiało się następująco:

powiat dubieński – 27 638, powiat horochowski – 17 675, powiat kostopolski – 34 450, powiat kowelski – 35 191, powiat krzemieniecki – 25 082, powiat lubomelski – 10 998, powiat łucki – 55 802, powiat rówieński – 36 444, powiat sarneński – 28 192, powiat włodzimierski – 38 483 i powiat zdołbunowski – 17 901 katolików.

Księgozbiór z Żytomierszczyzny w Bibliotece Raczyńskich w Poznaniu

W 1930 roku Biblioteka Raczyńskich w Poznaniu otrzymała w darze od hrabiny Teresy Czarneckiej z Raszew w Wielkopolsce jej bibliotekę złożoną z 1824 tomów, 160 broszur i 7 rękopisów. Księgozbiór ten powstał w dalekim Krasiłowie na Żytomierszczyźnie (Ukraina), a jego właścicielem była ziemiańska rodzina Czorbów, z tym, że jej założycielem był magnacki ród Sapiehów, należący do młodszej linii kodeńskiej. Księgozbiór krasiłowski był rozmaitego pochodzenia, poczynając od książek z biblioteki króla polskiego i hospodara wołoskiego, kończąc na bibliotekach klasztornych i szlacheckich, zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Były tam pozycje bardzo cenne, jak np. inkunabuł pochodzący z oficyny Kobergera w Norymberdze (rok wydania 1481). Wśród poloników znajdowały się np. Statuty Jana Łaskiego, Victoria Deorum Sebastiana Klonowica z 1587 roku, dzieła Stanisława Orzechowskiego i Macieja Sarbiewskiego. W księgozbiorze znajdowały się także cenne druki obce pochodzące z XVI w. Zbiór ten znajdował się w Krasiłowie do 1865 roku i został przeniesiony do zaboru pruskiego, aby po represjach po Powstaniu Styczniowym 1863 nie stał się łupem Rosjan.

Smutny los Biblioteki Nieświeskiej Radziwiłłów

W listopadzie 2000 roku w Bibliotece Rosyjskiej Akademii Nauk w Petersburgu otwarto wystawę książek i starodruków, pochodzących z dawnej biblioteki Radziwiłłów w Nieświeżu, w tym wiele w języku polskim Na wystawie zaprezentowano ponad sto ksiąg, znajdujących się obecnie w zasobach tej biblioteki z różnych dziedzin wiedzy: historii, medycyny, przyrody, religii, wojskowości i sztuki. Są też wydania przekładów literatury obcej. Biblioteka Radziwiłłów była przez lata gromadzona w ich siedzibie rodowej w Nieświeżu (b. woj. nowogródzkie), który obecnie znajduje się na terytorium Białorusi. Ostatni z ordynatów nieświskich Karol Stanisław Radziwiłł (zwany Panie Kochanku) na uzupełnienie księgozbioru przeznaczał wielkie sumy. Za jego czasów biblioteka Radziwiłłów liczyła ok. 20 tys. tomów. W 1772 r. majątek Karola Stanisława został skonfiskowany przez Rosjan i wywieziony do Rosji. Zbiory nieświeskie nie zachowały się do dziś w całości. Ich część znalazła się w bibliotece Rosyjskiej Akademii Nauk w Petersburgu, część trafiła w 1913 roku na Uniwersytet Moskiewski, a część podarowano uniwersytetowi w Helsinkach (Finlandia).

Piewca piękna byłego województwa stanisławowskiego

Wielkim miłośnikiem i propagatorem piękna województwa stanisławowskiego przed wojną był znany geograf, krajoznawca i fotografik pochodzący z Zaleszczyk (b. woj. tarnopolskie) Henryk Gąsiorowski (1878-1947). Był założycielem Muzeum Pokuckiego w Kołomyi (woj. stanisławowskie). Wydał m.in. monografię „Województwo stanisławowskie” (1930), „W Beskidach Wschodnich” (1930), „O przeszłości i teraźniejszości Burkutu” (1932), „Spławaczka w Beskidach Wschodnich” i wspaniale opracowany „Przewodnik po Beskidach Wschodnich” w 3 tomach: „Bieszczady”, „Gorgany” i „Pasmo Czarnohorskie” (1933-35).

Kresowianie w administracji państwowej i samorządowej w centralnej i zachodniej Polsce

Propaganda ukraińska, białoruska i litewska często twierdzi, że Warszawa przysyłała na wyższych urzędników administracji państwowej na Kresach osoby, które nie miały nic wspólnego z tymi ziemiami, dla których te ziemie były obczyzną, a lokalne problemy jakąś czarną magią. Poniższe fakty całkowicie temu zaprzeczają. Na Kresach mieszkało od kilkuset lat kilka milionów Polaków, którzy należeli do najbardziej wykształconych ludzi na tych terenach. Dlatego jeśli nie większość to bardzo duży odsetek urzędników administracji państwowej i samorządowej wszystkich szczebli stanowili lokalni ludzie lub osoby pochodzące z Kresów.

Przemieszczanie się ludzi z jednego miejsca na drugie, jak np. z jednego miasta do drugiego czy nominacje na urzędy państwowe w różnych miastach i okręgach przez władze centralne jest zjawiskiem normalnym i występującym we wszystkich społeczeństwach i krajach od tak dawna jak one istnieją. W Polsce przez urząd na wojewodów, wicewojewodów i starostów. Stąd Polacy pochodzący z Kresów zajmowali te urzędy także w Centralnej i Zachodniej Polsce. Np. pochodzący z Polskich Inflant, czyli z Łotwy Władysław Sołtan, który w 1918 roku został wybrany marszałkiem powiatowym ziemi rzeżyckiej (Rzeżyca) i członkiem Głównego Zarządu Prowincji Inflanckiej, po przeniesieniu się do Warszawy w listopadzie 1918 roku, w lutym 1919 roku otrzymał nominację na komisarza rządu w powiecie kieleckim (Kielce), a od 19 listopada 1919 do 19 grudnia 1923 roku był wojewodą warszawskim. A przecież w Warszawie na pewno nie brak było równie dobrych kandydatów na to stanowisko.

Np. urodzeni na Kresach Polacy byli wojewodami czy wicewojewodami, starostami i prezydentami miast: Mieczysław Bilski z Małopolski Wschodniej prezydentem Chełma, starostą w Tomaszowie Lubelskim i Radomsku, wicewojewodą warszawskim 1919-23 oraz wojewodą kieleckim 1923-24 i śląskim 1924-26; Piotr Dunin-Borkowski ze Lwowa wojewodą poznańskim 1928-29; Paweł Garapich ze Lwowa wojewodą łódzkim w 1924 roku; Władysław Jaszczołt z Polesia wojewodą łódzkim 1926-33; Henryk Józewski z Kijowa wojewodą łódzkim 1938-39; Mikołaj Kwaśniewski z Ukrainy wojewodą krakowskim 1929-35, a następnie poznańskim 1935; Ignacy Manteuffel z Polskich Inflant na Łotwie wicewojewodą warszawskim, a następnie wojewodą kieleckim 1924-27; Stefan Mokrzecki z Wileńszczyzny p.o. prezesa Tymczasowej Komisji Rządzącej Litwy Środkowej (Wilno), a następnie jej wiceprezesem; Aleksander Morawski z Małopolski Wschodniej wicewojewodą krakowskim 1926-27; Karol Olpiński ze Lwowa p.o. wojewody krakowskiego w 1923 roku; Jerzy Osmołowski z Polesia komisarzem generalnym Zarządu cywilnego Ziem Wschodnich; Henryk Ostaszewki ze Lwowa wojewodą białostockim 1937-39; Władysław Raczkiewicz z Białorusi wojewodą krakowskim w 1935 roku i pomorskim 1936-39; Józef Rożniewski z Kijowa wicewojewodą łódzkim 1929-31 i wojewodą lubelskim 1933-37; Antoni Schultis ze Lwowa wojewodą śląskim w 1923 roku; Marian Zyndram-Kościałkowski z Litwy wojewodą białostockim 1930-34 i tymczasowym prezydentem Warszawy w 1934 roku.

Światowe dziedzictwo UNESCO w Polsce historycznej

Miejsca wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO stanowią wspólne dobro ludzkości. Wyróżnia je „najwyższa powszechna wartość”. Obecnie na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO znajduje się 851 miejsc w 184 krajach: 660 obiektów kulturalnych, 166 naturalnych i 25 o charakterze mieszanym kulturalno-przyrodniczym. W Polsce jest 13 miejsc w 19 miejscowościach, które zostały uznane za ogólnoludzkie dziedzictwo. Są to: Stare Miasto w Krakowie (1978), Zabytkowa Kopalnia Soli w Wieliczce (1978), Auschwitz-Birkenau. Niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady 1940-45 (1979), Puszcza Białowieska (1979), Stare Miasto w Warszawie (1980), Stare Miasto w Zamościu (1992), Średniowieczny zespół miejski Torunia (1997), Zamek krzyżacki w Malborku (1997), Kalwaria Zebrzydowska – zespół architektoniczny i krajobrazowy (1999), Kościoły Pokoju w Jaworze i Świdnicy (2001), drewniane kościoły południowej Małopolski - Binarowa, Blizne, Dębno, Haczów, Lipnica Murowana, Sękowa (2003), Park Mużakowski - krajobrazowy (2004) i Hala Ludowa we Wrocławiu (2006).

Wytworem polskim, a więc polskim dziedzictwem są także Starówki we Lwowie (dziś Ukraina) i w Wilnie (dziś Litwa), które znajdują się również na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Władze ukraińskie w podaniu o wpisanie Starówki lwowskiej na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO nawet jednym słowem nie wspomniały o polskiej przeszłości miasta lub o tym, że ta Starówka należy do polskiego obszaru artystycznego. Dla władz ukraińskich Lwów był zawsze ukraińskim miastem, tylko przez jakiś czas był okupowany przez Polaków, którzy w historii miasta nic nie znaczyli i nic po sobie w mieście nie zostawili. W dokumentalnym filmie ukraińskim o pięknym budynku opery lwowskiej nawet nie wspomniano, że jej architektem był Polak, prof. Zygmunt Gorgolewski (1845 – 1903), rodem z Solca Kujawskiego – rodem z polskich Kujaw.

Marian Kałuski

Wersja do druku

Lubomir - 16.03.13 9:50
Na razie to 'w najlepsze' trwa kolonizacja Polski przez Niemców. W wojnie najważniejszą rzeczą jest opanować albo zniszczyć mózg organizmu przeciwnika. Organizm wówczas przestaje normalnie funkcjonować, umiera. To robią bez przerwy Niemcy w Polsce. Osiemdziesiąt procent polskiej prasy wykupionej zostało przez kapitał niemiecki. W przypadku tytułów regionalnych jest to najczęściej - sto procent. Niemieckie brukowce i szmatławce formułują polski światopogląd i moralność Polaków. Sterują opinią publiczną i nastrojami, nawołują do separatystycznych podziałów i waśni. O przejmowaniu kontroli przez Niemców nad polską telekomunikacją, finansami, telewizją, radiem, motoryzacją, koleją i m. in. przemysłem zbrojeniowym, też warto przypominać. Rosja głownie uczestniczy w dostawie gazu na polski rynek. Ale który kraj europejski nie korzysta z tego typu zakupów w Rosji?. Niemcom zależy na budowaniu w Polsce fobii antyrosyjskich, antyamerykańskich, antybrytyjskich, antyfrancuskich, antywłoskich...Niemcy chcą wyłuskać Polskę z międzynarodowych układów i struktur. Chcą mieć do dyspozycji Polskę odizolowaną od wszystkich i wycieńczoną, skłóconą wewnętrznie, bezradną i bezbronną. Takiej osłabionej Polsce, można stawiać każde ultimatum...To wiedział już Adolf Hitler, jego pretorianie i konfidenci.

Wszystkich komentarzy: (1)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

19 Września 1953 roku
Urodziła się Grażyna Szapołowska, aktorka.


19 Września 1551 roku
Urodził się Henryk III Walezy, król Polski i Francji (zm. 1589)


Zobacz więcej